Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
lodówka - na drzwiach rysunek rąk mamy i synka

Życie i… lodówka.

Posted on 4 czerwca 20225 lutego 2026 by Ola

Pisanie i natchnienie to jednak są bardzo dziwne rzeczy. Mam w głowie tysiąc pomysłów na opowiadania i dalsze historie o mojej Zosi i jej rodzinie (Opowieści rodzinne), mam w głowie dialogi, historyjki, sceny – tylko usiąść i zapisywać. Ale nie. Gdy siadam przy klawiaturze, zaczynam pisać coś zupełnie innego. Jak próbuję mówić moim myślom – hej, hola, to nie ten plik! To nie ten czas, nie to miejsce! – Cicho tam, słyszę z głębi głowy, teraz piszemy „Opowiadanie jesienne” i już, nie marudź i nie przeszkadzaj. Próbuję cichutko odzyskać panowanie nad swoimi myślami i nad klawiaturą, to jednak na nic. Opowiadanie jesienne prawie skończone.

Jestem tak mało asertywna, że nawet własne myśli mnie nie słuchają. Porażka.

Jeszcze kiedy indziej siadam do laptopa z mocnym postanowieniem przeróbki mojej bajki dla dzieci, która w konkursie nie wygrała, więc zgodnie z planem chcę wysłać do wydawnictwa – i znów klops. Moje pisarskie drugie ja odpycha te plany wzgardliwie na bok i mówi mi: Hej, ty, obioku jeden. Mam lepszy pomysł. Bajka nie zając, nie ucieknie. Pisz o lodówce. – No żesz kurdzibąk, bez przesady! O lodówce?! – Tak, matołku. O lodówce. Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi!

Poddaję się. Wiem o co chodzi, rzeczywiście. Krążył mi ten wpis gdzieś w myślach już parę miesięcy, kiełkował niczym żółciutki mleczyk na trawce aż w końcu po przemianie w dmuchawca ktoś weń mocno a porządnie dmuchnął i puff – poooooszło. Muszę napisać o lodówce!

Konkretnie o jej drzwiach.

Czy u was też drzwi do lodówki pełnią rolę tablicy? Pamiętnika rodzinnego? Rozkładu jazdy mamy, taty, dzieci? Wystawy muzealnej, zbioru magnesów wszelkich z bliskich i dalszych wypraw?

Na mojej wiszą nawet takie magnesy, które dostałam kiedyś od uczniów, przywieźli je dla mnie ze swoich wakacyjnych wypraw. No i trzymają mnie przy mojej pracy, bo jak na nie patrzę, to myślę sobie, że jednak warto…

Są też magnesy, które miały służyć Piotrusiowi do nauki literek i cyferek, tymczasem służą do przypinania kolejnych pomysłów i karteczek.

Moja lodówka to wielka, stojąca tablica fejsbukowa. Pełna ogłoszeń, paragonów, poleceń, przypominajek, rysunków do pochwalenia się, kontaktów do tak ważnych miejsc, jak restauracja Papryczka, godziny poboru krwi u dzieci w przychodni, certyfikaty szczepień też tam są, może kiedyś schowam je do odpowiedniej teczki. Nawet mąż już wie, że najważniejsze rzeczy muszą być na lodówce i dołożył tam rachunek za paliwo, tak sobie wzdychamy patrząc nań, jak ten czas i inflacja szybko lecą… Wisi tam laurka w serduszka, kot w butach, i przepiękny koślawy domek wśród drzew. Zdjęcia najpierw nowe, potem coraz bardziej wspomnieniowe.

O ile w środku lodówki panuje przepisowy chłód, to na jej drzwiach jest samo ciepło. Nasze, rodzinne. Przyszpilone na chwilę, czasem na dłużej. Nasze wspomnienia, drobiazgi. Okruchy z codzienności.

Lubię te drzwi do lodówki. U moich sióstr widzę podobne, od razu po wejściu do kuchni można stwierdzić, jaka jest aktualnie najbardziej lubiana postać z bajki albo gdzie byli na wyprawie leśno – polno – pozamiastowej.

Kiedyś u kogoś widziałam list napisany do samej piszącej – od siebie do siebie – z upomnieniem, by się nie smucić i nie smęcić, tylko podnieść cycki w górę i hajda do przodu.

Notatnik z życia.

Listy zakupów, wizyty lekarskie, ważne przypomnienia i mniej ważne rysuneczki. Może na odwrót?

Wisiała też kiedyś u nas taka kartka, kiedy mój bombelek Piotrek miał parę miesięcy a mnie niepomiernie denerwowało zadawane codziennie pytanie: „Ola, czemu on płacze?!!!” To wzięłam kartkę i okrągłymi, dużymi, zjadliwie czytelnymi literami napisałam tak:

„Dziecko płacze bo:

  1. jest głodne
  2. chce być przewinięte i chce pofikać bez pieluchy
  3. chce się przytulić
  4. nudzi się
  5. coś boli
  6. chce spać”

Koniec kropka. Grunt, to trafić we właściwy punkt

Macierzyństwo w pigułce na drzwiach lodówki – proszę bardzo, zamiast stosu poradników.

Potem oczywiście tych punktów dochodzi tysiąc i pierdyliard, włącznie z tym, że sam nie wiem, o co płaczę, ale sobie popłaczę, to już temat na osobne rozważania… Ech, dzieci…

Ale każde dziecko ucieszy się na widok swojego arcydzieła na Lodówkowej Wystawie.

Ogólnie lubię w domu wolną, czystą przestrzeń, lubię, kiedy rzeczy są poukładane, najlepiej równo i pod linijkę, lubię porządek. Ale takie uporządkowane drzwi od lodówki już dziś byłyby dla mnie smutne… Uczę się, że porządek nie jest najważniejszy. Uczę się szukać ładu i harmonii właśnie w rzeczach porzuconych w pół drogi, odłożonych na chwilę. Nie sprzątam odruchowo książek pozostawionych na stole, na kaloryferze przy stole, przy łóżku. Leżą gazety czekające na chwilę przy kawie. Swego czasu na środku stołu stała dumnie świeczka w słoiku, taka rękodzielnicza, na przepięknej serwetce kupionej w akcji charytatywnej, ale wiedziałam, że samotnie to ona długo nie postoi. Zaraz obok pojawi się pluszak, kredki, kable od ładowarek, moje teczki szkolne, notatki do wpisów, żółty kalendarz. I koniecznie co jakiś czas jak bumerang wraca na stół encyklopedia z Mai pokoju – „1000 arcydzieł malarstwa”. Ostatnio została znów przyniesiona, bo szukałam pomysłu, jak pokazać Piotrkowi kobiecy biuścik i stwierdziłam, że poszukamy na ładnym obrazie.

Przypomina mi się przy okazji, jak byliśmy w zeszłym roku z obydwojgiem dzieci w Słupsku, na wystawie malarstwa Witkacego. Przechodząc obok aktów kobiecych, bardzo zresztą ładnych, Piotrek oczywiście spytał, co to jest, te bąble u pań. Ja oczywiście odpowiedziałam, uświadomiłam sobie, że chociaż mamy puzzle czy książeczki, gdzie pojawia się ciało chłopca i ciało dziewczynki, to jednak są to dziecięce ciała i biustu tam nie uświadczysz. Myśl, że moje dziecko miałoby podglądać kogoś żeby zaspokoić ciekawość też średnio mi się podobała. Wykorzystałam więc okazję, żeby mógł się tym malarskich dziełom przyjrzeć. Masz jakieś pytania, synek? Nie, idziemy dalej? Spoko, idziemy.

Mój styl macierzyństwa to macierzyństwo okazji. Lubię wykorzystywać takie zwykłe okazje, żeby o czymś pogadać, coś opowiedzieć. Moje macierzyństwo uważności, bo trzeba umieć bacznie obserwować życie, żeby takie okazje wyszperać. Macierzyństwo Właściwej Chwili.

Lubię obserwować życie. Uchwycić jego fragment i powiesić na lodówce. Opisać, sfotografować. Kiedy wracamy z przedszkola, lubię iść na tyle powoli, by porozmawiać, przenieść ślimaka na trawę, zrobić zdjęcie pod bzem. Przyjrzeć się czemuś pełzającemu po drodze, co Piotrek określa jako „karaluch”. Zastanowić się razem, czemu Pan Bóg stworzył karaluchy, komary i inne paskudy. Piotrek jest na etapie, kiedy wszystko jest stworzone przez wszechwiedzącego Boga i wszystko powinno mieć sens, mi więc przypada niewdzięczna rola burzenia tego porządku i odpowiadania czasem, że nie wiem, jaki jest sens niektórych elementów życia. Że być może nawet Bóg nie wie. Też być może się zastanawia, jaki i gdzie jest ten sens.

Dużo czasu spędzam przed laptopem, nie powiem. Potrzebne mi to i do pracy i do odpoczynku. Często siedzę obok moich dzieci z telefonem i każdy zapatrzony jest w swój ekran, mniejszy czy większy. Ale jestem wyczulona na to, że coś się dzieje, jestem gotowa odłożyć smartfona, wrócić do tego, co przeglądałam później, i porozmawiać. Wysłuchać snu, który trwa w opowiadaniu chyba dłużej niż cała noc, nawet podkusi mnie czasem jeszcze o coś dopytać, odważna jestem!

Mam przeczucie, że będę za tymi dniami tęsknić… Maja ostatnio na całe tygodnie jeździ do babci, żeby mieć bliżej do szkoły i zakończyć ten rok szkolny z jako taką godnością i honorem i ja zaczynam za nią tęsknić. Żaden post nie może być ważniejszy, niż to, że ona jeszcze chce przyjść, kiedy jest w domku, pogadać. Przecież ona już zaraz dorosła będzie! Zacznie swoje życie a ja będę trzymać w rękach znalezione pod jej łóżkiem papiery, skarpetki, kapcie, zagubione notatki i płakać, że czas tak leci i po co się denerwowałam na bałagan!

Do Lodówkowego Wpisu dokładam zdjęcia, nie tylko lodówkowych drzwiczek ale i inne, uchwycone ostatnio chwile, którymi chcę się podzielić.

Taka jeszcze myśl przychodzi mi na koniec, taka już a propos wnętrza lodówki. Czy u was też przychodzi taki denerwujący moment, kiedy mąż czy dzieci otwierają te święte drzwiczki, zaglądają do środka i stwierdzają z kwaśną miną: „Ech, tu nic nie ma do jedzenia…”. Chociaż lodówka zapełniona po pachy. To tak czasami podobnie jest z tymi życiowymi chwilami do uchwycenia… Też wydaje nam się, że nic nie ma, a wystarczy uważniej popatrzeć, przyjrzeć się bliżej, trochę pomyśleć co z czym połączyć, a nie tak byle jak…

Widziałam kiedyś taką sytuację na placu zabaw, kiedy na oko 5-letni chłopczyk przybiegł do mamy z bukiecikiem kwiatków zebranych naokoło piaskownicy, mlecze, stokrotki, wszystko ściśnięte tą małą rączką, lekko chaotyczne ale po dziecięcemu urocze i podbiega ten chłopczyk do mamy siedzącej na ławce i taki uśmiechnięty i przejęty wręcza jej ten przepiękny, przesłodki, pełen miłości bukiecik, mas, mamusiu, dla ciebie, wies? I patrzy wyczekująco a mama pyta ostro: a nie ma tam żadnego robactwa?! Jej, jak mi się żal dzieciaka zrobiło… To była Utracona Chwila. Nie twierdzę, że i mi się takie nie zdarzają, życie różnie się toczy. Opisywałam taką sytuację kiedyś już nawet: TUTAJ (O dziecku, co jest mądrzejsze od mamy). Nie jestem wtedy z siebie dumna.

Dobra, zapraszam już na Lodówkowy Wernisaż!

lodówka - drzwi w całości, zapełnione obrazkami, magnesami itp.
lodówka - rysunek czytającej dziewczyny
lodówka - karteczka z podziękowaniem za obiadek
lodówka - stare zdjęcia
lodówka - obrazek dziecka, z koślawym domkiem, uroczy

Nawigacja wpisu

← Dzieci i trudne tematy… Jak rozmawiać o śmierci?
Czerwiec. →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i ...

W czym posadzimy dzikie łąki?

18 stycznia 2026
życie i ...

Niedoskonałość.

21 października 2023
życie i książki

Czytamy dzieciom. Tym trochę starszym.

26 listopada 2022
życie i książki

Żółte liście – część 2

17 października 2021
życie i ...

Żółte liście, szarlotki i inne melancholie

15 października 2021
życie i ...

Masz być szczęśliwa!

10 grudnia 2023
życie i książki

Przedwiośnie – część 2

26 lutego 2022
życie i ...

Poranek i inne okoliczności przyrody

3 grudnia 2021
życie i ...

widzieć cię jak nadzieję

23 września 2024
życie i książki

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 4

12 marca 2023

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme