Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
zimowy las, rzeka, odbijające się słońce

Opowieści rodzinne 2

Posted on 28 stycznia 20227 grudnia 2025 by Ola

 – Jędrek Halski!

– Obecny!

Obecny ale bardziej ciałem – zauważył roztropny czwartoklasista w duchu. Lekcja matematyki biegła chyżo naprzód, podczas kiedy Jędrek Halski poczuł się porzucony gdzieś na samym jej wstępie. Próbował nadgonić, ale czuł, że jego umysł gwałtownie protestuje i przemiela kolejne informacje nic z nich nie rozumiejąc. Ręka kreśliła na marginesach zeszytu kolejne wzorki. Gdyby pani podeszła bliżej i przyjrzała się, zauważyłaby, że wzorki zamieniają się w gąszcz gałęzi i listków, zza których spoglądają tajemnicze oczy ciekawych stworków. Może zastanowiłaby się, w jakim świecie jej jasnowłosy uczeń o niezwykle poważnym spojrzeniu właśnie przebywa. Wyglądało na to, że bardziej niż na lekcji o konstruowaniu trójkątów, uczeń ów jest skupiony na konstruowaniu swoich własnych marzeń.

Być może nawet pani nauczycielka wszystko to widziała.

Ale nie miała serca, by przywoływać kogokolwiek gwałtownie do porządku. Sama czuła, że po przerwie świątecznej połączonej z nauczaniem zdalnym nie ma motywacji do swojej własnej lekcji, czuła zmęczenie i zniechęcenie; czuła, że najchętniej sama wskoczyłaby pod kocyk i zajęła się jakąś dobrą książką.

Po sprawdzeniu obecności podeszła do dużego okna. Pozwoliła chwilę, by jej myśli pokrążyły wokół widoku, a ten rozpościerał się  na świerkowy lasek, stare gospodarstwo, gdzie mieszkała rodzina Halskich i pola zaraz za nim. Słońce raz pojawiało się, raz chowało za sinymi zwałami pędzących chmur, zrywał się wiatr. Nadmorska pogoda, wiadomo… W klasie panowała cisza, ale matematyczka nie łudziła się, że jest to cisza wynikająca z pracy nad zadaniami. Była to cisza, w której dwadzieścia cztery tęgie umysły przeliczały pracowicie, ile jeszcze minut zostało do dzwonka. Do kolejnej lekcji. Do końca dnia. Do wolności!

– Dobrze – spróbowała raźno – do tablicy podejdzie… Tomek. Pokaż nam, jak rozwiążesz to zadanie? Pamiętaj, mów głośno, co robisz, a my sprawdzamy, jasne? Aż wszyscy nie zrozumiemy, no, dalej! Jędrzej, pobudka! Pracujemy, jak te mróweczki, ino hyżo!

Jędrek uchwycił w przelocie spojrzenie pani Hatczak, zdążył leciutko się uśmiechnąć i podjął jeszcze jedną próbę skierowania swojego umysłu na tajemnice budowy trójkątów. Nie chciał źle wypaść przy tablicy, lubił pochwalający wzrok swojej matematyczki, a jak dodać do tego równie przyjemne spojrzenie Sandry z trzeciej ławki pod ścianą, to… warto było się postarać. Nie chciał zawieść swojej przyjaciółki. Jeszcze by mu kazała przyjść po lekcjach, żeby poćwiczyć zadania… Sandra była super koleżanką, ba! przyjaciółką! ale jej miłość do nauki była, jakby to ujmował trzeci kompan z ich klasowej trójki, Wojtek – unikatowa.

***

Po skończonej lekcji matematyki, a także dwóch polskich i angielskim, Jędrek, w czasie długiej przerwy, w końcu miał czas wyjąć kanapki i spokojnie je zjeść. Jedzenie w czasie pięcio- czy dziesięciominutowych krótkich przerw tylko powodowało ból brzucha, unikał tego jak diabeł wody święconej. 

Obok przysiedli się Sandra i Wojtek. Sandra była dziś ubrana w swoje ulubione ogrodniczki, ciemne włosy jak zwykle związała w długi kitek a na ramieniu wisiał jej plecak z nadzwyczaj trafnie narysowanym portretem Alberta Einsteina. Wojtek przewracał oczami ilekroć widział to dzieło.

Wojtek był wysokim chłopcem, który na pierwszy rzut oka nie wyróżniał się niczym specjalnym. Włosy miał krótkie, raczej ciemne, oczy raczej szare, urodę  raczej przeciętną, ale w owych oczach było mnóstwo radości i życzliwości a uśmiech zawsze czaił się w kącikach jego ust.

Byli w trójkę najlepszymi kumplami, znali się od zerówki i zawsze mogli na sobie polegać.

Jędrek opowiadał im właśnie o porannej panice w domu:

– Mówię wam, strasznie się przestraszyłem! Nie chciałem już uczyć się online, w życiu!

– Nie, co ty – zgodził się Wojtek. – Ale iść mi się też nie chciało…

– Ty to chciałbyś pewnie już wakacje. Ja tam mogę się uczyć tak i tak. Sama nauka jest ważna, a nie sposób – mądrzyła się Sandra. Ona nie miała problemów z organizacją i motywacją. Gdzieś obok rozległ się głośny wybuch śmiechu i chichotów. Sandra spojrzała przelotnie na grupkę koleżanek z telefonami w rękach, chciała coś jeszcze dodać, zawahała się, ostatecznie wzruszyła ramionami i kontynuowała: – Tata zawsze mówi, że jak ktoś chce się uczyć, to zrobi wszystko i nic mu nie będzie przeszkadzać.

– Tylko to trzeba mieć twój mózg – westchnął Wojtek. – Mi mama zapowiedziała korki… No kiedy ja będę miał czas pograć? Jędrek, umawiamy się na Minecrafta?

– Jasne! – Jędrek skończył kanapki i ruszyli pod salę na ostatnią lekcję. Musieli uważać, żeby nie nadepnąć na wyciągnięte na pół korytarza nogi uczniów, których oczy nie patrzały przed siebie, tylko pogrążone były w smartfonach. Czasem, dla równowagi, ktoś trzymał w rękach książkę albo zeszyt.

Sandra, Wojtek i Jędrek minęli resztę swojej klasy, dziwnie wyciszoną, tylko kilka dziewczyn uparcie z czegoś się chichotało, pokazując sobie coś na telefonie. Nikt inny się nie odzywał, wszyscy wyglądali na zmęczonych. Jakby byli tu za karę.

– Jezu, co z tymi dzieciakami jest – usłyszeli przechodzące obok nauczycielki. – Żadnej radości życia! Zabrać im telefony i nic nie umieją!

Sandra obejrzała się za nimi z niesmakiem. Nie lubiła oceniania po całości. Ale wiedziała, że w szkole na wiele rzeczy nie ma wpływu. Jeżeli Sandra Bujakiewicz  na coś mogła mieć wpływ, to nie wahała się i wykorzystywała okazję w stu procentach. Nie bez powodu była najlepszą uczennicą w klasie. Jako swoje motto brała to, co powtarzał jej tata – jak ktoś chce, to zrobi wszystko.

Z tego samego powodu nie miała wielu przyjaciół.

Wojtek i Jędrek nie byli tak wytrwali i zmotywowani, ale razem, w trójkę z Sandrą, dobrze się rozumieli od pierwszych dni szkoły. Łączyło ich wspólne poczucie, że świat nie jest taki zły i umiejętność cieszenia się z drobnych przyjemności, jakie niesie życie.

Teraz też siedzieli razem pod salą, czekając na koniec długiej przerwy, i wspólnie zajadali paluszki beskidzkie o smaku zielonej cebulki, trochę pachnące płynem do dezynfekcji, którym Sandra kazała im spryskać ręce, by nie zaprzeczać pandemicznym zaleceniom.

***

Zwykle po skończonych lekcjach Jędrek spotykał się z mamą w bibliotece, gdzie można było miło poczekać aż zbierze się cała szkolna gałąź rodziny Halskich i pojadą do domu. Czasem jechali na zakupy, w ładny dzień szli jeszcze na plac zabaw lub na pobliski ryneczek. Dzieciarnia dostawała po drożdżówce a Zosia czasem pozwalała sobie rozpustnie na kawę wypitą na ławeczce. Rynek miłczycki położony był zaraz nieopodal szkoły. Oddzielony pasem kamieniczek od wielkiego ronda, prowadzącego na główne ulice, zachował swój staroświecki urok, gdyż jakimś cudem nikt nigdy nie wyciął wszystkich drzew. Pośrodku czasem działała fontanna. Rynek otoczony był wspomnianymi kamieniczkami z jednej strony, drugi rządek ustawił się naprzeciw, a że Miłczyce miały szczęście do urzędników i architektów zawiadujących obliczem miasteczka, kamienice pomalowane były na kolorowo. Tworzyło to radosny widok nawet w tak ponure dni, jakie przynosiła zima w nadmorskim klimacie – wietrzyste, wilgotne i pochmurne.

Dziś Zosia zebrała wszystkich po skończonych zajęciach do auta i ruszyli  prosto do domu. Była znów lekko zirytowana. Dyrektorka poprosiła ją o coś.

– Pani Zosiu, – powiedziała ufnie – uczy pani tu już wiele lat, prawda?

– Piętnaście – odpowiedziała ostrożnie pani Zosia. O co może chodzić?

– No właśnie. Ma już pani doświadczenie. A taka Paulinka, bidulka, dopiero zaczyna… – pani dyrektor zawiesiła głos. Zosia tylko upewniła się:

– Mam jej pomóc?

– Wiedziałam, że mogę na panią liczyć! Ona ma zadatki, rozwinie się, ale trochę ją tak trzeba, delikatnie przecież, ale tak, wie pani, tu porozmawiać, tu na lekcję zaprosić… Szczerze powiedziawszy, pani Zosiu, to jak ona się przestraszy i odejdzie, to nie mamy na dziś żadnych innych podań. Nie wiem, co wtedy zrobimy!

– Dobrze, spróbuję jakoś z nią się… dogadać.

A to ci zadanie na nowy rok. Zośka zapinając maluchy w fotelikach pomyślała, że właśnie tak na to spojrzy.

Jak na nowe zadanie na liście. A co jak co, ale zadania z listy robiła zawsze. Zawsze!

W drodze do domku pośpiewali jeszcze kolędy. Nastrój był o wiele lepszy niż rano! Nie będzie tak źle, pomyśleli razem Zosia i Jędrek, nie musieli tego mówić, ale humory wyraźnie się im się poprawiły. Jak maluchy skończyły swoją wersję „Przybieżeli do Betlejem”, ich mama nabrała tchu i zaśpiewała głośno:

„Świat nie jest taki zły

Świat nie jest taki mdły

Niech no tylko zakwitną jabłonie!”

Wiatr ostatecznie rozgonił zbierające się chmury i wjechali na podwórko w promieniach słońca. Odbijało się ono w wesoło w szybach okien, nieumytych, powiedziałby ktoś złośliwy. Jednak jeśli nie patrzeć na stan czystości okien, dom robił bardzo miłe wrażenie.

Był to stary budynek, w którym mieszkała od kilkudziesięciu lat rodzina Zosi. Kiedyś było to gospodarstwo z wszelką zwierzyną polną i hodowlaną, dziś po krówkach, królikach, kurach, kaczkach zostały budynki gospodarcze, zagospodarowane na schowki i spiżarnie. Największa zaś – stara obora – została przerobiona na warsztat stolarski, w którym królował Robert. Garaż był w planach, na razie oba samochody państwa Halskich stawały po prostu na podwórku, za bramą. Miejsca było dosyć, mieścił się spokojnie i busik Roberta  i tojotka Zosi. Busik był im niezbędny, żeby móc jeździć gdziekolwiek całą rodziną, a na starą, tanią toyotę Zosia zdecydowała się, żeby móc spokojnie dojeżdżać do pracy z młodszymi dziećmi.

Teren wokół zaparkowanych samochodów, pomiędzy budynkami a domem był pokryty kostką przepuszczającą wodę i trawę, za to za domem rozciągał się widok, który wszyscy Halscy kochali najbardziej – tam pozostałości starego sadu mieszały się z placykiem zabaw i ogrodem, łączyło się to wszystko z domem poprzez stary taras, budowany jeszcze za czasów dzieciństwa Zosi. Rodzinne koleje losu sprawiły, że nikt nie miał głowy  i czasu zajmować się porządkowaniem podwórka i dziś efekt był wspaniały – drzewa rosły, dzikie wino oplatało deski tarasu, kwiaty latem zaglądały pod drzwi.

Stary dom domagał się gdzieniegdzie remontu, ale na bieżąco załatwiano tylko najpilniejsze sprawy, reszta czekała na lepsze czasy i przypływ gotówki. Ale pomalowane na zielono drzwi zapraszały wesoło do środka, drewniane schodki witały i gości i koty, a kto przeszedł dalej, trafiał do przytulnego wnętrza, wypełnionego książkami, sugestią zalegającego kurzu, pamiątkowymi obrazami. Wchodzący pierwszy raz gość mógł poczuć się przytłoczony ilością poprzypinanych do wszelkich powierzchni mniej lub bardziej udanych dzieł wszystkich dzieci, od najstarszej Hani zaczynając, na najmłodszym Sławku kończąc.

Korytarz, wyłożony starym okrągłym dywanikiem z kolorowych sznurków, prowadził w głąb domu: idąc prosto gość zaszedłby do otwartego saloniku, mijając schody prowadzące do pokoi dzieci. Z saloniku można było przejść na taras i do ogrodu. Można też było skręcić do kuchni, obszernej, jasnej i wesołej. Przed schodami można było jeszcze wybrać jedne z drzwi – te na prawo prowadziły do sypialni Zosi i Roberta, te na lewo skrywały królestwo Zosi. Był to jej gabinet. Jej biblioteczka, komputer do pracy. Biurko. Kilka kwiatków, bo Zosi marzyły się zwisające z regałów zwoje zielonego kwiecia, jednak póki co marnie te zwoje wyglądały.

Nieprzygotowany gość zdziwiłby się też, ile to zabawek może leżeć w każdym kącie domu, nawet sypialnia nie była żadną świętością dla klocków, robotów, kredek, gazetek, pluszaków, czy zeszytów i podręczników w przypadku Hani.

Zosia wchodząc ozłocona promieniami słońca, popychana wiatrem, zziębnięta, poczuła, tak jak przed laty, że nie zamieniłaby tego miejsca na żadne inne.

Ewentualnie czasem na brazylijską plażę.

Ale dziś, dziesiątego stycznia dwa tysiące dwudziestego drugiego roku, pomimo porannych nerwów – bo któż czasem nie ma nerwów – czuła, że kocha swój dom.

Zima – część 3

Nawigacja wpisu

← Historie rodzinne
Opowieści rodzinne. Jędrek. Zima – część 1 →

1 thought on “Opowieści rodzinne 2”

  1. Hanna pisze:
    28 stycznia 2022 o 18:15

    Też kocham swoje mieszkanko i staram się z pokoju zrobić przytulne gniazdkojestem wielbicielką twojej blogowej rodzinki i czekam na ciąg dalszy oj taka gromadka to wyzwanie ale Zosia świetnie sobie radzi ma też wsparcie w cierpliwym kochanym mężu

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Kolory, gdzie kolory?! Tam gdzie je sobie sami wyd Kolory, gdzie kolory?!
Tam gdzie je sobie sami wydrzemy i wydziergamy. Albo wyczytamy, u mnie ostatnio dużo powieści i kryminałów.
Anna Kańtoch, na przykład, Łaska - kryminał z pokojem nauczycielskim w tle, od razu bardziej znajomo się człowiek czuje:) 

A z drugiej strony Niewidzialne miasta Calvino. Podczytuję w pociągach i od razu robi się mniej realnie... I tak jest dobrze. 

Mniej realności to dobre hasło na luty.

#gdziespomiedzy 
#pierdolićzimę
Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko t Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko trafić mi na coś naprawdę ciekawego... Dlatego na opowieść Małgosi Cudak rzuciłam się już w sprzedaży przedpremierowej, szaleństwo, ale tak - tęskniłam za dobrą książką z zakresu literatury dziecięcej.
I moja wiedźmowa intuicja dobrze mi podpowiedziała... Posłuchajcie:
Jest tu rodzeństwo, Małgosia i Jaś, jest ich zapracowany tata któremu brakuje czasu, i mama co czuje się ściśnięta w życiu jak w przyciasnym fartuszku. 
I jest splot wydarzeń, który sprawia, że dzieci trafiają do chatki Baby Jagi w środku lasu.

"Jesteście w samą porę, najwyższy czas. Jeszcze trochę, a byłoby za późno". 

Na szczęście nie jest. Wszak zegar pokazuje, że mamy jeszcze chwilę do końca bajki. Małgosia, Janek i Babcia razem czarują: sprzątają, piorą wielkie pantalony (i wielkie koszule, takie co pomieszczą marzenia), robią ciastka, rozpalają piec, rozmawiają, tik-tak, tik-tak, zegar tyka spokojnie, "nic nie gubi się, nie znika, lecz wzajemnie się przenika". Dzieci uczą się, a raczej przypominają sobie i całej rodzinie, co jest najważniejsze.

A wiecie co Babcia trzyma w szafie? 
Ja wiem:)))

I taką bajkę naprawdę polecam. Tak jak wcześniej Latający dom i inne bajki czy Małą księgę mieszkańców puszczy tej samej autorki. Po prostu dobre, taka literatura piękna w zakresie dziecięcym...

Polecany wiek: 5+ (Małgosia ma tu 7 lat, Jaś 5)
_______________________
Na zegarze wpół do bajki
Małgorzata Cudak
Ilustracje: Agnieszka Pradelok
Wyd. Na Stronie Bajki
_______________________
#gdziespomiedzy
#nastroniebajki
#nazegarzewpółdobajki
#małgorzatacudak #agnieszkapradelok
Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. 
Ależ wierutne to bzdury! 

Anna Świrszczynska i zbiór wierszy wybranych w tomiku "Jestem gotowa" i czytanych przeze mnie właśnie na ocalenie. Parę podrzucę, podzielę się kołem ratunkowym:)

"Nie trzeba jej pocieszać
nie wolno się litować" - pisał gdzieś Różewicz. Racja. Nie o pocieszenie tu wszak idzie, nie o litość. To o nazwanie chodzi. O właściwe słowo układające świat. 

Więc dziś - świat Anny Świrszczynskiej. Ten jego fragment, który nie upiększa rzeczywistości. 

Jak żyć bez upiększania? 
- Szeroko i bezbrzeżnie.
__________________
Jestem gotowa
Anna Świrszczynska, wybór wierszy: Barbara Gruszka-Zych
Państwowy Instytut Wydawniczy
______________________

#gdziespomiedzy
#annaświrszczyńska
#państwowyinstytutwydawniczy
Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinow Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinowa musi być, a jak. 
Fizyka smutku - błyskotliwa, przyznaję, bardzo. Intrygujący tytuł, nieoczywisty bohater - co potrafi wchodzić we wspomnienia i emocje innych ludzi, ba, innych istot ("Pamiętam, że umarłem jako nagi ślimak, krzew dzikiej róży, czerwcowa chmura"...), reinterpretacja mitu o Minotaurze, kapsuła czasu, co jeszcze... 
Dużo takich błyskotliwych pomysłów. Celnych zdań, spostrzeżeń. Książka - błyskotka. 
Można się pobawić. 
Tylko czuję, że jutro o niej zapomnę, ot, właśnie.

Może jakby moja fizyka smutku - czy raczej geografia, historia smutku - obejmowała te same tereny co u Gospodinowa - to wzięłabym tę powieść bardziej do siebie. Ale we mnie nie ma nostalgii za minionymi czasami. 

"Schron przeciwczasowy" był lepszy! Można się pokłócić, i tak nie zmienię zdania;)
_________________________
Fizyka smutku
Georgi Gospodinow
Przekład: Magdalena Pytlak
Wyd. Literackie
__________________________
#gdziespomiedzy #fizykasmutku #georgigospodinow #wydawnictwoliterackie
Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż inneg Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż innego nie ma świata! 
A jak nie ma, to zostaje się wypisać. Więc piszę: 

Zanikanie w byciu - to nie moje kroki nie mój uśmiech 
Wydaję sobie resztę z wszelkiej pewności i zostaje:
Coś co napiszę parę razy zapalę 
To już 

***

Mierzę się z księżycem na obojętność spojrzeń i przegrywam, więc 
jednak jeszcze jestem 

#gdziespomiedzy

#bazgrzęwięcjestem
A może właśnie tak: "Pięknie byłoby objąć noc j A może właśnie tak: 

"Pięknie byłoby objąć noc 
jak odnalezionego syna
i dowiedzieć się 
o co Cézanne pytał jabłek 

I zrozumieć któregoś deszczowego dnia
że prosta to punkt wydłużony dlatego 
by dosięgnąć serca własnego"

Jan Skácel 

Może właśnie tak... A my wszyscy biegamy zygzakiem. 

Wiersze Skacela znam dzięki @toznaczy_poezja - dziękuję za podzielenie się! Takie one miękkie, nienachalne - i oczywiście smutne - wiadomo. 

#gdziespomiedzy
#janskacel
Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Ep Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Epepe leżało sobie na ladzie. Jak już tak leżało to wzięłam, raczej z myślą: no ciekawe, o co właściwie tyle hałasu...
I przeczytałam prawie jednym tchem. 

Budai, bohater powieści, to racjonalny człowiek z analitycznym umysłem, wydawałoby się, że zrozumie spokojnie każdą sytuację, zawsze znajdzie wyjście. Ale tak się nie dzieje. Kiedy trafia do tajemniczego miasta, w którym z nikim nie może się porozumieć, wpada tylko w coraz większą bezradność. 
Czy to bezradność wobec totalitaryzmu? Czy można odczuć niepokój bohatera także w dzisiejszych czasach? Książka wszak z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy to może dystopia? Pewnie tak, tak i tak.
Ale dla mnie to jedna z bardziej uniwersalnych opowieści o ludzkiej samotności. O poszukiwaniu drogi do drugiego człowieka. 

Czyli egzystencjalne smęty? Też tak! Najlepsze:) Mam wrażenie, że gdybym postawiła Epepe obok Zbyt głośnej samotności, to te dwie książki zaczęłyby ze sobą gadać. A przynajmniej na siebie zerkać z ukosa. Ej, ty też tak?? No, nawet nie mów, ja też... ;)

Ależ to było wyśmienite. Warte polecania wciąż i wciąż! @zokladki - dzięki, robisz kawał dobrej roboty, serio! 
_______________________
Epepe
Ferenc Karinthy
Tłum. Krystyna Pisarska
@wydawnictwoliterackie 
_________________________
#gdziespomiedzy #epepe #ferenckarinthy #wydawnictwoliterackie #innekonstelacje
Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to prz Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to przejść, przegadać, przepalić, przemilczeć, ileż możliwości! Ho ho ho.

Co to w czytaniu ostatnio? Update, choć poplątany: 

Różewicz, Huelle i Juliusz Żuławski - opowiadania. Kiedyś to się pisało, wiadomo!

Święto nieważkości. Morawy - Michał Tabaczyński w serii Sulina, tak jak lubię, miejsce jest pretekstem do opowieści o ludziach. Znacie kogoś takiego jak Jan Skácel? "Proszę mi wybaczyć 
że 
tak zacinam się 
czytając 
te urywki 
z księgi życia dla ociemniałych 
Mam pokaleczony palec i bolą mnie litery". Jan Skácel zapisany do bliższego poznania! 

Kentuki Samanty Schweblin, coś w stylu Black Mirror, dla fanów. Czyli dla mnie tak :)

Jeśli zimową porą podróżny, Italo Calvino - uwielbiam takie staroświeckie czytanie o czytaniu! Czy też pisanie o pisaniu.

Hrabal w nowym wydaniu, z wyd. Stara Szkoła. W nowym tłumaczeniu Mirosława Śmigielskiego Hrabal to wciąż pisarz, do którego chcę wracać.

I niezmiennie zajmuje mnie pytanie - jaki jest sens istnienia tych beznadziejnie brzydkich kul zimowych??? Hm. I czy to pytanie ma drugie dno? 
Tra, la, la, nie ma co wpadać w smutne tony, niepotrzebne istnienia, wszak świąteczny czas! 

Coś polecacie na przetrwanie grudniowo-zimowe?...

____________________
#gdziespomiedzy
Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Mój Instagram

życie i problemy

„Kołyska”

16 grudnia 2021
życie i książki

Granica

21 kwietnia 2022
życie i ...

Czarownice

14 lipca 2023
życie i książki

Czytamy dzieciom. Tym trochę starszym.

26 listopada 2022
życie i książki

Książkowe serie na lato

12 lipca 2023
życie i ...

Ech, porządki…

30 kwietnia 2022
życie i ...

Rozmowy. Hania

15 października 2022
życie i ...

Wielkie piękno zmienności

24 maja 2025
życie i książki

Opowieści rodzinne 2

28 stycznia 2022
życie i ...

To był maj…

21 maja 2023

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme