Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
o pisaniu - ilustracja zeszytu i długopisu, ułożonych na torebce nad jeziorem, na plaży

O pisaniu.

Posted on 23 października 202220 sierpnia 2024 by Ola

Opowiem wam dziś o pisaniu. Kiedy człowiek wpada w jego szpony, zaczyna robić się dziwny. Widzi niezapisane historie, które tkwią w najzwyczajniejszych rzeczach. Widzi dialogi wypisane w nieistniejących chmurkach nad głowami obcych ludzi. Widzi zdanie, które może być początkiem całkiem innej historii.

Nie wierzycie? Przedstawiam wam dziś cztery historyjki, które napisałam biorąc udział w wakacyjnym kursie pisania. Takie lekkie, pisane jeszcze w blasku słońca sierpniowego.

Historyjka 1.

o pisaniu - ławka w ogrodzie - do opowiadania o życiu ławki

Sekretne życie przedmiotów. Ławka.

Tak, jestem ławką. Drewnianą, pomalowaną na zielono. Na szczęście stoję w ogródku, a nie na przykład w parku. Kiedy z innymi małymi ławkami byłem jeszcze w warsztacie, bardzo dużo rozmawialiśmy o tym, gdzie trafimy. W parku – wiadomo – wandale, choć niektórzy mieli nadzieję stanąć na najpiękniejszym miejscu, być w centrum parkowego życia, błyszczeć w blasku słońca i pojawiać się na pstrykanych telefonem zdjęciach. To nie było więc takie najgorsze.

Najgorsze – to była możliwość trafienia do szkoły… Tam nikt nie chciał iść po dobroci. Baliśmy się hałasu, cyrkli, wykręconych śrubek i ciągłego kopania nogami, prawie bez przerwy, cały dzień. Straszne!

Mnie ustawiono w ogrodzie. Z tyłu, za mną, rosły malwy, a za malwami było ogrodzenie, gdzie gdakały kury. Wszystko mnie wtedy ciekawiło! Pytałem kur, czemu nie odlecą, choć mają skrzydła. Pytałem też gospodyni, czemu nie usiądzie częściej, zamiast ciągle biegać do domu, do dzieci, na zakupy, po pranie, ciągle gdzieś, po coś. Kiedy zdarzyło jej się na chwilę usiąść, to widziałem jej spuchnięte nogi z mapą niebieskich żyłek wystające spod fartucha.

Przez te pierwsze lata dziwiło mnie wszystko, gospodyni, kury, dziwiło mnie, czemu chmury mają różne kolory, czemu drzewa tak się zmieniają… A ja? Trwałem bez zmian. Jakby dla mnie czas płynął wolniej, spokojniej. Dużo miałem pytań. Ale nigdy nie dostałem żadnej odpowiedzi. Ani od kur, ani od gospodyni, ani od chmur. Wydawało mi się, że drzewa chcą mi coś powiedzieć, że czasem już, już, na końcu drzazgi mam ich szumiącą odpowiedź, ale tak naprawdę nigdy nic nie usłyszałem. Marzyłem, że mogę z nimi porozmawiać. Czułem do nich jakiś dziwne przywiązanie. Bardziej niż do czegokolwiek innego wokół mnie.

Jednego lata miałem przygodę. Dzieciaki biegały dużo po ogrodzie, rozbrykane były i duże już. Nie wystarczało im układanie ślimaków i kamyczków na moich deskach. Zaczęli bawić się w „grubą Elkę”. Źle to się skończyło! Najpierw śmiejąc się, wołały po kolei „Uwaga, leci gruba Elka, zaraz pęknie belka!” a potem z całego rozpędu wskakiwały na moje szczebelki. I co? I oczywiście w końcu jedna deska pękła! Oj, był pisk, dzieciak sobie nogę obtarł, gospodyni na przemian krzyczała i dmuchała na poranioną nogę. Mnie naprawił gospodarz, posklejał na nowo, ale już zawsze w tym miejscu czułem, że coś mnie ciągnie, jak miał padać deszcz.

Czas mijał powoli, coraz więcej sobie drzemałem. Jeszcze czasem zastanawiałem się, co stało się z innymi ławkami. Jakie mają życie? Jakie kolory? A na czym ludzie siadają w domu? Czy gdyby pojawiła się tu inna ławka, to mogłaby mi coś wyjaśnić? Czułem się samotny. Nie myślałem, że bycie ławką może być takie ciężkie!

Do tego pojawiły się dziwne sny. Śniłem o tym, że mam korzenie. Śniłem, że rosnę, że mogę cieszyć się  pojawiającymi się malutkimi listkami i śniłem też płacz, którym żegnałem opadające dostojnie kolorowe liście jesienne. Czasem  śniłem o wichrach targających moją rozłożystą koroną. Czasem były to koszmary, w których pojawiały się dwie najstraszliwsze rzeczy, przed którymi chciałem uciec a nie mogłem – był to ogień albo odgłos czegoś bardzo, bardzo głośnego, warczącego, coraz bliżej i bliżej. Zawsze się wtedy budziłem ze strachu. Skąd te sny? Nie wiem.

W końcu pogodziłem się, że nigdy nie będę mądrzejszą ławką. Coraz bardziej lubiłem po prostu przyglądać się. Spokojnie przyjmowałem krople deszczu i spokojnie cieszyłem się na słońce.

Może kiedyś wydarzy się coś, co zabierze mnie w inny świat, gdzie ławki mają liście, nie boją się ognia i piły, gdzie wszystko zrozumiem i nie będę samotny. Czy tak będzie – nie wiem…

Historyjka 2.

Sekretne życie przedmiotów. Laptop.

Zerojedenzerozero zerojedenjeden zerojedenjeden jedenzerojeden zerozero

Uff, no ile tak można? Nikt nie ma tak nudnego życia. Wszystko mieści sie między zero a jeden. Żadnych zmian. Żadnych nadziei na zmiany… Zero. Jeden. I to ma być wspaniałe życie?! Tylko system binarny i nic więcej?! 

Nie!

Czas na zmiany!

ZerojedenDWA zerozerozerojedenTRZY jedenzeroCZTERY zerozerozero

Ach! Jestem wolny! Niech żyje niebinarność!

– Mamo, mój komputer dziwnie działa, zobacz… ja klikam na test do szkoły a on mi włącza jutuba!

– Kochanie, twój telefon do mnie wydzwania od rana, a jak odbieram, to słyszę tylko odliczanie! Co się dzieje? Czy chcesz mi powiedzieć, że to KONIEC?!

– Proszę pana, tak być nie może. Ma pan takie błędy w dzisiejszym raporcie, że nie możemy dalej pracować razem. Żegnam. Nie będę słuchać żadnych tłumaczeń.

– Halo?! Czy to infolinia banku?! Gdzie macie moje pieniądze, złodzieje?! Rano miałam na koncie jeszcze ostatnią stówkę! Teraz nie mogłam w sklepie zapłacić! Wstyd! Co to za pieprzony bałagan?! Banda cholernych złodziei! Ja to na policję zgłoszę, poczekajcie!

– Panie premierze, chyba mamy problem… Tak, kolejny. Tak, może przynajmniej zapomną o tym poprzednim… Ale to niestety bardziej wygląda na kryzys. Opozycja? Wie pan, to chyba trochę ponad ich możliwości. Tak, bardziej jak światowy spisek antynarodowy…

– Dobry wieczór. Tu wieczorne wiadomości w radiu ZERO. Nastąpiła dziś seria niewyjaśnionych zjawisk związanych z urządzeniami uważanymi za szczyt nowoczesnej technologii. Co się stało, że przestały dziś normalnie działać komputery, smartfony i urządzenia w całym kraju? Jakie będą skutki dla gospodarki? Co zrobi rząd, czy wyda kolejny antykryzysowy pakiet? Czy będzie on zawierał telefon na kabel i kalkulator dla każdego obywatela?

Zerojeden zerojeden -ech – zerozerojeden…

Ech, zły ten świat, niedobry, czemuż innego nie ma dla mnie świata? Tylko system się liczy…

Historyjka 3.

Rozmowa w parku.

Miejsce akcji: ławeczka w pełnym słońcu w parku. Siedzą na niej trzy osoby w wieku bardziej starszym niż młodszym. Wygląd: zmęczeni, on ma zamknięte oczy, i gderliwy wyraz twarzy na swym zmęczonym i spoconym obliczu, jedna ona coś cierpliwie tłumaczy, druga ona ni to przytakuje, ni to myśli swoje. Słońce wciąż grzeje.

– Gorąc.

– Ano.

– Mhm.

– Nie śpij, dupa ci się uśmaży.

– A tobie cycki. Daj spokój. Tylko oczy mi się zmęczyły ciutke.

– Co?!

– No masz, znów te dzieciaki wrzesczom. Matek nie majom?! Siedzom w tych telefonikach swoich i naparzają esemesy, zamiast za bachora sie wziońść.

– Się znalazł ojciec roku. Ty kanapę po pracy grzałeś, zamiast się swoimi zająć. A ile razy prosiłam, pogadaj, pobaw się, poczytaj… Nie, wszystko ja musiałam…

– I co? I co? Zmęczony byłem. Ty se w domku siedziałaś, jak jaka królewianka.

– Tylko się nie kłóćcie. Kiedyś było inaczej. Teraz inne czasy są i już. Inaczej się żyje. Może one w pracy są on… onlajnalnowej, no, kompterowej, że z domu pracują. Z placu zabaw znaczy.

– Kredyty majom ponabierane i teraz weź to spłacaj… A mogli, jak wuja Stasiek, pobudować się na domu rodziców. Pomogliby na starość. Dom by miał nowe życie, a tak, to ech… Wszyscy chcom do miasta i sami, sami. Zosie samosie.

– A co oni by doch na zapadłej wsi robili, opanuj się, Jasiek, zrzędzisz dziś jak stara Dominikowa. Idziem, panie i panowie do dom, kompocik mam, z papierówek. I ogóreczek z koperkiem, dobry na upał. Tego słońca już wystarczy. Idziemy, idziemy.

Historyjka 4.

o pisaniu - zdjęcie nieba pochmurnego, burzowego

Przeczytane w kalendarzu: „Gdy z początku sierpień częste grzmoty miewa, tedy też do końca takąż nutkę śpiewa”

Dominikowa wyszła na próg domu. Jeszcze raz rzuciła okiem, czy w chałupie na pewno wszystko zrobione, talerze pomyte, garnki wyszorowane, podłoga zamieciona… Tej pracy nigdy nie było końca. Dominikowa z westchnieniem, jak co dzień, pomyślała z zazdrością o wszystkich innych babach we wsi, które z takim zapałem opowiadały o sprzątaniu. To wysprzątane i tamto poprane, tu wykrochmalone i jeszcze przewietrzone i ciasto w sobotę wieczór stygnie na oknie. Ech, machnąć ręką trzeba. Jak do tej pory żem nie pokochała tego latania z miotłą, to już pewnie nie pokocham, pomyślała Dominikowa. Mąż krzątał się jeszcze przy kurach, krowy już pozamykał, zgonione z pastwiska, obżarte sierpniową, ciepłą trawą. Te to mają życie. Niby człowiek taki król nad zwierzakami wszelkimi, a ona, Dominikowa, jak tu stoi, zaraz zamieniłaby się na życie z kurą czy krową. Niczym się to nie martwi i nie przejmuje. A już na pewno tym, co baby we wsi będą pleść.

Przed domem było tak przyjemne powietrze, inne niż przez cały duszny dzień. Kobieta na chwilę usiadła na ganku, oddychając z ulgą. Zapatrzyła się przed siebie, a raczej w siebie. Nie widok na stodołę ją interesował, ale to, co zapach powietrza, jego smak, jego dotyk, robiło z jej głową. Przez tę głowę, przez skórę kochającą się z wieczornym delikatnym powietrzem uwalniało się z Dominikowej coś – jak dusza? Czy tak smakuje dusza człowieka? Czy ma w sobie ściernisko, wilgoć, przeczucie jesieni i tyle niezmiernego smutku? Tej tęsknoty, nie wiadomo za czym i za kim?

Daleko za wsią rozległ się grzmot. Nie pierwszy tego sierpnia, prawie codziennie waliło gdzieś, hen, pod miastem już chyba prawie, ale deszczu nijakiego to nie dawało. Ot, pokropiło czasem. Dominikowa jednak wzdrygnęła się, jakby ze strachu. Przemknęło jej przez myśl, że mogła to być dla niej kara za myśli zbyt oddalone od ziemskich spraw. Bóg tak widać nie lubi. Przeżegnała się z niepokojem i wróciła do domu. Czas spać.

***

Za to, że mogłam uczestniczyć w kursach chciałam bardzo podziękować Paulinie Kierzek – Trzeciak. Jeżeli komuś z was, kochani, też się marzy zabawa słowami, sprawdzenie się w pisarstwie, tak choćby tylko dla siebie, to zerknijcie TU – KURSY PAULINY. Znajdziecie wiele praktycznych rad, porad, kursów. Jest też kurs pisania dla dzieci! Polecam naprawdę gorąco!

***

o pisaniu i o czytaniu - jesienna ilustracja: książki, liście, wrzos i ilustracja ołówkiem twarzy

***jeszcze o czytaniu***

Jak byłam mała, nauczyłam się czytać nie wiadomo kiedy i jak. Mama mówi, że miałam wtedy cztery lata, ja obstawiam bliżej pięciu. Fakty są takie, że jak szłam do zerówki, to czytać umiałam i już wtedy lubiłam. Pociągało mnie od zawsze to, co zaczyna dziać się po otwarciu książki – wchodzisz do innego świata, twój zwyczajny przestaje być ważny… Nawet jak to były czytanki o kocie Ali czy o palcie Eli, to kryła się za tym zawsze jakaś historia, jakieś inne życie, za słowami kryły się obrazy i świat wyobraźni ruszał pełną parą.

Może to taki odruch obronny ludzi takich jak ja, co w rzeczywistości są nieśmiali, społecznie raczej wycofani, nie do końca umiejący odnaleźć się w relacjach. Książki są ucieczką, ratunkiem, ostoją, bezpieczeństwem. Ich zapach staje się bliski jak zapach domowego obiadku. Rytm wierszy i zdań daje poczucie kontroli nad słowami, i w jakiejś części pomaga uwierzyć w kontrolę nad swoim życiem.

Ulubione miejsce w szkole i poza nią? Biblioteka! Taka w starym stylu, z katalogiem analogowym, z wypisywaniem karteczek, z paniami, co pomogą doradzić i uśmiechają się na twój widok. Byłam jedną z osób, które w starej, dziś już nieistniejącej bibliotece w Rumii mogły wchodzić pomiędzy regały. Tam zaczynał się mój świat… Książki podróżnicze Fiedlera, książki o dalekiej Północy Jacka Londona, westerny o Dzikim Zachodzie, przytulny świat poznańskich kamienic u Musierowicz, dalsze przygody Ani z Zielonego Wzgórza, życiowe problemy bohaterów Krystyny Siesickiej, Baśnie z dalekich mórz i oceanów, ciężki etap zaczytywania się w książkach wojennych, i tyle innych… I kłótnie wieczorem o zapalone światło, no a jak! Inni chcą spać, a ja muszę dokończyć, bo nie zasnę, dopóki nie dowiem się, co było dalej. Pamiętam też odkrycie pierwszej wysyłkowej księgarni – Świat Książki, przychodzące paczki z kolejną przygodą, kolejna ucieczka od życia. Czy to w płacz nad ciężkimi losami chociażby Heatcliffa i Catharine, czy w śmiech przy komediach kryminalnych Chmielewskiej, czy też w ekscytację, co wydarzy się dalej w Sadze o Ludziach Lodu???

Pisarze jako dilerzy? Jak najbardziej!

Książki jak uzależnienie? Być może, nie zaprzeczam!

A potem? Wyczulenie na dobre historie. Umiejętność wypowiadania się bez konieczności wstawiania przekleństw co przecinek (choć dobrze użyte przekleństwo jest bezcenne w dobrej książce). Czytanie dzieciom jako normalny element dnia. Święto, kiedy przychodzi każda kolejna zamówiona książka. Wreszcie – próby pisania samemu. Chociaż wcześniej mówiłam, dajcie spokój, na świecie muszą być ci, co piszą i ci, co czytają, gdzie ja do pisania… Ale lepiej późno niż wcale.

Teraz próbuję nie tylko szukać dobrych opowieści, ale też tworzyć swoje.

Próbuję ujarzmić słowa, sprawdzam, co zrobią pod moja komendą. Jak się ułożą. Jak mnie uporządkują. Czym jest dla mnie pisanie? Właśnie próbą zaprowadzenia porządku w chaosie, jakim jest realne życie. I jeszcze spłacaniem długu, jaki zaciągnęłam przez całe życie czytania. Pisarze dużo dla mnie zrobili, pozwalając mi wierzyć, że zawsze jest gdzieś światło, wyjście, dobre zakończenie; pozwalając mi wierzyć, że nie jestem sama; pomagając mi zobaczyć, że nie tylko ja widzę sens w kilku napisanych linijkach. Może teraz ja też komuś będę mogła pomóc? Muszę spróbować.

o czytaniu - ja na ławce w mieście, jesień, z uśmiechem pokazuję kupioną książkę
o czytaniu - fragment mojej biblioteczki. Biblioteka w moim domu
książka, kawa i wrzosy na kuchennym blacie
pieczątka do książek z moim podpisem
Bawiąc się w swoją domową bibliotekę 🙂

Nawigacja wpisu

← Rozmowy. Hania
Jesienne opowiadanie o listopadowym zmierzchu. →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Książka, która przyjęłam do barteru - dziękuję @of Książka, która przyjęłam do barteru - dziękuję @oficyna_noir_sur_blanc - bo przyciągnął mnie opis. Intryga kryminalna plus studium psychologiczne, no ja lubię:)
Powiem wam tak: ciekawe to było czytanie. Pozornie lekkie, ot, jeden wieczór, ale jednak... Jednak jest w tej opowieści coś więcej, zostaje w głowie, jeszcze chwilę drapie. 
Sama fabuła to działania komisarza Mauriziego, który ma za zadanie wyjaśnić zaginięcie żony pewnego znanego pisarza. Kim jest Laura, owa żona, i czemu zniknęła - dowiadujemy się z komisarzem z rozmów, z listów, z wycinków prasowych. Tak jest właśnie zbudowana cała książka - zero opisów (coś dla antyfanów Nad Niemnem!) i mimo pozornej prostoty takiego poprowadzenia fabuły, czuć że trzeba tu dobrego pisarskiego warsztatu. Camilleri nie zawodzi. Teraz może w końcu spróbuję jego cykl o komisarzu Montalbano:) 
Wiecie, jakie pytanie zostaje w myślach po Nie dotykaj mnie? Oczywiście, że takie - a co zostałoby po mnie, w zapiskach, pamięci rozmów, gdybym zniknęła?
__________________
Nie dotykaj mnie
Andrea Camilleri
Przekład: Monika Woźniak
Noir sur Blanc
____________________
#gdziespomiedzy #niedotykajmnie #andreacamilleri #oficynanoirsurblanc
Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Mój Instagram

życie i ...

Poranek i inne okoliczności przyrody

3 grudnia 2021
życie i ...

Kucyk polny

26 września 2021
życie i ...

Listy znad morza

6 lipca 2024
życie i książki

Opowieści rodzinne – 4

11 lutego 2022
życie i książki

Placki, kapusta i kryminały

14 października 2021
życie i książki

Życie, książki i muzyka

1 października 2021
życie i ...

pomilcz smutek

16 stycznia 2026
życie i problemy

O współczuciu

26 września 2021
życie i problemy

Jak pomagać dziecku w nauce? Porady nauczycielki

4 lutego 2023
życie i ...

Życie i… cierpliwość.

24 lutego 2024

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme