Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
wakacje - spacer po łące

Opowieści rodzinne. Prawie lato – część 6. Urodziny Hani

Posted on 27 kwietnia 202327 kwietnia 2023 by Ola

W piekarni “Bezik” od rana panował dziś wielki ruch. Nic dziwnego, była sobota, sprzedawały się nie tylko świeże bułeczki, ale i ciasta, drożdżówki, serniki z truskawkami, tartaletki z bitą śmietanką, a pani Halska miała zaraz odebrać tort na urodziny swojej córki. Pan Romuald, co prowadził “Bezik” od tylu lat, że zdaniem niektórych powinien samo stworzenie Miłczyc pamiętać, znał rozkład urodzin w rodzinie Halskich jak we własnej. Zimą urodziny miał Jędrek, ten zamyślony, poważny chłopak, co spojrzeniem przewiercał człowieka na wylot, latem mała koza, Julka, jesienią od paru lat urodzinki obchodził mały Sławcio, co to zawsze, ale to zawsze musiał zadać kilka pytań odnośnie świata, a późną wiosną – najstarsza Hania. W tym roku przypadały jej osiemnaste, toteż tort był szczególny, pan Romuald osobiście robił ozdoby i był z siebie bardzo zadowolony. Rodzina Halskich zdała się na jego wyczucie smaku zarówno dosłownie, jak i estetycznie, i wyszło małe arcydziełko. Do czasu odebrania pyszniło się na wystawie i przyciągało wzrok wszystkich klientów.  

Tort zaiste był niezwykły. Pan Romuald nie użył tej okropnej masy cukrowej, co to ją każdy potajemnie odkłada, bo zjeść się tego po ludzku nie da, ale użył sprawdzonej od stuleci śmietanki. Całe piękno i artyzm tkwiły w sposobie ozdobienia – ukoloryzowana śmietanka sprawiała wrażenie, że tort jest obrazem. Przeplatały się na nim letnie kolory soczystej zieleni i niebieskiego nieba, u spodu delikatnie prześwitywały skromne biało-żółte kwiaty stokrotek, wyżej pyszniły się czerwoniutkie maki. Fragment tortu muśnięty był żółtym, słonecznym blaskiem. Całość wyglądała jak wcielenie Lata w swojej kolorowości, aż chciało się uśmiechnąć i pobiec boso po tej śmietankowej kolorowej łące. 

W smaku pan Romuald postawił na czerwcową tradycję – tort był truskawkowy. Najlepszy. Co jakiś czas cukiernik zerkał na ciasto znad lady i jakby miał wąs, to by go podkręcał z zadowolenia. A tak się leciutko do siebie uśmiechał. 

Tymczasem w domu Zosi trwało sobotnie sprzątanie, dom miał być gotowy na gości, co oczywiście było najtrudniejszym zadaniem pod słońcem, zwłaszcza w rodzinie, gdzie każdy miał swoje zdanie na temat porządku.  

Sławcio i Julka wyciągali kolejne klocki, misie, puzzle i zamiast układać je na półkach zaczynali tysięczną zabawę, czekając, kiedy to zabawki zaczną wypełzać z ich pokoju na korytarz, ewentualnie kiedy zaczną same się układać z powrotem na miejsce.  

Jędrek biegał po ogrodzie ze swoją bandą, z Sandrą i Wojtkiem, wnosili ciągle do domu pełno piachu, wbiegając to po wodę, to po truskawki, to szukając piłki.    

Robert siedział w kuchennym fartuszku przy dużym stole i dyrygował krojeniem warzyw do sałatki, w roli dyrygowanych pomocników występowały Hania, jej przyjaciółka Liwia i ciocia Alicja. Alicja z miłą chęcią zamieniła się rolami z Zosią i ruszyła ochoczo do kuchni kroić, siekać, ustawiać, mieszać, za to Zosia z jeszcze większą chęcią zajęła się małym Mikołajem. Uciekła z nim do ogródka, wdzięczna za możliwość wydostania się z kuchni.  

 – Tak, tak Mikołajku – mówiła do swojego bratanka, podając mu łopatkę do piaskownicy – ciocia Zosia nie nadaje się dziś do kuchni. W ogóle nie nadaje się dziś do ludzi, wiesz? No, ciebie nie liczę, z tobą się dogadam. Ale po tym wszystkim, co się ostatnio wydarzyło, nie umiem dogadać się z Hanką. Nie rozumiem tej dziewczyny, wiesz?  

Mikołajek wesoło potrząsał łopatką, nie przejmując się, że piasek leci wszędzie, tylko nie do wiaderka. Bawiło go samo sypanie. 

– Powinna myśleć o swojej przyszłości, mieć jakiś plan, prawda? – ciocia Zosia stwierdziła najwidoczniej, że znalazła wdzięcznego słuchacza i mówiła dalej. – I już nawet nie chodzi mi o samo wydarzenie z pomalowaniem muralu przy szkole, może to i dobrze, że nie jest obojętna, że liczą się dla niej przyjaciele. Ale co to właściwie zmieniło? Ano nic, prawda Mikołajku? To był tylko gest buntu i wszyscy teraz każą mi ją podziwiać. A ja się boję, że jak zauważy, że takie gesty nic nie dają, to wpadnie w rozpacz. 

– Pać. Pać, pać. Daj. 

– Patrzę, patrzę, kotku. Wiesz, może ja rzeczywiście przesadzam, w końcu to już jej życie, prawda? Jest już zupełnie dorosła. Mnie też kiedyś mama nie rozumiała…  

– Ma-ma, ma-ma – Mikołajek radośnie przyłączył się do rozmowy. 

– Tak, mama. Na razie to twój cały świat, mama i tata. Na razie wszystko jest takie proste. Ciesz się tym. Potem będziesz sobie myślał, że wszystko robią źle. A oni chcą dobrze… 

– Naprawdę myślisz, że to wszystko tłumaczy? Że ktoś chce dobrze i to wszystko usprawiedliwia? Ty też chcesz dobrze… 

Zosia rozejrzała się w popłochu. Zza wielkiej śliwy rosnącej przy piaskownicy, zakrywającej widok na wyjście z domu, wyłoniła się jej własna mama, Asia Szreder. Na łańcuszku dyndały jej okulary, w ręku trzymała mus jabłkowy, siwe włosy jak zwykle tworzyły zawirowania wokół głowy.  

– Mamo, co ty ludzi straszysz! I od razu z pytaniami. Od razu ja coś robię źle, tak? – Zosia mówiła półżartem, półserio. – A w ogóle to co się stało, już pora na gości?  

– Nie, spokojnie. Przyszłam szybciej, tort od razu odebrałam. Śliczny wyszedł. Ten nasz “Bezik” to jakiś zaczarowany jest. Ale mnie tu nie zagaduj, powiedz mi no, córcia, czy to, że ktoś chce dobrze, wszystko usprawiedliwia? I masz, mus Alicja dała dla Mikołajka. 

Zosia milczała. Tak postawione pytanie o dobro i zło, zbiło ją nieco z pantałyku. Przypomniała sobie, jak to samo mówiła Hani, parę wieczorów temu: “Hania – mówiła wtedy wzburzona Zosia. – Ja wiem, że chciałaś dobrze. To młodzieńcza brawura, to młodzieńczy idealizm, ale jesteś już dorosła. Nie możesz zachowywać się jak dziecko”. To kto ma w końcu rację?… 

Cisza przy piaskownicy przedłużała się.  

Z dala dochodziły okrzyki dzieciaków grających przed domem w piłkę, przez otwarte okna i drzwi dolatywały z kuchni i salonu wybuchy śmiechu zmieszane z muzyką. Zosia po kolejnych utworach rozpoznawała, kto rządził playlistą, Sanah na przykład na pewno wybrał Robert, to on się rozczulał na dźwięki jej piosenek. Nie widziała, co się dzieje w domu, ale mogła dokładnie sobie wszystko wyobrazić – jak Robert podśpiewując pod nosem szuka łyżeczek i noży, jak pyta, gdzie musztarda i czemu tak mało sałatki wyszło, wyobrażała sobie, jak Hania wymachuje rękoma tłumacząc coś wszystkim, jak Alicja robi sobie kolejną kawę, jak Liwia roześmiana i swobodna przyłącza się do wszystkich po trochu, tu krojąc, tu podając, tu też podśpiewując.  

–  Nie wiem, czy to coś usprawiedliwia. Może tak, może nie. Wiem, że chciałabym, żeby nikt ich nigdy nie skrzywdził – odezwała się w końcu Zosia na głos, trochę niespodziewanie dla samej siebie. Nie patrzała na Asię, skupiła się na podawaniu łyżeczką musu swojemu siostrzeńcowi. – Wiem, że to nierealne, wiem, ale nie mogę się z tym pogodzić. Czasem mam wrażenie, że z tego martwienia się tracę wszystkie siły. Ale nie wiem, jak przestać. Jak ty przestałaś? Kiedy? 

Asia wzruszyła ramionami.  

– Teraz ja powiem: nie wiem. Chyba nigdy człowiek nie przestaje się martwić o swoją rodzinę. Może jednak z czasem się przyzwyczaja. A może za dużo się wydarzyło, żebym udźwignęła takie ciągłe martwienie się. No nie wiem, córcia.  

Zosia zamyślona wpakowała łyżeczkę musu do ust sobie, nie Mikołajowi, na szczęście maluch wydawał się już znudzony jedzeniem i wrócił do przesypywania piaseczku. Rozgrzane powietrze pachniało kwiatami starych drzew owocowych, co jakiś czas parę biało-różowych płatków delikatnie opadało na trawę. Kilka zabłąkało się na jasną główkę Mikołaja, Zosia leciutko i miękko strąciła je z jasnych włosków. Patrzała wciąż przed siebie, nie odwróciła głowy w kierunku mamy, przytłumionym głosem pytała dalej: 

– Mamo, a nie żałujesz niczego? Jak byś mogła wybrać jeszcze raz, rozwiodłabyś się? Czy nie?  

Z drzewa sypnęło mocniej białymi płatkami. Zawirowały w powietrzu i mały Mikołaj wyciągnął do nich rączki.  

– Ech, nic bym nie zmieniła. Może nie wychodziłabym za mąż w ogóle. To było od początku nieporozumienie. Ty to już słabo pamiętasz, ale… on… to nie był dobry mąż. Ani ojciec. Lepiej nam było bez niego.  

Asia skończyła mówić, niepewna, czy ma coś jeszcze dodać, czy nie popełnia błędu. Zerknęła na córkę. Do czego właściwie dąży jej tajemnicza Zosia? Chyba nie układa jej się tak źle z Robertem?! Co jej po głowie krąży w dzień urodzin Hani? Czemu w ogóle schowała się tu, w piaskownicy? Dziwne to wszystko. Ale Zosia zawsze była trochę dziwna. Zawsze wszystko po swojemu. Zawsze uważała, że wie lepiej i nie cierpiała prosić o pomoc. Już samo to, że Zosia o coś pyta i słucha odpowiedzi, było faktem godnym uczczenia.  

– Zosieńka… – zaczęła ostrożnie jej mama, mając nadzieję, że jeszcze trochę pociągnie rozmowę, ale córka szybko jej przerwała. Odwróciła w stronę mamy i domu i odezwała się już swoim normalnym głosem: 

– Nie, mamo, nic się nie dzieje, nie musisz pytać. Dobrze zgadłam, że tak chciałaś spytać? 

– Tak, dobrze – westchnęła Asia. – Już nic nie mówię. Widzę, że wszystko w normie, no nie, Mikołajku? Ciocia Zosia – Samosia nie potrzebuje rozmowy. No idę już sobie, idę. 

Asia podparła się ręką, powoli podniosła z desek piaskownicy i rozmasowała sobie plecy. – Już nic nie mówię – mruknęła pod nosem i ruszyła w stronę domu. Z tarasu wyglądał Jaś, czekając na swoją nie-żonę, lekko zaniepokojony jej dłuższą nieobecnością. Kiedy do niego podeszła, bez słów się na chwilę przytuliła. Jak zwykle dodało jej to sił i razem weszli do salonu przygotowywać urodzinowo stół. Stół, który zbudował jeszcze Asi ojciec. Solidny był ten stół, najlepszy, a Robert jako stolarz roztaczał nad nim fachową opiekę. Stół, który niejedną historię mógłby opowiedzieć…  

– A co ty znowu robisz? Kawa będzie, jo?  – Waldek przyszedł z pracy już zawiany. Pewnie niedługo go wyrzucą, znowu. Asia wcale im się nie dziwiła. Dziwiła się tylko sobie, że jeszcze to wytrzymuje. Zacisnęła zęby i dalej rozkładała talerze i sztućce na stole, zaraz mieli pić kawę z okazji urodzinek Zosi. Całe trzy latka – tyle ma jej córcia.  Nie zwracając uwagi na męża, który zresztą przeszedł już dalej i rozłożył się na kanapie przed telewizorem, przeliczyła szklanki. Mama, Róża, Sułkowska też wpadnie, obiecała ciasto przynieść, może męża weźmie, mąż Sułkowskiej bardziej się do ludzi nadaje niż wieczne pijany i kłócący się Waldek, no, tyle szklanek będzie. Dobrze, bo ostatnio znów jedna się stłukła. Za kruche te szklanki były. Nie wytrzymywały wiele. Ale na szczęście nikt ich sklejał i nie kazał im żyć dalej – pomyślała Asia, rozmasowując sobie ramię. Dziergany na drutach sweterek zakrywał sine ślady palców.  

Na stole stały więc całe szklanki w koszyczkach, stała kryształowa cukiernica, stały gotowe do podgryzania paluszki. Nie zabrakło też koreczków serowych, które mała Zosia tak lubiła. Tort z “Bezika”, czekoladowo-maślany, z orzechami, i już. To i tak nadszarpnęło domowy budżet, do wypłaty będą jeść chleb z dżemem, westchnęła Asia. Na szczęście Zosieńka jest jeszcze tak malutka, że nie zwraca uwagi na prezenty. Dostała już dziś rano od babci lalkę, która zamykała i otwierała oczy, i mówiła “ma-ma”, i malutkiej to wystarczyło. Nie przejmowała się, że widziała już tę lalkę wcześniej u babci w pokoju, że nie jest to nowy prezent, prosto ze sklepu. Zrozumiała, że teraz lala jest jej i była szczęśliwa.  

“Gdyby Waldek nie… – zaczęła ze złością myśleć Asia, znów dotykając swojego ramienia. – Gdyby… Ech, po co te myśli, i tak się nic nie zmieni… Zosieńka ma dopiero trzy lata, potrzebuje i mamy i taty, tak przecież musi być… Sama jej takiego na ojca wybrałam, to teraz mam za swoje… Jak połowa kobiet z Miłczyc. I co, rozwiedziemy się wszystkie? W życiu! A przecież widzę, co się dzieje, ślepa nie jestem!” 

– Waldek! – krzyknęła głośno, zła na siebie, na życie i na tę połowę kobiet z Miłczyc, co dały się wciągnąć w takie życie. – Idź się umyj, zaraz wszyscy przyjdą, proszę cię! Nie leż już, no proszę cię! 

– Tata! – ze schodów zbiegła córeczka, jej czarne oczka śmiały się do taty. – Będzie tolt! I goście! Hulla! Śto jat, śto jat – mała śpiewała sama sobie, aż Waldek się roześmiał, ubawiony, i usiadł przy stole. 

Zosieńki on nie skrzywdził nigdy, trzeba mu to było przyznać.  

Jeszcze, obawiała się Asia.  

Pogładziła stół, wyrównała serwetkę i poszła zawołać mamę i Różę. Usiądą już do tej kawy, zrobią to dla Zośki, chociaż napięcia między jej mężem a resztą rodziny nie dało się uniknąć. Dobrze, że Sułkowscy też będą. Jakoś to zniosą…  

To był ostatni raz, kiedy na stole stały te najkruchsze szklanki. Ostatni wspólny tort, ostatnie wymuszone wspólne żarty. Siedemdziesięcioletnia Asia, układając przepiękny tort urodzinowy wnuczki i grube, ceramiczne kubki na blacie, nagle uświadomiła sobie, że stół to właściwie jedyne, co przetrwało zawieruchę przemian tych wszystkich lat. Zmieniło się tak wiele! Zosia z Robertem wyremontowali i wymienili wiele sprzętów w domu na nowe, ona sama z chęcią przeniosła się do mniejszego mieszkania w kamienicy, jak tylko Jaś ją o to poprosił; po trzecich urodzinkach Zosi zginęły w wypadku mama i Róża, Waldek w końcu też odszedł… No, Asia trochę mu pomogła.  

Czy żałowała? Nie. Zosia chyba to rozumie? Asia myślami wróciła do rozmowy przy piaskownicy, ale po chwili potrząsnęła głową. Dziś jest dzień Hani, nie będzie teraz rozpamiętywać przeszłości. Koniec, basta.  

Pomyślę o tym jutro, mruknęła Asia pod nosem. 

A przy stole stali dziś ci, których łączyła miłość i życzliwość, pomimo wszystkich codziennych trosk. Nikt nie musiał wysilać się na dobry humor, zakrywać siniaków, maskować uśmiechem strachu i łez.  

– Asia, ty płaczesz? – szepnął jej do ucha Jasiek. – Wzruszasz się na starość nagle, czy co?  

– Sam się wzruszasz, stary ośle. Coś mi wpadło do oka, to wszystko – 

odszepnęła Asia i ścisnęła pod stołem rękę swojego niemęża.  

– Hania, ty to masz babcię. To jest dopiero Degeneratka. Totalnie bez przyszłości – zachichotała za plecami Asi Liwia. Obserwowały całą scenę stojąc w drzwiach.  

– Ty się nie śmiej. Jak dorosnę, chcę być babcią! – mówiła Hania, patrząc na Asię z uwielbieniem. – Tylko mi nie mów, że już jestem dorosła. Mama powtarza mi to tysiąc razy dziennie. Bleh. Słuchać tego nie można!  

– No dobra, dawaj te sałatki. Uważaj, mały Mikołaj pędzi z ogrodu!  

– A za nim moja mama. Zaraz się zacznie, zobaczysz! 

– Hania! – usłyszały dziewczyny z ogrodu. – Przygotowaliście wszystko? Goście zaraz idą! To twoje dorosłe urodziny, musisz sobie radzić! 

Liwia zachichotała ponownie i pomachała do pani Zosi. – Mama to co innego niż babcia, wiadomo – wymądrzyła się jeszcze. – Jak twoja mama będzie babcią, to też będzie lepsza, cha, cha! 

– ODPUKAJ! – usłyszała oszołomiona Lidka ze wszystkich stron.  

Usłyszała ją nie tylko Hania, ale i Zosia. I Asia. I Robert. A że z góry zbiegły w końcu maluchy, i dopytywały się, czemu Liwka ma odpukiwać i co, to zrobił się wkrótce iście zdegenerwoany hałas.  

W całym tym zamieszaniu Hania zobaczyła, jak mama patrzy na nią i w końcu w jej oczach widać iskierki uśmiechu. Urodziny mogły się rozpocząć. 

Nawigacja wpisu

← O depresji fachowym okiem. Rozmowa
Czytam z sentymentem →

2 thoughts on “Opowieści rodzinne. Prawie lato – część 6. Urodziny Hani”

  1. Kasia pisze:
    30 kwietnia 2023 o 10:00

    Olu, ja mam tylko jedno do powiedzenia: pięknie. Wciągająco. Za krótko! I jeszcze, że mogłoby być więcej! No, to może jednak trochę więcej niż jedno mam do powiedzenia. Tyle się naczekam, a tu ledwie skrawek, piękny taki, czerwcowy, ale co dalej? Chcę więcej babci Asi. I tajemniczej Róży. I Zosi, i Hani, i dzieci…
    Czekam!

    Odpowiedz
  2. Hanna Dominik pisze:
    30 kwietnia 2023 o 12:41

    Olu przeczytałam i zobaczyłam ich wszystkich ten tort ogród ten stół poczułam uczucia i problemy ich wszystkich oczarowałaś mnie swoją opowieścią będę czekała na dalszy ciąg z radością ☘️https://media.tenor.com/AL8T87f64-cAAAAM/thanks.gif

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach
  • dziś jest tylko wyrazem
  • Bajki

Archiwa blogowe:

  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, troch Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, trochę obok Leśmiana,  ale tak bardziej w mrok, gdzie pod nogami pałętają się koty, jeże, w bibliotece wszystko wszak może się zdarzyć, jesienny zachód słońca też, nicości, byt z niebytem się mylą, a ja obok stoję i przypatruję się przelatującym gawronom, pomiędzy istnieniem a jego odwrotnością, wyciągam z regału Rymkiewicza, na los się zdaję, oj, to nie jest najlepszy pomysł... 
@w.dziurawych.trampkach - wybrałam te jesienne ogrody, proszę bardzo:)
_________________________
Jarosław Marek Rymkiewicz
Zachód słońca w Milanówku
Wyd. Sic!
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #jarosławmarekrymkiewicz #zachódsłońcawmilanówku
Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życi Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życio-pisarek. Czytałam Książkę o miłości, czytałam Hałas, teraz Najgorszego człowieka i uważam że nikt poza Halber nie umiałby pisać jak Halber. I już. Ja tą szczerość i odzieranie warstw biorę i zachłannie czytam.
O czym jest #najgorszyczłowieknaświecie pisał swego czasu cały bookstagram, pod tym hasztagiem jest mnóstwo opisów, ja już tylko dodam swój stary wierszyk o kocie, bo pasuje do okładki:

Mam takiego kotka
Mały dość jest, nieporadny, 
nawet chwilami zabawny 
Balkon na czwartym piętrze 
wydaje mu się idealny 
do skakania przy barierkach

Chyba nie wie co to lęk

Przychodzi 
i bez pytania czy może 
każe się głaskać 

On naprawdę nie wie 
Co to lęk

PS. Tak, to jest książka o lęku. 
Czytaliście? Lubicie ten styl pisania?
______________________________
Małgorzata Halber 
@mroczny_msciciel 
Najgorszy człowiek na świecie 
Wyd. Znak Literanova 
@znak_literanova 
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram  #małgorzatahalber #znakliteranova
Bajka na dobranoc to nowy projekt bajkowy, który n Bajka na dobranoc to nowy projekt bajkowy, który nam przyjemność przedstawić. Zanim przejdę do szczegółów, to powiem jedno: od września czytam dzieciom opowieści z tego cyklu i podoba się nam. A to najważniejsze. 

Cóż to jest, ów projekt i cykl?
Otóż Mateusz Racut - twórca Bajki na dobranoc - zaprasza nas do Lasu Mądrości, a tam czekają naprawdę sympatyczni bohaterowie: Lisek Dobrusek, Żabka Fajtłapka, Sowa Wiedzulka i inni. Przeżywają swoje leśne i życiowe problemy, raz będzie to złość i zazdrość, raz samotność, raz problemy ze zdrowiem... No samo życie, nieprawdaż? 
I cała magia bajek z Lasu polega teraz na tym, że problemy można rozwiązać... bez czarów. Żabka, Lisek, Dzik, Mrówka uczą się rozmawiać, oddychać, zastanawiać nad daną sytuacją a Lisek Dobrusek zawsze zapisuje w swoim pamiętniku, czego się dziś nauczył. I jest w tym piękna prostota, którą lubią dzieci. Lubią też powtarzalność bajek, ich przewidywalność i ciepło, które kryje się także w literackim języku opowiastek. 

Last but not least - są też kolorowanki do wydruku i wersje audio - taki bonus:) 

Nie poznałabym Liska Dobruska, gdyby nie propozycja współpracy ze strony twórcy - za co teraz naprawdę dziękuję. Po paru dobrych tygodniach sprawdzania i testowania - polecam. Polecamy! Bo dzieciaki-przedszkolaki najbardziej :) 

www.bajkanadobranoc.com
______________________
#gdziespomiedzy
#bookstagram #literaturadladzieci #współpraca #mateuszracut #bajkanadobranoc #całapolskaczytadzieciom
Lubię świat z wierszy Małgorzaty Lebdy. Bliskie j Lubię świat z wierszy Małgorzaty Lebdy. 
Bliskie jest mi szukanie słów na opisanie życia tu i teraz, ale także gdzieś z boku. Chwile które stają się metaforą, lub też zupełnie na odwrót - szukanie tego, co najprostsze, już bardziej przecież o codzienności i to tak do kości się nie da. 
Właśnie tak, posłuchajcie: "możliwe, że chodziło o proste sprawy: pokryte rdzą brzozy, jary, w których rodziła się noc (...). I jeszcze to: słowa, te, co robią nam w środku radykalne rzeczy". 
Możliwe wszak, że chodzi właśnie o to.

"I czytanie wierszy, czytanie wierszy, czytanie wierszy na głos".

Rytmiczne, uspokajające staccato...
________________________
Małgorzata Lebda
Mer de Glace
Wyd. Warstwy
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #małgorzatalebda #merdeglace #wydawnictwowarstwy
Dobre to było kryminalne czytanie, muszę przyznać. Dobre to było kryminalne czytanie, muszę przyznać. Takie wyważone - akcja, groza i humor w proporcjach, które pozwalają zanurzyć się w książce z przyjemnością.

A sama historia oparta jest najpierw o opowieści  rodzinne, sięgające jeszcze czasów powstania styczniowego, potem autor sięga po opowieści i kroniki kryminalne, dodaje też parę legend z gór świętokrzyskich. 
Siembieda scala to wszystko historią dwóch zwaśnionych rodzin, dla których honor = zemsta i kto tego równania nie rozumie, to do rodziny nie należy, koniec kropka. Ech, Jadźka, mogłaś pokochać kogo innego, a tak to szekspirowski dramat się ułożył... 

Dodam, że nie jest to właściwie typowy kryminał, trochę się wymyka gdzieś obok, powiedziałabym bardziej: opowieść kryminalna. Z panoramą zawieruchy dziejów w tle, bo jak na powstaniu styczniowym się zaczęło, tak kończy się w czasach programu Temat dla reportera. Nie szukamy z komisarzami sprawcy, nie grzebiemy z detektywami czy profilerami w głowach morderców - bo wiemy co i kto. A jednak zostajemy z pytaniem o tę naszą ludzką naturę... 

I z obrazem wosku skapującego z gromnicy, kiedy zostaje wydany wyrok.

Jesienna polecajka - jak najbardziej!

@znak_literanova @monika_i_ksiazki - współpraca barterowa - i to udana, dziękuję :) 
____________________________
Maciej Siembieda 
@maciejsiembieda
Gołoborze
Wyd. Znak Literanova
#wspolpracabarterowa
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #maciejsiembieda #gołoborze #maciejsiembiedagołoborze
#wydawnictwoznakliteranova
Jak zadbać o siebie, kiedy w dzieciństwie nikt cię Jak zadbać o siebie, kiedy w dzieciństwie nikt cię tego nie nauczył - próba odpowiedzi. 
Próba, bo to pytanie na które nie będzie jednej prostej odpowiedzi. 

Więc - czy to próba udana? 

Dla mnie tak. Poradnik Niewidzialne rany mogę spokojnie polecać, jeżeli szukacie książkowo-fachowej pomocy w zakresie uporania się z dorastaniem w dysfunkcyjnym domu. 
Bez ckliwości, konkretnie o problemach w dorosłym życiu, kiedy dzieciństwo nie zapewniło ci stabilności emocjonalnej i kiedy wciąż jedną nogą - a raczej częścią umysłu - w tym rodzinnym domu tkwisz. 

"Chcę pokazać mechanizmy, zależności i schematy, które posłużą ci do stworzenia instrukcji obsługi własnej głowy" - pisze we wstępie autorka. Nie obiecuje różów ani brokatów na nowej ścieżce życia, ale mówi: spróbuj się sobie przyjrzeć z boku, daj sobie szansę. Przeczytaj, czemu się boisz, czemu wciąż jesteś przekonana o swojej "beznadziejności", a jak trzeba to idź też na terapię, przegadaj to swoje życie, daj sobie przyzwolenie na pomoc.

Warto zwrócić uwagę, że nie jest to akt oskarżenia wobec rodziców, nie - cała uwaga skupiona jest na próbie zrozumienia, przyjęcia pewnych faktów i zdecydowania się na takie życie, które nie będzie już uwięzieniem w przeszłości. 

Poradnik o odzyskiwaniu równowagi, nie dzięki magicznym plasterkom, a dzięki wiedzy z zakresu psychologii. 
Więc ja mówię: tak. Polecajka - jeśli potrzebujesz. 

#współpracabarterowa z @wydawnictwo_publicat
_____________________
Niewidzialne rany
Andżelika Dominiak-Banach
@andzelika.dominiak_psycholog
Wyd. Publicat
Ilustracje: Patrycja Niewiadomska
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #niewidzialnerany #andżelikadominiakbanach  #wydawnictwopublicat
Arabeski to rodzaj wypełnienia, tło, ozdobne motyw Arabeski to rodzaj wypełnienia, tło, ozdobne motywy - coś co nie jest głównym obrazem. Mikroświaty. 
Opowiadane mimochodem, przyuważone, tu ślub, tu szpital, tam sprzątanie, albo ta smutna randka w hotelu, dzieciaki, którym zawozi się puszki i konserwy, przecież wojna, ale też przecież zwyczajne życie...
Ślady i zapiski spomiędzy światów ważniejszych i bardziej zrozumiałych: frontu i codzienności. 
Kiedy nachodzą na siebie, wszystko staje się inne. Niepasujące. Poprzesuwane.
Czytanie takich książek staje się rodzajem  współodczuwania, trudno z tych opowiadań wyjść. I to jeszcze w taki na przykład złoty październik sobie wyjść, ale warto je przeczytać, naprawdę.
Przynajmniej ja tak myślę;)

A wypożyczone są Arabeski z biblioteki, przypadkiem, kiedy tak chciałam już nic nowego nie brać, ach te postanowienia...
____________________________
Arabeski
Serhij Żadan
Tłum. Michał Petryk 
Wyd. Czarne
_____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #arabeski #serhijżadan #wydawnictwoczarne
Sięgnęłam po Złodziei bzu, bo akurat miałam na tel Sięgnęłam po Złodziei bzu, bo akurat miałam na telefonie. A miałam bo kiedyś naczytałam się, że "czytajcie, czytajcie, będzie fajnie!".
No i nie, nie było fajnie, składam reklamację! I skargę i zażalenie. I ja się tak nie bawię i już.
Po pierwsze - nie było ostrzeżenia, że to parodia. Zdążyłam się pierdyliard razy oburzyć, zanim dotarło do mnie, że to groteska, parodia właśnie, że to Nic śmiesznego z innymi rekwizytami, że to Kariera Nikosia Dyzmy choć z innym tłem. Z wąsem Wałęsy.
Dopiero tak ustawiona perspektywa pozwoliła mi czytać spokojnie.
Po drugie - wcale i tak nie czytało się spokojnie, bo główny bohater to strasznie antypatyczna postać. Wkurzająca.
Po trzecie - wkurzam się na siebie, bo może wychodzi ze mnie jakaś, omatkobosko, dulszczyzna??? Jakieś kołtuny mam do rozplątania? Nie umiem sama z siebie się pośmiać? Cha, cha, cha. Właśnie że umiem. 
Po piąte i dziesiąte - żeby bez śmierdział zgnilizną - to już przesada. Totalnie. Tu już czuję się urażona do żywego! 

W każdym razie dzieje rodziny z Wołynia w naprawdę innym ujęciu, nietypowo. 

Kto teraz też chce przeczytać?? 😂
________________________
Złodzieje bzu
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Wyd. Noir sur Blanc
________________________
#gdziespomiedzy
#bookstagram #złodziejebzu #hubertklimkodobrzaniecki #noirsurblanc
Mój Instagram

życie i książki

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 4

12 marca 2023
życie i książki

„Znikopis”

24 września 2021
życie i książki

Urlop. Kawa. Kryminał.

18 lipca 2023
życie i problemy

List do naszych dzieci

13 maja 2022
życie i ...

O dziecku, co jest mądrzejsze od mamy

28 września 2021
życie i książki

Opowieści rodzinne. Prawie lato – część 5. O Paulince

18 marca 2023
życie i książki życie i problemy

Z cyklu – co czytać

8 kwietnia 2022
życie i ...

Poranek i inne okoliczności przyrody

3 grudnia 2021
życie i ...

Żółte liście – część 3

5 listopada 2021
życie i problemy

Rozmyślania o depresji dzieci i młodzieży

23 marca 2023

© 2025 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme