Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
rozmowa z Anną Borkowską-Obojską, na zdjęciu uśmiechnięta Ania

Dziś jest już dobrze. Rozmowa z Anną Borkowską-Obojską

Posted on 18 lutego 202418 lutego 2024 by Ola

Poznałam Anię internetowo. Bo ja to mam szczęście do ludzi w internecie! Brałyśmy razem udział w pisarskim kursie. Ja z moją książką dla dzieci, Ania z autobiograficzną opowieścią. O ile moja bajka miała przenosić w świat dobroci, przyjaźni, różowych chmurek i krasnoludków, o tyle Ani książka była opowieścią pełną bólu, krzywdy i chmur. Ale tych burzowych. Posłuchajcie rozmowy, bo jest ważna. Jest dedykowana wszystkim, którzy potrzebują przykładu, że można w końcu pomyśleć o sobie. Że TRZEBA o siebie walczyć!

Marzenie #8 - romantyczna miłość "O czym marzy dziewczyna Gdy dorastać zaczyna Kiedy z pączka zamienia się w kwiat? Kiedy śpi, gdy się ocknie Za czym tęskni najmocniej Czego chce, aby dał jej świat?". Śpiewała Irena Santor w znanej piosence No właśnie, o czym? Mi zawsze marzyła się miłość jak z filmu: ON - romantyk, bezgranicznie w niej zakochany Przychyli jej nieba, żeby tylko czuła się najważniejsza i kochana... ONA - zakochana w nim bez pamięci , zapatrzona tylko w niego i ufająca mu bezgranicznie.. Tak, wiem... Nasłuchałam się bajek i naoglądałam filmów. Ale tak szczerze: która z nas tego nie robiła? Która z nas nie uroniła łezki przy takich filmach, jak choćby "Nigdy w życiu"? Za każdym razem, gdy podczas trwania mojego pierwszego małżeństwa oglądałam film z kategorii "romantycznych" ryczałam jak bóbr i wyłam jak dusz potępieńcza! Dlaczego? Bo wiedziałam, że taka miłość nie jest mi dana. Patrzyłam na mojego, wtedy męża i płakać mi się chciało: wredny, wyrachowany i interesowny Zero romantyzmu! Nie licząc końskich zalotów, jak mu się chciało... no wiecie... I tak było przez 15 lat małżeństwa, do 2018 roku. Potem nastąpiła zmiana i poznanie mojego obecnego Męża. Świat stanął na głowie!!! Nagle okazało się, że miłość romantyczna to nie bujda na resorach, ale realny świat!! Można kochać i być kochaną w ten piękny, niesamowity i tak pożądany w bieżących czasach sposób!!! Odkąd mam za męża Piotra nigdy nie uroniłam łzy na romantycznym filmie. Oglądam je z uśmiechem i świadomością, że też tak mam!! I wiesz co? Tak naprawdę historia naszej znajomości i miłości nadaje się na kolejny film! Może, ktoś będzie chciał go kiedyś zrealizować?
czerwone serduszko na czarnym sznureczku, leżące na drewnianych deskach
Ania Borkowska-Obojska wpis z Ani facebooka

– Aniu, chciałabyś się przedstawić?

Nie ma problemu, mogę się przedstawić. Ania Borkowska-Obojska, już po drugim mężu, o pierwszym dawno zapomnieliśmy. Gdynianka rodowita, urodzona w 1974. No, gdynianka już w zasadzie od strony ojca, bo ojciec też urodzony w Gdyni.

– Jak się dziś czujesz?

Dziś już jest dobrze. Jest BARDZO dobrze. W porównaniu do tego co było, jest wręcz śpiewająco. Aczkolwiek problemy, jak były, tak są i będą. Ale – jest dobrze.

– Masz porównanie, prawda? Parę lat temu było inaczej. Co się działo parę lat temu?

Parę lat temu… Ostatnie czasy pokazały, że to nie tylko parę lat, ale większość mojego życia. Okazało się, że toksyczny związek z moim byłym mężem… że to nie zaczęło się w dniu ślubu, ani w dniu poznania, tylko dużo, dużo wcześniej. Bo moja mama jest toksykiem, tak naprawdę. Osobą toksyczną, która mną sterowała, która za mnie decydowała w wielu rzeczach. Niby dawała mi pozornie coś do wyboru, a tak naprawdę to ona decydowała, co mam robić, gdzie mam się uczyć, jakie oceny zdobywać. Wszystko. I łagodnie z tak toksycznego otoczenia rzuciłam się w kolejne, zdobywając męża również toksyka. Poznałam go w wieku siedemnastu lat, więc jeszcze miałam zero doświadczenia. Ślub wzięliśmy po dwunastu latach, dwa lata po zaręczynach, to też pokazuje, że nie byłam pewna tego wszystkiego. Ślub był brany w zasadzie po to, żeby zadowolić moją mamę, która potrzebowała mieć córkę zamężną, chciała już czekać na wnuki. To było, że tak powiem, odgórnie zrobione. Dla niej. Po piętnastu latach okazało się, że ja już nie jestem w stanie wytrzymać z człowiekiem, który będzie za mnie decydował o wszystkim, włącznie z firmą, którą prowadziłam. Wtykał mi się we wszystkie możliwe gałęzie prowadzenia działalności, postępując niewłaściwie. To on podjął kluczowe decyzje, które doprowadziły do tego, że firma, niestety, upadła finansowo. Tak naprawdę do tej pory nie ma co reanimować. A oprócz tego w domu były nerwy, były problemy, przynoszenie pracy do domu, krzyki, popychanie, niewłaściwe podejście do mojego syna. Nie wiem czemu, wydawało by się, że pierworodny syn to powinien być na piedestale, hołubiony, a tu nie. On ciągle miał pretensje. O wszystko, o to, że syn nie biega, że ma problemy z płucami, że długo je, że długo patrzy w telewizor, że siedzi przed komputerem, że będzie nerdem, że to, że tamto. Miał sadystyczne podejście do swojego syna. W 2018 roku pękłam. Miałam to szczęście, że to on wyszedł z domu, robiąc mi na złość, a ja już go po prostu drugi raz nie wpuściłam. To co było, to się jeszcze ciągnęło przez pięć lat. Teraz, po pięciu latach, przestał do mnie pisać nieszczęsne smsy. 2018 i 2019 rok to był okrutny hejt na mnie, żeby mnie przymusić do powrotu, żeby mnie przekonać do tego, że on się zmieni i że będzie lepiej i że jest jedyną osobą, z którą powinnam być. To było bardzo intensywne, do dziesięciu smsów dziennie z wyznaniami miłości, z wulgaryzmami, ze wszystkim co najgorsze też. Telefony, próby do przekonywania mnie przy wszelkich spotkaniach. Nastawianie przeciwko mnie dzieci. Ale się nie poddałam, w 2020 dostaliśmy rozwód, chwilę przed pandemią, chwała Bogu. W tym samym roku zmieniałam nazwisko na Borkowska, z powrotem, żeby zapomnieć o tym wszystkim. I w 2021 był ślub drugi, z moim obecnym mężem, Piotrusiem, i przemiana. Bo Piotr jest w ogóle osobą inną niż mój były mąż. To jest ciepły człowiek, który dba o mnie, o moje dzieci. Pomimo, że on nie ma dzieci, zaadoptował te moje, psychicznie (lekki śmiech). Jest osobą, która pozwala mi rozwijać skrzydła, pozwala mi uwierzyć w siebie, daje mi ciepłe kopniaki, chce mojego dobra, bo przez moje dobro on też lepiej się czuje. To jest takie fajne!

– Nie straciłaś wiary w ludzi?

Nie, aczkolwiek po doświadczeniach z moim byłym mężem nauczyłam się rozpoznawać toksyczne osobowości i wycinam je nawet z rodziny, z życia prywatnego, po prostu mówię: nie. Kończę znajomości, przecinam więzy, trudno. Może kiedyś zostanę sama, a może znajdę nowe znajomości.

– Powiedz, czy widzisz punkt, w którym zmieniło się twoje podejście? Któryś moment? Czy to kwestia lat?

Tak naprawdę o rozwodzie myślałam już od lat, bo nie odpowiadał mi jego sposób postępowania, jego podejście do Bartka, serce mnie bolało, gdy widziałam, jak on traktował swojego syna. Ten dzieciak nie miał świętego spokoju. Nie mógł rozwijać swoich pasji, miał tylko realizować marzenia taty, czyli harcerstwo, którego Bartek nie cierpiał. I to narastało. W 2018 był przełom. Organizowałam spotkanie klasowe z podstawówki. Spotkaliśmy się z pewnym gronem ludzi z klasy, oni opowiadali, jakie mają stosunki ze swoimi współmałżonkami, a we mnie coś pękło. Tak pękło, że już nie byłam w stanie się pozbierać. I powiedziałam „dość”. Zaczęłam głośno mówić, że nie chcę. Zakończyłam współpracę z byłym mężem nie realizując jego żądań w domu, wiadomo jakich, i to był powód, dla którego on powiedział, że dziękuje, że wychodzi z domu. Myślał, że tak mnie ukarze. Wyjdzie z domu i nie będzie mi pomagał, a ja zobaczę, jak dzieci będą się zachowywały. Rzeczywiście pierwsze dni były ciężkie. Bałam się o to, jak dzieciaki zareagują, pytały się, czemu taty nie ma w domu, czemu nie przychodzi na noc. A nie spodziewałam się tego, że tak szybko odpuszczą, że tak szybko się wszystko uładzi. One przeszły do porządku dziennego nad tym, że ojca nie ma, w ciągu tygodnia czy dwóch, i się uspokoiło! Pozwoliło mi to na zrezygnowanie z zapraszania go do domu, bo próbowałam, ale zrezygnowałam. I to był ten traf (śmiech), który pozwolił mi się uwolnić. Bo gdyby on wtedy wrócił, to wątpię, żebym się uwolniła.  

– Myślisz, że opowiadanie swojej historii ma sens?

Myślę, że tak, bo w międzyczasie trafiłam na grono kobiet, które są lub były w podobnej sytuacji jak ja. Dla tych, co są teraz w toksycznych, przemocowych związkach, moja historia to nadzieja, że może być dobrze. Nie zawsze wszystkie takie historie, sytuacje, sceny, kończą się źle. A dla tych, co przeszły dawniej podobne rzeczy, to jest informacja, że nie są same. Mówią, że wiele kobiet – nawet nie tylko kobiet – bo czasami to mężczyźni są w takich sytuacjach – potrzebuje takiego psychicznego wsparcia.  To psychiczna pomoc dla innych. W naszym społeczeństwie ludzie, którzy doświadczyli przemocy fizycznej, nad którymi znęcano się fizycznie, są jakby „premiowani”, a osoby doświadczające przemocy psychicznej nie są zaopiekowane w żaden sposób. Na okrągło trzeba szukać tej pomocy, prosić się o nią. Jak chcą wyjść z toksycznego związku, to nie wiedzą, dokąd się udać, co zrobić, jak postępować. To nie jest nigdzie napisane. Te wszystkie poradnie, telefony… Czasem to o kant… stołu tylko rozbić.

– A wracając do początków waszej znajomości, jak przedstawiłabyś typ toksycznego człowieka, na co zwrócić uwagę: kurczę, to nie jest tak, jak powinno być?

Czerwone chorągiewki?

– Tak, red flags, dokładnie!

No, ja miałam ich tyle, że jak teraz patrzę, to morze czerwone, co najmniej (śmiech)! Już nawet nie rzeka. Na pewno trzeba zwracać uwagę, czy zachowujesz swoją autonomię, czy masz możliwość rozwijania się, czy pomimo, że jesteś w związku, dalej możesz realizować swoje pasje, możesz mieć swoje plany, a nie tylko plany drugiej osoby. Czy wolno ci mieć własne zdanie. Mówię o takich typowo psychologicznych chorągiewkach, bo wiadomo, że trzeba uważać na swoje finanse, nie dać się wpędzić w zależność finansową. I też warto, co dopiero drugi związek mi pokazał, na początku wspólnych planów wprowadzić rozdzielczość majątkową. Jak bardzo bym nie kochała obecnego męża, uważam, że rozdzielczość majątkowa, którą mamy, jest dla bezpieczeństwa nas obojga. Nie dlatego, że wywiniemy numer, tylko różnie bywa w życiu. Jeżeli jednemu małżonkowi się podwinie noga i będzie miał problemy finansowe, to drugi może go ratować. Ale też dużo ludzi popełnia taki błąd, że mając dwa osobne mieszkania, po decyzji zamieszkania razem, sprzedają je i kupują coś wspólnego, na kredyt. Kiedyś bym tak zrobiła, dziś już nie. My wciąż mamy dwa mieszkania, jedno jest dla nas czasem odskocznią od wspólnego domu z nastolatkami (śmiech).

Jeszcze co do czerwonych flag. Jeśli ktoś ci mówi: nie radzisz sobie, jesteś do kitu, nie dasz sobie rady, beze mnie nic nie uzyskasz… – to już daje do myślenia, czy aby na pewno. Zawsze przecież jest jakieś życie przed tym związkiem, życie w którym sobie radziliśmy. To czemu nagle, po zawarciu związku małżeńskiego, nie możemy sobie z niczym poradzić? Dlaczego nagle jesteśmy tacy do kitu? Ja byłam oskarżana o wszystkie winy tego świata. Wszystko, co się działo złego, to była moja wina. Śmiałam się w pewnym momencie, że byłam jak puszka Pandory albo siedem plag egipskich. Nawet tsunami w Fukushimie było moją winą, nie mówiąc już o innych kataklizmach. Na to trzeba zwracać uwagę. Najbardziej na to, żeby się dobrze czuć w związku. Nie zabiegamy o uczucia – to coś, co ja robiłam całe życie. Próbowałam się dopasować, próbowałam robić wszystko, żeby być kochaną, a to nie o to chodzi. Nie da rady, żeby nas wszyscy lubi, kochali. My siebie mamy kochać i lubić.

"Rozwód - koniec czy początek? W moim przypadku, to jedno i drugie. Przez 15 lat byłam żoną, panią domu, matką, bizneswoman, przyjaciółką, kumpelą, kucharką, sprzątaczką... Typowa kobieta pracująca grana przez Irenę Kwiatkowską. Ogarniałam wszystko w domu: remonty, drobne naprawy, przeglądy, opłaty, zakupy nie tylko żywnościowe, ale i sprzętów RTV i AGD. Tzw. człowiek orkiestra. Jak zepsuła się dzieciom zabawka, to przychodziły do mamy, bo mama naprawi a nie zostawi na nie wiadomo ile, jak tata. Znacie to? Na pewno! W 2018 roku przyszedł jednak w końcu taki dzień, że coś we mnie pękło, powiedziało: STOP, nie dam tak dalej rady. I to był KONIEC A początek? No cóż... Nikt nie mówił, że początki muszą być łatwe, ale też nikt nie przygotował mnie na to co mnie spotkało. A działo się wiele. Okazało się, że mąż nie potrafi zaakceptować mojej decyzji o odejściu. Zaczął być natarczywy i wulgarny. Okazało się, że stalking to jego drugie imię, nie mówiąc o wyzywaniu, pomawianiu i dopowiadaniu sobie historii. Przeszłam obdukcję, podłożenie podsłuchu, włamania na FB, Messengera, pocztę mailową i konta w sklepach internetowych. Byłam śledzona, zastraszana i szantażowana emocjonalnie. Poznałam swojego Dzielnicowego i przemiłą Panią Kasię z MOPSu. Czasami upadałam, prawie się poddawałam, ale ludzie, którzy mnie otaczali: znajomi, rodzina w takich chwilach mnie wspierali. Pozwalali się wyżalić, wypłakać. Podawali rękę i stawiali na nogi jeszcze mocniejszą, jeszcze bardziej zdeterminowaną i przekonaną o swojej racji. Czemu o tym piszę? Bo wiem, jak wiele osób jest w podobnej sytuacji do mojej. Ba! Nawet gorszej! Są osoby, które nie widzą stosowanej wobec nich przemocy psychicznej, a jeśli nawet już ją zobaczą, nie mają sił, środków albo wsparcia, żeby z tym zawalczyć. Czemu więc nie opisać tego co przeszłam, z czym musiałam się zmierzyć?"
czerwone serduszko na czarnym sznureczku, leżące na drewnianych deskach
Ania Borkowska-Obojska wpis z Ani facebooka

– Wracając do telefonów do Poradni wszelkich. Powiedziałaś, że nie zawsze się sprawdzają. Ale co może zrobić człowiek z małej wsi, co ma numer na telefon zaufania czy wsparcia a nie ma szans, żeby się gdziekolwiek ruszyć, uciec. Czuje jednak, że jest źle. Powinna spróbować? Zadzwonić?

Powinna! Ja uogólniam trochę, bo dużo robiłam, żeby zyskać pomoc, walczyłam o to i odbiłam się od wielu drzwi i wiem, jakie to jest trudne. Raz na policji próbowałam zgłosić stalking przez smsy, a policjant spytał się mnie: a przeszkadza to pani? Niech pani nie czyta tych smsów, przecież pani nie musi. Więc wiem, z czym jest walka. To nie są ciekawe sprawy dla policji.

– Więc chodzi też o to, żeby nie dać się zbyć? Za pierwszym, drugim ani trzecim razem?

Tak. Nie dać się zbyć. I rozmawiać z ludźmi. Bo jeden człowiek ci nie uwierzy, drugi, ale już trzeci może uwierzyć i zacznie ci pomagać. I nie ma co się wstydzić, bać. Jedyne, co można się bać, to współmałżonka, który może zareagować agresywnie, jeżeli coś do niego dotrze, z plotek. Wtedy ryzykujemy. Ale to jest ryzyko, zawsze. Zmiana życia o 180 stopni jest trudna. Mi też było trudno. Miałam zadłużoną firmę z masą towaru, musiałam to wszystko pozamykać, zabezpieczyć.

– Co cię trzymało, że szłaś tą nową drogą?

Wiesz, ja jestem uparta. Jak obiorę sobie cel jakiś, coś chcę zrobić, i jestem pewna, to zrobię to, dojdę, prędzej czy później. To jest mój wewnętrzny upór. Jestem zodiakalnym bykiem i trzymam się tego (śmiech). Poza tym patrzałam na zdrowie psychiczne moich dzieci. To, co się działo u nas w domu, nie było dla nich dobre, nie nadawało się do przekazywania dalej. Teraz mam świadomość, że dzieci mają porównanie, co było i co jest. Mogą z tego same wyciągnąć wnioski.

– Każdy rodzic powinien sobie zdawać sprawę, że dzieci powielają nasze wzorce…

I to jest straszne. A z kolei rodzice nie powinni powielać złych wzorców ze swojego dzieciństwa. Bo jak patrzę na to, jaki los zgotowała mi moja mama, wymagając ode mnie samych czwórek i piątek na świadectwach, wymagając ode mnie pójścia do liceum, bo technikum to się nie liczy, wymagając ode mnie pójścia na wyższą uczelnie w trybie dziennym, bo zaocznie to nie, bo co potem będziesz robić… Ja swoim dzieciom staram się dać wsparcie, pomagać jeżeli chodzi o oceny, ale dla mnie pozytywną oceną jest też mierny a nie tylko czwórka, piątka i szóstka. Jak moja córka pisze do mnie, że dostała mierny i fajnie, to serce się raduje, bo dzieciak nie czuje stresu.

– Moja córka przybiłaby tu piątkę.

Tak. Wiesz, jaki miałam przez chwilę plan? Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę na wszystkich rodziców, którzy na koniec roku szkolnego robią zdjęcia świadectwom z paskiem? No więc chciałam zrobić zdjęcie świadectwa mojej córki, średnia 3,85, wrzucić je i powiedzieć, że jestem bardzo dumna z mojego dziecka. Zabójcza ocena. A pasek to możemy sobie domalować jak będziemy chciały. To byłby taki prztyczek dla wszystkich rodziców, którzy za dzieci decydują, co one mają robić, jak mają postępować. To jest straszne. Mojej koleżanki syn miał się dostać do liceum, ósma klasa, egzamin ósmoklasisty. I ona do mnie mówi: Słuchaj, Ania, na jakie zajęcia dodatkowe Bartek chodzi? A ja mówię: na żadne. A jakieś zbiórki, na dodatkowe punkty za wolontariat? Nie, żadne. Ale jak to?! No normalnie. Korepetycji mu nie dawałaś? Ja mówię: nie. A mój to się musi do liceum dostać.. No i finał był taki, że się chłopak do wybranego liceum nie dostał, a co stracił ze swojego dzieciństwa na korepetycje, to stracił. A moje dziecko dostało się do tej szkoły, co chciało, co sobie wymarzyło, do tej klasy, co chciało… Ja wiem, że zdobył to swoją pracą. Miał dobre samopoczucie i wiedział, że ma wsparcie w domu. Jak przychodził, to nikt mu głowy nie truł, że ma iść na korepetycje, na dodatkowe zajęcia, że ma mieć lepsze oceny, bo się „nie dostanie”. Stresu nie było.

– A w tym wieku przecież każdy stres działa silniej niż na nas, dorosłych…

To prawda. A w dodatku oni inaczej do tego podchodzą, destrukcyjnie.

– Jaką dla ciebie osobiście mają wartość słowa: „Nie bądź obojętny”?

Obojętność w naszym społeczeństwie jest ogromna. Dla mnie jest ważne, żeby nie być obojętnym, kiedy ktoś chce się przed tobą otworzyć i opowiedzieć swoją historię, albo chce się po prostu wygadać. Należy pamiętać, że osoba, która przeszła jakąś traumę w życiu, czy to psychiczną, czy fizyczną, czy seksualną, jakąkolwiek, ona naprawdę musi mieć powód, żeby się przed kimś otworzyć i chcieć opowiadać. A w ludziach niektóre traumy siedzą przez lata. Ja coś na ten temat wiem, bo jedną traumę przepracowuję od szóstego roku życia i udało mi się w wieku dopiero dwudziestu paru lat otworzyć i jakoś zacząć o tym mówić. Byłam molestowana przez kuzyna. On miał dziesięć lat, ale to nie zmienia faktu, że ja to czułam jako zły dotyk i w ogóle mi to nie pasowało. A było jak było. W związku z tym – słuchać trzeba, nawet jeżeli nie da się nic zrobić. Warto słuchać, bo może to tej osobie ulgę przyniesie i pomoże w podjęciu kolejnych działań.

– No właśnie. Czasem, jak się usłyszy samemu swoją historię wypowiedzianą na głos, to już  łatwiej coś zdecydować.

Nie wiem, czy wszyscy tak mają, ale ja zauważyłam, że najpierw trzeba zacząć coś mówić jednej osobie, i wtedy jest wstyd, jest żal, jest złość na siebie, jest obwinianie siebie… I dopiero, jak się to wypowie na głos, i spotyka się następną osobę, z którą znów rozmawiamy, to już są inne emocje. Ja dużo opowiadałam o sobie, pisałam moją nieskończoną powieść, ona czeka dalej na redakcję, bo muszę mieć do tego czas i wolną głowę, ale to mi pomogło. Ostatnie wpisy na facebooku też w jakiś sposób pomogły mi się otworzyć i pozbyć tej złości na siebie. Złości, że się dałam wmanewrować, że się dałam zaszufladkować, podejść. Wpuściłam wilka w owczej skórze do swojego domu.

– Aniu, pozwól, że coś powiem, ale nie mówię tego od siebie. No przecież byłaś w związku tyle lat! Jak to jest, że ty wcześniej nic nie widziałaś?! No jak to jest? Powiedz.

No nie widziałam. Bo tego się nie widzi od razu. To trzeba mieć jakiś punkt zapalny. Inaczej: zaczyna się widzieć szybciej, ale człowiek się boi. Boi się reakcji drugiej osoby, boi się, co jej zrobi psychicznie, jak zacznie gnębić, jakie słowa usłyszy, jakie obelgi, jak znowu będzie poniżona. Jak miałam znowu słuchać, jaka jestem fatalna, że mi nic nie wychodzi w życiu, że tak naprawdę to ja sobie z niczym nie radzę, że popełniam same błędy a on mi przecież mówił, a ja wszystko zniszczyłam, i tak dalej… Ja się przez pięć lat nasłuchałam o rozpieprzeniu rodziny, o zniszczeniu związku, że wszystko co dzieci przechodzą, to moja wina, że ja… Generalnie to ja byłam winna, że się rodzina rozpadła. I tak naprawdę to człowiek się boi, jak sobie poradzi. Z dwójką dzieci, z podupadająca firmą, jak to ogarnie, jak nie spaść na dno, jak połączyć koniec z końcem, żeby dzieci nie odczuły „spadku” i mogły dalej funkcjonować w normalnym otoczeniu. Bałam się, jak on będzie pochodził do dzieci. I słusznie się bałam, bo tam były nieustanie oskarżenia. On przy dzieciach mówił o moich wyimaginowanych zdradach, jakiś winach, że go okradłam, zniszczyłam, pracę zabrałam. Po prostu dramat. W tym nie było krzty prawdy. On miał swoją prawdę, która była dla niego najważniejsza. Nawet sąd mu zarzucał różne nieścisłości, niewłaściwe traktowanie dzieci, a on tego nie brał pod uwagę. Także tego się bałam. A największy strach to czułam przed tym, że zostanę sama. Jestem jedynaczką, byłam strachliwym dzieckiem, w liceum nie miałam wielu znajomych, raczej trzymałam się na uboczu. Nie imprezowałam, nie piłam, nie paliłam, nie byłam dobrym towarzyszem do imprez. Nie przeklinałam, co za niefart! (śmiech, a od siebie dodam, że dziś Ania przeklina jak stary szewc!). I tak naprawdę, jak poznałam mojego byłego męża, to on był dla mnie pierwszą osobą, która zwróciła na mnie uwagę. A jeszcze to był koniec rozwoju hormonalnego – dorastania – i ja się roztyłam. Byłam duża. Dla mnie – ogromna. Teraz, jak patrzę z perspektywy czasu, to nie było tak źle. Ale wtedy – dramat. I po prostu się bałam, że nikt mnie nie będzie chciał, nikt nie będzie mną zainteresowany. Jak on zawiesił na mnie oko i zaczęliśmy się spotykać, to jakbym Pana Boga za nogi złapała. Tak naprawdę to ciężko wyjść ze związku, w którym człowiek ulokował całą swoją młodość, wszystkie swoje uczucia i próbował cały czas się dostosowywać do tej drugiej osoby, po to, żeby być kochanym. Długo po rozstaniu słyszałam pytania: Jak to, wyście się rozstali? Przecież byliście takim zgodnym małżeństwem?! Ale ta zgodność była dlatego, że ja się naginałam. Kark schylałam. Robiłam to, co on chciał. Jak wakacje, to tylko w górach, a ja kocham wodę. Morze. Jak wyjazdy z dziećmi, to tylko do lasu. Jak zawody, to Bieg Komandosa. On tylko w czymś takim bierze udział. Najpierw uciekał przed wcieleniem do armii, a potem realizował się jako były niedoszły żołnierz. Coś, co w ogóle nie współgra, nie? Tak było.

– Myślisz, że jesteś feministką?

Nie… nie wydaje mi się. Nie uważam, że kobiety przede wszystkim mają być na czele, na traktorach i tak dalej. Wcześniej bardziej tak myślałam a obecnie to doszłam do wniosku, że moje zdrowie fizyczne to jest podstawa bytu mojej rodziny. Ja ją spajam. Gdyby nie ja, to moja mama nie poradziłaby sobie, nie w wieku 81 lat i z demencją starczą. Gdyby mnie zabrakło, to moje dzieci straciłby ochronę, którą im daję – finanse, opiekę, wsparcie, miłość. Trafiłyby pod skrzydła tego drugiego rodzica, za którym nie przepadają. Syn kończy za rok osiemnaście lat, to pół biedy, ale mała? Obecnie 12 lat? Przed nią byłoby 6 lat dramatu. Diabli wiedzą, czym by się to skończyło. Zdałam sobie sprawę, jak ważnym elementem jestem w tej rodzinie. Staram się więcej robić dla siebie, dbać o zdrowie, o samopoczucie. Przestałam się szarpać z pewnymi rzeczami, przestawianiem czegoś ciężkiego, wtykaniem łap w sprawy męskie, bo to nie ma sensu. Nawet mam taką radę na przyszłość: nie pokazujcie facetowi, że wszystko umiecie, bo oni to z reguły chcą wykorzystać. To z reguły ja ogarniałam wszystkie prace remontowe, a były mąż nie miał czasu i „nie umiał”. To też taka czerwona chorągiewka (śmiech).

– Jakie masz plany na przyszłość?

Plany? Na pewno rozwinąć to, w czym się dobrze czuję, czyli detektywistykę. Bo tak się złożyło, że jestem też prywatnym detektywem. Niespotykane, wiem, ale ja w ogóle w swoim życiu zawsze miałam jakiś pierwiastek męski, coś z faceta, pakowałam się w męskie sprawy techniczne, ale to nie jest feminizm, tylko charakter! Dalej chciałabym robić to, co lubię – czyli pisanie. Chciałabym skończyć swoją książkę i zabrać się za kryminał, który mi chodzi po głowie i na który mam pomysł. Dalej chciałabym się rozwijać w modelingu, to jest moja odskocznia, odejście od problemów, pozwala zapomnieć o wszystkim. Chcielibyśmy mieć własny domek na uboczu. Po prostu spokojnie w końcu żyć. Bez nerwów, bez stresu. Wiem, że tak do końca się nie da, ale niech będzie to, co jest potrzebne, nic ponadto. Tak standardowo. Przeżyć to życie już dobrze. Tak, jak się należy.

– Dobre zakończenie. I tego ci życzę!

"Warto gonić za marzeniami i je realizować nie oglądając się na innych. Niestety w pobliżu zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał ci zabrać radość z tego co robisz. Nie słuchaj go! Nie warto! Rób jak czujesz, jak podpowiada ci serce! To ty będziesz później żałować niespełnionych marzeń, nie on".
czerwone serduszko na czarnym sznureczku, leżące na drewnianych deskach
Ania Borkowska-Obojska wpis z Ani facebooka

Lista miejsc, gdzie można zgłosić się po pomoc:

Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia”: 800 120 002 – czynne całą dobę, bezpłatny

Feminoteka – telefon przeciprzemocowy dla kobiet doświadczających przemocy: 888 88 33 88  –  czynny pon.-pt. 11:00 – 19:00 oraz przydatne porady na stronie internetowej

Policja: 997 lub 112, czynne całą dobę

Ośrodki pomocy społecznej

Powiatowe i miejskie centra pomocy rodzinie

strona Centrum Praw Kobiet – informacje prawne, pomoc telefoniczna, porady, szkolenia

Strona platforma 116.sos.pl – pomoc mailowa, telefoniczna bezpłatna, całodobowa dla osób w kryzysie, wyszukiwarka ośrodków pomocowych

Nawigacja wpisu

← Którędy do Bullerbyn?
Życie i… cierpliwość. →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach
  • dziś jest tylko wyrazem
  • Bajki

Archiwa blogowe:

  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, troch Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, trochę obok Leśmiana,  ale tak bardziej w mrok, gdzie pod nogami pałętają się koty, jeże, w bibliotece wszystko wszak może się zdarzyć, jesienny zachód słońca też, nicości, byt z niebytem się mylą, a ja obok stoję i przypatruję się przelatującym gawronom, pomiędzy istnieniem a jego odwrotnością, wyciągam z regału Rymkiewicza, na los się zdaję, oj, to nie jest najlepszy pomysł... 
@w.dziurawych.trampkach - wybrałam te jesienne ogrody, proszę bardzo:)
_________________________
Jarosław Marek Rymkiewicz
Zachód słońca w Milanówku
Wyd. Sic!
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #jarosławmarekrymkiewicz #zachódsłońcawmilanówku
Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życi Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życio-pisarek. Czytałam Książkę o miłości, czytałam Hałas, teraz Najgorszego człowieka i uważam że nikt poza Halber nie umiałby pisać jak Halber. I już. Ja tą szczerość i odzieranie warstw biorę i zachłannie czytam.
O czym jest #najgorszyczłowieknaświecie pisał swego czasu cały bookstagram, pod tym hasztagiem jest mnóstwo opisów, ja już tylko dodam swój stary wierszyk o kocie, bo pasuje do okładki:

Mam takiego kotka
Mały dość jest, nieporadny, 
nawet chwilami zabawny 
Balkon na czwartym piętrze 
wydaje mu się idealny 
do skakania przy barierkach

Chyba nie wie co to lęk

Przychodzi 
i bez pytania czy może 
każe się głaskać 

On naprawdę nie wie 
Co to lęk

PS. Tak, to jest książka o lęku. 
Czytaliście? Lubicie ten styl pisania?
______________________________
Małgorzata Halber 
@mroczny_msciciel 
Najgorszy człowiek na świecie 
Wyd. Znak Literanova 
@znak_literanova 
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram  #małgorzatahalber #znakliteranova
Bajka na dobranoc to nowy projekt bajkowy, który n Bajka na dobranoc to nowy projekt bajkowy, który nam przyjemność przedstawić. Zanim przejdę do szczegółów, to powiem jedno: od września czytam dzieciom opowieści z tego cyklu i podoba się nam. A to najważniejsze. 

Cóż to jest, ów projekt i cykl?
Otóż Mateusz Racut - twórca Bajki na dobranoc - zaprasza nas do Lasu Mądrości, a tam czekają naprawdę sympatyczni bohaterowie: Lisek Dobrusek, Żabka Fajtłapka, Sowa Wiedzulka i inni. Przeżywają swoje leśne i życiowe problemy, raz będzie to złość i zazdrość, raz samotność, raz problemy ze zdrowiem... No samo życie, nieprawdaż? 
I cała magia bajek z Lasu polega teraz na tym, że problemy można rozwiązać... bez czarów. Żabka, Lisek, Dzik, Mrówka uczą się rozmawiać, oddychać, zastanawiać nad daną sytuacją a Lisek Dobrusek zawsze zapisuje w swoim pamiętniku, czego się dziś nauczył. I jest w tym piękna prostota, którą lubią dzieci. Lubią też powtarzalność bajek, ich przewidywalność i ciepło, które kryje się także w literackim języku opowiastek. 

Last but not least - są też kolorowanki do wydruku i wersje audio - taki bonus:) 

Nie poznałabym Liska Dobruska, gdyby nie propozycja współpracy ze strony twórcy - za co teraz naprawdę dziękuję. Po paru dobrych tygodniach sprawdzania i testowania - polecam. Polecamy! Bo dzieciaki-przedszkolaki najbardziej :) 

www.bajkanadobranoc.com
______________________
#gdziespomiedzy
#bookstagram #literaturadladzieci #współpraca #mateuszracut #bajkanadobranoc #całapolskaczytadzieciom
Lubię świat z wierszy Małgorzaty Lebdy. Bliskie j Lubię świat z wierszy Małgorzaty Lebdy. 
Bliskie jest mi szukanie słów na opisanie życia tu i teraz, ale także gdzieś z boku. Chwile które stają się metaforą, lub też zupełnie na odwrót - szukanie tego, co najprostsze, już bardziej przecież o codzienności i to tak do kości się nie da. 
Właśnie tak, posłuchajcie: "możliwe, że chodziło o proste sprawy: pokryte rdzą brzozy, jary, w których rodziła się noc (...). I jeszcze to: słowa, te, co robią nam w środku radykalne rzeczy". 
Możliwe wszak, że chodzi właśnie o to.

"I czytanie wierszy, czytanie wierszy, czytanie wierszy na głos".

Rytmiczne, uspokajające staccato...
________________________
Małgorzata Lebda
Mer de Glace
Wyd. Warstwy
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #małgorzatalebda #merdeglace #wydawnictwowarstwy
Dobre to było kryminalne czytanie, muszę przyznać. Dobre to było kryminalne czytanie, muszę przyznać. Takie wyważone - akcja, groza i humor w proporcjach, które pozwalają zanurzyć się w książce z przyjemnością.

A sama historia oparta jest najpierw o opowieści  rodzinne, sięgające jeszcze czasów powstania styczniowego, potem autor sięga po opowieści i kroniki kryminalne, dodaje też parę legend z gór świętokrzyskich. 
Siembieda scala to wszystko historią dwóch zwaśnionych rodzin, dla których honor = zemsta i kto tego równania nie rozumie, to do rodziny nie należy, koniec kropka. Ech, Jadźka, mogłaś pokochać kogo innego, a tak to szekspirowski dramat się ułożył... 

Dodam, że nie jest to właściwie typowy kryminał, trochę się wymyka gdzieś obok, powiedziałabym bardziej: opowieść kryminalna. Z panoramą zawieruchy dziejów w tle, bo jak na powstaniu styczniowym się zaczęło, tak kończy się w czasach programu Temat dla reportera. Nie szukamy z komisarzami sprawcy, nie grzebiemy z detektywami czy profilerami w głowach morderców - bo wiemy co i kto. A jednak zostajemy z pytaniem o tę naszą ludzką naturę... 

I z obrazem wosku skapującego z gromnicy, kiedy zostaje wydany wyrok.

Jesienna polecajka - jak najbardziej!

@znak_literanova @monika_i_ksiazki - współpraca barterowa - i to udana, dziękuję :) 
____________________________
Maciej Siembieda 
@maciejsiembieda
Gołoborze
Wyd. Znak Literanova
#wspolpracabarterowa
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #maciejsiembieda #gołoborze #maciejsiembiedagołoborze
#wydawnictwoznakliteranova
Jak zadbać o siebie, kiedy w dzieciństwie nikt cię Jak zadbać o siebie, kiedy w dzieciństwie nikt cię tego nie nauczył - próba odpowiedzi. 
Próba, bo to pytanie na które nie będzie jednej prostej odpowiedzi. 

Więc - czy to próba udana? 

Dla mnie tak. Poradnik Niewidzialne rany mogę spokojnie polecać, jeżeli szukacie książkowo-fachowej pomocy w zakresie uporania się z dorastaniem w dysfunkcyjnym domu. 
Bez ckliwości, konkretnie o problemach w dorosłym życiu, kiedy dzieciństwo nie zapewniło ci stabilności emocjonalnej i kiedy wciąż jedną nogą - a raczej częścią umysłu - w tym rodzinnym domu tkwisz. 

"Chcę pokazać mechanizmy, zależności i schematy, które posłużą ci do stworzenia instrukcji obsługi własnej głowy" - pisze we wstępie autorka. Nie obiecuje różów ani brokatów na nowej ścieżce życia, ale mówi: spróbuj się sobie przyjrzeć z boku, daj sobie szansę. Przeczytaj, czemu się boisz, czemu wciąż jesteś przekonana o swojej "beznadziejności", a jak trzeba to idź też na terapię, przegadaj to swoje życie, daj sobie przyzwolenie na pomoc.

Warto zwrócić uwagę, że nie jest to akt oskarżenia wobec rodziców, nie - cała uwaga skupiona jest na próbie zrozumienia, przyjęcia pewnych faktów i zdecydowania się na takie życie, które nie będzie już uwięzieniem w przeszłości. 

Poradnik o odzyskiwaniu równowagi, nie dzięki magicznym plasterkom, a dzięki wiedzy z zakresu psychologii. 
Więc ja mówię: tak. Polecajka - jeśli potrzebujesz. 

#współpracabarterowa z @wydawnictwo_publicat
_____________________
Niewidzialne rany
Andżelika Dominiak-Banach
@andzelika.dominiak_psycholog
Wyd. Publicat
Ilustracje: Patrycja Niewiadomska
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #niewidzialnerany #andżelikadominiakbanach  #wydawnictwopublicat
Arabeski to rodzaj wypełnienia, tło, ozdobne motyw Arabeski to rodzaj wypełnienia, tło, ozdobne motywy - coś co nie jest głównym obrazem. Mikroświaty. 
Opowiadane mimochodem, przyuważone, tu ślub, tu szpital, tam sprzątanie, albo ta smutna randka w hotelu, dzieciaki, którym zawozi się puszki i konserwy, przecież wojna, ale też przecież zwyczajne życie...
Ślady i zapiski spomiędzy światów ważniejszych i bardziej zrozumiałych: frontu i codzienności. 
Kiedy nachodzą na siebie, wszystko staje się inne. Niepasujące. Poprzesuwane.
Czytanie takich książek staje się rodzajem  współodczuwania, trudno z tych opowiadań wyjść. I to jeszcze w taki na przykład złoty październik sobie wyjść, ale warto je przeczytać, naprawdę.
Przynajmniej ja tak myślę;)

A wypożyczone są Arabeski z biblioteki, przypadkiem, kiedy tak chciałam już nic nowego nie brać, ach te postanowienia...
____________________________
Arabeski
Serhij Żadan
Tłum. Michał Petryk 
Wyd. Czarne
_____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #arabeski #serhijżadan #wydawnictwoczarne
Sięgnęłam po Złodziei bzu, bo akurat miałam na tel Sięgnęłam po Złodziei bzu, bo akurat miałam na telefonie. A miałam bo kiedyś naczytałam się, że "czytajcie, czytajcie, będzie fajnie!".
No i nie, nie było fajnie, składam reklamację! I skargę i zażalenie. I ja się tak nie bawię i już.
Po pierwsze - nie było ostrzeżenia, że to parodia. Zdążyłam się pierdyliard razy oburzyć, zanim dotarło do mnie, że to groteska, parodia właśnie, że to Nic śmiesznego z innymi rekwizytami, że to Kariera Nikosia Dyzmy choć z innym tłem. Z wąsem Wałęsy.
Dopiero tak ustawiona perspektywa pozwoliła mi czytać spokojnie.
Po drugie - wcale i tak nie czytało się spokojnie, bo główny bohater to strasznie antypatyczna postać. Wkurzająca.
Po trzecie - wkurzam się na siebie, bo może wychodzi ze mnie jakaś, omatkobosko, dulszczyzna??? Jakieś kołtuny mam do rozplątania? Nie umiem sama z siebie się pośmiać? Cha, cha, cha. Właśnie że umiem. 
Po piąte i dziesiąte - żeby bez śmierdział zgnilizną - to już przesada. Totalnie. Tu już czuję się urażona do żywego! 

W każdym razie dzieje rodziny z Wołynia w naprawdę innym ujęciu, nietypowo. 

Kto teraz też chce przeczytać?? 😂
________________________
Złodzieje bzu
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Wyd. Noir sur Blanc
________________________
#gdziespomiedzy
#bookstagram #złodziejebzu #hubertklimkodobrzaniecki #noirsurblanc
Mój Instagram

życie i książki

Którędy do Bullerbyn?

10 lutego 2024
życie i ...

Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?

23 września 2021
życie i problemy

Wpis od Miss Fereiry

14 października 2021
życie i ...

Świąteczne opowiadanie

23 grudnia 2021
życie i ...

zieleń od pierwszego zdania

12 grudnia 2024
życie i problemy

List do naszych dzieci

13 maja 2022
życie i ...

Dzień jak co dzień

2 grudnia 2022
życie i książki

Literacki Sopot 2023

22 sierpnia 2023
życie i książki

Opowieści rodzinne. Lato – część 1

27 lipca 2023
życie i ...

Czarno-biały styczeń

28 stycznia 2024

© 2025 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme