Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
Ja nad morzem, siedzę na piasku, pogoda wiosenna, nie jest to zwykły dzień jak co dzień

Dzień jak co dzień

Posted on 2 grudnia 20222 grudnia 2022 by Ola

Dzwoni budzik.

Wstaję.

A potem jest tylko gorzej. Dzień jak co dzień. Można być wykończonym od rana!

Mój syn od rana prosi: „Mama, tylko na mnie nic nie krzycz dzisiaj, dobra? Chcę mieć najlepszy dzień!”, przez co oczywiście czuję się jak najgorsza mama świata. A ja naprawdę nie krzyczę jakoś dużo! Jestem w normie! Moje dziecko jest widać poza tą normą, albo się z nią jeszcze nie zapoznało. Za dużo pięknych książeczek, gdzie nikt na nikogo się nie denerwuje, tylko rodzice zawsze mają świętą cierpliwość. Muszę znaleźć mu coś na odtrutkę. Znacie jakieś książki dla dzieci, gdzie rodzic jest normalny i czasem traci cierpliwość? To napiszcie, uratujecie moją psychikę!

Kiedy Mały odprowadzony do szkoły, z peleryną Harrego Pottera w plecaku, ja wracam do domku, bo przed moimi zajęciami mam jeszcze godzinkę „czasu dla siebie”. Taaa…

Wchodzę, od razu chwytam odkurzacz, jedno z głowy. Chcę wydrukować do szkoły parę rzeczy, ale po drodze zauważam suszarkę z ubraniami do rozłożenia już po szafkach. Ściągam, składam, roznoszę. Po drodze nastawiam pralkę na następne pranie, przecieram brudy po kocich łapach na umywalce, zbieram rzeczy, które w łazience nie powinny być i odnoszę na miejsce. To ustawiam, to wygładzam, to… mam już w nosie. A to idzie do śmieci. O, śmietnik pełen, idę wyrzucić. Po drodze na schodach, już w górę z powrotem na swoje piętro, spotykam koty, które zdecydowały się spędzić chwilę swojego czasu na podwórku, więc zawracam i otwieram im drzwi na dole, księciuniom się nie odmawia. Idę po schodach z powrotem. Co ja właściwie chciałam zrobić? A, śniadanie zjeść! To jeszcze tylko opróżnienie zmywarki, przetarcie blatów płynem na kocie łapki, łażące tu po nocy, wiecie, księciuniom… itd. Cholerka, znowu do jedzenia wafle ryżowe, niech będzie… Zrobię lepiej jeszcze listę zakupów. Kartka, papier… Rany, ja przecież miałam wydrukować coś do szkoły!!!

No tak. Fajna chwila dla siebie. Do tego zerkanie w telefon, czy ktoś coś fajnego napisał, co tam słychać w instawtorek, czy na poczcie czegoś ważnego nie ma… A że było, to skorzystałam i zapisałam się na popołudniowy webinar o dziecięcej literaturze. Temat dla mnie bardzo na czasie. I się pochwalę sama, że jeszcze gdzieś w międzyczasie zupkę ugotowałam, żeby było coś dobrego na wieczór, co rozgrzeje.

No tak, dzień jak co dzień.

Ale przyznajcie z ręką na sercu, że życzymy sobie nawzajem w głębi duszy jak najwięcej takich zwykłych dni. Bo to co przerywa monotonię, to zazwyczaj nic przyjemnego. Nic milusiego i pluszowego. Ja wolę odkurzać, kręcić się jak bąk po tych moim bałaganie, niż… No właśnie. Wstawcie tu sobie swoje lęki, obawy, przeczucia. Złe wiadomości. Obrazy z ekranu. Z życia też mogą być.

Kiedy wrzucałam do zupy warzywa, myślałam sobie jeszcze o jednej sprawie. Ostatnio na instagramie padło pytanie, co jest naszym ulubionym jedzeniem, jedzeniem – pocieszeniem, jedzeniem na złe chwile i na poprawę humoru. I tak mi w głowie to pytanie siedziało.

Zupy – bo rozgrzewają?

Czekolada – bo wiadomo, zdrowa i w ogóle?

Kawa – bo bez niej ani rusz?

Pizza – bo na szybko i bez problemu?

Spaghetti – bo wszyscy lubią?

Kanapki i herbata w termosie – bo kojarzą się z wyprawą, z wycieczką, z jedzeniem, kiedy jest się wygłodniałym jak wilk i wszystko smakuje sto razy lepiej?

Szarlotka z cynamonem – bo kocham od dzieciństwa?

Placki ziemniaczane – bo nieodmiennie przywołują na myśl obiady u babci?

Kluski z makiem na Wigilię – bo nic tak dobrze się nie kojarzy, jak wigilijne potrawy? Nic innego tak mi nie pachnie rodzinnie, ciepło i wzruszająco?

Co tu wybrać?

A może to wszystko ma jakiś wspólny punkt styczny? – pomyślałam w pewnym momencie.

I ta myśl mnie zatrzymała. Znalazłam punkt styczny i kawy, i klusek z makiem, i pizzy, i placków i szarlotki z cynamonem. I nawet wafli ryżowych z resztką dżemu.

To ktoś obok. To ktoś, z kim zjesz z apetytem i zwykłą kanapkę z serem. To ktoś, kto wyłania się we wspomnieniach, kiedy odwracasz na patelni przypieczony placek i mówisz do swoich dzieci: „Wiecie, że babcia, jak robiła placki, to zawsze z zupą owocową?”. „Wiemy, mamo – dzieci przewrócą oczami – mówisz to kolejny raz!”. Oj tam.

To ktoś obok, kto dosypuje do każdego talerza i kubeczka szczyptę swojego uśmiechu, zainteresowania.  

Nie napiszę tego lepiej, niż zrobiła to już dawno temu w mojej najukochańszej książce moja najukochańsza pisarka. Zapraszam, poczytajcie! Oto przed Państwem fragmenty książki „Opium w rosole” autorstwa Małgorzaty Musierowicz (Wydawnictwo Akapit Press):

Pierwszy fragment, kiedy do domu państwa Lewandowskich w poznańskiej kamienicy na Roosvelta dzwoni mała, sześcioletnia dziewczynka. Przedstawia się jako Genowefa Lompke i oznajmia, że przyszła na obiadek. Pani Lewandowska oczywiście wpuszcza głodne dziecko do domu, bo nie umiałaby zrobić inaczej. Sadza Geniusię przy stole i podaje rosół i szare kluski z przysmażoną kapustą i skwarkami dla wszystkich domowników.

Sama też zaczyna jeść i obserwuje dziewczynkę:

„ Zauważyła, że mała nie jest specjalnie wygłodzona. Jadła chętnie, lecz nieuważnie, zajęta przede wszystkim tym, co działo się przy stole. Poufne żarty, docinki i rozmowy zdawały się ją zachwycać. Wodziła lśniącymi oczami od jednej osoby do drugiej i radośnie wtórowała każdemu wybuchowi śmiechu. Mocne rumieńce wystąpiły na jej pociągłą buzię, nakrytą czarną, sztywną i błyszczącą czupryną, sterczącą na wszystkie strony (…)”

Owa Geniusia z uśmiechem oznajmiła w pewnym momencie obiadku, z najszczerszą zresztą sympatią:

„- Przyszłam specjalnie na obiadek (…). Ja chciałam tu być. Widziałam przez okno, jak tu jest fajnie. Wszyscy siedzą i jedzą. I śmieją się. To przyszłam.”

Przez całą książkę przewijają się losy zaradnej Geniusi, co to chwyta za serca swoją tęsknotą za miłością. Jest jak szczeniaczek, co łasi się do człowieczej ciepłej dłoni. Początkowo zupełnie kontrastową postacią wydaje się druga bohaterka, Aurelia. Oto jej kolacja:

„Talerz już czekał, lśniąc w blasku kilku żarówek – była na nim polędwica i szynka w plasterkach, pokrajany żółty ser, rzodkiewki i ogórek, wszystko trochę już wyschnięte, bo Aurelii nie było zbyt długo.

Pani Lisiecka przyniosła jeszcze szklankę kakao, chleb, masło i dżem.

– Jedz – powiedziała z niechęcią.

Aurelia nie jadła.

Pani Lisiecka spojrzała na nią, jakby chciała ją uderzyć.

– Jedz, mówię ci. Obiadu nie zjadłaś, to chociaż zjedz kolację. Wciąż nic nie jesz. Mamusia się zmartwi. No, co ja powiem mamusi, jak po ciebie przyjdzie. Że znów nie jadłaś. Mamusia stoi po polędwicę, pieniążki wydaje. A ty nie jesz. Jedz.

Aurelia, nie patrząc na nią, z oczami wbitymi w stół, wzięła w usta kawałek szynki. Chwilę pożuła, następnie żuć przestała i siedziała z pełnymi ustami, tępo patrząc w kolorowy ekran telewizora. Po ekranie biegali ludzie z karabinami i strzelali do innych ludzi z karabinami. Przejechały czołgi (…). Aurelia czuła, że boli ją brzuch.

– Czemu nie jesz? Jedz – nakazała pani Lisiecka głosem suchym jak drewniana listwa.

Dziewczynka spróbowała przełknąć pogryzioną wędlinę, ale nie mogła (…), wreszcie wypluła szynkę w garść. Poczekała, aż pani Lisiecka znów się odwróci – i szybko schowała różową paćkę do kieszeni.”

I trzeci fragment, już ostatni, kochani. Chociaż z całego serca polecam przeczytać książkę w całości!

W tym fragmencie okazuje się, że Aurelia, która „nie lubi” jeść i Geniusia, która w atmosferze akceptacji zajada, aż jej się uszy trzęsą – to ta sama dziewczynka. O tym wszystkim dowiaduje się jej mama, kiedy szuka swojej córki w kamienicy przy Roosvelta, u poszczególnych lokatorów. W końcu trafia do pani Borejko:

„ – Gdzie jest też moja córka? Czy mówiła, dokąd idzie? Może  – do domu?

– Poszła, zdaje się do sąsiada. Do pana Ogorzałki. Wróci niedługo.

– Idę tam – zerwała się Ewa, po czym jakaś myśl kazała jej przystanąć. – Przepraszam, czy ona też… chodziła tu… na obiady?

– O tak! – zaśmiała się pani Borejko. – Apetyt ma, aż miło! Przed chwilą wrąbała dwa wielkie talerze rosołu i…

– Rosołu?! – Ewa była tak zdumiona, że już nawet nie usiłowała przepraszać za córkę. – Aurelia nie cierpi rosołu! Nienawidzi! Trzeba ją zmuszać, żeby przełknęła choć łyżkę! Czy może to był jakiś specjalny rosół?…

– Zwykły chudy rosołek.

– Może… jakaś specjalna przyprawa?…

Pani Borejkowa roześmiała się.

– Może. Przyprawa pana Ogorzałki. Zresztą potem i Gabrysia, moja córka, przyprawiała, i ja. To niezawodna przyprawa. Wszystko z nią smakuje, nawet suche ziemniaki.

– Maggi? – dopytywała się Ewa całkiem już natarczywie, po czym zreflektowała się i pokryła zmieszanie suchym śmieszkiem. – Albo może jakiś narkotyk?

– Może to i narkotyk: trochę serca – śmiała się pani Borejko. – My tu bardzo lubimy (…) Aurelię. To takie wesołe, ufne, śmiałe dziecko. Ma taki łatwy, serdeczny kontakt z ludźmi.

Ewa aż usta otworzyła ze zdumienia.

– Kto, Aurelia?!

Mama Borejkowa spojrzała uważnie na twarz młodej kobiety. Oprócz zdumienia ujrzała tam i napięcie. A także głęboki, ukryty smutek.

Nic nie powiedziała, tylko przechyliła się i poklepała  Ewę po ręce.”

Bożesz ty mój, jak ja kocham tę książkę! „Opium w rosole”, Małgorzata Musierowicz, napisana w Polsce stanu wojennego, w 1983 roku.

I nikt o tego czasu nie opisał lepiej, jak bardzo każde dziecko – i każdy dorosły – potrzebuje akceptacji i tajemniczej przyprawy do codziennego życia. 

Odrobiny serca.

***

To jeszcze tylko wam zdradzę, że zaczęłam ten wpis we wtorek w listopadzie, a dziś jest już grudniowy piątek, ale co tam, w końcu każdy kolejny dzień to był dzień jak co dzień i brakowało czasu pomiędzy jednym kociokwikiem a drugim! 

Nawigacja wpisu

← Listopadowe impresje
 Co przynosi Gwiazdor pod choinkę? Książki!   →

3 thoughts on “Dzień jak co dzień”

  1. Hanna pisze:
    2 grudnia 2022 o 18:50

    Olu cudnie się ciebie czyta jak ja się dzisiaj obudziłam zrobiłam sobie kawę i piłam ją w łóżku to powiedzialam do siebie :jak ja kocham tą kuchnie ten spokój niech tak będzie zawsze* ale ja jestem już na emeryturze jak moje najmłodsze dziecko miało 6 lat to był wyścig z czasem mojej Mamy już nie było i nie umiałam tak pięknie i z serca przelac moich myśli rozterek na papier a nawet gdyby to i tak nikt tego by nie przeczytał masz rację Olu że ta powtarzalność dnia codziennego jest lepsza od nagłych zmian w naszym życiu dziś np. mija tydzień od tamtego piątku – szok – boję się takich wypadków bo ciężko się to przeżywa ale na szczęście bywają też radosne zmiany i wcale nie jest ich mało wszystko zależy od tego co sprawia nam radość np. bardzo cieszę się że jutro spotkamy się na kawce. Musierowicz baaardzo lubię zachęciłaś mnie do ponownego czytania

    Odpowiedz
  2. Przytulniej pisze:
    2 stycznia 2023 o 23:42

    Fajny i niejedyny tego typu artykuł na tej stronie. Każdy kto zaczyna się interesować tematem powinien się z tą stroną zapoznać, a ja od siebie mogę powiedzieć, że na pewno polecę ją znajomym. Ciężką i uczciwą pracę należy nagradzać… Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. Ola pisze:
      4 stycznia 2023 o 08:55

      Dziękuję pięknie! Od razu zrobiło mi się przytulniej 🙂 również pozdrawiam!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i książki

Powrót do Whistle Stop

20 listopada 2021
życie i książki

Opowieści rodzinne. Lato – część 3

1 października 2023
życie i książki

„Uparte serce”

30 stycznia 2022
życie i ...

Czarno-biały styczeń

28 stycznia 2024
życie i książki życie i problemy

Z cyklu – co czytać

8 kwietnia 2022
życie i ...

Bajki

22 czerwca 2025
życie i problemy

O współczuciu

26 września 2021
życie i problemy

List do naszych dzieci

13 maja 2022
życie i ...

Życie i… lodówka.

4 czerwca 2022
życie i problemy

Żegnajcie wakacje, witajcie zarazki!

28 września 2021

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme