Oczywiście nie wystarczy. Potrzeba nam mórz, łąk, zarośli, mew, sikorek i całego tego tałatajstwa. I kotów też nam potrzeba. Całej dzikiej wolności świata, a nie wazonów. W wazonach nie urośnie ani wiersz ani uśmiech.
Tylko tu, gdzie jest miejsce na płacz i smutek, może zmieścić się też radość czy nawet jakieś bliżej nieokreślone szczęście.
Tutaj nikt nie mówi nikomu, co ma czuć.
Wiersz Mary Oliver, Dzikie gęsi, w tłumaczeniu Czesława Miłosza, czytajcie!
„Nie musisz być dobra.
Nie musisz iść na kolanach sto mil przez pustynię, pokutując.
Wystarczy jeśli pozwolisz zwierzątku twego ciała kochać, co pokochało.
Mów mi o twojej rozpaczy, ja opowiem moją.
A tymczasem dalej trwa świat.
Dalej słońce i przezroczyste kamyki deszczu suną przez krajobrazy, nad łąki i głębokie drzewa, nad góry i rzeki.
Znów dzikie gęsi, wysoko w czystym błękicie, lecą z powrotem do domu.
Kimkolwiek jesteś, choćbyś była bardzo samotna, świat ofiaruje się twojej wyobraźni, woła do ciebie jak dzikie gęsi, cierpko, pobudzająco,
coraz to oznajmiając, gdzie jest twoje miejsce w rodzinie ziemskich rzeczy”.
2 thoughts on “W czym posadzimy dzikie łąki?”
Akurat Miłosza wolę jego własne wiersze, łatwiej mi je zrozumieć jako wypowiedź odautorską
Akurat Miłosza wolę jego własne wiersze, łatwiej mi je zrozumieć jako wypowiedź odautorską
Niedościgłe marzenie czytelnika – czytać wszystko w oryginale:)