Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
zachód słońca, obraz louis mignot

Przedwiośnie – część 1

Posted on 18 lutego 20227 grudnia 2025 by Ola

Wichry tego roku były wyjątkowo mocne i uparte. Na telefony mieszkańców Miłczyc przychodziły  kolejne powiadomienia o konieczności zabezpieczenia domu i wolno stojących przedmiotów. Wiadomości pokazywały przygniecione domy i samochody, zalane molo w Sopocie, wściekłe sztormy na Bałtyku. O poranku wielu sąsiadów, czy to z nowych osiedli, czy ze starych gospodarstw, sprawdzało czy wszystko jest w obejściu na swoim miejscu, włącznie z dachem  i rynnami. Mieszkańcy kamienic spali niespokojnie, kiedy silny wiatr uderzał w okna i zdawał się przelatywać przez mury na wylot. Nauczyciele dostawali usprawiedliwienia, iż dziecko nie przyjdzie na zajęcia z powodu złych warunków atmosferycznych; ba, zdarzyło się, że i nauczyciel nie dojechał do pracy na czas ze względu na te same warunki.

Ludzie w kolejkach, czy to do kasy w Biedronce, czy do lekarza w przychodni, głośno zastanawiali się, czy to tylko taka anomalia czy już jednak katastrofa klimatyczna. Zastanawiali się, czy to wina PIS czy Tuska. Bo ostatnio wszystko sprowadzało się do polityki. Polityczne tematy pojawiały się znienacka przy każdej rozmowie: o cenach, o drożyźnie, o chorobach i pandemiach, o szkole, o lockdownach a teraz nawet przy rozmowie o pogodzie. Rozdrażnienie nie sprzyjało przyjaznemu nastawieniu do tych rozmów, a czujne oczy śledziły zza maseczek każdy przejaw niechęci do swoich wypowiadanych teorii.

Ludziom zimą 2022 roku – nawet tym najbardziej opornym na gniew i żal – brakowało słońca i uśmiechu. Cóż się dziwić…

Paulinka wstawała właśnie, kiedy razem z dźwiękiem budzika przez mieszkanie przeleciał z wizgiem kolejny powiew wichury. Zadudniły szyby w oknach. Mury najniższej niebieskiej kamieniczki przy rynku zadrżały.

Paulinka założyła szlafrok, leżący zaraz obok łóżka, na nogi szybko wsunęła ciepłe grube skarpety. Mąż jeszcze spał, opatulony kołdrą po same uszy. Wstawał zawsze później, co zresztą Pauli w ogóle nie przeszkadzało, lubiła te pół godzinki ciszy i czasu dla siebie. Spojrzała na śpiące swoje malutkie dziecko. W drewnianym białym, prostym łóżeczku spała roczna dziewczynka, rączki miała słodko ułożone w górze, przy głowie, a rumiana buźka tchnęła spokojem i dziecięcym szczęśliwym snem. Mama delikatnie poprawiła kołderkę, żeby zimny poranek nie przeziębił jej Słoneczka. Uważnie stawiając nogi, żeby nie nadepnąć broń Boże na żadną zabawkę wyszła na korytarz. W kuchni już świeciło się światło, to teściowa już wstała i też witała kawą poranek. Paulinka przygładziła nieco włosy, mocniej ścisnęła wełniany szlafrok i cichutko weszła do kuchni.

– Dzień dobry, mamo – powiedziała z uśmiechem. – Ja tylko kawę…

– Jaki tam dobry – przywitała ją mama. – Świat się kończy. Co to się dzieje z tą pogodą?

– Tak, prawda… – Paulinka nie bardzo wiedziała o 5:35 rano, jaka jest właściwa odpowiedź na pytanie teściowej, uśmiechała się więc dalej nieporadnie. Podeszła do ekspresu, nalała czarnej kawy do swojego dużego kubka w niebieskie grochy i chwilę stała niezdecydowana, czy ma rozmawiać dalej, czy może się jednak wycofać. Mleka nie potrzebowała.

– A Magdusia dobrze spała? – padło jeszcze pytanie.

– Tak, tak, na szczęście tak. Bez problemów. Idę zobaczyć, czy się nie przebudziła, no nie?

Z tym pretekstem Paulinka w końcu zawinęła poły szlafroczka i pomknęła do swojego pokoiku na tyle szybko na ile jej gorąca kawa w ręku pozwalała.

Jeszcze trochę. Już niedługo. Mąż dał jej słowo, że zbudują dom do końca roku, a już na pewno do końca następnego roku, a na razie kazał jej doceniać, że nie muszą nic wynajmować, że mama z taką chęcią opiekuje się Magdusią a Paula może sobie pracować spokojnie, bez martwienia się o opiekunkę i żłobek. Jak już pracować musi.

Więc Paula doceniała, dziękowała i tylko czasami rano, w tych swoich wolnych chwilach, wyobrażała sobie, jak robi kawę w wynajmowanej kuchni, ale swoją, jak pije ją przy stole z widokiem na niebo, jak może swobodnie milczeć i swobodnie oddychać. Ale to były tylko takie nierozsądne majaki.

– Mmm, czuję kawę – dobiegło do niej mruczenie męża spod kołderki. – Przyniesiesz mi też?

Paula westchnęła, tak troszkę, spróbowała zaoponować:

– A nie możesz sam, co? Ja dopiero co z kuchni…

– Paulinko, kochanie – mruczał dalej mąż zaspanym głosem – ja zaraz do pracy muszę, w ten ziąb i chłód i wiatr. Nie żal ci mnie nic? No nawet kawy mi nie dasz? Nie bądź taka zimna jak ten dzień za oknem…

– Oho, poeta się w tobie budzi z rana. No dobra, przyniosę… Albo weź moją. Bo i tak zanim przyjdę to zimna będzie.

– O, jak super. Naprawdę kochana jesteś, wiesz? – mąż kochanej Paulinki przyjął kawę z jej rąk, w jej ulubionym kubku w niebieskie grochy, opatulił się po szyję i smacznie siorbiąc zauważył jeszcze: – O, chyba Magdusia się obudziła. Patrzy na ciebie, widzisz? Hej, córka, popatrz na tatę! Nie chcesz? Ech, te baby, ze sobą się trzymają…

Więc tyle dziś zostało z porannej chwili dla siebie. Paula z żalem stwierdziła, że kawy już dziś nie wypije, Magda rzeczywiście wyciągała rączki do niej, wymagała przewinięcia, przebrania, nakarmienia – wszystko, żeby w ręce teściowej przekazać już w pełni gotowe do zabawy dziecko.

Paula poczuła się wyczerpana, choć był to dopiero początek dnia. Czuła też znów znajome ukłucie wyrzutów sumienia, że nie potrafi docenić tego, co ma naokoło siebie, a tylko by narzekała. Kto to widział być zmęczonym przez swoje własne dziecko!

Mąż spod kołderki popijał kawę swojej żony i z miłym rozczuleniem obserwował jej sprawną opiekę nad córeczką. Uważał, że nikt nie zastąpi kobiety w ogarnianiu malutkich dzieci. Jak patrzał na swoje wielkie łapska i malutkie niemowlę, to zawsze czuł pewien strach i niepewność. Słyszał też zaraz swoją mamę wołającą „Boże, Damianku, jak ty ją trzymasz, krzywdę jej zrobisz, oddaj ją mi! I idź, masz swoje ważne sprawy a nie z dzieckiem siedzieć, idź! To nie dla mężczyzn zajęcie, no widział to kto!”.

Mama miała dużo takich okrzyków w zanadrzu. No tak, w końcu kto to widział, żeby prawdziwy facet z wózkiem spacerował. Albo karmił.

Magdusia wesoło witała dzień, Paulinka jednocześnie szykowała i siebie do pracy i córkę do przekazania, mąż wylazł w końcu też z łóżka i zostawiając za sobą rozbabraną pościel („no kto to widział, żeby mężczyzna sprzątał! Zostaw, Damianku, idź już!” – słyszał w głowie znajomy głos), zebrał swoje ubrania, cmoknął rodzinkę na do widzenia i wyszedł. W ten ziąb, chłód i wiatr. Prosto do samochodu. Z samochodu do wielkiego sklepu budowlanego, gdzie pracował.

Paulinka po pożegnalnym całusku z córką szła do swojej pracy bez samochodu. Jak tylko pogoda była ładniejsza, to lubiła tę trasę, niezbyt długą, taką akurat na przestawienie się z trybu: dom, na tryb: praca; i na odwrót, kiedy wracała. O córeczkę się nie martwiła, teściowa lubiła swoją wnusię, dobrze się nią opiekowała, ba, traktowała dziewczynkę jak małą królewnę. Czasem ciężko było wytłumaczyć sobie, że nie ma się co denerwować na babcię o kolejne słodkie bułeczki przynoszone z piekarni dla wnusi, albo kupowanie jej mnóstwa małych różowych ozdóbek, takich pięknych falbaniastych sukieneczek… Mama Magdy lubiła swoją córkę ubierać w wygodne legginsy i bawełniane przewiewne bluzeczki, ale babcia wiedziała lepiej. Więc mama nie spierała się, tylko z miłym uśmiechem przyjmowała kolejne różowe sztywne koszmarki i starała się być wdzięczna.

Tego dnia pogoda nie sprzyjała spacerkowym rozmyślaniom, Paula z czapką nasuniętą na czoło i szalikiem otulającym ją po nos, szybkim krokiem zmierzała do wejścia do szkoły. Może jeszcze tu zdąży wypić kawę, zanim wejdzie do klasy!

Kiedy zamknęły się za nią drzwi wejściowe i cały chłód zimowego poranka i wszystkie domowe problemy zostały po tamtej stronie, Paula odetchnęła i z nową energią uśmiechnęła się do wszystkich w korytarzu szkolnym. Wesoło krzyknęła „Dzień dobry!” do pań woźnych, zażartowała ze swojego zaczerwienionego nosa a idąc w stronę swojej klasy przytuliła połowę dzieciaków czekających już na lekcje. Jasne włosy uwolnione spod czapki otoczyły jej piękną buzię na kształt chmurki, czerwone usta wciąż rozdawały mnóstwo uśmiechów a w niebieskich oczach odbijało się wszystko, co dobre. Paulinka w pracy, ubrana w dodatku w kolorową bluzę – tunikę w kwiaty, wyglądała jakby wygrała los na jakiejś tajemniczej loterii, o której większość ludzi nawet nie słyszała, ale widząc ją mieli ochotę spytać, co takiego szczęśliwego właśnie ją spotkało. Nawet Dorianek Rębak nie oparł się jej urokowi  i mruknął „dobry” widząc swoją panią na holu, choć miał dylemat, czy może na pewno lubić panią, o której jego rodzice wypowiadali się zwykle z pogardliwym wzruszeniem ramion.

Leciutko zadrżała z niezbyt uzasadnionego strachu, kiedy zobaczyła, że korytarzem zmierza w jej stronę Zofia Halska. Odruchowo wyprostowała się, przybrała bardziej poważny wyraz twarzy i jeszcze zanim powiedziała „Dzień dobry, pani Zosiu”, to w przypływie wisielczego poczucia humoru pomyślała, że w sumie naprawdę nie ma w życiu tak źle. Zawsze mogło być tak, że to pani Halska byłaby jej teściową… Brr…

Tymczasem Zosia niepomna morderczego wrażenia, jakie robi na młodej nauczycielce, przeszła do swojej drugiej a, kiwnęła tylko głową w odpowiedzi na przywitanie. Zabrzmiał dzwonek. Klasy ustawiły się przed drzwiami sal. Klasa zosina stała ustawiona w grzeczniutkich parach, dzieci nawzajem się uciszały, wystarczyło, że ich pani skrzyżowała ręce i tupiąc nogą czekała na spokój.

Paulinka popatrzała na swoje rozbrykane stadko pierwszoklasistów, spróbowała wyobrazić sobie, jak czeka z groźnym wzrokiem na uspokojenie, i dała sobie spokój. Miała swój sposób. Udając, że w dłoni trzyma różdżkę zawołała: – Czary – mary, teraz dzieci robią pary!

O dziwo, też zadziałało.

Lekcje mogły się zacząć.

W sąsiednim budynku czwartoklasiści też zaczynali kolejny dzień pełen mozolnego zdobywania wiedzy. Byli w budynku sami, reszta klas uczyła się zdalnie. Pani Hatczak idąc na lekcję matematyki do klasy Jędrka mijała na holu plakaty zrobione przez Sandrę Bujakiewicz. Z uśmiechem podpatrywała na rysunki zwierząt – baranków, owieczek, świń, krówek, psów, kotów – istna galeria – rozpoznawała w tych rysunkach utalentowaną rękę Hani Halskiej – a rysunki opatrzone były podpisami, mówiącymi ogólnie o tym, że żadne zwierzę nie wyrządza świadomie krzywdy drugiemu. Jeden podpis głosił: „Czasem nie wiadomo, czy warto być człowiekiem”. Jeszcze inny, pod stadem sympatycznych, acz głupawo uśmiechniętych owieczek pytał: „Chcesz być jak stado? One inaczej nie umieją. A ty?”. Sandra na swój sposób odgryzła się za aferę ze zdjęciami, chodziła z głową podniesioną i nie przejmowała się. Jak widać, miała wsparcie ze strony rodziny Halskich. Hania pomagała jej rysować zwierzaki, Jędrek i Wojtek gotowi byli wskoczyć w ogień dla swojej przyjaciółki i nie wahali się ani chwili, czy warto. Podobno nawet kilkoro innych dzieci głośno przeprosiło swoją koleżankę. Część oczywiście uważała, że nic się nie stało i cała afera o parę zdjęć jest rozdmuchana na siłę i niepotrzebnie, jakby ludzie innych problemów nie mieli. Nauczycielka w tych głosach słyszała echo rozmów z domu, niestety…

Paulinka jeszcze raz tego dnia widziała się z Zosią. Lekcje się zakończyły, obydwie nauczycielki wypuszczały swoje dzieci do domu, pilnowały czy wszystkie czapki, szaliki, rękawiczki są na właściwych miejscach i czy nikt nic nie zapomniał. Kiedy ostatnie dzieci wybiegły z korytarza, one spojrzały po sobie i w solidarnym poczuciu dobrze wykonanej pracy uśmiechnęły się.

– Pani Paulinko, ten wierszyk z „czary mary”, ha! Całkiem niezły trik! Muszę to pani przyznać  – Zosia z lekkim uznaniem pokiwała głową. – Ja już zapomniałam o takich sztuczkach. Starzeję się…

– Pani? Ależ skąd – szarmancko i odważnie zaprzeczyła Paula. – Pani ma małe dzieci prawda? Tu, w szkole?

– Tak, dwójkę w zerówce. Ale córka, najstarsza, to maturę zdaje za rok…

– Nie, niemożliwe! Naprawdę?

Tak spokojnie sobie rozmawiając doszły do pokoju nauczycielskiego, a nawet po wzięciu swoich czapeczek, szaliczków i rękawiczek i ponownym spacerku w stronę wyjścia ze szkoły, doszły do pewnych wspólnych wniosków. Choć tego głośno nie powiedziały, w głębi ducha troszkę poprawiły zdanie na swój temat. Zosia stwierdziła, że Paula to nie takie młode fiu-bździu jak się obawiała. Paula zaś, jak na młode fiu-bździu przystało, gotowa była z dumy pęknąć, że dostała pochwałę i uznanie od starszej koleżanki. Choćby część pochwały i malutkie uznanie. Maluśkie. Ale postanowiła, że w domu przypomni sobie więcej takich wierszyków z „czary – mary”. Też jest dobrą nauczycielką! A co!

  • obraz tytułowy to dzieło Louis Mignot, Zima, Zachód słońca 
  • źródło obrazu tytułowego: żródło obrazu: http://www.the-athenaeum.org/art/full.php?ID=12247#

Przedwiośnie – część 2

Nawigacja wpisu

← Opowieści rodzinne – 4
Kubek melisy →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i ... życie i książki

Wakacje #1

2 lipca 2022
życie i ...

Dzień jak co dzień

2 grudnia 2022
życie i ...

Listopadowe impresje

27 listopada 2022
życie i ...

Alfabet Oli – od A do Zet – gdzieś pomiędzy powagą a uśmiechem.

28 listopada 2021
życie i ...

Równowaga

24 września 2021
życie i ...

Całkiem nowy synek

26 września 2021
życie i problemy

Żegnajcie wakacje, witajcie zarazki!

28 września 2021
życie i książki

Czytamy dzieciom – ciąg dalszy

4 lutego 2022
życie i książki

Czyste okna, nadzieja, okapi i inne zwierzątka. Alleluja!

14 kwietnia 2022
życie i ...

widzieć cię jak nadzieję

23 września 2024

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme