Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
zmartwiony święty Józef - rzeźba drewniana. Opoiwadanie o tym, co zdarzyło się pewnej nocy w Betlejem.

Pewnej nocy w Betlejem

Posted on 27 grudnia 202327 grudnia 2023 by Ola

Obudziłam się przed wszystkimi. Jeszcze po ciemku robię sobie kawę, przykrywam kocykiem. Zapalam tylko małe lampki na półce, bo jakieś światełko musi świecić. I nawet nie sięgam jeszcze po żadną książkę, odsuwam sobie tą przyjemność, niech się chwilę poukładają we mnie moje własne myśli.

Bo – podam jeden przykład – nie umiem sobie wyjaśnić, dlaczego tak bardzo świętujemy narodziny Dzieciątka sprzed ponad dwóch tysięcy lat, a nie pochylamy się nad wszystkimi, co urodzili się przed chwilą. Na przykład gdzieś w drodze.

***

– Puk, puk, tu Józef, cieśla, ze swoją żoną w ciąży. Otwórzcie nam, prosimy, ona chyba będzie rodzić!

– A idź mi, dziadu, trzeba było pomyśleć 9 miesięcy temu! Nieodpowiedzialni, a ja mam teraz pomagać, taa, jasne, a won mi, bo psami poszczuję!

– Patrzcie ich, zamiast siedzieć w domu, to łażą po świecie i teraz pomagać im mamy.

– Ale oni musieli na te całe zapisy wyruszyć, wcale nie chcieli iść! No co wy opowiadacie! Kto to mógł przewidzieć!

– Takiś ty mądry? To idź, weź ich do swojego domu, no już! Cha, cha, cha! Tacy oni mądrzy wszyscy. A świata nie rozumiją.

***

– Józefie, ja wiem, że musieliśmy do tego głupiego Betlejem iść, Boże, co za czasy, jakby poczta nie istniała, wszystko trzeba załatwiać osobiście, ale… AAAA! Ja rodzę, na litość boską! Ludzie, pomóżcie, proszę… Ja przecież jeszcze dorosła nie jestem. Ja nie wiedziałam na co się zgadzam! Cofam tą moją zgodę, Józef, słyszysz?! Niech piekło pochłonie aniołów! Przyszli, ładnie wyglądali, pogadali, to ja się, głupia, zgodziłam! RATUNKU!

– Maryjko, chodź, nie krzycz już… Zobacz, tu jest sucho i cicho… To tylko obora, czy stajnia, ale niech będzie. Zobacz, wszystko będzie dobrze… Taki nam się los trafił ciężki, ale inni mają jeszcze gorzej…

– Józef, aaaa! Nie pitol mi tu, nikt nie ma gorzej, a na pewno nie ty! Nie ty rodzisz!!! A jak coś będzie nie tak? Józef, zajmiesz się tym dzieckiem? Obiecujesz?

Spoconą ręką Maryjka chwyciła nagle męża za ramię, z dość niespodziewaną siłą. Wpatrywała się weń błagalnymi oczami, zwykle pełnymi szczęścia i radości. 

– Nie gadaj głupot, wiesz, że obiecałem. Cichaj już, no cicho, cichutko. Ciepło w tej stajence, wodę mam ze studni, nawet parę łokci płótna dostałem, żeby wytrzeć to niewiniątko. Zaraz będzie po wszystkim, no masz, napij się, dobra woda, zimna. Oddychaj, kochana, oddychaj, to prawie już…

Maryjka uniosła głowę, zmuszając ciało do kolejnego trudnego parcia. Poczuła na karku podmuch ciepłego powietrza. Zapachniało sianem, to krowa odwróciła głowę i dyszała w kark kobiety. Wąchała jej włosy. Maryjka spojrzała na krowę.

– A ty co mi tu? Też chcesz pocieszyć? Dobrze, że nie możesz mówić, bo ten tu już dosyć gada. Gada i gada, jakby tym gadaniem miał urodzić! Ja już nie mam sił, nie mam… sił…

Krowa machnęła ogonem. Odsunęła się tylko, kiedy Maryjka krzyknęła głośno i rozpaczliwie. Ponuro zamuczała do wtóru.

– Ale mamy towarzystwo, widziałeś, Józefie? Anielskie pienia… to nie są – dyszała żona Józefa. Poczuła, jak coś śliskiego przecisnęło się jej wreszcie między nogami, zmienił się układ sił, jakby jej ciało rozdzieliło się na dwoje. Resztką sił spojrzała poza swój brzuch. Na kawałku płótna leżało malutkie, sine ciałko, poznaczone strzępkami błon. Józef chuchał w swoje dłonie, żeby je ogrzać dobrze, zanim chwyci maluszka i poda matce. Czekał też, aż ustanie pulsowanie pępowiny. W duchu dziękował swojej rodzinie, która dopuszczała mężczyzn do porodów, żeby zawsze umieli pomóc swojej rodzącej żonie czy każdej innej kobiecie. Wiedział, że są takie rody, czy całe wsie, gdzie wszystko, co związane z kobietą uznawane było za „nieczyste” i „niegodne” mężczyzny; dla niego było to zupełnie bez sensu. Rodzice wychowali go w wielkim szacunku dla wszystkiego, co ludzkie. Tego też chciał nauczyć to dziecko, które nie było jego, ale było najukochańszej Maryjki. Obojętnie, czy to będzie chłopiec czy dziewczynka.

Ukradkiem otarł łzę wzruszenia.

– Józef, no daj mi go już! To on czy ona? I czemu nie płacze? Czemu nic nie słychać?!

Tym razem Józef nie tracił czasu na pocieszanie. Chwycił maluszka pod pleckami, sięgnął małym palcem do jego buźki, pozwolił, by wylały się z niej resztki wód płodowych. Malec zaprotestował, gwałtownie rozłożył rączki na boki, próbował chwycić się czegokolwiek i w końcu w ramach protestu na dziejącą mu się krzywdę, rozkrzyczał  się głośno.

– Wreszcie, Boże, jak ja się przestraszyłam – Maryjka też zaniosła się szlochem. Lekko histerycznym.

Machająca obok ogonem krowa nie do końca umiałaby powiedzieć, czy ta kobieta śmieje się czy płacze. Na wszelki wypadek jeszcze raz ponuro zamuczała.

Józef zdjął swój ciepły sweter, przykrył nim żonę i dziecko. Musiał się jeszcze zająć łożyskiem, na co wyczerpana Maryjka prawie nie zwracała uwagi. Posłusznie parła jeszcze chwilę. Zapadła cisza, maluszek chwycił się piersi swojej matki i uciszył.

Pępowina odcięła się gładko i bez płaczu. Józef zawinął łożysko w najbardziej brudne szmatki i wyniósł ze stajenki. W nocnym świetle gwiazd rozejrzał się za najbliższym drzewem, żeby tam wszystko zakopać. Kiedy odłożył łopatę, pożyczoną ze stajni, oparł się czołem o drzewo. Przez chwilę pozwolił, żeby dotarła do niego groza całej sytuacji, pozwolił, żeby ogarnął go strach przed wszystkim, co mogło pójść nie tak; jeszcze bardziej nie tak. Byli w obcym miejscu, w stajni, zamiast w rodzinnym domu, czekała ich ciężka droga powrotna, tym razem z maleństwem i żoną w połogu. To będzie cud, jak wrócą cali i zdrowi! A od ludzkich języków i tak nie uciekną. Maryjka miała tylko jedną wersję tłumaczącą jej ciążę – tak kazali piękni aniołowie. Nikt nie umiał wyciągnąć z biednej dziewczyny nic więcej. Może spróbują szczęścia gdzie indziej? Może nie ma co wracać?…  

Jak się teraz nimi zaopiekować?

Ciężko oderwał się od drzewa, popatrzał w niebo.

Niebo mrugało gwiazdami tak samo obojętnie, jak krowa machała ogonem.

Wrócił do swojej żony. Do swojej rodziny. Był im potrzebny, cokolwiek na ten temat sądziły niebo i zwierzęta.

– Zobacz, jaki on śliczny – zawołała go Maryjka, kiedy zamajaczył w cieniu obejścia. – Zobacz, malutki, to twój tata, wiesz? Przepraszam cię, Józefie, przez nas masz same problemy. Bez nas mógłbyś ruszać dalej, załatwić wszystko, a my będziemy ci teraz wisieć u szyi… Prze…przepraszam! – Maryjka znów chlipała, nie mogła powstrzymać łez.

– Masz rację – szepnął do niej mąż.

– Rozumiem, możesz nas zostawić, odejść, jesteś wolny, rozu…

– Chyba jednak nie rozumiesz. Masz rację, że on jest piękny, Maryjka. Nasz synek. Ma dziesięć palców? Sprawdziłaś?

– Sprawdziłam. Ma dziesięć. Chyba. Zobacz, ma nawet taką łysinkę na czubku głowy. Zupełnie jak jego tatuś.

– Tatuś?

– No. Jak ty. I chyba się zsikał na twój ciepły sweterek…

– Nasz osioł! – Józef nagle uderzył się w czoło.

– No żeby od razu osioł?… Kochanie? To tylko mały sik, siczek taki, zaraz wyschnie…

– Nie – roześmiał się Józef z ulgą. – Przecież nasz osiołek, na którym tu jechaliśmy, ma w torbach trochę powijaków. Włożyłaś tam, na wszelki wypadek, pamiętasz? Zaraz mu wyciągniemy czyste ubranka. Coś wymyślimy. Jesteśmy rodziną. Może trochę dziwną, ale rodziną.

 

Przez kilka następnych tygodni Maryjka z synkiem mieli prawo korzystać z obórki. Świeżego siana i wody ze studni nie brakowało. Właściciele obory i krowy nie byli zainteresowani losem kobiety, która pod ich dachem urodziła, ale też nie wyganiali jej, dopóki nie minie połóg. Józef, jako zręczny cieśla, odpracował zresztą tę „gościnę”. Zaraz też się wieść rozniosła po Betlejem, o fachowcu, co się żadnej pracy nie boi.

Jego rodzina nie głodowała.

Ale co się nasłuchał, chodząc od domu do domu, tego już żonie nie powtarzał.

***

A przecież jeszcze przed nimi ucieczka przed szalonym Herodem…

Mój Piotrek rok temu śpiewał na przedszkolnych jasełkach piosenkę. Kiedy tak siedzę o poranku przy kawie, kiedy rozsnuwa się przede mną w deszczu pierwsza godzina dnia, albo kiedy wracamy z rodzinnego obiadu do domu, przez – wciąż – deszczowe  okoliczności przyrody, przypominam sobie słowa:

 
„Uciekali uciekali uciekali
Na osiołku przez pustyni żar
Jak najdalej jak najdalej jak najdalej
Ukryć Dziecię – bezcenny ich skarb
 
(…)
Piasek przysypał ślady do Betlejem
Zabłądzić łatwo trudny każdy krok
Tak mało mamy tylko tę nadzieję
Która rozjaśnia nam codzienny mrok
Uciekali…”
(słowa: Agata i Maryna Miklaszewskie, to piosenka z musicalu Metro)
 
Przypominam sobie te wszystkie wzruszenia, jezuski, szopki, święte maryje, święte józefy, święte rodziny, biele, aniołowie, ciche noce, lujlajżejezunie – i sobie tak myślę… Słowami Mikołajewskiego sobie myślę:
 
„Ach, jak pięknie się rodzić
Czy w Aleppo, czy w Łodzi

Ach, jak trudno się rodzić
W małej łodzi na wodzie…”
 
Ale już ciii, sza. Poszukajmy lepiej sił, żeby sobie na tym świecie naszym strasznym poradzić. Niech się rodzi ta Nadzieja, to niebożątko… 

Nawigacja wpisu

← W kolorze
Czarno-biały styczeń →

1 thought on “Pewnej nocy w Betlejem”

  1. Hanna Dominik pisze:
    28 grudnia 2023 o 21:13

    Olcia masz ty rankiem natchnienia – super!!! Dobry materiał na sztukę osadzoną w naszym czasie w naszych realiach Nasza rodzina czyli babcia Stasia i Pelasia i my w 21-wszym wieku bardzo celebrowalismy wszystkie urodziny dzieciątek naszych jak Marysia się urodziła to p. Jadzia przyszła z prezentem dla niej a Wandzia z Rogoźna przesłała dla maleńkiego Wojtka body z Mikołajem w prezencie potem Piotruś go dostał chciałabym żeby ta dobroć i miłość zawsze była w naszym życiu ❤️❤️❤️

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko t Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko trafić mi na coś naprawdę ciekawego... Dlatego na opowieść Małgosi Cudak rzuciłam się już w sprzedaży przedpremierowej, szaleństwo, ale tak - tęskniłam za dobrą książką z zakresu literatury dziecięcej.
I moja wiedźmowa intuicja dobrze mi podpowiedziała... Posłuchajcie:
Jest tu rodzeństwo, Małgosia i Jaś, jest ich zapracowany tata któremu brakuje czasu, i mama co czuje się ściśnięta w życiu jak w przyciasnym fartuszku. 
I jest splot wydarzeń, który sprawia, że dzieci trafiają do chatki Baby Jagi w środku lasu.

"Jesteście w samą porę, najwyższy czas. Jeszcze trochę, a byłoby za późno". 

Na szczęście nie jest. Wszak zegar pokazuje, że mamy jeszcze chwilę do końca bajki. Małgosia, Janek i Babcia razem czarują: sprzątają, piorą wielkie pantalony (i wielkie koszule, takie co pomieszczą marzenia), robią ciastka, rozpalają piec, rozmawiają, tik-tak, tik-tak, zegar tyka spokojnie, "nic nie gubi się, nie znika, lecz wzajemnie się przenika". Dzieci uczą się, a raczej przypominają sobie i całej rodzinie, co jest najważniejsze.

A wiecie co Babcia trzyma w szafie? 
Ja wiem:)))

I taką bajkę naprawdę polecam. Tak jak wcześniej Latający dom i inne bajki czy Małą księgę mieszkańców puszczy tej samej autorki. Po prostu dobre, taka literatura piękna w zakresie dziecięcym...

Polecany wiek: 5+ (Małgosia ma tu 7 lat, Jaś 5)
_______________________
Na zegarze wpół do bajki
Małgorzata Cudak
Ilustracje: Agnieszka Pradelok
Wyd. Na Stronie Bajki
_______________________
#gdziespomiedzy
#nastroniebajki
#nazegarzewpółdobajki
#małgorzatacudak #agnieszkapradelok
Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. 
Ależ wierutne to bzdury! 

Anna Świrszczynska i zbiór wierszy wybranych w tomiku "Jestem gotowa" i czytanych przeze mnie właśnie na ocalenie. Parę podrzucę, podzielę się kołem ratunkowym:)

"Nie trzeba jej pocieszać
nie wolno się litować" - pisał gdzieś Różewicz. Racja. Nie o pocieszenie tu wszak idzie, nie o litość. To o nazwanie chodzi. O właściwe słowo układające świat. 

Więc dziś - świat Anny Świrszczynskiej. Ten jego fragment, który nie upiększa rzeczywistości. 

Jak żyć bez upiększania? 
- Szeroko i bezbrzeżnie.
__________________
Jestem gotowa
Anna Świrszczynska, wybór wierszy: Barbara Gruszka-Zych
Państwowy Instytut Wydawniczy
______________________

#gdziespomiedzy
#annaświrszczyńska
#państwowyinstytutwydawniczy
Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinow Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinowa musi być, a jak. 
Fizyka smutku - błyskotliwa, przyznaję, bardzo. Intrygujący tytuł, nieoczywisty bohater - co potrafi wchodzić we wspomnienia i emocje innych ludzi, ba, innych istot ("Pamiętam, że umarłem jako nagi ślimak, krzew dzikiej róży, czerwcowa chmura"...), reinterpretacja mitu o Minotaurze, kapsuła czasu, co jeszcze... 
Dużo takich błyskotliwych pomysłów. Celnych zdań, spostrzeżeń. Książka - błyskotka. 
Można się pobawić. 
Tylko czuję, że jutro o niej zapomnę, ot, właśnie.

Może jakby moja fizyka smutku - czy raczej geografia, historia smutku - obejmowała te same tereny co u Gospodinowa - to wzięłabym tę powieść bardziej do siebie. Ale we mnie nie ma nostalgii za minionymi czasami. 

"Schron przeciwczasowy" był lepszy! Można się pokłócić, i tak nie zmienię zdania;)
_________________________
Fizyka smutku
Georgi Gospodinow
Przekład: Magdalena Pytlak
Wyd. Literackie
__________________________
#gdziespomiedzy #fizykasmutku #georgigospodinow #wydawnictwoliterackie
Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż inneg Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż innego nie ma świata! 
A jak nie ma, to zostaje się wypisać. Więc piszę: 

Zanikanie w byciu - to nie moje kroki nie mój uśmiech 
Wydaję sobie resztę z wszelkiej pewności i zostaje:
Coś co napiszę parę razy zapalę 
To już 

***

Mierzę się z księżycem na obojętność spojrzeń i przegrywam, więc 
jednak jeszcze jestem 

#gdziespomiedzy

#bazgrzęwięcjestem
A może właśnie tak: "Pięknie byłoby objąć noc j A może właśnie tak: 

"Pięknie byłoby objąć noc 
jak odnalezionego syna
i dowiedzieć się 
o co Cézanne pytał jabłek 

I zrozumieć któregoś deszczowego dnia
że prosta to punkt wydłużony dlatego 
by dosięgnąć serca własnego"

Jan Skácel 

Może właśnie tak... A my wszyscy biegamy zygzakiem. 

Wiersze Skacela znam dzięki @toznaczy_poezja - dziękuję za podzielenie się! Takie one miękkie, nienachalne - i oczywiście smutne - wiadomo. 

#gdziespomiedzy
#janskacel
Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Ep Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Epepe leżało sobie na ladzie. Jak już tak leżało to wzięłam, raczej z myślą: no ciekawe, o co właściwie tyle hałasu...
I przeczytałam prawie jednym tchem. 

Budai, bohater powieści, to racjonalny człowiek z analitycznym umysłem, wydawałoby się, że zrozumie spokojnie każdą sytuację, zawsze znajdzie wyjście. Ale tak się nie dzieje. Kiedy trafia do tajemniczego miasta, w którym z nikim nie może się porozumieć, wpada tylko w coraz większą bezradność. 
Czy to bezradność wobec totalitaryzmu? Czy można odczuć niepokój bohatera także w dzisiejszych czasach? Książka wszak z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy to może dystopia? Pewnie tak, tak i tak.
Ale dla mnie to jedna z bardziej uniwersalnych opowieści o ludzkiej samotności. O poszukiwaniu drogi do drugiego człowieka. 

Czyli egzystencjalne smęty? Też tak! Najlepsze:) Mam wrażenie, że gdybym postawiła Epepe obok Zbyt głośnej samotności, to te dwie książki zaczęłyby ze sobą gadać. A przynajmniej na siebie zerkać z ukosa. Ej, ty też tak?? No, nawet nie mów, ja też... ;)

Ależ to było wyśmienite. Warte polecania wciąż i wciąż! @zokladki - dzięki, robisz kawał dobrej roboty, serio! 
_______________________
Epepe
Ferenc Karinthy
Tłum. Krystyna Pisarska
@wydawnictwoliterackie 
_________________________
#gdziespomiedzy #epepe #ferenckarinthy #wydawnictwoliterackie #innekonstelacje
Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to prz Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to przejść, przegadać, przepalić, przemilczeć, ileż możliwości! Ho ho ho.

Co to w czytaniu ostatnio? Update, choć poplątany: 

Różewicz, Huelle i Juliusz Żuławski - opowiadania. Kiedyś to się pisało, wiadomo!

Święto nieważkości. Morawy - Michał Tabaczyński w serii Sulina, tak jak lubię, miejsce jest pretekstem do opowieści o ludziach. Znacie kogoś takiego jak Jan Skácel? "Proszę mi wybaczyć 
że 
tak zacinam się 
czytając 
te urywki 
z księgi życia dla ociemniałych 
Mam pokaleczony palec i bolą mnie litery". Jan Skácel zapisany do bliższego poznania! 

Kentuki Samanty Schweblin, coś w stylu Black Mirror, dla fanów. Czyli dla mnie tak :)

Jeśli zimową porą podróżny, Italo Calvino - uwielbiam takie staroświeckie czytanie o czytaniu! Czy też pisanie o pisaniu.

Hrabal w nowym wydaniu, z wyd. Stara Szkoła. W nowym tłumaczeniu Mirosława Śmigielskiego Hrabal to wciąż pisarz, do którego chcę wracać.

I niezmiennie zajmuje mnie pytanie - jaki jest sens istnienia tych beznadziejnie brzydkich kul zimowych??? Hm. I czy to pytanie ma drugie dno? 
Tra, la, la, nie ma co wpadać w smutne tony, niepotrzebne istnienia, wszak świąteczny czas! 

Coś polecacie na przetrwanie grudniowo-zimowe?...

____________________
#gdziespomiedzy
Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, troch Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, trochę obok Leśmiana,  ale tak bardziej w mrok, gdzie pod nogami pałętają się koty, jeże, w bibliotece wszystko wszak może się zdarzyć, jesienny zachód słońca też, nicości, byt z niebytem się mylą, a ja obok stoję i przypatruję się przelatującym gawronom, pomiędzy istnieniem a jego odwrotnością, wyciągam z regału Rymkiewicza, na los się zdaję, oj, to nie jest najlepszy pomysł... 
@w.dziurawych.trampkach - wybrałam te jesienne ogrody, proszę bardzo:)
_________________________
Jarosław Marek Rymkiewicz
Zachód słońca w Milanówku
Wyd. Sic!
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #jarosławmarekrymkiewicz #zachódsłońcawmilanówku
Mój Instagram

życie i książki

Którędy do Bullerbyn?

10 lutego 2024
życie i problemy

Parę słów od zapyziałej idealistki.

4 marca 2022
życie i ...

To był maj…

21 maja 2023
życie i problemy

Wpis z notatnikiem

25 września 2021
życie i problemy

Taki sobie zwyczajny tydzień

23 października 2021
życie i książki

Mała księga mieszkańców puszczy

2 grudnia 2023
życie i problemy

Żółte liście – część 4. I ostatnia!

25 listopada 2021
życie i ...

Dialogi

11 listopada 2021
życie i ...

Nad morzem zimą. Hel 2010

11 lutego 2022
życie i książki

Opowieści rodzinne. Prawie lato – część 6. Urodziny Hani

27 kwietnia 2023

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme