Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
czerwony tulipan na białej serwetce

Z życia wzięte

Posted on 11 marca 202212 marca 2022 by Ola

Jeszcze w czwartek rano myślałam, że nie mam wpisu na ten tydzień. Co mam marudzić, że wszystko źle, o tym wszyscy wiemy… Nic innego nie przychodziło mi do głowy niż lamentowanie i olaboga. Do czwartku. Co to ja w czwartek odwaliłam, to ja sama nie wierzę… posłuchajcie! Moje anegdotki z życia wzięte.

Idę sobie rano do sklepu, coś kupuję, pierduły jakieś, do kasy zmierzam, a tam pan sąsiad już towar swój wykłada, siateczki przygotowuje, uśmiecham się więc na „dzińdobry” i rozmawiamy sobie:

– A wie pani – zaczyna miło sąsiad – ja to Ukrainkę mam w domu, u siebie, a tak patrzę, że pani nawet do niej podobna!

– O! – ucieszyłam się, odczułam to jako rodzaj solidarności z Ukrainą, w końcu takie wojenne czasy to i odruchy solidarności dziwne – a wie pan, że może to moje wschodnie korzenie? Bo moja prababcia z Białorusi była! Choć wtedy to jeszcze nie była Białoruś – dodaję i zamyślam się lekko nad tymi zawirowaniami historycznymi, nad tym jak granice się zmieniają, żal poczułam, ze Białoruś teraz po tej złej stronie… No w każdym razie myślami byłam przy tej nieszczęsnej Białorusi i Rosji, kiedy słyszę, jak sąsiad mówi:

 – Ale wie pani, ja myślę, że oni wygrają.

– Co? Jak to?! – oburzam się. – Jak zła strona może wygrać, no co pan, nigdy… – Tchu nabieram, chcę mówić dalej, że przecież Rosja wygrać nie może, gdy coś mnie tknęło. Gdybyście to spojrzenie widzieli… Ludzie, ale wtopa! Oddechu już nie nabrałam, tylko cichutko pytam:

– Eee, pan o Ukrainie mówił, prawda? O Boże, przepraszam! Ja myślami przy tej Białorusi nieszczęsnej byłam, myślałam, że pan o Rosji mówi, że wygra! Przepraszam…

Nie wiem, czy pan sąsiad mi uwierzył. Ja sama poczułam się jak szpion radziecki! Wstyd jak smok.

To żeby wątpliwości nie było:

(wrażliwi niech ominą linijkę tekstu, będzie tu brzydkie słowo na p***)

FUCK YOU PUTIN!

 

tulipany i białe szydełkowe serwetki

Druga sytuacja to już po południu. Po pracy, wracam, ba, wchodzę już zmarznięta w próg tego cieplutkiego domu, kiedy dzwoni mąż. Był po wizycie u lekarza i nigdzie nie mógł wykupić recepty, prosił żeby sprawdzić, czy tego leku nie będzie w Gościcinie w aptece. O kurwuniu, jak mi się nie chciało łazić już nigdzie… Ale, jak to mówią, zdrowie najważniejsze… Dzwonię najpierw, lek jest, to idę już, no idę. Myślę sobie, że jak położę ten skarb przed moim drogim mężem, to powiem coś w stylu: „patrzaj, mój drogi, to dowód miłości mej największej! Dla ciebie na ten mróz znów wylazłam! No jak to nie jest miłość, to ja już nie wiem!”. Pełna zachwytu nad sobą idę, kupuję, wracam. Vendi, vidi, vici.

Tylko to nie był widać mój dzień. Znów wszystko poszło nie tak.

Okazało się, że kupiłam zastępnik jakiś, co to nie miał być, i mimo zapewnień pani w aptece, że to to samo, to jednak okazało się, że to nie jest to samo. Los się o tyle nade mną zlitował, że dużo kasy nie wydałam. I tyle z mojej wielkiej miłości…  

Pomożecie? Pomożemy!

Tak sobie myślałam ostatnio, jak to jest z tym naszym pomaganiem. Dlaczego chcemy pomagać, jakie mamy odczucia, i co właściwie w naszym pomaganiu jest egoizmem. I czy to dobrze czy źle – pomagać?

Rzucenie się na pomoc jest z reguły pierwszym odruchem, jaki w nas się budzi na widok czyjejś krzywdy. Oburzenie, gniew, litość – kłębią się w nas odczucia, z którymi musimy sobie poradzić, gdy ktoś obok cierpi. Chcemy się z tym uporać nie tylko dla tego, kto jest skrzywdzony, ale i dla siebie, żeby się lepiej poczuć.

Czy to źle?

Ja tak sobie myślę i rozkminiam, i dochodzę do wniosku, że nie jest to takie złe. To jest NATURALNE. Normalne. Nie jesteśmy tak stworzeni, żeby być obojętnym. Cudzy zły los porusza i nas – to normalne. Bo współczujemy. Normalne jest tak samo, że się boimy, by ten sam zły los nie spotkał nas. Czasem pomagamy, bo to forma zaklinania rzeczywistości – może mi nic nie będzie, jak teraz pomogę tobie… Może mnie ominie nieszczęście…

Normalne jest też, że czujemy się po prostu źle, widząc smutek i cierpienie. Coś zrobimy – i cyk, jest lepiej i nam i komuś.

A wstawienie zdjęcia, że zrobiłam/em to czy tamto, pochwalenie się – czy to cos złego? Absolutnie nie! Jak zrobiliśmy kawał dobrej roboty, to czemu się nie pochwalić? Jesteśmy społecznymi istotami, chcemy poczuć się częścią tej dobrej strony mocy, tej jaśniejszej, chcemy podkreślić, że można coś zrobić dobrego, bo samo zamartwianie się nic nie da. Jak ktoś nie czuje takiej potrzeby, to też w porządku, w końcu nie to jest najważniejsze. Efekt – ktoś otrzymuje to, co potrzebuje, jest ten sam, i o to chodzi. Wytykanie palcami – ty, pa, ta już na fejsie ma zdjęcie ze zbiórki, czy flagę, czy inne serducho niebiesko – żółte – nie wydaje mi się na miejscu. Nie chcesz, nie wstawiaj nic u siebie, ale daj innym decydować bez oceniania. Wszyscy jesteśmy w sytuacji nowej i różne mamy podejścia, dajmy sobie nawzajem miejsce dla siebie. Grunt, że nie jest się ruskim trollem, no nie?

Ja na przykład bardzo doceniam teraz instagramowy profil Make Life Harder. Jak już łzy mi się cisną do oczu, to lecę do nich po śmiech. Śmiech jak zbawienie.

Oczywiście, grunt, żeby robić to wszystko z głową, ale to byłby temat na osobny wpis.

A i tak wiadomo, kto pomaga najlepiej… polski rząd! No przecież! To dzięki polskiemu rządowi nie ma u nas obozów dla uchodźców! *

 

*dla nietajemniczonych – co robi polski rząd to jak tak średnio się orientuję. Wiem, że dużo gada. Pomoc jest na barkach wolontariuszy i organizacji pozarządowych. To jest sytuacja, którą można palcem wytykać – ktoś chce zgarnąć laury za czyjąś ciężką pracę. To jest powód, by się wstydzić.

 

tulipan w wazoniku na tle niebieskiego nieba

Mam jeszcze taki mądry cytat, od Lucy M. Montgomery, z książki „Rilla ze złotego Brzegu” Tam akcja dzieje się w czasie pierwszej wojny światowej, synowie Ani z Zielonego Wzgórza idą walczyć, kobiety zostają ze swoim strachem i ciężarem codziennego życia, kiedy myślami są zupełnie gdzie indziej. I w pewnym momencie jedna z postaci mówi o tym, jak postanawia być bohaterką. Jest w tym coś przejmującego – kiedy bohaterstwem jest zwykłe, codzienne życie ale z uśmiechem i odwagą w sercu, kiedy czasy są mroczne i pełne zła.

Posłuchajcie:

 „Zuzanna przystanęła w pobliżu łóżka Ani i oznajmiła:
– Droga Pani doktorowo, postanowiłam zostać bohaterką.
’Droga Pani doktorowa’ uczuła nagle ochotę do śmiechu, co było bardzo niestosowne z jej strony, gdyż nawet nie śmiała się wówczas, kiedy Rilla zwierzyła się przed nią ze swych bohaterskich postanowień. Co prawda, Rilla była młodą dziewczyną w białej sukience i błyszczących oczach, podczas gdy Zuzanna otulona była w tej chwili w szarą flanelową nocną koszulę, a siwe włosy przewiązane miała czerwoną wełnianą tasiemką (…). Ale właściwie nie było między nimi żadnej wyraźnej różnicy.
– Nie mam zamiaru lamentować, ani narzekać, ani też udawać się o pomoc do Wszechmogącego. Narzekanie i rozpacz nie doprowadzą do niczego. Trzeba wziąć się za bary i wtedy dopiero możemy coś zdziałać. Właśnie ja biorę się za bary. Ci kochani chłopcy poszli na wojnę, a my, kobiety, droga pani doktorowo, musimy znosić to mężnie, musimy podnieść w górę głowy!”

czerwony tulipan na białej serwetce
tulipany i białe szydełkowe serwetki

I uwaga: dzisiejszy wpis sponsorują serwetki, które „kupiłam” w ramach pomocy Ukrainie. I bardzo chętnie się tym pochwalę: ja wpłaciłam co mogłam, a dostałam w zamian te piękne małe arcydzieła. 

Licytowałam też śliczną torebeczkę szydełkową, ale przegrałam, trudno. 

Ale wpadł mi taki pomysł do głowy, że może i ja coś mogę tak zrobić? 

Zwykle udaje mi się upiec coś zjadliwego, bo nie polecam się w kupowaniu leków czy niespodziewanych rozmowach w sklepie; to nie, ale muffinkowe babeczki wychodzą mi zwykle całkiem spoko. Wsparły już festyn jeden czy drugi. Więc moja propozycja brzmi tak:

jeśli ktoś zdecyduje się wesprzeć wybraną ogólnopolską znaną zbiórkę na rzecz Ukrainy, ja w zamian robię bezglutenowe muffinki, czekoladowe lub cytrynowe (bo zawsze wychodzą). Wpłata musiałaby być co najmniej 50 zł, żeby to wszystko miało sens, bezglutowe rzeczy są drogie, co nie? Jak ktokolwiek się zgłosi, to będę myśleć nad szczegółami, typu dowód wpłaty, forma kontaktu i dostarczenia itp. Co myślicie, jest ktoś chętny? Nie trzeba pisać w komentarzu, wystarczy w wiadomości prywatnej, na messenger na przykład. Albo można do mnie po prostu zadzwonić, prawda rodzinko? Bo nie wątpię, że moje wierne fanki w postaci siostry i mamy pójdą w to ze mną! 

muffinki bezglutenowe, z życia wzięte
babeczki czekoladowe, bezglutenowe, z życia wzięte

Nawigacja wpisu

← Parę słów od zapyziałej idealistki.
Przed snem →

2 thoughts on “Z życia wzięte”

  1. Hanna pisze:
    12 marca 2022 o 10:47

    Wchodzę w te muffinki Olu ale za tydzień bo dostanę wtedy pieniądze ok? Bardzo mnie twoje wpisy podnoszą na duchu czekam na nie i czuje to co ty tylko nie umiem tego wyrazić ❤️Serwetki są cudowne mam też piękne po Babci Pelasi mogę dać na aukcję żeby wspomóc potrzebujących ludziTwoje kompozycje serwetek z tulipanami są piękne. Masz rację nie można się załamywać lamentować popadać w niemoc trzeba tak jak piszesz podnieść głowę działać pomagać ten wpis o Zuzannie pasuje jak ulał udostępniam twój blog może ktoś poczuje się silniejszy lepszy…albo się uśmiechnie mam taką nadzieję pa kochanie buziaki

    Odpowiedz
    1. Ola pisze:
      12 marca 2022 o 16:02

      Dzięki Hanuś, jasne że za tydzień będzie ok 🙂 można pokombinować z serwetkami od Babci, też mam parę i nigdy wszystkich nie używam… to może będzie całkiem dobry pomysł! też przesyłam buziaki!!!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Kolory, gdzie kolory?! Tam gdzie je sobie sami wyd Kolory, gdzie kolory?!
Tam gdzie je sobie sami wydrzemy i wydziergamy. Albo wyczytamy, u mnie ostatnio dużo powieści i kryminałów.
Anna Kańtoch, na przykład, Łaska - kryminał z pokojem nauczycielskim w tle, od razu bardziej znajomo się człowiek czuje:) 

A z drugiej strony Niewidzialne miasta Calvino. Podczytuję w pociągach i od razu robi się mniej realnie... I tak jest dobrze. 

Mniej realności to dobre hasło na luty.

#gdziespomiedzy 
#pierdolićzimę
Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko t Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko trafić mi na coś naprawdę ciekawego... Dlatego na opowieść Małgosi Cudak rzuciłam się już w sprzedaży przedpremierowej, szaleństwo, ale tak - tęskniłam za dobrą książką z zakresu literatury dziecięcej.
I moja wiedźmowa intuicja dobrze mi podpowiedziała... Posłuchajcie:
Jest tu rodzeństwo, Małgosia i Jaś, jest ich zapracowany tata któremu brakuje czasu, i mama co czuje się ściśnięta w życiu jak w przyciasnym fartuszku. 
I jest splot wydarzeń, który sprawia, że dzieci trafiają do chatki Baby Jagi w środku lasu.

"Jesteście w samą porę, najwyższy czas. Jeszcze trochę, a byłoby za późno". 

Na szczęście nie jest. Wszak zegar pokazuje, że mamy jeszcze chwilę do końca bajki. Małgosia, Janek i Babcia razem czarują: sprzątają, piorą wielkie pantalony (i wielkie koszule, takie co pomieszczą marzenia), robią ciastka, rozpalają piec, rozmawiają, tik-tak, tik-tak, zegar tyka spokojnie, "nic nie gubi się, nie znika, lecz wzajemnie się przenika". Dzieci uczą się, a raczej przypominają sobie i całej rodzinie, co jest najważniejsze.

A wiecie co Babcia trzyma w szafie? 
Ja wiem:)))

I taką bajkę naprawdę polecam. Tak jak wcześniej Latający dom i inne bajki czy Małą księgę mieszkańców puszczy tej samej autorki. Po prostu dobre, taka literatura piękna w zakresie dziecięcym...

Polecany wiek: 5+ (Małgosia ma tu 7 lat, Jaś 5)
_______________________
Na zegarze wpół do bajki
Małgorzata Cudak
Ilustracje: Agnieszka Pradelok
Wyd. Na Stronie Bajki
_______________________
#gdziespomiedzy
#nastroniebajki
#nazegarzewpółdobajki
#małgorzatacudak #agnieszkapradelok
Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. 
Ależ wierutne to bzdury! 

Anna Świrszczynska i zbiór wierszy wybranych w tomiku "Jestem gotowa" i czytanych przeze mnie właśnie na ocalenie. Parę podrzucę, podzielę się kołem ratunkowym:)

"Nie trzeba jej pocieszać
nie wolno się litować" - pisał gdzieś Różewicz. Racja. Nie o pocieszenie tu wszak idzie, nie o litość. To o nazwanie chodzi. O właściwe słowo układające świat. 

Więc dziś - świat Anny Świrszczynskiej. Ten jego fragment, który nie upiększa rzeczywistości. 

Jak żyć bez upiększania? 
- Szeroko i bezbrzeżnie.
__________________
Jestem gotowa
Anna Świrszczynska, wybór wierszy: Barbara Gruszka-Zych
Państwowy Instytut Wydawniczy
______________________

#gdziespomiedzy
#annaświrszczyńska
#państwowyinstytutwydawniczy
Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinow Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinowa musi być, a jak. 
Fizyka smutku - błyskotliwa, przyznaję, bardzo. Intrygujący tytuł, nieoczywisty bohater - co potrafi wchodzić we wspomnienia i emocje innych ludzi, ba, innych istot ("Pamiętam, że umarłem jako nagi ślimak, krzew dzikiej róży, czerwcowa chmura"...), reinterpretacja mitu o Minotaurze, kapsuła czasu, co jeszcze... 
Dużo takich błyskotliwych pomysłów. Celnych zdań, spostrzeżeń. Książka - błyskotka. 
Można się pobawić. 
Tylko czuję, że jutro o niej zapomnę, ot, właśnie.

Może jakby moja fizyka smutku - czy raczej geografia, historia smutku - obejmowała te same tereny co u Gospodinowa - to wzięłabym tę powieść bardziej do siebie. Ale we mnie nie ma nostalgii za minionymi czasami. 

"Schron przeciwczasowy" był lepszy! Można się pokłócić, i tak nie zmienię zdania;)
_________________________
Fizyka smutku
Georgi Gospodinow
Przekład: Magdalena Pytlak
Wyd. Literackie
__________________________
#gdziespomiedzy #fizykasmutku #georgigospodinow #wydawnictwoliterackie
Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż inneg Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż innego nie ma świata! 
A jak nie ma, to zostaje się wypisać. Więc piszę: 

Zanikanie w byciu - to nie moje kroki nie mój uśmiech 
Wydaję sobie resztę z wszelkiej pewności i zostaje:
Coś co napiszę parę razy zapalę 
To już 

***

Mierzę się z księżycem na obojętność spojrzeń i przegrywam, więc 
jednak jeszcze jestem 

#gdziespomiedzy

#bazgrzęwięcjestem
A może właśnie tak: "Pięknie byłoby objąć noc j A może właśnie tak: 

"Pięknie byłoby objąć noc 
jak odnalezionego syna
i dowiedzieć się 
o co Cézanne pytał jabłek 

I zrozumieć któregoś deszczowego dnia
że prosta to punkt wydłużony dlatego 
by dosięgnąć serca własnego"

Jan Skácel 

Może właśnie tak... A my wszyscy biegamy zygzakiem. 

Wiersze Skacela znam dzięki @toznaczy_poezja - dziękuję za podzielenie się! Takie one miękkie, nienachalne - i oczywiście smutne - wiadomo. 

#gdziespomiedzy
#janskacel
Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Ep Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Epepe leżało sobie na ladzie. Jak już tak leżało to wzięłam, raczej z myślą: no ciekawe, o co właściwie tyle hałasu...
I przeczytałam prawie jednym tchem. 

Budai, bohater powieści, to racjonalny człowiek z analitycznym umysłem, wydawałoby się, że zrozumie spokojnie każdą sytuację, zawsze znajdzie wyjście. Ale tak się nie dzieje. Kiedy trafia do tajemniczego miasta, w którym z nikim nie może się porozumieć, wpada tylko w coraz większą bezradność. 
Czy to bezradność wobec totalitaryzmu? Czy można odczuć niepokój bohatera także w dzisiejszych czasach? Książka wszak z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy to może dystopia? Pewnie tak, tak i tak.
Ale dla mnie to jedna z bardziej uniwersalnych opowieści o ludzkiej samotności. O poszukiwaniu drogi do drugiego człowieka. 

Czyli egzystencjalne smęty? Też tak! Najlepsze:) Mam wrażenie, że gdybym postawiła Epepe obok Zbyt głośnej samotności, to te dwie książki zaczęłyby ze sobą gadać. A przynajmniej na siebie zerkać z ukosa. Ej, ty też tak?? No, nawet nie mów, ja też... ;)

Ależ to było wyśmienite. Warte polecania wciąż i wciąż! @zokladki - dzięki, robisz kawał dobrej roboty, serio! 
_______________________
Epepe
Ferenc Karinthy
Tłum. Krystyna Pisarska
@wydawnictwoliterackie 
_________________________
#gdziespomiedzy #epepe #ferenckarinthy #wydawnictwoliterackie #innekonstelacje
Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to prz Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to przejść, przegadać, przepalić, przemilczeć, ileż możliwości! Ho ho ho.

Co to w czytaniu ostatnio? Update, choć poplątany: 

Różewicz, Huelle i Juliusz Żuławski - opowiadania. Kiedyś to się pisało, wiadomo!

Święto nieważkości. Morawy - Michał Tabaczyński w serii Sulina, tak jak lubię, miejsce jest pretekstem do opowieści o ludziach. Znacie kogoś takiego jak Jan Skácel? "Proszę mi wybaczyć 
że 
tak zacinam się 
czytając 
te urywki 
z księgi życia dla ociemniałych 
Mam pokaleczony palec i bolą mnie litery". Jan Skácel zapisany do bliższego poznania! 

Kentuki Samanty Schweblin, coś w stylu Black Mirror, dla fanów. Czyli dla mnie tak :)

Jeśli zimową porą podróżny, Italo Calvino - uwielbiam takie staroświeckie czytanie o czytaniu! Czy też pisanie o pisaniu.

Hrabal w nowym wydaniu, z wyd. Stara Szkoła. W nowym tłumaczeniu Mirosława Śmigielskiego Hrabal to wciąż pisarz, do którego chcę wracać.

I niezmiennie zajmuje mnie pytanie - jaki jest sens istnienia tych beznadziejnie brzydkich kul zimowych??? Hm. I czy to pytanie ma drugie dno? 
Tra, la, la, nie ma co wpadać w smutne tony, niepotrzebne istnienia, wszak świąteczny czas! 

Coś polecacie na przetrwanie grudniowo-zimowe?...

____________________
#gdziespomiedzy
Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Mój Instagram

życie i ...

Dzień Dziecka

1 czerwca 2024
życie i ...

Z życia wzięte

11 marca 2022
życie i ...

Świąteczne opowiadanie

23 grudnia 2021
życie i książki

Współprace książkowe

31 stycznia 2024
życie i książki

Opowieści rodzinne. Prawie lato – część 5. O Paulince

18 marca 2023
życie i ...

Jak nie wybuchać złością

25 września 2021
życie i książki

Opowieści rodzinne. Zima – część 3

4 lutego 2022
życie i ...

Wielkie piękno zmienności

24 maja 2025
życie i ...

zieleń od pierwszego zdania

12 grudnia 2024
życie i książki

Książkowe historie

14 listopada 2025

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme