Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
Wiesia Żaczek, zdjęcie na tle morza, plaża.

Życie i… szkoła. Rozmowa.

Posted on 11 listopada 202312 listopada 2023 by Ola

Wiesia Żaczek o sobie:

"Każdego dnia wpada mi do głowy cytat, wypowiedź lub obraz, które niezwłocznie spotykają się z przemyśleniami. Mam mnóstwo zapytań względem tego co czytam, bądź doświadczam. Zawodowo jestem pedagogiem specjalnym, wychowawcą i nauczycielem współorganizującym. Uwielbiam swoją pracę, która zapiera dech w piersiach, gdyż wymaga ciągłej kreatywności, zmienności, czujności. Nigdy się nie nudzę. Jestem obserwatorem wszystkiego co mnie otacza. Poznaję, odczuwam i się rozwijam. Jestem dla siebie i dla innych. Każdy z nas ma prawo być sobą!"

Tytułem wstępu: w szkołach od 2022 roku dodatkową funkcję specjalisty pełni pedagog specjalny, który jest odpowiedzialny za uczniów z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego, tj. potrzebie dostosowania warunków rozwojowych, edukacyjnych względem własnych indywidualnych możliwości, umiejętności, potrzeb.

– Wiesiu, kto to jest pedagog specjalny? Na czym polega twoja praca? Czemu musisz tu – w szkole – być? I kim masz być?

– Pedagog specjalny to osoba, która wspiera innych nauczycieli. Wspiera też rodziców, którzy mają dzieci z niepełnosprawnościami. To osoba, która wie, jak postępować z dziećmi z niepełnosprawnościami. Ogólnie z młodszymi ludźmi, którzy mają jakieś trudności.

– Ale teraz to prawie wszystkie dzieci mają jakieś trudności. Czym się różnią twoje dzieci od innych?

– Można powiedzieć, że tutaj chodzi o papierek. Orzeczenie, które wydaje PPP. Ale tak właściwie to człowiek zwraca uwagę na wszystkie dzieci,  nie ma wyjątków. I tworzy się indywidualne podejście do każdego ucznia.

– Nie byłoby to łatwiejsze w mniejszej szkole?

– Pewnie byłoby. Ale jest to też wyzwanie. Jeśli ma się dzieci z orzeczeniami w szkole i jest ich sporo, i jest bardzo duże zróżnicowanie tych zaburzeń, to trzeba być bardzo kreatywnym, pomysłowym. Nie każde zaburzenie u każdego dziecka jest takie samo. Do każdego trzeba mieć inne podejście, mimo wykorzystywania schematów postępowań. Bo na każde zaburzenie jest jakiś schemat.

– Co jest najtrudniejszym elementem w tej pracy?

– Nie wiem… Nie wydaje mi się, że coś jest „najtrudniejsze”. Na pewno trzeba być jednocześnie spontanicznym i odpowiedzialnym. Bo ja nie wiem, co zrobi dane dziecko, w danym momencie, jak zareaguje. Trzeba bardzo obserwować dzieci, poznawać ich potrzeby i możliwości. I trzeba też synchronizować pracę nauczyciela prowadzącego lekcje, nauczyć go postępowania wobec tego dziecka, pokazać mu, że to dziecko troszkę inaczej funkcjonuje. Ma inne potrzeby. Wydaje mi się, że to jest trudny moment dla nas wszystkich, bo trzeba być jednak cały czas bacznym, obserwować, poznawać dzieci by wiedzieć, co w danym momencie zrobić. A nie ma na to jakiejś reguły. Wszystko się dzieje tu i teraz.

– A jednak każdy nauczyciel ma na głowie jednak parędziesiąt, paręset dzieci…

– Tak. I powiedziałabym jeszcze, że najtrudniejsze jest tworzenie dokumentacji przez cały czas. Non stop dokumentacja. Tego co się wydarzyło, co się zrobiło, jakie są efekty pracy, jakie działania się podejmowało. Moim zdaniem taki nauczyciel nie koniecznie musi wszystko opisywać, tylko działać, trochę jak rodzic w domu, działać tu i teraz. Jest codziennie w klasie i musi zadziałać na zasadzie tego, co widzi. Nie na zasadzie tego, co jest zapisane w dokumentach, bo to nie zawsze działa.

– A wtedy dokumenty idą swoją drogą, a praca swoją. I to, co dzieje się naprawdę czasem nijak ma się do papierów.

– Tym bardziej, że jak dzieci są w klasie, to są inne niż w domu czy na indywidualnych zajęciach. Są z innymi dziećmi, inne czynniki na nie wpływają, niekoniecznie takie, jakie są napisane w orzeczeniu. Bo orzeczenie to jest znów badanie w innych warunkach.

– A co jest najprzyjemniejsze w twojej pracy? Jest taki element?

– Uśmiech dzieci (ze śmiechem). To, że powiedzą: „ale panią lubię”, „pani jest fajna”, takie krótkie słowa. To, że chcą współpracować, że są twórcze przy tym. To, co zadaję, im wydaje się zabawą. A tak naprawdę to są małe kroczki i działania, dzięki którym widać postęp w ich rozwoju. To, że po dłuższym czasie widać te efekty.

– A jak dzieci z orzeczeniami radzą sobie ogólnie w naszej szkole? Szkole masowej.

– To zależy jakie to dziecko, z jakiego środowiska. Jak są dzieci z trudnych rodzin, to wszystko co się tu dzieje, w szkole masowej, nie sprzyja raczej poczuciu bezpieczeństwa i atmosferze spokoju. Zależy też jaka jest dysfunkcja. Nie wszystkie dzieci z autyzmem są takie same. Każdy jest inny i każdy potrzebuje innych warunków. Jeden potrzebuje mniej bodźców, wyciszenia, inny potrzebuje więcej. Trzeba połączyć te różne osobowości, różne potrzeby, w jednej grupie, klasie. Dzieci z niedostosowaniem społecznym też są różne: jedne agresywne i nadpobudliwe, drugie wyciszone i nie radzą sobie z rozmową. Wycofane. Najmniejszą trudność widzę przy dzieciach z niepełnosprawnością umysłową w stopniu lekkim. Tu małymi kroczkami, dostosowujemy stopień trudności zadań, obniżamy i można iść dalej. Zagrożeniem może być nieprzewidziana sytuacja, która sprawi, że takie dziecko się zablokuje i cofnie, może być regres.

– Czy dzieci z orzeczeniami muszą mierzyć się w klasie z opiniami innymi uczniów?

– Z opiniami, z obserwacją, tak. Chociaż tak do jedenastego roku życia dziecko nie widzi jeszcze tego, że się różni. Tak zauważyłam, odkąd pracuję. Piąta klasa to jest mniej więcej ten etap, kiedy zauważają, że są inni, zaczyna im to przeszkadzać. Słyszę wtedy: „Ja jestem słabsza, słabszy, ja nie dam rady”, „Oni się ze mnie śmieją”, „Czemu ja tak mam, a oni nie”. Zaczyna się dojrzewanie, świadomość własnego ja robi się większa, dzieci uczą się siebie, pytają „kim ja jestem”.

– Z moich obserwacji też wynika, że dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym akceptują świat taki, jaki jest. Kolegów też. Lubią kogoś lub nie lubią nie dlatego, że ktoś jest inny. Potem zależy, co się w domu słyszy… Jeżeli rodzice mówią „Z nim się nie baw, bo on jest DZIWNY” …

– W takich kwestiach trzeba od samego początku dużo rozmawiać. I kolejna rzecz – rodzice nie zdają sobie sprawy, że te dzieci będą ze sobą współpracować jako dorośli. Wszyscy spotykamy ludzi po szkołach specjalnych, w codziennym życiu, i w niczym to nie przeszkadza. Dobrze od początku tłumaczyć, że inne dzieci to nie jest jakiś zarazek, trzeba siebie nawzajem akceptować, każdy jest człowiekiem. Każdy ma jakieś możliwości.

– Kiedy przychodzi do ciebie rodzic dziecka ze szczególnymi potrzebami edukacyjnymi, to o czym mu mówisz? O czym możesz zapewnić, o czym nie?

– Ja jestem od samego początku nastawiona na uspołecznienie. Najpierw chcę poznać dziecko ze strony rodzica. Wiedzieć, jak ono reaguje w domu na różne sytuacje, i co możemy z tego wykorzystać  w szkole. Chcę wiedzieć, jak reagują rodzice w domu, co jest dla dziecka znanym i bezpiecznym postępowaniem. Potem obserwuję dziecko w szkole i wyłapuję różnice, bo jednak w szkole jest inaczej. Szukamy nowych sposobów reagowania. I dużo rozmów, rozmów, rozmów. Chcemy, żeby to dziecko dobrze się czuło w szkole, żeby było dowartościowane, żeby czuło, że się rozwija. Rodzic musi czuć, że dziecko jest bezpieczne i zaopiekowane. Nie mogę za to zaproponować wszystkich specjalistycznych zajęć, bo ministerstwo nie daje na nie pieniędzy. Na przykład terapia SI czy wczesne wspomaganie. Pedagog specjalny powinien mieć wykształcenie w kierunku zajęć wczesnego wspomagania, ale zajęć takich u nas nie ma, bo nie ma funduszy. W godzinach mojej pracy, których jest mało, nie mam jak prowadzić takich zajęć. Ani warunków, ani możliwości. W godzinach mojej pracy nie jestem w stanie przeprowadzić tylu zajęć, ile dzieci by potrzebowały. Rozmawiałam też z paniami pracującymi w Poradni, tam są jakieś fundusze na terapię integracji sensorycznej, na wczesne wspomaganie. Ale patrząc, ile jest dzieci potrzebujących tych zajęć, to wystarczy może na jeden ich procent… Jest za dużo dzieci, za mało funduszy. Za mało funduszy to też za mało pracowników.

– A przecież wiek przedszkolny to czas, kiedy właśnie można jeszcze stosunkowo łatwo i szybko skorygować jakieś braki, jakieś zaburzenia… Jak takich zajęć nie ma, to te dzieci idą do szkoły już z tyłami, z poślizgiem.

– Tak. To widać też w starszych klasach. Jeżeli dziecko nie było objęte terapią pedagogiczną, z różnych powodów, to potem są problemy z czytaniem, pisaniem. Są trudności manualne. Czasem brakuje też po prostu motywacji, pochwalenia, wiary w siebie… Rodzice czasem nie zdają sobie sprawy, jak bardzo okres przedszkolny jest kluczowy. Te wszystkie malowanki, lepienie z plasteliny – to się przecież przekłada potem na naukę czytania i pisania! A czasem trzeba przełamać niechęć dziecka, usiąść z nim, nie zatrzymywać się na „ja nie chcę i nie lubię”, ale zachęcać.

– Ja też tłumaczę, że zerówka nie jest jeszcze od tego, żeby nauczyć już czytania czy pisania. Jest przygotowaniem dziecka do nauki czytania i pisania. Przygotowaniem układu nerwowego. Ćwiczymy koordynację, rytmy, wyszukiwanie różnic, bawimy się w przeliczanie, dotykamy literek i cyferek, ćwiczymy duże i drobne ruchy rąk, paluszków, rozwijamy pamięć, skojarzenia, słownictwo… A potem dziecku będzie łatwiej w pierwszej klasie ruszyć z typową nauką czytania. Chociaż trzeba pamiętać, że na to też są trzy lata, a nie pierwszy miesiąc pierwszej klasy. Samo siedzenie nad literkami to nie jest nauka czytania.

– Teraz modna jest neuropedagogika. I bardzo dobrze, bo ona tłumaczy, jak rozwija się mózg. Jak potrzebujemy wszystkich etapów, nie przeskoczymy od razu do literek. To jak budowanie wieży  z klocków, po kolei.

– To jest dobre porównanie. Muszę to wykorzystać. A powiedz mi o depresji wśród dzieci i młodzieży. Masz pod opieką dzieci z problemem depresji?

– Nie z orzeczeniami. Czy to jest depresja, nie wiem. Przychodzą dzieci do gabinetu, do pani pedagog, rozmawiają, słyszę o ich problemach. Kierujemy je często na konsultacje. Dzieci przychodzą z brakiem poczucia pewności siebie.

– Skąd to się bierze? Przecież teraz tyle się mówi, żeby dzieci chwalić, doceniać. Wydaje się, że one teraz wszystko mają, rodzice się na nich naprawdę mocno skupiają! To z czego takie trudności?

– Dzieci mają ogromne problemy. Zauważ, jak jest dużo rozwodów – dzieci tego nie rozumieją. Rodzice bardziej skupiają się jednak na sobie. To jest bardzo trudna sytuacja, a z dzieckiem najczęściej nikt nie rozmawia, nie pójdzie do psychologa, bo to wstyd, bo po co, jakoś on to przeżyje, myślą. A jednak rozwód to jest problem całej rodziny. A jeżeli w ogóle dochodzi do rozwodu, to znaczy, że sytuacja w domu już dużo wcześniej była ciężka. A dzieci to wychwytują, słyszą, czują całym sobą. Po głosie, po wyrazie twarzy już rozpoznają, że mama czy tata są zdenerwowani, źli. Są bardzo wrażliwe. Biorą to do siebie. A druga sprawa, że w rozmowie często rodzic wykręca się od przyznania, że w domu coś jest nie tak. Wręcz kłamie, żeby tylko przedstawić dom w najlepszym świetle. A to nie jest dobre, bo w ten sposób nie daje sobie pomóc. Ani dziecku. Uważa, że to jest tylko jego problem. A dzieci wychwytują też tą fałszywość, słyszą „O tym nie mów”. I sobie nie radzą. Myślą „To jaki ja mam w końcu być?”. Mają trudności w relacjach z rówieśnikami, z nauką. W głowie mają inne problemy, nie  naukę, a oceny potem są jakie są. Niskie, a niestety system oceniania wciąż w Polsce trzyma się mocno i dzieci muszą się z tym jakoś mierzyć.

– Czy zmieniłabyś system oceniania?

– Ja wprowadziłabym system opisowy w całej szkole. Taki z kategoriami. Sama kiedyś miałam taką kartkę dołączoną do świadectwa, w trzeciej klasie, moja wychowawczyni takie dawała rodzicom. Tam były kategorie w rozwoju: co dziecko powinno osiągnąć w tym wieku. I były trzy poziomy: ponadprzeciętny, w normie i nad czym pracować.

– Coś jak my robimy w diagnozach w zerówkach. Powiem ci, że się z tobą zgadzam. Ja chciałabym trzy stopnie: pierwszy – nie umie, a to jest bardzo ważne, kluczowe i trzeba nad tym pracować, drugi – umie, radzi sobie, wszystko jest w porządku i trzeci – ma w tym kierunku zdolności, ponadprzeciętne.

– Przy dzieciach z orzeczeniami ma być wprowadzona ocena funkcjonalna, to jest dość skomplikowane, ale właśnie na zasadzie diagnozy co jakiś czas. Wskazuje się mocne strony i słabsze. I wiemy wtedy nad czym popracować. Dam prosty przykład: autysta nie rozumie metafor. Nie rozumie przenośni, bierze je dosłownie. No i w ocenie funkcjonalnej mamy, że dla niego nie wprowadzamy metafor na języku polskim, ale w zamian uczymy czegoś innego, podejmujemy inne działania. Przy pozostałych dzieciach też tak można. Wspomagamy te funkcje, które są zaburzone, a te, w których się wyróżnia, wzmacniamy. Ale to wymaga wielkiej pracy ze strony nauczyciela.

– A my jesteśmy w systemie klas dwudziestoosobowych, nauczyciel pracuje najczęściej na półtora, dwa etaty i brakuje chętnych do pracy, nowych nauczycieli.

– Tak, siedzimy jedną nogą w jednym systemie, przestarzałym, zniechęcającym, a drugą nogą mamy już wskakiwać w nowy, lepszy. Nowocześniejszy. Tego wszyscy wymagają: nowoczesności, ale nie dostajemy narzędzi. Tkwiąc w starym mamy robić nowe. Jak z edukacją włączającą. Mamy ją wprowadzać. Byłam na konferencji, gdzie bardzo chwalono taki rodzaj edukacji, usłyszałam tam, że nie mamy się przejmować systemem oceniania, wymaganiami programu… A później nas przecież o to właśnie pytają, z tego rozliczają. Jedno się z drugim wyklucza. Żadnej reformy, która by to ogarniała. Cały czas mamy bardzo szczegółową podstawę programową, którą mamy realizować. Ja połowę treści bym wyrzuciła, a uczyła najważniejszych rzeczy, poznawania świata, poznawania praw, zasad .

– Bardzo się z tobą zgadzam, bo zobacz: przy tym upchanym do granic możliwości programie powinniśmy wiedzieć wszystko o tym, jak działa świat. Fizyka, chemia, biologia… A jednak ludzie coraz bardziej idą w stronę dziwnych teorii antynaukowych, spiskowych.

– Czy też nie wiedzą wiele o rozwoju dziecka.

– Tak, a bez wiedzy o rozwoju dziecka będzie ci się wydawać, że dobrze wychowujesz dziecko, jak ono siedzi „grzecznie” cały dzień, nie odzywa się i wykonuje natychmiast wszystkie polecenia.

– A często podręczniki są też pisane przez ludzi, którzy nie mają doświadczenia w pracy. 

– Czasem jest też tak, że jak nauczyciel chce zmienić, zmniejszyć zakres materiału, to rodzice się sprzeciwiają. Jak jest książka, ćwiczenia, to wszystko tam ma być zrobione.

– To jest jeszcze wpływ starszego pokolenia, tak uczono – realizacja programu od deski do deski. Teraz już ludzie starają się podchodzić bardziej „miękko”, kreatywnie. Mnie już uczono, że trzeba reagować na to, co się dzieje w klasie, zmieniać.

– Może jest też tak, że kiedyś dało się więcej zrealizować, wiedza w głowach była większa, dzieci miały dłuższy etap koncentracji. Mniej były rozpraszane na przykład przez social-media.

–  I mniejsza była presja otoczenia. Kiedyś nikt nie czytał w internecie, że musi to, siamto  i owamto, nie chciał być jak ktoś z internetu, tylko ewentualnie jak kolega z ławki.

– A to było bardziej realne.

– Tak, mama też powiedziała „No zobaczą, jak Franek potrafi, to ty też możesz!” i ten Franek to była cała konkurencja. Dziś dzieci odpalają internet i tam jednak… już nie Franek z ławki. Chcą być jak ktoś, kto jest sprzedawany jako produkt. Idealny produkt. Widać też, jak ludzie pozornie małym wysiłkiem zarabiają duże pieniądze. Ja nie wiem, czy te pieniądze są trwałe. Ktoś pokazuje mi siebie jako wspaniałą osobę, a ja jej w realu nie znam. Ale to wszystko się nakręca, też tak chcemy, wierzymy, że tak można, małym wysiłkiem. A ja jestem zdania, że bez wysiłku niczego się nie ma.

– Ale to jest bardzo chwalone, takie podejście, jak zarobić, żeby się nie narobić!

– Tak, ale zauważ, jakie to wszystko jest chwilowe. Ja też zauważyłam, że kiedyś oglądałam to, co dziś uznawane jest za bzdury.  Za porażkę. A kiedyś te osoby był „fajne”, na fali. A w pewnym momencie część tych karier kończy się potknięciem. Brakiem pomysłów. A zarabiać chce się dalej, więc idą w strefę polityczną, populistyczną, chcą więcej, mocniej… Oglądałam reportaż o osobie, co po swojej karierze na YouTube musiała iść na terapię, przez komentarze i ocenianie. Tak jest z celebrytami – to wszystko jest chwilowe. A dzieciakom się podoba. Chwytają to, co im się podaje.

– A jak w domu się jeszcze o internecie dużo nie rozmawia… Rodzice i dzieci nie zastanawiają się nad tym, co oglądają…

– Miałam kiedyś taką sytuację, że zgłosiła się mama dziecka z problemami emocjonalnymi. Z rozmowy wynikało, że ta dziewczynka bardzo dużo siedzi na tiktoku. Ale mama nie widziała w tym nic złego, bo ona sama też dużo ogląda tiktoka. To w czym problem? A dziecko widzi, że siedzenie w telefonie jest w ich rodzinie ważne, fajne, śmieszne, to też tak chce. Tylko potem ma problemy.

– Dzieci nas bacznie obserwują, a nie słuchają. Jak powiesz „nie wolno ci brać telefonu” a sam ciągle w nim siedzisz, to nic ten zakaz nie da.

– Tiktok w ogóle jest pociągający dla dzieci, te krótkie filmiki, i można pośmiać się z kogoś… Nie pokazuje się tam szacunku dla drugiego człowieka. Ważne dla ludzi jest pokazywanie, że są lepsi. Lepsi, bo coś mają. Coś droższego niż sąsiad. Ludzie lubią coś posiadać.

– To jeszcze z drugiej strony dorzucę, że coś tam warto jednak posiadać i o większe pieniądze czasem walczyć, bo jakby nauczyciele więcej zarabiali, to byłoby więcej chętnych do zawodu, łatwiej by się pracowało… to pytanie ode mnie na koniec: co fajnego ostatnio czytałaś?

– Co ja pięknego czytałam? Książkę Jacka Łapińskiego, o tym, że warto czytać. Świetna! Aż chcę chwytać za inne książki, tak on dokładnie wyjaśnia, jakie są korzyści z czytania. I czytam też ostatnio Pedagogikę specjalną, żeby sobie doczytać do pracy. I Homo Sapiens, kolejny raz, a wciąż z przyjemnością. A ja mam też tak, że jak przeczytam kilka stron, to mam tyle myśli, chciałabym je opisać. Nawet założyłam blog, żeby opisywać te wszystkie moje myśli, o książkach, o życiu… Tylko czasu brakuje. Maleńkimi kroczkami, może…

– Powodzenia! Ja będę chętnie zaglądała na twój blog! Dziękuję ci za rozmowę.

Nawigacja wpisu

← Zmiana.
Książka dobra na wszystko! →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i problemy

O depresji fachowym okiem. Rozmowa

12 kwietnia 2023
życie i ...

Pierniki i nie tylko – część 2

11 grudnia 2021
życie i ...

Dzień Dziecka

1 czerwca 2024
życie i ...

Życie i… lodówka.

4 czerwca 2022
życie i ...

Czerwiec.

19 czerwca 2022
życie i książki

Urlop. Kawa. Kryminał.

18 lipca 2023
życie i książki

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 4

12 marca 2023
życie i ... życie i książki życie i problemy

Lilka i Henio

28 sierpnia 2023
życie i ...

Wielkie piękno zmienności

24 maja 2025
życie i książki

słowo – jej dom

29 sierpnia 2024

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme