Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
Ja nad morzem, siedzę na piasku, pogoda wiosenna, nie jest to zwykły dzień jak co dzień

Dzień jak co dzień

Posted on 2 grudnia 20222 grudnia 2022 by Ola

Dzwoni budzik.

Wstaję.

A potem jest tylko gorzej. Dzień jak co dzień. Można być wykończonym od rana!

Mój syn od rana prosi: „Mama, tylko na mnie nic nie krzycz dzisiaj, dobra? Chcę mieć najlepszy dzień!”, przez co oczywiście czuję się jak najgorsza mama świata. A ja naprawdę nie krzyczę jakoś dużo! Jestem w normie! Moje dziecko jest widać poza tą normą, albo się z nią jeszcze nie zapoznało. Za dużo pięknych książeczek, gdzie nikt na nikogo się nie denerwuje, tylko rodzice zawsze mają świętą cierpliwość. Muszę znaleźć mu coś na odtrutkę. Znacie jakieś książki dla dzieci, gdzie rodzic jest normalny i czasem traci cierpliwość? To napiszcie, uratujecie moją psychikę!

Kiedy Mały odprowadzony do szkoły, z peleryną Harrego Pottera w plecaku, ja wracam do domku, bo przed moimi zajęciami mam jeszcze godzinkę „czasu dla siebie”. Taaa…

Wchodzę, od razu chwytam odkurzacz, jedno z głowy. Chcę wydrukować do szkoły parę rzeczy, ale po drodze zauważam suszarkę z ubraniami do rozłożenia już po szafkach. Ściągam, składam, roznoszę. Po drodze nastawiam pralkę na następne pranie, przecieram brudy po kocich łapach na umywalce, zbieram rzeczy, które w łazience nie powinny być i odnoszę na miejsce. To ustawiam, to wygładzam, to… mam już w nosie. A to idzie do śmieci. O, śmietnik pełen, idę wyrzucić. Po drodze na schodach, już w górę z powrotem na swoje piętro, spotykam koty, które zdecydowały się spędzić chwilę swojego czasu na podwórku, więc zawracam i otwieram im drzwi na dole, księciuniom się nie odmawia. Idę po schodach z powrotem. Co ja właściwie chciałam zrobić? A, śniadanie zjeść! To jeszcze tylko opróżnienie zmywarki, przetarcie blatów płynem na kocie łapki, łażące tu po nocy, wiecie, księciuniom… itd. Cholerka, znowu do jedzenia wafle ryżowe, niech będzie… Zrobię lepiej jeszcze listę zakupów. Kartka, papier… Rany, ja przecież miałam wydrukować coś do szkoły!!!

No tak. Fajna chwila dla siebie. Do tego zerkanie w telefon, czy ktoś coś fajnego napisał, co tam słychać w instawtorek, czy na poczcie czegoś ważnego nie ma… A że było, to skorzystałam i zapisałam się na popołudniowy webinar o dziecięcej literaturze. Temat dla mnie bardzo na czasie. I się pochwalę sama, że jeszcze gdzieś w międzyczasie zupkę ugotowałam, żeby było coś dobrego na wieczór, co rozgrzeje.

No tak, dzień jak co dzień.

Ale przyznajcie z ręką na sercu, że życzymy sobie nawzajem w głębi duszy jak najwięcej takich zwykłych dni. Bo to co przerywa monotonię, to zazwyczaj nic przyjemnego. Nic milusiego i pluszowego. Ja wolę odkurzać, kręcić się jak bąk po tych moim bałaganie, niż… No właśnie. Wstawcie tu sobie swoje lęki, obawy, przeczucia. Złe wiadomości. Obrazy z ekranu. Z życia też mogą być.

Kiedy wrzucałam do zupy warzywa, myślałam sobie jeszcze o jednej sprawie. Ostatnio na instagramie padło pytanie, co jest naszym ulubionym jedzeniem, jedzeniem – pocieszeniem, jedzeniem na złe chwile i na poprawę humoru. I tak mi w głowie to pytanie siedziało.

Zupy – bo rozgrzewają?

Czekolada – bo wiadomo, zdrowa i w ogóle?

Kawa – bo bez niej ani rusz?

Pizza – bo na szybko i bez problemu?

Spaghetti – bo wszyscy lubią?

Kanapki i herbata w termosie – bo kojarzą się z wyprawą, z wycieczką, z jedzeniem, kiedy jest się wygłodniałym jak wilk i wszystko smakuje sto razy lepiej?

Szarlotka z cynamonem – bo kocham od dzieciństwa?

Placki ziemniaczane – bo nieodmiennie przywołują na myśl obiady u babci?

Kluski z makiem na Wigilię – bo nic tak dobrze się nie kojarzy, jak wigilijne potrawy? Nic innego tak mi nie pachnie rodzinnie, ciepło i wzruszająco?

Co tu wybrać?

A może to wszystko ma jakiś wspólny punkt styczny? – pomyślałam w pewnym momencie.

I ta myśl mnie zatrzymała. Znalazłam punkt styczny i kawy, i klusek z makiem, i pizzy, i placków i szarlotki z cynamonem. I nawet wafli ryżowych z resztką dżemu.

To ktoś obok. To ktoś, z kim zjesz z apetytem i zwykłą kanapkę z serem. To ktoś, kto wyłania się we wspomnieniach, kiedy odwracasz na patelni przypieczony placek i mówisz do swoich dzieci: „Wiecie, że babcia, jak robiła placki, to zawsze z zupą owocową?”. „Wiemy, mamo – dzieci przewrócą oczami – mówisz to kolejny raz!”. Oj tam.

To ktoś obok, kto dosypuje do każdego talerza i kubeczka szczyptę swojego uśmiechu, zainteresowania.  

Nie napiszę tego lepiej, niż zrobiła to już dawno temu w mojej najukochańszej książce moja najukochańsza pisarka. Zapraszam, poczytajcie! Oto przed Państwem fragmenty książki „Opium w rosole” autorstwa Małgorzaty Musierowicz (Wydawnictwo Akapit Press):

Pierwszy fragment, kiedy do domu państwa Lewandowskich w poznańskiej kamienicy na Roosvelta dzwoni mała, sześcioletnia dziewczynka. Przedstawia się jako Genowefa Lompke i oznajmia, że przyszła na obiadek. Pani Lewandowska oczywiście wpuszcza głodne dziecko do domu, bo nie umiałaby zrobić inaczej. Sadza Geniusię przy stole i podaje rosół i szare kluski z przysmażoną kapustą i skwarkami dla wszystkich domowników.

Sama też zaczyna jeść i obserwuje dziewczynkę:

„ Zauważyła, że mała nie jest specjalnie wygłodzona. Jadła chętnie, lecz nieuważnie, zajęta przede wszystkim tym, co działo się przy stole. Poufne żarty, docinki i rozmowy zdawały się ją zachwycać. Wodziła lśniącymi oczami od jednej osoby do drugiej i radośnie wtórowała każdemu wybuchowi śmiechu. Mocne rumieńce wystąpiły na jej pociągłą buzię, nakrytą czarną, sztywną i błyszczącą czupryną, sterczącą na wszystkie strony (…)”

Owa Geniusia z uśmiechem oznajmiła w pewnym momencie obiadku, z najszczerszą zresztą sympatią:

„- Przyszłam specjalnie na obiadek (…). Ja chciałam tu być. Widziałam przez okno, jak tu jest fajnie. Wszyscy siedzą i jedzą. I śmieją się. To przyszłam.”

Przez całą książkę przewijają się losy zaradnej Geniusi, co to chwyta za serca swoją tęsknotą za miłością. Jest jak szczeniaczek, co łasi się do człowieczej ciepłej dłoni. Początkowo zupełnie kontrastową postacią wydaje się druga bohaterka, Aurelia. Oto jej kolacja:

„Talerz już czekał, lśniąc w blasku kilku żarówek – była na nim polędwica i szynka w plasterkach, pokrajany żółty ser, rzodkiewki i ogórek, wszystko trochę już wyschnięte, bo Aurelii nie było zbyt długo.

Pani Lisiecka przyniosła jeszcze szklankę kakao, chleb, masło i dżem.

– Jedz – powiedziała z niechęcią.

Aurelia nie jadła.

Pani Lisiecka spojrzała na nią, jakby chciała ją uderzyć.

– Jedz, mówię ci. Obiadu nie zjadłaś, to chociaż zjedz kolację. Wciąż nic nie jesz. Mamusia się zmartwi. No, co ja powiem mamusi, jak po ciebie przyjdzie. Że znów nie jadłaś. Mamusia stoi po polędwicę, pieniążki wydaje. A ty nie jesz. Jedz.

Aurelia, nie patrząc na nią, z oczami wbitymi w stół, wzięła w usta kawałek szynki. Chwilę pożuła, następnie żuć przestała i siedziała z pełnymi ustami, tępo patrząc w kolorowy ekran telewizora. Po ekranie biegali ludzie z karabinami i strzelali do innych ludzi z karabinami. Przejechały czołgi (…). Aurelia czuła, że boli ją brzuch.

– Czemu nie jesz? Jedz – nakazała pani Lisiecka głosem suchym jak drewniana listwa.

Dziewczynka spróbowała przełknąć pogryzioną wędlinę, ale nie mogła (…), wreszcie wypluła szynkę w garść. Poczekała, aż pani Lisiecka znów się odwróci – i szybko schowała różową paćkę do kieszeni.”

I trzeci fragment, już ostatni, kochani. Chociaż z całego serca polecam przeczytać książkę w całości!

W tym fragmencie okazuje się, że Aurelia, która „nie lubi” jeść i Geniusia, która w atmosferze akceptacji zajada, aż jej się uszy trzęsą – to ta sama dziewczynka. O tym wszystkim dowiaduje się jej mama, kiedy szuka swojej córki w kamienicy przy Roosvelta, u poszczególnych lokatorów. W końcu trafia do pani Borejko:

„ – Gdzie jest też moja córka? Czy mówiła, dokąd idzie? Może  – do domu?

– Poszła, zdaje się do sąsiada. Do pana Ogorzałki. Wróci niedługo.

– Idę tam – zerwała się Ewa, po czym jakaś myśl kazała jej przystanąć. – Przepraszam, czy ona też… chodziła tu… na obiady?

– O tak! – zaśmiała się pani Borejko. – Apetyt ma, aż miło! Przed chwilą wrąbała dwa wielkie talerze rosołu i…

– Rosołu?! – Ewa była tak zdumiona, że już nawet nie usiłowała przepraszać za córkę. – Aurelia nie cierpi rosołu! Nienawidzi! Trzeba ją zmuszać, żeby przełknęła choć łyżkę! Czy może to był jakiś specjalny rosół?…

– Zwykły chudy rosołek.

– Może… jakaś specjalna przyprawa?…

Pani Borejkowa roześmiała się.

– Może. Przyprawa pana Ogorzałki. Zresztą potem i Gabrysia, moja córka, przyprawiała, i ja. To niezawodna przyprawa. Wszystko z nią smakuje, nawet suche ziemniaki.

– Maggi? – dopytywała się Ewa całkiem już natarczywie, po czym zreflektowała się i pokryła zmieszanie suchym śmieszkiem. – Albo może jakiś narkotyk?

– Może to i narkotyk: trochę serca – śmiała się pani Borejko. – My tu bardzo lubimy (…) Aurelię. To takie wesołe, ufne, śmiałe dziecko. Ma taki łatwy, serdeczny kontakt z ludźmi.

Ewa aż usta otworzyła ze zdumienia.

– Kto, Aurelia?!

Mama Borejkowa spojrzała uważnie na twarz młodej kobiety. Oprócz zdumienia ujrzała tam i napięcie. A także głęboki, ukryty smutek.

Nic nie powiedziała, tylko przechyliła się i poklepała  Ewę po ręce.”

Bożesz ty mój, jak ja kocham tę książkę! „Opium w rosole”, Małgorzata Musierowicz, napisana w Polsce stanu wojennego, w 1983 roku.

I nikt o tego czasu nie opisał lepiej, jak bardzo każde dziecko – i każdy dorosły – potrzebuje akceptacji i tajemniczej przyprawy do codziennego życia. 

Odrobiny serca.

***

To jeszcze tylko wam zdradzę, że zaczęłam ten wpis we wtorek w listopadzie, a dziś jest już grudniowy piątek, ale co tam, w końcu każdy kolejny dzień to był dzień jak co dzień i brakowało czasu pomiędzy jednym kociokwikiem a drugim! 

Nawigacja wpisu

← Listopadowe impresje
 Co przynosi Gwiazdor pod choinkę? Książki!   →

3 thoughts on “Dzień jak co dzień”

  1. Hanna pisze:
    2 grudnia 2022 o 18:50

    Olu cudnie się ciebie czyta jak ja się dzisiaj obudziłam zrobiłam sobie kawę i piłam ją w łóżku to powiedzialam do siebie :jak ja kocham tą kuchnie ten spokój niech tak będzie zawsze* ale ja jestem już na emeryturze jak moje najmłodsze dziecko miało 6 lat to był wyścig z czasem mojej Mamy już nie było i nie umiałam tak pięknie i z serca przelac moich myśli rozterek na papier a nawet gdyby to i tak nikt tego by nie przeczytał masz rację Olu że ta powtarzalność dnia codziennego jest lepsza od nagłych zmian w naszym życiu dziś np. mija tydzień od tamtego piątku – szok – boję się takich wypadków bo ciężko się to przeżywa ale na szczęście bywają też radosne zmiany i wcale nie jest ich mało wszystko zależy od tego co sprawia nam radość np. bardzo cieszę się że jutro spotkamy się na kawce. Musierowicz baaardzo lubię zachęciłaś mnie do ponownego czytania

    Odpowiedz
  2. Przytulniej pisze:
    2 stycznia 2023 o 23:42

    Fajny i niejedyny tego typu artykuł na tej stronie. Każdy kto zaczyna się interesować tematem powinien się z tą stroną zapoznać, a ja od siebie mogę powiedzieć, że na pewno polecę ją znajomym. Ciężką i uczciwą pracę należy nagradzać… Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. Ola pisze:
      4 stycznia 2023 o 08:55

      Dziękuję pięknie! Od razu zrobiło mi się przytulniej 🙂 również pozdrawiam!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach
  • dziś jest tylko wyrazem
  • Bajki

Archiwa blogowe:

  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, troch Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, trochę obok Leśmiana,  ale tak bardziej w mrok, gdzie pod nogami pałętają się koty, jeże, w bibliotece wszystko wszak może się zdarzyć, jesienny zachód słońca też, nicości, byt z niebytem się mylą, a ja obok stoję i przypatruję się przelatującym gawronom, pomiędzy istnieniem a jego odwrotnością, wyciągam z regału Rymkiewicza, na los się zdaję, oj, to nie jest najlepszy pomysł... 
@w.dziurawych.trampkach - wybrałam te jesienne ogrody, proszę bardzo:)
_________________________
Jarosław Marek Rymkiewicz
Zachód słońca w Milanówku
Wyd. Sic!
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #jarosławmarekrymkiewicz #zachódsłońcawmilanówku
Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życi Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życio-pisarek. Czytałam Książkę o miłości, czytałam Hałas, teraz Najgorszego człowieka i uważam że nikt poza Halber nie umiałby pisać jak Halber. I już. Ja tą szczerość i odzieranie warstw biorę i zachłannie czytam.
O czym jest #najgorszyczłowieknaświecie pisał swego czasu cały bookstagram, pod tym hasztagiem jest mnóstwo opisów, ja już tylko dodam swój stary wierszyk o kocie, bo pasuje do okładki:

Mam takiego kotka
Mały dość jest, nieporadny, 
nawet chwilami zabawny 
Balkon na czwartym piętrze 
wydaje mu się idealny 
do skakania przy barierkach

Chyba nie wie co to lęk

Przychodzi 
i bez pytania czy może 
każe się głaskać 

On naprawdę nie wie 
Co to lęk

PS. Tak, to jest książka o lęku. 
Czytaliście? Lubicie ten styl pisania?
______________________________
Małgorzata Halber 
@mroczny_msciciel 
Najgorszy człowiek na świecie 
Wyd. Znak Literanova 
@znak_literanova 
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram  #małgorzatahalber #znakliteranova
Bajka na dobranoc to nowy projekt bajkowy, który n Bajka na dobranoc to nowy projekt bajkowy, który nam przyjemność przedstawić. Zanim przejdę do szczegółów, to powiem jedno: od września czytam dzieciom opowieści z tego cyklu i podoba się nam. A to najważniejsze. 

Cóż to jest, ów projekt i cykl?
Otóż Mateusz Racut - twórca Bajki na dobranoc - zaprasza nas do Lasu Mądrości, a tam czekają naprawdę sympatyczni bohaterowie: Lisek Dobrusek, Żabka Fajtłapka, Sowa Wiedzulka i inni. Przeżywają swoje leśne i życiowe problemy, raz będzie to złość i zazdrość, raz samotność, raz problemy ze zdrowiem... No samo życie, nieprawdaż? 
I cała magia bajek z Lasu polega teraz na tym, że problemy można rozwiązać... bez czarów. Żabka, Lisek, Dzik, Mrówka uczą się rozmawiać, oddychać, zastanawiać nad daną sytuacją a Lisek Dobrusek zawsze zapisuje w swoim pamiętniku, czego się dziś nauczył. I jest w tym piękna prostota, którą lubią dzieci. Lubią też powtarzalność bajek, ich przewidywalność i ciepło, które kryje się także w literackim języku opowiastek. 

Last but not least - są też kolorowanki do wydruku i wersje audio - taki bonus:) 

Nie poznałabym Liska Dobruska, gdyby nie propozycja współpracy ze strony twórcy - za co teraz naprawdę dziękuję. Po paru dobrych tygodniach sprawdzania i testowania - polecam. Polecamy! Bo dzieciaki-przedszkolaki najbardziej :) 

www.bajkanadobranoc.com
______________________
#gdziespomiedzy
#bookstagram #literaturadladzieci #współpraca #mateuszracut #bajkanadobranoc #całapolskaczytadzieciom
Lubię świat z wierszy Małgorzaty Lebdy. Bliskie j Lubię świat z wierszy Małgorzaty Lebdy. 
Bliskie jest mi szukanie słów na opisanie życia tu i teraz, ale także gdzieś z boku. Chwile które stają się metaforą, lub też zupełnie na odwrót - szukanie tego, co najprostsze, już bardziej przecież o codzienności i to tak do kości się nie da. 
Właśnie tak, posłuchajcie: "możliwe, że chodziło o proste sprawy: pokryte rdzą brzozy, jary, w których rodziła się noc (...). I jeszcze to: słowa, te, co robią nam w środku radykalne rzeczy". 
Możliwe wszak, że chodzi właśnie o to.

"I czytanie wierszy, czytanie wierszy, czytanie wierszy na głos".

Rytmiczne, uspokajające staccato...
________________________
Małgorzata Lebda
Mer de Glace
Wyd. Warstwy
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #małgorzatalebda #merdeglace #wydawnictwowarstwy
Dobre to było kryminalne czytanie, muszę przyznać. Dobre to było kryminalne czytanie, muszę przyznać. Takie wyważone - akcja, groza i humor w proporcjach, które pozwalają zanurzyć się w książce z przyjemnością.

A sama historia oparta jest najpierw o opowieści  rodzinne, sięgające jeszcze czasów powstania styczniowego, potem autor sięga po opowieści i kroniki kryminalne, dodaje też parę legend z gór świętokrzyskich. 
Siembieda scala to wszystko historią dwóch zwaśnionych rodzin, dla których honor = zemsta i kto tego równania nie rozumie, to do rodziny nie należy, koniec kropka. Ech, Jadźka, mogłaś pokochać kogo innego, a tak to szekspirowski dramat się ułożył... 

Dodam, że nie jest to właściwie typowy kryminał, trochę się wymyka gdzieś obok, powiedziałabym bardziej: opowieść kryminalna. Z panoramą zawieruchy dziejów w tle, bo jak na powstaniu styczniowym się zaczęło, tak kończy się w czasach programu Temat dla reportera. Nie szukamy z komisarzami sprawcy, nie grzebiemy z detektywami czy profilerami w głowach morderców - bo wiemy co i kto. A jednak zostajemy z pytaniem o tę naszą ludzką naturę... 

I z obrazem wosku skapującego z gromnicy, kiedy zostaje wydany wyrok.

Jesienna polecajka - jak najbardziej!

@znak_literanova @monika_i_ksiazki - współpraca barterowa - i to udana, dziękuję :) 
____________________________
Maciej Siembieda 
@maciejsiembieda
Gołoborze
Wyd. Znak Literanova
#wspolpracabarterowa
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #maciejsiembieda #gołoborze #maciejsiembiedagołoborze
#wydawnictwoznakliteranova
Jak zadbać o siebie, kiedy w dzieciństwie nikt cię Jak zadbać o siebie, kiedy w dzieciństwie nikt cię tego nie nauczył - próba odpowiedzi. 
Próba, bo to pytanie na które nie będzie jednej prostej odpowiedzi. 

Więc - czy to próba udana? 

Dla mnie tak. Poradnik Niewidzialne rany mogę spokojnie polecać, jeżeli szukacie książkowo-fachowej pomocy w zakresie uporania się z dorastaniem w dysfunkcyjnym domu. 
Bez ckliwości, konkretnie o problemach w dorosłym życiu, kiedy dzieciństwo nie zapewniło ci stabilności emocjonalnej i kiedy wciąż jedną nogą - a raczej częścią umysłu - w tym rodzinnym domu tkwisz. 

"Chcę pokazać mechanizmy, zależności i schematy, które posłużą ci do stworzenia instrukcji obsługi własnej głowy" - pisze we wstępie autorka. Nie obiecuje różów ani brokatów na nowej ścieżce życia, ale mówi: spróbuj się sobie przyjrzeć z boku, daj sobie szansę. Przeczytaj, czemu się boisz, czemu wciąż jesteś przekonana o swojej "beznadziejności", a jak trzeba to idź też na terapię, przegadaj to swoje życie, daj sobie przyzwolenie na pomoc.

Warto zwrócić uwagę, że nie jest to akt oskarżenia wobec rodziców, nie - cała uwaga skupiona jest na próbie zrozumienia, przyjęcia pewnych faktów i zdecydowania się na takie życie, które nie będzie już uwięzieniem w przeszłości. 

Poradnik o odzyskiwaniu równowagi, nie dzięki magicznym plasterkom, a dzięki wiedzy z zakresu psychologii. 
Więc ja mówię: tak. Polecajka - jeśli potrzebujesz. 

#współpracabarterowa z @wydawnictwo_publicat
_____________________
Niewidzialne rany
Andżelika Dominiak-Banach
@andzelika.dominiak_psycholog
Wyd. Publicat
Ilustracje: Patrycja Niewiadomska
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #niewidzialnerany #andżelikadominiakbanach  #wydawnictwopublicat
Arabeski to rodzaj wypełnienia, tło, ozdobne motyw Arabeski to rodzaj wypełnienia, tło, ozdobne motywy - coś co nie jest głównym obrazem. Mikroświaty. 
Opowiadane mimochodem, przyuważone, tu ślub, tu szpital, tam sprzątanie, albo ta smutna randka w hotelu, dzieciaki, którym zawozi się puszki i konserwy, przecież wojna, ale też przecież zwyczajne życie...
Ślady i zapiski spomiędzy światów ważniejszych i bardziej zrozumiałych: frontu i codzienności. 
Kiedy nachodzą na siebie, wszystko staje się inne. Niepasujące. Poprzesuwane.
Czytanie takich książek staje się rodzajem  współodczuwania, trudno z tych opowiadań wyjść. I to jeszcze w taki na przykład złoty październik sobie wyjść, ale warto je przeczytać, naprawdę.
Przynajmniej ja tak myślę;)

A wypożyczone są Arabeski z biblioteki, przypadkiem, kiedy tak chciałam już nic nowego nie brać, ach te postanowienia...
____________________________
Arabeski
Serhij Żadan
Tłum. Michał Petryk 
Wyd. Czarne
_____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #arabeski #serhijżadan #wydawnictwoczarne
Sięgnęłam po Złodziei bzu, bo akurat miałam na tel Sięgnęłam po Złodziei bzu, bo akurat miałam na telefonie. A miałam bo kiedyś naczytałam się, że "czytajcie, czytajcie, będzie fajnie!".
No i nie, nie było fajnie, składam reklamację! I skargę i zażalenie. I ja się tak nie bawię i już.
Po pierwsze - nie było ostrzeżenia, że to parodia. Zdążyłam się pierdyliard razy oburzyć, zanim dotarło do mnie, że to groteska, parodia właśnie, że to Nic śmiesznego z innymi rekwizytami, że to Kariera Nikosia Dyzmy choć z innym tłem. Z wąsem Wałęsy.
Dopiero tak ustawiona perspektywa pozwoliła mi czytać spokojnie.
Po drugie - wcale i tak nie czytało się spokojnie, bo główny bohater to strasznie antypatyczna postać. Wkurzająca.
Po trzecie - wkurzam się na siebie, bo może wychodzi ze mnie jakaś, omatkobosko, dulszczyzna??? Jakieś kołtuny mam do rozplątania? Nie umiem sama z siebie się pośmiać? Cha, cha, cha. Właśnie że umiem. 
Po piąte i dziesiąte - żeby bez śmierdział zgnilizną - to już przesada. Totalnie. Tu już czuję się urażona do żywego! 

W każdym razie dzieje rodziny z Wołynia w naprawdę innym ujęciu, nietypowo. 

Kto teraz też chce przeczytać?? 😂
________________________
Złodzieje bzu
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Wyd. Noir sur Blanc
________________________
#gdziespomiedzy
#bookstagram #złodziejebzu #hubertklimkodobrzaniecki #noirsurblanc
Mój Instagram

życie i książki

Opowieści rodzinne. Lato – część 3

1 października 2023
życie i książki

Opowieści rodzinne. Lato – część 1

27 lipca 2023
życie i ...

Jak nie wybuchać złością

25 września 2021
życie i ...

Bajka – przeplatajka

30 listopada 2024
życie i ...

śmierci się wesoło i względnie swobodnie

19 października 2024
życie i problemy

Dzieci i trudne tematy… Jak rozmawiać o śmierci?

29 maja 2022
życie i problemy

„Kołyska”

16 grudnia 2021
życie i ...

Dialogi

11 listopada 2021
życie i ...

zieleń od pierwszego zdania

12 grudnia 2024
życie i problemy

List do naszych dzieci

13 maja 2022

© 2025 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme