Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
Maria Skłodowska-Curie, mural na Pomorzu, ilustracja do: Opowieści... wiosna, część 4

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 4

Posted on 12 marca 202312 marca 2023 by Ola

Majowy wieczór pysznił się tuż pod nosem rodziny Halskich, podtykał im pod nosy swoje konwalie zapachy, rozkazał chrabąszczom brzmieć w całej trawie, ba! Nawet rozsnuł na niebie swój spektakl wieczorny, obfitujący we wszelkie znane i nieznane pastele. Nic jednak nie mógł poradzić na to, że jedyną postacią czymkolwiek z owych czarów zainteresowaną, był kot Benek. Reszta rodziny siedziała na tarasie i zawzięcie dyskutowała.  

Nie była to miła rozmowa. Nie była to przyjacielska pogawędka. 

Chociaż, kto wie, może czasem i przyjaciele muszą sobie to i owo powiedzieć… Uzmysłowić. Zrozumieć. A droga do zrozumienia potrafi być bardzo wyboista. 

Poprzez przyjemne, pachnące majowe powietrze niósł się zdenerwowany głos Zosi. Odpowiadał mu spokojniejszy głos Roberta, a obok cichutko na palcach wieczoru leciał w świat cichy szloch Hani. Wyczulony obserwator usłyszałby też pełną napięcia ciszę, która płynęła ze strony przejętego Jędrka. Na szczęście najmłodsze maluchy już spały. 

– I ty jej jeszcze bronisz?! – Zosia ciskała słowa jak gromy. – Wiesz, że być może pogrzebała swoje szanse na… na całe życie, a ty… To nie do pomyślenia! 

– Jakie całe życie, Zosia, o czym ty mówisz? –  Robert wstał z ogrodowego krzesełka i zaczął chodzić nerwowo po tarasie. – Zosia, posłuchaj sama siebie! 

– Słucham! Albo i nie! Może mam już dość! Ciągle ją usprawiedliwiasz! A ona myśli, że żyje na różowej chmurce, gdzie jakimś cudem ciągle wszystko będzie dobrze, ciągle… 

– Mamo! Ja tu jestem… słyszę cię, wiesz? – głos Hani przerwał wywody wzburzonej Zosi. – Mamo, czemu tak mówisz, to niesprawiedliwe, oskarżasz tatę, krzyczysz na niego. Mówisz… takie rzeczy, że to boli, wiesz o tym? 

– Trudno.  

Zosia skrzyżowała ramiona i usiadła na krzesełku pozostawionym przez Roberta. Po chwili odetchnęła i zaczęła mówić dalej. Ciszej, ale nie mniej boleśnie. 

 – Hania, a kto tobie powiedział, że świat ma być sprawiedliwy? Nie jest. Nigdy nie był. Jedno potknięcie wywróci ten twój puchowy świat do góry nogami. Tak jak dzisiaj. Nie przerywajcie mi! – warknęła wręcz Zosia, widząc, że zarówno córka jak i mąż otwierają usta, by coś powiedzieć.  – Dziś był ostatni dzień matur. Mogłaś po prostu wrócić do domu, cieszyć się, że masz wszystko za sobą. A ty co? Co?  

Hania zapadła się w sobie. Skuliła ramiona, usiadła głębiej w tarasowym fotelu. Jeszcze przed godziną wydawało się jej, że ma zupełną rację. Moralną. Teraz nic już nie była pewna…  

Wróciła myślą do poranka. Czy mogła zrobić inaczej? 

To był jeden z ostatnich dni maja pamiętnego roku 2022. Hania ubierała się w szkolny strój galowy, żeby napisać maturę z historii i raz na zawsze pożegnać się z Liceum im. Marii Skłodowskiej-Curie, z powodu pandemii nie musiała martwić się maturami ustnymi. Chociaż tyle dobrego. Piip – rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości. 

“to jak, jesteście gotowe na koniec cierpień?” 

 – przeczytała na ekranie telefonu. Maks pisał. Przesłał też swoje zdjęcie.  

“Slay” – odpisała krótko. Fajnie wyglądał na tym zdjęciu. Dodała też serduszko. Tak jak Liwia, tylko jej serduszek było z pierdyliard. No tak. 

Wkrótce, wraz z Liwią i Maksem czekała przed drzwiami szkoły, ich czwarta przyjaciółka, Ania, wydawała się kompletnie nieobecna, ledwo się z nimi przywitała. Ania tak reagowała na stres, wiedzieli o tym. Z muralu zdobiącego jedną ze ścian budynku zmęczonym wzrokiem patrzała na nich patronka. Oni równie zmęczeni patrzeli na siebie nawzajem, pocieszając się, że już za parę godzin będzie po wszystkim. Będą mogli zacząć życie bez cienia znienawidzonego systemu edukacji nad głową. Będą wolni! Pomimo swojej sympatycznej nazwy na grupie messengerowej, jakąś przyszłość jednak chcieli mieć, tak zupełnie “Degeneratami bez przyszłości” się nie czuli.  

“Degenraci bez przyszłości” – nazwa nieoficjalnie została nadana im przez samą wicedyrektorkę szkoły – było to jedno z częstszych określeń, jakie z jej ust słyszeli. Nie pałali do siebie wzajemną sympatią, o nie. Dyrektorka, osoba o bardzo konkretnej i wąskiej wizji świata, nie umiała pogodzić się z szerszymi horyzontami uczonej przez siebie młodzieży.  Niestety dla siebie też nie widziała innej przyszłości i innej pracy, i prawdę mówiąc, męczyli się w ten sposób wszyscy… 23 maja i ona czekała już na koniec ostatniego dnia matur.  Hordy rozpieszczonych dzieciaków miały dać jej chwilę odetchnąć. “Niedługo, już niedługo – myślała sobie, patrząc przez okno gabinetu na zbierających się pod szkołą maturzystów. – Niedługo oni sami zobaczą, przekonają się, że miałam rację. Bez dyscypliny nic nie osiągną. Oni myślą, że świat na nich czeka z otwartymi ramionami. Na nich?! Przecież większość z nich w pracy ani jednego tygodnia nie przetrzyma! Wydelikaceni, ot co! Nic się tu nie nauczyli, nic! Są wyjątkowo odporni i zdegenerowani, ot co! Bez przyszłości!”. 

Pani dyrektorka westchnęła i z surowym wyrazem twarzy otworzyła drzwi gabinetu. Przeszła korytarzem, pełnym już rozgadanych uczniów. Chociaż ubrani dziś wszyscy byli normalnie. Tak wyglądali o wiele lepiej, nawet ta pyskata Hania Halska ze swoją nieodłączną przyjaciółką sprawiały wrażenie mądrzejszych i mniej… pyskatych. Ot co.  

Ale oto nagle odwrócił się do niej Maks, trzeci nierozłączny z całej tej pokręconej, w jej odczuciu, zdegenerowanej czwórki.  

– Dzień dobry – powiedział grzecznie, choć jak zwykle z tą swoją wyższością. Pani dyrektorka nie lubiła, kiedy ktoś patrzał na nią z wyższością. Zwłaszcza, jeśli było to spojrzenie umalowanych oczu. I jeszcze bardziej zwłaszcza, jeśli były to umalowane oczy chłopaka.  

“Czy oni naprawdę nigdy nic nie zrozumieją?” – pomyślała, nagle znużona i wściekła jednocześnie. 

– Maksymilian – powiedziała, zamiast przywitania. – Naprawdę jesteś tak głupi, żeby myśleć, że wejdziesz na maturę z tymi pomazanymi oczami? 

– A mam wejść bez? – spytał natychmiast Maks. Wokół rozległy się pojedyncze chichoty.  

Dyrektorka zacisnęła usta w wąską kreskę.  

– Natychmiast idź się umyj. Masz wejść jak człowiek, rozumiesz?! Czy ty… Czy wy… Czy wy nigdy nic nie zrozumiecie? Nawet dzisiaj? Nie wejdziesz na salę w makijażu.  

– To nie wejdę w ogóle – powiedział Maks spokojnie.  

Dyrektorka podniosła rękę. Palec wskazujący wyraźnie wskazywał na drzwi szkoły.  

– Daję ci ostatnią szansę. Albo wychodzisz. Albo umyjesz się i wejdziesz jak normalny człowiek. 

– Ja już jestem normalny człowiek. 

Po ostatnim zdaniu zapadła ciężka cisza. Hania jak we śnie rozejrzała się. Wokół nich zrobiło się nagle pusto. Stali w trójkę. Naprzeciwko siebie mieli wcielenie wrogości w postaci dyrektorki, która wciąż trzymała wyciągnięty palec. Jej zmrużone oczy zdawały się płonąć wściekłą satysfakcją. Hania powoli podniosła głowę. W niej też zaczynało płonąć coś na kształt wściekłości. Ale i strachu. Co teraz będzie? Spojrzała na Liwię. Jej umalowane oczy nie zwróciły niczyjej uwagi. Co zrobić?! 

Cisza wokół pękła, wszyscy naraz ruszyli do wejścia na salę, gdzie czekała już komisja maturalna. Na swoich miejscach zastygli tylko dyrektorka, Maks i Liwia, która stanęła tuż za przyjacielem i coś cicho mówiła. Hania nie słyszała co, w uszach jej dudniło. Tłumek maturzystów porwał ją ze sobą i chcąc nie chcąc ruszyła z nimi do drzwi na salę. Znalazła się w środku, wciąż słysząc tylko szum w uszach. Maks? Liwia? Rozglądała się rozpaczliwie wokół, ale ich nigdzie nie widziała. Co oni zrobili? Co się dzieje? Cu tu się, do cholery jasnej, dzieje?! To miał być ostatni dzień, a nie początek czegoś jeszcze gorszego! 

Hania ocknęła się, kiedy usłyszała po raz któryś wywoływane swoje imię i nazwisko. Jej przyjaciele wciąż stali w tamtym miejscu. Musi do nich! Nie może tak sobie spokojnie tu zostać!  

Przez chwilę zachciało jej się histerycznie śmiać. Wychodzi na to, że naprawdę zostanie degeneratką bez przyszłości. Nie pójdzie na maturę, zostanie bez pracy, ale za to pozostanie wierna przyjaciołom – przemknęło jej w głowie, w szybkim przebłysku myśli. Czemu ONA ich nie zostawi w spokoju? Błagam, zostaw ich, daj im przejść – błagała w duchu zawziętą dyrektorkę.  

Jakby w odpowiedzi na jej błagania, z sekretariatu szybkim krokiem ktoś wyszedł, szukając właśnie pani dyrektor i w trybie pilnym poproszono ją do telefonu.  

Hania odzyskała głos, władzę w nogach i natychmiast podbiegła do przyjaciół. – Co… co to było? Ja pierdzielę, co to było??? Jak? Jakim prawem? – powtarzała histerycznie. Liwia miała oczy zaczerwienione a Maks ze spokojem, jak to on, powiedział: 

– Cóż, to było, jak mniemam, przedstawienie przez szanowne ciało pedagogiczne swojego punktu widzenia na temat wolności jednostki. Dosyć kiepskie przedstawienie, nie uważacie?  

– Maks, Hania, chodźcie, zaraz nas nie wpuszczą – powiedziała Liwia, ocierając oczy. Nie przejęła się rozmazanym tuszem. – Jak chcemy to całe pochrzanione miejsce mieć z głowy, to idziemy. Napiszemy, potem się zmywamy. To było ostatnie z upokorzeń. Zaraz będzie koniec.  

Rzeczywiście, czas na sali szybko minął. Cała trójka oddała swoje kartki najszybciej. Do tego Hania nie była pewna żadnej swojej odpowiedzi. Ściskało ją w gardle i za nic nie mogła się skupić. Do tego zza okna ciągle podpatrywała na nią z muralu zmęczona patronka, ze swoją charakterystyczną fryzurą. “Ty byś nas rozumiała, prawda, Maryśka?” – pomyśłała Hania. Nagle do głowy wpadł jej pewien pomysł. Od razu poczuła się ciut lepiej. 

Kiedy czas przydzielony na ostatnią maturę już minął i ze szkoły zaczęły wychodzić grupki rozgadanej młodzieży, Hani, Maksa i Liwii już dawno nie było. Zostało natomiast to, co wymyślili ku chwale poczucia wolności… 

Maturzyści, nauczyciele i inni pracownicy szkoły, którzy teraz dopiero zaczęli rozglądać się wokół siebie, wcześniej skupieni na pracy w salach, spoglądali ze zdumieniem na odmienioną patronkę. Maria Skłodowska-Curie wydawała się… jakby mniej zmęczona. Czyżby działo się tak dzięki umiejętnie pomalowanym i podkreślonym oczom? Niektórzy gotowi byli przysiąc, że ich wiecznie zmęczona patronka nawet jakby mocniej się… uśmiecha? Tak, stanowczo. Jeszcze chwila, a była gotowa puścić do nich oczko.  

Hani nigdzie nie było widać. Jechała w tym czasie autobusem do domu, roześmiana i podekscytowana. Czuła, że jest w stanie podbić cały świat! 

Aż do wieczora. 

Kiedy siedziała skulona pod gradem oskarżeń rzucanych przez matkę, nie była już niczego pewna. Oprócz jednego – przyjaciele dla niej zrobiliby to samo. 

– Hania – mówiła wzburzona Zosia. – Ja wiem, że chciałaś dobrze. To młodzieńcza brawura, to młodzieńczy idealizm, ale jesteś już dorosła. Nie możesz zachowywać się jak dziecko. 

– Mamo, czy ty mówisz serio? To JA zachowałam się jak dziecko? To JA prawie nie dopuściłam człowieka do matury? To nie jest żaden idealizm, to ONA nas zawsze ścigała jak opętana! Nikogo w szkole nie interesuje, co mamy w głowach, tylko jak wyglądamy! To ma być szkoła? To ma być dorosłość? To chcesz mi powiedzieć, mamo? Ty też tak uczysz? 

– Dziecko, wiesz, że nie to chcę powiedzieć. I wiesz, że tak nie robię. Ale taką macie dyrektorkę i żaden głupi bunt tego nie zmieni! A ty tylko ryzykujesz własną przyszłość!  

– Wolę moją przyszłość niż tą waszą – rzuciła Hania cicho. Nie chciała już krzyczeć. Mama jak zwykle wszystko rozumiała opacznie. I jak zwykle na nią spychała całą odpowiedzialność.  

Zapadła cisza.  

Robert zmartwiony patrzał na żonę i córkę. Miał wrażenie, że wykopały między sobą dół najeżony kolcami, i teraz ktokolwiek ruszy do przodu, żeby podać rękę, to najpierw w ten dół wpadnie. 

Hania obcierając łzy poszła przez tarasowe drzwi do salonu i do kuchni. Wstawiła wodę, wzięła kubek i wrzuciła do niego torebkę melisy. Usiadła przy stole, pochyliła głowę i po chwili widać było tylko jej wstrząsane od płaczu ramiona. Robertowi ścisnęło się serce. 

– To wszystko twoja wina – usłyszał nagle. Zdumiony spojrzał na Zosię. – To ty ją tak rozpieściłeś. Pozwoliłeś jej uwierzyć, że może wszystko. I do tego to całe malowanie. Teraz wydaje jej się, że głupim gestem może zmieniać świat. A my mamy się z nią zgłosić do sekretariatu szkoły, tak mi dziś powiedzieli przez telefon. Zadowolony? 

Robert tylko patrzał na swoją żonę. Patrzał tak długo i uparcie, aż zobaczył, że i jej lecą z oczu łzy.  

Zapadła noc. Zamyślony Jędrek też poszedł spać, nie odezwawszy się do nikogo słowem. 

 

*** 

Następnego dnia Maria Skłodowska-Curie, Maryśka, jak ją zwykle nazywali uczniowie szkoły, przywitała wchodzących kolejno do szkoły rodziców kolorowym makijażem i szerokim uśmiechem. Zosia Halska patrzała na patronkę z wrogością. Miała wrażenie, że Maryśka z niej kpi i patrzy spod kolorowych powiek drwiąco.  

Równie przykre miało być za chwilę spojrzenie dyrekcji szkoły w gabinecie. Przed gabinetem siedzieli już rodzice zdegenerowanej młodzieży – oprócz Zosi i Roberta była też mama Liwii i rodzice Maksa. Ku zdziwieniu Zosi oni nie wyglądali, jakby nie przespali całej nocy, wręcz przeciwnie. Rozmawiali ze sobą normalnie, wesoło i bez cienia strachu. Podpatrując spod oka na swoją żonę, dołączył do nich Robert. Nie do wiary! Śmiali się! Śmiali się, jakby właśnie ktoś powiedział jakiś super dowcip! 

Zosia zacisnęła usta. Wiedziała, że wygląda jak nadęta, ale kompletnie nie mogła się odnaleźć i zrozumieć, z czego inni się śmieją. Czy oni nie martwią się o swoje dzieci?! Poczuła się jeszcze bardziej zmęczona niż zazwyczaj. Przez chwilę przemknęło jej przez głowę, że nie pamięta, kiedy ostatnio normalnie się śmiała. Kiedy ostatnio było jej lekko na duszy? Czy w ogóle kiedykolwiek? Odwróciła się w stronę okna, bała się, że zaraz powie coś, czego będzie żałować. 

– Hania to wspaniała dziewczyna – usłyszała nagle cichy głos za sobą. Podeszła do niej mama Maksa, najweselsza ze wszystkich, choć teraz jej uśmiech miał w sobie dużo zadumy.  

Zosia nie odezwała się, patrzała tylko na uśmiech kobiety, nie mogła sobie przypomnieć jej imienia, zastanawiała się, co to ma być za podstęp. 

– To nie jest żaden podstęp, wiesz?  

Czy ona czyta w myślach?! 

– Masz to wypisane na twarzy. O, tu – kobieta obwiodła palcem oczy zdumionej Zosi. – Masz tu strach i nieufność. Jak dziki lisek, wiesz? Nie jest ci z tym dobrze, prawda?  

Nie czekając na odpowiedź, spojrzała też za okno i mówiła dalej. 

– Czasem chcemy dobrze dla naszych dzieci, ale tak naprawdę ich nie widzimy, nie znamy. Nie wiemy, co będzie dla nich dobre. Nie wiemy, jaka będzie ich przyszłość. Wiemy tylko, że będzie ich, nie nasza.  

– Coś jednak wiemy – odezwała się w końcu Zosia. Nie wiedziała, czy podoba jej się to, co mówi ta dziwaczna kobieta, ale nie chciała już stać jak słup soli. – Wiemy, że nie warto ryzykować swojej przyszłości dla głupiego gestu buntu. Ty się nie boisz?  

– A widzisz, nie boję się – uśmiechnęła się ona znów. Jeszcze cieplej i z jeszcze większą zadumą. – Maks to dobry chłopak. Nikt nie miał prawa oceniać go przez jego wygląd. Bałabym się, gdyby się poddał… 

– Pani wybaczy, ale na co mu to było? Musiał akurat w ten dzień pokazać swoją niezależność? Wplątywać w to moją córkę?  

Przez chwilę w oczy mamy Maksa zalśniły ostro. Po paru sekundach ciszy powiedziała jednak zupełnie spokojnie: 

– Maks i Hania przyjaźnią się od początku szkoły. Maks zawsze był indywidualistą. Nigdy nie próbowałam go zmieniać, Hania też nie. Polubili się tacy, jacy są – kolorowi, pełni pasji, pomysłów, radości. Mądrości. Pomagali sobie w ciężkich chwilach. Myślę, że wiedzą o sobie nawzajem więcej, niż my o nich. I Hani nikt do niczego nie zmuszał. Obrażasz swoją córkę, wiesz? To wspaniała dziewczyna. Nauczyłaby cię dużo o przyjaźni, gdybyś chciała się od niej uczyć, wiesz? Ale ty się zagubiłaś… Naprawdę wolałabyś, żeby twoja córka była tchórzem? Nie wierzę. 

Zosia otworzyła usta, ale nic nie powiedziała. Naprawdę wyglądała na zupełnie pogubioną. Podeszła do męża i cicho do niego powiedziała: 

– Robert, idź ty rozmawiać z dyrekcją. Ja… Poczekam. 

Robert skinął głową. Delikatnie chwycił Zosię za rękę i pogłaskał ją po dłoni. Miał nieodparte wrażenie, że jego żona zaraz mu swoją rękę wyrwie i jeszcze go ugryzie, ale ku jego zdziwieniu, ona spojrzała mu prosto w oczy, a w tym spojrzeniu było tyle bólu, tyle niemej prośby o pomoc, że tylko mocniej ścisnął zosiną dłoń i szepnął: 

– Zosiu, usiądź. Poczekaj tutaj. Ja pójdę.  

I Zosia usiadła. I czekała. I myślała. Myślała intensywnie jak już dawno jej się nie zdarzyło, a to dlatego, że w końcu przestała myśleć o sobie, a zaczęła o Hani. 

adres strony internetowej, z której pochodzi zdjęcie muralu z Marią Skłodowską-Curie (dostęp dn. 12.03.2023): https://mojepomorzany.pl/2019/kim-byly-postacie-z-muralu-przy-chmielewskiego/

 

Nawigacja wpisu

← Opowieści rodzinne. Wiosna – część 3
Opowieści rodzinne. Prawie lato – część 5. O Paulince →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. 
Ależ wierutne to bzdury! 

Anna Świrszczynska i zbiór wierszy wybranych w tomiku "Jestem gotowa" i czytanych przeze mnie właśnie na ocalenie. Parę podrzucę, podzielę się kołem ratunkowym:)

"Nie trzeba jej pocieszać
nie wolno się litować" - pisał gdzieś Różewicz. Racja. Nie o pocieszenie tu wszak idzie, nie o litość. To o nazwanie chodzi. O właściwe słowo układające świat. 

Więc dziś - świat Anny Świrszczynskiej. Ten jego fragment, który nie upiększa rzeczywistości. 

Jak żyć bez upiększania? 
- Szeroko i bezbrzeżnie.
__________________
Jestem gotowa
Anna Świrszczynska, wybór wierszy: Barbara Gruszka-Zych
Państwowy Instytut Wydawniczy
______________________

#gdziespomiedzy
#annaświrszczyńska
#państwowyinstytutwydawniczy
Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinow Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinowa musi być, a jak. 
Fizyka smutku - błyskotliwa, przyznaję, bardzo. Intrygujący tytuł, nieoczywisty bohater - co potrafi wchodzić we wspomnienia i emocje innych ludzi, ba, innych istot ("Pamiętam, że umarłem jako nagi ślimak, krzew dzikiej róży, czerwcowa chmura"...), reinterpretacja mitu o Minotaurze, kapsuła czasu, co jeszcze... 
Dużo takich błyskotliwych pomysłów. Celnych zdań, spostrzeżeń. Książka - błyskotka. 
Można się pobawić. 
Tylko czuję, że jutro o niej zapomnę, ot, właśnie.

Może jakby moja fizyka smutku - czy raczej geografia, historia smutku - obejmowała te same tereny co u Gospodinowa - to wzięłabym tę powieść bardziej do siebie. Ale we mnie nie ma nostalgii za minionymi czasami. 

"Schron przeciwczasowy" był lepszy! Można się pokłócić, i tak nie zmienię zdania;)
_________________________
Fizyka smutku
Georgi Gospodinow
Przekład: Magdalena Pytlak
Wyd. Literackie
__________________________
#gdziespomiedzy #fizykasmutku #georgigospodinow #wydawnictwoliterackie
Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż inneg Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż innego nie ma świata! 
A jak nie ma, to zostaje się wypisać. Więc piszę: 

Zanikanie w byciu - to nie moje kroki nie mój uśmiech 
Wydaję sobie resztę z wszelkiej pewności i zostaje:
Coś co napiszę parę razy zapalę 
To już 

***

Mierzę się z księżycem na obojętność spojrzeń i przegrywam, więc 
jednak jeszcze jestem 

#gdziespomiedzy

#bazgrzęwięcjestem
A może właśnie tak: "Pięknie byłoby objąć noc j A może właśnie tak: 

"Pięknie byłoby objąć noc 
jak odnalezionego syna
i dowiedzieć się 
o co Cézanne pytał jabłek 

I zrozumieć któregoś deszczowego dnia
że prosta to punkt wydłużony dlatego 
by dosięgnąć serca własnego"

Jan Skácel 

Może właśnie tak... A my wszyscy biegamy zygzakiem. 

Wiersze Skacela znam dzięki @toznaczy_poezja - dziękuję za podzielenie się! Takie one miękkie, nienachalne - i oczywiście smutne - wiadomo. 

#gdziespomiedzy
#janskacel
Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Ep Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Epepe leżało sobie na ladzie. Jak już tak leżało to wzięłam, raczej z myślą: no ciekawe, o co właściwie tyle hałasu...
I przeczytałam prawie jednym tchem. 

Budai, bohater powieści, to racjonalny człowiek z analitycznym umysłem, wydawałoby się, że zrozumie spokojnie każdą sytuację, zawsze znajdzie wyjście. Ale tak się nie dzieje. Kiedy trafia do tajemniczego miasta, w którym z nikim nie może się porozumieć, wpada tylko w coraz większą bezradność. 
Czy to bezradność wobec totalitaryzmu? Czy można odczuć niepokój bohatera także w dzisiejszych czasach? Książka wszak z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy to może dystopia? Pewnie tak, tak i tak.
Ale dla mnie to jedna z bardziej uniwersalnych opowieści o ludzkiej samotności. O poszukiwaniu drogi do drugiego człowieka. 

Czyli egzystencjalne smęty? Też tak! Najlepsze:) Mam wrażenie, że gdybym postawiła Epepe obok Zbyt głośnej samotności, to te dwie książki zaczęłyby ze sobą gadać. A przynajmniej na siebie zerkać z ukosa. Ej, ty też tak?? No, nawet nie mów, ja też... ;)

Ależ to było wyśmienite. Warte polecania wciąż i wciąż! @zokladki - dzięki, robisz kawał dobrej roboty, serio! 
_______________________
Epepe
Ferenc Karinthy
Tłum. Krystyna Pisarska
@wydawnictwoliterackie 
_________________________
#gdziespomiedzy #epepe #ferenckarinthy #wydawnictwoliterackie #innekonstelacje
Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to prz Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to przejść, przegadać, przepalić, przemilczeć, ileż możliwości! Ho ho ho.

Co to w czytaniu ostatnio? Update, choć poplątany: 

Różewicz, Huelle i Juliusz Żuławski - opowiadania. Kiedyś to się pisało, wiadomo!

Święto nieważkości. Morawy - Michał Tabaczyński w serii Sulina, tak jak lubię, miejsce jest pretekstem do opowieści o ludziach. Znacie kogoś takiego jak Jan Skácel? "Proszę mi wybaczyć 
że 
tak zacinam się 
czytając 
te urywki 
z księgi życia dla ociemniałych 
Mam pokaleczony palec i bolą mnie litery". Jan Skácel zapisany do bliższego poznania! 

Kentuki Samanty Schweblin, coś w stylu Black Mirror, dla fanów. Czyli dla mnie tak :)

Jeśli zimową porą podróżny, Italo Calvino - uwielbiam takie staroświeckie czytanie o czytaniu! Czy też pisanie o pisaniu.

Hrabal w nowym wydaniu, z wyd. Stara Szkoła. W nowym tłumaczeniu Mirosława Śmigielskiego Hrabal to wciąż pisarz, do którego chcę wracać.

I niezmiennie zajmuje mnie pytanie - jaki jest sens istnienia tych beznadziejnie brzydkich kul zimowych??? Hm. I czy to pytanie ma drugie dno? 
Tra, la, la, nie ma co wpadać w smutne tony, niepotrzebne istnienia, wszak świąteczny czas! 

Coś polecacie na przetrwanie grudniowo-zimowe?...

____________________
#gdziespomiedzy
Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, troch Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, trochę obok Leśmiana,  ale tak bardziej w mrok, gdzie pod nogami pałętają się koty, jeże, w bibliotece wszystko wszak może się zdarzyć, jesienny zachód słońca też, nicości, byt z niebytem się mylą, a ja obok stoję i przypatruję się przelatującym gawronom, pomiędzy istnieniem a jego odwrotnością, wyciągam z regału Rymkiewicza, na los się zdaję, oj, to nie jest najlepszy pomysł... 
@w.dziurawych.trampkach - wybrałam te jesienne ogrody, proszę bardzo:)
_________________________
Jarosław Marek Rymkiewicz
Zachód słońca w Milanówku
Wyd. Sic!
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #jarosławmarekrymkiewicz #zachódsłońcawmilanówku
Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życi Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życio-pisarek. Czytałam Książkę o miłości, czytałam Hałas, teraz Najgorszego człowieka i uważam że nikt poza Halber nie umiałby pisać jak Halber. I już. Ja tą szczerość i odzieranie warstw biorę i zachłannie czytam.
O czym jest #najgorszyczłowieknaświecie pisał swego czasu cały bookstagram, pod tym hasztagiem jest mnóstwo opisów, ja już tylko dodam swój stary wierszyk o kocie, bo pasuje do okładki:

Mam takiego kotka
Mały dość jest, nieporadny, 
nawet chwilami zabawny 
Balkon na czwartym piętrze 
wydaje mu się idealny 
do skakania przy barierkach

Chyba nie wie co to lęk

Przychodzi 
i bez pytania czy może 
każe się głaskać 

On naprawdę nie wie 
Co to lęk

PS. Tak, to jest książka o lęku. 
Czytaliście? Lubicie ten styl pisania?
______________________________
Małgorzata Halber 
@mroczny_msciciel 
Najgorszy człowiek na świecie 
Wyd. Znak Literanova 
@znak_literanova 
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram  #małgorzatahalber #znakliteranova
Mój Instagram

życie i problemy

Czas.

2 sierpnia 2022
życie i książki

Opowieści rodzinne. Prawie lato – część 6. Urodziny Hani

27 kwietnia 2023
życie i ...

Buntowniczka

8 listopada 2021
życie i książki

Książkowe niezapominajki

1 maja 2024
życie i książki

Wakacje #2. Książki!

10 lipca 2022
życie i książki

Placki, kapusta i kryminały

14 października 2021
życie i ...

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 2

18 lutego 2023
życie i ...

Początek

23 września 2021
życie i problemy

Wychowanie, pot i łzy.

14 sierpnia 2022
życie i książki

Urlop. Kawa. Kryminał.

18 lipca 2023

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme