Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
wiosna, rzeka Piaśnica

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 1

Posted on 30 kwietnia 202230 kwietnia 2022 by Ola

Najdłuższa zima, choćby nie wiadomo jak długa, błotnista, wietrzna i deszczowa  była – musi w końcu ustąpić. Siła wiosennej chęci życia jest bodajże najsilniejszą siłą natury… Zawsze w końcu dni się wydłużą, zawsze wyjdzie zza ołowianych chmur słońce a w zapachu wiatru i deszczu pojawi się ciepło i ten bliżej nieokreślony powód by podnieść głowę i lekko się uśmiechnąć, wciągając  do płuc powietrze pachnące wiosną.

Lutowe i marcowe dni mijały w Miłczycach, coraz dłuższe i słoneczniejsze, choć pierwsze ściągnięte czapki mściły się jeszcze przeziębieniem, katarem i kaszlem rozrywającym uszy.

Kaszlała i smarkała też Hania Halska. Przyglądała się zrezygnowana przez okno wiosennej pogodzie, klnąc w duchu, że mogła cieplej się ubrać a nie dała się naiwnie porwać nadziei, że już ciepło i w ogóle można na boso. Zza uchylonego okna dobiegał świergot ptaków.

Hania siedziała w kuchni i smętnie patrzała za okno, głaskała siedzącego jej na kolanach Benka, przytrzymując go za każdym razem, gdy jej kichnięcie kazało kotu zrywać się i uciekać. Obok kręciła się babcia Asia.

Oprócz Hani smarkał i kichał bowiem też Sławek, kaszlała Julka – a babcia pilnowała całego towarzystwa, wciskając kolejne syropki i herbatki. Do szkoły poszli tylko Zosia i Jędrek.

– Hanka, weź no przestań wzdychać! – zdenerwowała się babcia na kolejne gulgoczące smarkami westchnienie najstarszej wnuczki – i puść tego kota! On w przeciwieństwie do ciebie może wyjść i przeciągnąć kości. Pomóż mi śniadanie zrobić.

Babcia kroiła świeży chlebek z piekarnio-cukierni „Bezik”, skórka chrupała i rozpryskiwała się dookoła, na patelni rósł grzecznie omlet na masełku. Babcia wyciągnęła dżem a Hania dźwignęła się w końcu ze swojego stanowiska i dostawiła na stole cukier puder.

– Bachurki jedzą omlet z cukrem pudrem – oznajmiła, ledwo unikając kichnięcia prosto w ów cukier.

– O, właśnie, dziękuję ci Haniu. Dobra z ciebie siostra…  – babcia chciała coś jeszcze dodać, kiedy do kuchni wbiegły kochane bachurki, zgodnie kaszląc i wycierając nosy w rękaw.

– Czary mary! Jesteśmy!

– Cary mary! Tes jestem!

– O, umiecie czarować? – zdziwiła się uprzejmie babcia – a ja wyczarowałam wam śniadanko. Siadajcie.

– Babciu, a Hania też nas uczyła czarować, wiesz? – gadała Julka nakładając omlecik na talerz.

– O, Hania to najlepsza siostra!

– No, ona nas ucyła tak – włączył się Sławek – cary mary, cary mary…

– Sławek! – wrzasnęła nagle dziko Hania – ty nie masz co robić? Jedz, masz więcej cukru!

– O, dziękuję. Mnniam. To co ja mówiłem… Aha, cary mary, cary mary, twoja stara to twój… aaa-psik!… stary. Tak. Mogę prosić chusteckę?

– I jeszcze ten – dodała ochoczo Julka – czary mary, czary mary leć już wreszcie po browary…

Babcia spojrzała na czerwone uszy Hani, zadowolone miny dzieciaków zajętych wreszcie omletem z cukrem i parsknęła śmiechem.

– No, to by było na tyle o odpowiedzialnej starszej siostrze – śmiała się już otwarcie.

– To wszystko przez mamę – mruknęła Hania – mama szukała jakiś głupich wierszyków do szkoły i tak, jakoś poszło. Mama się w końcu obraziła i powiedziała, że nic nie będzie szukać a mamy sobie swoją twórczość wsadzić… gdzieś.

– Wyobrażam sobie! – babcia sięgnęła też po omlet i kanapkę. – Haniu, ja teraz pójdę odpocząć chwilę, posprzątasz, dobrze? Mnie po tym kowidzie tak jakoś słabo jeszcze chwilami…

– Jasne – przejęła się wnuczka, chcąc poprawić swoją reputację – posprzątam! Odpocznij, babciu!

Tym razem babci lekko zaczerwieniły się uszy.

Tak naprawdę miała ochotę sięgnąć po reportaże Magdaleny Grzebałkowskiej, które zauważyła na regale w salonie, ale głupio jej było tak ot wyciągnąć się na kanapie i czytać. Wstyd jej trochę było, że przeszła chorobę tak lekko, kiedy wszyscy tak się martwili, a z drugiej strony cóż mogło zaszkodzić, że troszkę to wykorzysta…

***

Sławek i Julka dostali jeszcze swoje porcje syropów i poszli bawić się na górę, Hania zabrała się za porządki. Po swojemu. Włączyła telefon, wybrała filmik do słuchania i chowała naczynia do zmywarki, wycierała blaty i chowała produkty słuchając jednocześnie swoich ulubionych jutuberów. Czasem głośno im przytakiwała, czasem wybuchała krótkim śmiechem, czasem wymachiwała szczotką, chcąc też wyrazić swoje oburzenie. Przez kuchenne okno dolatywał świergot ptaków, wpadało świeże, ciepłe powietrze. Kiedy wzrok Hanki padł na widok ogrodu za oknem, przez chwilę zatrzymała się w swoim pędzie wymachiwania szmatkami i poczuła jak coś ściska ją w żołądku.

Za oknem drzewa były jeszcze bezlistne ale już spowite w obietnicę zieleni. Niebieskie niebo z pojedynczymi bieluśkimi obłokami wydawało się jak namalowane. Wśród starych wyschniętych traw z zeszłego roku przebijała się warstwa błyszczącej zieleni a drewniane obramowanie okna nadawało całemu widokowi pozór obrazu. Hania przez chwilę nie wiedziała, czy to dziwne uczucie w żołądku to smutek czy radość, czuła jakby oba te uczucia kotłowały się w niej, miała ochotę wbiec prosto w ten widok, wyciągnąć ręce i dać porwać się szalonej chęci dzikiego tańca wiosennego. Przez chwilę miała wrażenie, że jak tylko złapie się pod rękę z wiosennym pulsem ziemi, to będzie mogła wszystko. Wszystko.

Parę kichnięć sprowadziło ją na ziemię. Jednak do sprzątania już nie wróciła, pognała po swój szkicownik, ołówki i zatopiła się całkowicie w chęci oddania swoich uczuć na grubym papierze przeznaczonym do akwarelowych rysunków. Farby dołoży później, na razie skupiła się na szkicu.

Za ścianą, w salonie, w ten sam widok zapatrzyła się Asia Szreder. Na kolanach leżała porzucona książka, a Asia z brodą opartą na ręce, z okularami na łańcuszku, z kosmykami siwych włosów tańczącymi wokół czoła i policzków myślała o tym, ile to już razy dała się ponieść tej wiosennej nadziei. Dziś umiała już spojrzeć w przeszłość bez pretensji i żalu – ot, życie…

– Mamo – wołała młoda Aśka kręcąc się po podwórku – ja już nakarmiłam wszystko, kury nażarte, pies też, mogę iść na chwilę na rynek? Umówiłam się z… z przyjaciółką.

– Coś bym ci jeszcze znalazła, córcia, ale idź, tylko szybko wracaj, dobrze? I na głowę coś załóż, chora będziesz! No i jo, poszła.

– Wiesz, ciocia, że ona do tego swojego Zdziśka leci, nie? – z obory wyszła Róża, gumiakami rozchlapywała błoto naokoło, ręce wycierała w spodnie. Z ponurą miną patrzała za oddalającą się Aśką.

– Różyczko, Zdzichu to był poprzednio. Teraz ktoś inny jej się spodobał. Ale jeszcze nie wypaplała kto. Chodź, obiad zaczniemy robić, albo do ogrodu zajrzymy, zobaczymy co po zimie przetrwało.

Aśka tymczasem gnała drogą pomiędzy polami a lasem, jakby chciała prześcignąć bociany, skowronki i inne wiosenne ptactwo. Miała uczucie, że jest samą radością, samą miłością i samą tęsknotą – wszystkim tym jednocześnie, kłąb uczuć przepełniał jej serce aż do bólu. Na rynku miał czekać rzeczywiście On, ten jeden jedyny, tym razem na pewno jedyny, bo jak miałaby znaleźć kogoś innego z tak pięknymi oczami? Z tak cudownym uśmiechem? Poprzednio się pomyliła, no cóż, zdarza się, tym razem ta miłość będzie na zawsze, w końcu to dla niej On napisał wiersz, specjalnie, żeby zgodziła się na spotkanie…

Żałowała tylko, że nie może o tej miłości pogadać ze swoją siostrą – jak nazywała Różę. Ale ta wydawała się głucha na wszelką wiosenną nadzieję, zresztą nie tylko wiosenną – Róża nie wierzyła w miłość ani latem, ani zimą.

Kiedy zdyszana i zarumieniona dobiegła do rynku w Miłczycach, na widok machającej do niej sylwetki przystojnego miglanca, Aśka natychmiast zapomniała o swojej ponurej siostrze. Nie przejmowała się też zachlapanymi od błota butami, święcie wierząc, że on jak kocha, to zrozumie i przyjmie ją taką, jaka jest.

 

– O mój Boże, ja dziś nawet nie pamiętam, jak on miał na imię – zachichotała do siebie babcia. Dziś nie zamieniłaby swojego Jaśka za żaden wiersz. Ale co musiała przejść i zrozumieć, to już tylko ona wie… I jej starsza córka. Bo to ona wychowywała się długo bez porządnego ojca.

Babcię z zamyślenia wyrwały małe diablątka, przynosząc stos książeczek do czytania i przekrzykując się głośno, co babcia ma poczytać. Babcia sięgnęła więc po okulary i na dobre oderwała się od swoich wspomnień.

***

Tylko wracająca z pracy Zosia nie zwróciła uwagi na wiosnę. Ani zapachy, ani kolory, ani dźwięki zdawały się nie docierać do jej świadomości.

Przed wejściem do domu sprawdziła wiadomości, ostatni raz, żeby wiedzieć co się dzieje w świecie. W domu, przy dzieciach, starała się już nic nie słuchać, nie potrzebnie tylko maluchy by się bały. Chciała dać im poczucie, że w domu jest bezpiecznie, wesoło i przytulnie. Kosztowało ją to wiele wysiłku, ale zawsze gdzieś jeszcze tę resztę sił znajdowała…

Lecz zasada równowagi we wszechświecie obejmowała też i Zofię Halską – szukając w sobie sił dla dzieci, Zosia nie znajdowała już nic dla reszty świata.

Nie miała już w sobie nic cierpliwości dla Roberta, dla jego ustawicznego szukania rozrzuconych po domu rzeczy, irytowały ją niewspółmiernie jego żarciki.

Kiedy zostawali sami, najczęściej milczeli. Jakby szukając słów przeznaczonych już tylko dla siebie nawzajem, nie dla dzieci, nie w pracy – znajdowali tylko pustą ciszę.

Nawigacja wpisu

← Granica
Ech, porządki… →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach
  • dziś jest tylko wyrazem
  • Bajki

Archiwa blogowe:

  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, troch Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, trochę obok Leśmiana,  ale tak bardziej w mrok, gdzie pod nogami pałętają się koty, jeże, w bibliotece wszystko wszak może się zdarzyć, jesienny zachód słońca też, nicości, byt z niebytem się mylą, a ja obok stoję i przypatruję się przelatującym gawronom, pomiędzy istnieniem a jego odwrotnością, wyciągam z regału Rymkiewicza, na los się zdaję, oj, to nie jest najlepszy pomysł... 
@w.dziurawych.trampkach - wybrałam te jesienne ogrody, proszę bardzo:)
_________________________
Jarosław Marek Rymkiewicz
Zachód słońca w Milanówku
Wyd. Sic!
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #jarosławmarekrymkiewicz #zachódsłońcawmilanówku
Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życi Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życio-pisarek. Czytałam Książkę o miłości, czytałam Hałas, teraz Najgorszego człowieka i uważam że nikt poza Halber nie umiałby pisać jak Halber. I już. Ja tą szczerość i odzieranie warstw biorę i zachłannie czytam.
O czym jest #najgorszyczłowieknaświecie pisał swego czasu cały bookstagram, pod tym hasztagiem jest mnóstwo opisów, ja już tylko dodam swój stary wierszyk o kocie, bo pasuje do okładki:

Mam takiego kotka
Mały dość jest, nieporadny, 
nawet chwilami zabawny 
Balkon na czwartym piętrze 
wydaje mu się idealny 
do skakania przy barierkach

Chyba nie wie co to lęk

Przychodzi 
i bez pytania czy może 
każe się głaskać 

On naprawdę nie wie 
Co to lęk

PS. Tak, to jest książka o lęku. 
Czytaliście? Lubicie ten styl pisania?
______________________________
Małgorzata Halber 
@mroczny_msciciel 
Najgorszy człowiek na świecie 
Wyd. Znak Literanova 
@znak_literanova 
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram  #małgorzatahalber #znakliteranova
Bajka na dobranoc to nowy projekt bajkowy, który n Bajka na dobranoc to nowy projekt bajkowy, który nam przyjemność przedstawić. Zanim przejdę do szczegółów, to powiem jedno: od września czytam dzieciom opowieści z tego cyklu i podoba się nam. A to najważniejsze. 

Cóż to jest, ów projekt i cykl?
Otóż Mateusz Racut - twórca Bajki na dobranoc - zaprasza nas do Lasu Mądrości, a tam czekają naprawdę sympatyczni bohaterowie: Lisek Dobrusek, Żabka Fajtłapka, Sowa Wiedzulka i inni. Przeżywają swoje leśne i życiowe problemy, raz będzie to złość i zazdrość, raz samotność, raz problemy ze zdrowiem... No samo życie, nieprawdaż? 
I cała magia bajek z Lasu polega teraz na tym, że problemy można rozwiązać... bez czarów. Żabka, Lisek, Dzik, Mrówka uczą się rozmawiać, oddychać, zastanawiać nad daną sytuacją a Lisek Dobrusek zawsze zapisuje w swoim pamiętniku, czego się dziś nauczył. I jest w tym piękna prostota, którą lubią dzieci. Lubią też powtarzalność bajek, ich przewidywalność i ciepło, które kryje się także w literackim języku opowiastek. 

Last but not least - są też kolorowanki do wydruku i wersje audio - taki bonus:) 

Nie poznałabym Liska Dobruska, gdyby nie propozycja współpracy ze strony twórcy - za co teraz naprawdę dziękuję. Po paru dobrych tygodniach sprawdzania i testowania - polecam. Polecamy! Bo dzieciaki-przedszkolaki najbardziej :) 

www.bajkanadobranoc.com
______________________
#gdziespomiedzy
#bookstagram #literaturadladzieci #współpraca #mateuszracut #bajkanadobranoc #całapolskaczytadzieciom
Lubię świat z wierszy Małgorzaty Lebdy. Bliskie j Lubię świat z wierszy Małgorzaty Lebdy. 
Bliskie jest mi szukanie słów na opisanie życia tu i teraz, ale także gdzieś z boku. Chwile które stają się metaforą, lub też zupełnie na odwrót - szukanie tego, co najprostsze, już bardziej przecież o codzienności i to tak do kości się nie da. 
Właśnie tak, posłuchajcie: "możliwe, że chodziło o proste sprawy: pokryte rdzą brzozy, jary, w których rodziła się noc (...). I jeszcze to: słowa, te, co robią nam w środku radykalne rzeczy". 
Możliwe wszak, że chodzi właśnie o to.

"I czytanie wierszy, czytanie wierszy, czytanie wierszy na głos".

Rytmiczne, uspokajające staccato...
________________________
Małgorzata Lebda
Mer de Glace
Wyd. Warstwy
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #małgorzatalebda #merdeglace #wydawnictwowarstwy
Dobre to było kryminalne czytanie, muszę przyznać. Dobre to było kryminalne czytanie, muszę przyznać. Takie wyważone - akcja, groza i humor w proporcjach, które pozwalają zanurzyć się w książce z przyjemnością.

A sama historia oparta jest najpierw o opowieści  rodzinne, sięgające jeszcze czasów powstania styczniowego, potem autor sięga po opowieści i kroniki kryminalne, dodaje też parę legend z gór świętokrzyskich. 
Siembieda scala to wszystko historią dwóch zwaśnionych rodzin, dla których honor = zemsta i kto tego równania nie rozumie, to do rodziny nie należy, koniec kropka. Ech, Jadźka, mogłaś pokochać kogo innego, a tak to szekspirowski dramat się ułożył... 

Dodam, że nie jest to właściwie typowy kryminał, trochę się wymyka gdzieś obok, powiedziałabym bardziej: opowieść kryminalna. Z panoramą zawieruchy dziejów w tle, bo jak na powstaniu styczniowym się zaczęło, tak kończy się w czasach programu Temat dla reportera. Nie szukamy z komisarzami sprawcy, nie grzebiemy z detektywami czy profilerami w głowach morderców - bo wiemy co i kto. A jednak zostajemy z pytaniem o tę naszą ludzką naturę... 

I z obrazem wosku skapującego z gromnicy, kiedy zostaje wydany wyrok.

Jesienna polecajka - jak najbardziej!

@znak_literanova @monika_i_ksiazki - współpraca barterowa - i to udana, dziękuję :) 
____________________________
Maciej Siembieda 
@maciejsiembieda
Gołoborze
Wyd. Znak Literanova
#wspolpracabarterowa
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #maciejsiembieda #gołoborze #maciejsiembiedagołoborze
#wydawnictwoznakliteranova
Jak zadbać o siebie, kiedy w dzieciństwie nikt cię Jak zadbać o siebie, kiedy w dzieciństwie nikt cię tego nie nauczył - próba odpowiedzi. 
Próba, bo to pytanie na które nie będzie jednej prostej odpowiedzi. 

Więc - czy to próba udana? 

Dla mnie tak. Poradnik Niewidzialne rany mogę spokojnie polecać, jeżeli szukacie książkowo-fachowej pomocy w zakresie uporania się z dorastaniem w dysfunkcyjnym domu. 
Bez ckliwości, konkretnie o problemach w dorosłym życiu, kiedy dzieciństwo nie zapewniło ci stabilności emocjonalnej i kiedy wciąż jedną nogą - a raczej częścią umysłu - w tym rodzinnym domu tkwisz. 

"Chcę pokazać mechanizmy, zależności i schematy, które posłużą ci do stworzenia instrukcji obsługi własnej głowy" - pisze we wstępie autorka. Nie obiecuje różów ani brokatów na nowej ścieżce życia, ale mówi: spróbuj się sobie przyjrzeć z boku, daj sobie szansę. Przeczytaj, czemu się boisz, czemu wciąż jesteś przekonana o swojej "beznadziejności", a jak trzeba to idź też na terapię, przegadaj to swoje życie, daj sobie przyzwolenie na pomoc.

Warto zwrócić uwagę, że nie jest to akt oskarżenia wobec rodziców, nie - cała uwaga skupiona jest na próbie zrozumienia, przyjęcia pewnych faktów i zdecydowania się na takie życie, które nie będzie już uwięzieniem w przeszłości. 

Poradnik o odzyskiwaniu równowagi, nie dzięki magicznym plasterkom, a dzięki wiedzy z zakresu psychologii. 
Więc ja mówię: tak. Polecajka - jeśli potrzebujesz. 

#współpracabarterowa z @wydawnictwo_publicat
_____________________
Niewidzialne rany
Andżelika Dominiak-Banach
@andzelika.dominiak_psycholog
Wyd. Publicat
Ilustracje: Patrycja Niewiadomska
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #niewidzialnerany #andżelikadominiakbanach  #wydawnictwopublicat
Arabeski to rodzaj wypełnienia, tło, ozdobne motyw Arabeski to rodzaj wypełnienia, tło, ozdobne motywy - coś co nie jest głównym obrazem. Mikroświaty. 
Opowiadane mimochodem, przyuważone, tu ślub, tu szpital, tam sprzątanie, albo ta smutna randka w hotelu, dzieciaki, którym zawozi się puszki i konserwy, przecież wojna, ale też przecież zwyczajne życie...
Ślady i zapiski spomiędzy światów ważniejszych i bardziej zrozumiałych: frontu i codzienności. 
Kiedy nachodzą na siebie, wszystko staje się inne. Niepasujące. Poprzesuwane.
Czytanie takich książek staje się rodzajem  współodczuwania, trudno z tych opowiadań wyjść. I to jeszcze w taki na przykład złoty październik sobie wyjść, ale warto je przeczytać, naprawdę.
Przynajmniej ja tak myślę;)

A wypożyczone są Arabeski z biblioteki, przypadkiem, kiedy tak chciałam już nic nowego nie brać, ach te postanowienia...
____________________________
Arabeski
Serhij Żadan
Tłum. Michał Petryk 
Wyd. Czarne
_____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #arabeski #serhijżadan #wydawnictwoczarne
Sięgnęłam po Złodziei bzu, bo akurat miałam na tel Sięgnęłam po Złodziei bzu, bo akurat miałam na telefonie. A miałam bo kiedyś naczytałam się, że "czytajcie, czytajcie, będzie fajnie!".
No i nie, nie było fajnie, składam reklamację! I skargę i zażalenie. I ja się tak nie bawię i już.
Po pierwsze - nie było ostrzeżenia, że to parodia. Zdążyłam się pierdyliard razy oburzyć, zanim dotarło do mnie, że to groteska, parodia właśnie, że to Nic śmiesznego z innymi rekwizytami, że to Kariera Nikosia Dyzmy choć z innym tłem. Z wąsem Wałęsy.
Dopiero tak ustawiona perspektywa pozwoliła mi czytać spokojnie.
Po drugie - wcale i tak nie czytało się spokojnie, bo główny bohater to strasznie antypatyczna postać. Wkurzająca.
Po trzecie - wkurzam się na siebie, bo może wychodzi ze mnie jakaś, omatkobosko, dulszczyzna??? Jakieś kołtuny mam do rozplątania? Nie umiem sama z siebie się pośmiać? Cha, cha, cha. Właśnie że umiem. 
Po piąte i dziesiąte - żeby bez śmierdział zgnilizną - to już przesada. Totalnie. Tu już czuję się urażona do żywego! 

W każdym razie dzieje rodziny z Wołynia w naprawdę innym ujęciu, nietypowo. 

Kto teraz też chce przeczytać?? 😂
________________________
Złodzieje bzu
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Wyd. Noir sur Blanc
________________________
#gdziespomiedzy
#bookstagram #złodziejebzu #hubertklimkodobrzaniecki #noirsurblanc
Mój Instagram

życie i książki

1000 powodów, dla których warto czytać dziecku

16 stycznia 2022
życie i ...

Równowaga

24 września 2021
życie i ...

Listy znad morza

6 lipca 2024
życie i książki

Powrót do Whistle Stop

20 listopada 2021
życie i książki

Żółte liście – część 2

17 października 2021
życie i ...

Życie i… szkoła. Rozmowa.

11 listopada 2023
życie i problemy

Zmierzch

11 lipca 2023
życie i problemy

„Wstawaj, szkoda dnia!”

6 października 2021
życie i ...

Bajki

22 czerwca 2025
życie i książki

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 3

4 marca 2023

© 2025 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme