Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
droga pokryta żółtymi jesiennymi liśćmi

Żółte liście – część 3

Posted on 5 listopada 20213 lipca 2025 by Ola

Czyli potargane myśli o wszystkim naraz. Żółte liście jak... żółte papiery?!

Kawę macie? To siadajcie, zapraszam w podróż po jeden choć uśmiech! Czasy nie są łatwe i każda próba zebrana sił przez uśmiech jest cenna i na wagę złota. Zapraszam!

Co zrobilibyście, gdyby czekał was jeden jedyny ostatni dzień na tym łez padole? Nie da się tak myśleć i żyć codziennie, ale od czasu do czasu można się zatrzymać i poważnie zastanowić. Bardzo poważnie.

Bo ja, na przykład, kochani moi, zjadłabym zwykłą, puchatą, nabitą glutenem bułkę z serem i keczupem… Nie przejmowałabym się celiakią… Ach, może zjadłabym nawet pączka!

Nie znam nikogo, kto byłby na diecie ściśle bezglutenowej z własnego wyboru, bez żadnej konieczności chorobowej.  Że ktoś unika, że chce zdrowiej jeść, to tak, wiadomo, ale na ścisłej to się nie da! Przynajmniej ja bym nie umiała. Przed eleganckim pożarciem całego pudełka ptasiego mleczka, albo bułki pszennej, albo jakiegokolwiek różowego ciastka z wystawy powstrzymuje mnie tylko pamięć o tym, jak się czułam, kiedy nie wiedziałam, że mam celiakię. To otrzeźwia i pozwala nacieszyć się samym zapachem glutenowych ciast, ciasteczek, ciastuniek. I pizzy.

Tak nawiasem mówiąc, jak ktoś potrzebuje pomocy z bezglutenową dietą, porad, co wychodzi gorzej a co w ogóle nie wychodzi, to możecie śmiało pisać, czy w komentarzu czy we wiadomości, czy na fejsie. Pączki na pewno nie wychodzą! Czasem udaje się szarlotka. Dałam nawet przepis na instagrama: kliknij tu 🙂

tarta z jabłkami na blacie, wokół leżą całe jabłka
Bezglutenowa szarlotka, jeden z niezawodnych przepisów!

Piotrek gra ze swoim szanownym ojcem w minecraft, jest piątek po południu i słyszę jak sobie rozmawiają;

– Tata, a ty umiesz grać, prawda? I Maja umie, prawda? – dopytuje się mój synek, słodziak mój budyniowy.

– Tak, my umiemy grać. Ty też, trochę chociaż.

– Tata – drąży Piotrek, a ja nadstawiam uszu znad książki, bo czuję, że usłyszę coś wartego zapamiętania – a mama nie umie grać, prawda?

Nie pomyliłam się, mam tę maminą intuicję. Ale fakt, nie umiem grać. Mąż próbuje ratować sytuację i mówi:

– No, mama umie dużo innych rzeczy. Co mama robi?

Na co Piotrek radośnie woła znad klawiatury:

– No jak to co? Wszystko!

Więc sobie robię wszystko. Sprzątam sobie wszystko, gotuję wszystko…

Ech, do sprawiedliwego w oczach dziecka podziału obowiązków to nam jeszcze daleko…

I tak dobrze, że nie słyszy, żebyśmy musieli się z eM. kłócić o domowe obowiązki. Jak mam coś do pokazania palcem, że trzeba zrobić, to pokazuję. I nikt się nie kłóci. Się zrobi albo się nie zrobi. Ale się nie kłóci…

Tata, córka i synek grają w warcaby w parku

Zastanawialiście się kiedyś, co takiego ma w sobie zupa?

W sensie nie jakie warzywa i czy ma glutaminian sodu czy nie, ale co ma w sobie zupa w sensie życiowym.

Nie?

Może jesteście po prostu normalni a ja mam jakieś pomysły powichrowane, ale ostatnio zrobiłam zupkę, prostą, warzywną, z farfocelkami ze śmietany i jak stałam nad nią, to myślałam sobie: jak to dobrze, że na świecie są zupy. Są takie pluszowe, przytulają cię swoim ciepełkiem, mają w sobie zapach idealnego dzieciństwa. Ta źle rozmieszana śmietana jest jak symbol niedoskonałości w codziennym życiu. Zupka jak ramiona dobrej mamy. Zupka jak płomyk ogniska w mroźny wieczór. Jak coś niezmiennego w pędzącym świecie.

Tak, śmiałam się sama z siebie, że robię zdjęcie zupy.

zupa w niebieskiej miseczce, warzywna

A parę dni później wysłałam parę złotych dobrym ludziom, żeby mogli taką zupę zanieść też tym, co czekają na polsko - białoruskiej granicy. Już bez śmiechu.

Jakiś czas temu rozmawiam sobie z babcią mojej córki – czyli moją mamą. Rozmawiamy przez telefon o różnych różnościach i mama się chwali:

– Maja była u mnie rano, wiesz? – mówi babcia. Maja chodzi do liceum, które jest rzut beretem od mojego domu rodzinnego, więc czasem chodzi do babci. Pewnie na zupkę.

– No, to fajnie. Ale rano? Ona zdążyła do szkoły, nie spóźniła się? – pytam zdziwiona, że moje dziecko, co nie budzi się przed południem jak nie musi, rano przed lekcjami odwiedza jeszcze babcię.

– Nie, co ty! Zdążyła spokojnie na dziewiątą czterdzieści pięć, dopilnowałam! – babcia chce mnie uspokoić a ja tylko wzdycham. Już rozumiem.

– Mamo, ona miała dziś na ósmą…

– Ale… jak to! No jak?? Nie na dziewiątą czterdzieści pięć???

– Już rozumiem – tłumaczę babci – spóźniła się na pociąg, nie zdążyła na drugą lekcję w całości, to poszła jeszcze do ciebie i wtedy na kolejne lekcje. Spoko, ja to znam. Pewnie nie chciała cię denerwować.

– A to skubana – słyszę jeszcze w telefonie.

czarno - biała ilustracja zbuntowanej dziewczyny, rysunek węglem
rysunek Mai Reszke - Maja się ze mną nie zgadza ale to idealna ilustracja na temat zbuntowanej nastolatki

Nowe pokolenie to nowe zwyczaje, nowy język… Nie unikniesz.

Piotrek bawi się w skakanie z poduchy na łóżko, robi przewrotki, biega w kółko – tak patrzę na niego z rozrzewnieniem, przypominam sobie, jak kiedyś tak bawiłyśmy się z siostrami i na fali tego rozrzewnienia pytam bombela:

– Robisz sobie tor przeszkód? Ale ładnie…

– Nie, mama to nie jest żaden tor! To jest parkour!

Pa… co?!

Inna sytuacja: tym razem to Piotruś zaczyna:

– Mama, mama, chodź, zobacz, w łazience jest wieeeelki pająk! – i chichra się przy tym i jednocześnie próbuje udawać przerażonego. To idę, nastawiona, że zaraz zawoła „żarcik!” i będę taaaaaka zaskoczona, a tu słyszę

– Cha, cha, mama! To był prank!

Pra… co?!

* tłumaczenie: parkour to inaczej to samo co kiedyś tor przeszkód a prank to inaczej żarcik. Ale po nowemu! A gdybyście Maję słyszeli…

droga do pracy, niebieskie niebo i jesienne drzewa i zółte liście

Czy są tu tacy czytelnicy, co też się cieszą, że są już po czterdziestce? Ja prawie każdego dnia się tym cieszę, oprócz tych dni, kiedy nie cieszy mnie nic, nawet ja sama. A tak to nie chciałabym wracać do żadnego etapu mojego życia. Teraz mam tę świadomość, że żyję dla siebie i robię to, co chcę. Raz w sklepie powiedziałam do jednego obcego mi pana w kolejce przede mną, żeby już nie marudził na biedną ekspedientkę, bo ta nowa i jeszcze się uczy, a pan ją usilnie poganiał i dyktował, co ma robić a co nie. I serio! Tak powiedziałam! „Proszę pana, niech pan już proszę nie marudzi, no stara się dziewczyna jak może!” A jak mi serce zamarło, kiedy pan starszy skierował na mnie swoje spojrzenie! Ale szybko się uśmiechnęłam, takim uśmiechem przestraszonej fretki  i pan szanowny dał mi spokój. Ekspedientce też.

Przed czterdziestką bym tak nie umiała!

Jak mi coś podoba, to też nie waham się już powiedzieć, pochwalić.

W październiku dostałam kod z moich podyplomowych studiów i mogłam już zalogować się po wykłady i robić notatki. To robię, przedmiot: etyka ogólna – wprowadzenie, podstawowe pojęcia.

„Podstawowe pojęcia, uszeregowane:

  1. etyka, filozofia (podstawowe zagadki wszechświata, poznawalność prawdy),
  2. światopogląd (względnie stały zespół sądów, przekonań, opinii na temat otaczającego świata, czerpanych z rozmaitych dziedzin kultury),
  3. moralność (zbiór zasad, które określają, co jest dobre a co złe)
  4. ideologia (wspólnota światopoglądów u podstaw której tkwi świadome dążenie do realizacji określonego interesu grupowego)”

 i uwaga:

Z tych ogólnych definicji rozmaite nurty etyczne rozwijające się na przestrzeni wieków wyciągają najróżniejsze wnioski. Ale jedna rzecz jest zawsze prawdziwa:

„Normy te – czyli przedstawiane zbiory zasad etycznych, czy to wynikające z natury czy dane od Boga – nabierają sensu i treści dopiero w powiązaniu z konkretnym systemem wartości.”

„Jeśli moralista uznaje jakiś czyn za nienaturalny, znaczy to w gruncie rzeczy tylko tyle, że mu się ten czyn nie podoba.” Bo nie mieści się w JEGO systemie wartości.

Dokładnie. Lubię te notatki.

Ale skoro każdy system etyczny musi opierać się na jakiś założeniach moralnych, na jakiś wartościach, to skąd wziąć te prawdziwe?

Moje notatki mówią, że nie ma możliwości, żeby połączyć opis natury ludzkiej automatycznie z „właściwym” systemem wartości. ALE! Można połączyć z nadrzędnymi dowodami naukowymi. Tak powstała pedagogika czy socjotechnika.

Ale spór o to, czy spory etyczne da się rozstrzygnąć czy nie, trwa. Chyba nie wszyscy ci teoretycy po prostu słyszeli słynne rozstrzygające wypowiedzi pewnego ministra, co to wiecie, przecież wszyscy wiemy, że… Że kobiety mają rodzić, na przykład. Jak dziki. Od miliardów lat.

jesienna droga, żółte liście
Ostatnia taka jesienna droga...

Macie też tak czasami, że całujecie w nos swoje śpiące już dzieci? Głaszczecie leciutko po policzku, chowacie nogi pod kołderkę?

Pewnie tak, pod jednym warunkiem. Że te nogi nie mają rozmiaru ponad 30. Tych kopytek o rozmiarze 40 już nie otulam! Ale czasem za to patrzę na moją córkę z dumą, nie mogę uwierzyć, jak bardzo staje się sobą, jak uczy się rozmawiać, dyskutować, przejmować się…

Jakby naprawdę czekał mnie ostatni dzień życia na tym świecie, to spędziłabym go z moimi dziećmi.

I pewnie żałowałabym, że nie spróbowałam zainwestować w bitcoiny, hehe.

One miałyby trudniejszy wybór – rozczulająca się mama czy minecraft… Mama czy pizza…

Także tak.

Żółte liście jak chwile uśmiechu. 

Żółte liście jak chwile spokoju w rozbieganym, krwawiącym świecie. 

Żółte liście zebrane razem tworzą piękny bukiecik – tak jak ludzie połączeni razem ideą naprawiania choćby swojego małego kawałka świata. Nie jesteście sami!

Żółte liście są też delikatne, łatwe do pokruszenia… Dlatego dbajcie o siebie, o swoje siły, o swoje zdrowie. Żebyśmy mieli siłę i odwagę stanąć po stronie słabszych. Wygraliśmy na loterii życia wiele – dach nad głową, jedzenie w lodówce, pracę, możemy siedzieć przed komputerem czy z telefonem w ręku i przeglądać blogi… Czy też macie wrażenie, że trzeba jakoś się odwdzięczyć? 

żółte liście – część 2

żólte liście – część 1

Nawigacja wpisu

← „Nastolatkozmagania”
Buntowniczka →

3 thoughts on “Żółte liście – część 3”

  1. Katarzyna Dominik - Bodak pisze:
    5 listopada 2021 o 09:47

    Olu, jak pięknie. Aż się wzruszylam w mojej mrocznej kuchni. A mrocznej, bo nie dość, że otulam małe stópki co wieczór i w noc, to gaszę światło, jak widzę, że razi w oczka tego mojego młodszego berbecia. I tak sobie przypalam placki, bo je ledwo widzę, za oknem deszcz i wiatr, moja jesień ukochana, i myślę sobie, że zmamusiałam już do reszty. I że jesień to moja ulubiona pora roku, bo takie dni, jak ten, mogę spędzać w ciepłym, domowym kokonie. I jest to wygrana na loterii.

    Odpowiedz
  2. Hanna pisze:
    5 listopada 2021 o 10:46

    Olu dziękuję Ci za chwilę śmiechu odprężenia cudownie piszesz jesień nastraja cię filozoficznie nostalgicznie i humorystycznie a ja bym chciała gdy y to był ostatni dzień być z moimi córkami wnukami braćmi i bratowymi i żeby mój mąż cierpliwie trzymał mnie za rękę i mówił czule Haniu kochana ❤️ta jesień ogólnie mnie smuci

    Odpowiedz
  3. Anna pisze:
    5 listopada 2021 o 17:03

    Olu, jak zawsze przepięknie napisane, wzruszyłam się i nie ważne że jadę autobusem do domu. Kiedy zanurzam się w tekst pisany przez Ciebie, czas i miejsce nie mają dla mnie znaczenia 🙂 zdecydowanie ostatni dzień spędziłabym w towarzystwie najukochańszych i najbliższych ❤

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i ...

Przed snem

18 marca 2022
życie i książki życie i problemy

Historie rodzinne

22 stycznia 2022
życie i ...

Czarownice

14 lipca 2023
życie i ...

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 2

18 lutego 2023
życie i problemy

Jak pomagać dziecku w nauce? Porady nauczycielki

4 lutego 2023
życie i problemy

W kolorze

12 grudnia 2023
życie i ...

Życie i… lodówka.

4 czerwca 2022
życie i ...

Krótka historyjka o (nie)konsekwentnym wychowaniu.

25 września 2021
życie i książki

Życie, zima i książki

15 grudnia 2021
życie i problemy

Jesienne opowiadanie o listopadowym zmierzchu.

5 listopada 2022

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme