Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
lato, zieleń, malwy, drewniany płot, drzewa

Opowieści rodzinne. Lato – część 1

Posted on 27 lipca 202327 lipca 2023 by Ola

Lato w Miłczycach pojawiło się późno.

Mieszkańcy miejscowości, którym bliżej do północy i niedźwiedzi polarnych, tak już żyją; ci, którzy mieszkają bliżej południa i słoni czy papug, cieszą się słońcem i zielenią szybciej. I dłużej.  

Zosia schowała kurtki zimowe na dobre właściwie dopiero w drugiej połowie maja, kiedy rano nie groziły już przymrozki, a temperatura dzienna nie spadała poniżej dziesięciu stopni. Czerwiec wybuchł za to ciepłem i upałami. Z narzekań na przymrozki płynnie przeszło się do narzekań na gorąc i brak deszczu. Narzekano też na rosnące ceny, na niepewną przyszłość, narzekano na rząd i na opozycję, na niemądre decyzje jednych i niezborne propozycje drugich, a na szkolnym dziedzińcu narzekano na niepewną przyszłość dziecięcej edukacji. Ze szkoły odchodziły kolejne nauczycielki, etaty były łatane na szybko i nadzwyczajnym wysiłkiem chętnych jeszcze do pracy emerytek – i jak można się domyślić – nie było to rozwiązanie na długi czas. Przypominało podstawianie wiadra pod cieknący dach, zamiast porządnego remontu.  

Zofia Halska, która uczyła już prawie dwadzieścia lat, pluła sobie w brodę, że nie umiała robić właściwie nic innego. Nie przejawiała żadnego talentu artystycznego, nie kończyła żadnych kursów przedsiębiorczości, nie odważyła się nigdy nawet pomyśleć o własnej firmie, nie znała się na komputerach… Marzyła chwilami o odejściu pracy, ale nie chciała też przechodzić na utrzymanie męża. Postanowiła w wakacje solidnie odpocząć i zabrać się za siebie. Chciała powalczyć o odrobinę dawnej energii i radości, która kiedyś ją przepełniała. Miała nawet pewien plan… Ale najpierw musiała się wyspać. 

Porządnie! 

 

W miłczyckim domu pod lasem, na skraju dawnych pól, a dziś łąk czekających na budowę nowych osiedli, w domu z zielonymi drzwiami, w  chłodnej o poranku kuchni siedzieli Robert i Julka. Reszta domowników jeszcze spała, a najmocniej spała mama Julci, Zosia. Miała za sobą pracowitą noc, a efekty tej pracy leżały na kuchennym stole. Robert i Julka przegryzali kanapki i przyglądali się rozłożonej planszy z kolorowymi karteczkami. 

– Tato? – spytała w końcu Julka, przełykając pomidorka z kanapki. – Tato, co mama właściwie robiła?  

– Mama opracowała strategiczny plan. Zobacz, tu jest tytuł: ODZYSKAĆ SIEBIE. 

– A to mama się gdzieś zgubiła? Jak to? I co to znaczy ten srate… jakiś plan? 

Robert ukrył uśmiech za kubkiem z kawą. Nalał Julce herbaty do jej kubeczka i jej podał. 

– Strategiczny. To znaczy przemyślany. Na przykład żołnierze muszą mieć strategiczne plany przed bitwami. Albo firma, jak chce się rozwinąć.  

– A mama chce walczyć, czy się rozwinąć? 

– Hm, spytaj mamy. Ja nie chcę nic mówić, bo wiesz, mama może mnie źle zrozumieć i będzie… 

– Będzie się denerwować i krzyczeć. Wiem coś o tym – Julka westchnęła z głębi swojej prawie siedmioletniej duszy. Ale jako urodzona optymistka, zaraz dodała: – Ale nie martw się, tatusiu. Mama tak tylko na szybko się gniewa. Potem jej to przechodzi. I wtedy się zgadza na dodatkowe cukierki albo na dodatkową bajkę. Może u ciebie też się na coś zgodzi. A co jest na tych karteczkach? 

Julka jako osoba energiczna nie czekała na pomoc, a sama zabrała się za czytanie kolorowych karteluszek rozłożonych na stole. Wyraźne pismo Zosi – nauczycielki ułatwiało jej sprawę. 

– WYGLĄD – przeczytała. – Tato, patrz, to jest na różowej karteczce, może inne różowe będą pasować? O, tu jest FRYZJER. A tu NOWE UBRANIA – NOWA JA.  

Robert z lekkim niepokojem również zaczął przyglądać się kolorowym karteczkom. Właściwie to lubił stare ja Zosi i nie tęsknił przesadnie za wielką przemianą w żadne nowe ja…  

– A na niebieskich jesteś też ty, wiesz? – wyrwała go z zamyślenia córka. 

– Ja?! Też pod fryzjerem?  

– Nie, tato. Ty jesteś na karteczkach pod tytułem REMONT. Ale fajnie! Podobają mi się te stratategiczne plany! Ho! Ho! Będzie remont! Ja też zrobię takie plany! Hej ho!  

Julka tanecznym krokiem i z bojową pieśnią na ustach wybiegła z kuchni na schody i pomknęła do swojego pokoju. Za chwilę rozległ się łomot zrzuconych kredek i wszelkich artykułów plastycznych. 

– Strategia-srategia – mruknął rozbawiony Robert i zaczął obmyślać, jak powiedzieć szefowi, że potrzebuje urlopu w wakacje. Dłuższego niż przewidywał.   

W pokoju Julki i jej brata Sławka trwała narada. 

– Sławek, patrz, to będą twoje karteczki. Te zielone.  

Sławcio w piżamce, zaspanymi oczami przyglądał się zamaszystym ruchom swojej o rok starszej siostry. Siedział na łóżku, kręcił na palcu włosy, co robił zawsze, kiedy był zdenerwowany i starał się zrozumieć, o czym Julka właściwie mówi?  I co mają do tego żołnierze? 

– …i to jest właśnie stratategia. Jak w walce! A na tych karteczkach narysuj, co byś chciał zmienić. Narysuj swoje nowe ja. 

– Mam być zołniezem?  

– Nie! Możesz być kim chcesz. A potem narysuj, co byś chciał w naszym domu wyremontować. Ja na przykład narysowałam nowe łóżko. Piętrowe!  

– Tak! Rozumiem! – Sławek wyskoczył z łóżka i chwycił garść kartek. – Chcemy basen w ogrodzie! Dobze? 

– O, super pomysł! Dobrze, braciszku! Basen byłby extra. To jeszcze narysuj huśtawki! A ja potrzebuję fryzjera – Julka oparła głowę na zgiętej ręce i z niechęcią pomyślała o swoich włosach. Nie lubiła ich czesać, a puszczone luzem tworzyły na jej głowie wielki chaos złożony z kręconych sprężynek. Ale mama nie chciała się zgodzić na ścięcie, mówiła, że takie włosy to skarb. E tam, nowe ja w Julce mówiło, że potrzebuje nowych włosów.  

– Sławek! Nie rysuj żołnierzy w ogródku! Nie będzie żadnych żołnierzy! 

Sławek rozczarowany odłożył kredki. To po co Jula tyle gadała o walce i tej całej stratategii??? Co to za walka bez żołnierzy?! Siostry są dziwne… 

– Idę na śniadanko – oznajmił z nachmurzoną miną. – Jak nie chces zołniezy, to zjem cały dzem! 

– Hej!!! – wrzasnęła Julka. – Jak zjesz cały dżem, to… to ja powiem mamie, że nie możesz grać w Minecraft! 

Sławek stanął w pół kroku. Musiał przemyśleć sytuację i podjąć ważną decyzję. Stratategiczną. Westchnął ciężko i oznajmił zmęczonym tonem: 

– To szanataz. Ale ja wolę pograć niż mieć zolniezy. W sumie bardziej ich lubiłem, jak byłem młodsy.  

Julka z zadowoleniem uśmiechnęła się pod nosem. Teraz jej plany będą idealne! 

Twardo śpiącej Zosi nie obudziły rozmowy z kuchni, przespała rumory z pokoju dzieci, za to nagła cisza wydała jej się podejrzana. Nawet przez zasłonę snu. Otworzyła oczy i przez chwilę zastanawiała się, czy nie pomyliła dni, może dzieciaki są w szkole? A ona nie?? Który dzisiaj jest? Sięgnęła po telefon – na czarnym ekranie widniały cyferki wskazujące, iż jest już po dziesiątej, a data była jak najbardziej wakacyjna – piętnasty lipca. Wszystko więc w porządku.  

Otworzyła okno i usłyszała głosy dzieci, bawiły się w dalszej części ogrodu. Robert był w warsztacie garażowym. Hania… mogła być wszędzie. Może poszła powłóczyć się ze szkicownikiem, może spotkała z Maksem czy Liwią, może też jeszcze po prostu spała.  

A Jędrek? O Boże, przecież to dziś! Dziś trzeba odebrać wyniki Jędrka! Zosia boleśnie się skrzywiła na samo wspomnienie gastroskopii, chciałaby tego oszczędzić synkowi, ale nie było innej rady. Wyniki badań krwi, jakie musieli zrobić, nie były jednoznaczne i pobranie wycinków z jelita było jedynym wyjściem. Dziś okaże się, czy Jędrek ma celiakię, czy nie… Taka była opinia lekarza, dzisiejsze wyniki miały ją albo wykluczyć, albo – potwierdzić.  

Jeszcze parę dni temu rozmawiała o wszystkim po kolacji, kiedy zostali przy stole sami z Robertem. 

– Wiesz – zaczęła wtedy Zosia, patrząc na stół zastawiony resztkami składników do kanapek – jeżeli Jędrek będzie miał tę celiakię, trzeba będzie kupować mu osobny chleb. Bezglutenowy. 

– A nie możemy wszyscy go jeść? Nie byłoby łatwiej? – Robert był pełen dobrych chęci. Zosia pomyślała, że jej mąż ma wiele drobnych przywar, drażniących i denerwujących, ale nie można mu odmówić pozytywnego podejścia do życia. Odruchowo wyciągnęła rękę i wyciągając ją przez cały stół lekko pogłaskała męża po policzku. Stanowczo za rzadko to robię, pomyślała jeszcze i wróciła do tematu choroby dziecka. 

– Byłoby łatwiej, ale nie jesteśmy tak bogaci. Patrzałam w internecie na ceny bezglutenowego chleba, mówię ci, zbankrutowalibyśmy. Mąki też mają ceny kosmiczne… Czytałam też, że jeżeli w rodzinie jest ktoś z celiakią, to ma osobne garnki, osobną szafkę… 

– Dlaczego?! 

– Bo do ich jedzenia nie może przedostać się nawet okruszek jedzenia z glutenem. 

– Ale przecież… A wycieczki? Wyjścia? Ciasta? Kurde, nie myślałem, że gluten jest tak podstępny! 

– No… Ale jeżeli to właśnie ten cholerny gluten niszczy mu brzuch, to co mamy poradzić? A wiesz co, powiem ci coś jeszcze. Tylko się nie denerwuj! 

– Jasne. Jestem oazą spokoju. Zwłaszcza po takim wstępie! O co chodzi, Zosiu, mów. 

Zosia bezradnie popatrzała w ciepłe i pełne zaufania oblicze męża. Potarmosiła sobie włosy, westchnęła i w końcu wyrzuciła z siebie: 

– Bo wiesz, jak Jędrzej będzie miał celiakię, to trzeba będzie zrobić mu badania na inne choroby. To nie jest tylko kwestia jedzenia bez pszenicy. To choroba autoimmunologiczna, gdzie organizm źle funkcjonuje i mogą się rozwijać inne choroby. – Zosia musiała przerwać, oczy jej się zaczerwieniły, ale po chwili mówiła dalej: – To może być cukrzyca, tarczyca, choroby skóry, a nawet… nawet… daj mi chusteczkę, poproszę. Muszę nos wydmuchać, to wszystko jest bez sensu!  

Robert okrążył stół, podał Zosi chusteczkę, przytulił ją. 

– No już, nie płacz. Przecież ty nigdy nie płaczesz. Jesteś Zosia Halska z domu Szreder, najtwardsza babka w okolicy, a taka obsmarkana. No już. Damy radę, zobaczysz. Nie becz, jesteś duża dziewczynka. Silna. A ja głupoty pierdzielę z tych nerwów. 

– No, pierdzielisz. Ale masz rację. Co by nie było, damy radę. Ekhm, i wybacz, masz parę glutów na koszulce. 

 

Więc to dziś. Choćby nie wiem co, dadzą radę. Na szczęście wakacje dopiero co się zaczęły i mają sporo czasu, żeby się oswoić z bezglutenowym jedzeniem. Grunt to się nie zalamać, a na to Zośka miała swój plan! Do dzieła! –  powiedziała sobie energicznie i wyskoczyła z łóżka.

Za chwilę z łóżka spadł obudzony i przestraszony nagłym odsunięciem kołdry kot Benek, który do tej pory smacznie drzemał. Obrażony wyszedł z pokoju i przez otwarte w salonie drzwi tarasowe wyszedł na ogród. Wkrótce zza traw wystawał tylko jego wysoko uniesiony na znak protestu ogon. 

*** 

Niepomna wszystkich burz dziejących się w domu Hania wędrowała z plecakiem przez las. W plecaku niosła szkicownik i ołówki, lecz na razie nic nie wyciągała. Po prostu szła i pozwalała, by całe piękno lipcowego dnia wchłaniało się w nią i przenikało. Wiedząc, że nikt jej nie widzi, pozwalała sobie na stanie z zamkniętymi oczami, wyciąganie rąk w stronę słońca. Czasem mrużyła oczy i przekrzywiając głowę oglądała świat przebłyskami i cieniami. Rozdzielała smugi światła na pojedyncze pasma, dodawała do nich zieleń liści, wszystkie odcienie brązu i układała w nowej kolejności, zamieniała, mieszała, a obrazy płynęły przez nią i zapadały się pod powiekami.  

Choć trzeba przyznać, że niektóre wymachy rąk nie były tak romantyczne, a służyły li i jedynie odganianiu wszelkich owadów sprzed twarzy. Lub nitek pajęczyn. Mimo to szła przed siebie, czując po raz pierwszy od dawna czystą radość życia. Miała za sobą lata szkolnej opresji, eufemistycznie zwane przez społeczeństwo “edukacją”. Ze świadectwem dojrzałości w kieszeni była w końcu wolna! Trochę trudno przyszło jej z tej wolności korzystać, bo plany wciąż się zmieniały, a każdy nowy wydawał się bardziej pasujący. Dopóki nie pojawił się nowy na horyzoncie.  

Studia? Papiery złożone, na socjologię, ale czy to ta wymarzona droga? Czy na pewno? W sumie studia zawsze można zmienić. Mama z tatą nie naciskali pod tym względem, chcieli, żeby sama decydowała o swojej przyszłości.  

Wyjazd na rok? Maks i Liwia jechali do Holandii, załatwili sobie pracę gdzieś w kawiarni, czy barze. Namawiali i ją. Ale na cały rok? Była na to gotowa? O tym nawet rodzicom jeszcze nie mówiła, nie była pewna, czy warto podejmować rozmowę, jeżeli sama nie jest zdecydowana. Kiedy myślała o takiej zupełnej dorosłości, z jaką wiązał się wyjazd z domu na cały rok, czuła jednocześnie dreszcz niepokoju jak i podniecenia. Studia wydawały się nudą. Stateczną nudą w porównaniu z Holandią. I bezpieczną nudą…  

Świecie mój, podpowiedz mi, co mam zrobić? Hania chwyciła pierwszą gałązkę z listkami, zerwała i rwąc pojedyncze listki odliczała: jechać, studiować, jechać, studiować, jechać… Studiować.  

A chyba jednak wolałaby jechać!  Jak to kiedyś napisał Tolkien? – próbowała sobie przypomnieć. To było coś o drodze przed sobą. O, tak to szło: „Czasem niebezpiecznie jest wyjść z domu, gdy staniesz na drodze, nigdy nie wiadomo, dokąd cię nogi poniosą”. Tak właśnie jest, panie Tolkien, tak właśnie jest u mnie! – dodała w myślach.

Tfu, następna pajęczyna. Chyba czas wracać. Albo jeszcze najpierw naszkicować trochę tego lasu…  

– Hania, kobieto, przydałoby ci się więcej zdecydowania – mruknęła do siebie pod nosem. – Tak to daleko nie zajdziesz. Będziesz dreptać w miejscu. I zjedzą cię mrówki. I gzy. Tfu, uciekajcie mi, no już! Wynocha! 

*** 

Lato. Moment, kiedy życie zdaje się nieco zwalniać w swym pędzie, daje czas na podjęcie decyzji, poradzenie sobie z problemami. Długi dzień daje więcej chwil na uśmiech. Malownicza zieleń pokrywa większość niedostatków, malwy zakrywają drewniane krzywe płoty, słoneczniki odwracają uwagę i każą spojrzeć w górę, a to jak powszechnie wiadomo, sprzyja bardziej optymistycznemu spojrzeniu na życie. Latem nie da się chodzić ciągle z głową w dół, nie wciskamy jej też między szalik a czapkę. Deszcz witany jest z radością zarówno przez strapionych ogrodników jak i paru upartych rolników, co jeszcze się nie poddali i wciąż uprawiają ziemię. Wdzięczna za wilgoć ziemia nagradza upojnym zapachem rumianku, łubianów, trawy, czasem nawet niepokojącym nieco zapachem dzikiej róży.  

Lato. Pachnąca słońcem rozgrzana skóra. Pootwierane okna, promienie tańczące po drewnianych podłogach. Spakowany plecak i wycieczka. Szczęście na wyciągnięcie ręki. Kwaśne papierówki gotowane w kuchniach na dżemy. Wiśnie udające czerwoną biżuterię, co ozdabia najpierw drzewa w sadach, a potem błyska ze słoików w spiżarniach. Pachnące na cały dom ogóreczki małosolne, najlepsze na letnie kanapki. Chrzęszczący pod nożem szczypiorek, świeżutki, którym ogorzałe od pracy na powietrzu ręce posypują twarożek.  

Ten moment, kiedy wszystko wydaje się być na swoim miejscu, dopóki ekran telefonu czy telewizora nie zacznie przekazywać wiadomości o pożarach, rekordowych temperaturach czy utonięciach.

Bo też nie ma takiego dnia, miesiąca czy pory roku, które obiecywałyby, że dziś wszystko będzie dobrze. Zawsze pojawią się problemy i tragedie. Ludzką siłą jest po prostu codziennie mieć nadzieję na siły, by sobie poradzić.

Taką nadzieję miała i Zosia, kiedy odebrała wyniki Jędrka. Tego dnia ostatecznie potwierdziło się, że jej syn ma celiakię. Oznaczało to, oprócz wszystkich problemów związanych ze zmianami w diecie, iż od dziś przynajmniej wiadomo, czemu tak bolał go brzuch, czemu często chorował i czemu miał anemię. Wiadomo, co mu jest i jaką drogą iść dalej – a to już dużo!

Nawigacja wpisu

← Urlop. Kawa. Kryminał.
Literacki Sopot 2023 →

2 thoughts on “Opowieści rodzinne. Lato – część 1”

  1. Agata pisze:
    29 sierpnia 2023 o 09:06

    Ale to jest świetnie napisane! Podoba mi się ogromnie. Chcę więcej! Zaraz się zabieram za czytanie poprzednich po kolei

    Odpowiedz
    1. Ola pisze:
      29 sierpnia 2023 o 13:23

      dziękuję ci bardzo! To zapraszam do świata Zośki 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Topografia pamięci - trafny tytuł. Ta książka pop Topografia pamięci - trafny tytuł. 
Ta książka poprowadziła mnie po śladach wspomnień Martina Pollacka, ale także po śladach własnych... Poczułam się jak za młodych lat, kiedy w sobotę siadałam w kuchni za stołem i czytałam weekendowy dodatek Gazety Wyborczej, ten z esejami, dyskusjami, fragmentami książek (Lektury nadobowiązkowe Szymborskiej, ktoś pamięta? Kto się przyzna, że też taki stary?). Miałam nawet przez chwilę manię zbierania ciekawszych artykułów, ale na nic to, bo ostatecznie myszy wszystko przeżarły. 
Podobne odczucia towarzyszyły mi przy tej książce - ktoś mądry chce się podzielić z czytelnikiem swoimi przemyśleniami o historii, chce budzić sumienie, chce ostrzec - tylko ja już nie mam tej wiary, że to coś da. Że świat słucha. 
Cóż, myszy się za to cieszą z kolejnej porcji makulatury... 
Ale zostawiam wpis o Topografii pamięci - mimo wszystko - czytajmy! Nie zapominajmy. 

"Co to takiego, co każe tym ludziom sznurować usta? Strach? Przed czym? Przed mordercami i ich następcami? Dlaczego miano by się ich bać jeszcze dzisiaj? A może to strach przed upiorami przeszłości? A przecież wiemy, że nie da się tego zażegnać milczeniem. Wprost przeciwnie".
_____________________
Topografia pamięci 
Martin Pollack
Wyd. Czarne
Tłum. Karolina Niedenthal
_______________________
#gdziespomiedzy
#topografiapamięci #martinpollack #seriasulina #wydawnictwoczarne
Opowiadania o niczym szczególnym. Takie z pobocza. Opowiadania o niczym szczególnym. Takie z pobocza.
Gubione, zbierane...
Dmuchawcowe, to może też z łąki.
I bardzo ładne.

Czasami chcemy, żeby czytana książka nami wstrząsnęła, uderzyła w to zamarznięte morze, ale czasami też - tego właśnie nie chcemy. Tylko mądrego spokoju, i dobrej opowieści. Wtedy Nieuzasadnione poczucie jest jak taka właśnie  opowieść.
____________________
Nieuzasadnione poczucie szczęścia 
Tomasz Tyczyński
@wydawnictwo.nisza 
_______________________
#gdziespomiedzy #nieuzasadnionepoczucieszczęścia #tomasztyczyński #wydawnictwonisza
Kolory, gdzie kolory?! Tam gdzie je sobie sami wyd Kolory, gdzie kolory?!
Tam gdzie je sobie sami wydrzemy i wydziergamy. Albo wyczytamy, u mnie ostatnio dużo powieści i kryminałów.
Anna Kańtoch, na przykład, Łaska - kryminał z pokojem nauczycielskim w tle, od razu bardziej znajomo się człowiek czuje:) 

A z drugiej strony Niewidzialne miasta Calvino. Podczytuję w pociągach i od razu robi się mniej realnie... I tak jest dobrze. 

Mniej realności to dobre hasło na luty.

#gdziespomiedzy 
#pierdolićzimę
Mój Instagram

życie i książki

Z cyklu – o książkach

26 września 2021
życie i ...

Przepis na kotleciki

23 września 2021
życie i książki

Którędy do Bullerbyn?

10 lutego 2024
życie i ...

W czym posadzimy dzikie łąki?

18 stycznia 2026
życie i książki

Granica

21 kwietnia 2022
życie i problemy

Wychowanie, pot i łzy.

14 sierpnia 2022
życie i książki

Mój brat Feliks

12 maja 2024
życie i książki

Opowieści rodzinne. Zima – część 3

4 lutego 2022
życie i ...

Listy znad morza

6 lipca 2024
życie i ...

Poranek i inne okoliczności przyrody

3 grudnia 2021

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme