Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
na jesiennym tle leży kalendarz, wokół leżą też kwiatki, żółte róże

O żółtym kalendarzu

Posted on 20 listopada 202120 listopada 2021 by Ola

Dostałam go w prezencie. Żółciutki, z grubaśną okładką.

Ja, jak to zwykle ja, ładnie go podpisałam, pierwszego stycznia zanotowałam, że byliśmy w Dębkach na kawie i potem już sobie biedny leżał. Odkurzyłam go w czasie nauki zdalnej, żeby nie zapomnieć co na jakim portalu robić, żeby się nie pogubić, co, kiedy, jakie hasło… Moja pamięć zrobiła się dziurawa ze stresu i stwierdziłam, że łatwiej będzie zapisywać ważne rzeczy w jednym miejscu, a nie na rozproszonych karteczkach.

I zasadniczo się tego już trzymałam i trzymam. Zapisywałam, komu groziłam przepytaniem w szkole, co zadałam, komu pożyczyłam książkę, kiedy wizyty u lekarza. Moja zdolność do koncentracji w maju i czerwcu była tak tragicznie niska, że zapisywałam tam nawet „zadzwonić do swojej własnej siostry” albo „spytać Maję, co chciała ze mną obejrzeć”. I na którą jest zakończenie roku. Albo mam coś takiego: „Gminny Konkurs – SPYTAĆ GDZIE??!!” – musiałam się upewnić, gdzie dzieci wysłać i się nie pomylić… facepalm. No comment.

Oczywiście mnóstwo notatek z zebrań, rad itp.

Wakacyjne pierwsze tygodnie są rozkosznie puste, leniwe.

Potem ostrożnie zaczyna toczyć się lawina, od jednego kamyczka, po coraz więcej – zaczynam notować pomysły na wpisy. Trzymałam kalendarz zawsze blisko, żeby zanotować jak najkrócej i najszybciej, co Piotruś powiedział, co w radio usłyszałam, co w gazecie przeczytałam.

Cały czas pomiędzy tymi zapiskami pojawiają się tytuły książek, które chcę przeczytać, albo polecić. Strzałki – co, dla kogo, dlaczego. Pierwszy września ozdobiony kwiatkami, hehe.

Odhaczanie, co już napisałam, notatki z informatyki i tworzenia stron. Istna kobieta sukcesu!

Wiecie, czemu to wszystko piszę? Bo wśród tych wszystkich planów przyszpilonych jak motyle do kartek, jest też takie zdanie: „Mam na imię Ola i jestem beznadziejna.”  

***

Zabolało. Pamiętam, kiedy to pisałam. Nie było to w formie żarciku, gorszego humoru – to było z głębi duszy pierwsze zdanie, jakie przyszło mi na myśl o sobie w tamtym momencie. Jak rzeczywiście wydawało mi się, że już nic więcej nie zrobię, że ja już tylko poproszę, żeby dać mi święty spokój. I tak sobie nie poradzę i szkoda czasu.

Myślę, że wszyscy mamy takie chwile i najczęściej wyciągamy się za uszy, znajdujemy coś, co daje nam nadzieję. Jakoś te swoje zwłoki wyciągamy za pupsko z wyrka. Bo jednak warto wstać. I po prostu żyć. Szukamy…

Czy u was też tak jest, że ta cienka czerwona linia, poza którą traci się równowagę, jest tak blisko? Że czasem wpadacie na drugą stronę? Ale jakimś cudem trzymacie w ręku nić, dzięki której wracacie z powrotem na słoneczną stronę życia… Moją nicią były różne drobnostki, które dla mnie w tamtym momencie urastały do rangi grubej pomocnej liny okrętowej.

Raz była to króciutka rozmowa. Raz wyjazd nad morze. Kiedy indziej to, że zadzwoniłam do męża i on wiedział, że musi ogarnąć zakupy sam, bo ja nie mam siły. Najczęściej jakaś chwila śmiechu, chociażby w oparach absurdu. Listy pisane do przyjaiółki.

Potem mnóstwo ciepłych słów dostałam od Was – nawet nie umiem napisać, jak bardzo chciałabym Wam podziękować, za każdy komentarz, za każde rzucone „Ola, to, co piszesz jest super!”. Po prostu – dziękuję!!!

Nie chodzi o to, że piszę dla miłych komentarzy – to nie tak. Piszę, bo to mój ratunek przed utratą wiary. Piszę, bo zawsze pisałam, mój pierwszy „pamiętnik” zaczęłam w wieku 9 czy 10 lat, serio! Piszę, bo wtedy wszystko sobie układam i odnajduję siły. Jak siadam przed pustą kartką to robię w głowie porządki – co warte zapamiętania, co odrzucić, co właściwie było humoreską a co naprawdę boli.  

Ale nigdy nie myślałam, że mogę tym pisaniem pomóc nie tylko sobie samej ale i komuś gdzieś w świecie! Dodajecie mi pewności siebie. Fakt, że najpierw ja sama musiałam uwierzyć i nie schować się do jakiejś dziupli, tylko po prostu pisać dalej. Przyznam się Wam, że pisząc coraz bardziej osobiste rzeczy, pierwszy raz poczułam, że mogę mieć swój głos, że mogę wyrazić, co myślę, co czuję w różnych momentach i to, że niebo nie zawaliło mi się na głowę – uznałam na początku za cud, tak bardzo mało miałam pewności siebie. Więc znów – dziękuję!

Nie mam rozbujałych ambicji, że tą bazgraniną zbawię świat, nie chcę nikomu mówić i dyktować, jak ma widzieć różne sprawy. Nie po to piszę. Piszę przede wszystkim dlatego, że pisałam zawsze a jeśli komuś jest z moim odczuwaniem świata po drodze, to niech wie, że nie jest sam. Ja też niejednokrotnie byłam ratowana psychicznie przez to, co przeczytałam i wiedziałam, że gdzieś ktoś mnie rozumie.

***

Kiedyś myślałam sobie, że gdybym mogła być czymś innym niż człowiek, to byłabym drzewem – bo zawsze mam w sobie nadzieję na wiosnę. Wśród listopadowej ponurości, ogołocenia – ja mam w sobie nadzieję na wiosnę. Nie chcę już nigdy myśleć o sobie, że jestem „beznadziejna”.

Nie wiem, czy gdzieś mnie znowu kiedyś ta łajza pod tytułem załamanie, czy cień depresji, nie dopadnie, ale łatwo się nie poddam. Mam w sobie więcej siły, niż na pierwszy rzut oka wygląda! My wszyscy mamy!

Jeżeli ktoś, kto to czyta, czuje, że jest blisko tej krawędzi, że nić wymyka mu się z rąk – nie czekajcie. Szukajcie pomocy, szukajcie rozmowy, szukajcie pomysłów. Po tamtej stronie, w cieniu, jest źle.

***

I takie małe PS – nie wiem, jak mogłam zapomnieć, ale jak robiłam wpis o mojej sieci, to zapomniałam o rozrywkowych rzeczach – PigOut niejednokrotnie ratował mi tyłek przed popadnięciem w bezmiar chandry i smęcenia. Recenzje książek i filmów, przegląd wiadomości najzupełniej niepotrzebnych z punktu widzenia Spraw Ważnych ale potrzebnych dla śmiechu. To dzięki PigOutowi wiem, co mówią gwiazdy na Pudelku albo w jakim filmie zagrał ostatnio Karolak…

A druga studnia żartów, śmiechu i dobrego humoru, to komentarze na fejsbukowej stronie CHPD – oj, co tam są za antydepresanty! Chwila endorfin gwarantowana. Magdalena Kostyszyn – Tytułowa Pani Domu – wydała ostatnio książkę „Też tak mam”, którą to oczywiście zapisuję sobie w moim kalendarzu, do kupienia.

***

A żeby nie było smutno, to mam dla Was dowcip. Mój ulubiony! Żona patrzy jak mąż robi naleśniki i woła do niego:

– Tylko nie nożem po teflonie!

A mąż na to:

– Sama jesteś poteflon…

***

Tak jeszcze tylko zapytam, czy tylko ja nie wiedziałam, o co chodzi z tymi mordującymi ostatnio kobietami? No fejsa przeglądam, czy inne njusy, a tam co rusz pojawia się wątek pań biegających raźno po plaży i sobie kogoś mordujących. Tylko nie pisali kogo. Aż dopiero dziś zajarzyłam, że to słynny słownik i autokorekta – miało być MORSUJĄCE KOBITKI… A nie mordujące. To ja już wiem!

namalowany obrazek dziewczynki idącej brzegiem morza
Lista rzeczy do zrobienia, jest na niej kilka punktów, np. kupić dziecku kapcie czy kupić kawę, czekoladę i cokolwiek do jedzenia

Nawigacja wpisu

← Powrót do Whistle Stop
Żółte liście – część 4. I ostatnia! →

3 thoughts on “O żółtym kalendarzu”

  1. Poison pisze:
    20 listopada 2021 o 10:45

    Przeczytałam jednym tchem ….samo życie… sytuacje nieprzerysowane .

    Odpowiedz
  2. Hania pisze:
    20 listopada 2021 o 11:47

    Olu kochana samo życie radość i czarna dziura beznadzieja ale nie myśl o sobie ze jesteś beznadziejna jesteś najwspanialszą kobietą pod słońcem kocham cię i ty siebie też kochaj jesteś wyjątkowa ❤️polecam Ci Gang Skalskiej – poluzuj gumę w gaciach-jest bardzo pozytywna i też ciekawie i inspirująco pisze życzę wam radosnego i spokojnego weekendu

    Odpowiedz
  3. Kasia pisze:
    20 listopada 2021 o 14:19

    No i proszę, nawet wzór i moja motywacja do działania pomyślała kiedyś o sobie, że jest „beznadziejna”. Całkiem niesłusznie, i jak bardzo po ludzku… A zdjęcie, Olu, naprawdę udane! Tak naprawdę! Różyczki ładne i pasują do tego żółciutkiego kalendarza! Ładne zdjęcia, swoje czy nie swoje, też są częścią tej linki przeciągającej na jaśniejszą stronę świata.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach
  • dziś jest tylko wyrazem
  • Bajki

Archiwa blogowe:

  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, troch Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, trochę obok Leśmiana,  ale tak bardziej w mrok, gdzie pod nogami pałętają się koty, jeże, w bibliotece wszystko wszak może się zdarzyć, jesienny zachód słońca też, nicości, byt z niebytem się mylą, a ja obok stoję i przypatruję się przelatującym gawronom, pomiędzy istnieniem a jego odwrotnością, wyciągam z regału Rymkiewicza, na los się zdaję, oj, to nie jest najlepszy pomysł... 
@w.dziurawych.trampkach - wybrałam te jesienne ogrody, proszę bardzo:)
_________________________
Jarosław Marek Rymkiewicz
Zachód słońca w Milanówku
Wyd. Sic!
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #jarosławmarekrymkiewicz #zachódsłońcawmilanówku
Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życi Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życio-pisarek. Czytałam Książkę o miłości, czytałam Hałas, teraz Najgorszego człowieka i uważam że nikt poza Halber nie umiałby pisać jak Halber. I już. Ja tą szczerość i odzieranie warstw biorę i zachłannie czytam.
O czym jest #najgorszyczłowieknaświecie pisał swego czasu cały bookstagram, pod tym hasztagiem jest mnóstwo opisów, ja już tylko dodam swój stary wierszyk o kocie, bo pasuje do okładki:

Mam takiego kotka
Mały dość jest, nieporadny, 
nawet chwilami zabawny 
Balkon na czwartym piętrze 
wydaje mu się idealny 
do skakania przy barierkach

Chyba nie wie co to lęk

Przychodzi 
i bez pytania czy może 
każe się głaskać 

On naprawdę nie wie 
Co to lęk

PS. Tak, to jest książka o lęku. 
Czytaliście? Lubicie ten styl pisania?
______________________________
Małgorzata Halber 
@mroczny_msciciel 
Najgorszy człowiek na świecie 
Wyd. Znak Literanova 
@znak_literanova 
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram  #małgorzatahalber #znakliteranova
Bajka na dobranoc to nowy projekt bajkowy, który n Bajka na dobranoc to nowy projekt bajkowy, który nam przyjemność przedstawić. Zanim przejdę do szczegółów, to powiem jedno: od września czytam dzieciom opowieści z tego cyklu i podoba się nam. A to najważniejsze. 

Cóż to jest, ów projekt i cykl?
Otóż Mateusz Racut - twórca Bajki na dobranoc - zaprasza nas do Lasu Mądrości, a tam czekają naprawdę sympatyczni bohaterowie: Lisek Dobrusek, Żabka Fajtłapka, Sowa Wiedzulka i inni. Przeżywają swoje leśne i życiowe problemy, raz będzie to złość i zazdrość, raz samotność, raz problemy ze zdrowiem... No samo życie, nieprawdaż? 
I cała magia bajek z Lasu polega teraz na tym, że problemy można rozwiązać... bez czarów. Żabka, Lisek, Dzik, Mrówka uczą się rozmawiać, oddychać, zastanawiać nad daną sytuacją a Lisek Dobrusek zawsze zapisuje w swoim pamiętniku, czego się dziś nauczył. I jest w tym piękna prostota, którą lubią dzieci. Lubią też powtarzalność bajek, ich przewidywalność i ciepło, które kryje się także w literackim języku opowiastek. 

Last but not least - są też kolorowanki do wydruku i wersje audio - taki bonus:) 

Nie poznałabym Liska Dobruska, gdyby nie propozycja współpracy ze strony twórcy - za co teraz naprawdę dziękuję. Po paru dobrych tygodniach sprawdzania i testowania - polecam. Polecamy! Bo dzieciaki-przedszkolaki najbardziej :) 

www.bajkanadobranoc.com
______________________
#gdziespomiedzy
#bookstagram #literaturadladzieci #współpraca #mateuszracut #bajkanadobranoc #całapolskaczytadzieciom
Lubię świat z wierszy Małgorzaty Lebdy. Bliskie j Lubię świat z wierszy Małgorzaty Lebdy. 
Bliskie jest mi szukanie słów na opisanie życia tu i teraz, ale także gdzieś z boku. Chwile które stają się metaforą, lub też zupełnie na odwrót - szukanie tego, co najprostsze, już bardziej przecież o codzienności i to tak do kości się nie da. 
Właśnie tak, posłuchajcie: "możliwe, że chodziło o proste sprawy: pokryte rdzą brzozy, jary, w których rodziła się noc (...). I jeszcze to: słowa, te, co robią nam w środku radykalne rzeczy". 
Możliwe wszak, że chodzi właśnie o to.

"I czytanie wierszy, czytanie wierszy, czytanie wierszy na głos".

Rytmiczne, uspokajające staccato...
________________________
Małgorzata Lebda
Mer de Glace
Wyd. Warstwy
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #małgorzatalebda #merdeglace #wydawnictwowarstwy
Dobre to było kryminalne czytanie, muszę przyznać. Dobre to było kryminalne czytanie, muszę przyznać. Takie wyważone - akcja, groza i humor w proporcjach, które pozwalają zanurzyć się w książce z przyjemnością.

A sama historia oparta jest najpierw o opowieści  rodzinne, sięgające jeszcze czasów powstania styczniowego, potem autor sięga po opowieści i kroniki kryminalne, dodaje też parę legend z gór świętokrzyskich. 
Siembieda scala to wszystko historią dwóch zwaśnionych rodzin, dla których honor = zemsta i kto tego równania nie rozumie, to do rodziny nie należy, koniec kropka. Ech, Jadźka, mogłaś pokochać kogo innego, a tak to szekspirowski dramat się ułożył... 

Dodam, że nie jest to właściwie typowy kryminał, trochę się wymyka gdzieś obok, powiedziałabym bardziej: opowieść kryminalna. Z panoramą zawieruchy dziejów w tle, bo jak na powstaniu styczniowym się zaczęło, tak kończy się w czasach programu Temat dla reportera. Nie szukamy z komisarzami sprawcy, nie grzebiemy z detektywami czy profilerami w głowach morderców - bo wiemy co i kto. A jednak zostajemy z pytaniem o tę naszą ludzką naturę... 

I z obrazem wosku skapującego z gromnicy, kiedy zostaje wydany wyrok.

Jesienna polecajka - jak najbardziej!

@znak_literanova @monika_i_ksiazki - współpraca barterowa - i to udana, dziękuję :) 
____________________________
Maciej Siembieda 
@maciejsiembieda
Gołoborze
Wyd. Znak Literanova
#wspolpracabarterowa
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #maciejsiembieda #gołoborze #maciejsiembiedagołoborze
#wydawnictwoznakliteranova
Jak zadbać o siebie, kiedy w dzieciństwie nikt cię Jak zadbać o siebie, kiedy w dzieciństwie nikt cię tego nie nauczył - próba odpowiedzi. 
Próba, bo to pytanie na które nie będzie jednej prostej odpowiedzi. 

Więc - czy to próba udana? 

Dla mnie tak. Poradnik Niewidzialne rany mogę spokojnie polecać, jeżeli szukacie książkowo-fachowej pomocy w zakresie uporania się z dorastaniem w dysfunkcyjnym domu. 
Bez ckliwości, konkretnie o problemach w dorosłym życiu, kiedy dzieciństwo nie zapewniło ci stabilności emocjonalnej i kiedy wciąż jedną nogą - a raczej częścią umysłu - w tym rodzinnym domu tkwisz. 

"Chcę pokazać mechanizmy, zależności i schematy, które posłużą ci do stworzenia instrukcji obsługi własnej głowy" - pisze we wstępie autorka. Nie obiecuje różów ani brokatów na nowej ścieżce życia, ale mówi: spróbuj się sobie przyjrzeć z boku, daj sobie szansę. Przeczytaj, czemu się boisz, czemu wciąż jesteś przekonana o swojej "beznadziejności", a jak trzeba to idź też na terapię, przegadaj to swoje życie, daj sobie przyzwolenie na pomoc.

Warto zwrócić uwagę, że nie jest to akt oskarżenia wobec rodziców, nie - cała uwaga skupiona jest na próbie zrozumienia, przyjęcia pewnych faktów i zdecydowania się na takie życie, które nie będzie już uwięzieniem w przeszłości. 

Poradnik o odzyskiwaniu równowagi, nie dzięki magicznym plasterkom, a dzięki wiedzy z zakresu psychologii. 
Więc ja mówię: tak. Polecajka - jeśli potrzebujesz. 

#współpracabarterowa z @wydawnictwo_publicat
_____________________
Niewidzialne rany
Andżelika Dominiak-Banach
@andzelika.dominiak_psycholog
Wyd. Publicat
Ilustracje: Patrycja Niewiadomska
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #niewidzialnerany #andżelikadominiakbanach  #wydawnictwopublicat
Arabeski to rodzaj wypełnienia, tło, ozdobne motyw Arabeski to rodzaj wypełnienia, tło, ozdobne motywy - coś co nie jest głównym obrazem. Mikroświaty. 
Opowiadane mimochodem, przyuważone, tu ślub, tu szpital, tam sprzątanie, albo ta smutna randka w hotelu, dzieciaki, którym zawozi się puszki i konserwy, przecież wojna, ale też przecież zwyczajne życie...
Ślady i zapiski spomiędzy światów ważniejszych i bardziej zrozumiałych: frontu i codzienności. 
Kiedy nachodzą na siebie, wszystko staje się inne. Niepasujące. Poprzesuwane.
Czytanie takich książek staje się rodzajem  współodczuwania, trudno z tych opowiadań wyjść. I to jeszcze w taki na przykład złoty październik sobie wyjść, ale warto je przeczytać, naprawdę.
Przynajmniej ja tak myślę;)

A wypożyczone są Arabeski z biblioteki, przypadkiem, kiedy tak chciałam już nic nowego nie brać, ach te postanowienia...
____________________________
Arabeski
Serhij Żadan
Tłum. Michał Petryk 
Wyd. Czarne
_____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #arabeski #serhijżadan #wydawnictwoczarne
Sięgnęłam po Złodziei bzu, bo akurat miałam na tel Sięgnęłam po Złodziei bzu, bo akurat miałam na telefonie. A miałam bo kiedyś naczytałam się, że "czytajcie, czytajcie, będzie fajnie!".
No i nie, nie było fajnie, składam reklamację! I skargę i zażalenie. I ja się tak nie bawię i już.
Po pierwsze - nie było ostrzeżenia, że to parodia. Zdążyłam się pierdyliard razy oburzyć, zanim dotarło do mnie, że to groteska, parodia właśnie, że to Nic śmiesznego z innymi rekwizytami, że to Kariera Nikosia Dyzmy choć z innym tłem. Z wąsem Wałęsy.
Dopiero tak ustawiona perspektywa pozwoliła mi czytać spokojnie.
Po drugie - wcale i tak nie czytało się spokojnie, bo główny bohater to strasznie antypatyczna postać. Wkurzająca.
Po trzecie - wkurzam się na siebie, bo może wychodzi ze mnie jakaś, omatkobosko, dulszczyzna??? Jakieś kołtuny mam do rozplątania? Nie umiem sama z siebie się pośmiać? Cha, cha, cha. Właśnie że umiem. 
Po piąte i dziesiąte - żeby bez śmierdział zgnilizną - to już przesada. Totalnie. Tu już czuję się urażona do żywego! 

W każdym razie dzieje rodziny z Wołynia w naprawdę innym ujęciu, nietypowo. 

Kto teraz też chce przeczytać?? 😂
________________________
Złodzieje bzu
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Wyd. Noir sur Blanc
________________________
#gdziespomiedzy
#bookstagram #złodziejebzu #hubertklimkodobrzaniecki #noirsurblanc
Mój Instagram

życie i książki

Placki, kapusta i kryminały

14 października 2021
życie i ...

Rozmówki rodzinne.

11 września 2022
życie i książki

Wakacje #2. Książki!

10 lipca 2022
życie i problemy

Żegnajcie wakacje, witajcie zarazki!

28 września 2021
życie i problemy

O współczuciu

26 września 2021
życie i ... życie i książki życie i problemy

Lilka i Henio

28 sierpnia 2023
życie i książki

Książka dobra na wszystko!

19 listopada 2023
życie i problemy

Trochę o ogrodach

6 września 2025
życie i ...

Czerwiec.

19 czerwca 2022
życie i problemy

Za oknem słyszę mewy

28 lutego 2025

© 2025 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme