Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
babie lato, mgła, krzaczek, poranne niebo, łąka, zdjęcie dosyć ponure i ciemne, ilustracja do opowieści rodzinne

Opowieści rodzinne. Babie lato – część 4

Posted on 8 października 20238 października 2023 by Ola

Zosia kolejny raz przewróciła się z boku na bok.

Nie, tak też niewygodnie.

Przykryła się i zaraz nerwowo odrzuciła kołdrę.

To bez sensu, pomyślała. Nie mogła zasnąć, koniec, kropka. Szkoda czasu na wiercenie się w łóżku. Już lepiej coś poczytać, może obejrzeć… Albo chociaż spokojnie pomyśleć.

Zosia wstała z łóżka, założyła ciepłe skarpetki, bo nocny chłód końca lata już się wdzierał do domu i podłogi były zimne jak lód, i podreptała do kuchni. Po drodze zgarnęła jeszcze długi, wełniany sweter. Przeszła przez ciemny korytarz, mijając schody i lustro obwieszone girlandami z okazji urodzin Julki. Zapalając tylko malutkie światło nad kuchenką nastawiła czajnik i przygotowała kubek. Wrzuciła do środka torebkę melisy do zaparzenia i chuchając sobie w ręce czekała, aż woda się zagotuje. Kurdzibąk, pomyślała, naprawdę trzeba zrobić remont. Całe ciepło gdzieś ucieka, znów wydadzą fortunę na ogrzewanie! A ceny ostatnio zatrważające… Spojrzała na karteczki ze swojego wakacyjnego planu „Nowa ja”, przyczepione do korkowej tablicy na ścianie. Ze wszystkich swoich wielkich planów zrealizowała zaledwie jeden punkt – Sławcio z Julką mają odświeżony pokój, przemalowany, zrobili porządek z zabawkami, których już nie używali, a Robert wstawił długie, podwójne biurko dla przyszłych uczniów. Sławek wprawdzie jeszcze rok został w zerówce, Julka poszła do pierwszej klasy, ale biurko jest już dla nich obydwóch. Sławek nie był jeszcze do końca gotowy na szkolne trudności, w końcu nie są z siostrą bliźniakami, Julka jest rok starsza. Wczoraj, w ostatni dzień wakacji, miała siódme urodzinki. Sławek będzie miał sześć lat w listopadzie.

Zosia zalała herbatę i przeszła z kubkiem do saloniku. Usiadła na kanapie i zapatrzyła się w ciemny ogród za oknem.

Nie dziwiła się, że nie może zasnąć.

Zbyt wiele myśli kłębiło jej się w głowie. Przeskakiwały z jednego problemu na drugi, jak nakręcone. Powoli popijając meliskę, Zosia próbowała uporządkować ten chaos w głowie. Rozdzielić problemy na pojedyncze. Na pasma, z którymi dałaby sobie radę.

Największym i najbardziej skłębionym problemem, który jednocześnie Zosia starała się zepchnąć najdalej w głąb umysłu, była rozmowa z mamą. Też się Asi zebrało na zwierzenia, pomyślała Zośka, zdenerwowana. Tyle lat nic, cisza, zaciśnięte usta, kamienna twarz, a tu nagle, proszę, chodźcie, musimy pogadać. I to jeszcze akurat w urodziny Julki! Po prostu super! Dobrze, że Alicja też była, bo pochmurna mina Zosi nie ułatwiała mamie rozmowy.

Ale teraz przynajmniej wszystko wie. Tylko czy to jej było potrzebne? Przez całe życie miała przekonanie, że jej rodzina to po prostu mama i ona, potem, jak już była nastolatką, to pojawił się Jaś, urodziła się Alicja, było dobrze. A teraz cała ta historia z jej ojcem.

Cholera jasna, jej ojciec był alkoholikiem i do tego bił mamę. Zosia wcale się nie dziwiła, że Asia wyrzuciła go z domu, nie mam jej tego za złe, myślała. Nie pamiętam Waldka, nigdy nie miałam żadnych przebłysków, wspomnień… Nic. Pamiętam, że próbowałam pytać mamę, czemu nie mają taty, jak inne dzieci, ale po jakimś czasie przestałam. Mama robiła się zachmurzona i nerwowa. Nigdy nie przyprowadzała do domu żadnych innych facetów. W szkole też nikt nie pytał. Cholera, pewnie inni wiedzieli, tylko ja nigdy nic nie usłyszałam! Musiały być jakieś plotki! I co ja mam teraz z tym zrobić?! Aśka, nie mogłaś sobie tej opowieści darować? Chciałaś mnie uszczęśliwić na siłę, czy co? Mam się teraz fajnie czuć, że jestem córką pijaka i furiata? Do szczęścia mi ta wiedza potrzebna?!

Mój ojciec… Pewnie na początku nie był taki zły, w końcu mama jakoś się w nim zakochała… Ale babcia nie lubiła go od początku. Mama mówiła, że babcia próbowała jej przemówić do rozsądku, że to w głębi duszy nikt dobry. A mama pewnie tak uparta jak ja, nigdy nikogo nie słuchała, mam to po niej! A co mam po nim?… Co mam w genach po pijaku? Ech, szkoda czasu na te rozmyślania…

Gdyby Zosia przerwała wewnętrzną tyradę i wsłuchała się w spokojniejsze głosiki w swojej głowie, usłyszałaby, co się działo w jej życiu po tym, jak ojciec zniknął a ona nigdy nie usłyszała dlaczego. Usłyszałaby od samej siebie opowieść o nieufności do ludzi. O zamknięciu się. Usłyszałaby i zrozumiała, czemu tak często nie umie spokojnie porozmawiać z Robertem. Czemu przypisuje mu gorsze intencje. Zrozumiałaby, ile nosi w sobie gniewu.

Przyjdzie jeszcze czas, kiedy Zosia Halska posłucha tej spokojniejszej siebie. Odnajdzie drogę do pogodzenia się z samą sobą. Być może jej „nowe ja” kryje się właśnie na tej drodze…

Długo tak siedziała na kanapie w saloniku. Kolejne pasma problemów czekały na roztrząśnięcie i przeczesanie. Ułożenie. Rozplątanie. 

Myśli popłynęły w stronę choroby Jędrka. Byli poumawiani na kolejne badania. A wczoraj zrobiła pierwszy bezglutenowy tort, dało się zjeść! Wszyscy powoli przyzwyczajali się do nowej sytuacji. Ale teraz zacznie się szkoła i nie będzie już podjadania paluszków na przerwie, częstowania się cukierkami na urodziny, wpadania do sklepiku po byle co. Czy on da sobie radę? Czy nie będzie smutny?

A Hania?! Zosia zaczęła wiercić się z nerwów na kanapie, w końcu wstała i podeszła do okna. Hania w tym roku wybrała studia i zaskoczyła wszystkich, bo nie były to żadne studia artystyczne, a socjologia. Socjologia! Co to dziecko będzie robić z takim dyplomem?! Już lepiej mogła rok poczekać, pomyśleć i pojechać nawet do tych Włoch czy gdzieś, myślała zgryźliwie mama dorosłej córki. Bożesz ty mój, socjologia… Ale ingerować nie zamierzała. Wolny wybór to zawsze była ważna sprawa w życiu rodziny Halskich i nikt nie wyobrażał sobie układania życia przez innych. Cóż, taki los starej mamy, denerwować się dziećmi nawet gdy one już są dorosłe.

Julka rosła jak na drożdżach, zachowując jednak wciąż swój niezmącony optymizm. Często uśmiechnięta, opiekująca się bratem, zdawała się pozbawiona wewnętrznych rozterek i smutków. Coś jednak przyjdzie na pewno, myślała Zosia. Żeby to nie było nic, co zniszczy jej dzielnego ducha! Nie zabierze uśmiechu! Żeby to był jeden gorszy dzień, dziura w spodniach, kanapka, której nie będzie chciała zjeść… Nic innego. Niech to będą zwykłe, codzienne rzeczy. Podobno dzieci mają swojego Boga, niech on czuwa nad ich szczęśliwym dzieciństwem. Niech zbierają siły, żeby z dobrych wspomnień czerpać siłę do zmagań z dorosłym życiem. A czy ja mam te siły?, zaczęła się zastanawiać Zosia. Z czego ja mam teraz czerpać siły?

Noc trwała. Jeszcze potrwa, zacznie się nowy dzień. Pierwszy dzień nowego roku szkolnego. Za chwilę będzie szukanie wyprasowanej bluzki, nerwy, czy zdążą, spotkanie z nową panią, atmosfera oczekiwania, ekscytacji, szkolny hałas. Za chwilę. Teraz Zosia z pustym już kubkiem w dłoniach, zawinięta na kanapie w salonie w kocyk, wpatrywała się w ciemność za oknem. Noc była ciemna i pochmurna. Ogród ani las za płotem domu Halskich nie były niczym oświetlone. W tej nocnej ciemności czasem rozlegał się świergot pierwszych ptaków, trzaskały gałązki potrącone cieniem przechodzących zwierząt. Czasem zaszeleściły liście i trawy, kiedy przechodziły po nich cienie z przeszłości, zjawy. Zostawiały za sobą szare smugi, najpierw świetliste, potem coraz bardziej cieniutkie, ledwo widoczne, jak nitki pajęczyn babiego lata. Pajęczyny zdawały się oplatać cały ogród, krzyżowały się, rozbiegały, zawracały. Okrążały. Wyciągały się w stronę okna, chciały wejść do domu, rozsnuć się po pokojach, po snach… Nagle całą tą misterną pajęczą siecią coś wstrząsnęło, raz i drugi. Wszystkie nitki zadrgały, jakby przestraszone. Przez chwilę zapanowała cisza; cisza, która wessała w siebie nawet odgłos oddechu. Potem Zosia usłyszała cichutki płacz. Usłyszała samotność, strach, rozpacz. I wściekłość. Cała pajęczyna zadrgała ponownie, tym razem drgania były szybkie, jedno po drugim, jakby ktoś biegł  po cieniutkich srebrnych nitkach. Dziwny odgłos płaczu, który coraz bardziej przypominał już tylko wściekłość, zbliżał się, narastał. Zosia w panice zaczęła w końcu myśleć o ucieczce, po pajęczynie mógł biec przecież tylko pająk, ale jaki pająk tak krzyczy, przemogła paraliż, całą siłę woli włożyła w poruszenie nogami, żeby tylko zejść z kanapy, wyjść z salonu, gdzie uciec? Do Roberta? Do góry, do dzieci? A jeśli sprowadzi na nich niebezpieczeństwo? Będę uciekać jak najdalej przed siebie, niech to coś goni tylko mnie! Hej! Tu jestem! Złap… –

Zosia nie dokończyła ostatniej myśli. Z gwałtownym ruchem nóg obudziła się na kanapie, cały czas ściskając w ręku pusty kubek. Zamknęła oczy jeszcze raz i powoli uspokajała rytm oddechu. Czekała aż przestanie tak mocno walić jej serce, czuła je w całym ciele.

Za oknem było już prawie jasno. Srebrne nitki babiego lata snuły się po trawie, między gałęziami, zupełnie zwyczajnie. Małe pająki kryły się gdzieś w ich głębi, czekając na nieostrożne muchy. Trawa lśniła od rosy, a ptaki już stanowczo nawoływały do rozpoczęcia nowego dnia.

 

 

zamglona droga do: jesienne opowiadanie oraz ilustracja do: opowieści rodzinne. Mgła, droga między płotem a lasem

– Halo, Alicja? Masz chwilę czasu? Czy Mikołaj…

– Hej, Zośka. Mam chwilę, Mikołaj jest ze swoim dzielnym ojcem. Dzielnym, bo wziął go na plac zabaw. Chyba nie wie, ile to będzie gonienia! I zgadnij, kto się pierwszy zmęczy!

– Na pewno nie twój synek, zgadłam?

– Dokładnie. Ale! Czekałam na twój telefon.

– Czekałaś?

– Zośka, przestań, po tych mamy rewelacjach na urodzinach Julki to ty musisz się wygadać. Musi to w tobie siedzieć. Ja może i jestem na urlopie z dzieckiem, ale zawodu nie mam zamiaru zmieniać. Więc jako psycholożka…

– Dobra, pani psycholog, już daj spokój. Wcale nie chciałam o tym mówić. Nawet myśleć o tym nie chcę.

– …

– Nie wierzysz mi?

– No nie. Ale dobra, to z czym dzwonisz?

– …

– Teraz ty milczysz. Zośka, tak nie można! Nie…

– Alicja, dobra już. Nie pouczaj mnie, małolato. Co ty w tym wieku wiesz o życiu. Słuchaj, dzwonię, bo miałam dziwny sen. Śniło mi się, że jestem pająkiem. Albo nie, raczej, że gonił mnie jakiś pająk. W każdym razie była tam pajęczyna, a ja się tak strasznie w tym śnie bałam, Jezu, jak ja się bałam! Myślisz, że to taki sen, że ja powinnam jednak iść na jakąś terapię? Jak myślisz, małolato?

– A ty jak myślisz?

– No kurdzibąk, ciebie pytam!

– Zośka, nie powiem ci tak, czy nie. Nie wyślę cię na siłę, jak ty sama nie będziesz chciała, to nic z tego. Co oprócz strachu czułaś w tym  śnie? Coś pamiętasz jeszcze?

– Taki wielki smutek jeszcze. I… I nic więcej. Ale wrażenie było okropne. Jak się obudziłam, myślałam, że zwariowałam. Przestraszyłam się.

– A jak myślisz czego się przestraszyłaś? Przecież to tylko głupi sen.

– No właśnie! Myślisz, że wszystko ze mną w porządku?

– A ty myślisz, że wszystko z tobą w porządku?

– Jezu, Alicja, zaraz trzasnę tym telefonem! Nie możesz normalnie odpowiedzieć na moje pytania?!

– Nie mogę.

– A dlaczegóż to, jasnie pani wszystkowiedząca psycholog?

– Właśnie dlatego, że jestem psycholożką. I może o życiu nie wiem, tyle co ty, ale na swojej pracy się znam. I nie odpowiem na twoje pytania, bo to są… właśnie twoje pytania. Ty musisz na nie odpowiedzieć. Myślę, że nie zwariowałaś, nie masz zaburzeń do leczenia psychiatrycznego, przynajmniej ja tego nie widzę, ale masz mnóstwo nieprzepracowanych spraw w głowie. Twojej głowie. To ty sama musisz je poukładać. Psychoterapia to są, Zosiu, głównie pytania, na które musisz sama odpowiedzieć. Terapeuta będzie z tobą rozmawiał, wskazywał jakieś drogi, coś wyjaśniał, ale nikt za ciebie na twoje pytania nie odpowie.

– Alicja…

– No dalej, wyżyj się na mnie. Przyzwyczaiłam się, dam radę.

– No weź. Przepraszam.

– Halo? Coś zakłóca, możesz głośniej?!

– Nie przesadzaj, przepraszam. Wiem, że czasem jestem wredna. Daj mi numer do jakiegoś dobrego, tego, no, terapeuty. Spróbuję.

– To ja spróbuję znaleźć takiego, co sobie z tobą poradzi. Musi być co najmniej tak wredny jak ty. Poszukam, obiecuję. I…

– I co?

– I dobrze, że zrobiłaś ten krok. Czekałam na to. Kocham cię. Mikołaj, już jesteście! Szybko wam to poszło, chłopaki! Zosiu, pa, ja kończę, trzymaj się! Masz całusy od umorusanego siostrzeńca!

opowieści rodzinne - ilustracja liści płynących w rzece, odbija się tez drzewo, jest już prawie jesiennie, babie lato

Nawigacja wpisu

← Opowieści rodzinne. Lato – część 3
Niedoskonałość. →

1 thought on “Opowieści rodzinne. Babie lato – część 4”

  1. Hanna Dominik pisze:
    10 października 2023 o 20:19

    Masz rację Olu taki to już los starej Mamy przejmować się swoimi dziećmi w każdym wieku. Trzymam kciuki za Zosię i żeby terapia się udała!!!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i ...

Żółte liście, szarlotki i inne melancholie

15 października 2021
życie i książki

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 3

4 marca 2023
życie i problemy

Wychowanie, pot i łzy.

14 sierpnia 2022
życie i książki

Którędy do Bullerbyn?

10 lutego 2024
życie i ...

Pierniki i nie tylko – część 2

11 grudnia 2021
życie i ...

Masz być szczęśliwa!

10 grudnia 2023
życie i problemy

W kolorze

12 grudnia 2023
życie i książki życie i problemy

Z cyklu – co czytać

8 kwietnia 2022
życie i ...

śmierci się wesoło i względnie swobodnie

19 października 2024
życie i książki

Mała księga mieszkańców puszczy

2 grudnia 2023

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme