Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
czytamy dzieciom - kadr z filmu "Niekończąca się opowieść"

Czytamy dzieciom – część 3

Posted on 24 lipca 202224 lipca 2022 by Ola

Czytamy dzieciom - bo warto. Pamiętacie 1000 powodów, dla których warto czytać dziecku? Dziś kolejne polecajki!

Poznajecie, z jakiego cudnego filmu pochodzi zdjęcie powyżej? Mój rocznik pewnie tak, za naszych czasów filmów w kinach było jeszcze mniej niż dziś spokojnych dni, więc raczej wszystkie się pamięta. Na mnie „Niekończąca się opowieść” wywołała niesamowite wrażenie i kocham do dziś zarówno film, jak i książkę. I wcale mi nie przeszkadza, że już kiedyś o tym pisałam, bo to pewnie też nie ostatni raz. Czy ja polecam „Niekończącą się opowieść”? TAK!

kadr z filmu "Niekończąca się opowieść" - Bastian zatopiony w książce

Ale polecam też parę innych fajnych książek dla dzieci, sprawdzonych oczywiście nie tylko przez mnie, ale i przez inne dostępne mi okoliczne dzieci. Łapcie więc, wykorzystajcie nasze poświęcenie w szukaniu ciekawych pozycji i piszcie, jeżeli coś też znacie i też lubicie, i piszcie, co wasze okoliczne dzieci polecają!

1. „Bułeczka ratuje świat”, Sara Ohlsson, Lisen Adbage, Wydawnictwo Dwie Siostry

czytamy dzieciom - okładka książki "Bułeczka"

Pierwsza książka, którą musiałam Piotrusiowi przeczytać w całości od razu (stron, pisanych dość dużym drukiem, jest 86), tak go wciągnęło. Pisana bardzo przejrzyście, nawet, kiedy porusza takie problemy jak wolność i odpowiedzialność, ekologia czy, uwaga, śmierć. Kiedy czytaliśmy drugi raz, Piotrek miał już swoją serię pytań, co chwilę przerywał i doszliśmy do strony zaledwie 10, ale za to rozmowy trwały chyba z godzinę. A co to jest, a co tamto znaczy, a czemu Bułeczka powiedziała tak, a czemu inaczej… - i niech mnie dundel świśnie, jeśli nie o to chodzi w czytaniu, prawda? Bułeczka jest dosyć pyskatą sześciolatką, która uwielbia wakacje, bo wtedy można robić, co się chce i nikt nie może ci rozkazywać. Wiecie, nie to co w szkole. Swoje ukochane wakacje spędza z babcią i chłopakiem babci, który jest ornitologiem. Książeczka jest naprawdę zabawna, mądra, skłania do przemyśleń ale i po prostu gwarantuje dobrą rozrywkę. Piotrek daje szóstkę!

2. „Nudzę się”, Michael Ian Black, nasza Księgarnia

czytamy dzieciom - okładka książki "Nudzę się"

Czerwcowy hit w mojej byłej zerówce. Śmiech i nauka razem – może być lepsze połączenie? To książeczka typu Świnka Malinka i Słoń Leon – mało tekstu, duże, raczej proste ilustracje. Proste, ale wymowne i poruszające wyobraźnię. Idealna do nauki czytania, bo tekst łatwo zapamiętać i rozpoznawać wyrazy całościowo. Miałam wrażenie, że pod koniec czerwca prawie każde dziecko z mojej grupy umiałoby rozpoznać napis „nuda” wśród tysiąca innych. A cała akcja dotyczy tego, że bohaterka z całych sił stara się przekonać zgryźliwego Ziemniaczka, że bycie dzieckiem jest po prostu SUPER!

3. „Czasem się złoszczę. Bajki, które pomagają radzić sobie z emocjami”, Begona Ibarrola, Wyd. Finebooks

okładka książki "Czasem się złoszczę", do tematu rodzice i dzieci i emocje

Autorka tej już trochę poważniejszej książeczki to hiszpańska psycholożka i pedagożka, pisała już bajki, które mówią o byciu szczęśliwym, o życiu wśród innych, o odkrywaniu talentów – ale ja trafiłam na opowiadania, które pomagają w radzeniu sobie ze złością. Opowiadania są pisane w różnym klimacie, raz weselsze, raz smutniejsze, niektóre budzą nawet lekką grozę (Piotrek jak usłyszał, że złość może być jak lew, to się przestraszył), jest więc wybór – co będzie pasować do waszego dziecka. Każda bajka kończy się poradami dla rodziców i wychowawców, co jest przydatną częścią tej książeczki. Moje ulubione opowiadanie to „Odrobina magii”, o elfiku Zadziorku, który jest jeszcze mały i nie rozumie, że czasem musi na coś poczekać. I wtedy strasznie się złości! Mama z tatą idą po radę do doradczyni – najstarszej elfki i ona wysyła ich po czarodziejskie klepsydry. Klepsydry, jedna mniejsza, druga większa, pomagają Zadziorkowi zrozumieć pojęcie czasu i uczą cierpliwości. Bajki fajnie pokazują też, jak ważna jest rola dorosłych w poznawaniu przez dzieci świata emocji. Nie wahają się szukać rady, rozmawiają z dzieckiem, tłumaczą, dają też sobie wytłumaczyć, co robili źle, jak w opowiadaniu „Nie budźcie smoka”. Tam dziewczynka wpada w ataki złości, ponieważ nikt jej nie potrafi wyjaśnić, dlaczego rodzice zajmują się chorym braciszkiem w szpitalu. Kiedy wsłuchamy się w świat dziecięcych pytań i rozterek, może nas uderzyć, jak wiele jeszcze jest przed nimi nauki o świecie. Nam wydaje się, ze wszystko jest takie jasne, takie oczywiste, nie wymagające tłumaczeń – a jednak. Ja lubię im w tej drodze towarzyszyć, choć rozumiem też, że nie zawsze jest to łatwe. Książka „Czasem się złoszczę” to dobry poradnik w takim momencie – kiedy chcemy pomóc, i sobie i dziecku, ale brakuje nam pomysłów.

4. „Słonecznikowa 5”, Anna Cholewińska – Szkolik, Wydawnictwo Wilga

okładka książki "Słonecznikowa 5"

Ostatnia na dziś polecajka to ciepła opowieść o kochającej się rodzinie. Jest mama, tata, troje dzieci (pięcioletnie bliźniaki i malutki braciszek) i dodatkowo piesek, Zadzior. To taka opowieść o życiu trochę jak z marzeń każdego dziecka – rodzice są spokojni i się nie denerwują, każdy problem znajduje rozwiązanie, mama przesyła rano buziaki na powitanie znad patelni, tata bawi się w smoki i rycerzy… Tak, też mam wyrzuty sumienia, jak to czytam… Ale do tego jest dużo humoru, ładne ilustracje Marty Kulesza i Słonecznikowa 5 daje radę.

Wszystkie te książki będą na wiek około pięcioletni-może-trochę-więcej, a gwarantują też dobrą zabawę dorosłemu czytającemu*.

 

*no chyba, że musisz czytać „Nudzę się” po raz pierdyliardowy i jeszcze jeden. Wtedy to już przestaje być dobrą zabawą. Wtedy to staje się niebezpieczną zabawą, po której gotowym można być do bezgłośnego krzyku w poduszkę. Albo głośnego krzyku w innego, Bogu ducha winnego, dorosłego, który pojawi się na horyzoncie!

Mam też coś specjalnego, w promocji i w gratisie. Chciałam wam wszystkim szanownym moim czytelnikom, zaprezentować po raz pierwszy, PREMIEROWO, jeden rozdział z książeczki, którą próbuję sobie pisać. Jak ja się męczę z pisaniem, to wy się pomęczcie z czytaniem, a co!

Jest to opowieść o Lilce, spokojnej i rozważnej dziewczynce. Lilka właśnie jest po pierwszym dniu w zerówce. Mam pisać dalej, czy nie mam pisać dalej, jak myślicie?

Rozdział 3. Czy to mysz, czy to nie mysz?

Niebo ozłociło się zachodzącym słońcem. W kolorowych kamieniczkach przy miłczyckim rynku mieszkańcy powoli szykowali się do snu. W kuchni Lilki wszyscy siedzieli jeszcze w przy stole, podjadali kanapki przyszykowane przez mamę i opowiadali sobie przeżycia z całego dnia. Oczywiście najwięcej opowiadała Lilka. Z wypiekami na twarzy wymieniała przygody z pierwszego zerówkowego dnia. Machała przy tym rękami, ciągle wstawała i była bardzo zaaferowana.

– Jak się wszyscy przedstawiliśmy, to pani zrobiła taką śmieszną zabawę. Trzeba się było przywitać, ale nie ręką tylko nogami na przykład, albo łokciami – Lilka wstała i pokazywała po kolei, czym się „żabki” w grupie witały. Mama w ostatniej chwili chwyciła kubek z herbatą, potrąconą łokciem.

– Pupami też? – spytała.

– Też! – Lilka zachichotała. – Wszyscy się śmiali. To było super śmieszne. Potem pani wszystko pokazywała, jakie mamy zabawki, klocki, co gdzie trzeba układać. Ja oglądałam książeczki w kąciku czytelniczym.

Rodzice pokiwali głowami. Lila uwielbiała, kiedy czytali jej bajki i opowieści.

– Nikt nie płakał? – spytał tata.

– Nie, nikt. Jak ktoś się robił smutny, to pani zawsze go rozbawiła, a potem było już drugie śniadanie i już, do domu! I minął dzień!

– Wcale nie powiem „a nie mówiłem”, że nie ma się co bać – tata sięgnął po kolejną kanapkę i z pełną buzią powtórzył – wcale a wcale nie powiem, mniam, pycha, kochanie!

– Jesteś gotowa na jutrzejszy dzień? – spytała mama.

– Jeszcze troszkę się boję – przyznała dziewczynka – ale mam rysunek taty. Jak się boję, to na niego patrzę i jest mi lepiej. Dzięki, tato.

– Dobra, koniec na dziś. Czas spać – zarządziła mama. – Lila sprząta kuchnię a tata idzie się myć, ubierze piżamkę w biedroneczki i idzie spać, może być? – Mama zmrużyła oczy, zrobiła śmieszną minę, postukała się w nos i dodała – czy może jednak na odwrót?

Kiedy wykąpana Lilka leżała już w swoim łóżku, przypomniała sobie pewne dzisiejsze wydarzenie. Nie opowiadała tego nikomu, bo nie była pewna, czy sobie całej sytuacji nie wyobraziła, ale przydarzyło jej się jeszcze coś.

Kiedy przeglądała książeczki w kąciku sali, znów zobaczyła grzeczną czerwoną kudłatą myszkę. Jedna z klepek w drewnianym parkiecie była luźna i myszka znalazła drogę, by przejść z korytarza.

Tak przynajmniej Lilka pomyślała na początku.

Potem wszystko się zmieniło.

Kiedy ośmielona spokojem Lilki „myszka” podeszła bliżej, okazało się, że ma nie łapki, a ręce i nogi! Okazało się, że nie ma futerka, a szare kudłate coś było włosami, które dawno nie widziały grzebienia, zmierzwioną brodą sięgającą pasa i krzaczastymi brwiami! Zza tej masy splątanych włosów wyglądały bystre czarne oczy i wystawał pokaźny nos. Musiały być też w tej gęstwinie usta, bo Lila usłyszała niski, zachrypnięty głos:

– Ty mnie naprawdę widzisz, dziołcho?

– A czy „dziołcha” to coś obraźliwego? – upewniła się najpierw Lila. Nie zamierzała wchodzić w rozmowę z żadnym gburem, niezależnie od jego wzrostu. O, nie.

– A skąd! – parsknął stworek. – To tylko taka jak ty, ludzka dziewczynka. No, dziołcha.

– To dobrze. Więc tak, widzę cię. I myślałam, że jesteś myszką. Pomyliłam się. Kim jesteś?

– Mysza! A to dobre! – stworek klepnął się po kolanach i zarechotał. – To raczej ja mogę się teraz obrazić! Myszy żyją w ciasnych, ciemnych norkach, wszystkiego się boją i ciągle piszczą. Nie to co dzielne krasnoludy!

– Więc jesteś… krasnoludem? – dopytała uważnie Lilka.

– Tak! Właśnie! – stworek wypiął brzuch, potrząsnął brodą, aż posypały się z niej jakieś okruszki i jeszcze bardziej zachrypniętym głosem oznajmił: – A nazywam się, ekhm, no… Król. Tak.

Spod oka podpatrywał na dziewczynkę, która oparła brodę na dłoni i mierzyła go wzrokiem.

– Wiesz – powiedziała spokojnie, bo o dziwo nic a nic się nie bała – nie wydaje mi się, żebyś był krasnoludem. I to Królem. Tak jak ja nie jestem Królową Elfów, ani nawet zwykłym elfem.

– A skąd niby to wiesz? – dzielny krasnolud już nie wypinał brzucha.  – Hę?!

– Mój tata robi ilustracje do książek dla dzieci. Często opowiada mi o tym, co rysuje i o krasnoludach z książek też mi opowiadał. O ich Królu też. Król krasnoludów był dużo większy, prawie taki jak ja, był bardzo groźny, nosił broń i walczył. I nigdy nie kłamał *.  Ty jesteś malutki jak myszka, nic a nic się ciebie nie boję i chyba lubisz zmyślać. Jestem KRASNOLUDKIEM, prawda? Zgadza się?

– Ech, te dzieciaki teraz takie mądre się porobiły. To pewnie przez te kumputery i internety. Tak, jestem krasnoludkiem…

– To o wiele lepiej, wiesz? – Lilka się uśmiechnęła – Bo z krasnoludkiem mogę się zaprzyjaźnić.

– Zaprzyjaźnić! – zakrzyknął mały kłamczuszek. – To ci dopiero! A jak zamienię cię w żabę? Albo zjem ci twoje śniadanie? – przy tych słowach podejrzanie zaburczało mu w brzuchu.

– To nie krasnoludki zamieniają ludzi w żaby, tylko czarownice. A śniadaniem się z tobą podzielę. I wiesz, jutro przyniosę grzebień. Uczeszę cię w śliczne warkoczyki, dobrze?

-Argh! – wrzasnął dziko krasnoludek. – Grzebień! Warkoczyki, na mą brodę, to wariactwo! Czy ja jestem jakaś, jakaś… lalka Barbie?! A fuj!

– A mój tata zawsze rysuje krasnoludy uczesane w warkoczyki, nawet na brodzie. Nie musisz się tak denerwować.

– Tak? Nawet na… O rany. Na mą brodę, nie, w życiu! Nigdy! Warkoczyki, tfu! Twój tata rysuje mówisz… krasnoludom… No dobra, jak już tak bardzo nalegasz, to przynieś ten grzebień. Niech ci będzie, tylko już nie krzycz.

– To ty krzyczysz! – Lilka zachichotała. – Polubiłam cię, wiesz? Jestem Lilka. A ty? Jak nazywasz się tak naprawdę?

– Jestem Henio Pryk – Pruk, dziołcho Lilko. Witaj w mojej szkole.

– Witaj, Heniu – podali sobie ręce, jedną dużą, ludzką, drugą malutką, ewidentnie czymś umorusaną.

– Lilka! – rozległo się wołanie pani. – Chodź, zapraszam cię na dywan! Ułóż książeczki i chodź, dobrze?

– Dobrze! – zawołała dziewczynka i spojrzała z przestrachem, czy krasnoludek będzie gotów przedstawić się wszystkim dzieciom, ale kiedy spojrzała na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał Henio, nikogo tam nie było. Tylko klepka podłogowa leciutko się chwiała.

Dlatego teraz, leżąc w łóżku, Lila nie była pewna, czy przypadkiem nie zasnęła w zerówkowym kąciku przy książeczkach i czy jej się to wszystko nie przyśniło… Długo nie mogła się zastanawiać, bo zmęczona emocjonującym dniem, zasnęła w pół myśli.

* Lilka ma na myśli Króla Krasnoludów o imieniu Thorin z książki pod tytułem „Hobbit, Tam i z powrotem”, autorstwa pana J. R.R. Tolkiena. Lilka zna tę historię, bo tata jej czytał, może spodobałaby się i Tobie?.

Nawigacja wpisu

← Wakacje #2. Książki!
Czas. →

2 thoughts on “Czytamy dzieciom – część 3”

  1. hanna pisze:
    25 lipca 2022 o 05:27

    Olu pisz pisz pisz dalej napewno najlepszym recenzentem będą dzieci ale mi też się mega podoba z przyjemnością i ciekawością czytałam gratuluję Ci bardzo i pisz dalej masz tą iskrę w sobie ❤️ Piotruś jest twoim natchnieniem te jego pytania przemyślenia super chłopak Maja napewno też jest dobrą recenzentką i twoją pomocą fajna z was rodzinka

    Odpowiedz
  2. hanna pisze:
    25 lipca 2022 o 05:29

    Cieszę się że dałaś próbkę swojej twórczości jestem z ciebie bardzo dumna❤️

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Kolory, gdzie kolory?! Tam gdzie je sobie sami wyd Kolory, gdzie kolory?!
Tam gdzie je sobie sami wydrzemy i wydziergamy. Albo wyczytamy, u mnie ostatnio dużo powieści i kryminałów.
Anna Kańtoch, na przykład, Łaska - kryminał z pokojem nauczycielskim w tle, od razu bardziej znajomo się człowiek czuje:) 

A z drugiej strony Niewidzialne miasta Calvino. Podczytuję w pociągach i od razu robi się mniej realnie... I tak jest dobrze. 

Mniej realności to dobre hasło na luty.

#gdziespomiedzy 
#pierdolićzimę
Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko t Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko trafić mi na coś naprawdę ciekawego... Dlatego na opowieść Małgosi Cudak rzuciłam się już w sprzedaży przedpremierowej, szaleństwo, ale tak - tęskniłam za dobrą książką z zakresu literatury dziecięcej.
I moja wiedźmowa intuicja dobrze mi podpowiedziała... Posłuchajcie:
Jest tu rodzeństwo, Małgosia i Jaś, jest ich zapracowany tata któremu brakuje czasu, i mama co czuje się ściśnięta w życiu jak w przyciasnym fartuszku. 
I jest splot wydarzeń, który sprawia, że dzieci trafiają do chatki Baby Jagi w środku lasu.

"Jesteście w samą porę, najwyższy czas. Jeszcze trochę, a byłoby za późno". 

Na szczęście nie jest. Wszak zegar pokazuje, że mamy jeszcze chwilę do końca bajki. Małgosia, Janek i Babcia razem czarują: sprzątają, piorą wielkie pantalony (i wielkie koszule, takie co pomieszczą marzenia), robią ciastka, rozpalają piec, rozmawiają, tik-tak, tik-tak, zegar tyka spokojnie, "nic nie gubi się, nie znika, lecz wzajemnie się przenika". Dzieci uczą się, a raczej przypominają sobie i całej rodzinie, co jest najważniejsze.

A wiecie co Babcia trzyma w szafie? 
Ja wiem:)))

I taką bajkę naprawdę polecam. Tak jak wcześniej Latający dom i inne bajki czy Małą księgę mieszkańców puszczy tej samej autorki. Po prostu dobre, taka literatura piękna w zakresie dziecięcym...

Polecany wiek: 5+ (Małgosia ma tu 7 lat, Jaś 5)
_______________________
Na zegarze wpół do bajki
Małgorzata Cudak
Ilustracje: Agnieszka Pradelok
Wyd. Na Stronie Bajki
_______________________
#gdziespomiedzy
#nastroniebajki
#nazegarzewpółdobajki
#małgorzatacudak #agnieszkapradelok
Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. 
Ależ wierutne to bzdury! 

Anna Świrszczynska i zbiór wierszy wybranych w tomiku "Jestem gotowa" i czytanych przeze mnie właśnie na ocalenie. Parę podrzucę, podzielę się kołem ratunkowym:)

"Nie trzeba jej pocieszać
nie wolno się litować" - pisał gdzieś Różewicz. Racja. Nie o pocieszenie tu wszak idzie, nie o litość. To o nazwanie chodzi. O właściwe słowo układające świat. 

Więc dziś - świat Anny Świrszczynskiej. Ten jego fragment, który nie upiększa rzeczywistości. 

Jak żyć bez upiększania? 
- Szeroko i bezbrzeżnie.
__________________
Jestem gotowa
Anna Świrszczynska, wybór wierszy: Barbara Gruszka-Zych
Państwowy Instytut Wydawniczy
______________________

#gdziespomiedzy
#annaświrszczyńska
#państwowyinstytutwydawniczy
Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinow Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinowa musi być, a jak. 
Fizyka smutku - błyskotliwa, przyznaję, bardzo. Intrygujący tytuł, nieoczywisty bohater - co potrafi wchodzić we wspomnienia i emocje innych ludzi, ba, innych istot ("Pamiętam, że umarłem jako nagi ślimak, krzew dzikiej róży, czerwcowa chmura"...), reinterpretacja mitu o Minotaurze, kapsuła czasu, co jeszcze... 
Dużo takich błyskotliwych pomysłów. Celnych zdań, spostrzeżeń. Książka - błyskotka. 
Można się pobawić. 
Tylko czuję, że jutro o niej zapomnę, ot, właśnie.

Może jakby moja fizyka smutku - czy raczej geografia, historia smutku - obejmowała te same tereny co u Gospodinowa - to wzięłabym tę powieść bardziej do siebie. Ale we mnie nie ma nostalgii za minionymi czasami. 

"Schron przeciwczasowy" był lepszy! Można się pokłócić, i tak nie zmienię zdania;)
_________________________
Fizyka smutku
Georgi Gospodinow
Przekład: Magdalena Pytlak
Wyd. Literackie
__________________________
#gdziespomiedzy #fizykasmutku #georgigospodinow #wydawnictwoliterackie
Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż inneg Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż innego nie ma świata! 
A jak nie ma, to zostaje się wypisać. Więc piszę: 

Zanikanie w byciu - to nie moje kroki nie mój uśmiech 
Wydaję sobie resztę z wszelkiej pewności i zostaje:
Coś co napiszę parę razy zapalę 
To już 

***

Mierzę się z księżycem na obojętność spojrzeń i przegrywam, więc 
jednak jeszcze jestem 

#gdziespomiedzy

#bazgrzęwięcjestem
A może właśnie tak: "Pięknie byłoby objąć noc j A może właśnie tak: 

"Pięknie byłoby objąć noc 
jak odnalezionego syna
i dowiedzieć się 
o co Cézanne pytał jabłek 

I zrozumieć któregoś deszczowego dnia
że prosta to punkt wydłużony dlatego 
by dosięgnąć serca własnego"

Jan Skácel 

Może właśnie tak... A my wszyscy biegamy zygzakiem. 

Wiersze Skacela znam dzięki @toznaczy_poezja - dziękuję za podzielenie się! Takie one miękkie, nienachalne - i oczywiście smutne - wiadomo. 

#gdziespomiedzy
#janskacel
Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Ep Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Epepe leżało sobie na ladzie. Jak już tak leżało to wzięłam, raczej z myślą: no ciekawe, o co właściwie tyle hałasu...
I przeczytałam prawie jednym tchem. 

Budai, bohater powieści, to racjonalny człowiek z analitycznym umysłem, wydawałoby się, że zrozumie spokojnie każdą sytuację, zawsze znajdzie wyjście. Ale tak się nie dzieje. Kiedy trafia do tajemniczego miasta, w którym z nikim nie może się porozumieć, wpada tylko w coraz większą bezradność. 
Czy to bezradność wobec totalitaryzmu? Czy można odczuć niepokój bohatera także w dzisiejszych czasach? Książka wszak z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy to może dystopia? Pewnie tak, tak i tak.
Ale dla mnie to jedna z bardziej uniwersalnych opowieści o ludzkiej samotności. O poszukiwaniu drogi do drugiego człowieka. 

Czyli egzystencjalne smęty? Też tak! Najlepsze:) Mam wrażenie, że gdybym postawiła Epepe obok Zbyt głośnej samotności, to te dwie książki zaczęłyby ze sobą gadać. A przynajmniej na siebie zerkać z ukosa. Ej, ty też tak?? No, nawet nie mów, ja też... ;)

Ależ to było wyśmienite. Warte polecania wciąż i wciąż! @zokladki - dzięki, robisz kawał dobrej roboty, serio! 
_______________________
Epepe
Ferenc Karinthy
Tłum. Krystyna Pisarska
@wydawnictwoliterackie 
_________________________
#gdziespomiedzy #epepe #ferenckarinthy #wydawnictwoliterackie #innekonstelacje
Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to prz Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to przejść, przegadać, przepalić, przemilczeć, ileż możliwości! Ho ho ho.

Co to w czytaniu ostatnio? Update, choć poplątany: 

Różewicz, Huelle i Juliusz Żuławski - opowiadania. Kiedyś to się pisało, wiadomo!

Święto nieważkości. Morawy - Michał Tabaczyński w serii Sulina, tak jak lubię, miejsce jest pretekstem do opowieści o ludziach. Znacie kogoś takiego jak Jan Skácel? "Proszę mi wybaczyć 
że 
tak zacinam się 
czytając 
te urywki 
z księgi życia dla ociemniałych 
Mam pokaleczony palec i bolą mnie litery". Jan Skácel zapisany do bliższego poznania! 

Kentuki Samanty Schweblin, coś w stylu Black Mirror, dla fanów. Czyli dla mnie tak :)

Jeśli zimową porą podróżny, Italo Calvino - uwielbiam takie staroświeckie czytanie o czytaniu! Czy też pisanie o pisaniu.

Hrabal w nowym wydaniu, z wyd. Stara Szkoła. W nowym tłumaczeniu Mirosława Śmigielskiego Hrabal to wciąż pisarz, do którego chcę wracać.

I niezmiennie zajmuje mnie pytanie - jaki jest sens istnienia tych beznadziejnie brzydkich kul zimowych??? Hm. I czy to pytanie ma drugie dno? 
Tra, la, la, nie ma co wpadać w smutne tony, niepotrzebne istnienia, wszak świąteczny czas! 

Coś polecacie na przetrwanie grudniowo-zimowe?...

____________________
#gdziespomiedzy
Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Mój Instagram

życie i ...

Bajka – przeplatajka

30 listopada 2024
życie i ...

Krótka historyjka o (nie)konsekwentnym wychowaniu.

25 września 2021
życie i ...

W czym posadzimy dzikie łąki?

18 stycznia 2026
życie i ...

Niedoskonałość.

21 października 2023
życie i problemy

W kolorze

12 grudnia 2023
życie i ...

śmierci się wesoło i względnie swobodnie

19 października 2024
życie i książki

Co czytać – moim zdaniem

31 maja 2025
życie i książki

Współpraca – książki dla dzieci

2 lutego 2024
życie i ...

Całkiem nowy synek

26 września 2021
życie i problemy

Dziennik pokładowy

29 stycznia 2022

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme