Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
lodowa kra na rzece

Opowieści rodzinne – 4

Posted on 11 lutego 20227 grudnia 2025 by Ola

Zajechali pod dom Sandry późnym popołudniem. Wiatr się uspokoił, ale deszcz, który padał w zamian, nie był nic lepszy. Zosia, Jędrek i Wojtek przebiegli szybko drogę z parkingu do jednej z kamienic przy miłczyckim rynku. 

Sandra Bujakiewicz mieszkała wraz z tatą w tej różowej. Jej mama opuściła Miłczyce, różową kamienicę i swoją rodzinę dawno temu, kiedy Sandra była malutka. Nikt nigdy nie usłyszał całej jej historii, nikt nie znał powodów jej decyzji, więc oczywiście plotek i teorii było mnóstwo, a to co w domach pletli rodzice, powtarzały potem dzieci w szkole. Póki były młodsze, dziewczynkę łatwo było chronić, młodsze dzieci mają w sobie więcej empatii niż by się wydawało. Kiedy jednak zaczął się wiek dorastania, hormony plus niekontrolowany dostęp do telefonowych aplikacji zaczęły robić swoje. Na pierwszy rzut oka Sandra była twarda, przejmowała się tylko nauką, miała swoich przyjaciół i nie skarżyła się. Jednak dziś – to było za dużo.

Zosia i chłopcy wbiegli zasapani na trzecie piętro, to z poddaszem, zapukali krótko i nie czekając na odpowiedź weszli do środka.

Korytarz od drzwi prowadził prosto do kuchni, gdzie przy stole siedzieli wspólnie tata i córka, obydwoje ze śladami łez na twarzy. Wpatrywali się w gości smutno i gniewnie. Przez chwilę nikt nie wiedział co powiedzieć, Zosia zawahała się, może to nie był dobry pomysł, tak wpadać bez zapowiedzi… może lepiej…

– Sandra! – krzyknął Wojtek i podleciał do przyjaciółki, krzycząc po drodze:– Ty się nic nie przejmuj! To są durnoty! Głupie i podłe! My nigdy nic takiego ci nie zrobimy! – i zanim ktoś coś odpowiedział, Wojtek złapał Sandrę za rękę, wyciągnął zza stołu i przytulił. Nie wiadomo kiedy dołączył do nich Jędrek. Stali tak przez chwilę w czyściutkiej kuchni, zalewając podłogę błotem z butów.

– Jak mamy tak dużej stać, to lepiej zdejmijcie te brudne buty, co? I może wytrzyjcie sobie nosy, bo smarkacie mi na sweter – rozległ się zachrypnięty głos Sandry. W oczach oprócz łez miała już leciutki poblask swojej odwagi i determinacji.

– Ja tam przyszedłem tylko po lekcje, no nie? I nie wiem, o jakim zasmarkanym nosie mówisz. Chyba o swoim! – podchwycił Jędrek.

– A ja przyszedłem, bo u nas nie ma prądu – dodał Wojtek – dasz pograć? Chyba że wywaliłaś telefon przez okno.

– Nie, utopiła go w kibelku. Razem ze zdjęciami!

– A, szkoda, bo ja bym poprzerabiał zdjęcia tych durnych bab.

Dzieciaki, rozebrawszy się w końcu, docinając sobie nawzajem, poszli do malutkiego pokoju Sandry na poddaszu, zabierając ją ze sobą i nie pozwalając, by oczy znów napełniły jej się rozpaczą.

– Hm, to było… ciekawe – mruknął pan Bujakiewicz – twoja szkoła, co Zosia? Trzeba być twardym a nie miękkim.

– No, trzeba. Herbaty nie, ale kawy chętnie się napiję, dziękuję. Ty mi zrób kawę a ja ci coś powiem. Słuchaj, Tadeusz, to co zrobiła ta klasa, było okropne, bezmyślne i…

– I dlatego Sandra więcej tam nie pójdzie!

– … i bezduszne. I rozumiem, że się denerwujesz. I jak ochłoniesz, to daj znać, wtedy będę mówić dalej.

Tadeusz Bujakiewicz – rosły, wysoki, budzący wokół słuszne wrażenie silnego, nieugiętego i zawsze pewnego swoich racji – podniósł się i nastawił wodę na kawę. Na kuchennym blacie wszystko stało równiutko poukładane, czyściutkie i dobrane pod dominujące w tym pomieszczeniu niebiesko – białe kolory. Na wierzchu nie stały żadne garnki, kubki, nie walały się brudne łyżeczki, nie czekały na starcie żadne zastygnięte plamy po mleczkach i deserach. Okna pewnie też świeciłby czystością, gdyby nie było ciemno – westchnęła Zosia. Znała rodzinę Bujakiewiczów od lat i wiedziała, że ten obsesyjny porządek brał się ze zmartwienia Tadeusza. W normalnym stanie ducha jakiś paproszek by jednak gdzieś zostawił.

– Zosia, słuchaj – powiedział już spokojnie, stawiając przed nią kawę i mleko. – Co ja mam zrobić? Skąd te dzieciaki mają tyle jadu? Po co im to?

– No właśnie. To są dzieciaki i nie umieją do końca przewidzieć skutków swoich zachowań. Jak coś wydaje im się dobrą zabawą, a nie mają wpojonych pewnych zasad, to po prostu robią głupoty.

– A wy, w szkole, nie macie zakazu używania telefonów? – spojrzał na nią z ukosa.

– Oficjalnie mamy, ale trzeba by było mieć oczy naokoło głowy, żeby zawsze widzieć, że ktoś coś wyciąga z plecaka. I lekcje na temat kultury w sieci też mamy. Tylko co z tego, jak w domu nikt z dziećmi nie rozmawia, nie tłumaczy… Nie pyta, co robisz z telefonem. Albo w dobrej wierze zabraniają korzystania tak długo, że jak taki wygłodniały dzieciak się rzuci na swój telefon, to głupieje. – Zosia dolała mleka do kawy, po namyśle dosypała tez cukru. W sumie nie jadła dziś obiadu. Robert miał zrobić frytki, może coś dla niej zostawią.

– Ale dlaczego moja Sandra? – powiedział bezradnie jej tata. – Co im zrobiła?

– Jezu, oczywiście że nic! Nie bądź głupi. Sandra nic nie zrobiła. Jest silna, wyróżnia się pasją do nauki, nie podlizuje się nikomu a niektórzy, wiesz, nie potrafią tego zrozumieć. Sandra to wspaniała dziewczyna. – Zosia nagle odstawiła kubek i spojrzała ostro na Tadka. – Taka jak jej mama. A ty dobrze wiesz, że Miłczyce nie zawsze cenią sobie swoją drogę życia. Musisz być jej wsparciem, na dobre i złe. Nigdy nie myśl, że to ona coś zrobiła, rozumiesz?

Może będziesz chciał ją przenieść do dalszej szkoły, twoja decyzja. Ale historii jej życia nie zmienisz. Ona też ma uciekać? Tego chcesz? – Zosia dopiła kawę jednym łykiem, podniosła się z niebieskiego krzesła, i zaczęła wołać dzieci do wyjścia. Odwróciła się jeszcze do siedzącego nieruchomo Tadka i już bardziej miękko dodała:

– Jak będziesz chciał pogadać, to przyjdź, zawsze mile cię widzieć. Pamiętaj tylko – szukanie winnych nic nie da. Dorastające dzieci robią wiele głupot, dorośli też, i tak to się wszystko kręci. Ale szkoła zrobi teraz wszystko, co może. Dziś już rozmawiałam z naszą dyrektorką, mamy rozpisany plan spotkań z rodzicami, warsztaty z psychologiem. Zaproponowałam też warsztaty z informatykiem, może pogada z klasą o bezpieczeństwie w sieci, o prawie do prywatności i tak dalej.

– Prawnik by się przydał – mruknął Tadek.

– A to w sumie dobry pomysł! Znasz jakiegoś? To pogadaj, zaproś, jak umie przystępnie pogadać o konsekwencjach swoich czynów w sieci, to byłoby super. Jędrek, Wojtek! Jedziemy! O, już jesteście, dobra. Sandra, głowa do góry. Damy radę, kto jak nie my, co nie? I pamiętajcie o urodzinach w piątek! Pa!

***

– To co, kto chce herbatę, kawę?

– Zawołajcie Jędrka, musi zaśpiewać sto lat!

– Ale tort, piękny, sama robiłaś?

– Gdzie tam, tyle się dzieje, czasu nie mam. Kupiłam w Beziku, tam mają najlepsze.

– Co racja to racja!

Na stole rzeczywiście pysznił się tort, czekoladowy, ozdobiony owocami, ze świeczkami dla Wojtka i dopiskiem z lukru „Babciu, smacznego!”, obok ustawiona był tradycyjna szarlotka, zawsze robiona przez Zosię na każde urodziny, serniczek z galaretką, który przyniosła babcia Asia i miseczka z chipsami, już do połowy pusta. Obok miseczki siedziała Hania i niby przypadkiem zgarniała do ust coraz to nowe partie paprykowych przysmaków. Wokół stołu krążyli goście, zebrani z okazji urodzin Jędrka oraz dnia babci. Robert donosił krzesła do stołu rozłożonego w salonie, dzieciaki biegały w kółko bez ładu i składu, Hania dyskretnie podgryzała chipsy, Zosia spokojnie witała gości, robiła kawę, dostawiała talerzyki i czekała, żeby też spokojnie usiąść. Rozmowy przy stole były tym, co lubiła w spotkaniach najbardziej, nie stanie w kuchni. Właściwie wszyscy już byli: babcia Asia, Sandra z tatą, Wojtek, na razie bez rodziców, mieli wpaść, jeśli im praca pozwoli; właśnie weszła też ciocia Alicja, siostra Zosi, ze swoim bobaskiem, okrąglutkim Mikołajkiem.

Jędrek wszystkich witał, przejęty i elegancko ubrany. Miał czas się przygotować, bo nie musiał dziś iść do szkoły – dla jego klasy i kilku innych ogłoszona została kwarantanna. Po wyłączeniu komputera miał dosyć czasu na przygotowanie się. W szufladzie czekało dokończone i przepisane opowiadanie o Paprutku, jego prezent dla babci.

Wszyscy zebrali się już ze swoimi herbatkami i kawami naokoło stołu, Sławek i Julka dostali mleczko z miodem, wszyscy odśpiewali „Sto lat”, Jędrek zdmuchnął świeczki i poprosił, żeby zaśpiewać też sto lat dla Babci.

– O ty czorcie jeden, taki jesteś?! Ty mnie chyba wyjątkowo źle życzysz, co? – dogadywała mu Asia Szreder, mama Zosi, niska, okrągła pani z krótko obciętą fryzurką, okularami na łańcuszku i pogodą ducha, której niejeden mógłby jej pozazdrość. Ciężkie czasy, jakie były jej udziałem dały jej ogrom mądrości, nie pozwoliła sobie wpaść w zgorzknienie i rozpacz. Puściła oczko do wnuka i sama zaczęła: – STO LAT, STO LAT, NIECH ŻYJE ŻYJE NAM!

– No, szkoda, że Jaś tego nie słyszy – sapnęła, kiedy w końcu usiedli. – Ale właśnie dziś czeka na wynik testu na covid. Jak będzie pozytywny, to siedzimy na kwarantannie razem.

– A ty go zostawiłaś samego, ale żona – śmiała się Alicja – Mój w pracy jeszcze. Awaria.

– No, kochana, tylko nie żona, tylko nie żona! Wciąż jestem kochanką, nie odmawiajcie mi tej przyjemności! Ślubu my ciągle nie mamy! – Asia pogroziła palcem. Uwielbiała prowokować towarzystwo swoim nietypowym statusem siedemdziesięcioletniej kochanki. Żoną była raz, kiedyś, nie zamierzała powtarzać tego błędu. Uraz pozostał.

– Babciu, tu są dzieci – szepnęła Hania.

– No wiem, słyszę. Głośne jak nie wiem te wasze dzieci. Ale serio, myślicie, że jest coś, czego w dzisiejszych czasach dzieci nie wiedzą?

– O, tu się z panią zgodzę, pani Asiu – odezwał się Tadeusz Bujakiewicz. Jego twarz wciąż była zmęczona i zmartwiona, oczy podkrążone a usta ściągnięte. – Dzieciaki dzisiaj są… okropne. Wiedzą niby wszystko, tyle informacji naokoło, na wyciągnięcie ręki, ale uczucia? Nic się dla nich nie liczy!

– Sandra, chłopcy, nie chcecie iść do góry? – spytała szybko Zosia, ale oni w ogóle jej nie słyszeli. Wpatrywali się w tatę Sandry i w babcię, czekając, co będzie dalej.

– Tak, wiem, co się wydarzyło. Słyszałam. Wszyscy w Miłczycach słyszeli i nagle oburzają się na telefony i internet. A prawda jest taka, drodzy państwo, że ludzie, w tym i dzieci, potrafią być okrutni z internetem czy bez. Kiedyś też tak było.

– Kiedyś? Jak mogli kogoś obrazić, jak… mnie tymi… zdjęciami? Jak nie było takiej techniki? – spytała Sandra. Trochę głos jej drżał, ale… to w końcu była Sandra. Nie podda się łatwo.

– Kochana! Zdjęcia to nie jedyny sposób! Kiedyś były karykatury rysowane na przykład. Jak byłam młoda, to działało na przykład odrzucenie. Do wszystkich się rozmawiało, zapraszało, chodziło, a do kogoś „skazanego” – babcia podkreśliła to słowo robiąc w powietrzu cudzysłów – to nie. Jakby nie istniał.

– Ty tak miałaś, babciu? – spytał Jędrek.

– Nie, ja się wstawiałam za jedną taką dziewczynką w klasie. Pochodziła z bardzo ubogiej rodziny, była bardzo nieśmiała, mówiła bardziej po kaszubsku, ciężko pracowała, a reszta klasy, choć niewiele bogatsza, wybrała ją na ofiarę. Ludzie… to tylko ludzie.

– Ale ty babciu, taka nie byłaś!

– Zawsze się znajdzie ktoś odważny. Teraz byliście wy – Wojtek i ty, wnuczek. Sandra też jest odważniejsza, niż ta moja koleżanka. Nie da sobie w kaszę dmuchać! A myślałaś, kochaniutka o tym, żeby się zemścić, co?

– Mamo – zaczęła Zosia spanikowana, ale ktoś nadepnął jej na nogę pod stołem. Robert na nią patrzał i położył palec na ustach. Zosia szeroko otworzyła oczy ale posłusznie zamilkła.

– No zobacz – ciągnęła babcia – możemy się zabawić. Komu być dała ośle uszy?

– Ośle uszy? Anieli. Jest głupia bo w ogóle sama nie myśli, zawsze słucha najsilniejszych. Jak barany w stadzie.

– To chyba wtedy baranie rogi?

– Rogi jak baran? Jak baran to się zachował Nikodem, on pierwszy zaczął rozsyłać zdjęcia. On może być baranem.

– No, to jedziemy dalej! Komu świński ryjek?

– Jezu, nie mogę tego słuchać – powiedziała zapobiegawczo Zosia i dodała: – Ja to był świński ryjek dała Julce, co to wymyśliła. A tobie, mamo, to zaraz dam język żmii i bródkę kozy, chcesz?

– A liczyłam na koci pyszczek. Zawsze kochałam koty!

Sandra słuchając nabrała nieco rumieńców i w tym momencie krzyknęła:

– Wiem! Wiem, co zrobimy! Chłopaki, idziemy do góry! Mam pomysł!

Kiedy wbiegli z tupotem po schodach, przy stole zapadła cisza.

– Mamo, ty nie dożyjesz tych stu lat, zobaczysz… Chcesz, żeby oni się mścili?!

– Zofio Halska! Czy ty naprawdę tak nisko cenisz własne dziecko? Ta trójka jest wyjątkowa, mówię wam. I nie zrobią nikomu krzywdy. Oni myślą o innych. Jak ich rodzice.

Tadeusz nie bardzo wiedział, co o tym myśleć. Chciał chronić swoją córkę, ale okazało się to ponad jego siły. Przed złymi językami nie uciekną, przeniesienie jej do innej szkoły też nic nie da, bezmyślne plotki ją dopadną. Zbyt szybko to wszystko przyszło. Tego, co wydarzyło się z jej mamą już nie zmieni, Sandra musi umieć żyć i radzić sobie sama, on będzie zawsze blisko do pomocy. Wrócił do rozmowy przy stole.

– To racja, ludzie zawsze lubili plotki, a nie lubili, jak ktoś się wyróżnia. Ale teraz to istna plaga, nie zaprzeczycie. Podziały wśród społeczeństwa są straszne, każdy szybko dostaje etykietkę, albo jesteś z nami albo przeciwko nam.

– Zosia, ty myślisz, że po wojnie to co było? Polacy, Niemcy, Kaszubi, Ruscy, co wysiedleni tu przyjeżdżali… To dopiero był kocioł. Pamiętacie historię Klewerów, co mieszkali za polem, tam gdzie teraz jest to nowe osiedle?

Hania nadstawiła uszu. Historia domu za polem zawsze ją przyciągała, jak magnes.

– W tym domku mieszkali niby Niemcy, ale tacy spolszczeni. Korzenie mieli niemieckie, owszem, ale wsiąkli w tą ziemię, kochali ją… Prowadzili sklepik z warzywami i kwiatami na rynku w Miłczycach, uprawiali sami cały swój ogród, czasem najmowali kogoś do pomocy. Jak u nich popracowałeś, zawsze zarobiłeś. A pani Klewer prowadziła też lekcje niemieckiego w sobotę w bibliotece. Dzieciaki we wsi mówiły po polsku, po kaszubsku, a ona uczyła ładnego, eleganckiego niemieckiego. Pokazywała, że świat to coś więcej niż pole i chata. Moja mama pamiętała, że co jakiś czas były też na tych lekcjach cukierki, najlepsze, jak niemieckie słodycze za komuny, nie Zośka? – zaśmiała się Asia. – Ale potem przyszła wojna. Oni mieli trójkę dzieci. Niestety dwoje starszych to byli chłopcy i zostali wcieleni wraz z ojcem do wojska. Ludzie nie mogli im tego wybaczyć. A przecież nie raz ich synowie też na siłę do Wermachtu szli. Ale podział: nasi Polacy i oni – Niemcy był zbyt silny.  Inni Niemcy się wyprowadzili albo otwarcie byli za Rzeszą, a Klewerowie…

Ona, pani Klewerowa, została sama z najmłodszą córeczką, którą urodziła w późnym wieku, już po czterdziestce musiała być. Bezbronna, podupadająca na zdrowiu, wytykana palcami… Mama zawsze miała łzy w oczach, jak o niej opowiadała. Jej córka, mała Klewerówna, często była u mojej mamy w domu,  dostała jeść, czy mogła we względnym cieple się przespać. Ale mama nie opowiadała nikomu o tym. Dla większości było to niemieckie dziecko, które lepiej przegonić, niż podać rękę. Nie wszyscy, oczywiście, ale takie czasy były, że nie ufało się sobie samemu nawet. Strach różne rzeczy z ludźmi robi.

Jednak lata mijały, mała Klewerówna rosła, jak skończyła się wojna to miała 7 lat i była już niestety sierotą. Jej mama jakoś zmarła, nawet nie pamiętam na co… Twoja babcia, Zosiu, a twoja prababcia Szrederowa, Haniu, musiała zdecydować, co zrobić z sierotką. Po Miłczycach już się powoli zresztą rozeszła wieść, że po gospodarstwie Szrederów biega jakiś dodatkowy przychówek. Jednak przyznać, że to niemieckie… bali się, i babcia i dziadek. Przyznali, że przygarnęli dziecko od dalszej rodziny, że to sierota wojenna, że ich krew, tylko dalsza… Ktoś musiał o wszystkim wiedzieć, bo papiery polskie temu dziecku załatwiał, Róża Szreder to teraz była. Niby wszystko dobrze, ale zawsze za nią ta tajemnica się ciągnęła. I ona też trochę pamiętała, nie wszystko wybaczyła.

Smutna ta jej historia była… Ja ją pamiętam, Różę, myślałam przecież, że to moja starsza siostra!

To nie były łatwe czasy, ale widzicie, stanie po stronie słabszych, bezbronnych – to się ostatecznie liczy. I zawsze ktoś taki się znajdzie.

– Biedne dziecko, ta Róża… – westchnęła Hania – i co się z nią stało?

– Och, Haniu, ja się tu rozgadałam, aż mały Mikołaj zasnął! – zakrzyknęła babcia raźno. – Dajcie no mi tortu jeszcze, kiedyś opowiem dalej, obiecuję – uśmiechnęła się swymi czarnymi oczami do wnuczki. Te oczy to one wszystkie miały takie same – babcia, mama i Julka. Hania, Jędrek i Sławek byli bardziej podobni do taty i jasnowłosej rodziny Halskich.

– Właśnie! – Hania pacnęła się w czoło i zerwała z krzesła. – Idę zadzwonić do babci Halskiej! Muszę jej też złożyć życzenia!

– Haniu, kochanie! – krzyknęła za nią Zosia. – Weź wszystkie dzieciaki i zadzwońcie razem! Mamo – dodała już spokojnie – musisz kiedyś w końcu opowiedzieć historię Róży w całości. Zawsze opowiadasz tylko jakiś fragment. A to w końcu jakby moja ciocia, no nie? Alicja, przypomniałam sobie, a propos cioć – mam prezencik dla Mikołaja! Chodź, zobacz, przytargałam ze strychu całe pudło książeczek, wybierz, co chcesz!

Alicja i Zosia oddaliły się do gabinetu, Tadeusz poszedł sprawdzić, co wymyśliły dzieci, Robert zniknął z telefonem w kuchni, omawiał jakieś dostawy. Babcia Asia stanęła przy szerokich drzwiach prowadzących na taras za domem i zamyśliła się. Za oknem było ciemno, szyby pokryte były kropelkami deszczu, odbijały jasno oświetlony salon. Asia przypominała sobie, jak na tym samym miejscu, rozświetlonym słońcem, otoczonym kwiatami, pachnącym dojrzewającymi owocami z sadu, siedziała taka jeszcze mała, jak teraz Julka, ze swoją starszą „siostrą”, Róża czytała jej bajki i opowiadała, jak kiedyś pojedziecie do dalekich krajów, będzie zwiedzać świat, że wyrwie się z tego miasteczka, a malutka Asiunia trzymała ją za rękę i mówiła, że będzie za nią tęsknić. – O nie, nie będziesz – mówiła Róża a oczy robiły jej się ciemne z żalu, – nikt nie będzie za mną tęsknił. Tak będzie dla was lepiej.

Ot, starość i wspomnienia – mruknęła babcia. – A kysz, zjawy.

Wyjęła telefon i zadzwoniła do swojego nie-męża, pytając, jak się czuje i czy coś po drodze przywieźć, i czy już w ogóle ma już wynik. Obiecała kawałek każdego ciasta i poczuła się raźniej.

Zosia przekazała książeczki, pogadała z Alicją o trudach wychowania malutkiego potomstwa, pocieszyła, że w gruncie rzeczy wszystko to – nieprzespane noce, kolki, ząbki – mija i jest tylko coraz lepiej.

Alicja została w gabinecie, żeby przewinąć spokojnie Mikołajka, nakarmić, Zosia wróciła do salonu i zaczęła szykować skromną kolację – zapiekankę warzywno – makaronową i grzanki, do tego dużo sałatki i oczywiście jeszcze trochę chipsów – soczki, herbatki. Trochę zmęczona, trochę zamyślona,  nie zauważyła, że w salonie coś się dzieje. Kiedy w końcu weszła, żeby porozstawiać talerzyki, zobaczyła swojego syna stojącego na środku salonu, naokoło stali wszyscy goście a babcia miała minę, jakby wygrała milion. Albo dwa. Spojrzała na Zosię i gestem kazała jej usiąść i słuchać. Jędrek czytał coś:

Babcia umiała też wejść do snów i wchodziła do snów Paprutka, żeby przegonić złe rzeczy.

Jak babcia była w jego snach, to Paprutek niczego się nie bał i mógł uciekać a nogi nie grzęsły mu w niewidzialnym błocie. Nie mógł go dopaść żaden stwór ani żaden pożar. Czasami z takich snów coś sobie przynosili i kiedy Paprutek się budził, to w ręce trzymał na przykład korale, które dawał mamie, jak wróciła z pracy albo piękne ozdoby do domu, które dawał tacie. Dla siebie przynosili drożdżówki. I najlepsze chmurkowe ciastka.

Babciu – pytał wnuczek – a odwiedzimy kiedyś anioły? dolecimy aż do nieba?

Może nam się uda, Paprutku, może… Musisz jeszcze urosnąć i być mądry i bardzo odważny, a polecimy w każdą krainę.

Chłopiec więc uczył się dużo, żeby być mądry i nigdy nie zapominał, że odwaga to też pomaganie słabszym.,

Babcia jest jak Hagrid i Profesor Dumbledore w jednym. Silna, kochająca i najlepsza.

Nawet jak tak naprawdę nie ma magicznych mocy, to umie zawsze pomóc. To opowiadanie jest dla Babci Asi. Mam nadzieję, że ci się spodoba! Wszystkiego najlepszego – twój wnuk – twoje wnuki.

Ps. Dziadek Jaś też jest super! Dziadku, mam nadzieję, że kiedyś babcia w końcu zgodzi się zostać twoją żoną ale ona chyba lubi być kochanką.

Podpisane – Jędrzej Halski, 20. 01. 2022 rok

Jędrek skończył, podszedł do babci i uroczyście wręczył jej karteczki i szepnął: – Ale nie musiałaś mi kazać czytać głośno, wiesz?

Babcia mocno go przytuliła, więc w sumie był zadowolony, chociaż miał niejasne wrażenie, że plecy jej się trzęsą się ze śmiechu, nie ze wzruszenia.

– Wow, nieźle!

– O, ja cie nie wytrzmam!

– Jędrek, ty się nic nie pochwaliłeś? No proszę, proszę…

– Super!

– A my tes chcemy latać z babcią!

– Dobra, lecimy do stołu, kochani, zapiekanka czeka! Jedzmy, na zdrowie!

– A zapakuj mi trochę dla Jasia tych pyszności, córka. I dla mnie przy okazji. Przyszedł wynik Jasia. Pozytywny. Boże, jak my w domu wysiedzimy…

Wszyscy zapewnili babcię, że może liczyć na ich pomoc, żeby pisała czego potrzebuje, żeby nie dosięgnął ich covid w swojej najgorszej odmianie. Babcia śmiała się, że złego czort nie bierze tak łatwo i nie mają się bać, choć cień troski pozostał.

Wieczór mijał wesoło, Zosia robiła dokładkę grzanek, zapakowała pełno jedzenia do pudełeczek i słoików dla mamy na kwarantannę, dorobiła herbatek dla gości.

Wieczór mijał wesoło i dla Jędrka. Nie spytał się babci o mamę i tatę, ale może nie trzeba, może przesadzał, niepotrzebnie się martwił. Dziś wszyscy wyglądali spokojnie.

Wieczór mijał spokojnie i dla Bujakiewiczów. Sandra pokazała tacie swój pomysł na projekt i uspokojony Tadeusz w końcu trochę się rozpogodził i musiał przyznać, że jego córka naprawdę jest silną młodą kobietą.

Otoczoną przyjaciółmi.

Zimowy wieczór mijał w starym domu z zielonymi drzwiami, gdzie babcia Asia, wcześniej jej mama, a po niej Zosia, pilnowały, by żadne złe moce nie miały wstępu. 

Przedwiośnie – część 1

Nawigacja wpisu

← Nad morzem zimą. Hel 2010
Przedwiośnie – część 1 →

1 thought on “Opowieści rodzinne – 4”

  1. Hanna pisze:
    12 lutego 2022 o 19:36

    Babcia Asia Za Zielonymi Drzwiami tak mi się skojarzyło Olu bardzo wciągnęło mnie to opowiadanie jest ciekawe i intrygujące i tak chwilami bliskie memu sercu będę czekała na ciąg dalszy jesteś kochana nieprzeciętnie uzdolniona

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i książki

Czytamy dzieciom. Tym trochę starszym.

26 listopada 2022
życie i ...

Krótka historyjka o (nie)konsekwentnym wychowaniu.

25 września 2021
życie i ...

Niedoskonałość.

21 października 2023
życie i książki

Czyste okna, nadzieja, okapi i inne zwierzątka. Alleluja!

14 kwietnia 2022
życie i ...

Pierniki i nie tylko – część 2

11 grudnia 2021
życie i książki

Polecajki i anegdotki

25 września 2021
życie i ...

Czarno-biały styczeń

28 stycznia 2024
życie i książki

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 4

12 marca 2023
życie i ...

Przedwiośnie

12 marca 2024
życie i ...

zieleń od pierwszego zdania

12 grudnia 2024

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme