Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
Opowieści rodzinne. Lato

Opowieści rodzinne. Lato – część 3

Posted on 1 października 20231 października 2023 by Ola

Przed „Bezikiem” stała nieduża kolejka. Poranna, po bułki, chleb, drożdżówki. Pomimo sierpniowego słońca wiał zimny wiatr i Paulinka otuliła swoją córkę sweterkiem, nie chciała ryzykować przeziębienia w ostatnie dni wakacji. Sierpniowe poranki były już zapowiedzią jesiennych chłodów, pachniały wilgocią i mgłą.

– Magda, co kupimy, jak myślisz? Weźmiemy bułeczki na śniadanie? – pytała Paulinka swoją okrąglutką córeczkę siedzącą spokojnie w wózeczku. W robionym na drutach kolorowym sweterku malutka wyglądała jak z sielankowego obrazka. Na słowa mamy uśmiechnęła się, pokazując parę zębów i odpowiedziała, machając rączką w kierunku lady:

– Ećki, tak!

– Bułeczki? Dobrze. Weźmiemy dla nas, dla babci i dla taty dwie, dobrze?

– Bobzie – odpowiedziała malutka, po czym z charakterystycznym dla siebie spokojem rozglądała się dalej wokoło. Paulinka przyglądała się córeczce z rozmarzonym uśmiechem. Wciąż zdarzało się jej poczuć zdziwienie i niedowierzanie na myśl, że jest mamą, że to małe stworzonko trzyma jej serce w szachu, że gotowa byłaby zrobić dla niej wszystko!

Na moment pod powiekami Paulina zobaczyła zdjęcia z reportażu, który czytała poprzedniego wieczora. Krótki i rzeczowy wywiad spod polsko-białoruskiej granicy. Zdjęcia mówiły same za siebie. Słowa zmęczonego lekarza, który wspominał o kroplówkach, ciążach, o odwodnionych dzieciach, pijących wodę z leśnych bagien nie wymagały literackiej obudowy. Wobec występującej powszechnie narracji – iż tak właśnie powinno być i dzięki temu jesteśmy bezpieczni – czuła się zagubiona. Tak powinno być? Mam odwracać wzrok? – myślała. Mam traktować tych ludzi z lasu jak żołnierzy, co zgodzili się świadomie na udział w wojnie?

Nasuwało jej się nieprzyjemne porównanie do pewnej sytuacji wojennej, z czasów powstania warszawskiego. Czytała kiedyś, że niemieckie wojska przywiązywały dzieci do swoich czołgów, lub kazali owe czołgi otaczać ludnością cywilną, żeby powstańcy nie mogli i nie chcieli strzelać. Bestialstwo. Dziś widać też ludność cywilna wplątana jest w kryzysy, wojny i walki. Zaplątana w gordyjskie węzły współczesnej polityki. Przypominała też sobie mimowolnie sceny z czytanych przed maturą książek wojennych, gdzie sanitariuszki polskie nie raz obwiązywały bandażami wszystkich rannych, nie patrząc na narodowość. Czy tak właśnie nie należy robić? Czy to nie jest słuszne?

Paulinka nie była typem polityka, nie szukała górnolotnych słów, nie mówiła nic, kiedy nie była pewna swoich racji, kierowała się bardziej swoją intuicją i wrażliwością, i to co działo się ze światem, bardzo jej się nie podobało. W tej krótkiej chwili, kiedy wszystkie smutne myśli przemknęły jej przez głowę, czuła współczucie i tego chciała się trzymać. Nie musiała znać się na polityce, żeby wiedzieć, że ma prawo do zwykłego ludzkiego współczucia.

Miała też dość wyobraźni, by wiedzieć, że los bywa przewrotny. Kiedyś to ona z rodziną mogła znaleźć się w sytuacji bez wyjścia i czekać na czyjąś wyciągniętą do pomocy dłoń. Bez względu na swój kolor skóry i oczu.

Zamyśliła się widać trochę za mocno, bo bezikowy piekarz wyglądał na ciut zniecierpliwionego i pytał po raz kolejny:

– Co podać, halo? Halo?!

– Bu… bułki… poproszę – odpowiedziała spłoszona Paulinka.

­– Bułki. Dwie? Trzy? Dziesięć?! – pan Romuald miał dzisiaj wyraźnie zły humor.

­– Tak. Dziesięć… – szepnęła zaczerwieniona Paulina, z nerwów nie mogła trafić kartą w terminal, a po odebraniu siaty bułek wyszła ze sklepu najszybciej jak umiała. Chciała poczuć orzeźwiający wietrzyk i zapomnieć o swoim zamyśleniu. Przywróciła na twarz uśmiech i cicho powiedziała do córki:

– A to mama sobie znowu nagrabiła. Co my zrobimy z tyloma bułkami? No co?

– Niam, niam. Daj! – Magdusia nie miała wątpliwości, co się robi ze świeżutkimi wypiekami. Wgryzła się w podaną bułeczkę całą siłą swoich paru ząbków. Paulina jeszcze chwilę trwała w myślowym zawieszeniu pomiędzy światami, jeszcze chwilę czuła ukłucia w sercu na myśl, że nie każde dziecko ma prawo do wgryzania się w świeży chleb, kiedy zobaczyła coś, co zupełnie zmieniło tor jej myśli.

Podeszła bliżej drugiej strony ryneczku, tej przy głównej ulicy.

Osłoniła oczy przed słońcem i przyglądała się komuś.

Po drugiej stronie, idąc najwidoczniej z sieciowego sklepu za rondem, szedł jej mąż. Damian powinien być dziś do południa w pracy! Może wyszedł tylko po małe zakupy? Ale przecież zrobiła mu wczoraj kanapki, nawet sałatki dała do plastykowego pojemniczka!

Damian szedł jakoś dziwnie, szybko, z głową mocno pochyloną. Wyglądał, jakby się przemykał ulicą, a nie szedł ze zwykłym serem czy keczupem. Ubrany w bluzę z logo swojego budowlanego sklepu, jakby raczej po prostu wyskoczył po coś z pracy.

Paulinka z jakiegoś powodu nic nie krzyknęła. Nie zawołała męża, nie pomachała mu.

Coś w jego postawie mówiło, że nie byłby zadowolony.

Co się dzieje?

­Powoli ruszyła z wózkiem w stronę domu. Po prostu czuła, że coś jest nie tak i miała nieodparte wrażenie, że mąż jej nic nie wyjaśni.

Ostatnio w ogóle mało rozmawiali, lato mijało Paulinie bardziej na zabawach z Magdą niż na wspólnym odpoczynku z Damianem. On był zmęczony po pracy, więc nie żądała od niego wiele…

Może spróbuje porozmawiać z Józefiną? Teściowa ostatnio zaskakiwała ją zmieniającym się podejściem do życia. Miały  więcej wspólnych tematów do rozmowy niż jeszcze wiosną, kiedy to zwykle wszystko kręciło się wokół tego co na obiad i co robi Magdusia. Józefina kochała wnuczkę, oczywiście, ale nie zasypywała jej już różowymi falbankowymi sukieneczkami, za co Paula była niepomiernie wdzięczna. A sweterki robione na drutach to były istne arcydzieła! Wcześniej nawet nie wiedziała, że teściowa umie takie rzeczy!

Przeszła spokojnie w stronę swojej malutkiej niebieskiej kamieniczki, jednopiętrowej, w przeciwieństwie do wszystkich innych, wyższych, i otworzyła drewniane drzwi. Weszła w chłodną przestrzeń korytarza i zawołała optymistycznie:

– Mamo! Mamy zapas bułek! Możemy poszaleć z pomysłami na śniadanie, obiad i kolację!

Józefina, ubrana w roboczą, codzienną sukienkę i robioną na drutach kolorową kamizelkę, podeszła z uśmiechem do „swoich dziewczyn”, jak je nazywała, i wyplątała wnuczkę z szelek wózka.

­– Zapas bułek? Dobrze, zrobimy grzanki! Takie upieczone na patelni, umaczane…

­– W jajku i mleku? – wpadła jej w słowo Paulina a oczy jej zaświeciły. – Pamiętam takie z dzieciństwa. Jeszcze posypane…

– Cukrem i cynamonem. Dokładnie.

Obie weszły do rozświetlonej porannym słońcem kuchni. Promienie wesoło ślizgały się po przygotowanych talerzykach, odbijały od bursztynowej herbaty w przezroczystym dzbanku. W wakacje na nieśmiałą prośbę Paulinki Józefina zdjęła długie, sięgające ziemi firanki i zastąpiła je roletami. W ten sposób nieco staroświecka kuchnia nabrała przestrzeni, a na tle błyszczącego okna, na parapecie, dumnie pyszniły się kolorami fiołki i pelargonie.

­– Mamo – zaczęła Paulina, upewniając się, że Magdusia raczkuje do swoich zabawek zgromadzonych w kąciku przy stole – myślisz, że Damian… że on…, no, że u niego wszystko w porządku? Bo ostatnio on prawie nie ma czasu z nami usiąść. Mam wrażenie…

­– Oj tam, dziewczyno, nie przesadzaj. Do pracy chodzi, urlopu nie ma, potem na budowę tą waszą nieszczęsną. Zaharowuje się chłopak! Ja tam dalej nie wiem, po co wam ten dom. Ta budowa cała. Ale ty się nie przejmuj, rób jak uważacie – dodała Józefina polubownie.

– Ale na budowie nic się ostatnio nie ruszyło. Byłyśmy na spacerze z Magdą, to przecież piękna okolica na spacery, dalej już są tylko pola ciągnące się do domu pani Zosi i las, no i… chciałam jej pokazać nasz domek. A tam dalej tak samo, jak przed wakacjami.

­– Ale jak to, to niemożliwe! Coś ci się przywidziało! Pewnie w środku się coś robi! – Józefina kręciła głową z niedowierzaniem.

– Tak, coś się robi. Się śpi. – Paulinka schyliła głowę, jakby się zawstydziła, zaczęła nerwowo pocierać dłonie. – Damian był w środku domu, spał na krześle.

– A widzisz! Mówiłam, że zmęczony! Daj mu tam spokój, Damianek solidny chłopak jest i zbuduje ten wasz dom. Zobaczysz.

Paulinka nie powiedziała już, że wokół Damianka leżały puszki po piwie.

W końcu nie było ich tak dużo. Zaledwie parę. Dla zmęczonego organizmu wystarczyło, by zasnąć pijackim snem.

Pewnie teściowa ma rację.

Pewnie nie trzeba się martwić, a ona zawsze sobie znajdzie powód do niepokoju. Dobrze, że nic nie powiedziała o tych puszkach piwa, to na pewno nic nie znaczy.

­Józefina była spokojna. Damianek był solidny po swoim ojcu. Czuła zawsze dumę z męża, że chociaż nie było go dużo w domu, to nigdy nie pił. W przeciwieństwie do połowy mężów ze wsi. Jak ten Waldek od pani Asi. W życiu by nie pozwoliła, żeby jej syn pił!

***

Po przeciwnej stronie ulicy, w niedalekiej kamienicy, Asia z Jasiem też jedli śniadanie. Po bułki był dziś wysłany Jaś, Asia siedziała więc jeszcze w szlafroku, z rozczochranymi włosami i popijała kawę. Bułeczkami delektowała się przez samo patrzenie i przez zapach. Przypominały jej się dawne poranki, jeszcze w starym domu pod lasem, kiedy Zosia była malutka. Kupowała wtedy świeży chleb od sąsiadki, raz na tydzień. Pamięta, jak nawzajem odwracały wzrok od swoich siniaków. Tylko ona w końcu powiedziała dość, sąsiadka nigdy się na to nie zdobyła. Teraz często ściąga swojego chłopa do domu z przeróżnych rowów i taszczy do domu, zanim ktoś nie zawiadomi policji albo pogotowia. Asia zadrżała na samą myśl o takim życiu.

Po śmiertelnym wypadku mamy i Róży na głowie Asi został cały dom. Miała zarabiać, opiekować się córką, zajmować domem, ogrodem, kurami… i jeszcze pijanym Waldkiem. I poradzić sobie z własnym bólem. W pewnym momencie coś w niej po prostu pękło.

Tak nie dało się żyć. Córka i dom były priorytetem, reszta… Reszta sama się prosiła o wyrzucenie. Kury sprzedała. Ogród zostawiła odłogiem, obiecując sobie, że kiedyś może znajdzie nań czas. Pilnowała, żeby nie podpaść w pracy, bo bez wypłaty nie dałyby rady.

Wtedy zrobiła ostateczny krok.

Przygotowała w torbie ubrania męża. Włożyła tam też jego dokumenty, pierścionek zaręczynowy, obrączkę, z którą nie chciała mieć już nic wspólnego, i postawiła wszystko przy zielonych drzwiach. Waldek, kiedy wszedł, w ogóle nic nie zauważył. Od razu powędrował na kanapę w salonie, a Asia obiecała sobie, że tę znienawidzoną kanapę też wkrótce wyrzuci. Woli siedzieć na podłodze.

– Kolację masz? – usłyszała tylko.

Wzięła głęboki oddech. Na pewno tego chce? Nie będzie odwrotu. Będzie coś zupełnie nowego, nieznanego. Nie boi się?

– Nie boję się – szepnęła do siebie.

– Co ty tam, kurde, mamlasz? Daj jeść! No co ty tak stoisz? Co tak te gały wlepiasz?

– No, spróbuj. – Asia podniosła głowę. Pierwszy raz od dawna patrzała Waldkowi w oczy. Zaczerwienione, z trudem skupiające się na jednym punkcie. Poczuła falę żalu do siebie i wielkiej złości, że dała tak się nabrać.

– Spróbuj mnie uderzyć. Dalej! Wal! Zosię też będziesz bił? Taki z ciebie facet?!

– Aśka, co ty, przecież ja… – Waldek zaczął nagle się cofać. Asia nie była pewna, czy cofa bo się przestraszył, czy szuka za plecami czegoś do mocniejszego uderzenia. – No weź, kolację tylko daj, co ty od razu japę drzesz? Zjeść nie można we własnym domu?

– Nie zjesz tu już ani kawałka chleba. Wynoś się.

W oczach Waldka zapłonęło coś złego.

– Jak ty do mnie… Ty… Jesteś taka sama jak twoja durna matka!

– Nie mieszaj w to mojej mamy! Jak śmiesz tak mówić! Ty chamie!

Zanim Asia zdążyła zareagować, Waldek w jednym skoku przybliżył się i złapał ją mocno za ramiona. Potrząsnął nią jak szmacianą lalką.

­– Ja jestem cham? – rzucił jej nienawistnie. – Ja? To ja się zgodziłem być twoim mężem, ja się nie bałem tu żyć! A wszyscy wiedzą, że ten dom jest przeklęty!

Asia nie mogła nic odpowiedzieć. Ledwo oddychała, tak mocno Waldek ją ścisnął. A on, wściekły, ciągnął dalej:

– Myślicie, że ktoś się dał oszukać? Wszyscy wiedzą, że ta cała… Róża, tfu… to niemiecki bękart. Wszyscy! Nikogo nie oszukaliście! Sułkowski mi wszystko opowiedział! Wszyscy wiedzą! To my was lepiej oszukaliśmy, cha, cha!

Waldek puścił Asię i zaśmiał się, zabrzmiało to szaleńczo. Jak reszta jego opowieści.

– Wiesz, co zrobiliśmy?

Asia czuła, że nie chce nic już słyszeć, że chce zatkać sobie uszy. Zniknąć. Ale wciąż stała w progu pomiędzy salonem a kuchnią i nie mogła się ruszyć. A on opowiadał. O tym, jak założyli się kiedyś przy butelce, w paru chłopa ze wsi, że wypędzą to niemieckie nasienie z ich wsi. Że nie będzie im żadna niemiecka szumowina pluć w twarz! A wszyscy wiedzieli, że jak ona spojrzała tym swoim dzikim wzrokiem na kogoś, to go zaraz jakie nieszczęście dopadało! To oni pozbyli się tego plugastwa z polskiej ziemi!

Asia nie była w stanie nic powiedzieć. Słowa Waldka były niedorzeczne, to jakaś pijacka paplanina. To wymysły chorej głowy. Czemu ona tego wcześniej nie widziała? Przecież ten człowiek jest chory!

Powoli, jak w zwolnionym tempie, czując się napięta do granic możliwości, podeszła do torby, w której miała przygotowane rzeczy męża. Waldek szedł za nią, potok słów wciąż się z niego wylewał, jakby nie mógł przestać mówić:

– Ona musiała zginąć, zanim by nas zniszczyła wszystkich… My was uratowali! Całą wieś! Przed niemiecką wiedźmą! Bękart pokraczny! Twoja mama nie miała wtedy jechać, ale trudno, sama chciała. Trzeba było dać też waszej Róży zdechnąć za dzieciaka, to mamusia by żyła dalej! Cha, cha, cha! A co ty tu masz? Co ty mi dajesz? Co to jest?

– To twoja torba. Twoje rzeczy. Wynoś się.

Asi głos był zachrypnięty i ledwo słyszalny. W korytarzu zapadła cisza. Waldek przewracał rzeczy w torbie, sprawdzając, co tam jest. Ona odwróciła się, niemal na oślep dotarła do kuchni i zlewu. Czuła, że jest jej niedobrze. Strasznie niedobrze.

Na dźwięk wymiotów dochodzący z kuchni Waldek skrzywił się z niesmakiem. Znalazł właśnie w torbie obrączkę, schował do kieszeni, chwycił torbę i nie patrząc za siebie wyszedł.

Asia resztką sił umyła twarz. Weszła do pokoiku Zosieńki, która, o dziwo, wszystko przespała.

Położyła się obok córki, przytuliła do jej plecków i leżała, aż nie zaczął się nowy dzień.

Żywego Waldka nie zobaczyła już nigdy.

Niedługo później została wezwana na identyfikację zwłok, potwierdziła, że znalezione ciało należało do jej męża. Zginął od dźgnięcia nożem w bójce.

Musiała jeszcze rozmówić się z Sułkowską.

– Hej, kochanie – usłyszała nagle Asia siedząca przy stole, w kamienicy, Asia mająca to wszystko już dawno za sobą. Jaś cierpliwie czekał, aż wspomnienia ulecą a jego żona-nie-żona wróci do siebie.

Czasami dopadały ją zjawy z przeszłości.

– Wiesz – usłyszał jeszcze jej przepełniony bólem głos. – Muszę w końcu porozmawiać z dziewczynkami. Zwłaszcza z Zosią. Ona nigdy nie pytała o… o swojego… no wiesz, tatę… A ja nigdy nie zaczynałam tego tematu. Najwyższy czas to zmienić.

– Pomogę ci. A teraz proszę, zjedz i posłuchaj, wiadomości. Są tak okropne, że zapomnisz o swoich drobnych przeżyciach, no słuchaj tylko!

Asia prychnęła pod nosem, ale zły nastrój prysł. Do kuchni wróciło sierpniowe słońce.

Nawigacja wpisu

← Opowieści rodzinne. Lato – część 2
Opowieści rodzinne. Babie lato – część 4 →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach
  • dziś jest tylko wyrazem
  • Bajki

Archiwa blogowe:

  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, troch Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, trochę obok Leśmiana,  ale tak bardziej w mrok, gdzie pod nogami pałętają się koty, jeże, w bibliotece wszystko wszak może się zdarzyć, jesienny zachód słońca też, nicości, byt z niebytem się mylą, a ja obok stoję i przypatruję się przelatującym gawronom, pomiędzy istnieniem a jego odwrotnością, wyciągam z regału Rymkiewicza, na los się zdaję, oj, to nie jest najlepszy pomysł... 
@w.dziurawych.trampkach - wybrałam te jesienne ogrody, proszę bardzo:)
_________________________
Jarosław Marek Rymkiewicz
Zachód słońca w Milanówku
Wyd. Sic!
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #jarosławmarekrymkiewicz #zachódsłońcawmilanówku
Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życi Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życio-pisarek. Czytałam Książkę o miłości, czytałam Hałas, teraz Najgorszego człowieka i uważam że nikt poza Halber nie umiałby pisać jak Halber. I już. Ja tą szczerość i odzieranie warstw biorę i zachłannie czytam.
O czym jest #najgorszyczłowieknaświecie pisał swego czasu cały bookstagram, pod tym hasztagiem jest mnóstwo opisów, ja już tylko dodam swój stary wierszyk o kocie, bo pasuje do okładki:

Mam takiego kotka
Mały dość jest, nieporadny, 
nawet chwilami zabawny 
Balkon na czwartym piętrze 
wydaje mu się idealny 
do skakania przy barierkach

Chyba nie wie co to lęk

Przychodzi 
i bez pytania czy może 
każe się głaskać 

On naprawdę nie wie 
Co to lęk

PS. Tak, to jest książka o lęku. 
Czytaliście? Lubicie ten styl pisania?
______________________________
Małgorzata Halber 
@mroczny_msciciel 
Najgorszy człowiek na świecie 
Wyd. Znak Literanova 
@znak_literanova 
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram  #małgorzatahalber #znakliteranova
Bajka na dobranoc to nowy projekt bajkowy, który n Bajka na dobranoc to nowy projekt bajkowy, który nam przyjemność przedstawić. Zanim przejdę do szczegółów, to powiem jedno: od września czytam dzieciom opowieści z tego cyklu i podoba się nam. A to najważniejsze. 

Cóż to jest, ów projekt i cykl?
Otóż Mateusz Racut - twórca Bajki na dobranoc - zaprasza nas do Lasu Mądrości, a tam czekają naprawdę sympatyczni bohaterowie: Lisek Dobrusek, Żabka Fajtłapka, Sowa Wiedzulka i inni. Przeżywają swoje leśne i życiowe problemy, raz będzie to złość i zazdrość, raz samotność, raz problemy ze zdrowiem... No samo życie, nieprawdaż? 
I cała magia bajek z Lasu polega teraz na tym, że problemy można rozwiązać... bez czarów. Żabka, Lisek, Dzik, Mrówka uczą się rozmawiać, oddychać, zastanawiać nad daną sytuacją a Lisek Dobrusek zawsze zapisuje w swoim pamiętniku, czego się dziś nauczył. I jest w tym piękna prostota, którą lubią dzieci. Lubią też powtarzalność bajek, ich przewidywalność i ciepło, które kryje się także w literackim języku opowiastek. 

Last but not least - są też kolorowanki do wydruku i wersje audio - taki bonus:) 

Nie poznałabym Liska Dobruska, gdyby nie propozycja współpracy ze strony twórcy - za co teraz naprawdę dziękuję. Po paru dobrych tygodniach sprawdzania i testowania - polecam. Polecamy! Bo dzieciaki-przedszkolaki najbardziej :) 

www.bajkanadobranoc.com
______________________
#gdziespomiedzy
#bookstagram #literaturadladzieci #współpraca #mateuszracut #bajkanadobranoc #całapolskaczytadzieciom
Lubię świat z wierszy Małgorzaty Lebdy. Bliskie j Lubię świat z wierszy Małgorzaty Lebdy. 
Bliskie jest mi szukanie słów na opisanie życia tu i teraz, ale także gdzieś z boku. Chwile które stają się metaforą, lub też zupełnie na odwrót - szukanie tego, co najprostsze, już bardziej przecież o codzienności i to tak do kości się nie da. 
Właśnie tak, posłuchajcie: "możliwe, że chodziło o proste sprawy: pokryte rdzą brzozy, jary, w których rodziła się noc (...). I jeszcze to: słowa, te, co robią nam w środku radykalne rzeczy". 
Możliwe wszak, że chodzi właśnie o to.

"I czytanie wierszy, czytanie wierszy, czytanie wierszy na głos".

Rytmiczne, uspokajające staccato...
________________________
Małgorzata Lebda
Mer de Glace
Wyd. Warstwy
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #małgorzatalebda #merdeglace #wydawnictwowarstwy
Dobre to było kryminalne czytanie, muszę przyznać. Dobre to było kryminalne czytanie, muszę przyznać. Takie wyważone - akcja, groza i humor w proporcjach, które pozwalają zanurzyć się w książce z przyjemnością.

A sama historia oparta jest najpierw o opowieści  rodzinne, sięgające jeszcze czasów powstania styczniowego, potem autor sięga po opowieści i kroniki kryminalne, dodaje też parę legend z gór świętokrzyskich. 
Siembieda scala to wszystko historią dwóch zwaśnionych rodzin, dla których honor = zemsta i kto tego równania nie rozumie, to do rodziny nie należy, koniec kropka. Ech, Jadźka, mogłaś pokochać kogo innego, a tak to szekspirowski dramat się ułożył... 

Dodam, że nie jest to właściwie typowy kryminał, trochę się wymyka gdzieś obok, powiedziałabym bardziej: opowieść kryminalna. Z panoramą zawieruchy dziejów w tle, bo jak na powstaniu styczniowym się zaczęło, tak kończy się w czasach programu Temat dla reportera. Nie szukamy z komisarzami sprawcy, nie grzebiemy z detektywami czy profilerami w głowach morderców - bo wiemy co i kto. A jednak zostajemy z pytaniem o tę naszą ludzką naturę... 

I z obrazem wosku skapującego z gromnicy, kiedy zostaje wydany wyrok.

Jesienna polecajka - jak najbardziej!

@znak_literanova @monika_i_ksiazki - współpraca barterowa - i to udana, dziękuję :) 
____________________________
Maciej Siembieda 
@maciejsiembieda
Gołoborze
Wyd. Znak Literanova
#wspolpracabarterowa
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #maciejsiembieda #gołoborze #maciejsiembiedagołoborze
#wydawnictwoznakliteranova
Jak zadbać o siebie, kiedy w dzieciństwie nikt cię Jak zadbać o siebie, kiedy w dzieciństwie nikt cię tego nie nauczył - próba odpowiedzi. 
Próba, bo to pytanie na które nie będzie jednej prostej odpowiedzi. 

Więc - czy to próba udana? 

Dla mnie tak. Poradnik Niewidzialne rany mogę spokojnie polecać, jeżeli szukacie książkowo-fachowej pomocy w zakresie uporania się z dorastaniem w dysfunkcyjnym domu. 
Bez ckliwości, konkretnie o problemach w dorosłym życiu, kiedy dzieciństwo nie zapewniło ci stabilności emocjonalnej i kiedy wciąż jedną nogą - a raczej częścią umysłu - w tym rodzinnym domu tkwisz. 

"Chcę pokazać mechanizmy, zależności i schematy, które posłużą ci do stworzenia instrukcji obsługi własnej głowy" - pisze we wstępie autorka. Nie obiecuje różów ani brokatów na nowej ścieżce życia, ale mówi: spróbuj się sobie przyjrzeć z boku, daj sobie szansę. Przeczytaj, czemu się boisz, czemu wciąż jesteś przekonana o swojej "beznadziejności", a jak trzeba to idź też na terapię, przegadaj to swoje życie, daj sobie przyzwolenie na pomoc.

Warto zwrócić uwagę, że nie jest to akt oskarżenia wobec rodziców, nie - cała uwaga skupiona jest na próbie zrozumienia, przyjęcia pewnych faktów i zdecydowania się na takie życie, które nie będzie już uwięzieniem w przeszłości. 

Poradnik o odzyskiwaniu równowagi, nie dzięki magicznym plasterkom, a dzięki wiedzy z zakresu psychologii. 
Więc ja mówię: tak. Polecajka - jeśli potrzebujesz. 

#współpracabarterowa z @wydawnictwo_publicat
_____________________
Niewidzialne rany
Andżelika Dominiak-Banach
@andzelika.dominiak_psycholog
Wyd. Publicat
Ilustracje: Patrycja Niewiadomska
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #niewidzialnerany #andżelikadominiakbanach  #wydawnictwopublicat
Arabeski to rodzaj wypełnienia, tło, ozdobne motyw Arabeski to rodzaj wypełnienia, tło, ozdobne motywy - coś co nie jest głównym obrazem. Mikroświaty. 
Opowiadane mimochodem, przyuważone, tu ślub, tu szpital, tam sprzątanie, albo ta smutna randka w hotelu, dzieciaki, którym zawozi się puszki i konserwy, przecież wojna, ale też przecież zwyczajne życie...
Ślady i zapiski spomiędzy światów ważniejszych i bardziej zrozumiałych: frontu i codzienności. 
Kiedy nachodzą na siebie, wszystko staje się inne. Niepasujące. Poprzesuwane.
Czytanie takich książek staje się rodzajem  współodczuwania, trudno z tych opowiadań wyjść. I to jeszcze w taki na przykład złoty październik sobie wyjść, ale warto je przeczytać, naprawdę.
Przynajmniej ja tak myślę;)

A wypożyczone są Arabeski z biblioteki, przypadkiem, kiedy tak chciałam już nic nowego nie brać, ach te postanowienia...
____________________________
Arabeski
Serhij Żadan
Tłum. Michał Petryk 
Wyd. Czarne
_____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #arabeski #serhijżadan #wydawnictwoczarne
Sięgnęłam po Złodziei bzu, bo akurat miałam na tel Sięgnęłam po Złodziei bzu, bo akurat miałam na telefonie. A miałam bo kiedyś naczytałam się, że "czytajcie, czytajcie, będzie fajnie!".
No i nie, nie było fajnie, składam reklamację! I skargę i zażalenie. I ja się tak nie bawię i już.
Po pierwsze - nie było ostrzeżenia, że to parodia. Zdążyłam się pierdyliard razy oburzyć, zanim dotarło do mnie, że to groteska, parodia właśnie, że to Nic śmiesznego z innymi rekwizytami, że to Kariera Nikosia Dyzmy choć z innym tłem. Z wąsem Wałęsy.
Dopiero tak ustawiona perspektywa pozwoliła mi czytać spokojnie.
Po drugie - wcale i tak nie czytało się spokojnie, bo główny bohater to strasznie antypatyczna postać. Wkurzająca.
Po trzecie - wkurzam się na siebie, bo może wychodzi ze mnie jakaś, omatkobosko, dulszczyzna??? Jakieś kołtuny mam do rozplątania? Nie umiem sama z siebie się pośmiać? Cha, cha, cha. Właśnie że umiem. 
Po piąte i dziesiąte - żeby bez śmierdział zgnilizną - to już przesada. Totalnie. Tu już czuję się urażona do żywego! 

W każdym razie dzieje rodziny z Wołynia w naprawdę innym ujęciu, nietypowo. 

Kto teraz też chce przeczytać?? 😂
________________________
Złodzieje bzu
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Wyd. Noir sur Blanc
________________________
#gdziespomiedzy
#bookstagram #złodziejebzu #hubertklimkodobrzaniecki #noirsurblanc
Mój Instagram

życie i ...

O marzeniach i życzeniach

30 grudnia 2022
życie i książki

Współprace książkowe

31 stycznia 2024
życie i książki

Czyste okna, nadzieja, okapi i inne zwierzątka. Alleluja!

14 kwietnia 2022
życie i ...

Świąteczne opowiadanie

23 grudnia 2021
życie i problemy

List do naszych dzieci

13 maja 2022
życie i książki

Czytamy dzieciom – część 3

24 lipca 2022
życie i książki

Opowieści rodzinne. Babie lato – część 4

8 października 2023
życie i problemy

Rozmyślania o depresji dzieci i młodzieży

23 marca 2023
życie i problemy

Dziennik pokładowy

29 stycznia 2022
życie i problemy

Rozum a emocje. O wychowaniu – część 3.

21 sierpnia 2022

© 2025 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme