Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
opowieści rodzinne - wiosna i rozkwitające kwiaty drzewa owocowego

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 2

Posted on 18 lutego 202318 lutego 2023 by Ola

Ptaki rozświergotały się zupełnie, w pełni wiosennie. Śpiewały o czwartej nad ranem, a w kamieniczce przy rynku w Miłczycach, młoda nauczycielka Paulinka głaskała swoją malutką, budzącą się córeczkę, delikatnie po główce. Chciała jeszcze chwilę snu ukraść, zanim będzie pora wstawać do pracy. Śpiewały ptaki zawzięcie na spokojnym i pustym o tej porze miłczyckim rynku, grały koncert ku czci słońca wschodzącego nad fontanną i całym miasteczkiem. Ćwierkały w okna szkoły, gdzie senny stróż ułożył głowę na gazecie, tak tylko na na ociupinkę, na kawalątek chwili. Wiele głośnego świergotliwego rejwachu narobiły na polnej drodze, prowadzącej od miasteczka w stronę starego gospodarstwa, położonego tuż pod lasem. Obsiadły piętrowy dom, co to wyraźnie domagał się remontu, ale też jednocześnie budził… zaufanie. Budził skojarzenia ze starym, dobrym przyjacielem, któremu może nie powidło się w życiu, jeżeli chodzi o bogactwo, ale potrafił wciąż się śmiać i cieszyć. Dom otaczały nieskoszone trawy, stare drzewa, i aura, która przyciągała jak magnes. Może przez śpiew zadowolonych ptaków wokół? Może było to lśnienie mokrych od rosy traw, przywodzące na myśl rozrzucone niedbale diamentowe skarby? Może też był to widok śpiącego na schodkach Benka, słusznej wielkości kocura, który zaraz zerwie się, by poćwiczyć jeszcze stare mięśnie w pogoni za ptaszyskami? Ptaszki i ptaszyska jednak nic sobie nie robiły z benkowego gonienia. Grały swój poranny koncert, jakby jutra miało nie być, jakby żadnych sił nie potrzebowały zachować na przyszłość, bo to co najważniejsze, dzieje się przecież tu i teraz, o czwartej nad ranem przy starym domu, do którego drzwi pomalowano na zielono.  

Dzień zapowiadał się naprawdę wspaniale, jeśli wierzyć wróblom i ich licznym krewniakom. 

Inne zdanie miała na ten temat Hania Halska. Hania też nie spała, przekręcała się jeszcze w swoim łóżku z boku na bok, zamykała na siłę oczy, ale zasnąć już nie mogła. Jedyne, co widziała przez sen i na jawie, to matura we wszelkich jej odmianach. Matura w wersji ustnej – jak ona coś powie sensownego? To możliwe w takim stresie, żeby sensownie myśleć? Matura w wersji pisanej – co, jeśli źle coś zinterpretuje? Albo pytanie, zadany temat, będą podchwytliwe, a ona tego nie uchwyci? Nie zrozumie? Jeśli nie wystarczy jej czasu? Nie miała szans na wydłużenie czasu, nie dysponowała ani dysleksją, ani dysortografią, czego w tej chwili bardzo żałowała. Ale tylko dopóty, dopóki nie przypomniała sobie nieszczęśliwej miny swojej dobrej koleżanki z ławki, Ani. Ania długo nie była pewna, czy dostanie przysługujące jej dostosowania i była naprawdę w rozsypce przez tę niepewność. 

“A czy ktoś z nas, maturzystów, jest w tym roku w maju szczęśliwy? – myślała ponuro Hanka. – Lektur tyle, że nic nie przeczytałam porządnie, problemów milion, można źle coś zrozumieć i koniec, matura nie zaliczona… I co potem? A jeszcze matma! Nie! Ja chcę spać i obudzić się w czerwcu! Albo i jeszcze później, jak już będę zupełnie dorosła i będę wiedziała, jak ma wyglądać moje życie! Bo jak… jak ono właściwie ma wyglądać… ja wciąż nie wiem.” 

Hani zbierało się na łzy. Nienawidziła szkoły z całego serca, i myśl o tym, że niedługo ostatni raz przekroczy jej próg, była jej jedynym pocieszeniem. Żałowała prawie każdej chwili spędzonej w tym ponurym przybytku wiedzy, żałowała swojej naiwności – taka była pewna, że znajdzie tu zrozumienie świata! Że znajdzie pasję, że będzie pracować nad własnym rozwojem, nad swoimi horyzontami! Miała głód wiedzy, ogromny, ale idący swoim indywidualnym torem i szkolne koleiny do apetytu Hani kompletnie nie pasowały. Przekonywała się o tym boleśnie wiele razy.  

Gdyby nie zawiązane przyjaźnie, uciekłaby z Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Skłodowskiej-Curie już dawno. Ale poznała ich i wiedziała, że nie zostawiłaby Ani, Maksa i Liwii.  

Hania sięgnęła po telefon i zaczęła pisać. Może ktoś z nich też już nie śpi. Swoją drogą, kto mógłby spać, kiedy te ptaszyska tak wariują za oknami!  

“U mnie ptaki tak drą ryje, że już nie śpię. A wy?” – napisała na ich wspólnej grupie, noszącej nazwę Degeneraci Bez Przyszłości. 

Rzeczywiście, zaraz odpisała Ania. 

“Kto słyszy ptaki, ten słyszy ptaki. Szczęściara. U mnie już pełen ruch przy ulicy, gdzie ci ludzie o tej porze jeżdżą? Siedliby na dupie i się cieszyli, że są już po maturze!” 

“Matura to bzdura, pamiętaj!” – Hania dodała kilka wykrzywionych buziek i poczuła się trochę lepiej. Poprawiła poduszkę, oparła się wygodniej i pisała dalej. 

 ***

 

Tymczasem przebudziła się w swoim gabinecie Zosia. Uniosła potarganą głowę niespokojnie, jakby nasłuchując, jakby starała się wyczuć matczynym nosem, które to jej dziecko jest nieszczęśliwe, ale po chwili wrażenie, że jest potrzebna, minęło, jakby tylko było jednak częścią złego snu. Mimo to Zosia nie zamknęła już oczu, tylko usiadła, przesunęła się trochę z kołdrą zarzuconą na plecy, oparła wygodnie o parapet i odsunęła zasłonki. Zdążyła na ostatni fragment swojego ulubionego porannego widowiska i chciała z niego zaczerpnąć nieco sił na nowy dzień.  Jak zwykle o poranku obiecywała sobie, że ten dzień będzie lepszy, mniej nerwowy, że znajdzie chwilę na oddechy. Na uśmiechy. Przez okno widziała, jak Benek czai się na wróbelka szukającego w trawie tłustych dżdżownic, ogon kocura miarowo poruszał się w prawo i w lewo, w prawo i w lewo, szczęka drgała mu bezwiednie, w głowie pewnie obliczał konieczną długość skoku, przygotował łapki, pokręcił jeszcze dla dodania prędkości ogonem i… I w tym samym momencie, kiedy po tak ciężkiej pracy sprężył się w końcu do skoku, bezczelny wróbelek ćwierkając poderwał się i spokojnie przeleciał na drugą stronę podwórka.  

Zosia w duchu pogratulowała wróbelkowi lekkości. Benek zaś postanowił udawać, że nic takiego nie zaszło, usiadł na swoim kocim zadku i zaczął wylizywać sobie futerko. 

“Tak, tak – uśmiechała się Zosia do siebie. – Znamy te numery, Benek. Też tak umiemy udawać, że niby nam nie zależy. A zależy jak cholera. Która to godzina? Wpół do piątej? Dobra, idę już po kawę, nie ma co na chwilę zasypiać.” Odrzuciła kołdrę na rozkładany fotel i podreptała do kuchni. 

 

O wpół do piątej rano na drugi bok przewrócił się w sypialni domu Robert, zachrapał, bezwiednie położył rękę na poduszce obok. Pustej poduszce. Na krótką chwilę pomiędzy jawą a snem zasmuciło go, że nie może przytulić Zosi, zasnąć jeszcze na chwilę z nosem wtulonym w jej potargane czarne włosy.  “Pewnie znów siedziała do nocy przed komputerem – pomyślał. – Skąd ona ma brać siły? Ludzie… przecież… Aaa” – ziewnął i nie dokończył myśli, co “ludzie przecież” i jeszcze na chwilę zasnął.  

 

Spali też w swoich pokojach Jędrek, Julka i Sławcio, każdy z nich śniący jeszcze czarodziejskie dziecięce sny. Ich ręce przytrzymywały policzek, włosy opadały na czoło i oczy, kołdry porozrzucane przykrywały wszystko wokół, tylko nie ich skulone nogi. Za chwilę będą mierzyć się z prozą codziennego życia, ale na razie nabierali sił w krainie marzeń. Zbyt szybko przyjdzie im z niej wyrosnąć… Dorosłość zawsze przychodzi zbyt szybko.   

Zawsze nie w porę. 

“Dorosłość zawsze przychodzi nie w porę. Nigdy nie jest się na nią gotowym” – myślała tego dnia babcia Asia, ustawiając kwiaty na grobach swojej mamy i przyszywanej ciotki Róży. “Na mnie też przyszła niespodziewanie – westchnęła – chociaż miałam już dziecko i męża… Ale dopóki miałam ciebie, mamo – Asia pochyliła się nad grobem i zgarnęła parę liści i gałązek – dopóki miałam ciebie, byłam wciąż dzieckiem. I wciąż za tobą tęsknię… No, nic tu już po mnie, czasu mi już mało zostało na świecie, wy tam dla mnie miejsce szykujcie obok siebie, na tych niebieskich polanach, a ja jeszcze do Bezika lecę. Drożdżówki mi dziś trzeba! No, mama, Róża, do zobaczenia!”.  

Asia przeżegnała się jeszcze, nie potrafiła inaczej odejść od grobów i powoli ruszyła w stronę wyjścia z cmentarza. Do zobaczenia…  Tak, chciała wrócić do czasów, kiedy mama żyła. Gdyby mogła cofnąć czas, nie puściłaby jej wtedy z domu… 

***  

– Mamo? Mamo! – Asia w kuchni usłyszała, jak z pokoju na górze woła ją córka, Zosieńka. Był majowy poranek, zapowiadał się piękny dzień, otwarte okno wpuszczało rześkie powietrze, przepełnione zapachem łąk i kwitnących traw.  

– Mamoooo! 

Asia Szreder zacisnęła dłonie na blacie stołu. Bała się tej chwili. Będzie musiała pójść i wytłumaczyć córeczce, że… Że nie ma już jej ukochanej Babci ani Cioci Róży. Ona pewnie będzie pytać, kiedy wrócą, przecież jeszcze parę dni temu się z nimi żegnały… 

Asia jak we śnie podniosła się z krzesła, jej ciało działało niezależnie od uczuć, bo gdyby miała się im poddać, rozdarłaby siebie na części.  

– Mamo?! Mamusiu? Jesteś? – Zosia zdążyła już wyjść z łóżeczka i stała w koszulce na szczycie schodów. – Chodź do mnie, dobzie?  

– Dobrze. Już. Idę. 

Mama Zosi poczuła, że wyczerpała limit słów na dzisiaj. Jej głos trzeszczał i skrzypiał, jakby za chwilę miała w nim pęknąć jakaś struna. Nie mogła przekazać wiadomości o wypadku. Jeszcze nie. Zrobi to jutro. Niech się dziecko nacieszy pięknym dniem.  

Jak one mogły tak po prostu zginąć w majowy dzień?! Jak?!! Tak się nie robi! 

Tak się nie robi… Asia jak robot podeszła do córki, chwyciła ja za rączkę.  

Tak się nie robi… Mamo, jak ja bez ciebie sobie poradzę… Też chcę, żebyś mnie wzięła za rączkę! Mamo!!! Nie jestem jeszcze gotowa, żeby żyć bez ciebie… Różyczko, mamo… Dlaczego??!! 

Nie, nie będzie teraz o tym myśleć. Posłucha, jak budzi się dzień, posłucha, co śniło się Zosieńce, uczesze jej niesforne czarne włosy, zrobi kanapki, wydoi krowę, rzuci ziarna kurom, nakarmi psa. Umyje zęby. Pójdzie do pracy. Tylko nie może o TYM myśleć. Nie może oddychać za mocno, nie może mrugać za często. Może jak dzień się skończy, pójdzie spać, to jutro okaże się, że to był tylko sen? Niech ten dzień się skończy! 

*** 

Poranek…

Ta część doby, która nie należy już do nocy, ale nie jest też jeszcze w pełni dniem. Zawieszony pomiędzy ciemnością a blaskiem, pomiędzy strachami i lękami a nadzieją. Czy jest już gdzieś zapisane, jak dzień ma się dalej potoczyć? Czy wszystkie kule, ruchy skrzydeł motyla, drobne kamyki są już ustawione na tarczy nadchodzącego dnia? Wszystkie pionki rozstawione na szachownicy? Czy jednak dopiero nasze decyzje sprawiają, że dzień się toczy tak a nie inaczej? Lawiny decyzji. I lawiny ich konsekwencji. Może o poranku bogowie przyglądają się jeszcze ludziom i dają wszystkim szanse na nowy początek? A co my z tą szansą zrobimy… Tego o poranku nie wie jeszcze nikt. 

Nawigacja wpisu

← 28 dni
Opowieści rodzinne. Wiosna – część 3 →

2 thoughts on “Opowieści rodzinne. Wiosna – część 2”

  1. hanna pisze:
    18 lutego 2023 o 17:39

    Olu moja kochana to co napisałaś jest cudowne wciągjące, wzruszające, czuję się tak jakbym znała tą rodzine (bo troche znam prawda?). trzymam kciuki za wszystkich maturzystów to będzie finisz ale jakże stresujący. można sobie pomyśleć *ale przecież tyle młodych ludzi co roku to przeżywa i dają rade więc czemu nie ja *tak ja sobie myślałam jak pierwszy raz rodziłam ciebie Olu *tyle kobiet rodzi dzieci i dają rade ja też sobie poradze* może to nie trafny przykład, ale pokłady wiary w to że się uda są w człowieku ogromne. a nawet jak coś nie wyjdzie to nie koniec świata – tak chiałabym dodać wiary we własne siły wszystkim maturzystom. Olu w moich oczach pojawiły się łzy jak czytałam o tęsknocie Asi za swoją Mamą jak ja to dobrze znam. Oleńko kocham twoją twórczość jesteś THE BEST

    Odpowiedz

    Odpowiedz
    1. Ola pisze:
      18 lutego 2023 o 17:57

      Te opowieści takie właśnie mają być – o zwykłych sprawach, znanych nam, o naszych uczuciach. O tym, czego się boimy, za czym tęsknimy, albo o tym, co nas bawi i śmieszy. Ot, życie 🙂 Dzięki, Hanuś 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko t Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko trafić mi na coś naprawdę ciekawego... Dlatego na opowieść Małgosi Cudak rzuciłam się już w sprzedaży przedpremierowej, szaleństwo, ale tak - tęskniłam za dobrą książką z zakresu literatury dziecięcej.
I moja wiedźmowa intuicja dobrze mi podpowiedziała... Posłuchajcie:
Jest tu rodzeństwo, Małgosia i Jaś, jest ich zapracowany tata któremu brakuje czasu, i mama co czuje się ściśnięta w życiu jak w przyciasnym fartuszku. 
I jest splot wydarzeń, który sprawia, że dzieci trafiają do chatki Baby Jagi w środku lasu.

"Jesteście w samą porę, najwyższy czas. Jeszcze trochę, a byłoby za późno". 

Na szczęście nie jest. Wszak zegar pokazuje, że mamy jeszcze chwilę do końca bajki. Małgosia, Janek i Babcia razem czarują: sprzątają, piorą wielkie pantalony (i wielkie koszule, takie co pomieszczą marzenia), robią ciastka, rozpalają piec, rozmawiają, tik-tak, tik-tak, zegar tyka spokojnie, "nic nie gubi się, nie znika, lecz wzajemnie się przenika". Dzieci uczą się, a raczej przypominają sobie i całej rodzinie, co jest najważniejsze.

A wiecie co Babcia trzyma w szafie? 
Ja wiem:)))

I taką bajkę naprawdę polecam. Tak jak wcześniej Latający dom i inne bajki czy Małą księgę mieszkańców puszczy tej samej autorki. Po prostu dobre, taka literatura piękna w zakresie dziecięcym...

Polecany wiek: 5+ (Małgosia ma tu 7 lat, Jaś 5)
_______________________
Na zegarze wpół do bajki
Małgorzata Cudak
Ilustracje: Agnieszka Pradelok
Wyd. Na Stronie Bajki
_______________________
#gdziespomiedzy
#nastroniebajki
#nazegarzewpółdobajki
#małgorzatacudak #agnieszkapradelok
Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. 
Ależ wierutne to bzdury! 

Anna Świrszczynska i zbiór wierszy wybranych w tomiku "Jestem gotowa" i czytanych przeze mnie właśnie na ocalenie. Parę podrzucę, podzielę się kołem ratunkowym:)

"Nie trzeba jej pocieszać
nie wolno się litować" - pisał gdzieś Różewicz. Racja. Nie o pocieszenie tu wszak idzie, nie o litość. To o nazwanie chodzi. O właściwe słowo układające świat. 

Więc dziś - świat Anny Świrszczynskiej. Ten jego fragment, który nie upiększa rzeczywistości. 

Jak żyć bez upiększania? 
- Szeroko i bezbrzeżnie.
__________________
Jestem gotowa
Anna Świrszczynska, wybór wierszy: Barbara Gruszka-Zych
Państwowy Instytut Wydawniczy
______________________

#gdziespomiedzy
#annaświrszczyńska
#państwowyinstytutwydawniczy
Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinow Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinowa musi być, a jak. 
Fizyka smutku - błyskotliwa, przyznaję, bardzo. Intrygujący tytuł, nieoczywisty bohater - co potrafi wchodzić we wspomnienia i emocje innych ludzi, ba, innych istot ("Pamiętam, że umarłem jako nagi ślimak, krzew dzikiej róży, czerwcowa chmura"...), reinterpretacja mitu o Minotaurze, kapsuła czasu, co jeszcze... 
Dużo takich błyskotliwych pomysłów. Celnych zdań, spostrzeżeń. Książka - błyskotka. 
Można się pobawić. 
Tylko czuję, że jutro o niej zapomnę, ot, właśnie.

Może jakby moja fizyka smutku - czy raczej geografia, historia smutku - obejmowała te same tereny co u Gospodinowa - to wzięłabym tę powieść bardziej do siebie. Ale we mnie nie ma nostalgii za minionymi czasami. 

"Schron przeciwczasowy" był lepszy! Można się pokłócić, i tak nie zmienię zdania;)
_________________________
Fizyka smutku
Georgi Gospodinow
Przekład: Magdalena Pytlak
Wyd. Literackie
__________________________
#gdziespomiedzy #fizykasmutku #georgigospodinow #wydawnictwoliterackie
Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż inneg Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż innego nie ma świata! 
A jak nie ma, to zostaje się wypisać. Więc piszę: 

Zanikanie w byciu - to nie moje kroki nie mój uśmiech 
Wydaję sobie resztę z wszelkiej pewności i zostaje:
Coś co napiszę parę razy zapalę 
To już 

***

Mierzę się z księżycem na obojętność spojrzeń i przegrywam, więc 
jednak jeszcze jestem 

#gdziespomiedzy

#bazgrzęwięcjestem
A może właśnie tak: "Pięknie byłoby objąć noc j A może właśnie tak: 

"Pięknie byłoby objąć noc 
jak odnalezionego syna
i dowiedzieć się 
o co Cézanne pytał jabłek 

I zrozumieć któregoś deszczowego dnia
że prosta to punkt wydłużony dlatego 
by dosięgnąć serca własnego"

Jan Skácel 

Może właśnie tak... A my wszyscy biegamy zygzakiem. 

Wiersze Skacela znam dzięki @toznaczy_poezja - dziękuję za podzielenie się! Takie one miękkie, nienachalne - i oczywiście smutne - wiadomo. 

#gdziespomiedzy
#janskacel
Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Ep Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Epepe leżało sobie na ladzie. Jak już tak leżało to wzięłam, raczej z myślą: no ciekawe, o co właściwie tyle hałasu...
I przeczytałam prawie jednym tchem. 

Budai, bohater powieści, to racjonalny człowiek z analitycznym umysłem, wydawałoby się, że zrozumie spokojnie każdą sytuację, zawsze znajdzie wyjście. Ale tak się nie dzieje. Kiedy trafia do tajemniczego miasta, w którym z nikim nie może się porozumieć, wpada tylko w coraz większą bezradność. 
Czy to bezradność wobec totalitaryzmu? Czy można odczuć niepokój bohatera także w dzisiejszych czasach? Książka wszak z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy to może dystopia? Pewnie tak, tak i tak.
Ale dla mnie to jedna z bardziej uniwersalnych opowieści o ludzkiej samotności. O poszukiwaniu drogi do drugiego człowieka. 

Czyli egzystencjalne smęty? Też tak! Najlepsze:) Mam wrażenie, że gdybym postawiła Epepe obok Zbyt głośnej samotności, to te dwie książki zaczęłyby ze sobą gadać. A przynajmniej na siebie zerkać z ukosa. Ej, ty też tak?? No, nawet nie mów, ja też... ;)

Ależ to było wyśmienite. Warte polecania wciąż i wciąż! @zokladki - dzięki, robisz kawał dobrej roboty, serio! 
_______________________
Epepe
Ferenc Karinthy
Tłum. Krystyna Pisarska
@wydawnictwoliterackie 
_________________________
#gdziespomiedzy #epepe #ferenckarinthy #wydawnictwoliterackie #innekonstelacje
Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to prz Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to przejść, przegadać, przepalić, przemilczeć, ileż możliwości! Ho ho ho.

Co to w czytaniu ostatnio? Update, choć poplątany: 

Różewicz, Huelle i Juliusz Żuławski - opowiadania. Kiedyś to się pisało, wiadomo!

Święto nieważkości. Morawy - Michał Tabaczyński w serii Sulina, tak jak lubię, miejsce jest pretekstem do opowieści o ludziach. Znacie kogoś takiego jak Jan Skácel? "Proszę mi wybaczyć 
że 
tak zacinam się 
czytając 
te urywki 
z księgi życia dla ociemniałych 
Mam pokaleczony palec i bolą mnie litery". Jan Skácel zapisany do bliższego poznania! 

Kentuki Samanty Schweblin, coś w stylu Black Mirror, dla fanów. Czyli dla mnie tak :)

Jeśli zimową porą podróżny, Italo Calvino - uwielbiam takie staroświeckie czytanie o czytaniu! Czy też pisanie o pisaniu.

Hrabal w nowym wydaniu, z wyd. Stara Szkoła. W nowym tłumaczeniu Mirosława Śmigielskiego Hrabal to wciąż pisarz, do którego chcę wracać.

I niezmiennie zajmuje mnie pytanie - jaki jest sens istnienia tych beznadziejnie brzydkich kul zimowych??? Hm. I czy to pytanie ma drugie dno? 
Tra, la, la, nie ma co wpadać w smutne tony, niepotrzebne istnienia, wszak świąteczny czas! 

Coś polecacie na przetrwanie grudniowo-zimowe?...

____________________
#gdziespomiedzy
Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, troch Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, trochę obok Leśmiana,  ale tak bardziej w mrok, gdzie pod nogami pałętają się koty, jeże, w bibliotece wszystko wszak może się zdarzyć, jesienny zachód słońca też, nicości, byt z niebytem się mylą, a ja obok stoję i przypatruję się przelatującym gawronom, pomiędzy istnieniem a jego odwrotnością, wyciągam z regału Rymkiewicza, na los się zdaję, oj, to nie jest najlepszy pomysł... 
@w.dziurawych.trampkach - wybrałam te jesienne ogrody, proszę bardzo:)
_________________________
Jarosław Marek Rymkiewicz
Zachód słońca w Milanówku
Wyd. Sic!
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #jarosławmarekrymkiewicz #zachódsłońcawmilanówku
Mój Instagram

życie i książki

Kubek melisy

19 lutego 2022
życie i książki

Książkowe historie

14 listopada 2025
życie i książki życie i problemy

Z cyklu – co czytać

8 kwietnia 2022
życie i ...

Niedoskonałość.

21 października 2023
życie i książki życie i problemy

Historie rodzinne

22 stycznia 2022
życie i książki

Bajka o chochliku i dla chochlików

28 grudnia 2024
życie i ...

Jak nie wybuchać złością

25 września 2021
życie i ...

Płatności odroczone

12 lipca 2024
życie i książki

Czytamy dzieciom – część 3

24 lipca 2022
życie i ...

Dialogi

11 listopada 2021

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme