Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
Lilka i Henio - bohaterowie mojej książki, Lilka słucha zadumana, co Henio jej opowiada, w kąciku czytelniczym w przedszkolu, także ilustracja do wpisu bajka dla dzieci, bajka o chochliku

Bajka o chochliku i dla chochlików

Posted on 28 grudnia 202428 grudnia 2024 by Ola

Trochę inna bajka? Proszę bardzo! Dobrze czasem zrobić zamieszanie w krainie baśni, zobaczcie sami! Zapraszam do klasy Pani Ali, gdzie jest czas na czytanie. Tylko usiądźcie wygodnie i słuchajcie...

CZĘŚĆ 1

Pani Ala, nauczycielka w grupie młodszych dzieci, usiadła wygodnie z Misiem w ramionach. Dzieci spoglądały na nią uważnie. No, trochę uważnie.

Michał trochę dłubał w nosie, ale tylko troszkę.

Ola próbowała dosięgnąć nogą pudełka z klockami, chciała tylko sprawdzić, czy uda się je zrzucić.

Leoś prawie spał, oczka mu się zamykały, ale dzielnie czekał na Bajkę.

Bo kiedy pani siadała z Misiem, to był czas na Bajkę. Najlepszy czas w ciągu całego dnia!

– Chodźcie, zapraszam, posłuchajcie! – mówiła pani. – Tylko nie dłubcie w nosie. I uważajcie na…

Och, za późno. Klocki spadły i z hukiem rozsypały się po podłodze. Przynajmniej Leoś się obudził.

– Dawno, dawno temu… – zaczęła pani Ala z uśmiechem i zajrzała do książki, którą trzymała. Wtedy odezwał się Misiu Zdzisiu:

– Znowu dawno temu! A niedawno temu nic się nie działo? No wczoraj na przykład widziałem, jak Ola rzucała kapciami po sali i trafiła Michała w plecy, i on potem chciał ją gonić, i…

– Misiu, nie przerywaj mi. Słuchaj grzecznie. To będzie bajka o księżniczce, a nie o dzieciach z naszej grupy. U nas nie ma księżniczek!

– Jak to nie ma! – Ola bardzo się oburzyła i przestała sprzątać rozsypane klocki. – Ja jestem księżniczką, bo muszę ciągle coś sprzątać. Jak Kopciuszek. A on był księżniczką.

– Chyba ona – mruknął miś Henio.

– Przestańcie. – Pani Ala machnęła ręką. – To ja opowiadam. Dawno, dawno temu, kiedy na świecie były jeszcze chochliki… CO ZNOWU, MISIU?!

– Noo, przecież chochliki wciąż istnieją… Ten mały z czerwoną czapeczką znowu w nocy rozrabiał w sali. Widziałem.

– Co zrobił? – zaciekawił się Jurek, który do tej pory obserwował deszcz padający za oknem.

– Chochlik wyszedł ze swojej norki spod podłogi – opowiadał z zapałem miś – i przestawiał wszystkie strony w waszej książeczce i coś dopisywał. Narobił bałaganu, że hej! Chichotał przy tym jak szalony.

– Chochlik Chichotek – zachichotał Leoś.

– Chochlik Chichuś – dodała Ola.

– Czary-mary, dwa komary, dzieci są już chichutko! To znaczy, cichutko. Misie też! Zaraz sprawdzimy książeczkę. Tylko dajcie mi w końcu czytać. Dawno, dawno temu, kiedy na świecie były jeszcze chochliki, i były też magiczne lustereczka, i straszne Baby-Jagi, wydarzyła się pewna historia.

Pani spojrzała groźnie na dzieci i Misia, ale już nikt się nie odezwał. Wszyscy słuchali, co będzie dalej.

– Żył wtedy pewien piękny, malutki chochlik, najpiękniejszy w całym królestwie. Miał loczki na głowie, słodkie, wielkie oczka, przesłodkie, odstające uszy i nos jak najsmaczniejszy kartofelek. Wszystkie chochliki uważały, że jest po prostu naj-cu-dow-niej-szy. Wszyscy go kochali i pozwalali mu broić do woli. A jak ktoś pytał magiczne lustereczko, kto jest najpiękniejszy w świecie, to lustro odpowiadało, że jest to właśnie małe chochliczątko. A na pytanie, kto broi najpiękniej na całym świecie, to lustro oznajmiało, że… oczywiście małe chochliczątko! Ono z radością wylewało herbatki z kubków, mieszało cukier z solą, wyjadało dzieciom w szkole kanapki ze śniadaniówek, rozsypywało kurz po wszystkich kątach… Wszystkie chochliki były z niego dumne! Tylko tata czasami bał się, żeby jego synek nie przesadził.

Pani Ala przerwała i dziwnym wzrokiem popatrzała na książeczkę. Obróciła ją parę razy, potrząsnęła. Ta bajka była jakaś inna. Nie przypominała sobie, żeby taką wcześniej czytała. Ten chochlik z bajki był podejrzany! Ale dzieci słuchały. Nikt nie przeszkadzał.

– Pewnego razu ten mały piękny chochlik, który nazywał się Bim-Bam, szedł zanieść babci obiadek. Babcia była chora. Ale droga do jej domku prowadziła przez ciemny las…

„Z nikim nie rozmawiaj po drodze!”, ostrzegał go tata. „Idź prosto do domu babci i zaraz wracaj!”

„Boisz się o mnie?”, spytał Bim-Bam.

„Nie o ciebie, tylko o wszystkie inne stworzenia w lesie”, westchnął tata.

Bim-Bam chwycił koszyk, nałożył płaszcz z czerwonym kapturkiem i ruszył przed siebie.

Po drodze spotkał wilka, ale wilk na sam widok słodkich oczek chochlika podkulił ogon, zawył i pobiegł w przeciwną stronę. Pamiętał, jak ten urwis kiedyś udawał, że kamienie to malutkie, pyszne owieczki i wilk je zjadł, a później miał te paskudne kamienie w brzuchu. To było… bardzo bolesne.

„Babciu! Już jestem! Mam obiadek!” – wołał chochlik, kiedy bezpiecznie dotarł do domku swojej kochanej babci.

„Chodź, kochanie, chodź! Też coś mam dla ciebie! Znalazłam czekoladę dla mojego wnusia, weź”. – Babcia, kaszląc i kichając, wychyliła się z łóżka. Wzięła obiadek, a wnukowi dała do ręki czekoladę, tradycyjnym babciowym ruchem dorzucając do niej chochlikowe banknoty. Po chwili zajadała z apetytem zupkę z korzeniami, a Bim-Bam w tym czasie zaglądał do jej szuflady. Uwielbiał skarby babci chochlikowej. Tym razem zainteresował go pantofelek. Co dziwne, był tylko jeden… Ukradkiem schował go do kieszeni płaszczyka i postanowił, że zrobi babuni niespodziankę i znajdzie drugi.

Następnego dnia Bim-Bam z malutkim pantofelkiem w kieszeni od świtu do wieczora biegał po polance, gdzie mieszkał z mamą i tatą, i wszystkim stworzeniom oglądał nogi. I kopytka. Miał nadzieję, że ktoś będzie nosił drugi butek… Kiedy do mamy przyszły w odwiedziny jej koleżanki, Bim-Bam tak długo oglądał ich kozaczki, obcasiki, sandałki i inne buciki, że aż mama go pogoniła, i zdenerwowana marszczyła brwi. Bała się, że jej synek ma jakiś POMYSŁ. Na wszelki wypadek potrząsnęła każdym butem, czy nie wypadną z nich żadne cuchnące niespodzianki. Z jednego wypadła dziurawa skarpetka, ale tak duża, że nie mogła należeć do chochliczątka. Schowała ją z powrotem, marszcząc teraz nos. Wróciła pić kawę żołędziową z przyjaciółkami, a Bim-Bam zrozumiał, że jeśli będzie go widać, to niczego się nie dowie.

Jeśli chce się dowiedzieć, gdzie jest drugi pantofelek dla babuni, to nikt nie może go WIDZIEĆ. Nikt a nikt.

A na to był tylko jeden sposób…

Bim-Bam zadziornie podniósł głowę. Nie będzie się bał! Nie bał się nawet swojej mamy! Nawet pani Chochli w szkole się nie bał!

To Baby-Jagi, która ma eliksir na niewidzialność, też się nie będzie bał. Postanowione.

– Ale zaraz, ja nie rozumiem – poskarżył się Misiu Zdzisiu. – Co jest postanowione? Czego on się nie będzie bał?

– Nie czego, a kogo – poprawiła go Ola. – Ja chyba rozumiem. Bim-Bam chce iść do jakiejś strasznej wiedźmy, żeby mieć czar na niewidzialność.

– A po co? – pytał dalej Miś.

– No po to, żeby było mu łatwiej szukać drugiego pantofelka! Albo przynajmniej znaleźć jakieś wskazówki. Ech, misiu, słuchaj uważnie!

– Ja słucham uważnie, tylko przez chwilkę malutką głodny się zrobiłem… i myślałem, co by tu sobie zjeść…

– Proszę pani, a co będzie na obiadek?

– Ja też jestem głodna! Ja też!– zaczęły wołać dzieci. Pani Ala z żalem odłożyła książkę. Ciekawa była, co tam się wydarzy dalej w krainie chochlika.

I kiedy dzieci z Misiem usiadły do stolików, żeby zjeść, pani zarządziła ciszę i głośno czytała dalej:

– Chochlik Bim-Bam dzielnie udał się do strasznej Baby-Jagi. Najbardziej bał się jej głosu, bo był taki skrzeczący, jakby otwierała się jakaś zardzewiała szafa… Aż go ciarki przechodziły, a nogi lekko mu drżały. Ale jak postanowił, że odnajdzie dla babci pantofelek, to go odnajdzie, choćby i sto wiedźm skrzypiało mu nad głową!

„Dzień dobry, droga, szanowna, pani Babo-Jago najstraszniejsza” – powitał ją z ukłonem, kiedy tylko dotarł do jej domku na skraju polany.

„Aaa, dzień dooobryyy!” – rozległ się ten straszliwy głos. Do tego wiedźma chrapliwie się roześmiała. „Kto to do mnie przyszedł! Słodkie chochliczątko! A co ja niby mam z tobą zrobić, hę? Upiec na obiad? Zjeść na deser?”

„Pani nie zjada chochlików, to nieprawda! Prawda?…”

„To zależy. Czego u mnie szukasz, Bim-Bam? Bo zawołam twoją mamę, jeśli łazisz tu bez celu!”

„Nie! Proszę, niech pani nie woła mamy! Bo wtedy… wtedy powiem, że chciała mnie pani porwać i wszyscy nie będą pani Baby-Jagi lubili!”

„Spryciarz z ciebie. Czego chcesz?”

Bim-Bam odetchnął z ulgą i wyszeptał, że potrzebuje eliksiru na niewidzialność. Wiedźma coś skrzeczała do siebie, potrząsała głową, zjadła jakiegoś pająka, który jej chodził po ręce i w końcu powiedziała: „Dobrze. Dam ci eliksir. Ale w zamian żądam twojej…”

„Mojej… mojej co?” – Bim-Bam skulił się ze strachem, co będzie musiał oddać szanownej pani Babie-Jadze. Ale po chwili roześmiał się, machnął ręką bez żalu i oddał jej to, co chciała. Bez żalu, naprawdę! Ona chciała jego urodę. Phi, niech sobie bierze jakąś tam urodę! On miał za to eliksir na niewidzialność! Hurra!

– Ach, jaki on dzielny – westchnęła z podziwem Ola. – Ja bym nie oddała tej urody tak łatwo.

– A co ci po urodzie? To, co najfajniejsze, to nie jest uroda! – zaśmiał się Leon.

– Nie?! A niby co jest fajniejsze? – zaperzyła się Ola.

– Dla mnie najfajniejsze są dobre pomysły. I tyle! I czy się umie bawić! Pani Alu, niech pani czyta dalej. Lubię tego Bim-Bama. Co on zrobi, jak będzie niewidzialny?

– A co ty byś zrobił, Leoś? – spytała pani Ala z uśmiechem.

– Ja to bym… do szkoły nie chodził. Siedziałbym niewidzialny w domu i grał…

– Ciekawe, jak byś grał – prychnęła Ola – jakbyś nie umiał czytać. Bo byś nie chodził do szkoły.

– O! – przerwała im pani. – Wy tu gadu-gadu o szkole, a chochlik Bim-Bam też właśnie jest w szkole! To kolejny rozdział. Czytać? Słuchajcie: Bim-Bam nie chciał wzbudzać podejrzeń i w poniedziałek poszedł normalnie do szkoły, jak wszystkie chochliczki. Mama już i tak na niego dziwnie patrzała. Dziwiła się jak, w ciągu jednej nocy, zniknęły mu te śliczne loczki, a nosek zrobił się jakiś mniej kartofelkowy, ale w końcu westchnęła pod nosem, że dzieci tak szybko rosną – oj, za szybko – i wróciła do pracy przy budowaniu gniazd dla ptaków. Nie przyszło jej do głowy, że loczki i nosek jej synka należą teraz do najstraszliwszej wiedźmy…

W szkole było normalnie – trochę nudno, trochę wesoło. W tym dniu chochliki uczyły się literki A i okazało się, że najlepszy kolega Bim-Bama ma imię właśnie na literkę A! A jak A-Jej! Z tego powodu A-Jej chodził z nosem zadartym po same chmury, czuł się taki ważny, aż Bim-Bam nie wytrzymał i powiedział mu:

„A-Jej! A ja mam coś lepszego niż imię na A!”

„A co może być dziś lepszego? Ty masz imię na… na… Na nie wiem co, ale nie na A. Zazdrościsz mi”.

„Do chochlika! Nie zazdroszczę ci, bo mam eliksir na niewidzialność. O, patrz!”

I zanim A-Jej zdążył coś powiedzieć, Bim-Bam wyjął malutką buteleczkę z plecaka, szybko ją otworzył, przechylił do ust… i wypił wielkiego łyka.

I zniknął.

A-Jej stał z otwartą buzią, aż w końcu zaczął wołać panią. Zaczęło się szukanie chochliczątka. A on sobie siedział w kąciku sali przy biurku pani i cichutko się śmiał… Istny chochlik! Licho małe! Ale kiedy pani wezwała do pomocy przy poszukiwaniach panią Chochlę, to schował się pod biurko. Miał wrażenie, że groźna pani Chochla znajdzie go nawet, jak będzie niewidzialny. Pani Chochla była włochata, miała żółte oczy, ostre zęby, pazury i ogon. Bały się jej wszystkie małe chochliki, chociaż podobno jadła tylko myszy.

„Nie wyszedł on nigdzie?” – pytała pani Chochla. „Na drzewo? Do lasu? W toalecie nie jest? Ech, zupełnie jak z tą księżniczką kiedyś, pamięta pani?”

„Tak” – odpowiedziała nauczycielka chochlików. „Pamiętam, ta księżniczka była taka piękna! Już miała wyjść za mąż za księcia, kiedy tak nagle zniknęła. Do dziś nikt nie wie, co się z nią stało! A książę szalał z rozpaczy, to miała być jego żona!”

„Tak, podobno do dziś ma przy sobie jej pantofelek, który zgubiła na balu”.

„Pani Chochlo, nasz Bim-Bam na pewno zaraz się znajdzie. To pewnie tylko jeden z jego psikusów…”

Rzeczywiście, Bim-Bam wyszedł spod stolika pani, już widzialny, bo czar działał parę minut. Nie patrząc na straszną panią Chochlę, pociągnął swoją chochlikową nauczycielkę i poprosił najsłodziej, jak umiał:

„Opowie mi pani o tej księżniczce? Bardzo proszę! Baaaardzo!”

Okazało się, że nawet jeśli Baba-Jaga wzięła sobie jego urodę, to i tak dalej miał w sobie pewien urok. Pani tylko pogroziła mu palcem i wcale na niego nie nakrzyczała. Za to z przyjemnością opowiedziała o zaginionej księżniczce.

Bim-Bam przysłuchiwał się bardzo uważnie.

Oto, czego się dowiedział.

– Kto tam tak stuka? I puka? Kto to tak przeszkadza w czytaniu bajki?! – Pani Ala się zdenerwowała.

– Proszę pani – powiedział ktoś stojący w drzwiach – ja tu tak czekam, bo nie chcę przeszkadzać, ale my już po dzieci przyszliśmy. Rodzice. Chcemy już do domu je wziąć…

Pani z żalem zamknęła książeczkę.

– Dokończymy jutro – westchnęła. – Czas do domu.

CZĘŚĆ 2

Bim-Bam i A-Jej siedzieli po lekcjach na drzewie jabłoni. Spotkali się, żeby omówić wszystko, co wiedzą o pantofelku. Robiło się coraz więcej tajemnic…

„Co mamy?” – pytał Bim-Bam machając nogami. I sam sobie odpowiedział: „Pantofelek. Rozmiar mały. Dużo błyszczących ozdóbek. Obcas”.

„I mamy historię o księżniczce!”– dodał A-Jej i prawie spadł ze swojej gałązki.

„Księżniczka pojawiła się na balu, kiedy Książę Chochlików szukał żony. Była przepiękna, miała… jakieś tam włosy i błyszczącą zieloną skórę. Tańczyli, blee, fuj…”

„Tak, fuuuj! Może nawet się całowali!”

„Na szczęście pani nic o tym nie mówiła. Ale kiedy wybiła północ, księżniczka uciekła”.

„I zostawiła na schodach zgubiony pantofelek. Książę przymierzał go wszystkim pannom w królestwie, ale żadnej nie pasował. Księżniczka przepadła. Jak kamień w wodę”.

Przez chwilę obaj koledzy bujali się na gałęzi drzewa, aż w końcu A-Jej zadał najważniejsze pytanie: „Jeżeli jeden pantofelek jest w zamku, u księcia, to skąd twoja babcia ma drugi?”

„No właśnie…” – mruknął zamyślony Bim-Bam. Co robił pantofelek księżniczki u jego babci???

Nagle A-Jej wpadł na genialny pomysł. Skoro mają eliksir na niewidzialność, to mogą… to mogą… No, coś na pewno mogą!

„Wiem!” – krzyknął Bim-Bam. „Wkradniemy się do gabinetu i wpiszemy hasło w internet! Na tym magicznym lustereczku z klawiaturą! Mój tata zawsze tak robi, gdy czegoś nie wie”.

I jak postanowili, tak zrobili.

Jednego nie przewidzieli.

„Bim-Bam – szeptał przejęty A-Jej przed drzwiami gabinetu taty – a jak się właściwie pisze: księżniczka? I pantofelek?”

„Do chochlika! Myślałem, że ty wiesz!” – szepnął zmartwiony Bim-Bam.

Obaj byli już niewidzialni, ale tata usłyszał zamieszanie przy swoich drzwiach. Kiedy je otworzył, usłyszał jakiś tupot, poczuł, jak ktoś depce mu po nogach. Nie mógł to być nikt inny, jak jego własny synek…

Tata westchnął i postanowił obserwować, co też chochliczątko będzie robić dalej. Do jego uszu dochodziły dalsze hałasy”.

– Proszę pani, ja wiem! – przerwał czytanie Leoś. – Oni byli niewidzialni, ale zapomnieli, że ich słychać!

– Rany, ale gapcie – zachichotał Misiu Zdzisiu. – Ciekawe, co dalej! Niech pani czyta, pani Alu!

– Tata ze zdumieniem słuchał, jak niewidzialne głosy kłóciły się o literki, coś na k, coś na p… Na szybie magicznego lustereczka pokazywały się napisy: kisinicka, kesinicka, pantoflicka, pantoflelek. Zlitował się w końcu i podsunął chochlikom karteczkę z napisami: k-s-i-ę-ż-n-i-c-z-k-a i p-a-n-t-o-f-e-l-e-k. Udawał przy tym, że w ogóle, ale to w ogóle nic nie widzi i nic nie słyszy. Gwizdał sobie wesoło i czekał, co będzie dalej.

„A-Jej, zobacz” – szeptał dosyć głośno przejęty Bim-Bam, kiedy przepisał z karteczki nazwy. „Tu jest jakieś zdjęcie! Ta dziewczyna ma nasz pantofelek!”

„Ale ja jej w ogóle nie znam… Kto to może być?” – A-Jej drapał się po głowie.

Oboje za to zauważyli, że oprócz pantofelków piękna chochlikowa dziewczyna ma na szyi naszyjnik.

I ten naszyjnik znali bardzo dobrze.

Widzieli go bardzo często, kiedy tylko odwiedzali… Spojrzeli po sobie i zanim zdążyli coś powiedzieć, czar niewidzialności przestał działać. Tata jednak nie zwrócił na to uwagi, wpatrywał się ze zdumieniem w ekran.

„Przecież ja znam tą chochlikową dziewczynę! To… moja mama!” – wykrzyknął tata.

„A moja babcia…” – dodał Bim-Bam.

„To co z tą księżniczką, skoro na zdjęciu jest babcia?” – spytał A-Jej, który już zupełnie nic nie rozumiał.

– Wiedziałem! – krzyknął głośno Misiu Zdzisiu, aż pani Ala się przestraszyła i upuściła książeczkę.

– Misiu, uspokój się! Co ty wiedziałeś?

– No, że to…, że… eee… No nie wiem. Zapomniałem!

– Tak myślałam. Musisz słuchać dalej. A wy wiecie już, jak się łączy zdjęcie babci i księżniczki? – spytała pani swoje dzieci.

– Że… to będzie ta sama osoba? – podsunął nieśmiało Michał.

– Że babcia zaatakowała księżniczkę i ukradła jej pantofelek? – Leoś zrobił parę ciosów w powietrze.

– Zobaczymy!

„Tato! – krzyczał mały chochlik. – Czy babcia zaatakowała księżniczkę i ukradła jej pantofelek?!”

„I naszyjnik?” – dodał A-Jej, trochę odsuwając się od swojego kolegi i jego taty. Nigdy nie wiadomo, co przyjdzie do głowy takiej zwariowanej rodzinie.

„Chochliki! Babcia nic nigdy nikomu nie ukradła! Ale musimy z nią porozmawiać. Sam nie rozumiem, co tu się dzieje!”

I tak to cała rodzina chochlików, razem z A-Jejem, udała się przez las do babci. Wszyscy milczeli, każdy zastanawiał się, co takiego zaraz odkryją. Bim-Bam musiał pokazać chowany w kieszeni pantofelek. Mama kazała mu opowiedzieć wszystko od początku i zabroniła dalszych poszukiwań na własną rękę. Bim-Bam wprawdzie nic a nic się nie bał, ale myśl, że jego babcia mogła skrzywdzić piękną księżniczkę i ją okraść… ta myśl nie była przyjemna. Nie chciał tej myśli i nie chciał więcej takich odkryć.

„A to mi wesoła gromadka! Czy ja zapomniałam o jakichś urodzinach?” – Babcia przywitała ich wesoło, ale po chwili mina jej zrzedła. Tata bez słowa położył na ławce pantofelek.

Babcia westchnęła, usiadła. Chwyciła pantofelek i obracała go w dłoniach. Przez chwilę nikt nic nie mówił, aż w końcu Bim-Bam nie wytrzymał i ze łzami w oczach krzyknął:

„Babciu! Jak mogłaś! Co zrobiłaś z tą piękną księżniczką?! Dlaczego zabrałaś jej ten pantofelek? Książę tak bardzo chciał ją za żonę, a ty…”

„Bim-Bam! Czy ty, mój własny wnuk, naprawdę myślisz, że skrzywdziłam innego chochlika?! Że kogoś okradłam?! Wstydź się! Myślałam, że mnie lepiej znasz!”

Bim-Bam trochę się zawstydził, ale pytał dalej. Musiał wiedzieć, co się wydarzyło.

„Ale jak pantofelek dostał się w twoje ręce, babciu? Co zrobiłaś z piękną księżniczką? Czemu ona nie została żoną księcia?”

„Mamo – pytał też tata chochliczątka – chyba musisz nam to wszystko wyjaśnić. Księżniczka i jeden pantofelek zniknęli po tamtym słynnym balu. Książę szukał i szukał, aż stracił nadzieję. Księżniczka nie została jego żoną. Słuch po niej zaginął. Tymczasem okazuje się, że ty masz w szufladzie nie tylko zaginiony pantofelek, ale też naszyjnik tej biednej dziewczyny na szyi! Jak to wszystko wytłumaczysz?”

Przez chwilę trzy chochliki – jeden duży i dwa małe – krzyczeli naraz.

Babcia tymczasem poczekała, aż zapadnie cisza.

Siedziała na ławce, zapatrzyła się w dal. Słychać było tylko śpiewy ptaków z lasu.

„Tak, dawno temu był bal, na który poszła dziewczyna ubrana w piękną suknię, z błyszczącymi pantofelkami na stopach. Książę z nią zatańczył i oszalał na widok sukni i tych nieszczęsnych błyszczących bucików. Przez cały taniec opowiadał dziewczynie, jak to będzie cudownie mieć tak błyszczącą żonę. Dziewczyna pytała księcia, co lubi czytać, w co się lubi bawić – a on tylko o tej żonie mówił. Wiecie, jakie to było… nudne? I ani razu nie spytał się tej dziewczyny, czy ona w ogóle chce zostać żoną księcia, a nawet nie poznał jej imienia!”

Babcia prychnęła z niezadowoleniem.

„Ta dziewczyna nie miała ochoty być żoną kogoś tak samolubnego. Uciekła przy pierwszej okazji, kiedy zaczął bić zegar. Miała tylko nadzieję, że nikt z zamku jej nigdy nie odnajdzie. Jeden pantofelek jej spadł, ale drugi schowała głęboko w kufrze, suknię oddała koleżance, zapomniała o naszyjniku, ale i tak nikt nie zwrócił na to uwagi. Tylko te błyszczące pantofelki się liczyły. Synu – zwróciła się nagle babcia do taty chochlika – czy ty wybrałeś żonę po jej pantofelkach?!”

„No nie…” – mruknął tata i spojrzał na swoją żonę, mądrą chochliczkę o pięknej zielonej skórze. „Dobrze nam się rozmawiało. Pomagaliśmy sobie tyle razy. W końcu została moją żoną”.

„No właśnie. A ty, Bim-Bam, lubisz swojego przyjaciela dlatego, że ma fajne buty?” – pytała dalej babcia.

„Babciu, no co ty! Lubię A-Jeja, bo… po prostu go lubię. A on lubi mnie. Chociaż nie będzie moją żoną!”

„No właśnie. A ten piórkowany książę tak właśnie chciał wybrać żonę. Ani razu nie zapytał jej o zdanie! Ani razu! A ona, jak już się naprawdę zakochała, to wyszła szczęśliwie za mąż i miała bardzo mądrego synka i kochanego wnuka”.

„Babciu chochlikowa – spytała milcząca dotąd mama Bim-Bama – skąd ty to wszystko wiesz? Czy to ty sama byłaś tą księżniczką?”

Babcia z uśmiechem spojrzała na mamę Bim-Bama. W tym uśmiechu było piękno jej dobrego serca, błysk jej poczucia humoru. Pochyliła się z pantofelkiem w dłoni i założyła go sobie na nogę.

Pasował.

Choć nieco cisnął, trzeba przyznać.

„Ach, jeju, ale historia…” – powiedział A-Jej. „Czyli nie da się kogoś pokochać za błyszczące pantofelki?”

„Nie, chochliku, nie da się. A teraz schowajcie ten nieszczęsny butek do szuflady i więcej mi tam nie grzebcie! Nie wiadomo, co jeszcze znajdziecie!” – Babcia pogroziła im palcem i poszła do kuchni przyszykować drożdżówkę i cytrynową herbatkę.

„Bim-Bam – szepnął A-Jej do swojego przyjaciela – jak masz jeszcze ten eliksir, to zajrzymy do tej szuflady, co? Może tam będzie też ziarnko grochu? Albo czarodziejska fasola? Albo stoliczek, co się sam nakrywa i wyczarowuje jedzenie?”

„Albo kije-samobije” – odszepnął Bim-Bam z żalem. „Ale już się nie dowiemy, bo eliksir się skończył”.

Koniec

Pani Ala zamknęła ostatnią stronę książeczki i popatrzała na dzieci. Misiu Zdzisiu kiwał główką. Myślał sobie, że nie zawsze bajki muszą mieć rację i czasem dobrze je trochę poprzestawiać. I że musi się kiedyś spytać swojej babci, czy też nie kryje jakichś historii z młodości… Przecież jego babcia też jest piękna i mądra!

– Nigdy nie wiadomo, jakie historie kryją się za najbliższymi nam ludźmi – mówiła właśnie pani Ala i spytała dzieci, czy są gotowe na spacer. Stanowczo po tym słuchaniu na dywanie musieli się trochę rozruszać! A kto wie, jakie wspaniałe przygody czekają ich po drodze?

KONIEC

Nawigacja wpisu

← zieleń od pierwszego zdania
Za oknem słyszę mewy →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i problemy

„Wstawaj, szkoda dnia!”

6 października 2021
życie i książki

Opowieści rodzinne. Jędrek. Zima – część 1

28 stycznia 2022
życie i problemy

Parę słów od zapyziałej idealistki.

4 marca 2022
życie i książki

Urlop. Kawa. Kryminał.

18 lipca 2023
życie i problemy

Wpis z notatnikiem

25 września 2021
życie i książki

Z cyklu – o książkach

26 września 2021
życie i książki

Opowieści rodzinne. Lato – część 2

17 września 2023
życie i ...

Rozmówki rodzinne.

11 września 2022
życie i ... życie i książki

Wakacje #1

2 lipca 2022
życie i ...

Rozmowy. Maja

20 marca 2022

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme