Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
Lilka i Henio - bohaterowie mojej książki, Lilka słucha zadumana, co Henio jej opowiada, w kąciku czytelniczym w przedszkolu, także ilustracja do wpisu bajka dla dzieci, bajka o chochliku

Bajka o chochliku i dla chochlików

Posted on 28 grudnia 202428 grudnia 2024 by Ola

Trochę inna bajka? Proszę bardzo! Dobrze czasem zrobić zamieszanie w krainie baśni, zobaczcie sami! Zapraszam do klasy Pani Ali, gdzie jest czas na czytanie. Tylko usiądźcie wygodnie i słuchajcie...

CZĘŚĆ 1

Pani Ala, nauczycielka w grupie młodszych dzieci, usiadła wygodnie z Misiem w ramionach. Dzieci spoglądały na nią uważnie. No, trochę uważnie.

Michał trochę dłubał w nosie, ale tylko troszkę.

Ola próbowała dosięgnąć nogą pudełka z klockami, chciała tylko sprawdzić, czy uda się je zrzucić.

Leoś prawie spał, oczka mu się zamykały, ale dzielnie czekał na Bajkę.

Bo kiedy pani siadała z Misiem, to był czas na Bajkę. Najlepszy czas w ciągu całego dnia!

– Chodźcie, zapraszam, posłuchajcie! – mówiła pani. – Tylko nie dłubcie w nosie. I uważajcie na…

Och, za późno. Klocki spadły i z hukiem rozsypały się po podłodze. Przynajmniej Leoś się obudził.

– Dawno, dawno temu… – zaczęła pani Ala z uśmiechem i zajrzała do książki, którą trzymała. Wtedy odezwał się Misiu Zdzisiu:

– Znowu dawno temu! A niedawno temu nic się nie działo? No wczoraj na przykład widziałem, jak Ola rzucała kapciami po sali i trafiła Michała w plecy, i on potem chciał ją gonić, i…

– Misiu, nie przerywaj mi. Słuchaj grzecznie. To będzie bajka o księżniczce, a nie o dzieciach z naszej grupy. U nas nie ma księżniczek!

– Jak to nie ma! – Ola bardzo się oburzyła i przestała sprzątać rozsypane klocki. – Ja jestem księżniczką, bo muszę ciągle coś sprzątać. Jak Kopciuszek. A on był księżniczką.

– Chyba ona – mruknął miś Henio.

– Przestańcie. – Pani Ala machnęła ręką. – To ja opowiadam. Dawno, dawno temu, kiedy na świecie były jeszcze chochliki… CO ZNOWU, MISIU?!

– Noo, przecież chochliki wciąż istnieją… Ten mały z czerwoną czapeczką znowu w nocy rozrabiał w sali. Widziałem.

– Co zrobił? – zaciekawił się Jurek, który do tej pory obserwował deszcz padający za oknem.

– Chochlik wyszedł ze swojej norki spod podłogi – opowiadał z zapałem miś – i przestawiał wszystkie strony w waszej książeczce i coś dopisywał. Narobił bałaganu, że hej! Chichotał przy tym jak szalony.

– Chochlik Chichotek – zachichotał Leoś.

– Chochlik Chichuś – dodała Ola.

– Czary-mary, dwa komary, dzieci są już chichutko! To znaczy, cichutko. Misie też! Zaraz sprawdzimy książeczkę. Tylko dajcie mi w końcu czytać. Dawno, dawno temu, kiedy na świecie były jeszcze chochliki, i były też magiczne lustereczka, i straszne Baby-Jagi, wydarzyła się pewna historia.

Pani spojrzała groźnie na dzieci i Misia, ale już nikt się nie odezwał. Wszyscy słuchali, co będzie dalej.

– Żył wtedy pewien piękny, malutki chochlik, najpiękniejszy w całym królestwie. Miał loczki na głowie, słodkie, wielkie oczka, przesłodkie, odstające uszy i nos jak najsmaczniejszy kartofelek. Wszystkie chochliki uważały, że jest po prostu naj-cu-dow-niej-szy. Wszyscy go kochali i pozwalali mu broić do woli. A jak ktoś pytał magiczne lustereczko, kto jest najpiękniejszy w świecie, to lustro odpowiadało, że jest to właśnie małe chochliczątko. A na pytanie, kto broi najpiękniej na całym świecie, to lustro oznajmiało, że… oczywiście małe chochliczątko! Ono z radością wylewało herbatki z kubków, mieszało cukier z solą, wyjadało dzieciom w szkole kanapki ze śniadaniówek, rozsypywało kurz po wszystkich kątach… Wszystkie chochliki były z niego dumne! Tylko tata czasami bał się, żeby jego synek nie przesadził.

Pani Ala przerwała i dziwnym wzrokiem popatrzała na książeczkę. Obróciła ją parę razy, potrząsnęła. Ta bajka była jakaś inna. Nie przypominała sobie, żeby taką wcześniej czytała. Ten chochlik z bajki był podejrzany! Ale dzieci słuchały. Nikt nie przeszkadzał.

– Pewnego razu ten mały piękny chochlik, który nazywał się Bim-Bam, szedł zanieść babci obiadek. Babcia była chora. Ale droga do jej domku prowadziła przez ciemny las…

„Z nikim nie rozmawiaj po drodze!”, ostrzegał go tata. „Idź prosto do domu babci i zaraz wracaj!”

„Boisz się o mnie?”, spytał Bim-Bam.

„Nie o ciebie, tylko o wszystkie inne stworzenia w lesie”, westchnął tata.

Bim-Bam chwycił koszyk, nałożył płaszcz z czerwonym kapturkiem i ruszył przed siebie.

Po drodze spotkał wilka, ale wilk na sam widok słodkich oczek chochlika podkulił ogon, zawył i pobiegł w przeciwną stronę. Pamiętał, jak ten urwis kiedyś udawał, że kamienie to malutkie, pyszne owieczki i wilk je zjadł, a później miał te paskudne kamienie w brzuchu. To było… bardzo bolesne.

„Babciu! Już jestem! Mam obiadek!” – wołał chochlik, kiedy bezpiecznie dotarł do domku swojej kochanej babci.

„Chodź, kochanie, chodź! Też coś mam dla ciebie! Znalazłam czekoladę dla mojego wnusia, weź”. – Babcia, kaszląc i kichając, wychyliła się z łóżka. Wzięła obiadek, a wnukowi dała do ręki czekoladę, tradycyjnym babciowym ruchem dorzucając do niej chochlikowe banknoty. Po chwili zajadała z apetytem zupkę z korzeniami, a Bim-Bam w tym czasie zaglądał do jej szuflady. Uwielbiał skarby babci chochlikowej. Tym razem zainteresował go pantofelek. Co dziwne, był tylko jeden… Ukradkiem schował go do kieszeni płaszczyka i postanowił, że zrobi babuni niespodziankę i znajdzie drugi.

Następnego dnia Bim-Bam z malutkim pantofelkiem w kieszeni od świtu do wieczora biegał po polance, gdzie mieszkał z mamą i tatą, i wszystkim stworzeniom oglądał nogi. I kopytka. Miał nadzieję, że ktoś będzie nosił drugi butek… Kiedy do mamy przyszły w odwiedziny jej koleżanki, Bim-Bam tak długo oglądał ich kozaczki, obcasiki, sandałki i inne buciki, że aż mama go pogoniła, i zdenerwowana marszczyła brwi. Bała się, że jej synek ma jakiś POMYSŁ. Na wszelki wypadek potrząsnęła każdym butem, czy nie wypadną z nich żadne cuchnące niespodzianki. Z jednego wypadła dziurawa skarpetka, ale tak duża, że nie mogła należeć do chochliczątka. Schowała ją z powrotem, marszcząc teraz nos. Wróciła pić kawę żołędziową z przyjaciółkami, a Bim-Bam zrozumiał, że jeśli będzie go widać, to niczego się nie dowie.

Jeśli chce się dowiedzieć, gdzie jest drugi pantofelek dla babuni, to nikt nie może go WIDZIEĆ. Nikt a nikt.

A na to był tylko jeden sposób…

Bim-Bam zadziornie podniósł głowę. Nie będzie się bał! Nie bał się nawet swojej mamy! Nawet pani Chochli w szkole się nie bał!

To Baby-Jagi, która ma eliksir na niewidzialność, też się nie będzie bał. Postanowione.

– Ale zaraz, ja nie rozumiem – poskarżył się Misiu Zdzisiu. – Co jest postanowione? Czego on się nie będzie bał?

– Nie czego, a kogo – poprawiła go Ola. – Ja chyba rozumiem. Bim-Bam chce iść do jakiejś strasznej wiedźmy, żeby mieć czar na niewidzialność.

– A po co? – pytał dalej Miś.

– No po to, żeby było mu łatwiej szukać drugiego pantofelka! Albo przynajmniej znaleźć jakieś wskazówki. Ech, misiu, słuchaj uważnie!

– Ja słucham uważnie, tylko przez chwilkę malutką głodny się zrobiłem… i myślałem, co by tu sobie zjeść…

– Proszę pani, a co będzie na obiadek?

– Ja też jestem głodna! Ja też!– zaczęły wołać dzieci. Pani Ala z żalem odłożyła książkę. Ciekawa była, co tam się wydarzy dalej w krainie chochlika.

I kiedy dzieci z Misiem usiadły do stolików, żeby zjeść, pani zarządziła ciszę i głośno czytała dalej:

– Chochlik Bim-Bam dzielnie udał się do strasznej Baby-Jagi. Najbardziej bał się jej głosu, bo był taki skrzeczący, jakby otwierała się jakaś zardzewiała szafa… Aż go ciarki przechodziły, a nogi lekko mu drżały. Ale jak postanowił, że odnajdzie dla babci pantofelek, to go odnajdzie, choćby i sto wiedźm skrzypiało mu nad głową!

„Dzień dobry, droga, szanowna, pani Babo-Jago najstraszniejsza” – powitał ją z ukłonem, kiedy tylko dotarł do jej domku na skraju polany.

„Aaa, dzień dooobryyy!” – rozległ się ten straszliwy głos. Do tego wiedźma chrapliwie się roześmiała. „Kto to do mnie przyszedł! Słodkie chochliczątko! A co ja niby mam z tobą zrobić, hę? Upiec na obiad? Zjeść na deser?”

„Pani nie zjada chochlików, to nieprawda! Prawda?…”

„To zależy. Czego u mnie szukasz, Bim-Bam? Bo zawołam twoją mamę, jeśli łazisz tu bez celu!”

„Nie! Proszę, niech pani nie woła mamy! Bo wtedy… wtedy powiem, że chciała mnie pani porwać i wszyscy nie będą pani Baby-Jagi lubili!”

„Spryciarz z ciebie. Czego chcesz?”

Bim-Bam odetchnął z ulgą i wyszeptał, że potrzebuje eliksiru na niewidzialność. Wiedźma coś skrzeczała do siebie, potrząsała głową, zjadła jakiegoś pająka, który jej chodził po ręce i w końcu powiedziała: „Dobrze. Dam ci eliksir. Ale w zamian żądam twojej…”

„Mojej… mojej co?” – Bim-Bam skulił się ze strachem, co będzie musiał oddać szanownej pani Babie-Jadze. Ale po chwili roześmiał się, machnął ręką bez żalu i oddał jej to, co chciała. Bez żalu, naprawdę! Ona chciała jego urodę. Phi, niech sobie bierze jakąś tam urodę! On miał za to eliksir na niewidzialność! Hurra!

– Ach, jaki on dzielny – westchnęła z podziwem Ola. – Ja bym nie oddała tej urody tak łatwo.

– A co ci po urodzie? To, co najfajniejsze, to nie jest uroda! – zaśmiał się Leon.

– Nie?! A niby co jest fajniejsze? – zaperzyła się Ola.

– Dla mnie najfajniejsze są dobre pomysły. I tyle! I czy się umie bawić! Pani Alu, niech pani czyta dalej. Lubię tego Bim-Bama. Co on zrobi, jak będzie niewidzialny?

– A co ty byś zrobił, Leoś? – spytała pani Ala z uśmiechem.

– Ja to bym… do szkoły nie chodził. Siedziałbym niewidzialny w domu i grał…

– Ciekawe, jak byś grał – prychnęła Ola – jakbyś nie umiał czytać. Bo byś nie chodził do szkoły.

– O! – przerwała im pani. – Wy tu gadu-gadu o szkole, a chochlik Bim-Bam też właśnie jest w szkole! To kolejny rozdział. Czytać? Słuchajcie: Bim-Bam nie chciał wzbudzać podejrzeń i w poniedziałek poszedł normalnie do szkoły, jak wszystkie chochliczki. Mama już i tak na niego dziwnie patrzała. Dziwiła się jak, w ciągu jednej nocy, zniknęły mu te śliczne loczki, a nosek zrobił się jakiś mniej kartofelkowy, ale w końcu westchnęła pod nosem, że dzieci tak szybko rosną – oj, za szybko – i wróciła do pracy przy budowaniu gniazd dla ptaków. Nie przyszło jej do głowy, że loczki i nosek jej synka należą teraz do najstraszliwszej wiedźmy…

W szkole było normalnie – trochę nudno, trochę wesoło. W tym dniu chochliki uczyły się literki A i okazało się, że najlepszy kolega Bim-Bama ma imię właśnie na literkę A! A jak A-Jej! Z tego powodu A-Jej chodził z nosem zadartym po same chmury, czuł się taki ważny, aż Bim-Bam nie wytrzymał i powiedział mu:

„A-Jej! A ja mam coś lepszego niż imię na A!”

„A co może być dziś lepszego? Ty masz imię na… na… Na nie wiem co, ale nie na A. Zazdrościsz mi”.

„Do chochlika! Nie zazdroszczę ci, bo mam eliksir na niewidzialność. O, patrz!”

I zanim A-Jej zdążył coś powiedzieć, Bim-Bam wyjął malutką buteleczkę z plecaka, szybko ją otworzył, przechylił do ust… i wypił wielkiego łyka.

I zniknął.

A-Jej stał z otwartą buzią, aż w końcu zaczął wołać panią. Zaczęło się szukanie chochliczątka. A on sobie siedział w kąciku sali przy biurku pani i cichutko się śmiał… Istny chochlik! Licho małe! Ale kiedy pani wezwała do pomocy przy poszukiwaniach panią Chochlę, to schował się pod biurko. Miał wrażenie, że groźna pani Chochla znajdzie go nawet, jak będzie niewidzialny. Pani Chochla była włochata, miała żółte oczy, ostre zęby, pazury i ogon. Bały się jej wszystkie małe chochliki, chociaż podobno jadła tylko myszy.

„Nie wyszedł on nigdzie?” – pytała pani Chochla. „Na drzewo? Do lasu? W toalecie nie jest? Ech, zupełnie jak z tą księżniczką kiedyś, pamięta pani?”

„Tak” – odpowiedziała nauczycielka chochlików. „Pamiętam, ta księżniczka była taka piękna! Już miała wyjść za mąż za księcia, kiedy tak nagle zniknęła. Do dziś nikt nie wie, co się z nią stało! A książę szalał z rozpaczy, to miała być jego żona!”

„Tak, podobno do dziś ma przy sobie jej pantofelek, który zgubiła na balu”.

„Pani Chochlo, nasz Bim-Bam na pewno zaraz się znajdzie. To pewnie tylko jeden z jego psikusów…”

Rzeczywiście, Bim-Bam wyszedł spod stolika pani, już widzialny, bo czar działał parę minut. Nie patrząc na straszną panią Chochlę, pociągnął swoją chochlikową nauczycielkę i poprosił najsłodziej, jak umiał:

„Opowie mi pani o tej księżniczce? Bardzo proszę! Baaaardzo!”

Okazało się, że nawet jeśli Baba-Jaga wzięła sobie jego urodę, to i tak dalej miał w sobie pewien urok. Pani tylko pogroziła mu palcem i wcale na niego nie nakrzyczała. Za to z przyjemnością opowiedziała o zaginionej księżniczce.

Bim-Bam przysłuchiwał się bardzo uważnie.

Oto, czego się dowiedział.

– Kto tam tak stuka? I puka? Kto to tak przeszkadza w czytaniu bajki?! – Pani Ala się zdenerwowała.

– Proszę pani – powiedział ktoś stojący w drzwiach – ja tu tak czekam, bo nie chcę przeszkadzać, ale my już po dzieci przyszliśmy. Rodzice. Chcemy już do domu je wziąć…

Pani z żalem zamknęła książeczkę.

– Dokończymy jutro – westchnęła. – Czas do domu.

CZĘŚĆ 2

Bim-Bam i A-Jej siedzieli po lekcjach na drzewie jabłoni. Spotkali się, żeby omówić wszystko, co wiedzą o pantofelku. Robiło się coraz więcej tajemnic…

„Co mamy?” – pytał Bim-Bam machając nogami. I sam sobie odpowiedział: „Pantofelek. Rozmiar mały. Dużo błyszczących ozdóbek. Obcas”.

„I mamy historię o księżniczce!”– dodał A-Jej i prawie spadł ze swojej gałązki.

„Księżniczka pojawiła się na balu, kiedy Książę Chochlików szukał żony. Była przepiękna, miała… jakieś tam włosy i błyszczącą zieloną skórę. Tańczyli, blee, fuj…”

„Tak, fuuuj! Może nawet się całowali!”

„Na szczęście pani nic o tym nie mówiła. Ale kiedy wybiła północ, księżniczka uciekła”.

„I zostawiła na schodach zgubiony pantofelek. Książę przymierzał go wszystkim pannom w królestwie, ale żadnej nie pasował. Księżniczka przepadła. Jak kamień w wodę”.

Przez chwilę obaj koledzy bujali się na gałęzi drzewa, aż w końcu A-Jej zadał najważniejsze pytanie: „Jeżeli jeden pantofelek jest w zamku, u księcia, to skąd twoja babcia ma drugi?”

„No właśnie…” – mruknął zamyślony Bim-Bam. Co robił pantofelek księżniczki u jego babci???

Nagle A-Jej wpadł na genialny pomysł. Skoro mają eliksir na niewidzialność, to mogą… to mogą… No, coś na pewno mogą!

„Wiem!” – krzyknął Bim-Bam. „Wkradniemy się do gabinetu i wpiszemy hasło w internet! Na tym magicznym lustereczku z klawiaturą! Mój tata zawsze tak robi, gdy czegoś nie wie”.

I jak postanowili, tak zrobili.

Jednego nie przewidzieli.

„Bim-Bam – szeptał przejęty A-Jej przed drzwiami gabinetu taty – a jak się właściwie pisze: księżniczka? I pantofelek?”

„Do chochlika! Myślałem, że ty wiesz!” – szepnął zmartwiony Bim-Bam.

Obaj byli już niewidzialni, ale tata usłyszał zamieszanie przy swoich drzwiach. Kiedy je otworzył, usłyszał jakiś tupot, poczuł, jak ktoś depce mu po nogach. Nie mógł to być nikt inny, jak jego własny synek…

Tata westchnął i postanowił obserwować, co też chochliczątko będzie robić dalej. Do jego uszu dochodziły dalsze hałasy”.

– Proszę pani, ja wiem! – przerwał czytanie Leoś. – Oni byli niewidzialni, ale zapomnieli, że ich słychać!

– Rany, ale gapcie – zachichotał Misiu Zdzisiu. – Ciekawe, co dalej! Niech pani czyta, pani Alu!

– Tata ze zdumieniem słuchał, jak niewidzialne głosy kłóciły się o literki, coś na k, coś na p… Na szybie magicznego lustereczka pokazywały się napisy: kisinicka, kesinicka, pantoflicka, pantoflelek. Zlitował się w końcu i podsunął chochlikom karteczkę z napisami: k-s-i-ę-ż-n-i-c-z-k-a i p-a-n-t-o-f-e-l-e-k. Udawał przy tym, że w ogóle, ale to w ogóle nic nie widzi i nic nie słyszy. Gwizdał sobie wesoło i czekał, co będzie dalej.

„A-Jej, zobacz” – szeptał dosyć głośno przejęty Bim-Bam, kiedy przepisał z karteczki nazwy. „Tu jest jakieś zdjęcie! Ta dziewczyna ma nasz pantofelek!”

„Ale ja jej w ogóle nie znam… Kto to może być?” – A-Jej drapał się po głowie.

Oboje za to zauważyli, że oprócz pantofelków piękna chochlikowa dziewczyna ma na szyi naszyjnik.

I ten naszyjnik znali bardzo dobrze.

Widzieli go bardzo często, kiedy tylko odwiedzali… Spojrzeli po sobie i zanim zdążyli coś powiedzieć, czar niewidzialności przestał działać. Tata jednak nie zwrócił na to uwagi, wpatrywał się ze zdumieniem w ekran.

„Przecież ja znam tą chochlikową dziewczynę! To… moja mama!” – wykrzyknął tata.

„A moja babcia…” – dodał Bim-Bam.

„To co z tą księżniczką, skoro na zdjęciu jest babcia?” – spytał A-Jej, który już zupełnie nic nie rozumiał.

– Wiedziałem! – krzyknął głośno Misiu Zdzisiu, aż pani Ala się przestraszyła i upuściła książeczkę.

– Misiu, uspokój się! Co ty wiedziałeś?

– No, że to…, że… eee… No nie wiem. Zapomniałem!

– Tak myślałam. Musisz słuchać dalej. A wy wiecie już, jak się łączy zdjęcie babci i księżniczki? – spytała pani swoje dzieci.

– Że… to będzie ta sama osoba? – podsunął nieśmiało Michał.

– Że babcia zaatakowała księżniczkę i ukradła jej pantofelek? – Leoś zrobił parę ciosów w powietrze.

– Zobaczymy!

„Tato! – krzyczał mały chochlik. – Czy babcia zaatakowała księżniczkę i ukradła jej pantofelek?!”

„I naszyjnik?” – dodał A-Jej, trochę odsuwając się od swojego kolegi i jego taty. Nigdy nie wiadomo, co przyjdzie do głowy takiej zwariowanej rodzinie.

„Chochliki! Babcia nic nigdy nikomu nie ukradła! Ale musimy z nią porozmawiać. Sam nie rozumiem, co tu się dzieje!”

I tak to cała rodzina chochlików, razem z A-Jejem, udała się przez las do babci. Wszyscy milczeli, każdy zastanawiał się, co takiego zaraz odkryją. Bim-Bam musiał pokazać chowany w kieszeni pantofelek. Mama kazała mu opowiedzieć wszystko od początku i zabroniła dalszych poszukiwań na własną rękę. Bim-Bam wprawdzie nic a nic się nie bał, ale myśl, że jego babcia mogła skrzywdzić piękną księżniczkę i ją okraść… ta myśl nie była przyjemna. Nie chciał tej myśli i nie chciał więcej takich odkryć.

„A to mi wesoła gromadka! Czy ja zapomniałam o jakichś urodzinach?” – Babcia przywitała ich wesoło, ale po chwili mina jej zrzedła. Tata bez słowa położył na ławce pantofelek.

Babcia westchnęła, usiadła. Chwyciła pantofelek i obracała go w dłoniach. Przez chwilę nikt nic nie mówił, aż w końcu Bim-Bam nie wytrzymał i ze łzami w oczach krzyknął:

„Babciu! Jak mogłaś! Co zrobiłaś z tą piękną księżniczką?! Dlaczego zabrałaś jej ten pantofelek? Książę tak bardzo chciał ją za żonę, a ty…”

„Bim-Bam! Czy ty, mój własny wnuk, naprawdę myślisz, że skrzywdziłam innego chochlika?! Że kogoś okradłam?! Wstydź się! Myślałam, że mnie lepiej znasz!”

Bim-Bam trochę się zawstydził, ale pytał dalej. Musiał wiedzieć, co się wydarzyło.

„Ale jak pantofelek dostał się w twoje ręce, babciu? Co zrobiłaś z piękną księżniczką? Czemu ona nie została żoną księcia?”

„Mamo – pytał też tata chochliczątka – chyba musisz nam to wszystko wyjaśnić. Księżniczka i jeden pantofelek zniknęli po tamtym słynnym balu. Książę szukał i szukał, aż stracił nadzieję. Księżniczka nie została jego żoną. Słuch po niej zaginął. Tymczasem okazuje się, że ty masz w szufladzie nie tylko zaginiony pantofelek, ale też naszyjnik tej biednej dziewczyny na szyi! Jak to wszystko wytłumaczysz?”

Przez chwilę trzy chochliki – jeden duży i dwa małe – krzyczeli naraz.

Babcia tymczasem poczekała, aż zapadnie cisza.

Siedziała na ławce, zapatrzyła się w dal. Słychać było tylko śpiewy ptaków z lasu.

„Tak, dawno temu był bal, na który poszła dziewczyna ubrana w piękną suknię, z błyszczącymi pantofelkami na stopach. Książę z nią zatańczył i oszalał na widok sukni i tych nieszczęsnych błyszczących bucików. Przez cały taniec opowiadał dziewczynie, jak to będzie cudownie mieć tak błyszczącą żonę. Dziewczyna pytała księcia, co lubi czytać, w co się lubi bawić – a on tylko o tej żonie mówił. Wiecie, jakie to było… nudne? I ani razu nie spytał się tej dziewczyny, czy ona w ogóle chce zostać żoną księcia, a nawet nie poznał jej imienia!”

Babcia prychnęła z niezadowoleniem.

„Ta dziewczyna nie miała ochoty być żoną kogoś tak samolubnego. Uciekła przy pierwszej okazji, kiedy zaczął bić zegar. Miała tylko nadzieję, że nikt z zamku jej nigdy nie odnajdzie. Jeden pantofelek jej spadł, ale drugi schowała głęboko w kufrze, suknię oddała koleżance, zapomniała o naszyjniku, ale i tak nikt nie zwrócił na to uwagi. Tylko te błyszczące pantofelki się liczyły. Synu – zwróciła się nagle babcia do taty chochlika – czy ty wybrałeś żonę po jej pantofelkach?!”

„No nie…” – mruknął tata i spojrzał na swoją żonę, mądrą chochliczkę o pięknej zielonej skórze. „Dobrze nam się rozmawiało. Pomagaliśmy sobie tyle razy. W końcu została moją żoną”.

„No właśnie. A ty, Bim-Bam, lubisz swojego przyjaciela dlatego, że ma fajne buty?” – pytała dalej babcia.

„Babciu, no co ty! Lubię A-Jeja, bo… po prostu go lubię. A on lubi mnie. Chociaż nie będzie moją żoną!”

„No właśnie. A ten piórkowany książę tak właśnie chciał wybrać żonę. Ani razu nie zapytał jej o zdanie! Ani razu! A ona, jak już się naprawdę zakochała, to wyszła szczęśliwie za mąż i miała bardzo mądrego synka i kochanego wnuka”.

„Babciu chochlikowa – spytała milcząca dotąd mama Bim-Bama – skąd ty to wszystko wiesz? Czy to ty sama byłaś tą księżniczką?”

Babcia z uśmiechem spojrzała na mamę Bim-Bama. W tym uśmiechu było piękno jej dobrego serca, błysk jej poczucia humoru. Pochyliła się z pantofelkiem w dłoni i założyła go sobie na nogę.

Pasował.

Choć nieco cisnął, trzeba przyznać.

„Ach, jeju, ale historia…” – powiedział A-Jej. „Czyli nie da się kogoś pokochać za błyszczące pantofelki?”

„Nie, chochliku, nie da się. A teraz schowajcie ten nieszczęsny butek do szuflady i więcej mi tam nie grzebcie! Nie wiadomo, co jeszcze znajdziecie!” – Babcia pogroziła im palcem i poszła do kuchni przyszykować drożdżówkę i cytrynową herbatkę.

„Bim-Bam – szepnął A-Jej do swojego przyjaciela – jak masz jeszcze ten eliksir, to zajrzymy do tej szuflady, co? Może tam będzie też ziarnko grochu? Albo czarodziejska fasola? Albo stoliczek, co się sam nakrywa i wyczarowuje jedzenie?”

„Albo kije-samobije” – odszepnął Bim-Bam z żalem. „Ale już się nie dowiemy, bo eliksir się skończył”.

Koniec

Pani Ala zamknęła ostatnią stronę książeczki i popatrzała na dzieci. Misiu Zdzisiu kiwał główką. Myślał sobie, że nie zawsze bajki muszą mieć rację i czasem dobrze je trochę poprzestawiać. I że musi się kiedyś spytać swojej babci, czy też nie kryje jakichś historii z młodości… Przecież jego babcia też jest piękna i mądra!

– Nigdy nie wiadomo, jakie historie kryją się za najbliższymi nam ludźmi – mówiła właśnie pani Ala i spytała dzieci, czy są gotowe na spacer. Stanowczo po tym słuchaniu na dywanie musieli się trochę rozruszać! A kto wie, jakie wspaniałe przygody czekają ich po drodze?

KONIEC

Nawigacja wpisu

← zieleń od pierwszego zdania
Za oknem słyszę mewy →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko t Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko trafić mi na coś naprawdę ciekawego... Dlatego na opowieść Małgosi Cudak rzuciłam się już w sprzedaży przedpremierowej, szaleństwo, ale tak - tęskniłam za dobrą książką z zakresu literatury dziecięcej.
I moja wiedźmowa intuicja dobrze mi podpowiedziała... Posłuchajcie:
Jest tu rodzeństwo, Małgosia i Jaś, jest ich zapracowany tata któremu brakuje czasu, i mama co czuje się ściśnięta w życiu jak w przyciasnym fartuszku. 
I jest splot wydarzeń, który sprawia, że dzieci trafiają do chatki Baby Jagi w środku lasu.

"Jesteście w samą porę, najwyższy czas. Jeszcze trochę, a byłoby za późno". 

Na szczęście nie jest. Wszak zegar pokazuje, że mamy jeszcze chwilę do końca bajki. Małgosia, Janek i Babcia razem czarują: sprzątają, piorą wielkie pantalony (i wielkie koszule, takie co pomieszczą marzenia), robią ciastka, rozpalają piec, rozmawiają, tik-tak, tik-tak, zegar tyka spokojnie, "nic nie gubi się, nie znika, lecz wzajemnie się przenika". Dzieci uczą się, a raczej przypominają sobie i całej rodzinie, co jest najważniejsze.

A wiecie co Babcia trzyma w szafie? 
Ja wiem:)))

I taką bajkę naprawdę polecam. Tak jak wcześniej Latający dom i inne bajki czy Małą księgę mieszkańców puszczy tej samej autorki. Po prostu dobre, taka literatura piękna w zakresie dziecięcym...

Polecany wiek: 5+ (Małgosia ma tu 7 lat, Jaś 5)
_______________________
Na zegarze wpół do bajki
Małgorzata Cudak
Ilustracje: Agnieszka Pradelok
Wyd. Na Stronie Bajki
_______________________
#gdziespomiedzy
#nastroniebajki
#nazegarzewpółdobajki
#małgorzatacudak #agnieszkapradelok
Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. 
Ależ wierutne to bzdury! 

Anna Świrszczynska i zbiór wierszy wybranych w tomiku "Jestem gotowa" i czytanych przeze mnie właśnie na ocalenie. Parę podrzucę, podzielę się kołem ratunkowym:)

"Nie trzeba jej pocieszać
nie wolno się litować" - pisał gdzieś Różewicz. Racja. Nie o pocieszenie tu wszak idzie, nie o litość. To o nazwanie chodzi. O właściwe słowo układające świat. 

Więc dziś - świat Anny Świrszczynskiej. Ten jego fragment, który nie upiększa rzeczywistości. 

Jak żyć bez upiększania? 
- Szeroko i bezbrzeżnie.
__________________
Jestem gotowa
Anna Świrszczynska, wybór wierszy: Barbara Gruszka-Zych
Państwowy Instytut Wydawniczy
______________________

#gdziespomiedzy
#annaświrszczyńska
#państwowyinstytutwydawniczy
Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinow Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinowa musi być, a jak. 
Fizyka smutku - błyskotliwa, przyznaję, bardzo. Intrygujący tytuł, nieoczywisty bohater - co potrafi wchodzić we wspomnienia i emocje innych ludzi, ba, innych istot ("Pamiętam, że umarłem jako nagi ślimak, krzew dzikiej róży, czerwcowa chmura"...), reinterpretacja mitu o Minotaurze, kapsuła czasu, co jeszcze... 
Dużo takich błyskotliwych pomysłów. Celnych zdań, spostrzeżeń. Książka - błyskotka. 
Można się pobawić. 
Tylko czuję, że jutro o niej zapomnę, ot, właśnie.

Może jakby moja fizyka smutku - czy raczej geografia, historia smutku - obejmowała te same tereny co u Gospodinowa - to wzięłabym tę powieść bardziej do siebie. Ale we mnie nie ma nostalgii za minionymi czasami. 

"Schron przeciwczasowy" był lepszy! Można się pokłócić, i tak nie zmienię zdania;)
_________________________
Fizyka smutku
Georgi Gospodinow
Przekład: Magdalena Pytlak
Wyd. Literackie
__________________________
#gdziespomiedzy #fizykasmutku #georgigospodinow #wydawnictwoliterackie
Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż inneg Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż innego nie ma świata! 
A jak nie ma, to zostaje się wypisać. Więc piszę: 

Zanikanie w byciu - to nie moje kroki nie mój uśmiech 
Wydaję sobie resztę z wszelkiej pewności i zostaje:
Coś co napiszę parę razy zapalę 
To już 

***

Mierzę się z księżycem na obojętność spojrzeń i przegrywam, więc 
jednak jeszcze jestem 

#gdziespomiedzy

#bazgrzęwięcjestem
A może właśnie tak: "Pięknie byłoby objąć noc j A może właśnie tak: 

"Pięknie byłoby objąć noc 
jak odnalezionego syna
i dowiedzieć się 
o co Cézanne pytał jabłek 

I zrozumieć któregoś deszczowego dnia
że prosta to punkt wydłużony dlatego 
by dosięgnąć serca własnego"

Jan Skácel 

Może właśnie tak... A my wszyscy biegamy zygzakiem. 

Wiersze Skacela znam dzięki @toznaczy_poezja - dziękuję za podzielenie się! Takie one miękkie, nienachalne - i oczywiście smutne - wiadomo. 

#gdziespomiedzy
#janskacel
Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Ep Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Epepe leżało sobie na ladzie. Jak już tak leżało to wzięłam, raczej z myślą: no ciekawe, o co właściwie tyle hałasu...
I przeczytałam prawie jednym tchem. 

Budai, bohater powieści, to racjonalny człowiek z analitycznym umysłem, wydawałoby się, że zrozumie spokojnie każdą sytuację, zawsze znajdzie wyjście. Ale tak się nie dzieje. Kiedy trafia do tajemniczego miasta, w którym z nikim nie może się porozumieć, wpada tylko w coraz większą bezradność. 
Czy to bezradność wobec totalitaryzmu? Czy można odczuć niepokój bohatera także w dzisiejszych czasach? Książka wszak z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy to może dystopia? Pewnie tak, tak i tak.
Ale dla mnie to jedna z bardziej uniwersalnych opowieści o ludzkiej samotności. O poszukiwaniu drogi do drugiego człowieka. 

Czyli egzystencjalne smęty? Też tak! Najlepsze:) Mam wrażenie, że gdybym postawiła Epepe obok Zbyt głośnej samotności, to te dwie książki zaczęłyby ze sobą gadać. A przynajmniej na siebie zerkać z ukosa. Ej, ty też tak?? No, nawet nie mów, ja też... ;)

Ależ to było wyśmienite. Warte polecania wciąż i wciąż! @zokladki - dzięki, robisz kawał dobrej roboty, serio! 
_______________________
Epepe
Ferenc Karinthy
Tłum. Krystyna Pisarska
@wydawnictwoliterackie 
_________________________
#gdziespomiedzy #epepe #ferenckarinthy #wydawnictwoliterackie #innekonstelacje
Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to prz Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to przejść, przegadać, przepalić, przemilczeć, ileż możliwości! Ho ho ho.

Co to w czytaniu ostatnio? Update, choć poplątany: 

Różewicz, Huelle i Juliusz Żuławski - opowiadania. Kiedyś to się pisało, wiadomo!

Święto nieważkości. Morawy - Michał Tabaczyński w serii Sulina, tak jak lubię, miejsce jest pretekstem do opowieści o ludziach. Znacie kogoś takiego jak Jan Skácel? "Proszę mi wybaczyć 
że 
tak zacinam się 
czytając 
te urywki 
z księgi życia dla ociemniałych 
Mam pokaleczony palec i bolą mnie litery". Jan Skácel zapisany do bliższego poznania! 

Kentuki Samanty Schweblin, coś w stylu Black Mirror, dla fanów. Czyli dla mnie tak :)

Jeśli zimową porą podróżny, Italo Calvino - uwielbiam takie staroświeckie czytanie o czytaniu! Czy też pisanie o pisaniu.

Hrabal w nowym wydaniu, z wyd. Stara Szkoła. W nowym tłumaczeniu Mirosława Śmigielskiego Hrabal to wciąż pisarz, do którego chcę wracać.

I niezmiennie zajmuje mnie pytanie - jaki jest sens istnienia tych beznadziejnie brzydkich kul zimowych??? Hm. I czy to pytanie ma drugie dno? 
Tra, la, la, nie ma co wpadać w smutne tony, niepotrzebne istnienia, wszak świąteczny czas! 

Coś polecacie na przetrwanie grudniowo-zimowe?...

____________________
#gdziespomiedzy
Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, troch Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, trochę obok Leśmiana,  ale tak bardziej w mrok, gdzie pod nogami pałętają się koty, jeże, w bibliotece wszystko wszak może się zdarzyć, jesienny zachód słońca też, nicości, byt z niebytem się mylą, a ja obok stoję i przypatruję się przelatującym gawronom, pomiędzy istnieniem a jego odwrotnością, wyciągam z regału Rymkiewicza, na los się zdaję, oj, to nie jest najlepszy pomysł... 
@w.dziurawych.trampkach - wybrałam te jesienne ogrody, proszę bardzo:)
_________________________
Jarosław Marek Rymkiewicz
Zachód słońca w Milanówku
Wyd. Sic!
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #jarosławmarekrymkiewicz #zachódsłońcawmilanówku
Mój Instagram

życie i ...

Plontynki – czyli myśli różne

14 maja 2023
życie i książki

Czytam z sentymentem #2

10 czerwca 2023
życie i ...

Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?

23 września 2021
życie i książki

Książkowe historie

14 listopada 2025
życie i ...

śmierci się wesoło i względnie swobodnie

19 października 2024
życie i książki

Książkowe niezapominajki

1 maja 2024
życie i problemy

List do naszych dzieci

13 maja 2022
życie i książki

Jesteś ważny, wiesz?

26 stycznia 2023
życie i ...

Poranek i inne okoliczności przyrody

3 grudnia 2021
życie i problemy

Dziś jest już dobrze. Rozmowa z Anną Borkowską-Obojską

18 lutego 2024

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme