Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
Dziewczyna w czerwonym kapeluszu, obraz

Przedwiośnie – część 2

Posted on 26 lutego 20227 grudnia 2025 by Ola

– Halo, Robert, słyszysz mnie?!

– Tak! Słyszę! Ale czekaj, odejdę od maszyn!… No mów, co się stało, czemu dzwonisz?

– Chciałam spytać, czy będziesz późno w domu.

– Tak, dzisiaj na pewno. A coś się stało?

– …

– Zosia, halo?! Coś się stało?

– Nie, nie. Wszystko w porządku. Muszę wyjść z domu, ale dzieci zostaną z Hanią, nie przejmuj się.

– Dobra! Wracam do pracy! Pa!

– Pa.

Wracaj do pracy, nie ma sprawy. Ja sobie poradzę. Tylko chwilowo nie wiem jak…

Robert schował telefon do kieszeni kombinezonu. Ze złością spojrzał na firmowy zakład, bolała go głowa – miał ochotę odwrócić się i pójść prosto do domu. Najchętniej zadzwoniłby do Zosi, żeby usłyszeć jeszcze raz jej pewny siebie i pokrzepiający mocny głos, ale coś mu mówiło, że dziś nie byłby to dobry pomysł. Ostatnio jego żona nie była najlepszym pocieszycielem.

Zosia rozłączyła się z mężem, ale nie schowała telefonu do kieszeni. Ręka była już przemarznięta, skóra na niej czerwona od wiatru, Zosia jednak szukała kolejnego numeru, przesuwała zimnym palcem po ekranie. Wokół niej trawy pochylały się pod naciskiem wiatru, szumiały gałęzie, puste jeszcze i bez oznak zbliżającej się wiosny. Człowiek mógł iść z nosem wbitym w przyrodę, czujnie poszukując zieleniących się pączków lub wychylających delikatnie swe główki pierwszych kwiatków, ale ni czorta jeszcze nic nie było. Toteż Zosia nie traciła czasu, wzrok miała wbity jedynie w telefon i drogę przed sobą.

W końcu wybrała numer.

– Hej Zosia – usłyszała wesoły głos swojej siostry. – Coś się stało?

– Oj tam, od razu coś się stało! Tak dzwonię, spytać, co u was!

– I szczękasz zębami. Jesteś na spacerze. Słyszę wiatr, dobrze, że nie pada. Pani wiosny to ty raczej nie szukasz, nie ten typ. Hm, niech zgadnę. Robert w końcu ma dość twoich humorów i wyrzucił cię z domu?

– No wiesz, jak możesz! Chyba ja jego, to w końcu mój dom!

– Nie zaprzeczyłaś. Mów, co się dzieje.

– Ja pierdziulę, człowiek na spacer nie może pójść, żeby mu taniej psychoanalizy nie fundowali. Alicjo, zejdź ze mnie i powiedz mi lepiej, jak twój syn?

– Mikołaj? W porzo. Dziś wystukałam mu pierwszy ząbek, więc się wszyscy cieszymy jak głupki. I odłożyłam kolejne śpioszki, już za małe… Ach jej. A jak już się tak martwisz o wszystkich, to dzwoniłaś do mamy?

– Nie, coś się stało? Mama miała dzwonić, jakby coś potrzebowała… Ale nie dzwoniła!

– Jezu, Zocha, ty to upiorna jesteś córka. Mama siedzi już miesiąc na kwarantannie, po tym jak też dostała pozytywny wynik, a ty nie możesz po prostu zadzwonić?!

– Czasu nie mam – mruknęła upiorna córka. – Zresztą, jak mama potrzebuje pocieszenia, to nie u mnie. Mnie ostatnio wkurza dosłownie wszystko. Masz jakąś receptę na nerwy, pani psycholog od siedmiu boleści?

– No, melisę se pij. I jedz więcej orzechów. Czy owoców. Pomogłam? I nie garb się! A, i musisz wziąć się w garść. I już, to wszystkie rady. Pomogłam?

– Ty się śmiejesz, a ja już menopauzę chyba mam. Albo… chyba pada. – Zosia podniosła głowę, poczuła zimne krople deszczu. Pociągnęła nosem, by się przekonać, czy nie poczuje nutki wiosennego zapachu ale tylko zakręciło jej się w nosie, zadrapało w gardle i kichnęła.

– Ala, kończę, muszę chyba do domu jednak. Trzymaj kciuki, żebym ich tam nie pozabijała wszystkich.

– Hu, hu, złowieszczo to zabrzmiało. Zośka, dam ci namiar do psychologa, pójdziesz, jak będziesz chciała… – w telefonie coś zazgrzytało i ciocia małego Mikołaja usłyszała swojego siostrzeńca głośno domagającego się uwagi. – Kończę, idę do mojego ząbka – trąbka. Pa!

– No, pa. Ucałuj ząbka od cioci.

Zosia schowała w końcu telefon i zgrabiałą rękę do kieszeni. Zawróciła w stronę domu, mając nadzieję, że się nie rozchoruje, bo kichnęła znów. I znów.

A cień zmęczenia nie odpuszczał i snuł się za nią krok w krok.

Zosia nie przeczuwała, że szedł też za nią cień wojny, syren alarmowych i strachu…  Nawet słuchając wcześniej wiadomości, nie przeczuwała, że ktoś naprawdę w dwudziestym pierwszym wieku będzie dążył do wojny, że mogą ziścić się najgorsze czarne scenariusze.

Jeszcze nie wiedziała, że niedługo odbierze swoje najmłodsze dzieci  zapłakane z ich ukochanej szkoły, Sławcio nawinąwszy sobie włosy na palec, będzie wypytywał drżącym głosem, po co ta wojna? mamo, po co? Julka będzie tylko patrzyła z powagą nieprzystającą do jej zwykle tak uśmiechniętej buzi. Jędrek będzie miał sny, z których zapamięta dźwięk przelatujących samolotów. Po przebudzeniu będzie wyobrażał sobie w ciemnościach nocy, że babcia Asia naprawdę jest z nim w snach i przegania wszystkie koszmary.

Hania przybiegnie z telefonem w ręku i będzie prosić mamę o wpłatę na znalezioną  w intrenecie, w ten cholerny czwartek, fundację na rzecz pomocy dzieciom z Ukrainy.

Przed Zosią i jej rodziną był ten dzień, kiedy nie mogli uwierzyć w to, co usłyszą w radiu. Kiedy nerwowo będzie zerkała w telefon i odświeżała wiadomości. Kiedy patrząc w oczy swoich dzieci, nie będzie wiedziała, co im powiedzieć…

Sama nie będzie mogła uwierzyć w to, co miało nadejść.

Aż się nie stało.

***

Był wieczór.

Księżyc zaglądał w okna saloniku i kuchni u Halskich, widząc z pozoru całkiem zwyczajny obrazek: na fotelach i dużej kanapie siedziała prawie cała rodzina, byli też babcia Asia i dziadek Jaś. Maluchy i Jędrek spali już w swoich pokoikach. Z pozoru zwyczajny wieczór. Wszyscy to rozmawiali, to chwilami siedzieli w milczeniu.

Gdyby księżyc jednak przyjrzał się bliżej, dostrzegłby, iż oprócz miłości w tych spojrzeniach było wiele smutku, że poklepywanie się po rękach i plecach nie wynikało ze znakomitego żartu, ale z próby powstrzymania poczucia beznadziejności.

Ale księżyc nie był tym zainteresowany. Czy to pierwszy raz oglądał rozpacz ludzi? Widział już nadto. Księżyc mógł odwrócić wzrok ku odległym gwiazdom, beznamiętnie i obojętnie. Ludzie siedzący w saloniku w  domu za zielonymi drzwiami, nie mogli. I nie chcieli.

Paliło się światło, cicho grało radio, co jakiś czas pogłaśniane, by sprawdzić najnowsze wiadomości. Z kuchni kto chciał, to donosił sobie czy to kawę, czy melisę, czy drink z whisky.  Na stoliku stało pokrojone ciasto, które przyniosła babcia.

 – Ciasto? – zdziwiła się Hania, odbierając je od babci z rąk, godzinę wcześniej, kiedy babcia rozbierała kurtkę i czapkę.

 – Tak Haniu, ciasto – oświadczyła babcia Asia cierpko. – Konkretnie drożdżówka. Ale nie pytaj się mnie, dlaczego ją robiłam. To był jakiś odruch pierwotny.

 – Odruch pierwotny? – Hania dalej nic nie rozumiała. Babcia była nieco… ekscentryczna, ale dlaczego do licha mała ochotę upiec ciasto, kiedy wszyscy wokół skupiali się na wieściach o wojnie?!

 – Haniu – wtrącił się Jaś, wieszając i swoje rzeczy na wieszaku w korytarzu – zostaw babcię. Każdy ma prawo do swoich reakcji. Może chodzi o uspokojenie przy wykonywaniu rutynowych czynności? Może o instynkt nakarmienia bliskich?

 – Sam masz instynkt. Rutynowy – odcięła się Asia.  – Ja po prostu chciałam chwilę o niczym nie myśleć. A wy macie zjeść i po sprawie, dobra? Nie śmiać się z głupiej, starej baby.

Hania, dalej nic nie rozumiejąc, zaniosła paczkę do kuchni. Wzruszyła ramionami i zaczęła kroić pachnącą drożdżówkę. Musiała, chcąc nie chcąc, przyznać, że było w jej zapachu coś kojącego i otulającego, jak dotknięcie ciepłych, kochających dłoni. Hani stanęły przed oczami obrazy, które widziała dziś na swoim telefonie – obrazy ludzi zgromadzonych w kijowskiej stacji metra, ludzi okutanych w kocyki, niektórzy z walizeczkami, które z całego dobytku mogły pomieścić co najwyżej dokumenty i pamiątkowe zdjęcie, niektórzy i bez tego, wszyscy zaś w ciepłych kurtkach, które zdążyli założyć zanim wybiegli ze swoich domów na dźwięk syren.

Przypomniały jej się ogłoszenia rozsyłane poprzez wszelkie social media, o tym, że ktoś poszukuje swojej mamy, która została po drugiej stronie granicy, ktoś poszukuje swojego dziecka, które miało wyjechać tylko na chwilę i nie zdążyło wrócić…

Drożdżówka wydała się jej nagle szyderstwem. Hania poczuła, że zbiera się jej na płacz na myśl, że ona ma wszystko, co potrzebne do bezpiecznego, spokojnego życia, a gdzieś, ktoś – nie.

– Hania, pokroiłaś? Nie guzdraj się tam, tylko chodź! – rozległ się naglący głos babci. Po chwili zdumiona babcia wetknęła głowę do kuchni, bo zamiast spokojnej odpowiedzi usłyszała hanine wrzaski:

 – Czy was wszystkich porąbało?! Jak wy tak możecie? Tak spokojnie?! Ciasto, kawka…  – reszta wyrzutów utonęła w histerycznym szlochu. Hania poczuła, że ktoś kładzie jej dłoń na ramieniu. Odwróciła się i spojrzała w szare oczy taty. Chwilę jeszcze oddech jej się rwał.

 – Tato… no jak… – spytała, wycierając nos i oczy.

 – Haniu, nijak. Normalnie i po prostu. Nic nie da płacz. Jak chcesz, to się wścieknij na chwilę, potup, ale to spokój nas uratuje.

 – Spokój? Ja… widziałam dziś zdjęcia dzieci, noworodków, wyniesionych ze szpitala do schronu! Słyszałam o ostrzelaniu przedszkola! Tato!!! Jak to ma być – spokój?

 – Co jeszcze widziałaś?

 – Puste ulice, za to pełne schrony. Przelatujące samoloty i rakiety. Zburzone domy. Ludzi, komentujących, że przecież Ukraina JEST rosyjska  i po co ta cała hucpa. Muszę dalej?

 – Nie, wystarczy, jak już nie chcesz, to wystarczy. Weź chusteczki, ja wezmę ciasto i melisę dla ciebie. Idź, usiądź, zaraz ja ci coś powiem. Co ja widziałem.

Hania posłusznie poszła na swój ulubiony fotel, który dzieliła z Benkiem. Podciągnęła nogi pod brodę i jeszcze wycierając nos i oczy, słuchała już spokojniej, co mówią pozostali.

 – Wiecie, co się dzieje na naszej stacji benzynowej?  – opowiadał właśnie Jaś. – Już nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać. Kolejka jak po mięso za komuny, ludzie z kanistrami… O co chodzi? Ktoś mi wyjaśni?

 – To idealny przykład siania dezinformacji i paniki. Strach i panika to doskonałe narzędzie dla polityków, a współczesne social media wybitnie w tym pomagają – odezwała się Zosia. – Ludzie, nawet nie specjalnie, ale w dobrej wierze udostępniają informacje w stylu „ja słyszałem, że ktoś mówił, że…” albo „mój kuzyn ma znajomego, który pracuje na stacji i ONI wiedzą, co będzie i robią zapasy” i tak dalej, i bez zweryfikowania takiej informacji, ludzie lecą na łeb na szyję po zapasy. A potem naprawdę zaczyna czegoś chwilowo brakować, bo zostało wykupione. I dalej lecą zdjęcia pustej półki czy kolejek do bankomatu. A to wszystko zostanie zaraz uzupełnione… Żadnych racjonalnych powodów do takich zachowań nie ma. Nie zabraknie nam benzyny, chleba, pieniędzy w banku.

 – A skąd ty taka pewna, hę? – spytała powątpiewająco Asia. – Ta wojna toczy się za nasza granicą, kto mnie zapewni, że my nie będziemy następni?

 – Mamo, no weź mnie nie osłabiaj. Ale dobra, posłuchaj: Ukraina problemy z Rosją ma od kiedy? Od zawsze. A na pewno od 2014 roku. Ten szaleniec Putin nie ukrywał swoich zamiarów, tylko wszyscy myśleliśmy, że jednak się na nic więcej nie odważy, niż to, co zrobił. Ale świat się przeliczył. Wciąż chyba mają jakąś nadzieję na szybki koniec, bo jakoś nie spieszą się z sankcjami. Ale wracając do Polski – czy słyszałaś o takich planach względem nas? Bo ja nie. Jesteśmy w NATO, w Unii. Jakkolwiek by nie psioczyć na Unię, to zmienia nasze położenie względem Rosji.

 – A dlaczego Ukraina nie jest ani w Unii ani w NATO? – spytała Hania.

 – O, to bym musiała być politykiem, żeby wiedzieć. Nie wiem, Haniu, naprawdę. Może ty coś znajdziesz w internecie na ten temat. Tylko uważaj, na jakich stronach szukasz.

 – Mamo, no weź – Hania przewróciła oczami. – Tyle to ja wiem. Nie mam żadnych stron z fakenewsami.

 – Tak, wy już może bardziej się na tym znacie – dodał Jaś. – Ja się trzymam wiadomości w radio,  a plotek to nigdy nie słuchałem.

 – A ja wam powiem,  co ja widziałem w ostatnie dni – wtrącił Robert. – Haniu, pamiętasz, obiecałem ci powiedzieć, co ja widzę w tym wszystkim. Wiesz, też nie myślałem, ze to się jednak skończy wojną, w końcu to już osiem lat minęło od Donbasu i Ługańska. Ile to człowiek się w pracy nasłuchał, że Ukraińcy sami sobie winni, że robotę nam zabierają… Szkoda gadać. A teraz, zobaczcie, będzie najważniejsze –  wszędzie zbiórki, pomoc organizowana! Ogłoszenia, że przyjmą do domu uchodźców, że oferują pomoc przy transporcie, oddawanie krwi… Tak, są w tym wszystkim też ludzie opowiadający w internecie, jak to Putin jest, wybaczcie, „geniuszem”, ale no to już nic nie poradzimy. Nie ma co się na nich skupiać. Wiecie, ta ludzka głupota zawsze gdzieś wylezie…

 – Trochę masz, tato, racji – przyznała Hania. – Ja na przykład widzę, jak bardzo na Instagramie podkreślają, żeby weryfikować źródła informacji. Podają przykłady rzetelnych dziennikarzy i znawców tematu, u których szukać można danych. Wiecie, kto jest piątym jeźdźcem apokalipsy? Dezinformacja!

 – O tak, to prawda. Pogubić się można, jak w szumie naokoło szczepień – przyznał Jaś. – Człowiek już nie wie, komu wierzyć.

 –  Powinnyśmy w szkole uczyć, jak czytać ze zrozumieniem… – westchnęła Zosia. – To znaczy, uczymy, ale to wszystko jakoś… za mało. Te emocjonalne obrazki, odwoływanie się do strachu, albo do  „zdrowego rozsądku” jest dla wielu ludzi zbyt kuszące. Łatwiej widzieć świat taki czarno – biały. Fajne byłby lekcje o tym, jak pracuje ludzki mózg. Jak często to, co wydaje nam się zdroworozsądkowym myśleniem, jest w gruncie rzeczy ułudą naszego leniwego mózgu.

 – Tak, a zaraz ktoś ci powie, że wie lepiej, bo słuchał Edyty Górniak czy innego kogoś… ech, Robert, masz rację. Lepiej skupić się na tym, co dobre.

 Robert smutno uśmiechnął się i uciszył wszystkich ruchem ręki:

 – Dobra, teraz cisza! Wiadomości zaraz lecą! Słuchamy. W dzień ciężko coś wysłuchać, bo przy dzieciach się nie da, nie pozwalamy, żeby też słuchały. Do niczego nie są im potrzebne dane, ile zabitych.

 – A z ciekawości jeszcze – dodała Asia. – Co mówicie maluchom?

 – Najprostsze rzeczy – Zosia nerwowo poprawiła włosy.  – Sama nie wiem, czy to dobrze. Niektórzy rozmawiają przy dzieciakach o wszystkim, oglądają tę wojnę na wielkich ekranach… Ja tak nie umiem. Mówię im tylko, że tak, jest wojna, że Ukraina się broni i jest dzielna i że ma żołnierzy, a my jesteśmy w naszym miejscu bezpieczni. Sławek i tak jest dość nerwowy, nawet przestał bawić się w swoich „umarniętych” żołnierzy. Robert – spojrzała nagle na męża – a ty pamiętasz, jak byliśmy w ich wieku i była wojna w Iraku?

 – Raczej byliśmy w wieku Jędrka. Pamiętam do dziś zdjęcia uciekających Kurdów…

 – Właśnie. To było daleko, ale wtedy myślałam, że druga wojna światowa była ostatnią na świecie… A potem takim ciosem było World Trade Center.

 – To miłe, że sobie wspominacie minione wojny, gołąbeczki, ale teraz cicho. Jest relacja z Ukrainy. Słuchamy.

Rzeczywiście, spiker podawał dane na temat przebiegu działań wojennych, przestrzegał przed fałszywymi informacjami, tłumaczył też słowa ukraińskiego ministra do spraw zagranicznych: „Putin zaatakował, ale nikt nie ucieka. Armia, dyplomacja, wszyscy pracują. Ukraina walczy. Ukraina będzie się bronić. Ukraina zwycięży.”

 – A ten ich prezydent, jak mu było – szepnął dziadek Jaś – Zełeński, to on jednak ma jaja? No nie?

 – Ze stali – odszepnęła Hania.

Wiosna – cz. 1

Nawigacja wpisu

← Kubek melisy
Parę słów od zapyziałej idealistki. →

1 thought on “Przedwiośnie – część 2”

  1. Hanna pisze:
    26 lutego 2022 o 12:22

    Dobrze znaleźć sobie jakieś ujscie natłoku myśli smutku dzięki Olu musimy sobie radzić i nie wpadamy w* czarną dziurę * ja dziś zabrałam się za porzadki od rana wiadomosci słucham co jakiś czas czekam na dalszy ciąg twojej opowiesci❤️

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i ...

Krótka historyjka o (nie)konsekwentnym wychowaniu.

25 września 2021
życie i ...

ostrożnie układając skrzydła

29 marca 2026
życie i książki życie i ...

28 dni

12 lutego 2023
życie i książki

Książkowe serie na lato

12 lipca 2023
życie i ...

Czerwiec.

19 czerwca 2022
życie i ...

Dialogi

11 listopada 2021
życie i książki

Czytamy dzieciom – część 3

24 lipca 2022
życie i problemy

Jak pomagać dziecku w nauce? Porady nauczycielki

4 lutego 2023
życie i książki

Opowieści rodzinne. Zima – część 3

4 lutego 2022
życie i problemy

Rozmyślania o depresji dzieci i młodzieży

23 marca 2023

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme