Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
babie lato, mgła, krzaczek, poranne niebo, łąka, zdjęcie dosyć ponure i ciemne, ilustracja do opowieści rodzinne

Opowieści rodzinne. Babie lato – część 4

Posted on 8 października 20238 października 2023 by Ola

Zosia kolejny raz przewróciła się z boku na bok.

Nie, tak też niewygodnie.

Przykryła się i zaraz nerwowo odrzuciła kołdrę.

To bez sensu, pomyślała. Nie mogła zasnąć, koniec, kropka. Szkoda czasu na wiercenie się w łóżku. Już lepiej coś poczytać, może obejrzeć… Albo chociaż spokojnie pomyśleć.

Zosia wstała z łóżka, założyła ciepłe skarpetki, bo nocny chłód końca lata już się wdzierał do domu i podłogi były zimne jak lód, i podreptała do kuchni. Po drodze zgarnęła jeszcze długi, wełniany sweter. Przeszła przez ciemny korytarz, mijając schody i lustro obwieszone girlandami z okazji urodzin Julki. Zapalając tylko malutkie światło nad kuchenką nastawiła czajnik i przygotowała kubek. Wrzuciła do środka torebkę melisy do zaparzenia i chuchając sobie w ręce czekała, aż woda się zagotuje. Kurdzibąk, pomyślała, naprawdę trzeba zrobić remont. Całe ciepło gdzieś ucieka, znów wydadzą fortunę na ogrzewanie! A ceny ostatnio zatrważające… Spojrzała na karteczki ze swojego wakacyjnego planu „Nowa ja”, przyczepione do korkowej tablicy na ścianie. Ze wszystkich swoich wielkich planów zrealizowała zaledwie jeden punkt – Sławcio z Julką mają odświeżony pokój, przemalowany, zrobili porządek z zabawkami, których już nie używali, a Robert wstawił długie, podwójne biurko dla przyszłych uczniów. Sławek wprawdzie jeszcze rok został w zerówce, Julka poszła do pierwszej klasy, ale biurko jest już dla nich obydwóch. Sławek nie był jeszcze do końca gotowy na szkolne trudności, w końcu nie są z siostrą bliźniakami, Julka jest rok starsza. Wczoraj, w ostatni dzień wakacji, miała siódme urodzinki. Sławek będzie miał sześć lat w listopadzie.

Zosia zalała herbatę i przeszła z kubkiem do saloniku. Usiadła na kanapie i zapatrzyła się w ciemny ogród za oknem.

Nie dziwiła się, że nie może zasnąć.

Zbyt wiele myśli kłębiło jej się w głowie. Przeskakiwały z jednego problemu na drugi, jak nakręcone. Powoli popijając meliskę, Zosia próbowała uporządkować ten chaos w głowie. Rozdzielić problemy na pojedyncze. Na pasma, z którymi dałaby sobie radę.

Największym i najbardziej skłębionym problemem, który jednocześnie Zosia starała się zepchnąć najdalej w głąb umysłu, była rozmowa z mamą. Też się Asi zebrało na zwierzenia, pomyślała Zośka, zdenerwowana. Tyle lat nic, cisza, zaciśnięte usta, kamienna twarz, a tu nagle, proszę, chodźcie, musimy pogadać. I to jeszcze akurat w urodziny Julki! Po prostu super! Dobrze, że Alicja też była, bo pochmurna mina Zosi nie ułatwiała mamie rozmowy.

Ale teraz przynajmniej wszystko wie. Tylko czy to jej było potrzebne? Przez całe życie miała przekonanie, że jej rodzina to po prostu mama i ona, potem, jak już była nastolatką, to pojawił się Jaś, urodziła się Alicja, było dobrze. A teraz cała ta historia z jej ojcem.

Cholera jasna, jej ojciec był alkoholikiem i do tego bił mamę. Zosia wcale się nie dziwiła, że Asia wyrzuciła go z domu, nie mam jej tego za złe, myślała. Nie pamiętam Waldka, nigdy nie miałam żadnych przebłysków, wspomnień… Nic. Pamiętam, że próbowałam pytać mamę, czemu nie mają taty, jak inne dzieci, ale po jakimś czasie przestałam. Mama robiła się zachmurzona i nerwowa. Nigdy nie przyprowadzała do domu żadnych innych facetów. W szkole też nikt nie pytał. Cholera, pewnie inni wiedzieli, tylko ja nigdy nic nie usłyszałam! Musiały być jakieś plotki! I co ja mam teraz z tym zrobić?! Aśka, nie mogłaś sobie tej opowieści darować? Chciałaś mnie uszczęśliwić na siłę, czy co? Mam się teraz fajnie czuć, że jestem córką pijaka i furiata? Do szczęścia mi ta wiedza potrzebna?!

Mój ojciec… Pewnie na początku nie był taki zły, w końcu mama jakoś się w nim zakochała… Ale babcia nie lubiła go od początku. Mama mówiła, że babcia próbowała jej przemówić do rozsądku, że to w głębi duszy nikt dobry. A mama pewnie tak uparta jak ja, nigdy nikogo nie słuchała, mam to po niej! A co mam po nim?… Co mam w genach po pijaku? Ech, szkoda czasu na te rozmyślania…

Gdyby Zosia przerwała wewnętrzną tyradę i wsłuchała się w spokojniejsze głosiki w swojej głowie, usłyszałaby, co się działo w jej życiu po tym, jak ojciec zniknął a ona nigdy nie usłyszała dlaczego. Usłyszałaby od samej siebie opowieść o nieufności do ludzi. O zamknięciu się. Usłyszałaby i zrozumiała, czemu tak często nie umie spokojnie porozmawiać z Robertem. Czemu przypisuje mu gorsze intencje. Zrozumiałaby, ile nosi w sobie gniewu.

Przyjdzie jeszcze czas, kiedy Zosia Halska posłucha tej spokojniejszej siebie. Odnajdzie drogę do pogodzenia się z samą sobą. Być może jej „nowe ja” kryje się właśnie na tej drodze…

Długo tak siedziała na kanapie w saloniku. Kolejne pasma problemów czekały na roztrząśnięcie i przeczesanie. Ułożenie. Rozplątanie. 

Myśli popłynęły w stronę choroby Jędrka. Byli poumawiani na kolejne badania. A wczoraj zrobiła pierwszy bezglutenowy tort, dało się zjeść! Wszyscy powoli przyzwyczajali się do nowej sytuacji. Ale teraz zacznie się szkoła i nie będzie już podjadania paluszków na przerwie, częstowania się cukierkami na urodziny, wpadania do sklepiku po byle co. Czy on da sobie radę? Czy nie będzie smutny?

A Hania?! Zosia zaczęła wiercić się z nerwów na kanapie, w końcu wstała i podeszła do okna. Hania w tym roku wybrała studia i zaskoczyła wszystkich, bo nie były to żadne studia artystyczne, a socjologia. Socjologia! Co to dziecko będzie robić z takim dyplomem?! Już lepiej mogła rok poczekać, pomyśleć i pojechać nawet do tych Włoch czy gdzieś, myślała zgryźliwie mama dorosłej córki. Bożesz ty mój, socjologia… Ale ingerować nie zamierzała. Wolny wybór to zawsze była ważna sprawa w życiu rodziny Halskich i nikt nie wyobrażał sobie układania życia przez innych. Cóż, taki los starej mamy, denerwować się dziećmi nawet gdy one już są dorosłe.

Julka rosła jak na drożdżach, zachowując jednak wciąż swój niezmącony optymizm. Często uśmiechnięta, opiekująca się bratem, zdawała się pozbawiona wewnętrznych rozterek i smutków. Coś jednak przyjdzie na pewno, myślała Zosia. Żeby to nie było nic, co zniszczy jej dzielnego ducha! Nie zabierze uśmiechu! Żeby to był jeden gorszy dzień, dziura w spodniach, kanapka, której nie będzie chciała zjeść… Nic innego. Niech to będą zwykłe, codzienne rzeczy. Podobno dzieci mają swojego Boga, niech on czuwa nad ich szczęśliwym dzieciństwem. Niech zbierają siły, żeby z dobrych wspomnień czerpać siłę do zmagań z dorosłym życiem. A czy ja mam te siły?, zaczęła się zastanawiać Zosia. Z czego ja mam teraz czerpać siły?

Noc trwała. Jeszcze potrwa, zacznie się nowy dzień. Pierwszy dzień nowego roku szkolnego. Za chwilę będzie szukanie wyprasowanej bluzki, nerwy, czy zdążą, spotkanie z nową panią, atmosfera oczekiwania, ekscytacji, szkolny hałas. Za chwilę. Teraz Zosia z pustym już kubkiem w dłoniach, zawinięta na kanapie w salonie w kocyk, wpatrywała się w ciemność za oknem. Noc była ciemna i pochmurna. Ogród ani las za płotem domu Halskich nie były niczym oświetlone. W tej nocnej ciemności czasem rozlegał się świergot pierwszych ptaków, trzaskały gałązki potrącone cieniem przechodzących zwierząt. Czasem zaszeleściły liście i trawy, kiedy przechodziły po nich cienie z przeszłości, zjawy. Zostawiały za sobą szare smugi, najpierw świetliste, potem coraz bardziej cieniutkie, ledwo widoczne, jak nitki pajęczyn babiego lata. Pajęczyny zdawały się oplatać cały ogród, krzyżowały się, rozbiegały, zawracały. Okrążały. Wyciągały się w stronę okna, chciały wejść do domu, rozsnuć się po pokojach, po snach… Nagle całą tą misterną pajęczą siecią coś wstrząsnęło, raz i drugi. Wszystkie nitki zadrgały, jakby przestraszone. Przez chwilę zapanowała cisza; cisza, która wessała w siebie nawet odgłos oddechu. Potem Zosia usłyszała cichutki płacz. Usłyszała samotność, strach, rozpacz. I wściekłość. Cała pajęczyna zadrgała ponownie, tym razem drgania były szybkie, jedno po drugim, jakby ktoś biegł  po cieniutkich srebrnych nitkach. Dziwny odgłos płaczu, który coraz bardziej przypominał już tylko wściekłość, zbliżał się, narastał. Zosia w panice zaczęła w końcu myśleć o ucieczce, po pajęczynie mógł biec przecież tylko pająk, ale jaki pająk tak krzyczy, przemogła paraliż, całą siłę woli włożyła w poruszenie nogami, żeby tylko zejść z kanapy, wyjść z salonu, gdzie uciec? Do Roberta? Do góry, do dzieci? A jeśli sprowadzi na nich niebezpieczeństwo? Będę uciekać jak najdalej przed siebie, niech to coś goni tylko mnie! Hej! Tu jestem! Złap… –

Zosia nie dokończyła ostatniej myśli. Z gwałtownym ruchem nóg obudziła się na kanapie, cały czas ściskając w ręku pusty kubek. Zamknęła oczy jeszcze raz i powoli uspokajała rytm oddechu. Czekała aż przestanie tak mocno walić jej serce, czuła je w całym ciele.

Za oknem było już prawie jasno. Srebrne nitki babiego lata snuły się po trawie, między gałęziami, zupełnie zwyczajnie. Małe pająki kryły się gdzieś w ich głębi, czekając na nieostrożne muchy. Trawa lśniła od rosy, a ptaki już stanowczo nawoływały do rozpoczęcia nowego dnia.

 

 

zamglona droga do: jesienne opowiadanie oraz ilustracja do: opowieści rodzinne. Mgła, droga między płotem a lasem

– Halo, Alicja? Masz chwilę czasu? Czy Mikołaj…

– Hej, Zośka. Mam chwilę, Mikołaj jest ze swoim dzielnym ojcem. Dzielnym, bo wziął go na plac zabaw. Chyba nie wie, ile to będzie gonienia! I zgadnij, kto się pierwszy zmęczy!

– Na pewno nie twój synek, zgadłam?

– Dokładnie. Ale! Czekałam na twój telefon.

– Czekałaś?

– Zośka, przestań, po tych mamy rewelacjach na urodzinach Julki to ty musisz się wygadać. Musi to w tobie siedzieć. Ja może i jestem na urlopie z dzieckiem, ale zawodu nie mam zamiaru zmieniać. Więc jako psycholożka…

– Dobra, pani psycholog, już daj spokój. Wcale nie chciałam o tym mówić. Nawet myśleć o tym nie chcę.

– …

– Nie wierzysz mi?

– No nie. Ale dobra, to z czym dzwonisz?

– …

– Teraz ty milczysz. Zośka, tak nie można! Nie…

– Alicja, dobra już. Nie pouczaj mnie, małolato. Co ty w tym wieku wiesz o życiu. Słuchaj, dzwonię, bo miałam dziwny sen. Śniło mi się, że jestem pająkiem. Albo nie, raczej, że gonił mnie jakiś pająk. W każdym razie była tam pajęczyna, a ja się tak strasznie w tym śnie bałam, Jezu, jak ja się bałam! Myślisz, że to taki sen, że ja powinnam jednak iść na jakąś terapię? Jak myślisz, małolato?

– A ty jak myślisz?

– No kurdzibąk, ciebie pytam!

– Zośka, nie powiem ci tak, czy nie. Nie wyślę cię na siłę, jak ty sama nie będziesz chciała, to nic z tego. Co oprócz strachu czułaś w tym  śnie? Coś pamiętasz jeszcze?

– Taki wielki smutek jeszcze. I… I nic więcej. Ale wrażenie było okropne. Jak się obudziłam, myślałam, że zwariowałam. Przestraszyłam się.

– A jak myślisz czego się przestraszyłaś? Przecież to tylko głupi sen.

– No właśnie! Myślisz, że wszystko ze mną w porządku?

– A ty myślisz, że wszystko z tobą w porządku?

– Jezu, Alicja, zaraz trzasnę tym telefonem! Nie możesz normalnie odpowiedzieć na moje pytania?!

– Nie mogę.

– A dlaczegóż to, jasnie pani wszystkowiedząca psycholog?

– Właśnie dlatego, że jestem psycholożką. I może o życiu nie wiem, tyle co ty, ale na swojej pracy się znam. I nie odpowiem na twoje pytania, bo to są… właśnie twoje pytania. Ty musisz na nie odpowiedzieć. Myślę, że nie zwariowałaś, nie masz zaburzeń do leczenia psychiatrycznego, przynajmniej ja tego nie widzę, ale masz mnóstwo nieprzepracowanych spraw w głowie. Twojej głowie. To ty sama musisz je poukładać. Psychoterapia to są, Zosiu, głównie pytania, na które musisz sama odpowiedzieć. Terapeuta będzie z tobą rozmawiał, wskazywał jakieś drogi, coś wyjaśniał, ale nikt za ciebie na twoje pytania nie odpowie.

– Alicja…

– No dalej, wyżyj się na mnie. Przyzwyczaiłam się, dam radę.

– No weź. Przepraszam.

– Halo? Coś zakłóca, możesz głośniej?!

– Nie przesadzaj, przepraszam. Wiem, że czasem jestem wredna. Daj mi numer do jakiegoś dobrego, tego, no, terapeuty. Spróbuję.

– To ja spróbuję znaleźć takiego, co sobie z tobą poradzi. Musi być co najmniej tak wredny jak ty. Poszukam, obiecuję. I…

– I co?

– I dobrze, że zrobiłaś ten krok. Czekałam na to. Kocham cię. Mikołaj, już jesteście! Szybko wam to poszło, chłopaki! Zosiu, pa, ja kończę, trzymaj się! Masz całusy od umorusanego siostrzeńca!

opowieści rodzinne - ilustracja liści płynących w rzece, odbija się tez drzewo, jest już prawie jesiennie, babie lato

Nawigacja wpisu

← Opowieści rodzinne. Lato – część 3
Niedoskonałość. →

1 thought on “Opowieści rodzinne. Babie lato – część 4”

  1. Hanna Dominik pisze:
    10 października 2023 o 20:19

    Masz rację Olu taki to już los starej Mamy przejmować się swoimi dziećmi w każdym wieku. Trzymam kciuki za Zosię i żeby terapia się udała!!!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Topografia pamięci - trafny tytuł. Ta książka pop Topografia pamięci - trafny tytuł. 
Ta książka poprowadziła mnie po śladach wspomnień Martina Pollacka, ale także po śladach własnych... Poczułam się jak za młodych lat, kiedy w sobotę siadałam w kuchni za stołem i czytałam weekendowy dodatek Gazety Wyborczej, ten z esejami, dyskusjami, fragmentami książek (Lektury nadobowiązkowe Szymborskiej, ktoś pamięta? Kto się przyzna, że też taki stary?). Miałam nawet przez chwilę manię zbierania ciekawszych artykułów, ale na nic to, bo ostatecznie myszy wszystko przeżarły. 
Podobne odczucia towarzyszyły mi przy tej książce - ktoś mądry chce się podzielić z czytelnikiem swoimi przemyśleniami o historii, chce budzić sumienie, chce ostrzec - tylko ja już nie mam tej wiary, że to coś da. Że świat słucha. 
Cóż, myszy się za to cieszą z kolejnej porcji makulatury... 
Ale zostawiam wpis o Topografii pamięci - mimo wszystko - czytajmy! Nie zapominajmy. 

"Co to takiego, co każe tym ludziom sznurować usta? Strach? Przed czym? Przed mordercami i ich następcami? Dlaczego miano by się ich bać jeszcze dzisiaj? A może to strach przed upiorami przeszłości? A przecież wiemy, że nie da się tego zażegnać milczeniem. Wprost przeciwnie".
_____________________
Topografia pamięci 
Martin Pollack
Wyd. Czarne
Tłum. Karolina Niedenthal
_______________________
#gdziespomiedzy
#topografiapamięci #martinpollack #seriasulina #wydawnictwoczarne
Opowiadania o niczym szczególnym. Takie z pobocza. Opowiadania o niczym szczególnym. Takie z pobocza.
Gubione, zbierane...
Dmuchawcowe, to może też z łąki.
I bardzo ładne.

Czasami chcemy, żeby czytana książka nami wstrząsnęła, uderzyła w to zamarznięte morze, ale czasami też - tego właśnie nie chcemy. Tylko mądrego spokoju, i dobrej opowieści. Wtedy Nieuzasadnione poczucie jest jak taka właśnie  opowieść.
____________________
Nieuzasadnione poczucie szczęścia 
Tomasz Tyczyński
@wydawnictwo.nisza 
_______________________
#gdziespomiedzy #nieuzasadnionepoczucieszczęścia #tomasztyczyński #wydawnictwonisza
Kolory, gdzie kolory?! Tam gdzie je sobie sami wyd Kolory, gdzie kolory?!
Tam gdzie je sobie sami wydrzemy i wydziergamy. Albo wyczytamy, u mnie ostatnio dużo powieści i kryminałów.
Anna Kańtoch, na przykład, Łaska - kryminał z pokojem nauczycielskim w tle, od razu bardziej znajomo się człowiek czuje:) 

A z drugiej strony Niewidzialne miasta Calvino. Podczytuję w pociągach i od razu robi się mniej realnie... I tak jest dobrze. 

Mniej realności to dobre hasło na luty.

#gdziespomiedzy 
#pierdolićzimę
Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko t Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko trafić mi na coś naprawdę ciekawego... Dlatego na opowieść Małgosi Cudak rzuciłam się już w sprzedaży przedpremierowej, szaleństwo, ale tak - tęskniłam za dobrą książką z zakresu literatury dziecięcej.
I moja wiedźmowa intuicja dobrze mi podpowiedziała... Posłuchajcie:
Jest tu rodzeństwo, Małgosia i Jaś, jest ich zapracowany tata któremu brakuje czasu, i mama co czuje się ściśnięta w życiu jak w przyciasnym fartuszku. 
I jest splot wydarzeń, który sprawia, że dzieci trafiają do chatki Baby Jagi w środku lasu.

"Jesteście w samą porę, najwyższy czas. Jeszcze trochę, a byłoby za późno". 

Na szczęście nie jest. Wszak zegar pokazuje, że mamy jeszcze chwilę do końca bajki. Małgosia, Janek i Babcia razem czarują: sprzątają, piorą wielkie pantalony (i wielkie koszule, takie co pomieszczą marzenia), robią ciastka, rozpalają piec, rozmawiają, tik-tak, tik-tak, zegar tyka spokojnie, "nic nie gubi się, nie znika, lecz wzajemnie się przenika". Dzieci uczą się, a raczej przypominają sobie i całej rodzinie, co jest najważniejsze.

A wiecie co Babcia trzyma w szafie? 
Ja wiem:)))

I taką bajkę naprawdę polecam. Tak jak wcześniej Latający dom i inne bajki czy Małą księgę mieszkańców puszczy tej samej autorki. Po prostu dobre, taka literatura piękna w zakresie dziecięcym...

Polecany wiek: 5+ (Małgosia ma tu 7 lat, Jaś 5)
_______________________
Na zegarze wpół do bajki
Małgorzata Cudak
Ilustracje: Agnieszka Pradelok
Wyd. Na Stronie Bajki
_______________________
#gdziespomiedzy
#nastroniebajki
#nazegarzewpółdobajki
#małgorzatacudak #agnieszkapradelok
Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. 
Ależ wierutne to bzdury! 

Anna Świrszczynska i zbiór wierszy wybranych w tomiku "Jestem gotowa" i czytanych przeze mnie właśnie na ocalenie. Parę podrzucę, podzielę się kołem ratunkowym:)

"Nie trzeba jej pocieszać
nie wolno się litować" - pisał gdzieś Różewicz. Racja. Nie o pocieszenie tu wszak idzie, nie o litość. To o nazwanie chodzi. O właściwe słowo układające świat. 

Więc dziś - świat Anny Świrszczynskiej. Ten jego fragment, który nie upiększa rzeczywistości. 

Jak żyć bez upiększania? 
- Szeroko i bezbrzeżnie.
__________________
Jestem gotowa
Anna Świrszczynska, wybór wierszy: Barbara Gruszka-Zych
Państwowy Instytut Wydawniczy
______________________

#gdziespomiedzy
#annaświrszczyńska
#państwowyinstytutwydawniczy
Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinow Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinowa musi być, a jak. 
Fizyka smutku - błyskotliwa, przyznaję, bardzo. Intrygujący tytuł, nieoczywisty bohater - co potrafi wchodzić we wspomnienia i emocje innych ludzi, ba, innych istot ("Pamiętam, że umarłem jako nagi ślimak, krzew dzikiej róży, czerwcowa chmura"...), reinterpretacja mitu o Minotaurze, kapsuła czasu, co jeszcze... 
Dużo takich błyskotliwych pomysłów. Celnych zdań, spostrzeżeń. Książka - błyskotka. 
Można się pobawić. 
Tylko czuję, że jutro o niej zapomnę, ot, właśnie.

Może jakby moja fizyka smutku - czy raczej geografia, historia smutku - obejmowała te same tereny co u Gospodinowa - to wzięłabym tę powieść bardziej do siebie. Ale we mnie nie ma nostalgii za minionymi czasami. 

"Schron przeciwczasowy" był lepszy! Można się pokłócić, i tak nie zmienię zdania;)
_________________________
Fizyka smutku
Georgi Gospodinow
Przekład: Magdalena Pytlak
Wyd. Literackie
__________________________
#gdziespomiedzy #fizykasmutku #georgigospodinow #wydawnictwoliterackie
Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż inneg Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż innego nie ma świata! 
A jak nie ma, to zostaje się wypisać. Więc piszę: 

Zanikanie w byciu - to nie moje kroki nie mój uśmiech 
Wydaję sobie resztę z wszelkiej pewności i zostaje:
Coś co napiszę parę razy zapalę 
To już 

***

Mierzę się z księżycem na obojętność spojrzeń i przegrywam, więc 
jednak jeszcze jestem 

#gdziespomiedzy

#bazgrzęwięcjestem
A może właśnie tak: "Pięknie byłoby objąć noc j A może właśnie tak: 

"Pięknie byłoby objąć noc 
jak odnalezionego syna
i dowiedzieć się 
o co Cézanne pytał jabłek 

I zrozumieć któregoś deszczowego dnia
że prosta to punkt wydłużony dlatego 
by dosięgnąć serca własnego"

Jan Skácel 

Może właśnie tak... A my wszyscy biegamy zygzakiem. 

Wiersze Skacela znam dzięki @toznaczy_poezja - dziękuję za podzielenie się! Takie one miękkie, nienachalne - i oczywiście smutne - wiadomo. 

#gdziespomiedzy
#janskacel
Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Ep Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Epepe leżało sobie na ladzie. Jak już tak leżało to wzięłam, raczej z myślą: no ciekawe, o co właściwie tyle hałasu...
I przeczytałam prawie jednym tchem. 

Budai, bohater powieści, to racjonalny człowiek z analitycznym umysłem, wydawałoby się, że zrozumie spokojnie każdą sytuację, zawsze znajdzie wyjście. Ale tak się nie dzieje. Kiedy trafia do tajemniczego miasta, w którym z nikim nie może się porozumieć, wpada tylko w coraz większą bezradność. 
Czy to bezradność wobec totalitaryzmu? Czy można odczuć niepokój bohatera także w dzisiejszych czasach? Książka wszak z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy to może dystopia? Pewnie tak, tak i tak.
Ale dla mnie to jedna z bardziej uniwersalnych opowieści o ludzkiej samotności. O poszukiwaniu drogi do drugiego człowieka. 

Czyli egzystencjalne smęty? Też tak! Najlepsze:) Mam wrażenie, że gdybym postawiła Epepe obok Zbyt głośnej samotności, to te dwie książki zaczęłyby ze sobą gadać. A przynajmniej na siebie zerkać z ukosa. Ej, ty też tak?? No, nawet nie mów, ja też... ;)

Ależ to było wyśmienite. Warte polecania wciąż i wciąż! @zokladki - dzięki, robisz kawał dobrej roboty, serio! 
_______________________
Epepe
Ferenc Karinthy
Tłum. Krystyna Pisarska
@wydawnictwoliterackie 
_________________________
#gdziespomiedzy #epepe #ferenckarinthy #wydawnictwoliterackie #innekonstelacje
Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to prz Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to przejść, przegadać, przepalić, przemilczeć, ileż możliwości! Ho ho ho.

Co to w czytaniu ostatnio? Update, choć poplątany: 

Różewicz, Huelle i Juliusz Żuławski - opowiadania. Kiedyś to się pisało, wiadomo!

Święto nieważkości. Morawy - Michał Tabaczyński w serii Sulina, tak jak lubię, miejsce jest pretekstem do opowieści o ludziach. Znacie kogoś takiego jak Jan Skácel? "Proszę mi wybaczyć 
że 
tak zacinam się 
czytając 
te urywki 
z księgi życia dla ociemniałych 
Mam pokaleczony palec i bolą mnie litery". Jan Skácel zapisany do bliższego poznania! 

Kentuki Samanty Schweblin, coś w stylu Black Mirror, dla fanów. Czyli dla mnie tak :)

Jeśli zimową porą podróżny, Italo Calvino - uwielbiam takie staroświeckie czytanie o czytaniu! Czy też pisanie o pisaniu.

Hrabal w nowym wydaniu, z wyd. Stara Szkoła. W nowym tłumaczeniu Mirosława Śmigielskiego Hrabal to wciąż pisarz, do którego chcę wracać.

I niezmiennie zajmuje mnie pytanie - jaki jest sens istnienia tych beznadziejnie brzydkich kul zimowych??? Hm. I czy to pytanie ma drugie dno? 
Tra, la, la, nie ma co wpadać w smutne tony, niepotrzebne istnienia, wszak świąteczny czas! 

Coś polecacie na przetrwanie grudniowo-zimowe?...

____________________
#gdziespomiedzy
Mój Instagram

życie i ...

Rozmowy. Hania

15 października 2022
życie i problemy

Wychowanie, pot i łzy.

14 sierpnia 2022
życie i książki życie i ...

28 dni

12 lutego 2023
życie i problemy

Rozum a emocje. O wychowaniu – część 3.

21 sierpnia 2022
życie i ...

Początek

23 września 2021
życie i książki życie i problemy

Z cyklu – co czytać

8 kwietnia 2022
życie i problemy

O współczuciu

26 września 2021
życie i ...

Wczesne dzieciństwo

6 kwietnia 2024
życie i ...

O mnie – dodatek specjalny!

9 października 2021
życie i ...

Przedwiośnie

12 marca 2024

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme