Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
czerwiec i lato- czas na truskawki i czereśnie, i na opowieści rodzinne

Opowieści rodzinne. Lato – część 2

Posted on 17 września 202317 września 2023 by Ola

– Mamo, zobacz! On sobie nakłada za dużo dżemu!

– Bo lubię. Dzem jest pycha.

– Ale zabraknie dla innych! Nie wolno tak!

– Jestem sybki jak błyskawica. Musis tez być sybka.

– Maaamoooo! – Julka zacisnęła pięści i gotowa była walczyć o dżemową sprawiedliwość. Ten wiśniowy był najlepszy, błyszczący i słodziutki, a Sławek zdaje się miał o nim takie samo zdanie. Wprost go wyjadał z miseczki łyżką, z pominięciem tak istotnego elementu jak chlebek do smaku i sytości.

– Sławek, Jula ma rację. Nie wyjadaj wszystkiego. Zostaw dla innych! A jak nie będziesz jadł z chlebem, to będziesz zaraz znowu głodny.

– Ja jestem jesce bardzo głodny. Ale tylko na dzem. Jędrek, mogę twój dzemik?

Przy stole zapadła cisza. Wszyscy spojrzeli na Jędrka. To, że Jędrek miał swój kawałek stołu było wciąż nowością, z którą rodzina powoli dopiero się oswajała. Nie zawsze jeszcze wiedzieli, jak reagować na rozmaite codzienne jedzeniowe zagwozdki, które pojawiały się znienacka przez nową chorobę, celiakię.

– Sławek – zaczęła ostrożnie Zosia – zostaw Jędrka. Niech zje w spokoju, to jego dżem. Nie możesz go zakruszyć swoim chlebem.

Jędrek się zaczerwienił. Nie było mu przyjemnie, że rozmowa znów toczy się wokół jego jedzenia. Najchętniej odsunąłby talerz i odszedł od stołu, ale nie mógł się ruszyć, jakby przyrósł do krzesła.

Sławek za to dokładnie wiedział, czego chce.

– Mamo, ja nic nie pokrusę, naprawdę!

– Powiedziałam: nie. Tłumaczyłam wam, że Jędrek ma mieć swoje dżemy, bo nawet na łyżce czy nożu są okruszki od waszego jedzenia z glutenem. A to szkodzi Jędrkowi. Koniec dyskusji!

– A ja chcę! Ja chcę!!! – rozkrzyczał się niespodziewanie Sławek. – A wy mi nic nie chcecie dać! Nie lubię was! Nie cierpię!!!

Oniemiała Zosia patrzała, jak jej najmłodszy syn poderwał się ze swojego miejsca i z płaczem pobiegł do salonu, rzucił się tam na sofę. Wciąż słychać było, jak wykrzykuje, że nikogo nie lubi, a mamy najbardziej.

– No pięknie – westchnęła Zosia. – Ale ty się, Jędrek nie przejmuj, mały ma po prostu humory. Myśli, że wymusi coś tym płaczem. Jak się uspokoi, to z nim pogadam. Jedz spokojnie.

– Ja… ja już też nie chcę jeść. Idę do pokoju, dobrze? – wymamrotał Jędrek i nie podnosząc głowy wstał od stołu i szybko wyszedł. Za chwilę usłyszeli tylko jego głośne tupanie i trzask drzwi od jędrkowego pokoju.

– O mój ty Boże… – Zosia spojrzała na Roberta.

– Zośka, to tylko dzieci. Daj im jeszcze czas.

– No właśnie, mamo – wtrąciła się Hania. – I mogłaś nie mówić tego “koniec dyskusji”. To zawsze wkurza, jak tak mówisz. A teraz, zanim się na mnie zezłościsz, to ja też już zjadłam, dziękuję, i też idę.

Po twarzy Zosi przewinęły się wszystkie możliwe odczucia: i wkurzenie, i wyrzuty sumienia, ale ostatecznie nic nie powiedziała. Oczy jej się zwęziły w dwie niebezpieczne szparki.

– Ja już nie chcę tego dżemu – pisnęła cicho Julka. – Dziękuję, było pyszne. Idę też. Porysuję sobie. Czy coś.

Wkrótce w kuchni oświetlonej zachodzącym słońcem pozostali tylko Zosia i Robert, siedzący przy stole, jakby zastygli w chwili zwątpienia we własne umiejętności wychowawcze.

“To wszystko jest trudniejsze niż myślałam – mówiły ręce Zosi, wczepione we włosy i tarmoszące je w porywie rozpaczy – o wiele trudniejsze! Kurrr…dzibąk!”.

“Dajmy im jeszcze czas, będzie dobrze – mówiły zaś wyciągnięte przez stół ręce Roberta – wszystkiego się nauczymy. Powoli. Nie od razu Rzym zbudowano”.

Myśl o Rzymie coś mu przypomniała. Robert wstał i zaczął sprzątać ze stołu, pamiętając, by chleb i masło Jędrka odłożyć do jego wyznaczonej szafki, a nieszczęsny dżem osobno do lodówki, do podpisanej szuflady. Naczynia włożył do zmywarki, a kiedy się obrócił, Zosia już przecierała stół z okruszków i zamiatała podłogę. Wyglądała już trochę lepiej. Sławka już nie było słychać, leżał na sofie i oglądał bajki.

– Eee, Zośka, coś ci muszę powiedzieć. Prawie zapomniałem, bo tyle się dzieje… – zaczął z lekką obawą, co zrobi jego żona, kiedy zaraz się o czymś dowie.

– Dawaj, mów. Nic mnie już nie zdziwi. Mógłbyś nawet oświadczyć, że przyjeżdza jutro sam papież. Albo, cha, cha, twoja mama.

– A to zabawne, że o tym wspominasz…

– O papieżu?

– No, prawie. Mama dzwoniła, wiesz, wrócili już z tatą z pielgrzymki, tej z Rzymu i Włoch. I bardzo im się podobało. Chcą nam o wszystkim opowiedzieć. I mają prezenty dla dzieciaków!

– Jeej, hura. Już skaczę z radości. Jak te prezenty to słodycze, o które będzie kłótnia, albo Jędrek nie będzie mógł ich jeść, to nie ręczę za siebie! Kiedy?

– Kiedy, pytasz…

– No, kiedy?! Mów, nie denerwuj mnie! – Zosia zbyt mocno wymachiwała miotłą, by uniknąć odpowiedzi i się wycofać. Najwyraźniej groziło to rzuceniem uroku przez rozczochraną czarownicę, która wciąż nie zdążyła zrealizować punktu planu odbudowy pt. “NOWA FRYZURA – NOWA JA”. Stare, wkurzone zosine “ja” było dziś w pełni sił.

– No, wiesz, dzwonili, tak jakby, no, tydzień temu i… I wtedy mówili, że… No, że za tydzień… Dziś już późno, więc pewnie…

– Jutro. No to ładnie. Mogę też się rzucić na kanapę w salonie? Albo trzasnąć drzwiami?

– Wiesz, to tylko moi rodzice. Nie będzie tak źle…

– Wiem. Znam gorszych teściów. Tylko przy takich popisach naszych dzieci, to nie wiem, co oni pomyślą o nas! Idę porozmawiać ze Sławciem. Ty idź do Jędrka, dobra? Gasimy jeden pożar na raz. O twoich rodziców będę się martwić jutro!

***

Zanim zapadła noc, w domu za zielonymi drzwiami zapanowało trochę względnej harmonii. Hania siedzała na tarasie z komórką w rękach, zaciekle atakując ekran uderzeniami palców i prychnięciami. Jędrek dał się udobruchać czytaniem swojego ulubionego ostatnio „Hobbita”, ucieczka w świat książek była dla niego ratunkiem przed nowym życiem z dziwną chorobą zwaną celiakią. Robert poszedł jeszcze do warsztatu.

Tylko pokój najmłodszych dzieci wypełniały jeszcze żale, protesty, bunty i chwilami nawet krzyki. Zosia układała na łóżkach dzieci kołderki, wyciągała piżamki i próbowała zagonić Julkę i Sławcia do porządków wieczornych – oni jednak mieli swoje plany.

– Mamo – mówił stanowczo Sławek – jak ty mi nie pozwalasz normalnie jeść…

– Dziecko, nie mów tak! Czemu nie możesz po prostu zrozumieć, że to nie jest moja fanaberia! – Zosia była zniecierpliwiona i rozdrażniona.

– Mamo! Nie przerywaj mi! Ty mi ciągle pserywas!

– Przerywasz, nie pserywas. Umiesz już mówić sz.

– Mamo!!! Jesteś najgorsza na świecie! Ja z tego domu ucieknę, zobaczys! Zo-ba-czysz!

– Sławek… – Zosi wyrwało się głębokie westchnienie, przestała się krzątać, usiadła na podłodze i w końcu popatrzyła uważnie na swoje najmłodsze dziecko. – Sławciu, ja… ja bym nie chciała, żebyś uciekał. Tęskniłabym. Jaki masz pomysł, żebyśmy się pogodzili?

– Zaden. To znacy, żżżaden… Nie będę z taką mamą rozmawiać. Już nigdy.

Rzeczywiście, na chwilę zapadło ponure milczenie. Julka tylko patrzała, to na mamę, to na brata. Trochę chciała się śmiać z tego, jaki jej brat jest jeszcze dziecinny, ona już dawno wyrosła z takich tekstów (w końcu zeszłe lato było już naprawdę BARDZO dawno temu), a trochę była przestraszona: co jeśli mama się zdenerwuje? I to wszystko przez ten dżem! Ona już chyba nigdy nie tknie żadnego dżemu, nawet najbardziej błyszczącego i słodziutkiego!

Zosia znów westchnęła. I przypomniała sobie w przebłysku macierzyńskiego geniuszu jedną ze swoich ulubionych opowiastek z książek. Obróciła się w stronę Julki i pozornie beztroskim i lekkim tonem zaczęła:

– Julka, a wiesz, jaką ja fajną historyjkę ostatnio przeczytałam? Opowiem ci. To jest historyjka o pewnym gościu, co umarł.

– Przez dżem? – zapytała nieco niepewnie Julka.

– A przestań, jaki dżem! Po prostu umarł. I mógł zobaczyć, jak wygląda niebo i piekło. Święty Piotr wziął gościa pod rękę i zaczęli iść. Wkrótce przed nimi pojawiły się drzwi, otworzyły się i zajrzeli do środka. A tam na środku wielkiej komnaty stał kocioł z czymś przepysznie pachnącym. Tak, może tam był nawet pyszny dżem. A mimo to ludzie wokół byli nieszczęśliwi. Mieli tak długie łyżki, że sięgały one do dna kotła, ale nie było jak ich sobie przybliżyć do ust. Ludzie wokół byli głodni, wściekli i ponurzy. Kłócili się strasznie.

Potem nasz bohater został poprowadzony do drugiej komnaty. Na początku wszystko wyglądało tak samo. ­

­– Też był kocioł z dżemikiem? – dał się wciągnąć Sławek.

– Tak – uśmiechnęła się Zosia delikatnie. – Też był kocioł i długie łyżki. Ale ludzie wokół byli szczęśliwi, najedzeni. Uśmiechnięci. Wiecie czemu? Mieli te same strasznie długie łyżki, ale wpadli na pewien pomysł. Otóż, kochani moi, oni tymi łyżkami karmili siebie nawzajem. I to było niebo.

W pokoiku przez chwilę panowała cisza. Przez uchylone okno słuchać było świerszcze. Ta cisza był już inna, mniej napięta.

– Ale w tym niebie to chyba nikt nie miał takiej choroby jak Jędrek, wiesz, mamo? I wtedy nikt się nie denerwował na okruski. Głupie te okruszki. Głupi chleb.

– Sławciu, chleb nie może być mądry ani głupi. To po prostu chleb. Ale na dziś koniec opowieści. Nie chcesz już nigdzie uciekać, mój dżemikowy synku? To do łóżka. I spać. Dobranoc. Niech wam się dżemy przyśnią na noc.

wakacje - spacer po łące - polne kwiaty i chwasty

***

Słońce przeświecało przez kolorowe szklanki i rozpuszczało kostki lodu pływające leniwie pośród poszarpanych cząstek cytryny. Po szklaneczki sięgały na przemian Zosia, Hania i babcia Halska. Siedziały na ławeczce w cieniu starej śliwy, przy piaskownicy i na przemian popijały lemoniadę, obserwowały pluskające się w baseniku dzieci i próbowały prowadzić kulturalne rozmowy. Nie było to łatwe, kiedy co jakiś czas musiały przerywać sobie okrzykami: „Sławek, nie biegaj bez kąpielówek!”, lub: „Julka, nie lej wody bratu na głowę! On będzie płakał!”.

Gwoli uczciwości trzeba przyznać, że okrzyki wydawała głównie Zosia, a Hania i babcia pogrążone były w rozmowie na temat kryzysu współczesnej kinematografii. Babcia Anna Halska forsowała swój punkt widzenia – kiedyś to były ambitne filmy, rozwijające, ze wspaniałą muzyką, niezrównaną grą aktorską, Hania zaś z młodzieńczym zacięciem obalała poszczególne twierdzenia, podając przykłady doskonałych filmów współczesnych.

Zosia próbowała sobie przypomnieć, kiedy ostatnio była w kinie – i nie mogła. Na pewno przed pandemią. Potem świat zwariował i kpił ze wszystkich prób powrotu do równowagi. Dzieci za to w kinie jeszcze w ogóle nie były! Niech no babcia Anna się o tym dowie! Dobrze, że chociaż do szkoły przyjeżdżały czasem teatrzyki, chociaż tyle kultury… Mama Roberta nie darowałaby takiego rodzicielskiego zaniedbania. Dystyngowana, spokojna Anna Halska nie wyglądała na rodzinnego tyrana, a mimo to Zosia zawsze się jej trochę bała. Przy teściowej widziała wszystkie niedoskonałości: domu, ogrodu, dzieci i swoje, choć nigdy złego słowa nie usłyszała. Anna była zbyt dobra, by palcem wytykać nieprzystrzyżone włosy, stare dżinsy, niestarte kurze, nieprzycięte trawniki czy sierść kota Benka na każdej możliwej powierzchni.

Popijając coraz cieplejszą lemoniadę Zosia powoli osuwała się w znane sobie czarne myśli o tym, że tak naprawdę do niczego się nie nadaje. Nie umie. Nie da rady. Inni umieją, ona nie. Nigdy nie była dosyć dobrą matką, nigdy już nie będzie… A co jeśli toczy ją jakaś nieznana jeszcze nauce choroba i tak naprawdę zostało jej parę miesięcy życia?! Kto przyjdzie na jej pogrzeb? Może Benek machnie łapką po piasku nad grobem… Boże, jakie to wszystko smutne jest…

Zanim biedna Zosia zdążyła się rozpłakać, jej zawsze czuwająca trzeźwo część osobowości krzyknęła w środku tych łzawych myśli: „Hej! Ty ramolu jeden! Może lepiej zastanów się, czy ty masz dobrze w głowie! Kurdzibąk, co za wstyd! To nie w twoim stylu tak się rozklejać!”. „A właśnie, że w moim stylu – zaczęły dyskusję mroczne myśli – jestem zmęczona i nic mi nie wychodzi. Powinnam teraz robić tysiąc innych rzeczy zamiast siedzieć na ławeczce. Nawet nie umiem się do dyskusji przyłączyć. Jestem stara i głupia”.

„Cha, cha, głupia na pewno! – wyszczerzyły się drugie myśli, te trzeźwo patrzące na świat – i lat ci nie ubywa, to fakt. I chcesz tak ubolewać nad sobą?”. „Nie chcę! Nie lubię”. „Na pewno?…”

Na pewno? – utkwiło w myślach Zosi. Może jednak jest jej wygodnie pogrążać się w rozczarowaniu zamiast szukać rozwiązań?

Zanim zdążyła znaleźć rozwiązania na wszystkie bolączki duszy i ciała, ze strony basenu rozległ się długi i głośny pisk.

Julia jednak wylała Sławkowi na głowę całe wiaderko wody.

– Hania, weź babcię zaprowadź do domu! Ja ich tu uspokoję, a babcię jeszcze głowa rozboli! – poprosiła jeszcze Zosia najstarszą córkę, bojąc się nawet spojrzeć na swoją teściową. Pewnie w duszy naśmiewa się z nieporadnej matki czworga niewychowanych dzieciaków…

 

***

– Babciu, ty na pewno u nas odpoczywasz? – pytała wieczorem Hania. – Maluchy potrafią doprowadzić do szału.

– Haniu, no co ty! – roześmiała się babcia. ­– Jest mi naprawdę dobrze. W końcu przyjeżdżam co roku, z własnej woli. Wierz mi, nikt mnie nie zmusza. Dziadek musiał zostać, bo ma problemy w pracy, a tak też chętnie by wpadł na wakacje. Dobrze, że odpoczęliśmy na pielgrzymce. Haniu, jak tam było pięknie! Włochy to cudowny kraj.

– Pojedziemy kiedyś razem. Też mi się marzą Włochy. Toskania, koniecznie! – westchnęła rozmarzona Hania.

– I rzymskie muzea, prawda?

– Nawet mi nie mów… Muszę tam kiedyś trafić. Jeszcze nie wiem jak, ale coś wymyślę. Babciu, mogę ci coś zdradzić? – Hania poczuła, jak jeszcze nigdy, że babcia Anna naprawdę ją rozumie. – Co byś wybrała na moim miejscu? Zacząć od razu studia czy pojechać na rok do pracy, za granicę, na przykład do…

– Do Włoch? Haniu, to brzmi wspaniale. Ale studia też są ci potrzebne.

– O czym sobie rozmawiacie? – na tarasowe schodki, gdzie siedziały w wieczornym zapadającym zmroku, doszedł Robert, rozsiewając wokół siebie zapach rozpuszczalnika, którym czyścił meble w warsztacie. Wyłożył się prosto na trawie wyciągając przed siebie nogi i ugniatał sobie plecy, bolące po dniu schylania się i przenoszenia ciężkich rzeczy.

– A nic, nic takiego – zapewniła z pośpiechem Hania. – Bałam się, że babcia ma dosyć bachorków.

Anna roześmiała się.

– Małe dzieci, mały kłopot. Twój tata też był rozrabiaką. A dziś człowiek tęskni za tamtymi czasami… Pamiętasz, Robercik, jak szukała cię cała ulica? Wiesz Haniu, twój tata postanowił raz, że odwiedzi swojego kolegę z przedszkola i sam poszedł, nic nikomu nie powiedział. Na szczęście zauważyłam go przez okno naszego bloku.

– Pamiętam, bo dostałem wtedy w dupsko. Chyba jedyny raz, co? – mruknął Robert, miętoląc w zębach dłuższy kawałek jakiegoś zielska.

– Tak, jedyny raz tak się zdenerwowałam. Chociaż wtedy, jak wróciłeś zimą w mokrych spodniach, to też byłam bliska wybuchu! Haniu, on wtedy postanowił, że będzie dobrym kolegą i wszedł do rzeki, zimą! Miał wyłowić jakiś plecak, czy coś.

– Woreczek z kapciami. Kiedyś się takie nosiło. Mojemu koledze wpadł przez most do rzeki. On się rozbeczał, a ja pognałem po ten worek. Tak mnie wychowałaś, mamo!

– No patrz, teraz wszystko moja wina – żartowała sobie babcia. – Ale w dupsko, jak to powiedziałeś, już nie dostałeś. Cieszę się, że te czasy, kiedy powszechnie karało się dzieci biciem, już minęły. Mam nadzieję, że ty, synu, nigdy… Bo Zosia na pewno nie uderzyła żadnego dziecka. Ręczyłabym za to własną głową.

– Co babcia robi z głową? Hania, co to znacy? Wytłumac mi – na tarasie pojawił się umorusany od sosu pomidorowego Sławek. Usiadł obok taty na trawie i też sięgnął po długą zieloną łodygę, by z poważną miną żuć ją między zębami.

– Babcia mówi, że mama nas nigdy nie uderzy w dupsko. Ach, Sławek, ty jesteś czasem jeszcze taki dziecinny! – zanim Hania zdążyła odpowiedzieć, na taras wbiegła swoim tanecznym krokiem Julka. Ona nie usiadła, tylko podskakiwała naokoło całego tarasowego zgromadzenia.

– Wcale nie jestem dziecinnowy! I ja mogę ci dać w to…, to… dupsko! Tata, powiedz jej coś! – Sławcio poderwał się z ziemi i zaczął skakać za Julką.

– Tata, powiedz jej coś, tata, powiedz jej coś! – przedrzeźniała go siostra. Po chwili zmieniła nastawienie, zatrzymała się, a kiedy brat wpadł na nią z całym impetem, powiedziała: – Dobra mały, spokój. Mam propozycję.

– Pokojową? ­– upewnił się mały.

– Tak, będziemy się bawić w „Tajemniczą piwnicę”. Jest wieczór, będzie super!

– Hurra! I wies? Już ci nie dam w to.. no wies. Brzydkie słowo.

Julka roześmiała się i pobiegli razem w głąb ogrodu, a na tarasie znów zapadła przyjemna cisza. Hania zaczęła zaciekawionej babci tłumaczyć, na czym polega wymyślona niedawno zabawa. Nawet nie zauważyły, kiedy obok przysiadła się też Zosia.

– Bo jak oni schodzą do tej piwnicy, bo mama ich wysłała po dżem, to okazuje się, że wchodzą nagle do tajemniczego, zaczarowanego świata. I tam się może wszystko zdarzyć, zależy od wyobraźni. Raz tam był świat rycerzy i księżniczek, raz gonili jakiegoś smoka, wiesz babciu, co im przyjdzie do głowy. I nie chodzi o prawdziwą piwnicę, tylko o ogród, żeby nie było.

– A Sławek się nie boi? On czasem taki delikatniejszy jest – zmartwiła się babcia.

– Na szczęście nie – wtrąciła się Zosia. – Julka jest niesamowita pod tym względem. Nie da mu się bać. A może macie jeszcze jakieś historyjki z dzieciństwa Roberta? Chętnie posłucham!

– Dobra, dobra. Już wystarczy! – Robert podniósł się z ziemi i otrzepał. – Ja tam idę zjeść kolację. Jak wy macie ochotę poplotkować, to proszę was bardzo. Beze mnie. Żegnam.

– A my chętnie zostaniemy – wesoło powiedziała jego dystyngowana mama. – Haniu, weź no jeszcze skocz do mojej walizki, schowałam tam wino, takie z Rzymu. Jest taki piękny wieczór, weźmiemy sobie po troszeczku, co wy na to, kobitki? Wszystkie jesteśmy dorosłe!

– Ho, ho! – dobiegło ich z niedaleka. – Ale trafiliśmy, Asieńko, słyszałaś? W sam raz żeśmy sobie ten spacer zrobili!

– No widzisz, musisz mnie częściej słuchać, Jasiu, częściej! Bo ja to zawsze mam dobre pomysły!

Okrążając dom, na taras zbliżali się goście. W rękach nieśli bukiet kwiatów uzbieranych po drodze, wystawały z niego chabry, maki, dziewanny, a nawet kwiaty koniczyny i kilka gałązek rdestu. Zosia przejęła wiecheć i upychając go w słoiku, poczuła jednocześnie radość z letniej pory, jak i nostalgię za ulotnością ciepłych wieczorów. Jeszcze się wszyscy wygodnie nie rozsiedli, a ona już przeczuwała, że niedługo będzie tęsknić. Westchnęła i ponownie tego dnia przywołała się do porządku w swojej własnej głowie.

„Ech, Zośka. Uśmiech, i do przodu. Być może wszystko będzie dobrze. Kto wie?…” – pomyślała.

Nawigacja wpisu

← Lilka i Henio
Opowieści rodzinne. Lato – część 3 →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Topografia pamięci - trafny tytuł. Ta książka pop Topografia pamięci - trafny tytuł. 
Ta książka poprowadziła mnie po śladach wspomnień Martina Pollacka, ale także po śladach własnych... Poczułam się jak za młodych lat, kiedy w sobotę siadałam w kuchni za stołem i czytałam weekendowy dodatek Gazety Wyborczej, ten z esejami, dyskusjami, fragmentami książek (Lektury nadobowiązkowe Szymborskiej, ktoś pamięta? Kto się przyzna, że też taki stary?). Miałam nawet przez chwilę manię zbierania ciekawszych artykułów, ale na nic to, bo ostatecznie myszy wszystko przeżarły. 
Podobne odczucia towarzyszyły mi przy tej książce - ktoś mądry chce się podzielić z czytelnikiem swoimi przemyśleniami o historii, chce budzić sumienie, chce ostrzec - tylko ja już nie mam tej wiary, że to coś da. Że świat słucha. 
Cóż, myszy się za to cieszą z kolejnej porcji makulatury... 
Ale zostawiam wpis o Topografii pamięci - mimo wszystko - czytajmy! Nie zapominajmy. 

"Co to takiego, co każe tym ludziom sznurować usta? Strach? Przed czym? Przed mordercami i ich następcami? Dlaczego miano by się ich bać jeszcze dzisiaj? A może to strach przed upiorami przeszłości? A przecież wiemy, że nie da się tego zażegnać milczeniem. Wprost przeciwnie".
_____________________
Topografia pamięci 
Martin Pollack
Wyd. Czarne
Tłum. Karolina Niedenthal
_______________________
#gdziespomiedzy
#topografiapamięci #martinpollack #seriasulina #wydawnictwoczarne
Opowiadania o niczym szczególnym. Takie z pobocza. Opowiadania o niczym szczególnym. Takie z pobocza.
Gubione, zbierane...
Dmuchawcowe, to może też z łąki.
I bardzo ładne.

Czasami chcemy, żeby czytana książka nami wstrząsnęła, uderzyła w to zamarznięte morze, ale czasami też - tego właśnie nie chcemy. Tylko mądrego spokoju, i dobrej opowieści. Wtedy Nieuzasadnione poczucie jest jak taka właśnie  opowieść.
____________________
Nieuzasadnione poczucie szczęścia 
Tomasz Tyczyński
@wydawnictwo.nisza 
_______________________
#gdziespomiedzy #nieuzasadnionepoczucieszczęścia #tomasztyczyński #wydawnictwonisza
Mój Instagram

życie i książki

Moje miasteczko Bełz

25 września 2022
życie i książki

słowo – jej dom

29 sierpnia 2024
życie i książki

Opowieści rodzinne. Prawie lato – część 6. Urodziny Hani

27 kwietnia 2023
życie i książki

Żółte liście – część 2

17 października 2021
życie i ...

Alfabet Oli – od A do Zet – gdzieś pomiędzy powagą a uśmiechem.

28 listopada 2021
życie i ...

W czym posadzimy dzikie łąki?

18 stycznia 2026
życie i ...

Rozmowy. Maja

20 marca 2022
życie i książki

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 4

12 marca 2023
życie i ...

Czarownice

14 lipca 2023
życie i książki

Opowieści rodzinne 2

28 stycznia 2022

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme