Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
czerwiec - truskawki, czereśnie, ilustracja do opowieści rodzinne - o Paulince

Opowieści rodzinne. Prawie lato – część 5. O Paulince

Posted on 18 marca 202319 marca 2023 by Ola

Paulinka Trzaska podniosła zmęczony wzrok znad laptopa. Zaczynając pracę w szkole, nie spodziewała się, że przełom maja i czerwca będzie taki ciężki, a tu codziennie wieczorem bolały ją oczy i głowa. Ktoś ostatnio robił jej zdjęcie i kiedy spojrzała na ekraniku na swoje podkrążone oczy, sama się skrzywiła. No cóż, niedługo odpocznie! Wyśpi się, zje bez nerwów, nawet z toalety skorzysta bez patrzenia na zegarek!  

“Mój ty Boże – myślała Paulinka, opierając przez chwilę głowę na dłoniach i wpatrując się w pięknie zielony kasztanowiec rosnący przed kamienicą – nie mogę narzekać. Jeszcze zebranie, rada, chyba nawet kilka, jeszcze wycieczka, byle tylko nic się nie stało i już. Dobrniemy do wyczekiwanych wakacji. Nie ma co się denerwować. Każdy jest zmęczony. Jeszcze tylko jedno sprawozdanie i też idę spać!”.  

Spała już jej córka, mała Magdalenka, spał z słuchawkami na uszach jej mąż, Damian. Paulina zapatrzyła się na nich z czułością, z ogromem miłości i z westchnieniem wróciła do otwartych plików w komputerze. Jeszcze chwilę. Zaraz skończy i też idzie spać! 

Obudziła się w środku nocy, zdrętwiała, obolała i zdziwiona. Zasnęła przy pracy! Czy coś się skasowało? Uff, na szczęście, nie. Pozamykała wszystkie pliki i tak jak stała, tak położyła się spać dalej. Nie miała siły przebrać się w piżamę. Jutro. Wstanie wcześniej i wszystko zrobi jutro… Po chwili chrapała równie mocno, co córka i mąż. 

I po równie, wydawałoby się, krótkiej chwili córka i mąż ją obudzili. Słońce świeciło już raźno, w kuchni słychać było krzątającą się teściową, grało radio, a nad głową Paulinki raz po raz pokazywała się rozczochrana główka jej córci. Rozchichotana, jakby udało się zrobić mamie dobry dowcip. 

– Mama! Mama! Wśtań, mama, wśtawaj! – chichotało dziewczątko. 

Spłoszona Paulina, jęcząc z bólu, złapała się za głowę i spojrzała na zegarek. Matko! Zostało jej pół godziny czasu! A ona musi się umyć, przebrać, przekazać teściowej przygotowaną Magdusię… Do tego ta boląca głowa! To jakiś koszmar! 

– Paulinka, kochanie, no wstawaj – rozległ się rześki głos jej męża. Damian wciągał skarpetki i dopijał swoją kawę. – Tak słodko spałaś, że nie chciałem cię budzić szybciej. No ale teraz to już musisz się pospieszyć, kochanie, jeszcze Magdę musisz ubrać, prawda? Ech, kobiety, wy to zawsze takie nieogarnięte. No nie śpij, już, nie śpij, wstawaj, ja lecę, pa!  

Słodka Paulinka po raz pierwszy w życiu miała ochotę kogoś zamordować.  

 

Szkolny korytarz wypełniał zwykły codzienny hałas. Kto mógł, szukał schronienia w bibliotece, w szatni lub w zakamarkach korytarzy a szczęśliwcy mogli zamknąć się w spokojnych salach lekcyjnych. Paulinka chciała stanowczo wyprosić swoją klasę z sali na korytarz, żeby też mogła odpocząć w chwili ciszy, ale jak spojrzała w proszące oczy dzieci, które nie chciały wyjść, zgodziła się. Wzięła tylko jeszcze jeden apap i popiła kawą. I mocno postanowiła, że dziś nie siada do dokumentów. Dziś MUSI odpocząć. Pójdzie z Magdą do lasu, może nawet kupi po drodze coś gotowego na obiad? Teściowa wprawdzie nie lubi, będzie trochę kręcić nosem, ale trudno, raz można. Damianek też nie lubi, zawsze powtarza, że nic mu tak nie smakuje jak to, co ona sama zrobi.  

Poradzą sobie ten jeden raz.  

Tak zrobię – postanowiła twardo Paula i nawet prawie jej się to udało. 

Prawie… 

Wychodząc ze szkoły, zobaczyła, że przed bramą stoi mama Damianka, ze swoją wnuczką w wózeczku i wesoło do niej macha.  

– Paulinko, kochanie, zobacz, przyszłyśmy po ciebie! Pójdziemy razem na spacerek! – szczebiotała teściowa. – Magdusiu, zobacz, mama jest! Pomachaj mamie! Pójdziemy razem na ryneczek, tam dziś widziałam pierwsze truskaweczki, kupimy Magdusi, i kupimy ziemniaczki na obiadek, tak Madziu? O, jak się cieszy dziecko! Paulinka, kochanie, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, pójdziemy sobie razem, kupimy coś na obiadek, Magdusia tak lubi na rynku wszystko oglądać, plawda, bobaśku? Plawda? 

Paula pomyślała, że chyba gdzieś kiedyś zrobiła komuś coś złego. I teraz, dzisiaj, los się mści. Sięgnęła po jeszcze jeden apap i uśmiechnęła się do córci. 

– To chodź, bobasku, idziemy na rynek. Pokażesz mi truskawki, dobrze? I kupimy zdrowe brokuły. Ugotujemy na obiadek, kochanie. Mamo, miałaś wspaniały pomysł. Ja miałam inny, ale… Tak będzie lepiej. Zdrowiej. 

– A zdrowiej, na pewno! Teraz najlepsze warzywka! I jaja dziś będą od Sułkowskich, to też weźmiemy. 

– Tak…  

Paulinka przez chwilę miała wrażenie, że jeśli natychmiast nie poprosi teściowej o chwilę ciszy, to wybuchnie. Droga do domu zawsze była jej chwilą ciszy i odpoczynku między pracą a domem. W tym pechowym dniu nawet to zostało jej odebrane. Czy ja coś robię źle? – przemknęło jej przez myśl.  

I zaraz sobie odpowiedziała, sama, swoim paulinkowym sposobem. Że źle robi, że nie docenia tego, co ma. Li i jedynie. Zaraz trochę sił odzyska. Zaraz trochę znajdzie. Gdyby tylko mogła się skupić, to zaraz przypomniałaby sobie, jakie ma wspaniałe życie i jak jej dobrze! 

– O, dzień dobry, Paulinko – usłyszała nagle. Poczuła, jak teściowa wbija jej łokieć w bok, szepcząc przejęta, że to sama pani Halska idzie! 

Tak, z naprzeciwka szła Zosia, wracała już z rynku z zakupami, niosła nawet w siatce jaja, pachniało też z daleka truskawkami. Obok dreptali Sławek i Julcia i też grzecznie mówili: – Dzień dobry! Dzień dobrrrry! Dzień dobry, proszę pani i proszę pani! A to chłopiec czy dziewczynka?  

– O dzień dobry, pani Zosiu, dawno pani nie widziałam! A jak mama się czuje? Dobrze wszystko? No to kamień z serca, bo to taka dobra kobieta jest!  

– Dzień dobry – obudziła się w końcu Paulinka. – To jest dziewczynka, moja córka Magda. Magdusia, powiesz: cześć?  

Magdusia ochoczo pomachała rączką z wózeczka. Roześmiała się do dzieci i coś zagulgotała. Paulinka natychmiast poczuła wyrzuty sumienia, że tak mało wychodzi z córeczką do innych dzieci, a jej ewidentnie tego brakuje! Musi znaleźć chwilę czasu, żeby z Magdą pochodzić na plac zabaw, może do koleżanek… Nagle przerwała kolejne tego dnia wyrzuty sumienia i zaczęła się przysłuchiwać rozmowie. Zosia coś o niej mówiła! 

– Tak, stanowczo nasza Paulina jest jedną z lepszych nauczycielek w szkole. Muszę pani pogratulować synowej, naprawdę.  

Synowa stwierdziła, że chyba śni na jawie. Coś ze zmęczenia jej się pomieszało w głowie. Zwidy ma! Głosy słyszy! 

– Ale co to tam, młoda ona jeszcze, co to tam na razie za praca! – żachnęła się teściowa. – Mój Damianek tyle pracuje, utrzymałby rodzinę, dziecko miałoby matkę w domu… 

– Pani Trzaska, mówi pani, jakby to nie był dwudziesty pierwszy wiek! Zresztą, powiem pani krótko, bo truskawki mi się zagotują w tym słońcu – bez Pauliny nasza szkoła dużo by straciła. Tyle energii, ile ma ta dziewczyna, tyle pomysłów, tyle uśmiechu, to nikt inny nie ma. Muszę lecieć. Do widzenia! 

Dzieciaki też jeszcze sobie pomachały i rodzina Halskich odeszła w stronę parkingu, a Paulinka Trzaska z zamyśloną teściową i wózkiem ruszyły dalej w stronę rynku.  

Niby nic się nie wydarzyło… Ale Paula, kiedy już wróciły i kiedy wrócił też jej mąż i razem usiedli do obiadu, z najwyższym zdumieniem usłyszała: 

– No, Damianek, to ty pamiętaj, ja posprzątam i idę do sąsiadki, pogadać musimy, a ty po obiedzie córką się zajmij. No co się tak patrzysz? Paulinka do pracy musi usiąść. Do lekcji się przygotować!  

Paulinka po raz drugi tego dnia pomyślała, że chyba śni.  

Damianek wyglądał, jakby myślał tak samo. 

Tylko Magdusia zadowolona zajadała ziemniaczki z jajami od Sułkowskich, czekała na obiecany deser z truskawek i nawet nie wiedziała, jaka na jej oczach dokonuje się właśnie rewolucja…  

Teściowa, Józefina Trzaska, zapukała do drzwi sąsiadki w kamieniczce obok. Niebieska, najniższa kamienica po tej stronie ulicy, mieściła tylko jedno mieszkanie, co dawało miłe poczucie, że są prawie jak w samodzielnym domku. Nie rozumiała, czemu Damian i Paula uparli się budować osobny dom. W ogóle miała wrażenie, że kiedyś świat był prostszy, a teraz to każdy wymyśla, szuka czegoś, buntuje się, udowadnia… A najprościej się przecież po prostu pogodzić, że życie jest, jakie jest. Nie każdy ma siły do życia po swojemu, jak starsza pani Halska. A może nie każdy ma tyle odwagi? Czy ona miała? Czy w ogóle próbowała?! Życie jest jakie jest… Ale Paulinka jednak próbuje łączyć i pracę, i dom i okazuje się, że… dobrze jej to idzie. Ale po co jej to? 

– Józefcia! To ty? Chodź, no chodź! – usłyszała wołającą z okna sąsiadkę, Małgorzatę. – Właśnie kawę zrobiłam, mam drożdżóweczki, te dobre!  

Józefcia pchnęła ciężkie drewniane drzwi i rzeczywiście poczuła zapach najlepszych drożdżówek, tych z “Bezika”. W całych Miłczycach nikt już nie piekł drożdżowego ciasta, w cukierni było najlepsze i już.  

– No chodź, chodź – poganiała ją sąsiadka, jakby nie miały do dyspozycji całego czasu popołudniowego dnia. Słońce schowało się już za murami budynków po drugiej stronie ulicy, w saloniku panował przyjemny chłodek. Na parapecie u Małgosi ustawione ciasno stały doniczki z fiołkami, za oknem leciutko falowały liście kasztanowca. Obok okna ustawiona była szafka, na półkach stały kryształowe wazony, pięknie błyszczące, parę książek i dużo zdjęć, z których uśmiechały się szczerbate dzieci z różnych lat. Na jednym ze zdjęć znalazła się nawet młoda Józefina, ze swoim malutkim, pucułowatym Damiankiem. Nic dziwnego. Ich mężowie byli braćmi. Z czasem okazało się, że właściwie mocniejsze więzy łączą ich żony niż burkliwych braci. Obydwoje zdawali się świetnie odnajdywać w roli pracujących cicho i sprawnie mężów, którymi żona troskliwie się opiekuje. Józefina i Małgorzata, spowinacone dzięki małżeństwu i noszące wspólne nazwisko Trzaska, wspólnie przejęły tę opiekę i cieszyły się, że ich mężowie nie piją. Nic więcej od nich nie wymagały. Jeśli coś miało być naprawione, naprawili. Jak trzeba było dzieciakowi do rozumu przemówić, to przemówili, często wystarczyło postraszyć, że “ojciec się dowie”. Zmarli zgodnie rok po roku, obaj na serce. 

– Józia, co tak dzisiaj w te zdjęcia patrzysz, co? – Małgosia popijała kawę, podjadała drożdżówkę i dziergała coś na drutach jednocześnie. Nie umiała usiedzieć bez czegoś w rękach. Jak Józefcia. –   Chodź, siadaj. Słyszałaś, że jutro ma być w promocja na kurczaki? Wezmę dwa, dla was też, chcecie? Usmażycie sobie.  

– Weź, weź. Usmażymy. 

– I do tego mizeria… Dobry obiadek będzie. No siadaj, kawa ci wystygnie. Co ty dzisiaj taka jakaś? Stało się co? A gdzie masz Magdusię? Zostawiłam dla niej kawałek kruszonki! 

– Magdusia z tatą dziś została. 

– Czyim tatą? 

– No czyim, czyim. Swoim, a czyim! 

– Z Damiankiem? 

– No a z kim?! Z Damiankiem! A co, nie poradzi sobie? To jego dziecko! 

– No jego, jego.  

Przez chwilę słychać było tylko skrzypienie poruszających się z włóczką drutów. W końcu Józefa zostawiła zdjęcia, podeszła do stolika z kawą i usiadła ciężko w fotelu. Westchnęła.  

– Zmęczona jesteś? Może coś cię boli? – zaniepokoiła się Małgosia. 

– Boli, od razu, że boli. Nic mnie nie boli. Zastanawiam się tylko. 

– Ale po co?!  

Małgosia w końcu odłożyła druty. Coś się z Józefą działo dziwnego. 

– Józefcia, może ja ci lepiej ziółek zaparzę, zostaw te kawę. Masz, zjedz sobie, nałożę ci kawałek ciasta… 

– Małgosia, zostaw ty mnie w spokoju, żadnych ziółek nie potrzebuję. Jeszcze nie jestem aż taka stara! Jeszcze potańczyć bym mogła! No co się tak patrzysz? Siedzimy tu, jakbyśmy ze sto lat już miały, a na świecie kobiety w naszym wieku się rozwijają, na uniwersytet trzeciego wieku chodzą! A my tak kawki, kurczaki, wnuki… 

– No, a jak mamy? – spytała oszołomiona Małgosia. 

– Ech, nie wiem sama. Już nie wiem czasami, kto lepiej żyje, my kiedyś, czy oni teraz, ci młodzi… Świat się zmienia. Ty nie chcesz czasem coś zmienić? 

– No, wiesz, widziałam ostatnio takie ładne kolory farb, Andzia remont robiła u siebie! Ładnie jej wyszło! Może ty masz rację? Trzeba by coś zmienić? I firanki nowe bym obszyła, te już stare są. Taki ładny materiał widziałam w pasmanterii! 

Józefina Trzaska przez chwilę nic nie mówiła. Potem sięgnęła po kawę, upiła łyk i się skrzywiła. 

– Ładny materiał, mówisz? Ale biały? Bo wiesz, ja nie lubię kolorowych firanek… I zrób mi nową kawę. Ta wystygła. Na żołądku mi zostanie. I jaki ten remont u Andzi? 

Uspokojona Małgosia opowiadała dalej. Przypominała sobie jak najwięcej szczegółów z remontu. Miała cichą nadzieję, że w ten sposób Józefina zapomni o swojej rewolucyjnej wizji nauki tańców. Boże, w ich wieku! Dajcie spokój! Na ortopedii bym się to wszystko skończyło! 

Nawigacja wpisu

← Opowieści rodzinne. Wiosna – część 4
Rozmyślania o depresji dzieci i młodzieży →

1 thought on “Opowieści rodzinne. Prawie lato – część 5. O Paulince”

  1. Hanna pisze:
    19 marca 2023 o 22:03

    No teściowa jest na dobrej drodze do zrozumienia jaką ma kochaną mądrą i zaradną synową Przecież ta Paulinka się rozchoruje z przepracowania Olu pięknie napisałaś chętnie czekam na ciąg dalszy

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i książki

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 4

12 marca 2023
życie i ...

Przepis na kotleciki

23 września 2021
życie i książki

1000 powodów, dla których warto czytać dziecku

16 stycznia 2022
życie i książki

Przedwiośnie – część 2

26 lutego 2022
życie i książki

Opowieści rodzinne. Prawie lato – część 6. Urodziny Hani

27 kwietnia 2023
życie i książki

 Co przynosi Gwiazdor pod choinkę? Książki!  

11 grudnia 2022
życie i ...

O dziecku, co jest mądrzejsze od mamy

28 września 2021
życie i książki

Mój brat Feliks

12 maja 2024
życie i problemy

Trochę o ogrodach

6 września 2025
życie i książki

Lek na całe zło świata? Phi, wiadomo. Książki.

25 września 2021

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme