Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
zmartwiony święty Józef - rzeźba drewniana. Opoiwadanie o tym, co zdarzyło się pewnej nocy w Betlejem.

Pewnej nocy w Betlejem

Posted on 27 grudnia 202327 grudnia 2023 by Ola

Obudziłam się przed wszystkimi. Jeszcze po ciemku robię sobie kawę, przykrywam kocykiem. Zapalam tylko małe lampki na półce, bo jakieś światełko musi świecić. I nawet nie sięgam jeszcze po żadną książkę, odsuwam sobie tą przyjemność, niech się chwilę poukładają we mnie moje własne myśli.

Bo – podam jeden przykład – nie umiem sobie wyjaśnić, dlaczego tak bardzo świętujemy narodziny Dzieciątka sprzed ponad dwóch tysięcy lat, a nie pochylamy się nad wszystkimi, co urodzili się przed chwilą. Na przykład gdzieś w drodze.

***

– Puk, puk, tu Józef, cieśla, ze swoją żoną w ciąży. Otwórzcie nam, prosimy, ona chyba będzie rodzić!

– A idź mi, dziadu, trzeba było pomyśleć 9 miesięcy temu! Nieodpowiedzialni, a ja mam teraz pomagać, taa, jasne, a won mi, bo psami poszczuję!

– Patrzcie ich, zamiast siedzieć w domu, to łażą po świecie i teraz pomagać im mamy.

– Ale oni musieli na te całe zapisy wyruszyć, wcale nie chcieli iść! No co wy opowiadacie! Kto to mógł przewidzieć!

– Takiś ty mądry? To idź, weź ich do swojego domu, no już! Cha, cha, cha! Tacy oni mądrzy wszyscy. A świata nie rozumiją.

***

– Józefie, ja wiem, że musieliśmy do tego głupiego Betlejem iść, Boże, co za czasy, jakby poczta nie istniała, wszystko trzeba załatwiać osobiście, ale… AAAA! Ja rodzę, na litość boską! Ludzie, pomóżcie, proszę… Ja przecież jeszcze dorosła nie jestem. Ja nie wiedziałam na co się zgadzam! Cofam tą moją zgodę, Józef, słyszysz?! Niech piekło pochłonie aniołów! Przyszli, ładnie wyglądali, pogadali, to ja się, głupia, zgodziłam! RATUNKU!

– Maryjko, chodź, nie krzycz już… Zobacz, tu jest sucho i cicho… To tylko obora, czy stajnia, ale niech będzie. Zobacz, wszystko będzie dobrze… Taki nam się los trafił ciężki, ale inni mają jeszcze gorzej…

– Józef, aaaa! Nie pitol mi tu, nikt nie ma gorzej, a na pewno nie ty! Nie ty rodzisz!!! A jak coś będzie nie tak? Józef, zajmiesz się tym dzieckiem? Obiecujesz?

Spoconą ręką Maryjka chwyciła nagle męża za ramię, z dość niespodziewaną siłą. Wpatrywała się weń błagalnymi oczami, zwykle pełnymi szczęścia i radości. 

– Nie gadaj głupot, wiesz, że obiecałem. Cichaj już, no cicho, cichutko. Ciepło w tej stajence, wodę mam ze studni, nawet parę łokci płótna dostałem, żeby wytrzeć to niewiniątko. Zaraz będzie po wszystkim, no masz, napij się, dobra woda, zimna. Oddychaj, kochana, oddychaj, to prawie już…

Maryjka uniosła głowę, zmuszając ciało do kolejnego trudnego parcia. Poczuła na karku podmuch ciepłego powietrza. Zapachniało sianem, to krowa odwróciła głowę i dyszała w kark kobiety. Wąchała jej włosy. Maryjka spojrzała na krowę.

– A ty co mi tu? Też chcesz pocieszyć? Dobrze, że nie możesz mówić, bo ten tu już dosyć gada. Gada i gada, jakby tym gadaniem miał urodzić! Ja już nie mam sił, nie mam… sił…

Krowa machnęła ogonem. Odsunęła się tylko, kiedy Maryjka krzyknęła głośno i rozpaczliwie. Ponuro zamuczała do wtóru.

– Ale mamy towarzystwo, widziałeś, Józefie? Anielskie pienia… to nie są – dyszała żona Józefa. Poczuła, jak coś śliskiego przecisnęło się jej wreszcie między nogami, zmienił się układ sił, jakby jej ciało rozdzieliło się na dwoje. Resztką sił spojrzała poza swój brzuch. Na kawałku płótna leżało malutkie, sine ciałko, poznaczone strzępkami błon. Józef chuchał w swoje dłonie, żeby je ogrzać dobrze, zanim chwyci maluszka i poda matce. Czekał też, aż ustanie pulsowanie pępowiny. W duchu dziękował swojej rodzinie, która dopuszczała mężczyzn do porodów, żeby zawsze umieli pomóc swojej rodzącej żonie czy każdej innej kobiecie. Wiedział, że są takie rody, czy całe wsie, gdzie wszystko, co związane z kobietą uznawane było za „nieczyste” i „niegodne” mężczyzny; dla niego było to zupełnie bez sensu. Rodzice wychowali go w wielkim szacunku dla wszystkiego, co ludzkie. Tego też chciał nauczyć to dziecko, które nie było jego, ale było najukochańszej Maryjki. Obojętnie, czy to będzie chłopiec czy dziewczynka.

Ukradkiem otarł łzę wzruszenia.

– Józef, no daj mi go już! To on czy ona? I czemu nie płacze? Czemu nic nie słychać?!

Tym razem Józef nie tracił czasu na pocieszanie. Chwycił maluszka pod pleckami, sięgnął małym palcem do jego buźki, pozwolił, by wylały się z niej resztki wód płodowych. Malec zaprotestował, gwałtownie rozłożył rączki na boki, próbował chwycić się czegokolwiek i w końcu w ramach protestu na dziejącą mu się krzywdę, rozkrzyczał  się głośno.

– Wreszcie, Boże, jak ja się przestraszyłam – Maryjka też zaniosła się szlochem. Lekko histerycznym.

Machająca obok ogonem krowa nie do końca umiałaby powiedzieć, czy ta kobieta śmieje się czy płacze. Na wszelki wypadek jeszcze raz ponuro zamuczała.

Józef zdjął swój ciepły sweter, przykrył nim żonę i dziecko. Musiał się jeszcze zająć łożyskiem, na co wyczerpana Maryjka prawie nie zwracała uwagi. Posłusznie parła jeszcze chwilę. Zapadła cisza, maluszek chwycił się piersi swojej matki i uciszył.

Pępowina odcięła się gładko i bez płaczu. Józef zawinął łożysko w najbardziej brudne szmatki i wyniósł ze stajenki. W nocnym świetle gwiazd rozejrzał się za najbliższym drzewem, żeby tam wszystko zakopać. Kiedy odłożył łopatę, pożyczoną ze stajni, oparł się czołem o drzewo. Przez chwilę pozwolił, żeby dotarła do niego groza całej sytuacji, pozwolił, żeby ogarnął go strach przed wszystkim, co mogło pójść nie tak; jeszcze bardziej nie tak. Byli w obcym miejscu, w stajni, zamiast w rodzinnym domu, czekała ich ciężka droga powrotna, tym razem z maleństwem i żoną w połogu. To będzie cud, jak wrócą cali i zdrowi! A od ludzkich języków i tak nie uciekną. Maryjka miała tylko jedną wersję tłumaczącą jej ciążę – tak kazali piękni aniołowie. Nikt nie umiał wyciągnąć z biednej dziewczyny nic więcej. Może spróbują szczęścia gdzie indziej? Może nie ma co wracać?…  

Jak się teraz nimi zaopiekować?

Ciężko oderwał się od drzewa, popatrzał w niebo.

Niebo mrugało gwiazdami tak samo obojętnie, jak krowa machała ogonem.

Wrócił do swojej żony. Do swojej rodziny. Był im potrzebny, cokolwiek na ten temat sądziły niebo i zwierzęta.

– Zobacz, jaki on śliczny – zawołała go Maryjka, kiedy zamajaczył w cieniu obejścia. – Zobacz, malutki, to twój tata, wiesz? Przepraszam cię, Józefie, przez nas masz same problemy. Bez nas mógłbyś ruszać dalej, załatwić wszystko, a my będziemy ci teraz wisieć u szyi… Prze…przepraszam! – Maryjka znów chlipała, nie mogła powstrzymać łez.

– Masz rację – szepnął do niej mąż.

– Rozumiem, możesz nas zostawić, odejść, jesteś wolny, rozu…

– Chyba jednak nie rozumiesz. Masz rację, że on jest piękny, Maryjka. Nasz synek. Ma dziesięć palców? Sprawdziłaś?

– Sprawdziłam. Ma dziesięć. Chyba. Zobacz, ma nawet taką łysinkę na czubku głowy. Zupełnie jak jego tatuś.

– Tatuś?

– No. Jak ty. I chyba się zsikał na twój ciepły sweterek…

– Nasz osioł! – Józef nagle uderzył się w czoło.

– No żeby od razu osioł?… Kochanie? To tylko mały sik, siczek taki, zaraz wyschnie…

– Nie – roześmiał się Józef z ulgą. – Przecież nasz osiołek, na którym tu jechaliśmy, ma w torbach trochę powijaków. Włożyłaś tam, na wszelki wypadek, pamiętasz? Zaraz mu wyciągniemy czyste ubranka. Coś wymyślimy. Jesteśmy rodziną. Może trochę dziwną, ale rodziną.

 

Przez kilka następnych tygodni Maryjka z synkiem mieli prawo korzystać z obórki. Świeżego siana i wody ze studni nie brakowało. Właściciele obory i krowy nie byli zainteresowani losem kobiety, która pod ich dachem urodziła, ale też nie wyganiali jej, dopóki nie minie połóg. Józef, jako zręczny cieśla, odpracował zresztą tę „gościnę”. Zaraz też się wieść rozniosła po Betlejem, o fachowcu, co się żadnej pracy nie boi.

Jego rodzina nie głodowała.

Ale co się nasłuchał, chodząc od domu do domu, tego już żonie nie powtarzał.

***

A przecież jeszcze przed nimi ucieczka przed szalonym Herodem…

Mój Piotrek rok temu śpiewał na przedszkolnych jasełkach piosenkę. Kiedy tak siedzę o poranku przy kawie, kiedy rozsnuwa się przede mną w deszczu pierwsza godzina dnia, albo kiedy wracamy z rodzinnego obiadu do domu, przez – wciąż – deszczowe  okoliczności przyrody, przypominam sobie słowa:

 
„Uciekali uciekali uciekali
Na osiołku przez pustyni żar
Jak najdalej jak najdalej jak najdalej
Ukryć Dziecię – bezcenny ich skarb
 
(…)
Piasek przysypał ślady do Betlejem
Zabłądzić łatwo trudny każdy krok
Tak mało mamy tylko tę nadzieję
Która rozjaśnia nam codzienny mrok
Uciekali…”
(słowa: Agata i Maryna Miklaszewskie, to piosenka z musicalu Metro)
 
Przypominam sobie te wszystkie wzruszenia, jezuski, szopki, święte maryje, święte józefy, święte rodziny, biele, aniołowie, ciche noce, lujlajżejezunie – i sobie tak myślę… Słowami Mikołajewskiego sobie myślę:
 
„Ach, jak pięknie się rodzić
Czy w Aleppo, czy w Łodzi

Ach, jak trudno się rodzić
W małej łodzi na wodzie…”
 
Ale już ciii, sza. Poszukajmy lepiej sił, żeby sobie na tym świecie naszym strasznym poradzić. Niech się rodzi ta Nadzieja, to niebożątko… 

Nawigacja wpisu

← W kolorze
Czarno-biały styczeń →

1 thought on “Pewnej nocy w Betlejem”

  1. Hanna Dominik pisze:
    28 grudnia 2023 o 21:13

    Olcia masz ty rankiem natchnienia – super!!! Dobry materiał na sztukę osadzoną w naszym czasie w naszych realiach Nasza rodzina czyli babcia Stasia i Pelasia i my w 21-wszym wieku bardzo celebrowalismy wszystkie urodziny dzieciątek naszych jak Marysia się urodziła to p. Jadzia przyszła z prezentem dla niej a Wandzia z Rogoźna przesłała dla maleńkiego Wojtka body z Mikołajem w prezencie potem Piotruś go dostał chciałabym żeby ta dobroć i miłość zawsze była w naszym życiu ❤️❤️❤️

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i ...

Jak nie wybuchać złością

25 września 2021
życie i ...

O pisaniu.

23 października 2022
życie i książki

słowo – jej dom

29 sierpnia 2024
życie i ...

Czarownice

14 lipca 2023
życie i ...

Wielkie piękno zmienności

24 maja 2025
życie i książki

Książka dobra na wszystko!

19 listopada 2023
życie i problemy

Rodzice, dzieci i… emocje.

7 sierpnia 2022
życie i problemy

O żółtym kalendarzu

20 listopada 2021
życie i problemy

Dziś jest już dobrze. Rozmowa z Anną Borkowską-Obojską

18 lutego 2024
życie i książki

Moje miasteczko Bełz

25 września 2022

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme