Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
czytamy dzieciom - kadr z filmu "Niekończąca się opowieść"

Czytamy dzieciom – część 3

Posted on 24 lipca 202224 lipca 2022 by Ola

Czytamy dzieciom - bo warto. Pamiętacie 1000 powodów, dla których warto czytać dziecku? Dziś kolejne polecajki!

Poznajecie, z jakiego cudnego filmu pochodzi zdjęcie powyżej? Mój rocznik pewnie tak, za naszych czasów filmów w kinach było jeszcze mniej niż dziś spokojnych dni, więc raczej wszystkie się pamięta. Na mnie „Niekończąca się opowieść” wywołała niesamowite wrażenie i kocham do dziś zarówno film, jak i książkę. I wcale mi nie przeszkadza, że już kiedyś o tym pisałam, bo to pewnie też nie ostatni raz. Czy ja polecam „Niekończącą się opowieść”? TAK!

kadr z filmu "Niekończąca się opowieść" - Bastian zatopiony w książce

Ale polecam też parę innych fajnych książek dla dzieci, sprawdzonych oczywiście nie tylko przez mnie, ale i przez inne dostępne mi okoliczne dzieci. Łapcie więc, wykorzystajcie nasze poświęcenie w szukaniu ciekawych pozycji i piszcie, jeżeli coś też znacie i też lubicie, i piszcie, co wasze okoliczne dzieci polecają!

1. „Bułeczka ratuje świat”, Sara Ohlsson, Lisen Adbage, Wydawnictwo Dwie Siostry

czytamy dzieciom - okładka książki "Bułeczka"

Pierwsza książka, którą musiałam Piotrusiowi przeczytać w całości od razu (stron, pisanych dość dużym drukiem, jest 86), tak go wciągnęło. Pisana bardzo przejrzyście, nawet, kiedy porusza takie problemy jak wolność i odpowiedzialność, ekologia czy, uwaga, śmierć. Kiedy czytaliśmy drugi raz, Piotrek miał już swoją serię pytań, co chwilę przerywał i doszliśmy do strony zaledwie 10, ale za to rozmowy trwały chyba z godzinę. A co to jest, a co tamto znaczy, a czemu Bułeczka powiedziała tak, a czemu inaczej… - i niech mnie dundel świśnie, jeśli nie o to chodzi w czytaniu, prawda? Bułeczka jest dosyć pyskatą sześciolatką, która uwielbia wakacje, bo wtedy można robić, co się chce i nikt nie może ci rozkazywać. Wiecie, nie to co w szkole. Swoje ukochane wakacje spędza z babcią i chłopakiem babci, który jest ornitologiem. Książeczka jest naprawdę zabawna, mądra, skłania do przemyśleń ale i po prostu gwarantuje dobrą rozrywkę. Piotrek daje szóstkę!

2. „Nudzę się”, Michael Ian Black, nasza Księgarnia

czytamy dzieciom - okładka książki "Nudzę się"

Czerwcowy hit w mojej byłej zerówce. Śmiech i nauka razem – może być lepsze połączenie? To książeczka typu Świnka Malinka i Słoń Leon – mało tekstu, duże, raczej proste ilustracje. Proste, ale wymowne i poruszające wyobraźnię. Idealna do nauki czytania, bo tekst łatwo zapamiętać i rozpoznawać wyrazy całościowo. Miałam wrażenie, że pod koniec czerwca prawie każde dziecko z mojej grupy umiałoby rozpoznać napis „nuda” wśród tysiąca innych. A cała akcja dotyczy tego, że bohaterka z całych sił stara się przekonać zgryźliwego Ziemniaczka, że bycie dzieckiem jest po prostu SUPER!

3. „Czasem się złoszczę. Bajki, które pomagają radzić sobie z emocjami”, Begona Ibarrola, Wyd. Finebooks

okładka książki "Czasem się złoszczę", do tematu rodzice i dzieci i emocje

Autorka tej już trochę poważniejszej książeczki to hiszpańska psycholożka i pedagożka, pisała już bajki, które mówią o byciu szczęśliwym, o życiu wśród innych, o odkrywaniu talentów – ale ja trafiłam na opowiadania, które pomagają w radzeniu sobie ze złością. Opowiadania są pisane w różnym klimacie, raz weselsze, raz smutniejsze, niektóre budzą nawet lekką grozę (Piotrek jak usłyszał, że złość może być jak lew, to się przestraszył), jest więc wybór – co będzie pasować do waszego dziecka. Każda bajka kończy się poradami dla rodziców i wychowawców, co jest przydatną częścią tej książeczki. Moje ulubione opowiadanie to „Odrobina magii”, o elfiku Zadziorku, który jest jeszcze mały i nie rozumie, że czasem musi na coś poczekać. I wtedy strasznie się złości! Mama z tatą idą po radę do doradczyni – najstarszej elfki i ona wysyła ich po czarodziejskie klepsydry. Klepsydry, jedna mniejsza, druga większa, pomagają Zadziorkowi zrozumieć pojęcie czasu i uczą cierpliwości. Bajki fajnie pokazują też, jak ważna jest rola dorosłych w poznawaniu przez dzieci świata emocji. Nie wahają się szukać rady, rozmawiają z dzieckiem, tłumaczą, dają też sobie wytłumaczyć, co robili źle, jak w opowiadaniu „Nie budźcie smoka”. Tam dziewczynka wpada w ataki złości, ponieważ nikt jej nie potrafi wyjaśnić, dlaczego rodzice zajmują się chorym braciszkiem w szpitalu. Kiedy wsłuchamy się w świat dziecięcych pytań i rozterek, może nas uderzyć, jak wiele jeszcze jest przed nimi nauki o świecie. Nam wydaje się, ze wszystko jest takie jasne, takie oczywiste, nie wymagające tłumaczeń – a jednak. Ja lubię im w tej drodze towarzyszyć, choć rozumiem też, że nie zawsze jest to łatwe. Książka „Czasem się złoszczę” to dobry poradnik w takim momencie – kiedy chcemy pomóc, i sobie i dziecku, ale brakuje nam pomysłów.

4. „Słonecznikowa 5”, Anna Cholewińska – Szkolik, Wydawnictwo Wilga

okładka książki "Słonecznikowa 5"

Ostatnia na dziś polecajka to ciepła opowieść o kochającej się rodzinie. Jest mama, tata, troje dzieci (pięcioletnie bliźniaki i malutki braciszek) i dodatkowo piesek, Zadzior. To taka opowieść o życiu trochę jak z marzeń każdego dziecka – rodzice są spokojni i się nie denerwują, każdy problem znajduje rozwiązanie, mama przesyła rano buziaki na powitanie znad patelni, tata bawi się w smoki i rycerzy… Tak, też mam wyrzuty sumienia, jak to czytam… Ale do tego jest dużo humoru, ładne ilustracje Marty Kulesza i Słonecznikowa 5 daje radę.

Wszystkie te książki będą na wiek około pięcioletni-może-trochę-więcej, a gwarantują też dobrą zabawę dorosłemu czytającemu*.

 

*no chyba, że musisz czytać „Nudzę się” po raz pierdyliardowy i jeszcze jeden. Wtedy to już przestaje być dobrą zabawą. Wtedy to staje się niebezpieczną zabawą, po której gotowym można być do bezgłośnego krzyku w poduszkę. Albo głośnego krzyku w innego, Bogu ducha winnego, dorosłego, który pojawi się na horyzoncie!

Mam też coś specjalnego, w promocji i w gratisie. Chciałam wam wszystkim szanownym moim czytelnikom, zaprezentować po raz pierwszy, PREMIEROWO, jeden rozdział z książeczki, którą próbuję sobie pisać. Jak ja się męczę z pisaniem, to wy się pomęczcie z czytaniem, a co!

Jest to opowieść o Lilce, spokojnej i rozważnej dziewczynce. Lilka właśnie jest po pierwszym dniu w zerówce. Mam pisać dalej, czy nie mam pisać dalej, jak myślicie?

Rozdział 3. Czy to mysz, czy to nie mysz?

Niebo ozłociło się zachodzącym słońcem. W kolorowych kamieniczkach przy miłczyckim rynku mieszkańcy powoli szykowali się do snu. W kuchni Lilki wszyscy siedzieli jeszcze w przy stole, podjadali kanapki przyszykowane przez mamę i opowiadali sobie przeżycia z całego dnia. Oczywiście najwięcej opowiadała Lilka. Z wypiekami na twarzy wymieniała przygody z pierwszego zerówkowego dnia. Machała przy tym rękami, ciągle wstawała i była bardzo zaaferowana.

– Jak się wszyscy przedstawiliśmy, to pani zrobiła taką śmieszną zabawę. Trzeba się było przywitać, ale nie ręką tylko nogami na przykład, albo łokciami – Lilka wstała i pokazywała po kolei, czym się „żabki” w grupie witały. Mama w ostatniej chwili chwyciła kubek z herbatą, potrąconą łokciem.

– Pupami też? – spytała.

– Też! – Lilka zachichotała. – Wszyscy się śmiali. To było super śmieszne. Potem pani wszystko pokazywała, jakie mamy zabawki, klocki, co gdzie trzeba układać. Ja oglądałam książeczki w kąciku czytelniczym.

Rodzice pokiwali głowami. Lila uwielbiała, kiedy czytali jej bajki i opowieści.

– Nikt nie płakał? – spytał tata.

– Nie, nikt. Jak ktoś się robił smutny, to pani zawsze go rozbawiła, a potem było już drugie śniadanie i już, do domu! I minął dzień!

– Wcale nie powiem „a nie mówiłem”, że nie ma się co bać – tata sięgnął po kolejną kanapkę i z pełną buzią powtórzył – wcale a wcale nie powiem, mniam, pycha, kochanie!

– Jesteś gotowa na jutrzejszy dzień? – spytała mama.

– Jeszcze troszkę się boję – przyznała dziewczynka – ale mam rysunek taty. Jak się boję, to na niego patrzę i jest mi lepiej. Dzięki, tato.

– Dobra, koniec na dziś. Czas spać – zarządziła mama. – Lila sprząta kuchnię a tata idzie się myć, ubierze piżamkę w biedroneczki i idzie spać, może być? – Mama zmrużyła oczy, zrobiła śmieszną minę, postukała się w nos i dodała – czy może jednak na odwrót?

Kiedy wykąpana Lilka leżała już w swoim łóżku, przypomniała sobie pewne dzisiejsze wydarzenie. Nie opowiadała tego nikomu, bo nie była pewna, czy sobie całej sytuacji nie wyobraziła, ale przydarzyło jej się jeszcze coś.

Kiedy przeglądała książeczki w kąciku sali, znów zobaczyła grzeczną czerwoną kudłatą myszkę. Jedna z klepek w drewnianym parkiecie była luźna i myszka znalazła drogę, by przejść z korytarza.

Tak przynajmniej Lilka pomyślała na początku.

Potem wszystko się zmieniło.

Kiedy ośmielona spokojem Lilki „myszka” podeszła bliżej, okazało się, że ma nie łapki, a ręce i nogi! Okazało się, że nie ma futerka, a szare kudłate coś było włosami, które dawno nie widziały grzebienia, zmierzwioną brodą sięgającą pasa i krzaczastymi brwiami! Zza tej masy splątanych włosów wyglądały bystre czarne oczy i wystawał pokaźny nos. Musiały być też w tej gęstwinie usta, bo Lila usłyszała niski, zachrypnięty głos:

– Ty mnie naprawdę widzisz, dziołcho?

– A czy „dziołcha” to coś obraźliwego? – upewniła się najpierw Lila. Nie zamierzała wchodzić w rozmowę z żadnym gburem, niezależnie od jego wzrostu. O, nie.

– A skąd! – parsknął stworek. – To tylko taka jak ty, ludzka dziewczynka. No, dziołcha.

– To dobrze. Więc tak, widzę cię. I myślałam, że jesteś myszką. Pomyliłam się. Kim jesteś?

– Mysza! A to dobre! – stworek klepnął się po kolanach i zarechotał. – To raczej ja mogę się teraz obrazić! Myszy żyją w ciasnych, ciemnych norkach, wszystkiego się boją i ciągle piszczą. Nie to co dzielne krasnoludy!

– Więc jesteś… krasnoludem? – dopytała uważnie Lilka.

– Tak! Właśnie! – stworek wypiął brzuch, potrząsnął brodą, aż posypały się z niej jakieś okruszki i jeszcze bardziej zachrypniętym głosem oznajmił: – A nazywam się, ekhm, no… Król. Tak.

Spod oka podpatrywał na dziewczynkę, która oparła brodę na dłoni i mierzyła go wzrokiem.

– Wiesz – powiedziała spokojnie, bo o dziwo nic a nic się nie bała – nie wydaje mi się, żebyś był krasnoludem. I to Królem. Tak jak ja nie jestem Królową Elfów, ani nawet zwykłym elfem.

– A skąd niby to wiesz? – dzielny krasnolud już nie wypinał brzucha.  – Hę?!

– Mój tata robi ilustracje do książek dla dzieci. Często opowiada mi o tym, co rysuje i o krasnoludach z książek też mi opowiadał. O ich Królu też. Król krasnoludów był dużo większy, prawie taki jak ja, był bardzo groźny, nosił broń i walczył. I nigdy nie kłamał *.  Ty jesteś malutki jak myszka, nic a nic się ciebie nie boję i chyba lubisz zmyślać. Jestem KRASNOLUDKIEM, prawda? Zgadza się?

– Ech, te dzieciaki teraz takie mądre się porobiły. To pewnie przez te kumputery i internety. Tak, jestem krasnoludkiem…

– To o wiele lepiej, wiesz? – Lilka się uśmiechnęła – Bo z krasnoludkiem mogę się zaprzyjaźnić.

– Zaprzyjaźnić! – zakrzyknął mały kłamczuszek. – To ci dopiero! A jak zamienię cię w żabę? Albo zjem ci twoje śniadanie? – przy tych słowach podejrzanie zaburczało mu w brzuchu.

– To nie krasnoludki zamieniają ludzi w żaby, tylko czarownice. A śniadaniem się z tobą podzielę. I wiesz, jutro przyniosę grzebień. Uczeszę cię w śliczne warkoczyki, dobrze?

-Argh! – wrzasnął dziko krasnoludek. – Grzebień! Warkoczyki, na mą brodę, to wariactwo! Czy ja jestem jakaś, jakaś… lalka Barbie?! A fuj!

– A mój tata zawsze rysuje krasnoludy uczesane w warkoczyki, nawet na brodzie. Nie musisz się tak denerwować.

– Tak? Nawet na… O rany. Na mą brodę, nie, w życiu! Nigdy! Warkoczyki, tfu! Twój tata rysuje mówisz… krasnoludom… No dobra, jak już tak bardzo nalegasz, to przynieś ten grzebień. Niech ci będzie, tylko już nie krzycz.

– To ty krzyczysz! – Lilka zachichotała. – Polubiłam cię, wiesz? Jestem Lilka. A ty? Jak nazywasz się tak naprawdę?

– Jestem Henio Pryk – Pruk, dziołcho Lilko. Witaj w mojej szkole.

– Witaj, Heniu – podali sobie ręce, jedną dużą, ludzką, drugą malutką, ewidentnie czymś umorusaną.

– Lilka! – rozległo się wołanie pani. – Chodź, zapraszam cię na dywan! Ułóż książeczki i chodź, dobrze?

– Dobrze! – zawołała dziewczynka i spojrzała z przestrachem, czy krasnoludek będzie gotów przedstawić się wszystkim dzieciom, ale kiedy spojrzała na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał Henio, nikogo tam nie było. Tylko klepka podłogowa leciutko się chwiała.

Dlatego teraz, leżąc w łóżku, Lila nie była pewna, czy przypadkiem nie zasnęła w zerówkowym kąciku przy książeczkach i czy jej się to wszystko nie przyśniło… Długo nie mogła się zastanawiać, bo zmęczona emocjonującym dniem, zasnęła w pół myśli.

* Lilka ma na myśli Króla Krasnoludów o imieniu Thorin z książki pod tytułem „Hobbit, Tam i z powrotem”, autorstwa pana J. R.R. Tolkiena. Lilka zna tę historię, bo tata jej czytał, może spodobałaby się i Tobie?.

Nawigacja wpisu

← Wakacje #2. Książki!
Czas. →

2 thoughts on “Czytamy dzieciom – część 3”

  1. hanna pisze:
    25 lipca 2022 o 05:27

    Olu pisz pisz pisz dalej napewno najlepszym recenzentem będą dzieci ale mi też się mega podoba z przyjemnością i ciekawością czytałam gratuluję Ci bardzo i pisz dalej masz tą iskrę w sobie ❤️ Piotruś jest twoim natchnieniem te jego pytania przemyślenia super chłopak Maja napewno też jest dobrą recenzentką i twoją pomocą fajna z was rodzinka

    Odpowiedz
  2. hanna pisze:
    25 lipca 2022 o 05:29

    Cieszę się że dałaś próbkę swojej twórczości jestem z ciebie bardzo dumna❤️

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i książki

Co czytać – moim zdaniem

31 maja 2025
życie i ...

Rozmowy. Hania

15 października 2022
życie i ...

Dzień Dziecka

1 czerwca 2024
życie i ...

Pewnej nocy w Betlejem

27 grudnia 2023
życie i książki

Książkowe niezapominajki

1 maja 2024
życie i ...

Równowaga

24 września 2021
życie i problemy

Taki sobie zwyczajny tydzień

23 października 2021
życie i ...

W czym posadzimy dzikie łąki?

18 stycznia 2026
życie i problemy

„Wstawaj, szkoda dnia!”

6 października 2021
życie i problemy

Rozum a emocje. O wychowaniu – część 3.

21 sierpnia 2022

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme