Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
babie lato, mgła, krzaczek, poranne niebo, łąka, zdjęcie dosyć ponure i ciemne, ilustracja do opowieści rodzinne

Opowieści rodzinne. Babie lato – część 4

Posted on 8 października 20238 października 2023 by Ola

Zosia kolejny raz przewróciła się z boku na bok.

Nie, tak też niewygodnie.

Przykryła się i zaraz nerwowo odrzuciła kołdrę.

To bez sensu, pomyślała. Nie mogła zasnąć, koniec, kropka. Szkoda czasu na wiercenie się w łóżku. Już lepiej coś poczytać, może obejrzeć… Albo chociaż spokojnie pomyśleć.

Zosia wstała z łóżka, założyła ciepłe skarpetki, bo nocny chłód końca lata już się wdzierał do domu i podłogi były zimne jak lód, i podreptała do kuchni. Po drodze zgarnęła jeszcze długi, wełniany sweter. Przeszła przez ciemny korytarz, mijając schody i lustro obwieszone girlandami z okazji urodzin Julki. Zapalając tylko malutkie światło nad kuchenką nastawiła czajnik i przygotowała kubek. Wrzuciła do środka torebkę melisy do zaparzenia i chuchając sobie w ręce czekała, aż woda się zagotuje. Kurdzibąk, pomyślała, naprawdę trzeba zrobić remont. Całe ciepło gdzieś ucieka, znów wydadzą fortunę na ogrzewanie! A ceny ostatnio zatrważające… Spojrzała na karteczki ze swojego wakacyjnego planu „Nowa ja”, przyczepione do korkowej tablicy na ścianie. Ze wszystkich swoich wielkich planów zrealizowała zaledwie jeden punkt – Sławcio z Julką mają odświeżony pokój, przemalowany, zrobili porządek z zabawkami, których już nie używali, a Robert wstawił długie, podwójne biurko dla przyszłych uczniów. Sławek wprawdzie jeszcze rok został w zerówce, Julka poszła do pierwszej klasy, ale biurko jest już dla nich obydwóch. Sławek nie był jeszcze do końca gotowy na szkolne trudności, w końcu nie są z siostrą bliźniakami, Julka jest rok starsza. Wczoraj, w ostatni dzień wakacji, miała siódme urodzinki. Sławek będzie miał sześć lat w listopadzie.

Zosia zalała herbatę i przeszła z kubkiem do saloniku. Usiadła na kanapie i zapatrzyła się w ciemny ogród za oknem.

Nie dziwiła się, że nie może zasnąć.

Zbyt wiele myśli kłębiło jej się w głowie. Przeskakiwały z jednego problemu na drugi, jak nakręcone. Powoli popijając meliskę, Zosia próbowała uporządkować ten chaos w głowie. Rozdzielić problemy na pojedyncze. Na pasma, z którymi dałaby sobie radę.

Największym i najbardziej skłębionym problemem, który jednocześnie Zosia starała się zepchnąć najdalej w głąb umysłu, była rozmowa z mamą. Też się Asi zebrało na zwierzenia, pomyślała Zośka, zdenerwowana. Tyle lat nic, cisza, zaciśnięte usta, kamienna twarz, a tu nagle, proszę, chodźcie, musimy pogadać. I to jeszcze akurat w urodziny Julki! Po prostu super! Dobrze, że Alicja też była, bo pochmurna mina Zosi nie ułatwiała mamie rozmowy.

Ale teraz przynajmniej wszystko wie. Tylko czy to jej było potrzebne? Przez całe życie miała przekonanie, że jej rodzina to po prostu mama i ona, potem, jak już była nastolatką, to pojawił się Jaś, urodziła się Alicja, było dobrze. A teraz cała ta historia z jej ojcem.

Cholera jasna, jej ojciec był alkoholikiem i do tego bił mamę. Zosia wcale się nie dziwiła, że Asia wyrzuciła go z domu, nie mam jej tego za złe, myślała. Nie pamiętam Waldka, nigdy nie miałam żadnych przebłysków, wspomnień… Nic. Pamiętam, że próbowałam pytać mamę, czemu nie mają taty, jak inne dzieci, ale po jakimś czasie przestałam. Mama robiła się zachmurzona i nerwowa. Nigdy nie przyprowadzała do domu żadnych innych facetów. W szkole też nikt nie pytał. Cholera, pewnie inni wiedzieli, tylko ja nigdy nic nie usłyszałam! Musiały być jakieś plotki! I co ja mam teraz z tym zrobić?! Aśka, nie mogłaś sobie tej opowieści darować? Chciałaś mnie uszczęśliwić na siłę, czy co? Mam się teraz fajnie czuć, że jestem córką pijaka i furiata? Do szczęścia mi ta wiedza potrzebna?!

Mój ojciec… Pewnie na początku nie był taki zły, w końcu mama jakoś się w nim zakochała… Ale babcia nie lubiła go od początku. Mama mówiła, że babcia próbowała jej przemówić do rozsądku, że to w głębi duszy nikt dobry. A mama pewnie tak uparta jak ja, nigdy nikogo nie słuchała, mam to po niej! A co mam po nim?… Co mam w genach po pijaku? Ech, szkoda czasu na te rozmyślania…

Gdyby Zosia przerwała wewnętrzną tyradę i wsłuchała się w spokojniejsze głosiki w swojej głowie, usłyszałaby, co się działo w jej życiu po tym, jak ojciec zniknął a ona nigdy nie usłyszała dlaczego. Usłyszałaby od samej siebie opowieść o nieufności do ludzi. O zamknięciu się. Usłyszałaby i zrozumiała, czemu tak często nie umie spokojnie porozmawiać z Robertem. Czemu przypisuje mu gorsze intencje. Zrozumiałaby, ile nosi w sobie gniewu.

Przyjdzie jeszcze czas, kiedy Zosia Halska posłucha tej spokojniejszej siebie. Odnajdzie drogę do pogodzenia się z samą sobą. Być może jej „nowe ja” kryje się właśnie na tej drodze…

Długo tak siedziała na kanapie w saloniku. Kolejne pasma problemów czekały na roztrząśnięcie i przeczesanie. Ułożenie. Rozplątanie. 

Myśli popłynęły w stronę choroby Jędrka. Byli poumawiani na kolejne badania. A wczoraj zrobiła pierwszy bezglutenowy tort, dało się zjeść! Wszyscy powoli przyzwyczajali się do nowej sytuacji. Ale teraz zacznie się szkoła i nie będzie już podjadania paluszków na przerwie, częstowania się cukierkami na urodziny, wpadania do sklepiku po byle co. Czy on da sobie radę? Czy nie będzie smutny?

A Hania?! Zosia zaczęła wiercić się z nerwów na kanapie, w końcu wstała i podeszła do okna. Hania w tym roku wybrała studia i zaskoczyła wszystkich, bo nie były to żadne studia artystyczne, a socjologia. Socjologia! Co to dziecko będzie robić z takim dyplomem?! Już lepiej mogła rok poczekać, pomyśleć i pojechać nawet do tych Włoch czy gdzieś, myślała zgryźliwie mama dorosłej córki. Bożesz ty mój, socjologia… Ale ingerować nie zamierzała. Wolny wybór to zawsze była ważna sprawa w życiu rodziny Halskich i nikt nie wyobrażał sobie układania życia przez innych. Cóż, taki los starej mamy, denerwować się dziećmi nawet gdy one już są dorosłe.

Julka rosła jak na drożdżach, zachowując jednak wciąż swój niezmącony optymizm. Często uśmiechnięta, opiekująca się bratem, zdawała się pozbawiona wewnętrznych rozterek i smutków. Coś jednak przyjdzie na pewno, myślała Zosia. Żeby to nie było nic, co zniszczy jej dzielnego ducha! Nie zabierze uśmiechu! Żeby to był jeden gorszy dzień, dziura w spodniach, kanapka, której nie będzie chciała zjeść… Nic innego. Niech to będą zwykłe, codzienne rzeczy. Podobno dzieci mają swojego Boga, niech on czuwa nad ich szczęśliwym dzieciństwem. Niech zbierają siły, żeby z dobrych wspomnień czerpać siłę do zmagań z dorosłym życiem. A czy ja mam te siły?, zaczęła się zastanawiać Zosia. Z czego ja mam teraz czerpać siły?

Noc trwała. Jeszcze potrwa, zacznie się nowy dzień. Pierwszy dzień nowego roku szkolnego. Za chwilę będzie szukanie wyprasowanej bluzki, nerwy, czy zdążą, spotkanie z nową panią, atmosfera oczekiwania, ekscytacji, szkolny hałas. Za chwilę. Teraz Zosia z pustym już kubkiem w dłoniach, zawinięta na kanapie w salonie w kocyk, wpatrywała się w ciemność za oknem. Noc była ciemna i pochmurna. Ogród ani las za płotem domu Halskich nie były niczym oświetlone. W tej nocnej ciemności czasem rozlegał się świergot pierwszych ptaków, trzaskały gałązki potrącone cieniem przechodzących zwierząt. Czasem zaszeleściły liście i trawy, kiedy przechodziły po nich cienie z przeszłości, zjawy. Zostawiały za sobą szare smugi, najpierw świetliste, potem coraz bardziej cieniutkie, ledwo widoczne, jak nitki pajęczyn babiego lata. Pajęczyny zdawały się oplatać cały ogród, krzyżowały się, rozbiegały, zawracały. Okrążały. Wyciągały się w stronę okna, chciały wejść do domu, rozsnuć się po pokojach, po snach… Nagle całą tą misterną pajęczą siecią coś wstrząsnęło, raz i drugi. Wszystkie nitki zadrgały, jakby przestraszone. Przez chwilę zapanowała cisza; cisza, która wessała w siebie nawet odgłos oddechu. Potem Zosia usłyszała cichutki płacz. Usłyszała samotność, strach, rozpacz. I wściekłość. Cała pajęczyna zadrgała ponownie, tym razem drgania były szybkie, jedno po drugim, jakby ktoś biegł  po cieniutkich srebrnych nitkach. Dziwny odgłos płaczu, który coraz bardziej przypominał już tylko wściekłość, zbliżał się, narastał. Zosia w panice zaczęła w końcu myśleć o ucieczce, po pajęczynie mógł biec przecież tylko pająk, ale jaki pająk tak krzyczy, przemogła paraliż, całą siłę woli włożyła w poruszenie nogami, żeby tylko zejść z kanapy, wyjść z salonu, gdzie uciec? Do Roberta? Do góry, do dzieci? A jeśli sprowadzi na nich niebezpieczeństwo? Będę uciekać jak najdalej przed siebie, niech to coś goni tylko mnie! Hej! Tu jestem! Złap… –

Zosia nie dokończyła ostatniej myśli. Z gwałtownym ruchem nóg obudziła się na kanapie, cały czas ściskając w ręku pusty kubek. Zamknęła oczy jeszcze raz i powoli uspokajała rytm oddechu. Czekała aż przestanie tak mocno walić jej serce, czuła je w całym ciele.

Za oknem było już prawie jasno. Srebrne nitki babiego lata snuły się po trawie, między gałęziami, zupełnie zwyczajnie. Małe pająki kryły się gdzieś w ich głębi, czekając na nieostrożne muchy. Trawa lśniła od rosy, a ptaki już stanowczo nawoływały do rozpoczęcia nowego dnia.

 

 

zamglona droga do: jesienne opowiadanie oraz ilustracja do: opowieści rodzinne. Mgła, droga między płotem a lasem

– Halo, Alicja? Masz chwilę czasu? Czy Mikołaj…

– Hej, Zośka. Mam chwilę, Mikołaj jest ze swoim dzielnym ojcem. Dzielnym, bo wziął go na plac zabaw. Chyba nie wie, ile to będzie gonienia! I zgadnij, kto się pierwszy zmęczy!

– Na pewno nie twój synek, zgadłam?

– Dokładnie. Ale! Czekałam na twój telefon.

– Czekałaś?

– Zośka, przestań, po tych mamy rewelacjach na urodzinach Julki to ty musisz się wygadać. Musi to w tobie siedzieć. Ja może i jestem na urlopie z dzieckiem, ale zawodu nie mam zamiaru zmieniać. Więc jako psycholożka…

– Dobra, pani psycholog, już daj spokój. Wcale nie chciałam o tym mówić. Nawet myśleć o tym nie chcę.

– …

– Nie wierzysz mi?

– No nie. Ale dobra, to z czym dzwonisz?

– …

– Teraz ty milczysz. Zośka, tak nie można! Nie…

– Alicja, dobra już. Nie pouczaj mnie, małolato. Co ty w tym wieku wiesz o życiu. Słuchaj, dzwonię, bo miałam dziwny sen. Śniło mi się, że jestem pająkiem. Albo nie, raczej, że gonił mnie jakiś pająk. W każdym razie była tam pajęczyna, a ja się tak strasznie w tym śnie bałam, Jezu, jak ja się bałam! Myślisz, że to taki sen, że ja powinnam jednak iść na jakąś terapię? Jak myślisz, małolato?

– A ty jak myślisz?

– No kurdzibąk, ciebie pytam!

– Zośka, nie powiem ci tak, czy nie. Nie wyślę cię na siłę, jak ty sama nie będziesz chciała, to nic z tego. Co oprócz strachu czułaś w tym  śnie? Coś pamiętasz jeszcze?

– Taki wielki smutek jeszcze. I… I nic więcej. Ale wrażenie było okropne. Jak się obudziłam, myślałam, że zwariowałam. Przestraszyłam się.

– A jak myślisz czego się przestraszyłaś? Przecież to tylko głupi sen.

– No właśnie! Myślisz, że wszystko ze mną w porządku?

– A ty myślisz, że wszystko z tobą w porządku?

– Jezu, Alicja, zaraz trzasnę tym telefonem! Nie możesz normalnie odpowiedzieć na moje pytania?!

– Nie mogę.

– A dlaczegóż to, jasnie pani wszystkowiedząca psycholog?

– Właśnie dlatego, że jestem psycholożką. I może o życiu nie wiem, tyle co ty, ale na swojej pracy się znam. I nie odpowiem na twoje pytania, bo to są… właśnie twoje pytania. Ty musisz na nie odpowiedzieć. Myślę, że nie zwariowałaś, nie masz zaburzeń do leczenia psychiatrycznego, przynajmniej ja tego nie widzę, ale masz mnóstwo nieprzepracowanych spraw w głowie. Twojej głowie. To ty sama musisz je poukładać. Psychoterapia to są, Zosiu, głównie pytania, na które musisz sama odpowiedzieć. Terapeuta będzie z tobą rozmawiał, wskazywał jakieś drogi, coś wyjaśniał, ale nikt za ciebie na twoje pytania nie odpowie.

– Alicja…

– No dalej, wyżyj się na mnie. Przyzwyczaiłam się, dam radę.

– No weź. Przepraszam.

– Halo? Coś zakłóca, możesz głośniej?!

– Nie przesadzaj, przepraszam. Wiem, że czasem jestem wredna. Daj mi numer do jakiegoś dobrego, tego, no, terapeuty. Spróbuję.

– To ja spróbuję znaleźć takiego, co sobie z tobą poradzi. Musi być co najmniej tak wredny jak ty. Poszukam, obiecuję. I…

– I co?

– I dobrze, że zrobiłaś ten krok. Czekałam na to. Kocham cię. Mikołaj, już jesteście! Szybko wam to poszło, chłopaki! Zosiu, pa, ja kończę, trzymaj się! Masz całusy od umorusanego siostrzeńca!

opowieści rodzinne - ilustracja liści płynących w rzece, odbija się tez drzewo, jest już prawie jesiennie, babie lato

Nawigacja wpisu

← Opowieści rodzinne. Lato – część 3
Niedoskonałość. →

1 thought on “Opowieści rodzinne. Babie lato – część 4”

  1. Hanna Dominik pisze:
    10 października 2023 o 20:19

    Masz rację Olu taki to już los starej Mamy przejmować się swoimi dziećmi w każdym wieku. Trzymam kciuki za Zosię i żeby terapia się udała!!!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach
  • dziś jest tylko wyrazem
  • Bajki

Archiwa blogowe:

  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, troch Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, trochę obok Leśmiana,  ale tak bardziej w mrok, gdzie pod nogami pałętają się koty, jeże, w bibliotece wszystko wszak może się zdarzyć, jesienny zachód słońca też, nicości, byt z niebytem się mylą, a ja obok stoję i przypatruję się przelatującym gawronom, pomiędzy istnieniem a jego odwrotnością, wyciągam z regału Rymkiewicza, na los się zdaję, oj, to nie jest najlepszy pomysł... 
@w.dziurawych.trampkach - wybrałam te jesienne ogrody, proszę bardzo:)
_________________________
Jarosław Marek Rymkiewicz
Zachód słońca w Milanówku
Wyd. Sic!
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #jarosławmarekrymkiewicz #zachódsłońcawmilanówku
Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życi Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życio-pisarek. Czytałam Książkę o miłości, czytałam Hałas, teraz Najgorszego człowieka i uważam że nikt poza Halber nie umiałby pisać jak Halber. I już. Ja tą szczerość i odzieranie warstw biorę i zachłannie czytam.
O czym jest #najgorszyczłowieknaświecie pisał swego czasu cały bookstagram, pod tym hasztagiem jest mnóstwo opisów, ja już tylko dodam swój stary wierszyk o kocie, bo pasuje do okładki:

Mam takiego kotka
Mały dość jest, nieporadny, 
nawet chwilami zabawny 
Balkon na czwartym piętrze 
wydaje mu się idealny 
do skakania przy barierkach

Chyba nie wie co to lęk

Przychodzi 
i bez pytania czy może 
każe się głaskać 

On naprawdę nie wie 
Co to lęk

PS. Tak, to jest książka o lęku. 
Czytaliście? Lubicie ten styl pisania?
______________________________
Małgorzata Halber 
@mroczny_msciciel 
Najgorszy człowiek na świecie 
Wyd. Znak Literanova 
@znak_literanova 
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram  #małgorzatahalber #znakliteranova
Bajka na dobranoc to nowy projekt bajkowy, który n Bajka na dobranoc to nowy projekt bajkowy, który nam przyjemność przedstawić. Zanim przejdę do szczegółów, to powiem jedno: od września czytam dzieciom opowieści z tego cyklu i podoba się nam. A to najważniejsze. 

Cóż to jest, ów projekt i cykl?
Otóż Mateusz Racut - twórca Bajki na dobranoc - zaprasza nas do Lasu Mądrości, a tam czekają naprawdę sympatyczni bohaterowie: Lisek Dobrusek, Żabka Fajtłapka, Sowa Wiedzulka i inni. Przeżywają swoje leśne i życiowe problemy, raz będzie to złość i zazdrość, raz samotność, raz problemy ze zdrowiem... No samo życie, nieprawdaż? 
I cała magia bajek z Lasu polega teraz na tym, że problemy można rozwiązać... bez czarów. Żabka, Lisek, Dzik, Mrówka uczą się rozmawiać, oddychać, zastanawiać nad daną sytuacją a Lisek Dobrusek zawsze zapisuje w swoim pamiętniku, czego się dziś nauczył. I jest w tym piękna prostota, którą lubią dzieci. Lubią też powtarzalność bajek, ich przewidywalność i ciepło, które kryje się także w literackim języku opowiastek. 

Last but not least - są też kolorowanki do wydruku i wersje audio - taki bonus:) 

Nie poznałabym Liska Dobruska, gdyby nie propozycja współpracy ze strony twórcy - za co teraz naprawdę dziękuję. Po paru dobrych tygodniach sprawdzania i testowania - polecam. Polecamy! Bo dzieciaki-przedszkolaki najbardziej :) 

www.bajkanadobranoc.com
______________________
#gdziespomiedzy
#bookstagram #literaturadladzieci #współpraca #mateuszracut #bajkanadobranoc #całapolskaczytadzieciom
Lubię świat z wierszy Małgorzaty Lebdy. Bliskie j Lubię świat z wierszy Małgorzaty Lebdy. 
Bliskie jest mi szukanie słów na opisanie życia tu i teraz, ale także gdzieś z boku. Chwile które stają się metaforą, lub też zupełnie na odwrót - szukanie tego, co najprostsze, już bardziej przecież o codzienności i to tak do kości się nie da. 
Właśnie tak, posłuchajcie: "możliwe, że chodziło o proste sprawy: pokryte rdzą brzozy, jary, w których rodziła się noc (...). I jeszcze to: słowa, te, co robią nam w środku radykalne rzeczy". 
Możliwe wszak, że chodzi właśnie o to.

"I czytanie wierszy, czytanie wierszy, czytanie wierszy na głos".

Rytmiczne, uspokajające staccato...
________________________
Małgorzata Lebda
Mer de Glace
Wyd. Warstwy
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #małgorzatalebda #merdeglace #wydawnictwowarstwy
Dobre to było kryminalne czytanie, muszę przyznać. Dobre to było kryminalne czytanie, muszę przyznać. Takie wyważone - akcja, groza i humor w proporcjach, które pozwalają zanurzyć się w książce z przyjemnością.

A sama historia oparta jest najpierw o opowieści  rodzinne, sięgające jeszcze czasów powstania styczniowego, potem autor sięga po opowieści i kroniki kryminalne, dodaje też parę legend z gór świętokrzyskich. 
Siembieda scala to wszystko historią dwóch zwaśnionych rodzin, dla których honor = zemsta i kto tego równania nie rozumie, to do rodziny nie należy, koniec kropka. Ech, Jadźka, mogłaś pokochać kogo innego, a tak to szekspirowski dramat się ułożył... 

Dodam, że nie jest to właściwie typowy kryminał, trochę się wymyka gdzieś obok, powiedziałabym bardziej: opowieść kryminalna. Z panoramą zawieruchy dziejów w tle, bo jak na powstaniu styczniowym się zaczęło, tak kończy się w czasach programu Temat dla reportera. Nie szukamy z komisarzami sprawcy, nie grzebiemy z detektywami czy profilerami w głowach morderców - bo wiemy co i kto. A jednak zostajemy z pytaniem o tę naszą ludzką naturę... 

I z obrazem wosku skapującego z gromnicy, kiedy zostaje wydany wyrok.

Jesienna polecajka - jak najbardziej!

@znak_literanova @monika_i_ksiazki - współpraca barterowa - i to udana, dziękuję :) 
____________________________
Maciej Siembieda 
@maciejsiembieda
Gołoborze
Wyd. Znak Literanova
#wspolpracabarterowa
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #maciejsiembieda #gołoborze #maciejsiembiedagołoborze
#wydawnictwoznakliteranova
Jak zadbać o siebie, kiedy w dzieciństwie nikt cię Jak zadbać o siebie, kiedy w dzieciństwie nikt cię tego nie nauczył - próba odpowiedzi. 
Próba, bo to pytanie na które nie będzie jednej prostej odpowiedzi. 

Więc - czy to próba udana? 

Dla mnie tak. Poradnik Niewidzialne rany mogę spokojnie polecać, jeżeli szukacie książkowo-fachowej pomocy w zakresie uporania się z dorastaniem w dysfunkcyjnym domu. 
Bez ckliwości, konkretnie o problemach w dorosłym życiu, kiedy dzieciństwo nie zapewniło ci stabilności emocjonalnej i kiedy wciąż jedną nogą - a raczej częścią umysłu - w tym rodzinnym domu tkwisz. 

"Chcę pokazać mechanizmy, zależności i schematy, które posłużą ci do stworzenia instrukcji obsługi własnej głowy" - pisze we wstępie autorka. Nie obiecuje różów ani brokatów na nowej ścieżce życia, ale mówi: spróbuj się sobie przyjrzeć z boku, daj sobie szansę. Przeczytaj, czemu się boisz, czemu wciąż jesteś przekonana o swojej "beznadziejności", a jak trzeba to idź też na terapię, przegadaj to swoje życie, daj sobie przyzwolenie na pomoc.

Warto zwrócić uwagę, że nie jest to akt oskarżenia wobec rodziców, nie - cała uwaga skupiona jest na próbie zrozumienia, przyjęcia pewnych faktów i zdecydowania się na takie życie, które nie będzie już uwięzieniem w przeszłości. 

Poradnik o odzyskiwaniu równowagi, nie dzięki magicznym plasterkom, a dzięki wiedzy z zakresu psychologii. 
Więc ja mówię: tak. Polecajka - jeśli potrzebujesz. 

#współpracabarterowa z @wydawnictwo_publicat
_____________________
Niewidzialne rany
Andżelika Dominiak-Banach
@andzelika.dominiak_psycholog
Wyd. Publicat
Ilustracje: Patrycja Niewiadomska
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #niewidzialnerany #andżelikadominiakbanach  #wydawnictwopublicat
Arabeski to rodzaj wypełnienia, tło, ozdobne motyw Arabeski to rodzaj wypełnienia, tło, ozdobne motywy - coś co nie jest głównym obrazem. Mikroświaty. 
Opowiadane mimochodem, przyuważone, tu ślub, tu szpital, tam sprzątanie, albo ta smutna randka w hotelu, dzieciaki, którym zawozi się puszki i konserwy, przecież wojna, ale też przecież zwyczajne życie...
Ślady i zapiski spomiędzy światów ważniejszych i bardziej zrozumiałych: frontu i codzienności. 
Kiedy nachodzą na siebie, wszystko staje się inne. Niepasujące. Poprzesuwane.
Czytanie takich książek staje się rodzajem  współodczuwania, trudno z tych opowiadań wyjść. I to jeszcze w taki na przykład złoty październik sobie wyjść, ale warto je przeczytać, naprawdę.
Przynajmniej ja tak myślę;)

A wypożyczone są Arabeski z biblioteki, przypadkiem, kiedy tak chciałam już nic nowego nie brać, ach te postanowienia...
____________________________
Arabeski
Serhij Żadan
Tłum. Michał Petryk 
Wyd. Czarne
_____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #arabeski #serhijżadan #wydawnictwoczarne
Sięgnęłam po Złodziei bzu, bo akurat miałam na tel Sięgnęłam po Złodziei bzu, bo akurat miałam na telefonie. A miałam bo kiedyś naczytałam się, że "czytajcie, czytajcie, będzie fajnie!".
No i nie, nie było fajnie, składam reklamację! I skargę i zażalenie. I ja się tak nie bawię i już.
Po pierwsze - nie było ostrzeżenia, że to parodia. Zdążyłam się pierdyliard razy oburzyć, zanim dotarło do mnie, że to groteska, parodia właśnie, że to Nic śmiesznego z innymi rekwizytami, że to Kariera Nikosia Dyzmy choć z innym tłem. Z wąsem Wałęsy.
Dopiero tak ustawiona perspektywa pozwoliła mi czytać spokojnie.
Po drugie - wcale i tak nie czytało się spokojnie, bo główny bohater to strasznie antypatyczna postać. Wkurzająca.
Po trzecie - wkurzam się na siebie, bo może wychodzi ze mnie jakaś, omatkobosko, dulszczyzna??? Jakieś kołtuny mam do rozplątania? Nie umiem sama z siebie się pośmiać? Cha, cha, cha. Właśnie że umiem. 
Po piąte i dziesiąte - żeby bez śmierdział zgnilizną - to już przesada. Totalnie. Tu już czuję się urażona do żywego! 

W każdym razie dzieje rodziny z Wołynia w naprawdę innym ujęciu, nietypowo. 

Kto teraz też chce przeczytać?? 😂
________________________
Złodzieje bzu
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Wyd. Noir sur Blanc
________________________
#gdziespomiedzy
#bookstagram #złodziejebzu #hubertklimkodobrzaniecki #noirsurblanc
Mój Instagram

życie i problemy

List do naszych dzieci

13 maja 2022
życie i ...

Alfabet Oli – od A do Zet – gdzieś pomiędzy powagą a uśmiechem.

28 listopada 2021
życie i ...

zieleń od pierwszego zdania

12 grudnia 2024
życie i ...

Jak nie wybuchać złością

25 września 2021
życie i ...

Równowaga

24 września 2021
życie i książki

„Znikopis”

24 września 2021
życie i ...

Czarownice

14 lipca 2023
życie i problemy

Wpis z notatnikiem

25 września 2021
życie i ...

Czarno-biały styczeń

28 stycznia 2024
życie i książki

Opowieści rodzinne. Prawie lato – część 6. Urodziny Hani

27 kwietnia 2023

© 2025 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme