Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
Świąteczne domki pod choinka

Świąteczne opowiadanie

Posted on 23 grudnia 20217 grudnia 2025 by Ola
kubek kawy pod choinką

Która to może już być godzina? – zastanawiała się Zosia, próbując odczytać cyferki na wyświetlaczu piekarnika. Szkoda, że nie jestem swoim własnym mężem – pomyślała z sarkazmem, wytężając wzrok, by rozróżnić malutkie cyferki – on już dawno krzyknąłby w przestrzeń pytanie o godzinę, czekając aż ktoś z domowników odpowie. Zosia nie krzyknęła, ale chcąc nie chcąc podeszła bliżej, bo nijak nie mogła z daleka odczytać tych cholernych cyferek.

No tak, już po czternastej. Za godzinę muszą jechać, a tu wszystko w rozsypce…

Zosia stłumiła westchnienie, zrobiła w myślach przegląd przekleństw, by stwierdzić, że żadnego jednak nie chce użyć i najspokojniej jak umiała, zawołała:

– Hej, kochane słoneczka moje, gotowi? Ja nie chcę się dziś denerwować! Ubrani? Porządek jest?

Idę sprawdzić, jak nie będzie błyszczeć, to zaduszę! Jak Boga kocham, ostrzegam!!!

Z pokoi dzieci rozlegały się przeróżne odgłosy, jednak Zosi żadne nie kojarzyły się z pracowitym sprzątaniem, usuwaniem zabawek z podłogi, nie słyszała też odkurzacza. Nikt nie biegał z miotłą ani z naręczem brudnych ubrań. Zmywarka była puściutka, co znaczyło tylko jedno: wszystkie brudne naczynia leżały na szafkach i biurkach dzieci.

Oddech, Zośka, oddech – upomniała się i pod nosem zaczęła uspokajająco mamrotać sama do siebie:

– Weź daj kobieto spokój. Omówiliście wszystko tysiąc razy? Oczywiście. Omówiliście. Że mamy zdążyć na szesnastą, wszyscy to wiedzą. Przypominałaś już od rana też tysiąc razy. Daj im się teraz wykazać.

Rozejrzała się po „swojej” części domu, gdzie porządek najczęściej zależał od niej. Podłogi odkurzone, umyć nie zdążyła, ciągle ktoś biegał i w końcu było za późno, trudno. Lampki na choince jeszcze zapalone, przed wyjściem odłączą z prądu, na razie jeszcze tworzyły miły nastrój. Bo akurat nastroju to choince nie brakowało. Brakowało jej wykwintności, elegancji, kilku gałązek gdzieniegdzie, ale nastrój tworzyła miły. Domowy. Z takiego domu, gdzie gust każdego domownika jest inny. Z wysokiej, rozłożystej i miejscami prześwitującej na wylot choiny zwisały trzy szklane ocalałe bombki, dziecięce łańcuchy, przypalone pierniczki, drewniane bombeczki w kształcie autek. Rolę stylowych ozdób pełniły piękne szydełkowe gwiazdki i aniołki, które Zosia dostała kiedyś w prezencie od przyjaciółki, na szczycie zaś zamiast tradycyjnego czubka wisiały przedpotopowe aniołki z masy solnej. Rodzinna tradycja.

bombki na choince

Ciekawe – Zosia zmrużyła oczy, próbując wyobrazić sobie choinkę jak z instagrama – jak oni to, kurdzibąk, robią na zdjęciach? Przycinają te choinki pod wymiar czy jak? Doczepiają gałązki jak doczepia się włosy przy łysieniu? Hmm… Obok choinki na fotelach i sofie leżały ułożone świąteczne koce i poduszeczki, jedna w sowy z czerwonymi czapeczkami, druga w reniferki a trzecia zupełnie bez powiązania w kolorowe roboty transformersy. Pasowała do świątecznego wystroju, jak niektóre rządy do rządzenia, ale synek nie pozwalał jej odłożyć. Stanowczo.

Zosia czule poklepała poduszkę, ułożyła na regale parę wysuniętych książek, niektóre na pół świadomie pogładziła po okładce, po czym uspokojona już zupełnie stwierdziła, że może iść do dzieci bez nerwów. Przechodząc obok stołu spojrzała jeszcze na stygnące makowce, które miała przywieźć na wspólną Wigilię i na wielki gar sałatki jarzynowej. Wystawią go na noc za okno, bo w lodówce się nie zmieścił. No cóż, kto nie lubi sałatki jarzynowej… Zosia była już na schodach prowadzących na piętro dzieci. Stojąc na ostatnim schodku nabrała oddechu i… oto nagle powietrze przeciął zosiny ostry, nauczycielski GŁOS:

– DOBRA, FERAJNA, KONIEC LABY!!! IDĘ! To ostatnie ostrzeżenie!

Po całym piętrze zadudniły mniejsze i większe kroki, czwórka dzieci zaczęła w końcu przygotować się do Wigilii. Zewsząd rozległo się „mamo, ale…”.

kawa, prezent i ozdoby pod choinką

Zosia wykrzywiła twarz w grymasie ni to złości ni to rozbawienia i ruszyła do pierwszych drzwi. Otworzyła je, oczywiście najpierw lekko pukając. Nie chciała się kłócić z najstarszą córką, nie dziś. - No jak tam, Haniu? – zagadnęła, patrząc z rezygnacją, jak ta szybko klika kciukami po ekranie telefonu z nachmurzoną miną typu „Jestem zbuntowaną nastolatką i nic mi nie zrobicie!”. - Co, jak tam? – burknęła uroczo Hania, blondynka w wieku lat siedemnastu – najchętniej nigdzie bym nie jechała, nie mogę zostać? Tam będą…

– Tak, wiem – wtrąciła Zosia – tam będą ludzie. Dasz radę. I zobacz, nie pytam, co ubierasz, masz swój gust, ubierz się jak uważasz. Widzisz, jak fajnie? Świat nie jest taki zły!

Córka spojrzała na nią z mordem w oczach, żeby za chwilę przytulić się mocno.

– Mamo – zaczęła nagle z zupełnie nowym zapałem – a wiesz, co dodały Wydatne Chłopaki na swoim kanale? Pokażę ci!

– Hania, proszę! Nie teraz, na Boga! I porządku też nie odpuszczę, nie ma mowy. Masz czas do piętnastej. I nie denerwuj się, tylko działaj!

Wygłosiwszy tę monumentalną przemowę motywacyjną mama zaczęła z gracją wycofywać się z zagraconego pokoju, omijając stosy rysunków, zeszytów, książek, podręczników, albumów ze sztuką, ozdobionych latającymi swobodnie papierkami po cukierkach i starymi skarpetkami. Przypomniała jej się niedawna rozmowa, kiedy spytała córkę:

– Czemu ty masz taki bałagan u siebie, dziecko?

– A czemu ty masz taki porządek? – usłyszała.

– Bo lubię. Proste. Tak jest przyjemniej.

– To ja mam tak samo – oznajmiła Hania tryumfalnie – tylko na odwrót!

Zosia poszła do następnego pokoju, gdzie w eleganckim sweterku siedział jej najspokojniejszy syn – Jędrzej. Dziesięcioletni Jędrek ubrany był perfekcyjnie, szary sweter podkreślał niezwykły kolor jego oczu. Zosia często zastanawiała się, co za myśli kryją się za tym szaro – niebiesko – zielonym spojrzeniem. Jędrzej był jak jeden z tych ludzi, w których oczach dostrzegamy smutek i mądrość całych pokoleń, odległych o setki lat kalendarzowych, ale bliskich poczuciem tego samego bólu.

Jędrek stał przy oknie, zapatrzony w ciemniejące niebo, gdzie powoli bure chmury skradały wszelkie przebłyski słońca. Zosię mimo woli przeszył dreszcz, kiedy nagle synek odezwał się głośno:

– Mamo, myślisz, że będą… pierogi? Ruskie?

Złowrogi nastrój prysł. Mama Jędrka roześmiała się z ulgą, poczochrała jasne włosy swego lubiącego pierogi dziecka i wychodząc z uporządkowanego pokoju rzuciła jeszcze:

– Pierogi? Na Wigilii? No co ty, pomarzyć możesz!

Jędrek prychnął i wesoło pobiegł jeszcze przed wyjściem do łazienki, zanim będzie zajęta przez pozostałych domowników.

dziecięca bombka na choince

Zosia już tymczasem dostała się w sam środek wojennej zawieruchy. W pokoju dwójki najmłodszych dzieci SuperZingsy walczyły z Transformersami, używając jako broni świetlnych mieczy ze Star Wars oraz laski pastuszka, elementu jasełkowego stroju Sławka. Sławek, jako dzielny pastuszek, przesiedział przedszkolne jasełka w grupie pięciolatków przy ognisku zrobionym sprytnie z choinkowych lampek i czerwonego tiulu. Ale śpiewał swoje kolędy głośno i wyraźnie, a w domu nieustannie męczył wszystkich pytaniami o sens kolejnych zwrotek.

Sławek walczył kijem pastuszka, jego o rok starsza siostra Julka broniła się mieczem a wchodząca do pokoju matka o mało nie oberwała jednym i drugim. Bez zbędnych wyjaśnień odłożyła „miecze” i nie zwracając uwagi na protesty rodzeństwa zaczęła wydawać polecenia.

– Zingsy idą tu – wskazała kolorowe wiadro – a roboty do skrzyni. Nie, nie mamy czasu na jeszcze chwilkę, zaraz jedziemy do babci! Na Wigilię! Chcecie, żeby Gwiazdor was ominął? – nie zdążyła rozwinąć swej jakże twórczej myśli o postraszeniu dzieci brakiem prezentów i rózgą, a w oczach małego Sławka już zaczęły pojawiać się łezki, jego rączka automatycznie sięgnęła do włosów, by je uspokajająco zakręcić sobie na palcu.

– Nieplawda! – krzyknął histerycznie. – Gwiazdol przyjdzie! Przyyyyyjdzieee!

„O rany, chciałabym być teraz gdzie indziej… Ot, na brazylijskiej plaży, na ten przykład! – pomyślała mama czwórki dzieci w wieku wszelkim i żona roztargnionego męża.  Westchnęła lekko, wracając myślami do swojskiej rzeczywistości i spokojnie przytuliła najmłodsze dziecko. Sześcioletnia Juleczka widząc to, jak zwykle zaczęła naśladować mamę i pocieszała braciszka:

– On psyjdzie, zobacys. I będzie miał pełno prezentów, i dla ciebie, i dla mnie, i dla wsystkich! – pogłaskała braciszka po jego blond loczkach i kończyła sprzątanie. Nowa kłótnia już już wisiała w powietrzu, bo Sławek nie kwapił się opuścić kolan mamy i pomóc siostrze, więc Zosia nieomylnym wyczuciem nabytym po latach wychowywania dzieci swoich i szkolnych, sama zaczęła sprzątać, śpiewając przy tym głośno: „Przybieżeli do Betlejem PASTERZE, grając skocznie dzieciąteczku NA LIRZE! CHWAŁA NA WYSKOŚCI, CHWAŁA NA WYSOKOŚCI,  A…

– A co tam było dalej? – spytała drapiąc się widowiskowo w głowę. – A co na ziemi? Dinozaury?

– Pokój! – krzyknęły dzieci zgodnie.

– Nie, nie pokój – zaczął swoją ulubioną zabawę Sławek – Kupa!

– Nie, nie sama kupa. Kupa i siki! – Julka też niestety nie wyrosła jeszcze z etapu toalety.

– Ja mam z wami jechać do babci? Matko jedyna, ale porażka. Ręce do góry – Zosia ściągała z dzieci dresiki i wciskała je w wyjściowe gajerki i bufiaste sukienki.

– Mamo! A Julka oglądała film nie dla dzieci! – przypomniał sobie Sławek. – Taki film, że nawet ty nie możesz go oglądać! On był od, od… siedmiu lat! Nie, on był od miliona lat!

– Dziecko, wciągaj te skarpetki. Julka, nie oglądamy strasznych i głupich rzeczy, prawda? No, chyba jesteście gotowi.

W tym momencie rozległ się trzask zamykanych drzwi i z dołu dobiegło do nich pytanie:

– Która godzina?!

Zosia przewróciła oczami, ucieszyła się, że Robert wrócił na czas i machinalnie poprawiła jeszcze fryzurę Juleczce, jako jedynej z rodzeństwa mającej ciemne włosy i brązowe oczy, co nadawało jej czasem wygląd tajemniczej księżniczki z zamorskich krain. Dziewczynka wraz z rodzeństwem zbiegła po schodach.

Na dół mama zeszła jako ostatnia. Przy drzwiach przepychali się już wszyscy, przeciskając się nawzajem, szukając butów, kurtek, czapek, swoich drobiazgów. Zosia dopilnowała jeszcze spakowania pachnących pomarańczową skórką makowców, z lodówki wyjęła śnieżnobiały tort i ostrożnie wręczyła go Robertowi; na co on uznał za stosowne poudawać, że tort wymyka mu się z rąk.

– Ha. Tak. Cała się śmieję, uwierz mi na słowo – mruknęła i rozejrzała się jeszcze ostatni raz, czy nikt niczego nie zapomniał. Wsiadając do samochodu przysłuchiwała się rozmowie, mąż pytał dzieci:

– A paszporty macie?

– Jakie znowu paszporty, tato, co ty znów wymyśliłeś?!

– No jak to jakie! Kowidowe!!! Buahahaha!

– Jezu, tato, weź daj spokój!

– Tato, a co to znaczy kowidowe?

– Tato, a jak właściwie się ten Jezusek urodził? Maryi brzuch rozcinali czy jak?

– A co robił Pan Jezus jak był mały?

„No tak – pomyślała rozbawiona Zosia – dzień bez pytań to dzień stracony”. Odpowiadać zaczęła już Hania, wyjaśnianie świata młodszemu rodzeństwu traktowała jak swoją misję życiową, więc Zosia już spokojnie i szybko uścisnęła rękę męża na kierownicy. I w drodze na rodzinną Wigilię już nie wytykała nikomu żadnych wad. Ugryzła się w język parę razy, ale dzielnie zmilczała kolejne żarciki, przycinki. Udało jej się nawet uśmiechnąć…

prezent, ozdoby świąteczne pod choinką

Przyjechali do babci w samą porę. Uściski, rozgardiasz, pomieszane ręce przy przywitaniach. Kogo już przytuliłam, kogo jeszcze nie? Życzenia. Wiesz, byle zdrowie było. I pieniędzy dużo. I duzo plezentów! Wsystkiego najlepsego z okazji świąt, babciu, dziadku! Zobacz, to twój malutki kuzyn, niedawno się urodził, to jego pierwsze święta… No chodź, kochanie, nie wstydź się, mama jest obok. Powiemy razem: Wesołych Świąt! A ty nie uciekaj do łazienki! Wracaj do gości!

I Tobie jeszcze tyle chcę powiedzieć. Że pamiętam, jak może być źle, więc dziękuję za wszystkie dobre chwile. Że pamiętam samotność, więc dziękuję, że jesteś. Tyle razy myślałam, że straciłam wszelką nadzieję, a jednak jesteśmy tu, dalej razem. Czy Nadzieja rodzi się znów i znów?

– Mama, a po co są Święta?

– Bo w naszych sercach znów rodzi się miłość. Mamy nadzieję, że dobra jest na świecie więcej. Chcemy się tym cieszyć.

– No, to kto barszczyku a kto grzybowej?

– A pamiętacie…

– Tylko nie o polityce! I tak, rozmowy o rozmowy o szkole, służbie zdrowia, wyborach i inne takie będą traktowane jak rozmowy o polityce i banowane! No co taka cisza…?

– Cicho, cicho! Ciii, słyszycie? Kto to tam chodzi gdzieś za oknem? Słyszycie dzwonek?! Mój ty Boże, to Gwiazdor! Chodź Gwiazdorku, usiądź!

– No, to chwila spokoju. Dzieci zajmą się prezentami, można kawę. Tylko zaraz, ma ktoś baterie? Nie? O kurdzibąk…

Opowieści rodzinne. Jędrek. Zima – część 1

Nawigacja wpisu

← „Kołyska”
„Mój szczęśliwy dzień” →

11 thoughts on “Świąteczne opowiadanie”

  1. Kasia pisze:
    23 grudnia 2021 o 18:30

    W nosie mi bulgocze, i tyle! Już lubię tą rodzinę! I czekam na więcej!

    Odpowiedz
  2. J. Bartczak pisze:
    23 grudnia 2021 o 19:56

    Dziękuję i niezmiennie podziwiam. Radosnych i spokojnych Świąt w gronie Spokojnej Zrównoważonej i Opanowanej Rodzinki

    Odpowiedz
  3. Hanna pisze:
    23 grudnia 2021 o 20:24

    Łezka mi się zakręciła cudowne opowiadanie szczególnie że rozpoznaje niektóre postacie to takie fajne Udostępniłam niedawno taką refleksje co to jest Boże Narodzenie otóż zawsze kiedy wybaczamy komuś krzywde kiedy mówimy ze kochamy kiedy pomagamy potrzebującemu kiedy dziecko się do nas przytula i mówi kocham cię i tak dalej czyli chodzi o miłość w sercu i okazywanie jej cieszę się na jutro dobrej nocy moja kochana twórcza córko ❤️

    Odpowiedz
  4. Bergamotka pisze:
    23 grudnia 2021 o 20:44

    Jezus Maria, nie kupiłam baterii !!!!
    Dzięki Ola 🙂 Dobrze, że przeczytałam dziś, a nie jutro wieczorem.
    Mam już zwyczaj, że do Twoich nowych wpisów robię sobie dobrą herbatę w ładnym kubku i siadam w miłym miejscu, akurat posprzątanym. Dobra literatura wymaga odpowiedniej oprawy. Wspaniałych Świąt kochana, dla Ciebie i dla Was wszystkich 🙂

    Odpowiedz
  5. Anna pisze:
    23 grudnia 2021 o 21:13

    Oluś, zgromadziliśmy się wszyscy razem w pokoju Wojtka i przeczytałam im Twoje opowiadanie… Olka nawet nie drgnęła, a Wojtek wsłuchiwał się w każde słowo. Uwielbiamy z Radkiem te chwile, a Twoje opowiadanie sprawiło, że czas był naprawdę magiczny. Dziękujemy brawo!

    Odpowiedz
    1. Ola pisze:
      23 grudnia 2021 o 21:19

      O matko! Ale czad! To bym w życiu nie wymyśliła! Bardzo się cieszę!!!

      Odpowiedz
  6. Ola pisze:
    23 grudnia 2021 o 21:18

    Dziękuję Wam bardzo! I przyznam się, że mam postanowienie nie martwić się przez Święta – zawsze będzie czas po – i po prostu cieszyć się egoistycznie tym, co jest dobre naokoło mnie. A z Zosią to mam przeczucie, że jeszcze się spotkamy, ona tak łatwo nie odejdzie!

    Odpowiedz
  7. Ania pisze:
    11 stycznia 2022 o 17:15

    Bardzo wciągający kawałek, postacie jak żywe, dialogi lekkie i bardzo naturalne! Naprawdę wciągające opowiadanie!

    Odpowiedz
    1. Ola pisze:
      12 stycznia 2022 o 12:16

      dzięki Aniu! ja chyba naprawdę zacznę pisać 😉 żeby w moim wieku takie rzeczy o sobie odkrywać… 🙂

      Odpowiedz
  8. Hanna pisze:
    18 grudnia 2022 o 11:46

    Pisz Olu pisz pisz ta rodzinka musi żyć dalej czekam z utęsknieniem masz niebywałe ogrom y potencjał twórczy i czytam z radością ❤️❤️❤️

    Odpowiedz
    1. Ola pisze:
      19 grudnia 2022 o 18:37

      Dzięki, Hanuś 🙂 Żeby tylko czasu było więcej… Alę będę próbować!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i ...

Buntowniczka

8 listopada 2021
życie i problemy

„Kołyska”

16 grudnia 2021
życie i problemy

Jesienne opowiadanie o listopadowym zmierzchu.

5 listopada 2022
życie i książki

Polecajki i anegdotki

25 września 2021
życie i książki

Opowieści rodzinne – 4

11 lutego 2022
życie i ...

Czarownice

14 lipca 2023
życie i książki

Lek na całe zło świata? Phi, wiadomo. Książki.

25 września 2021
życie i książki

Wakacje #2. Książki!

10 lipca 2022
życie i ...

Życie i… szkoła. Rozmowa.

11 listopada 2023
życie i ...

Dialogi

11 listopada 2021

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme