Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
rzeka zimą

Opowieści rodzinne. Zima – część 3

Posted on 4 lutego 20227 grudnia 2025 by Ola

Styczniowe dni mijały, raz zbyt szybko, raz wlokąc się nieznośnie. Jędrek odliczał czas do swoich urodzin. Wypadały dokładnie w Dzień Babci, więc cieszył się też na odwiedziny babci Asi, którą bardzo lubił. Mama nie była jeszcze pewna, czy babcia przyjdzie. W tajemnicy przygotował dla niej prezent, małą książeczkę o wymyślonych przygodach pewnego chłopca, ale nikomu na razie nic nie pokazywał, nie chciał, żeby ktoś się z niego śmiał. Mama zaraz wszystkim opowiadałby, jak to fajnie, że jej syn pisze, Hania pokazałaby wszystkie błędy, może jeden tata podszedłby do książeczki na spokojnie, ale na razie był ciągle zajęty. Dzwonił, przygotowywał plany, zbierał materiały i szykował wszystko do remontu dworku, ledwo miał czas zjeść z nimi kolację wieczorem.

Wojtek… Może pokaże Wojtkowi? Sandrze na pewno nie, o matko, zaraz by było! Ale Wojtek… Hmm. Jędrek wyjął z szuflady schowany pod podręcznikami cienki zeszyt w kratkę, zerknął na równo napisany na pierwszej stronie tytuł i dopisek „dla babci”, otoczony serduszkami i kwiatkami i zaczął czytać wszystko od początku, sprawdzając, czy na pewno nie ma żadnego błędu.

„Przygody chłopca o imieniu Paprutek.

Dawno dawno temu żył sobie pewien chłopiec. Miał piękny dom ale nie był szczęśliwy. Chłopiec był ciągle sam bo jego rodzice często wyjeżdżali do pracy. Ale Paprutek miał najwspanialszą babcię pod słońcem. Jego babcia miała na imię Asia i była zawsze wesoła. Opowiadała dużo dowcipów i ciągle się śmiała. Paprutek kochał swoją babcię najmocniej na świecie.

– Babciu mówił chłopiec a zrobisz mi naleśniki?

– Dobrze odpowiadała zawsze babcia i nigdy nie mówiła że nie ma czasu.

– Babciu kocham cię! Tak chłopiec często mówił do swojej babci i razem jedli naleśniki i czasem kotlety.

Babcia miała też taką tajemnicę, o której wiedzieli tylko ona i Paprutek.

Chcecie wiedzieć, co to za tajemnica?

Babcia miała magiczną moc! Potrafiła latać, jak śpiewała to rozwiewała chmury i zawsze zaświeciło słońce. Jak się zdenerwowała, to nawet wiatr chował się za lasem. Paprutek też tak chciał ale on nie miał magicznej mocy. Był zwyczajnym piegowatym chłopcem w okularach. Kiedyś w klasie śmiali się z jego piegów i okularów ale jak przyszła babcia to powiedziała:

Zaczarowuję was wszystkich, że nigdy nie będziecie się z nikogo śmiać. bo tak nie wolno. Wtedy jest przykro! To wstyd! Jasne?

Jasne – odpowiedziały wszystkie dzieci i wtedy babcia dała każdemu po naleśniku.

Od tego dnia w szkole nikt z nikogo się nigdy nie śmiał.

Babcia umiała też wejść do snów i wchodziła do snów Paprutka, żeby przegonić złe rzeczy.

Jędrek przerwał czytanie, już zupełnie nie wiedział, czy takie opowiadanie spodoba się babci czy nie. Czuł się zupełnie skołowany, bardzo chciał się kogoś spytać o radę. Mama! Pogada jednak z mamą. Kogoś musi spytać, bo pęknie. Zaczął zbiegać ze schodów, żeby nie zmienić zdania i z kartkami w dłoni wbiegł do kuchni. Mama przygotowywała kolację. Obok siedziała Hania i żywo gestykulowała, opowiadając coś z przejęciem. Na stole stały przygotowane talerzyki, kubeczki do herbaty i pachniało sałatką z zielonego groszku z marchewką.

– Ja bym już chciała być w twoim wieku, mamo! – mówiła Hania. – Serio! Mam dość szkoły, lekcji, bycia nastolatkiem, traktowania nas raz jak dzieci, co nic nie ogarniają a raz jak dorosłych, akurat jak czegoś nie rozumiemy. Jezu! Zwariować można!

Jędrek cofnął się chwilę do saloniku, położył kartki z opowiadaniem na regale przy książkach kucharskich i zrezygnowany wrócił do kuchni. Usiadł na swoim krześle i przysłuchiwał się rozmowie. Trudno…

– Hanka, wierz mi, nie chciałabyś być mną, – odpowiadała właśnie mama – mogę ci zaraz wymienić tysiąc powodów, dlaczego nie chciałabyś być mną! Ciesz się, że jesteś młoda i masz wszystko przed sobą.

– Wszystko?! Jezu, ja właśnie chcę mieć wszystko za sobą. Ja chcę spokoju i stabilizacji, rozumiesz? Moje życie to życie królika doświadczalnego!

– Masz już pomysł, co chcesz robić po maturze? – spytał Jędrek.

– Jezu, – westchnęła po raz kolejny jego starsza siostra – jeszcze ta przeklęta matura. Ale wiem, chcę iść do policealnego studium na plastykę. Może będę uczyć plastyki…

– Dziecko, i ty chcesz spokoju?! W szkole! No żeś wybrała! – Zosia była rozbawiona. Hania zmieniała decyzję średnio raz na miesiąc.

– Dobrze słyszę? Hania już nie chce być ilustratorką? – do kuchni najpierw wtargnął powiew zimnego powietrza a zaraz potem zjawił się tata Halski, kładąc na krześle swoją kurtkę i szalik a na stole rękawiczki. Jędrek uśmiechnął się do niego a Hania najeżyła.

– Hej tata,– zaczęła – ale taka ze mnie ilustratorka jak z koziej pupci waltornia. Nie umiem – nachmurzyła się jeszcze bardziej. Sięgnęła po kanapki i zaczęła jeść. Wyglądała jak chmura gradowa.

– Hania ma zły humor, Hania ma zły humor – rozległo się zgodne w tej kwestii rodzeństwo najmłodszych Halskich. Skończyli oglądać bajkę i przybiegli zwabieni hałasami.

– Zamknijcie paszcze! Bo was zjem – kłapnęła Hania. – Chcecie być kanapką?!

-Iiii! Yyyyy!  – rozległy się kwiki uciekających niedoszłych kanapek.

– Sławek! Jula! Chodźcie do stołu! Robert, na Boga, weź te rzeczy na wieszak. Jędrek, kiedy ty przyszedłeś? No, czas na kolację. Potem spanie. Bez kłótni proszę, bo zmęczona jestem, a to dopiero styczeń… A, Jędrek, przypomniało mi się, babcia Asia dzwoniła, ze przyjdzie w piątek na twoje urodziny, pod warunkiem, że będzie tort dla niej z okazji dnia babci. Cała babcia. Zrobimy tort?

Jędrek nie odpowiedział, ale jego rozpromienione oczy i energiczne machanie głową mówiło samo za siebie. Sprawdzi jeszcze raz opowiadanie, wybierze tort, pogadają z babcią Asią, pośmieją się. Może odważy się spytać babci, czy to w porządku, że mama z tatą jakoś rzadko ostatnio rozmawiają. To po prostu kwestia pracy, babcia powie. Nic złego się nie dzieje. Nic a nic. Babcia będzie!

Kiedy przyszedł późniejszy wieczór, i wszystkie młodsze dzieciaki już spały pootulane kołderkami w psie patrole i transformersy, średnie spały niespokojnie po dawce kropli żołądkowych na ból brzucha a najstarsze czytały na zmianę z oglądaniem i odrabianiem lekcji, Zosia usiadła w swoim pokoju przy biurku. Sprawdzała, czy nie zapomniała o żadnym dokumencie na koniec półrocza, czytała jeszcze raz wystawione przez samą siebie oceny opisowe dla swojej drugiej klasy. Ciemne długie włosy zebrane były w koczek na czubku głowy, na lekko garbatym nosie tkwiły okulary. Pamiątka po zdalnym nauczaniu.

Zosia miała urodę dosyć… trudną, nieoczywistą. Dużo rzeczy było w niej ostrych. Wystające kości policzkowe, szerokie mocne brwi, mocny podbródek, do tego przeszywający jak świderek wzrok bardzo ciemnych, niemalże czarnych oczu. Robiło to zawsze dość mocne wrażenie. Zmęczenie dodatkowo wyostrzało jej rysy, podkreślało zapadnięte policzki, cienie pod oczami w niebieskawym świetle monitora wydawały się ciemniejsze niż zawsze.

Co chwilę uciskała sobie nasadę nosa, żeby odgonić jeszcze na chwilę sen. Chciała mieć chwilę dla siebie. Robert coś oglądał, chyba, może już spał przy włączonym telewizorze. Ostatnio ciągle się gdzieś spieszyli, obydwoje. A wieczorem, zasypiali na zmianę przy swoich zajęciach.

Pewnie gdyby jaśnie pan mógł mi trochę pomóc w domu – myślała Zosia między jednym dokumentem a drugim – to mielibyśmy więcej sił razem. A tak to ja muszę martwić się o wszystko. Się ustawił, jebaniutki.  A ty weź się martw, weź pamiętaj, weź przypominaj, weź miej wszystko na głowie. Plus praca. O, właśnie, ten mój jeden mały huncwot jednak wcale nie czyta tak dobrze, jak na początku napisałam, jednak jeszcze zmienię ocenę. Może na koniec roku będę mogła napisać lepiej, na razie jednak poziom średni mu dam…

Zosia zapomniała na chwilę o swoich pretensjach do męża, ale jak skończyła pracę, zarzuciła kocyk na swój szeroki wygodny fotel i zasnęła już tam, w gabinecie. Z laptopa delikatnie i cichutko śpiewała Renee Oldstead, obok z salonu słychać było, jak Benek co jakiś czas haczy pazurkami o swój stary, specjalnie dla niego zostawiony fotel.

Robert, idąc w nocy sprawdzić, czy drzwi wejściowe są na pewno zamknięte – Zosia często o tym zapominała – zgasił jeszcze po drodze światła w korytarzu i w kuchni. Wiedział, że Zosia, obojętnie czy śpi w swoim gabineciku czy w sypialni, zawsze lepiej śpi w kompletnych ciemnościach.

***

Parę dni później obudziła wszystkich najdziwniejsza pogoda, jaką mogli sobie wyobrazić. Za oknem od strony lasu wiatr hulał gałęziami jakby bramy piekieł się otworzyły i wszelkie dusze opętane szalały w przymiłczyckim lesie; od strony pola śnieg z deszczem sypał w każdym możliwym kierunku, z dołu do góry włącznie.

A potem tylko robiło się dziwniej i dziwniej.

Jakby wszystkim przez tą pogodę wpadł do oczu i serc kawałek lodu z baśni.

W starym domu za zielonymi drzwiami trwały targi, kto ma pójść do szkoły, kto zostać, Jędrek znów obudził się jakby przeziębiony i miał chore oczy, co zawsze widzą wszystkie mamy – obudził się i zaraz zasnął z powrotem – maluchy obudziły się płaczliwe i marudne, Hania denerwowała się, że przez tą pogodę nie zdąży do szkoły, autobus nie przyjedzie albo w ogóle ją zmiecie po drodze.

Pośród okrzyków, narzekań, nerwowego wyglądania przez okno, sprawdzania, czy coś się poprawia i ogólnej dyskusji przy porannych kawkach, mleczkach  z miodem i herbatkach, nikt nie potrafił podjąć sensownej decyzji.

Z pomocą przyszedł nieoczekiwanie moment całkowitej ciemności.

W domu zgasło światło, przestało grać radio. Komunikat „możliwe przerwy w dostawie prądu” okazał się, niestety, faktem. Porywy wichury stały się nagle jeszcze donośniejsze. Ku zdziwieniu wszystkich gdzieś daleko pomrukiwało nawet echo jakby… burzy?

– Spokojnie – rozległ się niski głos Zosi, dodający otuchy i panujący nad sytuacją. – Zaraz zapalimy nasze lampki, te na baterie. Widzicie? O, już lepiej? Nikt się nie boi? Wszyscy odważni? Sławuś? Chodź, przytul się.

– Nie – rozległ się drżący głosik Sławka – będę dzielny. Zobacys. Nic się nie boję! Mam mieć!

W leciutkim blasku świeczek i lampek na baterie Zosia zauważyła ze zdziwieniem, że jej syn rzeczywiście trzyma w ręku swój zabawkowy mieczyk.

– Jak masz mieć, to dobrze – nie mogła się powstrzymać. – To ja chyba zadzwonię do szkoły, że dziś zostanę w domu.

– Mamo, spokojnie. Ja zostanę. Przynajmniej mnie nie zwieje. Zajmę się bachurkami, a ty będziesz niedługo. Nie masz dziś zastępstw?

– Nie, dziś wyjątkowo nie. Na razie. Ale jakby co, to nie wezmę. Dobra, w sumie masz rację. Jakby co, to dzwoń. Poczytaj im, porysujcie, pograjcie. Macie szanse na milutki poranek! Zaraz będzie jasno! I sprawdź, jak Jędrek, jest przeziębiony ale nie ma gorączki, to znowu brzuch pewnie. To lecę, buziaki, pa!

W kuchni zjawił się zaspany Robert, z wdziękiem przeciągającego się niedźwiadka podrapał się w policzek i spytał inteligentnie: – Co tu się dzieje?

– Jezu, a ty co ty robisz?! Myślałam, że jesteś w pracy! – krzyknęła ze złością Zosia. To ona prawie wolne wzięła a on jest w domu?!

– Pracuję dziś w warsztacie i na telefonie. Nie mówiłem ci? Mówiłem, na pewno.

– Nie. NIE MÓWIŁEŚ. Dobra, zajmij się tym wszystkim, dziećmi, prądem, kotem, wiesz, całym życiem. Spoko, to łatwe, ogarniesz.

Zosia, zanim ktoś zdążył jej powiedzieć, że jest niepotrzebne złośliwa, zniknęła za zielonymi drzwiami i odjechała. Grzmoty już się więcej nie pojawiły ale wiatr dalej wiał, jakby wszystkie dusze potępione pchały się na ziemski świat.

Jędrek nie mógł zejść z łóżka. Ciągle postanawiał sobie, że to już ostatnia minutka, ale dziwnie ciężka kołdra nie chciała go puścić. Na wpół świadomie zanotował zgaśnięcie świateł, jakieś hałasy na dole, wydawało mu się, że słyszy piosenki dziecięce z taty telefonu, dzieciarnia śpiewała kolędy. Potem usłyszał, jak gra telewizor, prąd chyba wrócił. Około godziny dziesiątej przyszedł zaniepokojony tata, przyłożył mu dłoń do czoła, spojrzał z niepokojem, usiadł obok na skraju łóżka, pokręcił głową, zacmokał i w końcu spytał:

– No? Jak się czujesz? Jeszcze nie na nogach?

– Taaa – zachrypiał Jędrek zbolałym głosem – jasne… czuję się po prostu suuuper…

– Ho, ho, stać cię na żarciki, nie jest źle! Do urodzin dociągniesz, no nie, stary? Chcesz herbatkę? Kanapki?

– Dobra, niech ci będzie, tato – Jędrek w końcu zdobył się na odrzucenie kołdry i spróbował usiąść prosto. Wyglądał bladziutko, jego duże szaro-zielone oczy były podkrążone i smutne. Robertowi zrobiło się go żal. Pomyślał, że musi zadzwonić do Zosi, spytać, co i jak, umówić do lekarza, no coś trzeba zrobić!

– Herbatę – usłyszał i aż podskoczył. – Tato, ja poproszę tę herbatę, wiesz? Zaraz zejdę do kuchni. Tylko jeszcze muszę do łazienki, chyba będę rzygał.

– Eee, leć. Przynajmniej to nie kowid! – zawołał tata za synkiem znikającym za drzwiami łazienki. – Zrobię ci miętową. I dzwonię do Zosi.

Zosia widziała połączenie od męża, ale nie mogła akurat odebrać. Na dyżurze i tak nic by nie usłyszała. I odpisać też nie mogła, nie daj Boże coś by się w tym momencie komuś stało! Do końca przerwy zastanawiała się, czy chodzi tylko o listę zakupów czy coś poważniejszego. Obserwowała dzieci wychodzące do domu, klasa pierwsza skończyła już lekcje. Po zewnętrznej stronie drzwi tuptali zniecierpliwieni rodzice, niemogący wejść do środka, machający przez szybę do swoich pociech, a na korytarzu zaczerwieniona, zdenerwowana Paulina próbowała zaprowadzić jako taki porządek w parach dzieci i jednocześnie rozdawała im laurki dla babć i dziadków. Laurek było sporo, dzieci próbowały pomóc i wyrywały je nauczycielce z ręki, twierdząc, że to na pewno ich i za chwilę oddając je z powrotem, bo to jednak nie ich. Piękna Paulinka miała dziki ogień w oczach, dwoiła się i troiła, poganiana coraz bardziej syknięciami od strony co bardziej spieszących się rodziców.

W pewnej chwili w drzwi korytarza wstawił głowę pewien wyjątkowo zabiegany tata. Ubrany w elegancki garniturek, spojrzał znacząco na zegarek, złoty, dosyć duży, taki widoczny nawet na drugim końcu korytarza, gdzie stała Zosia. Zosia jak zahipnotyzowana zbliżyła się niby przypadkiem do drzwi, w samą porę, by usłyszeć, jak ów elegancki tata pyta o coś zdenerwowaną Paulinę, wciąż rozdającą laurki i otoczoną przez rozgrzane w czapkach i kurtkach dzieci. Tata łaskawie wybrał ów moment na okazanie zainteresowania swoją latoroślą.

– Jak tam mój Dorianek, proszę pani? – padło w tym zamieszaniu pytanie.

„Iście w porę!” – pomyślała Zosia i podeszła jeszcze troszkę bliżej. Proszę pani Paulinka nie usłyszała pytania. To był błąd.

– Halo! – rozległo się po całym holu mało eleganckie a wręcz gburowate warknięcie tatusia – Pytam, jak mój syn!

– Proszę pana – usłyszał ów pan i zdziwiony rozejrzał się wokół. Biedna Paulinka bowiem w całym zamieszaniu zdawała się nic nie zauważyć. Zamiast niej do akcji wkroczyła proszę pani Zofia Halska. – Nie widzi pan, ze to NIE jest odpowiednia pora do rozmowy? Co to w ogóle jest za „Halo”? Tak pan syna uczy odzywać się do ludzi? To NA PEWNO wymaga dodatkowej pomocy. I lekcji dobrego wychowania!

Tatuś Doriana zrobił się niebezpiecznie czerwony, ale i Zosia była nastawiona bojowo. Zawsze uważała, że nadmierną uprzejmością daleko się nie zajdzie. Gotowa była do walki na słowa, była w tym dobra. Zaciekawieni rodzice też czekali na rozwój sytuacji, gotowi robić zakłady, więc niby od niechcenia poprawiali jeszcze szaliki, czapeczki, niby podziwiali laurki, ale w gruncie rzeczy nasłuchiwali, co będzie dalej.

– Co, co pani mi tu, jak, ale… – pan chciał coś powiedzieć i w końcu głębokim basem oznajmił: – Ale pani chamska! Nie z panią chciałem rozmawiać! Na panią to ja skargę złożę! Jakim prawem się mi tu pani wtrąca!

– To nie jest pana folwark, zauważył pan może? Jak chce się pan dowiedzieć, jak syn, to proszę się umówić na rozmowę. Albo chociaż po ludzku poczekać!

Pani Halska czuła aprobatę pozostałych rodziców za swoimi plecami. Już nabierała oddechu, kiedy nareszcie Paulina poradziła sobie z dziećmi, laurkami, kurtkami i zwróciła uwagę, że coś się dzieje. Cała czerwona jak buraczek wtrąciła się:

– Ekhm, ja panu już wszystko mówię, tylko proszę, uspokójcie się. Rzeczywiście, panie Rąbak, powinnśmy umówić się na rozmowę, bo Dorian ma pewne problemy, jak pan już pyta, ale to nie jest temat do rozmowy na holu…

-No, ja myślę – prychnęła jeszcze Zosia, odwróciła się i zaczęła dalej pilnować biegających po korytarzu dzieci. Obejrzała się jeszcze, ale nie usłyszała już, o czym pan Rąbak i słodka Paulinka rozmawiają, widziała tylko, że młoda nauczycielka w końcu się nie uśmiecha tylko twardo próbuje postawić na swoim. Nareszcie.

Kiedy rozległ się dzwonek na koniec przerwy i jej klasa weszła do sali, sięgnęła dyskretnie po telefon i odczytała wiadomość: „Jędrek chory i rzyga. Lekarz?”

„nie dawaj mu nic do picia przez godzinę. lekarz już umówiony” – odpisała. Radość z małego sukcesu szkolnego przyćmiła troska o syna. Ten jego brzuch wariował już zupełnie. Na szczęście byli umówieni na wizytę. U gastrologa. A to wymagało sto razy więcej odwagi niż starcia ze stadem niekulturalnych rodziców…

Na razie zwróciła się w stronę klasy, kazała zamknąć okno, bo wiatr omal nie wyrwał jej drzwi z rąk i już chciała rozpocząć kolejną lekcję ze swoimi huncwotami, gdy drzwi znów się otworzyły, kilka kartek z biurka sfrunęło porwanych przeciągiem a do sali wpadła zmieszana dyrektorka.

– Pani Zosiu, proszę do mnie podejść po lekcjach, dobrze? To ważne. I nie, nie chodzi o zastępstwa. To coś poważniejszego.

I wyszła, dosyć zafrasowana. Zosia machinalnie przytrzymała papiery ręką, popatrzała na klasę, za okno, poprawiła okulary. Wzruszyła ramionami, trochę jednak zaniepokojona i nie mogąc już zupełnie skupić myśli na lekcjach, zarządziła malowanie. Z wyobraźni. I dzieciom i jej przyda się chwila ucieczki od rzeczywistości, z czym większość jej klasy drugiej „a” zaraz się zgodziła i była zachwycona a wyjątkiem było parę osób, które miałyby ochotę z wyobraźni namalować czarne plamy i nic więcej.

***

Minęło południe. W domu Halskich było jak zwykle głośno. Jędrek już czuł się lepiej, takie napady bólu brzucha zdarzały mu się często i zwykle przechodziły dosyć szybko. Niemniej były na tyle niepokojące, że został już przez mamę umówiony na wizytę w Poradni Gastrologicznej. Trochę się tego wszyscy bali, ale Zosia zawsze ukrócała wszystkie lęki krótkim „tak trzeba i już”! Teraz wcinał kanapki z dżemem, jego oczy nabierały trochę blasku. Zastanawiał się, co będzie robił zanim do kogoś zadzwoni po lekcje,  czy woli gry czy książki… W sumie zagra niedługo z Wojtkiem, umówili się na popołudnie, to może teraz wybierze coś z regału? Ostatnio wciągnął się w Harrego Pottera, spodobał mu się na wpół magiczny, na wpół prawdziwy świat, lubił sobie wyobrażać, że to do niego przyszedł taki list z Hogwartu…

Posprzątał po sobie w kuchni, wstawił naczynia do zmywarki i wychodząc z kuchni krzyknął w stronę kanapy w salonie: – Tato, będę na górze!

Na kanapie siedzieli tata i Julka, z ekranu dochodziły odgłosy minecraftowych stworów, tata rozmawiał przez telefon a wokół kanapy skakał Sławek, nie mogąc się zdecydować, czy chce się bawić czy kolorować. Kiedy usłyszał Jędrka, podbiegł do niego i zawołał:

– Ej, a ty widziałeś, jaki mam bzuch? Zobac! – po czym wyeksponował rozbawionemu bratu pomazany pisakami pępek. – A jaki ręc! – rzeczywiście, na rękach Sławka można było podziwiać pełne zawijasów czerwone ślady.

– Sławek, co ty właściwie robisz? – spytał starszy brat.

– Bawię się w wojnę. Jestem zołniezem! Rannym, niestety psegrałem i jestem umarnięty. Dlatego mam krew, widzis?

– O Boże, widzę. Weź to lepiej umyj, żeby mama się nie zdenerwowała.

– Mama się nie zdenerwuje. Mama tes mi rysowała krew, wies? A na cole narysowała mi serdusko!

– O Boże, ja się poddaję. Idę pocytać. Tfu, poczytać!

Sławek z dość dziarskim, jak na umarnietego żołnierza okrzykiem, zaczął znów biegać naokoło kanapy, Jędrek chciał już wchodzić  po schodach do góry, gdy drzwi wejściowe otworzyły się, wpadł powiew silnego wiatru i wróciła Zosia.

– Hej mama! – rozległo się z kanapy i zewsząd naokoło. Jędrek zawrócił, przytulił się szybko na przywitanie, potwierdził, że czuje się lepiej, i poszedł za mamą z powrotem do kuchni. Mama robiła sobie kawę, coś rozważała w myślach, podpatrywała na syna i w końcu wypaliła bez żadnego wstępu, jak to ona.

– Jędrek, jest problem. Chodzi o Sandrę. Usiądź spokojnie i posłuchaj, czy coś o tym wszystkim wiesz.

– O Boże, mamo! Co się stało?! Czy… chora? Czy co? – zdenerwowany chłopak zamiast usiąść, zaczął chodzić po całej kuchni, machał rękoma jakby próbował odgonić problemy a w jego oczach widać było całą troskę i strach o przyjaciółkę. Zosi ścisnęło się gardło, ale nie dała po sobie nic poznać. Ktoś musiał być rozsądny.

– Jędrek, siadaj, powiedziałam. Nie panikuj mi tu. Słuchaj, czy Sandra miała jakieś problemy w szkole? A klasie? Takie wiesz, z kolegami?

– To ona nie jest chora? Mamo, weź mi powiedz najpierw co się stało, proszę!

– Usiądź, już mówię – wypiła trochę kawy, nabrała oddechu i zaczęła: – Dziś Sandry nie było w szkole. Dzwonił za to jej tata. Prosto do pani dyrektor. Że chce zmienić szkołę, wypisać Sandrę. Był dosyć zdenerwowany, ale nieważne, rozumiem to – znowu łyk kawy – podobno Sandra już od dłuższego czasu nie czuje się dobrze w swojej klasie. Ja wiem, że ona ma swoje zdanie i lubi robić rzeczy po swojemu, wiem, że dzieci mogą nie rozumieć jej sytuacji z mamą. Ale czy ktoś jej… dokuczał, tak naprawdę mocno? Zastanów się, proszę. To ważne.

– Mamo, ale czemu pytasz akurat teraz? Czy coś się Sandrze stało? Czy ona coś… – słowa nie mogły mu przejść przez gardło, czuł się zagubiony, przestraszony i jednocześnie chciał coś zrobić, cokolwiek. Wiatr za oknem kuchennym dalej huczał, ołowiane chmury zdawały się nie mieć końca wciąż przetaczając się nad lasem. Jędrek  w końcu się też zezłościł. – Mamo, oni jej wszyscy zawsze dokuczali, przecież wiesz. Ile razy pani zwracała uwagę, pamiętasz? W klasie była przecież psycholog i pedagog i uczyliśmy się, że coś tam coś tam i nie mamy sobie dokuczać. Ale dziewczyny z klasy zawsze coś Sandrze mówiły, szeptały jak papluchy jedne. Ale tak było zawsze, wiesz przecież? – powtórzył i spojrzał na mamę.

– Tak, ogólnie wiem. Zawsze ktoś gdzieś się skarżył na tę grupę dziewczyn. Potrafią zaleźć za skórę. Ale tym razem przegięły. Ty nic nie słyszałeś? Zaglądałeś dziś na waszą klasową grupę?

– Nie, dziś jeszcze nie. Tam… zwykle nic ciekawego nie ma. Zawsze się z czegoś, czy kogoś śmieją, e tam. Czekaj, przyniosę telefon! – Jędrek zerwał się z krzesła i pobiegł po schodach do swojego pokoju.

W tym czasie Zosia zwróciła się do Roberta, który od dłuższego czasu przysłuchiwał się rozmowie, ale mając w pamięci poranne nerwy żony nie miał ochoty sam zagadywać. Zosia też patrzała na niego nieufnie, ale postanowiła być profesjonalną panią domu i trzymać swoje uczucia na wodzy. Pozornie więc było zawieszenie broni. Ten stan, kiedy problem jest, ale ukryty pod kołderką. Dosyć długą, żeby się nie czepiać wprost, ale zbyt krótką, żeby przestał istnieć  w ogóle.

–   Wiesz, co te papluchy zrobiły? Wrzuciły na klasową grupę przerobione zdjęcia Sandry, obraźliwe i… i… i po prostu głupie. Mam ochotę coś im zrobić takiego, żeby… Kurde, brak mi słów! Wyobrażasz sobie?! A to czwarta klasa dopiero!

– O matko. I Bujakiewicz chce ją przenieść?

– Tak,  nie dziwię mu się. Ale zła jestem, że nigdy nie wiedziałam, że to aż tak… Jakoś tam dzieciaki zawsze sobie dokuczają, ale przez te telefony to wariują już zupełnie. Nigdy tak nie mówię, ale dziś mam ochotę powiedzieć: masakra!

– To nie telefony; telefony czy internet to tylko rzeczy. Nikt ich nie uczy z tego korzystać!

– Mówisz, że to wina szkoły?! – Zosia aż się zatchnęła z oburzenia, nie zdążyła jednak nic powiedzieć, bo do kuchni wpadł zapłakany Jędrek. Z telefonem w ręku.

– Ale małpy! W… ykh! wredne ykh! małpy! – ledwo wyksztusił z siebie i pokazał rodzicom zdjęcia na swoim telefonie.

Na klasowym forum, założonym przez dzieci z jego klasy, trwał w najlepsze festiwal śmiechu. Karnawał, jak ze średniowiecznym błaznem. Zdjęcia Sandry, zrobione ukradkiem na szkolnym holu, były przerabiane na wszelki możliwy sposób, wykrzywiane, podmieniano jej tło, ciało, wstawiano w jej usta wulgarne słowa. Zosia wyszarpnęła telefon z ręki syna i wyłączyła ekran.

– No właśnie – westchnęła. – Jest afera. Jest problem. Szkoła już obmyśla plan dodatkowych zajęć dla uczniów, psycholog umawia się na rozmowy, próbują dojść, kto to wymyślił. Ale Jędrek, my musimy się ogarnąć i zastanowić, jak dziś, teraz, pomóc samej Sandrze. Jak się czujesz, mały? Brzuch…?

– Dobrze, mamo. – Jędrek był już opanowany. – Mój brzuch jest nieważny. Możemy jechać do Sandry. I weźmiemy po drodze Wojtka, dobrze?

– Dobrze – zgodziła się Zosia. Serce jej rosło z dumy, że jej syn potrafi tak się opanować, dla kogoś, w imię przyjaźni. Chociaż ten twardy błysk w jego oczach był czymś nowym. Już nie dziecięcym. Jej syn stawał się mężczyzną, choć początek tej drogi był bolesny.

Zima – część 4

Nawigacja wpisu

← Czytamy dzieciom – ciąg dalszy
Nad morzem zimą. Hel 2010 →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i problemy

Czapeczka i tożsamość

16 stycznia 2023
życie i ...

Sto lat, kotku!

3 grudnia 2021
życie i ...

Początek

23 września 2021
życie i książki

Lek na całe zło świata? Phi, wiadomo. Książki.

25 września 2021
życie i książki

Opowieści rodzinne. Babie lato – część 4

8 października 2023
życie i ...

Życie i… szkoła. Rozmowa.

11 listopada 2023
życie i ...

Dzień Dziecka

1 czerwca 2024
życie i książki

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 1

30 kwietnia 2022
życie i problemy

Dzieci i trudne tematy… Jak rozmawiać o śmierci?

29 maja 2022
życie i problemy

Wpis od Miss Fereiry

14 października 2021

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme