Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
czerwony tulipan na białej serwetce

Z życia wzięte

Posted on 11 marca 202212 marca 2022 by Ola

Jeszcze w czwartek rano myślałam, że nie mam wpisu na ten tydzień. Co mam marudzić, że wszystko źle, o tym wszyscy wiemy… Nic innego nie przychodziło mi do głowy niż lamentowanie i olaboga. Do czwartku. Co to ja w czwartek odwaliłam, to ja sama nie wierzę… posłuchajcie! Moje anegdotki z życia wzięte.

Idę sobie rano do sklepu, coś kupuję, pierduły jakieś, do kasy zmierzam, a tam pan sąsiad już towar swój wykłada, siateczki przygotowuje, uśmiecham się więc na „dzińdobry” i rozmawiamy sobie:

– A wie pani – zaczyna miło sąsiad – ja to Ukrainkę mam w domu, u siebie, a tak patrzę, że pani nawet do niej podobna!

– O! – ucieszyłam się, odczułam to jako rodzaj solidarności z Ukrainą, w końcu takie wojenne czasy to i odruchy solidarności dziwne – a wie pan, że może to moje wschodnie korzenie? Bo moja prababcia z Białorusi była! Choć wtedy to jeszcze nie była Białoruś – dodaję i zamyślam się lekko nad tymi zawirowaniami historycznymi, nad tym jak granice się zmieniają, żal poczułam, ze Białoruś teraz po tej złej stronie… No w każdym razie myślami byłam przy tej nieszczęsnej Białorusi i Rosji, kiedy słyszę, jak sąsiad mówi:

 – Ale wie pani, ja myślę, że oni wygrają.

– Co? Jak to?! – oburzam się. – Jak zła strona może wygrać, no co pan, nigdy… – Tchu nabieram, chcę mówić dalej, że przecież Rosja wygrać nie może, gdy coś mnie tknęło. Gdybyście to spojrzenie widzieli… Ludzie, ale wtopa! Oddechu już nie nabrałam, tylko cichutko pytam:

– Eee, pan o Ukrainie mówił, prawda? O Boże, przepraszam! Ja myślami przy tej Białorusi nieszczęsnej byłam, myślałam, że pan o Rosji mówi, że wygra! Przepraszam…

Nie wiem, czy pan sąsiad mi uwierzył. Ja sama poczułam się jak szpion radziecki! Wstyd jak smok.

To żeby wątpliwości nie było:

(wrażliwi niech ominą linijkę tekstu, będzie tu brzydkie słowo na p***)

FUCK YOU PUTIN!

 

tulipany i białe szydełkowe serwetki

Druga sytuacja to już po południu. Po pracy, wracam, ba, wchodzę już zmarznięta w próg tego cieplutkiego domu, kiedy dzwoni mąż. Był po wizycie u lekarza i nigdzie nie mógł wykupić recepty, prosił żeby sprawdzić, czy tego leku nie będzie w Gościcinie w aptece. O kurwuniu, jak mi się nie chciało łazić już nigdzie… Ale, jak to mówią, zdrowie najważniejsze… Dzwonię najpierw, lek jest, to idę już, no idę. Myślę sobie, że jak położę ten skarb przed moim drogim mężem, to powiem coś w stylu: „patrzaj, mój drogi, to dowód miłości mej największej! Dla ciebie na ten mróz znów wylazłam! No jak to nie jest miłość, to ja już nie wiem!”. Pełna zachwytu nad sobą idę, kupuję, wracam. Vendi, vidi, vici.

Tylko to nie był widać mój dzień. Znów wszystko poszło nie tak.

Okazało się, że kupiłam zastępnik jakiś, co to nie miał być, i mimo zapewnień pani w aptece, że to to samo, to jednak okazało się, że to nie jest to samo. Los się o tyle nade mną zlitował, że dużo kasy nie wydałam. I tyle z mojej wielkiej miłości…  

Pomożecie? Pomożemy!

Tak sobie myślałam ostatnio, jak to jest z tym naszym pomaganiem. Dlaczego chcemy pomagać, jakie mamy odczucia, i co właściwie w naszym pomaganiu jest egoizmem. I czy to dobrze czy źle – pomagać?

Rzucenie się na pomoc jest z reguły pierwszym odruchem, jaki w nas się budzi na widok czyjejś krzywdy. Oburzenie, gniew, litość – kłębią się w nas odczucia, z którymi musimy sobie poradzić, gdy ktoś obok cierpi. Chcemy się z tym uporać nie tylko dla tego, kto jest skrzywdzony, ale i dla siebie, żeby się lepiej poczuć.

Czy to źle?

Ja tak sobie myślę i rozkminiam, i dochodzę do wniosku, że nie jest to takie złe. To jest NATURALNE. Normalne. Nie jesteśmy tak stworzeni, żeby być obojętnym. Cudzy zły los porusza i nas – to normalne. Bo współczujemy. Normalne jest tak samo, że się boimy, by ten sam zły los nie spotkał nas. Czasem pomagamy, bo to forma zaklinania rzeczywistości – może mi nic nie będzie, jak teraz pomogę tobie… Może mnie ominie nieszczęście…

Normalne jest też, że czujemy się po prostu źle, widząc smutek i cierpienie. Coś zrobimy – i cyk, jest lepiej i nam i komuś.

A wstawienie zdjęcia, że zrobiłam/em to czy tamto, pochwalenie się – czy to cos złego? Absolutnie nie! Jak zrobiliśmy kawał dobrej roboty, to czemu się nie pochwalić? Jesteśmy społecznymi istotami, chcemy poczuć się częścią tej dobrej strony mocy, tej jaśniejszej, chcemy podkreślić, że można coś zrobić dobrego, bo samo zamartwianie się nic nie da. Jak ktoś nie czuje takiej potrzeby, to też w porządku, w końcu nie to jest najważniejsze. Efekt – ktoś otrzymuje to, co potrzebuje, jest ten sam, i o to chodzi. Wytykanie palcami – ty, pa, ta już na fejsie ma zdjęcie ze zbiórki, czy flagę, czy inne serducho niebiesko – żółte – nie wydaje mi się na miejscu. Nie chcesz, nie wstawiaj nic u siebie, ale daj innym decydować bez oceniania. Wszyscy jesteśmy w sytuacji nowej i różne mamy podejścia, dajmy sobie nawzajem miejsce dla siebie. Grunt, że nie jest się ruskim trollem, no nie?

Ja na przykład bardzo doceniam teraz instagramowy profil Make Life Harder. Jak już łzy mi się cisną do oczu, to lecę do nich po śmiech. Śmiech jak zbawienie.

Oczywiście, grunt, żeby robić to wszystko z głową, ale to byłby temat na osobny wpis.

A i tak wiadomo, kto pomaga najlepiej… polski rząd! No przecież! To dzięki polskiemu rządowi nie ma u nas obozów dla uchodźców! *

 

*dla nietajemniczonych – co robi polski rząd to jak tak średnio się orientuję. Wiem, że dużo gada. Pomoc jest na barkach wolontariuszy i organizacji pozarządowych. To jest sytuacja, którą można palcem wytykać – ktoś chce zgarnąć laury za czyjąś ciężką pracę. To jest powód, by się wstydzić.

 

tulipan w wazoniku na tle niebieskiego nieba

Mam jeszcze taki mądry cytat, od Lucy M. Montgomery, z książki „Rilla ze złotego Brzegu” Tam akcja dzieje się w czasie pierwszej wojny światowej, synowie Ani z Zielonego Wzgórza idą walczyć, kobiety zostają ze swoim strachem i ciężarem codziennego życia, kiedy myślami są zupełnie gdzie indziej. I w pewnym momencie jedna z postaci mówi o tym, jak postanawia być bohaterką. Jest w tym coś przejmującego – kiedy bohaterstwem jest zwykłe, codzienne życie ale z uśmiechem i odwagą w sercu, kiedy czasy są mroczne i pełne zła.

Posłuchajcie:

 „Zuzanna przystanęła w pobliżu łóżka Ani i oznajmiła:
– Droga Pani doktorowo, postanowiłam zostać bohaterką.
’Droga Pani doktorowa’ uczuła nagle ochotę do śmiechu, co było bardzo niestosowne z jej strony, gdyż nawet nie śmiała się wówczas, kiedy Rilla zwierzyła się przed nią ze swych bohaterskich postanowień. Co prawda, Rilla była młodą dziewczyną w białej sukience i błyszczących oczach, podczas gdy Zuzanna otulona była w tej chwili w szarą flanelową nocną koszulę, a siwe włosy przewiązane miała czerwoną wełnianą tasiemką (…). Ale właściwie nie było między nimi żadnej wyraźnej różnicy.
– Nie mam zamiaru lamentować, ani narzekać, ani też udawać się o pomoc do Wszechmogącego. Narzekanie i rozpacz nie doprowadzą do niczego. Trzeba wziąć się za bary i wtedy dopiero możemy coś zdziałać. Właśnie ja biorę się za bary. Ci kochani chłopcy poszli na wojnę, a my, kobiety, droga pani doktorowo, musimy znosić to mężnie, musimy podnieść w górę głowy!”

czerwony tulipan na białej serwetce
tulipany i białe szydełkowe serwetki

I uwaga: dzisiejszy wpis sponsorują serwetki, które „kupiłam” w ramach pomocy Ukrainie. I bardzo chętnie się tym pochwalę: ja wpłaciłam co mogłam, a dostałam w zamian te piękne małe arcydzieła. 

Licytowałam też śliczną torebeczkę szydełkową, ale przegrałam, trudno. 

Ale wpadł mi taki pomysł do głowy, że może i ja coś mogę tak zrobić? 

Zwykle udaje mi się upiec coś zjadliwego, bo nie polecam się w kupowaniu leków czy niespodziewanych rozmowach w sklepie; to nie, ale muffinkowe babeczki wychodzą mi zwykle całkiem spoko. Wsparły już festyn jeden czy drugi. Więc moja propozycja brzmi tak:

jeśli ktoś zdecyduje się wesprzeć wybraną ogólnopolską znaną zbiórkę na rzecz Ukrainy, ja w zamian robię bezglutenowe muffinki, czekoladowe lub cytrynowe (bo zawsze wychodzą). Wpłata musiałaby być co najmniej 50 zł, żeby to wszystko miało sens, bezglutowe rzeczy są drogie, co nie? Jak ktokolwiek się zgłosi, to będę myśleć nad szczegółami, typu dowód wpłaty, forma kontaktu i dostarczenia itp. Co myślicie, jest ktoś chętny? Nie trzeba pisać w komentarzu, wystarczy w wiadomości prywatnej, na messenger na przykład. Albo można do mnie po prostu zadzwonić, prawda rodzinko? Bo nie wątpię, że moje wierne fanki w postaci siostry i mamy pójdą w to ze mną! 

muffinki bezglutenowe, z życia wzięte
babeczki czekoladowe, bezglutenowe, z życia wzięte

Nawigacja wpisu

← Parę słów od zapyziałej idealistki.
Przed snem →

2 thoughts on “Z życia wzięte”

  1. Hanna pisze:
    12 marca 2022 o 10:47

    Wchodzę w te muffinki Olu ale za tydzień bo dostanę wtedy pieniądze ok? Bardzo mnie twoje wpisy podnoszą na duchu czekam na nie i czuje to co ty tylko nie umiem tego wyrazić ❤️Serwetki są cudowne mam też piękne po Babci Pelasi mogę dać na aukcję żeby wspomóc potrzebujących ludziTwoje kompozycje serwetek z tulipanami są piękne. Masz rację nie można się załamywać lamentować popadać w niemoc trzeba tak jak piszesz podnieść głowę działać pomagać ten wpis o Zuzannie pasuje jak ulał udostępniam twój blog może ktoś poczuje się silniejszy lepszy…albo się uśmiechnie mam taką nadzieję pa kochanie buziaki

    Odpowiedz
    1. Ola pisze:
      12 marca 2022 o 16:02

      Dzięki Hanuś, jasne że za tydzień będzie ok 🙂 można pokombinować z serwetkami od Babci, też mam parę i nigdy wszystkich nie używam… to może będzie całkiem dobry pomysł! też przesyłam buziaki!!!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Topografia pamięci - trafny tytuł. Ta książka pop Topografia pamięci - trafny tytuł. 
Ta książka poprowadziła mnie po śladach wspomnień Martina Pollacka, ale także po śladach własnych... Poczułam się jak za młodych lat, kiedy w sobotę siadałam w kuchni za stołem i czytałam weekendowy dodatek Gazety Wyborczej, ten z esejami, dyskusjami, fragmentami książek (Lektury nadobowiązkowe Szymborskiej, ktoś pamięta? Kto się przyzna, że też taki stary?). Miałam nawet przez chwilę manię zbierania ciekawszych artykułów, ale na nic to, bo ostatecznie myszy wszystko przeżarły. 
Podobne odczucia towarzyszyły mi przy tej książce - ktoś mądry chce się podzielić z czytelnikiem swoimi przemyśleniami o historii, chce budzić sumienie, chce ostrzec - tylko ja już nie mam tej wiary, że to coś da. Że świat słucha. 
Cóż, myszy się za to cieszą z kolejnej porcji makulatury... 
Ale zostawiam wpis o Topografii pamięci - mimo wszystko - czytajmy! Nie zapominajmy. 

"Co to takiego, co każe tym ludziom sznurować usta? Strach? Przed czym? Przed mordercami i ich następcami? Dlaczego miano by się ich bać jeszcze dzisiaj? A może to strach przed upiorami przeszłości? A przecież wiemy, że nie da się tego zażegnać milczeniem. Wprost przeciwnie".
_____________________
Topografia pamięci 
Martin Pollack
Wyd. Czarne
Tłum. Karolina Niedenthal
_______________________
#gdziespomiedzy
#topografiapamięci #martinpollack #seriasulina #wydawnictwoczarne
Opowiadania o niczym szczególnym. Takie z pobocza. Opowiadania o niczym szczególnym. Takie z pobocza.
Gubione, zbierane...
Dmuchawcowe, to może też z łąki.
I bardzo ładne.

Czasami chcemy, żeby czytana książka nami wstrząsnęła, uderzyła w to zamarznięte morze, ale czasami też - tego właśnie nie chcemy. Tylko mądrego spokoju, i dobrej opowieści. Wtedy Nieuzasadnione poczucie jest jak taka właśnie  opowieść.
____________________
Nieuzasadnione poczucie szczęścia 
Tomasz Tyczyński
@wydawnictwo.nisza 
_______________________
#gdziespomiedzy #nieuzasadnionepoczucieszczęścia #tomasztyczyński #wydawnictwonisza
Kolory, gdzie kolory?! Tam gdzie je sobie sami wyd Kolory, gdzie kolory?!
Tam gdzie je sobie sami wydrzemy i wydziergamy. Albo wyczytamy, u mnie ostatnio dużo powieści i kryminałów.
Anna Kańtoch, na przykład, Łaska - kryminał z pokojem nauczycielskim w tle, od razu bardziej znajomo się człowiek czuje:) 

A z drugiej strony Niewidzialne miasta Calvino. Podczytuję w pociągach i od razu robi się mniej realnie... I tak jest dobrze. 

Mniej realności to dobre hasło na luty.

#gdziespomiedzy 
#pierdolićzimę
Mój Instagram

życie i książki

Współpraca – książki dla dzieci

2 lutego 2024
życie i problemy

Parę słów od zapyziałej idealistki.

4 marca 2022
życie i ...

Jak nie wybuchać złością

25 września 2021
życie i ...

Żółte liście, szarlotki i inne melancholie

15 października 2021
życie i problemy

Żółte liście – część 4. I ostatnia!

25 listopada 2021
życie i problemy

Czapeczka i tożsamość

16 stycznia 2023
życie i książki

Polecajki i anegdotki

25 września 2021
życie i ...

Czarownice

14 lipca 2023
życie i problemy

Taki sobie zwyczajny tydzień

23 października 2021
życie i problemy

Jesienne opowiadanie o listopadowym zmierzchu.

5 listopada 2022

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme