Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
opowieści rodzinne - zdjęcie dziewczyny biegnącej przez łąkę, czarno - białe

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 3

Posted on 4 marca 20234 marca 2023 by Ola

Zielone drzwi otworzyły się z hukiem i wybiegł przez nie nikt inny, jak jasnowłosa Hania, z jednym butem na nodze, z drugim w ręku, w podskokach próbując nałożyć go na stópkę elegancko odzianą w brązowe rajstopki. Długa spódnica utrudniała zadanie, ale Hania gnała naprzód i gotowa była dobiec w jednym bucie aż do samego przystanku. Biała bluzka miała ślad po paście do zębów, ale właścicielka nie miała widać czasu (bądź ochoty) na pozbycie się plamki. Przez wolną rękę przewiesiła sobie szkolną marynarkę, a z ramienia dyndał i podskakiwał za każdym szybkim krokiem plecak. 

– Haniu, zdążysz, spokojnie! – rozległ się ze schodków głos Zosi, ale po chwili machnęła tylko ręką, i ruszyła z powrotem do kuchni. Musiała sama też zdążyć do pracy, z trójką pozostałych dzieciaków. Usiadła z nimi przy dużym stole i sięgnęła po kubek z kawą, przegryzając szybko kanapki. Pachniało świeżym ogórkiem i koperkiem, jeszcze sklepowym, ale już niedługo będzie można cieszyć się ogródkowymi przyprawami. Lato zapowiadało się pięknie, jak już będzie po całej tej maturze! 

– Mamo, a autobus Hani nie odjedzie? – pytał Jędrek, jak zwykle przejęty zmartwieniami innych.  

– Nie odjedzie, spokojnie. Hania trochę panikuje, bo się denerwuje maturą – mruknęła Zośka. 

– Mamo, a matura to taki wielki potwór, wiesz? – odezwała się znad swojego kubka z kakao Julka. – Taki potwór, co cię pali, jak nie odpowiesz dobrze na pytanie.  

– Nie pali, tylko depce nadzieje na studia. Ale ogólnie masz rację, Jula, to taki potwór.  

– Dlatego Hania tak się denerwuje? Bo dzisiaj nakrzyczała na mnie, że za długo w łazience siedzę, a ja tylko weszłam na chwilkę… Ale chyba trochę ją rozumiem. Też się boję szkoły. 

– Juleczka, ty? W zerówce? A czego ty się tam boisz? – Zosia wydawała się rozbawiona. 

– Mamo, ty nie rozumiesz, że zerówka już się prawie kończy? A potem będzie normalnie, oceny, sprawdziany, cały ten… ten… po-por-poprore-podziel… 

– Popierdzielnik – podpowiedział usłużnie Sławcio. – Popierrrrrrdzielnik. Mamo, ładnie mówię rrrrrrrr? 

– Pięknie synu. Ale nie słuchajcie za dużo swojej starszej siostry. Szkoła nie musi być taka zła. Dla niej matura jest straszna, ale ja jej na przykład nie wspominam tak źle, to nie był żaden potwór… Czy popierdzielnik. Co to w ogóle za słowo?! Idźcie mi już plecaki myć i przynieście śniadanka, włożę wam zęby.  

Zosia podniosła się i zaczęła sprzątać ze stołu, po czym spojrzała na kwiczące ze śmiechu dzieci.   

– A wam co znowu? – spytała zdziwiona, przewróciła już tylko oczami i w myślach trzymała kciuki za swoją najstarszą córkę. Musiała też pamiętać, żeby po drodze z pracy kupić znicze i podjechać z dziećmi na cmentarz. 

 

*** 

Hania biegła na przełaj przez pole. Tak było najbliżej do autobusu, najszybciej. Niby wiedziała, że zdąży, ale kiedy biegła, mniej ją skręcało w brzuchu ze strachu. Na przystanku autobusowym PKS czekała już Liwia, jej jedyna przyjaciółka z Miłczyc. Chodziły razem do podstawówki, razem wybrały Liceum w najbliższym dużym mieście i dziś razem denerwowały się kolejnym dniem matur. Poza krótkim rzuconym “Hej” nie rozmawiały ze sobą, zbyt skupione na oddychaniu i pokonywaniu paniki.  

– A panienki to gdzie dziś takie, kurde, wystrojone, cooo? – usłyszały nagle obok, ze strony pewnego jegomościa wystrojonego samemu w dawno nieprany sweter. 

– Ot, stary a głupi – usłyszały z drugiej strony, zanim zdążyły się odezwać. – To one przecie mature dziś pewnie majom. I brawo! I bardzo dobrze! Niech się młodzież uczy! –  do rozmowy włączyła się starsza pani. Trzymała pod pachą wiaderko z odrobiną wody i pękiem świeżych kwiatów, zwykłe wyposażenie każdej wdowy jadącej jeden przystanek na cmentarz. Hania rozpoznała jedną z sąsiadek.   

– Uczy tam, pewnie, ty to chyba sama głupia jesteś. –  Jegomość w sweterku  wykazał się znajomością życia, mówiąc dalej: – Oni to teraz nic się nie uczą, tylko, kurde, w internetach siedzą. Książek nie czytają, starym, kurde, nie pomogą, do pracy nie idą, tylko im te, no, te tęcze w głowie i… kurde, i te, no, seksowe zboczenia! Kurde mać! 

– O matko przenajświętsza, weźcie tego dziada ode mnie, bo jak go zdziele przez ten durny łeb, to pekaesu do miasta nie bendzie potrzebował! Dziewczęta – zwróciła się krewka pani do Hani i Liwii, wciąż stojących bez ruchu i oblewających się na zmianę to bladością, to rumieńcem. – Dziewczęta, wy to się nic a nic nie przejmujcie. My tu wam wszystkie szczęścia życzymy. Nasze życie niełatwe było, może wasze bendzie lepsze, chociaż, kto to tam wie… Ale z góry to tylko głupi się poddaje, co nie?  

Na szczęście w tym momencie zza zakrętu wyjechał zielony pekaes, zatrzymał się, zatrzeszczał otwieranymi drzwiami i porwał do swego chłodnego środka grupkę pasażerów. Porozsiadali się tak, żeby już nie sposób było prowadzić tej niezwykłej wymiany zdań.  

Pekaes cichutko i iście światowo ruszył dalej. Powiózł jednych swoich pasażerów w stronę przeszłości, wspomnień i kwiatów ustawianych na grobach, a innych w stronę przyszłości, nieznanej, i chwilowo w ogóle nie ekscytującej. Raczej groźnej. 

 

Dzielna obrończyni dziewcząt, pani z kwiatami na grób męża, to była rzeczywiście sąsiadka Halskich. Pani Sułkowska, mieszkająca w Miłczycach z dziada pradziada i jeszcze dłużej… Nie chciała “biednym dziewczętom” już głowy zawracać i wypytywać się, bo to przecież każdy widział, że denerwowały się, biedactwa, strasznie. A ten cham jeden, takiej musiał przykrości im narobić! Nie poznał na pewno, że to córka pani Halskiej była, nauczycielki ze szkoły, bo by się tak nie rozpędził, osioł niemyty… Pani Sułkowska chwyciła z cmentarnego stojaka grabki, pomachała nimi gniewnie i ruszyła w stronę pomnika swojego męża. Mało było jeszcze ludzi wokół, lubiła tak wcześnie przychodzić, bo mogła bez dziwnych spojrzeń pogadać… właśnie  z mężem. Kto wie, czy on gdzieś obok jej nie słuchał, no kto?  

– Tak, tak. To ci mówie, ludzie to myślom, że teraz dzieciaki i młodzież taka zła. A ja ci mówie, że i my nie byliśmy święci, no nie? Kto kradł ziemniaki z pola? Żeby nam to jedzenia brakowało, co ty, dla zwykłej frajdy żeśmy tak broili, ha! I gorsze rzeczy były… I nikt z nami nie rozmawiał, że tak się nie godzi… Wstyd teraz, wstyd, no nie? Nie przez kartofle, przez to gorsze wstyd – starsza pani obtarła czoło, usiadła na ławeczce i popatrzała smutno na zdjęcie swojego świętej pamięci męża. – Ale człowiek chocia rozumu na starość nabiera i nie ocenia już tak łatwo! No nie, stary? Nie ocenia… Wiesz, położe ja jeszcze kwiatka u Babci i Róży od Szrederów. One dziś rocznice majom. Straszne to było, pamiętasz? Boże, ja to nigdy nie zapomne tego wypadku… Pamiętasz, stary, że się małą Zosią wtedy opiekowalim? Trzeba by do nich na herbatkę wpaść… Ale to po maturach tych wszystkich, niech tam spokój na razie majom.  

Pani Sułkowska wzięła parę kwiatków przełożonych z wiadra do wazonu na grobie i przeniosła niedaleko, tam, gdzie razem leżało małżeństwo Szrederów i ich przyszywana córka Róża. Widziała, że znicz niedawno zapalony, domyśliła się, że to Asia musiała być. Przez chwilę pomyślała jeszcze o tym, jak to życie się różnie plecie, jak przeplata sobie to, co radosne i dobre, z tym, co podłe i złe. I jak to potrafi w jednym biednym człowieku tak się przepleść i w węzeł zasupłać, że już nikt nie jest bez winy. W jednym człowieku i dobro jest i zło. A czasem tak się nieszczęśliwie wszystko ułoży, że malutkie słówko rzucone komuś w twarz, pogardliwy grymas, takim złem się okażą, co to do śmierci przywodzi…  

– Ech, młodzi byliśmy, młodzi i głupi… – szepnęła do siebie pani Sułkowska. 

*** 

Cmentarz tego dnia odwiedziła też Zosia z dziećmi, tak jak sobie obiecała. Przez całą pracę nerwowo zerkała na zegarek, czekając na wiadomości od Hani, a krótki SMS “Już wracam” ani jej nie uspokoił ani nie pomógł na zdenerwowanie.  

Jej rozkojarzenie sięgało dziś zenitu. Dzieci w klasie patrzały na swoją panią podejrzliwie, nie wiedząc, co tak właściwie mają robić, kiedy ona co chwilę zmienia zadania, myli imiona, a do domu chce ich wysłać o godzinę za szybko. Po wyjechaniu ze szkolnego parkingu Zosia Halska za chwilę pojawiła się na nim z powrotem, przypomniawszy sobie, że nie odebrała z zerówki dzieci. Własnych dzieci. Zanim wysiadła z samochodu zamknęła na chwilę oczy i pozwoliła myślom pogalopować, mając nadzieję, że w ten sposób trochę się uspokoi. “Zocha! – warknęła na siebie. – Kobieto, opanuj się! Matura to nie taka najważniejsza rzecz na świecie. Przecież nie wygonię Hanki z domu, jak nie zda. Najwyżej jej jeść nie dam, ha! Boże, mogłam ją więcej gonić do nauki, zamiast farby i pędzle kupować. Co jej z tego malowania przyjdzie! Ale teraz to za późno. Teraz to na cmentarz, potem obiad, potem… się zobaczy. Byle spokojnie. Wdech i wydech.” 

– Sławek! Julcia! Tu jestem! – pomachała do dzieci, które jako jedyne czekały na opustoszałym placu zabaw. Na szczęście wcale się tym nie przejmowały, tylko wesoło mamie odmachały. 

 

– Mamo? A dlacego dziś musimy na cmentarz? 

– Dziś jest rocznica śmierci Babci Szrederowej, waszej prababci. Ona była mamą babci Asi, wiecie? 

– A kto był twoją mamą? 

– No babcia Asia przecież! 

– A twoim tatą? 

Zosia przerwała zapalanie zniczy i ustawianie ich na grobie. Nie spojrzała na dzieci. Rzuciła sucho: 

– Nie miałam taty. Tak też czasem bywa. 

Dopytywania dzieci nic nie dały. Ich mama jakby ogłuchła. Nawet twarz miała jakąś inną, jakby w środku siebie zamieniła się w kamień. Twardo ustawiła znicze. Podniosła się z ziemi i usiadła na ławeczce. 

Po chwili Sławek z Julką zaczęli przyglądać się literom wyrytym na skromnym nagrobku. R – Ó – Ż – A, przeczytali zgodnie. 

– Róża? Mamo, czemu tu jest napisane Róża? 

Mama na szczęście już wróciła do siebie i spokojnie odpowiedziała: 

– Róża to była dziewczynka, którą wasza prababcia przygarnęła, to ta ciocia, o której czasami opowiadamy, pamiętacie? Ona straciła na wojnie rodziców, nie miał się nią kto opiekować, a była jeszcze mała. 

Taka jak wy teraz – dodała Zosia w myślach.  

– Aha, ona też nie miała taty… Dobrze, że my mamy tatę, co nie? – powiedziała Julka w stronę Sławka. 

– No, jest fajny. Ja tes wolę mieć tatę. A mamo, gdzie oni wsyscy teraz właściwie są? Ci pomarli? Tam pod ziemią? – Sławek rozważał już kolejny problem.  

– No co ty, przecież są w niebie! – rzuciła Julka z wyżyn swojej o rok więcej zbieranej pieczołowicie wiedzy o świecie. 

– Tylko się nie kłócić. Trochę oboje macie rację. A trochę w ogóle. 

Taka odpowiedź sprawiła, że rodzeństwo zgodnie zapomniało języka w buzi. Aż ich zatchnęło na myśl, że można mieć i nie mieć rację na raz. Jak?! – wołały ich zdziwione miny. 

Zosia odetchnęła w tej chwili ciszy i wyjaśniła: 

– Ich ciała, ich kości, są tu, w ziemi. Tak się chowa tych, co umarli. Tak się chowa ich ciała. Żebyśmy mogli tu, w to miejsce przychodzić i o nich pamiętać. Wy będziecie tak kiedyś przychodzić do mnie. I do taty. Ale człowiek to nie tylko ciało i kości. Każdy ma też w sobie duszę. Coś, co nie da się zakopać; coś, co pozostaje pomiędzy niebem a ziemią. Ta dusza jest w naszych wspomnieniach. W naszej miłości. W genach. Ty na przykład, Julka, masz oczy po babci Szrederowej. Na zdjęciach widać, że jesteś do niej podobna. Rozumiecie? Jak nie, to nie szkodzi. To są trudne sprawy. Jedziemy już do domu, może Hania będzie. No i masz, znów się zaczęłam denerwować maturą! Kurdzibąk! 

Julka i Sławek wyjątkowo nie powiedzieli nic. Przemowa mamy dała im co nieco do przemyślenia.  

Spieszyli się też, żeby koniecznie w lustrze obejrzeć swoje oczy. Te po babci.

Nawigacja wpisu

← Opowieści rodzinne. Wiosna – część 2
Opowieści rodzinne. Wiosna – część 4 →

1 thought on “Opowieści rodzinne. Wiosna – część 3”

  1. Hanna pisze:
    4 marca 2023 o 21:47

    Pobiegli obejrzeć swoje oczy – te po babci Ola mistrzostwo świata buzia mi się roześmiała Świetnie się czyta twoją opowieść czekam na dalszy ciąg

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Kolory, gdzie kolory?! Tam gdzie je sobie sami wyd Kolory, gdzie kolory?!
Tam gdzie je sobie sami wydrzemy i wydziergamy. Albo wyczytamy, u mnie ostatnio dużo powieści i kryminałów.
Anna Kańtoch, na przykład, Łaska - kryminał z pokojem nauczycielskim w tle, od razu bardziej znajomo się człowiek czuje:) 

A z drugiej strony Niewidzialne miasta Calvino. Podczytuję w pociągach i od razu robi się mniej realnie... I tak jest dobrze. 

Mniej realności to dobre hasło na luty.

#gdziespomiedzy 
#pierdolićzimę
Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko t Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko trafić mi na coś naprawdę ciekawego... Dlatego na opowieść Małgosi Cudak rzuciłam się już w sprzedaży przedpremierowej, szaleństwo, ale tak - tęskniłam za dobrą książką z zakresu literatury dziecięcej.
I moja wiedźmowa intuicja dobrze mi podpowiedziała... Posłuchajcie:
Jest tu rodzeństwo, Małgosia i Jaś, jest ich zapracowany tata któremu brakuje czasu, i mama co czuje się ściśnięta w życiu jak w przyciasnym fartuszku. 
I jest splot wydarzeń, który sprawia, że dzieci trafiają do chatki Baby Jagi w środku lasu.

"Jesteście w samą porę, najwyższy czas. Jeszcze trochę, a byłoby za późno". 

Na szczęście nie jest. Wszak zegar pokazuje, że mamy jeszcze chwilę do końca bajki. Małgosia, Janek i Babcia razem czarują: sprzątają, piorą wielkie pantalony (i wielkie koszule, takie co pomieszczą marzenia), robią ciastka, rozpalają piec, rozmawiają, tik-tak, tik-tak, zegar tyka spokojnie, "nic nie gubi się, nie znika, lecz wzajemnie się przenika". Dzieci uczą się, a raczej przypominają sobie i całej rodzinie, co jest najważniejsze.

A wiecie co Babcia trzyma w szafie? 
Ja wiem:)))

I taką bajkę naprawdę polecam. Tak jak wcześniej Latający dom i inne bajki czy Małą księgę mieszkańców puszczy tej samej autorki. Po prostu dobre, taka literatura piękna w zakresie dziecięcym...

Polecany wiek: 5+ (Małgosia ma tu 7 lat, Jaś 5)
_______________________
Na zegarze wpół do bajki
Małgorzata Cudak
Ilustracje: Agnieszka Pradelok
Wyd. Na Stronie Bajki
_______________________
#gdziespomiedzy
#nastroniebajki
#nazegarzewpółdobajki
#małgorzatacudak #agnieszkapradelok
Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. 
Ależ wierutne to bzdury! 

Anna Świrszczynska i zbiór wierszy wybranych w tomiku "Jestem gotowa" i czytanych przeze mnie właśnie na ocalenie. Parę podrzucę, podzielę się kołem ratunkowym:)

"Nie trzeba jej pocieszać
nie wolno się litować" - pisał gdzieś Różewicz. Racja. Nie o pocieszenie tu wszak idzie, nie o litość. To o nazwanie chodzi. O właściwe słowo układające świat. 

Więc dziś - świat Anny Świrszczynskiej. Ten jego fragment, który nie upiększa rzeczywistości. 

Jak żyć bez upiększania? 
- Szeroko i bezbrzeżnie.
__________________
Jestem gotowa
Anna Świrszczynska, wybór wierszy: Barbara Gruszka-Zych
Państwowy Instytut Wydawniczy
______________________

#gdziespomiedzy
#annaświrszczyńska
#państwowyinstytutwydawniczy
Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinow Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinowa musi być, a jak. 
Fizyka smutku - błyskotliwa, przyznaję, bardzo. Intrygujący tytuł, nieoczywisty bohater - co potrafi wchodzić we wspomnienia i emocje innych ludzi, ba, innych istot ("Pamiętam, że umarłem jako nagi ślimak, krzew dzikiej róży, czerwcowa chmura"...), reinterpretacja mitu o Minotaurze, kapsuła czasu, co jeszcze... 
Dużo takich błyskotliwych pomysłów. Celnych zdań, spostrzeżeń. Książka - błyskotka. 
Można się pobawić. 
Tylko czuję, że jutro o niej zapomnę, ot, właśnie.

Może jakby moja fizyka smutku - czy raczej geografia, historia smutku - obejmowała te same tereny co u Gospodinowa - to wzięłabym tę powieść bardziej do siebie. Ale we mnie nie ma nostalgii za minionymi czasami. 

"Schron przeciwczasowy" był lepszy! Można się pokłócić, i tak nie zmienię zdania;)
_________________________
Fizyka smutku
Georgi Gospodinow
Przekład: Magdalena Pytlak
Wyd. Literackie
__________________________
#gdziespomiedzy #fizykasmutku #georgigospodinow #wydawnictwoliterackie
Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż inneg Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż innego nie ma świata! 
A jak nie ma, to zostaje się wypisać. Więc piszę: 

Zanikanie w byciu - to nie moje kroki nie mój uśmiech 
Wydaję sobie resztę z wszelkiej pewności i zostaje:
Coś co napiszę parę razy zapalę 
To już 

***

Mierzę się z księżycem na obojętność spojrzeń i przegrywam, więc 
jednak jeszcze jestem 

#gdziespomiedzy

#bazgrzęwięcjestem
A może właśnie tak: "Pięknie byłoby objąć noc j A może właśnie tak: 

"Pięknie byłoby objąć noc 
jak odnalezionego syna
i dowiedzieć się 
o co Cézanne pytał jabłek 

I zrozumieć któregoś deszczowego dnia
że prosta to punkt wydłużony dlatego 
by dosięgnąć serca własnego"

Jan Skácel 

Może właśnie tak... A my wszyscy biegamy zygzakiem. 

Wiersze Skacela znam dzięki @toznaczy_poezja - dziękuję za podzielenie się! Takie one miękkie, nienachalne - i oczywiście smutne - wiadomo. 

#gdziespomiedzy
#janskacel
Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Ep Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Epepe leżało sobie na ladzie. Jak już tak leżało to wzięłam, raczej z myślą: no ciekawe, o co właściwie tyle hałasu...
I przeczytałam prawie jednym tchem. 

Budai, bohater powieści, to racjonalny człowiek z analitycznym umysłem, wydawałoby się, że zrozumie spokojnie każdą sytuację, zawsze znajdzie wyjście. Ale tak się nie dzieje. Kiedy trafia do tajemniczego miasta, w którym z nikim nie może się porozumieć, wpada tylko w coraz większą bezradność. 
Czy to bezradność wobec totalitaryzmu? Czy można odczuć niepokój bohatera także w dzisiejszych czasach? Książka wszak z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy to może dystopia? Pewnie tak, tak i tak.
Ale dla mnie to jedna z bardziej uniwersalnych opowieści o ludzkiej samotności. O poszukiwaniu drogi do drugiego człowieka. 

Czyli egzystencjalne smęty? Też tak! Najlepsze:) Mam wrażenie, że gdybym postawiła Epepe obok Zbyt głośnej samotności, to te dwie książki zaczęłyby ze sobą gadać. A przynajmniej na siebie zerkać z ukosa. Ej, ty też tak?? No, nawet nie mów, ja też... ;)

Ależ to było wyśmienite. Warte polecania wciąż i wciąż! @zokladki - dzięki, robisz kawał dobrej roboty, serio! 
_______________________
Epepe
Ferenc Karinthy
Tłum. Krystyna Pisarska
@wydawnictwoliterackie 
_________________________
#gdziespomiedzy #epepe #ferenckarinthy #wydawnictwoliterackie #innekonstelacje
Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to prz Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to przejść, przegadać, przepalić, przemilczeć, ileż możliwości! Ho ho ho.

Co to w czytaniu ostatnio? Update, choć poplątany: 

Różewicz, Huelle i Juliusz Żuławski - opowiadania. Kiedyś to się pisało, wiadomo!

Święto nieważkości. Morawy - Michał Tabaczyński w serii Sulina, tak jak lubię, miejsce jest pretekstem do opowieści o ludziach. Znacie kogoś takiego jak Jan Skácel? "Proszę mi wybaczyć 
że 
tak zacinam się 
czytając 
te urywki 
z księgi życia dla ociemniałych 
Mam pokaleczony palec i bolą mnie litery". Jan Skácel zapisany do bliższego poznania! 

Kentuki Samanty Schweblin, coś w stylu Black Mirror, dla fanów. Czyli dla mnie tak :)

Jeśli zimową porą podróżny, Italo Calvino - uwielbiam takie staroświeckie czytanie o czytaniu! Czy też pisanie o pisaniu.

Hrabal w nowym wydaniu, z wyd. Stara Szkoła. W nowym tłumaczeniu Mirosława Śmigielskiego Hrabal to wciąż pisarz, do którego chcę wracać.

I niezmiennie zajmuje mnie pytanie - jaki jest sens istnienia tych beznadziejnie brzydkich kul zimowych??? Hm. I czy to pytanie ma drugie dno? 
Tra, la, la, nie ma co wpadać w smutne tony, niepotrzebne istnienia, wszak świąteczny czas! 

Coś polecacie na przetrwanie grudniowo-zimowe?...

____________________
#gdziespomiedzy
Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Mój Instagram

życie i ...

Rozmowy. Hania

15 października 2022
życie i ...

Życie i… lodówka.

4 czerwca 2022
życie i ...

Z życia wzięte

11 marca 2022
życie i książki

Czytam z sentymentem

6 maja 2023
życie i ...

Poranek i inne okoliczności przyrody

3 grudnia 2021
życie i ...

Dialogi

11 listopada 2021
życie i problemy

Żegnajcie wakacje, witajcie zarazki!

28 września 2021
życie i książki

Książka dobra na wszystko!

19 listopada 2023
życie i ...

Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?

23 września 2021
życie i problemy

dziś jest tylko wyrazem

31 sierpnia 2025

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme