mama i córka, wśród łanów zboża

Rozmowy. Maja

Dziś mam dla Was coś specjalnego. Moja prywatna, własna nastolatka zgodziła się na rozmowę - wywiad. Może to nawet dopiero część pierwsza... Bo nie o wszystkim zdążyłyśmy pogadać. Zapraszam!

– Dzień doberek.

– Hej.

– Jak się czujesz? W tej chwili?

– Ech, trochę zmęczona, obolała. Plecy mnie bolą ale to nic nowego. I jest mi przykro, ale to też nic nowego. Bo się źle na świecie dzieje i boję się o swoją przyszłość, co nie?

– Nie wiesz, że na pytania, jak się czujesz, odpowiada się dobrze i już?! Czy ty nie akceptujesz społecznych norm zachowania?

– Jak społeczna forma do mnie przychodzi i mówi ‘hej, nie możesz chodzić nago po ulicy’, to ja mówię: potrzymaj mi to piwo i patrz, co ja robię! No. Ale nagle rozmawiamy o nomach społecznych? Tak, fajnie, fajnie.  Lubię srać na normy społeczne, to jest moje ulubione zadanie. Co dalej?

 – Co chcesz robić, jak dorośniesz?

 – Mogę telefon do przyjaciela?! Albo koło ratunkowe? Nie wiem. Eee…

 – Damy tu trzy kropki?

– Po prostu zadaj mi następne pytanie. Ja bardzo nie lubię mówić o tym, co chcę robić w przyszłości, bo zawsze się czuję jak debil jak o tym mówię, nie wiem czemu, po prostu nie lubię. Wiem co chcę robić, ale nie lubię o tym mówić.

– To jak sprawisz, żeby to się stało?

 – Będę iść w tym kierunku ale nie powiem. Nigdy nikomu nie powiem!

 – Wiesz, że się w końcu przekonamy?

– No tak, ale to się okaże, jak już będzie.

– Co sądzisz o swoim plastycznym talencie?

– O Boże, oczywiście to pytanie musiało być. Nienawidzę go, absolutnie go nie cierpię. Bo on kosztuje dużo pieniędzy. I… i mam czasami wrażenie, że padłam ofiarą klątwy uzdolnionych dzieci. W sensie wiesz, że chodzi o dzieci, które coś potrafią, mają jakiś TALENT i wszyscy dorośli wokół zachwycają się jak to dziecko jest uzdolnione. Przez co to dziecko zaczyna swój talent postrzegać jako główną część swojej osobowości i nie myśli nad jakąkolwiek inną ścieżką tylko trzyma się tego, i idzie z tym talentem. I mam czasami wrażenie, że u mnie tak jest z rysowaniem, że przez długi czas było ono główną cechą mojego charakteru, że ‘hej, siema, ja rysuję!’ i przez to zaczęłam kłaść na siebie wielką presję w tym temacie i teraz na przykład nie potrafię narysować czegoś, bez załamywania się ze trzy razy. Bo mi nie wychodzi. A w ogóle żeby się zabrać za rysowanie czegoś i podejść do tego na luzie, to muszę trzy godziny chodzić w kółko i się uspokajać, że ‘hej, jak nie wyjdzie, to nie wyjdzie, nie przejmuj się, mordo’.

– To jaką miałabyś radę dla rodziców uzdolnionych dzieci?

– Hm, jest dobrze pchać dziecko w kierunku rzeczy, które lubi, ale jednocześnie nie pchać go za bardzo! Nie wiem, nie jestem rodzicem, żeby mówić innym co mają robić.

– Ale to by była cenna rada od kogoś, kto ma przeżycia w tym zakresie…

– O, przede wszystkim jak twoje dziecko jest w czymś dobre, to nie sugerować od razu, że ono będzie rozwijać się w tym kierunku zawodowo. Na zasadzie: ‘O, moja córka śpiewa i tańczy’, i jak ją rodzice przedstawiają, to mówią ‘ona za kilkanaście lat na pewno zostanie słynną piosenkarką / będzie słynną pianistką / będzie grać w orkiestrze / cokolwiek’. To na pewno nigdy nie jest dobre.

– No widzisz. i jest jakiś krok do przodu. A powiedz mi tak o samym malowaniu, bez patrzenia na siebie, ale samo malowanie – czym jest.

 – Malowanie samo w sobie to jest przenoszenie jednego medium na inne medium w celu osiągniecia czegoś. Farby na płótno.

 – A po co?

 – A to już mogą być bardzo różne motywy. Dla jednych ideologiczne, inni mogą po prostu chcieć przełożyć to co widzą, inni mogą nabazgrać coś, bo są wkurzeni i potrzebują dać upust emocjom. Ja osobiście boję się malować.

 – A masz ulubionych artystów?

 – Jasne, że mam. Mam teraz wymieniać?

– Możesz, oczywiście?

– O, ja ogólnie mam takie podejście, że śledzę poszczególne obrazy niekoniecznie ze względu na to, kim był artysta, tak samo mam z książkami czy muzyką. Nie muszę słuchać czy czytać wszystkiego danych autorów. Nigdy jakoś nie czułam tego, że hej, to jest dany artysta i muszę go posłuchać, obejrzeć!

Ale z takich moich ulubionych to będzie Marie Laurencin, Jeanne Hebuterne, Wiktoria Gorińska,  Egon Schiele, Paula Modersohn – Becker, Maria Sibylla Merian, Dora Maar, Henri de Toulouse – Lautrec. Tyle tak z pamięci mogę wymienić. Czekaj, jeszcze dam ci parę nazwisk, pisz: Bartłomiej Flis, Katarzyna Janczewska, Romaine Brooks.

– To ja w wolnym czasie sobie posprawdzam, kto zacz, bo nie znam prawie nikogo z tych nazwisk. A jeszcze a propos artystów i dzieł, to myślisz, że powinno się odbierać to, co ktoś stworzył, przez to jak żył? Czy nie powinno to mieć wpływu?

 – Chodzi ci o oddzielanie sztuki od artysty?

 – Tak.

– Jezu, bardzo ciekawe pytanie! Często o tym myślę, przed snem. To jest bardzo trudna kwestia. I odpowiedź nie jest taka oczywista – tak, czy nie. Trzeba by przyglądać się poszczególnym przypadkom. Sprawa ma się inaczej, kiedy mówimy o artyście sprzed pięciuset lat i wcale nie chodzi o to, że ktoś był wtedy okropnym człowiekiem w swoim życiu i to już się nie liczy, bo było pięćset lat temu. Ale chodzi o to, że pięćset lat temu były inne standardy, jeżeli chodzi o sztukę. W średniowieczu na przykład tworzono w imię swojej wiary, nawet nie pod swoim imieniem, te wszystkie freski i malowidła kościelne. Kiedyś nie podchodzono do sztuki tak, jak teraz. Inaczej podchodzono w epoce modernizmu, dwudziestym wieku czy pod koniec dziewiętnastego. Sztuka nie zawsze była wewnętrznym wyrażeniem tego, co czujesz, tylko była np. sakralna, albo była odtworzeniem rzeczywistości – jak naturalizm w pozytywizmie, czy impresjonizm w XIX wieku. Sztuka przez długi czas nie miała wyrażać osobistych poglądów artysty.

Ale mimo wszystko, nawet jak ktoś tworzył w nurcie naturalizmu, to czy nie było to jednak jakimś subiektywnym wyrażeniem tego, jak on postrzega świat, sztukę?

I kolejny przykład – jak ludzie przedstawiali kobiety na obrazach. Nawet jak była to szuka mitologiczna czy biblijna, to gołym okiem można zobaczyć odzwierciedlenie stosunku do kobiet – w jaki sposób była ukazywana kobieca nagość – czyli wcale albo w bardzo przeseksualizowany sposób. Nie był to faktyczny, realistyczny wizerunek kobiecego ciała.

Na ile tak naprawdę artysta potrafi odciąć swoje poglądy, od tego co maluje? Osobiście uważam, że nie jest to w stu procentach możliwe. Nawet impresjonizm, który zakłada kompletne odcięcie artysty i jego personalnych poglądów i skupienie się tylko na naturze – to tak czy siak to on wybiera, co i w jaki sposób chce przedstawić, co on uważa za słuszne, ładne i warte przekazania. I jest tak teraz. I zawsze tak będzie. Tak uważam.

I druga sprawa – nie może być też tak, że kompletnie ignorujemy artystę. Bo to szkodzi i artyście i sztuce. Wtedy mogłoby się wydawać, że można usprawiedliwiać złe czyny ludzi tworzących sztukę. To, że się zaznacza, że ktoś był złym człowiekiem, to nie ma też od razu oznaczać, że mamy cancellowac (z ang. cancell – odwołać. Używa się w znaczeniu: cenzurować, odcinać się – przyp. Ola) tę sztukę. O, na przykład Picasso był złym człowiekiem! Był strasznym dupkiem. Teraz musimy zabrać mu wszystkie tytuły, zaprzeczyć całemu wpływowi, spalić wszystkie jego dzieła… Nie. Ale możemy o tym mówić – Picasso był dupkiem, cała bohema artystyczna, z której się wywodził, to nie byli dobrzy ludzie, to było straszne środowisko. Śliskie i śmierdzące. Romantyzowanie tej cholernej bohemy  – nie! nie! Błagam. Zaakceptujmy fakt, że nie wszyscy byli dobrzy. Picasso był mizogonistyzną świnią. Nie musisz tego pisać.

A co do artystów dalej żyjących, powinni być cancellowani, jeśli są niefajnymi… Nie oddzielajmy sztuki od artysty, tylko, jeśli trzeba, wsadźmy go do więzienia!

– Czy chciałabyś być politykiem?

– A ja mogę jeszcze dwadzieścia minut o sztuce i artystach…

– To zrobimy część drugą. Polityka?

– Nie uważam, żebym nadawała się na polityka, między innymi dlatego, że prawdopodobnie bym nie wytrzymała. Nie lubię pracy w stresie.

– A gdyby jednak, jesteś w polityce i siedzisz w takiej komisji, która może zmienić wszystko, co być zrobiła?

– Socjalizm utopijny! Czemu tylko socjalizm ma ‘utopijny’ w nazwie? Przepraszam bardzo, to jest dyskredytowanie innych poglądów na samym starcie. Jak już chcemy dodatek ‘utopijny’, to ja wnioskuję o konserwatyzm utopijny, o liberalizm utopijny… Czy to nie jest tak, że każda ideologia, ruch polityczny ma swoją ideę, która jest utopijna? Jak można wierzyć, że np. dając całą władzę – nad państwem, kościołem – w ręce jednego monarchy, albo jego przydupasów – że to jest świetny pomysł?

 – A gdybyś była ministrem oświaty?

 – A czy mogę zrobić, żeby panią kurator Nowak zrobić nielegalną? Czy mogłabym tak zrobić z panem Czarnkiem?

– Co jeszcze?

 – Wprowadziłabym straszną edukację seksualną do szkół.

– A co z rodzicami, którzy nie chcą takiej edukacji dla swoich dzieci? Jak byś wytłumaczyła?

– Gdybyś spytała mnie rok temu, teraz mi się już nie chce o tym myśleć…

– Nastolatek nie chce myśleć o seksie?!

– Nie to, nie chcę myśleć o przekonywaniu rodziców, że warto uczyć się o zabezpieczaniu, o chorobach wenerycznych, o innych orientacjach. Że może powinnyście pozwolić swoim dzieciom się o tym uczyć, może im to wyjdzie na dobre?

– A może jakby dzieciaki nie usłyszały, że tak można, to by nie uważały siebie potem za gejów czy w ogóle nieheteronormatywnych?

– To tak nie działa… To tak jakby powiedzieć, że osoba leworęczna nie stałaby się leworęczna, gdyby nie usłyszała, że leworęczność istnieje. To tak jakby powiedzieć, że rudy człowiek nie stałby się rudy, gdyby nie usłyszał, że rude włosy istnieją.

– To może jak to są tak naturalne sprawy, to nie trzeba o tym uczyć w szkole? Po prostu tak jest? Co ma dawać edukacja?

– Nie można ignorować znaczenia kulturowego, presji społecznej i nastawienia społeczeństwa do niektórych tematów, nawet jak cos biologicznie istnieje. Bo to nie jest tak, że osoby nieheteronormatywne istnieją i mogą sobie istnieć. W wielu krajach czyny homoseksualne są karalne. Na przykład na Sri Lance. W Maroko. Takich krajów jest  ponad sześćdziesiąt.

W wielu krajach nie mają równych praw. Czy to, że nie prześladuje się osób nieheteronormatywnych, to już wszystko? Wow, daliśmy wam minimalne minimum praw, nie będziemy was teraz ścigać policją za to, że istniejecie. Macie się cieszyć i siedzieć cicho, czego jeszcze chcecie?

– Co powiesz komuś, kto powie: ‘ja nikogo nie prześladuję, ale nie chcę widzieć, jak dwóch facetów idzie ulicą i się obmacuje. Ja nie chce tego widzieć. Niech oni w domu sobie siedzą i się tulą. Czy ja muszę to widzieć?’

– Kim ty jesteś, żeby mówić ludziom, co mają robić ze swoją miłością? Jak mają okazywać, że kochają drugą osobę? Nie ma nic strasznego, że dwie osoby idą za rękę po ulicy. Jeśli ktoś zaczyna zachowywać się dziwnie, to nie ważne czy jest to osoba homoseksualna, heteroseksualna, biseksualna – nie powinno być usprawiedliwiane. Dziwne, czyli mam na myśli krzywdzące, złe. To jest złe w każdą stronę.

– Czyli granice każdy powinien mieć, jakiejś przyzwoitości?

– Tak. A jest taki trik. Czy jak chłopak z dziewczyną idą za rękę, przytulają się, to czy takie zachowanie byłoby uznane przez ciebie za afiszowanie się? Jeśli nie, to w takim razie jak idzie para dwóch chłopaków, dwóch dziewczyn – to uznanie tego za afiszowanie się będzie niesprawiedliwe. Tak samo jak wstawiają zdjęcie ze swojej randki, czy rozmawiają ze swoimi znajomymi o swoim związku – nie możesz mówić, że jesteś tolerancyjny, nie masz z czymś problemu, jeśli dane zachowanie akceptujesz u jednej grupy, a u drugiej już nie.

Problem jest z podejściem społeczeństwa i tym, że każde odstępstwo od wcześniej ustalonej „normy”,  każdy przejaw „inności” jest uznawany za zły. Nawet jeśli norma została stworzona z benefitem dla jednej strony, krzywdząc przy tym inną. Czy aby na pewno to jest właściwe podejście? Czy może zamiast tego powinniśmy poszukać problemu w tej wyżej ustalonej normie? Jakoś szerzej zastanowić się nad jej pochodzeniem, jej skutkami i tym, jaką krzywdę może ona za sobą nieść?

 – Dobra rada, której nie posłuchałaś a mogłaś?

 – Dobra rada… a mogę powiedzieć dobra rada której posłuchałam a mogłam NIE posłuchać?

Idź do liceum plastycznego. Dziękuję bardzo!

 – Czy masz ulubiony dowcip na koniec?

– Na koniec? Ten świat. To jest jeden wielki dowcip. Codziennie sobie myślę, ale beka! Aż się muszę klepnąć w kolanko.

– Oderwałam cię od gry w simsy, żeby przeprowadzić tę rozmowę. Czemu lubisz grać w simsy?

– Bo mogę dobrze i ciekawie pokierować czyimś życiem, jak swoim nie mogę.

 – Dziękuje bardzo, to była ciekawa rozmowa! Może zrobimy część drugą?

­– Może…

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.