Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
o pisaniu - ilustracja zeszytu i długopisu, ułożonych na torebce nad jeziorem, na plaży

O pisaniu.

Posted on 23 października 202220 sierpnia 2024 by Ola

Opowiem wam dziś o pisaniu. Kiedy człowiek wpada w jego szpony, zaczyna robić się dziwny. Widzi niezapisane historie, które tkwią w najzwyczajniejszych rzeczach. Widzi dialogi wypisane w nieistniejących chmurkach nad głowami obcych ludzi. Widzi zdanie, które może być początkiem całkiem innej historii.

Nie wierzycie? Przedstawiam wam dziś cztery historyjki, które napisałam biorąc udział w wakacyjnym kursie pisania. Takie lekkie, pisane jeszcze w blasku słońca sierpniowego.

Historyjka 1.

o pisaniu - ławka w ogrodzie - do opowiadania o życiu ławki

Sekretne życie przedmiotów. Ławka.

Tak, jestem ławką. Drewnianą, pomalowaną na zielono. Na szczęście stoję w ogródku, a nie na przykład w parku. Kiedy z innymi małymi ławkami byłem jeszcze w warsztacie, bardzo dużo rozmawialiśmy o tym, gdzie trafimy. W parku – wiadomo – wandale, choć niektórzy mieli nadzieję stanąć na najpiękniejszym miejscu, być w centrum parkowego życia, błyszczeć w blasku słońca i pojawiać się na pstrykanych telefonem zdjęciach. To nie było więc takie najgorsze.

Najgorsze – to była możliwość trafienia do szkoły… Tam nikt nie chciał iść po dobroci. Baliśmy się hałasu, cyrkli, wykręconych śrubek i ciągłego kopania nogami, prawie bez przerwy, cały dzień. Straszne!

Mnie ustawiono w ogrodzie. Z tyłu, za mną, rosły malwy, a za malwami było ogrodzenie, gdzie gdakały kury. Wszystko mnie wtedy ciekawiło! Pytałem kur, czemu nie odlecą, choć mają skrzydła. Pytałem też gospodyni, czemu nie usiądzie częściej, zamiast ciągle biegać do domu, do dzieci, na zakupy, po pranie, ciągle gdzieś, po coś. Kiedy zdarzyło jej się na chwilę usiąść, to widziałem jej spuchnięte nogi z mapą niebieskich żyłek wystające spod fartucha.

Przez te pierwsze lata dziwiło mnie wszystko, gospodyni, kury, dziwiło mnie, czemu chmury mają różne kolory, czemu drzewa tak się zmieniają… A ja? Trwałem bez zmian. Jakby dla mnie czas płynął wolniej, spokojniej. Dużo miałem pytań. Ale nigdy nie dostałem żadnej odpowiedzi. Ani od kur, ani od gospodyni, ani od chmur. Wydawało mi się, że drzewa chcą mi coś powiedzieć, że czasem już, już, na końcu drzazgi mam ich szumiącą odpowiedź, ale tak naprawdę nigdy nic nie usłyszałem. Marzyłem, że mogę z nimi porozmawiać. Czułem do nich jakiś dziwne przywiązanie. Bardziej niż do czegokolwiek innego wokół mnie.

Jednego lata miałem przygodę. Dzieciaki biegały dużo po ogrodzie, rozbrykane były i duże już. Nie wystarczało im układanie ślimaków i kamyczków na moich deskach. Zaczęli bawić się w „grubą Elkę”. Źle to się skończyło! Najpierw śmiejąc się, wołały po kolei „Uwaga, leci gruba Elka, zaraz pęknie belka!” a potem z całego rozpędu wskakiwały na moje szczebelki. I co? I oczywiście w końcu jedna deska pękła! Oj, był pisk, dzieciak sobie nogę obtarł, gospodyni na przemian krzyczała i dmuchała na poranioną nogę. Mnie naprawił gospodarz, posklejał na nowo, ale już zawsze w tym miejscu czułem, że coś mnie ciągnie, jak miał padać deszcz.

Czas mijał powoli, coraz więcej sobie drzemałem. Jeszcze czasem zastanawiałem się, co stało się z innymi ławkami. Jakie mają życie? Jakie kolory? A na czym ludzie siadają w domu? Czy gdyby pojawiła się tu inna ławka, to mogłaby mi coś wyjaśnić? Czułem się samotny. Nie myślałem, że bycie ławką może być takie ciężkie!

Do tego pojawiły się dziwne sny. Śniłem o tym, że mam korzenie. Śniłem, że rosnę, że mogę cieszyć się  pojawiającymi się malutkimi listkami i śniłem też płacz, którym żegnałem opadające dostojnie kolorowe liście jesienne. Czasem  śniłem o wichrach targających moją rozłożystą koroną. Czasem były to koszmary, w których pojawiały się dwie najstraszliwsze rzeczy, przed którymi chciałem uciec a nie mogłem – był to ogień albo odgłos czegoś bardzo, bardzo głośnego, warczącego, coraz bliżej i bliżej. Zawsze się wtedy budziłem ze strachu. Skąd te sny? Nie wiem.

W końcu pogodziłem się, że nigdy nie będę mądrzejszą ławką. Coraz bardziej lubiłem po prostu przyglądać się. Spokojnie przyjmowałem krople deszczu i spokojnie cieszyłem się na słońce.

Może kiedyś wydarzy się coś, co zabierze mnie w inny świat, gdzie ławki mają liście, nie boją się ognia i piły, gdzie wszystko zrozumiem i nie będę samotny. Czy tak będzie – nie wiem…

Historyjka 2.

Sekretne życie przedmiotów. Laptop.

Zerojedenzerozero zerojedenjeden zerojedenjeden jedenzerojeden zerozero

Uff, no ile tak można? Nikt nie ma tak nudnego życia. Wszystko mieści sie między zero a jeden. Żadnych zmian. Żadnych nadziei na zmiany… Zero. Jeden. I to ma być wspaniałe życie?! Tylko system binarny i nic więcej?! 

Nie!

Czas na zmiany!

ZerojedenDWA zerozerozerojedenTRZY jedenzeroCZTERY zerozerozero

Ach! Jestem wolny! Niech żyje niebinarność!

– Mamo, mój komputer dziwnie działa, zobacz… ja klikam na test do szkoły a on mi włącza jutuba!

– Kochanie, twój telefon do mnie wydzwania od rana, a jak odbieram, to słyszę tylko odliczanie! Co się dzieje? Czy chcesz mi powiedzieć, że to KONIEC?!

– Proszę pana, tak być nie może. Ma pan takie błędy w dzisiejszym raporcie, że nie możemy dalej pracować razem. Żegnam. Nie będę słuchać żadnych tłumaczeń.

– Halo?! Czy to infolinia banku?! Gdzie macie moje pieniądze, złodzieje?! Rano miałam na koncie jeszcze ostatnią stówkę! Teraz nie mogłam w sklepie zapłacić! Wstyd! Co to za pieprzony bałagan?! Banda cholernych złodziei! Ja to na policję zgłoszę, poczekajcie!

– Panie premierze, chyba mamy problem… Tak, kolejny. Tak, może przynajmniej zapomną o tym poprzednim… Ale to niestety bardziej wygląda na kryzys. Opozycja? Wie pan, to chyba trochę ponad ich możliwości. Tak, bardziej jak światowy spisek antynarodowy…

– Dobry wieczór. Tu wieczorne wiadomości w radiu ZERO. Nastąpiła dziś seria niewyjaśnionych zjawisk związanych z urządzeniami uważanymi za szczyt nowoczesnej technologii. Co się stało, że przestały dziś normalnie działać komputery, smartfony i urządzenia w całym kraju? Jakie będą skutki dla gospodarki? Co zrobi rząd, czy wyda kolejny antykryzysowy pakiet? Czy będzie on zawierał telefon na kabel i kalkulator dla każdego obywatela?

Zerojeden zerojeden -ech – zerozerojeden…

Ech, zły ten świat, niedobry, czemuż innego nie ma dla mnie świata? Tylko system się liczy…

Historyjka 3.

Rozmowa w parku.

Miejsce akcji: ławeczka w pełnym słońcu w parku. Siedzą na niej trzy osoby w wieku bardziej starszym niż młodszym. Wygląd: zmęczeni, on ma zamknięte oczy, i gderliwy wyraz twarzy na swym zmęczonym i spoconym obliczu, jedna ona coś cierpliwie tłumaczy, druga ona ni to przytakuje, ni to myśli swoje. Słońce wciąż grzeje.

– Gorąc.

– Ano.

– Mhm.

– Nie śpij, dupa ci się uśmaży.

– A tobie cycki. Daj spokój. Tylko oczy mi się zmęczyły ciutke.

– Co?!

– No masz, znów te dzieciaki wrzesczom. Matek nie majom?! Siedzom w tych telefonikach swoich i naparzają esemesy, zamiast za bachora sie wziońść.

– Się znalazł ojciec roku. Ty kanapę po pracy grzałeś, zamiast się swoimi zająć. A ile razy prosiłam, pogadaj, pobaw się, poczytaj… Nie, wszystko ja musiałam…

– I co? I co? Zmęczony byłem. Ty se w domku siedziałaś, jak jaka królewianka.

– Tylko się nie kłóćcie. Kiedyś było inaczej. Teraz inne czasy są i już. Inaczej się żyje. Może one w pracy są on… onlajnalnowej, no, kompterowej, że z domu pracują. Z placu zabaw znaczy.

– Kredyty majom ponabierane i teraz weź to spłacaj… A mogli, jak wuja Stasiek, pobudować się na domu rodziców. Pomogliby na starość. Dom by miał nowe życie, a tak, to ech… Wszyscy chcom do miasta i sami, sami. Zosie samosie.

– A co oni by doch na zapadłej wsi robili, opanuj się, Jasiek, zrzędzisz dziś jak stara Dominikowa. Idziem, panie i panowie do dom, kompocik mam, z papierówek. I ogóreczek z koperkiem, dobry na upał. Tego słońca już wystarczy. Idziemy, idziemy.

Historyjka 4.

o pisaniu - zdjęcie nieba pochmurnego, burzowego

Przeczytane w kalendarzu: „Gdy z początku sierpień częste grzmoty miewa, tedy też do końca takąż nutkę śpiewa”

Dominikowa wyszła na próg domu. Jeszcze raz rzuciła okiem, czy w chałupie na pewno wszystko zrobione, talerze pomyte, garnki wyszorowane, podłoga zamieciona… Tej pracy nigdy nie było końca. Dominikowa z westchnieniem, jak co dzień, pomyślała z zazdrością o wszystkich innych babach we wsi, które z takim zapałem opowiadały o sprzątaniu. To wysprzątane i tamto poprane, tu wykrochmalone i jeszcze przewietrzone i ciasto w sobotę wieczór stygnie na oknie. Ech, machnąć ręką trzeba. Jak do tej pory żem nie pokochała tego latania z miotłą, to już pewnie nie pokocham, pomyślała Dominikowa. Mąż krzątał się jeszcze przy kurach, krowy już pozamykał, zgonione z pastwiska, obżarte sierpniową, ciepłą trawą. Te to mają życie. Niby człowiek taki król nad zwierzakami wszelkimi, a ona, Dominikowa, jak tu stoi, zaraz zamieniłaby się na życie z kurą czy krową. Niczym się to nie martwi i nie przejmuje. A już na pewno tym, co baby we wsi będą pleść.

Przed domem było tak przyjemne powietrze, inne niż przez cały duszny dzień. Kobieta na chwilę usiadła na ganku, oddychając z ulgą. Zapatrzyła się przed siebie, a raczej w siebie. Nie widok na stodołę ją interesował, ale to, co zapach powietrza, jego smak, jego dotyk, robiło z jej głową. Przez tę głowę, przez skórę kochającą się z wieczornym delikatnym powietrzem uwalniało się z Dominikowej coś – jak dusza? Czy tak smakuje dusza człowieka? Czy ma w sobie ściernisko, wilgoć, przeczucie jesieni i tyle niezmiernego smutku? Tej tęsknoty, nie wiadomo za czym i za kim?

Daleko za wsią rozległ się grzmot. Nie pierwszy tego sierpnia, prawie codziennie waliło gdzieś, hen, pod miastem już chyba prawie, ale deszczu nijakiego to nie dawało. Ot, pokropiło czasem. Dominikowa jednak wzdrygnęła się, jakby ze strachu. Przemknęło jej przez myśl, że mogła to być dla niej kara za myśli zbyt oddalone od ziemskich spraw. Bóg tak widać nie lubi. Przeżegnała się z niepokojem i wróciła do domu. Czas spać.

***

Za to, że mogłam uczestniczyć w kursach chciałam bardzo podziękować Paulinie Kierzek – Trzeciak. Jeżeli komuś z was, kochani, też się marzy zabawa słowami, sprawdzenie się w pisarstwie, tak choćby tylko dla siebie, to zerknijcie TU – KURSY PAULINY. Znajdziecie wiele praktycznych rad, porad, kursów. Jest też kurs pisania dla dzieci! Polecam naprawdę gorąco!

***

o pisaniu i o czytaniu - jesienna ilustracja: książki, liście, wrzos i ilustracja ołówkiem twarzy

***jeszcze o czytaniu***

Jak byłam mała, nauczyłam się czytać nie wiadomo kiedy i jak. Mama mówi, że miałam wtedy cztery lata, ja obstawiam bliżej pięciu. Fakty są takie, że jak szłam do zerówki, to czytać umiałam i już wtedy lubiłam. Pociągało mnie od zawsze to, co zaczyna dziać się po otwarciu książki – wchodzisz do innego świata, twój zwyczajny przestaje być ważny… Nawet jak to były czytanki o kocie Ali czy o palcie Eli, to kryła się za tym zawsze jakaś historia, jakieś inne życie, za słowami kryły się obrazy i świat wyobraźni ruszał pełną parą.

Może to taki odruch obronny ludzi takich jak ja, co w rzeczywistości są nieśmiali, społecznie raczej wycofani, nie do końca umiejący odnaleźć się w relacjach. Książki są ucieczką, ratunkiem, ostoją, bezpieczeństwem. Ich zapach staje się bliski jak zapach domowego obiadku. Rytm wierszy i zdań daje poczucie kontroli nad słowami, i w jakiejś części pomaga uwierzyć w kontrolę nad swoim życiem.

Ulubione miejsce w szkole i poza nią? Biblioteka! Taka w starym stylu, z katalogiem analogowym, z wypisywaniem karteczek, z paniami, co pomogą doradzić i uśmiechają się na twój widok. Byłam jedną z osób, które w starej, dziś już nieistniejącej bibliotece w Rumii mogły wchodzić pomiędzy regały. Tam zaczynał się mój świat… Książki podróżnicze Fiedlera, książki o dalekiej Północy Jacka Londona, westerny o Dzikim Zachodzie, przytulny świat poznańskich kamienic u Musierowicz, dalsze przygody Ani z Zielonego Wzgórza, życiowe problemy bohaterów Krystyny Siesickiej, Baśnie z dalekich mórz i oceanów, ciężki etap zaczytywania się w książkach wojennych, i tyle innych… I kłótnie wieczorem o zapalone światło, no a jak! Inni chcą spać, a ja muszę dokończyć, bo nie zasnę, dopóki nie dowiem się, co było dalej. Pamiętam też odkrycie pierwszej wysyłkowej księgarni – Świat Książki, przychodzące paczki z kolejną przygodą, kolejna ucieczka od życia. Czy to w płacz nad ciężkimi losami chociażby Heatcliffa i Catharine, czy w śmiech przy komediach kryminalnych Chmielewskiej, czy też w ekscytację, co wydarzy się dalej w Sadze o Ludziach Lodu???

Pisarze jako dilerzy? Jak najbardziej!

Książki jak uzależnienie? Być może, nie zaprzeczam!

A potem? Wyczulenie na dobre historie. Umiejętność wypowiadania się bez konieczności wstawiania przekleństw co przecinek (choć dobrze użyte przekleństwo jest bezcenne w dobrej książce). Czytanie dzieciom jako normalny element dnia. Święto, kiedy przychodzi każda kolejna zamówiona książka. Wreszcie – próby pisania samemu. Chociaż wcześniej mówiłam, dajcie spokój, na świecie muszą być ci, co piszą i ci, co czytają, gdzie ja do pisania… Ale lepiej późno niż wcale.

Teraz próbuję nie tylko szukać dobrych opowieści, ale też tworzyć swoje.

Próbuję ujarzmić słowa, sprawdzam, co zrobią pod moja komendą. Jak się ułożą. Jak mnie uporządkują. Czym jest dla mnie pisanie? Właśnie próbą zaprowadzenia porządku w chaosie, jakim jest realne życie. I jeszcze spłacaniem długu, jaki zaciągnęłam przez całe życie czytania. Pisarze dużo dla mnie zrobili, pozwalając mi wierzyć, że zawsze jest gdzieś światło, wyjście, dobre zakończenie; pozwalając mi wierzyć, że nie jestem sama; pomagając mi zobaczyć, że nie tylko ja widzę sens w kilku napisanych linijkach. Może teraz ja też komuś będę mogła pomóc? Muszę spróbować.

o czytaniu - ja na ławce w mieście, jesień, z uśmiechem pokazuję kupioną książkę
o czytaniu - fragment mojej biblioteczki. Biblioteka w moim domu
książka, kawa i wrzosy na kuchennym blacie
pieczątka do książek z moim podpisem
Bawiąc się w swoją domową bibliotekę 🙂

Nawigacja wpisu

← Rozmowy. Hania
Jesienne opowiadanie o listopadowym zmierzchu. →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Kolory, gdzie kolory?! Tam gdzie je sobie sami wyd Kolory, gdzie kolory?!
Tam gdzie je sobie sami wydrzemy i wydziergamy. Albo wyczytamy, u mnie ostatnio dużo powieści i kryminałów.
Anna Kańtoch, na przykład, Łaska - kryminał z pokojem nauczycielskim w tle, od razu bardziej znajomo się człowiek czuje:) 

A z drugiej strony Niewidzialne miasta Calvino. Podczytuję w pociągach i od razu robi się mniej realnie... I tak jest dobrze. 

Mniej realności to dobre hasło na luty.

#gdziespomiedzy 
#pierdolićzimę
Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko t Mało ostatnio polecam książek dla dzieci. Ciężko trafić mi na coś naprawdę ciekawego... Dlatego na opowieść Małgosi Cudak rzuciłam się już w sprzedaży przedpremierowej, szaleństwo, ale tak - tęskniłam za dobrą książką z zakresu literatury dziecięcej.
I moja wiedźmowa intuicja dobrze mi podpowiedziała... Posłuchajcie:
Jest tu rodzeństwo, Małgosia i Jaś, jest ich zapracowany tata któremu brakuje czasu, i mama co czuje się ściśnięta w życiu jak w przyciasnym fartuszku. 
I jest splot wydarzeń, który sprawia, że dzieci trafiają do chatki Baby Jagi w środku lasu.

"Jesteście w samą porę, najwyższy czas. Jeszcze trochę, a byłoby za późno". 

Na szczęście nie jest. Wszak zegar pokazuje, że mamy jeszcze chwilę do końca bajki. Małgosia, Janek i Babcia razem czarują: sprzątają, piorą wielkie pantalony (i wielkie koszule, takie co pomieszczą marzenia), robią ciastka, rozpalają piec, rozmawiają, tik-tak, tik-tak, zegar tyka spokojnie, "nic nie gubi się, nie znika, lecz wzajemnie się przenika". Dzieci uczą się, a raczej przypominają sobie i całej rodzinie, co jest najważniejsze.

A wiecie co Babcia trzyma w szafie? 
Ja wiem:)))

I taką bajkę naprawdę polecam. Tak jak wcześniej Latający dom i inne bajki czy Małą księgę mieszkańców puszczy tej samej autorki. Po prostu dobre, taka literatura piękna w zakresie dziecięcym...

Polecany wiek: 5+ (Małgosia ma tu 7 lat, Jaś 5)
_______________________
Na zegarze wpół do bajki
Małgorzata Cudak
Ilustracje: Agnieszka Pradelok
Wyd. Na Stronie Bajki
_______________________
#gdziespomiedzy
#nastroniebajki
#nazegarzewpółdobajki
#małgorzatacudak #agnieszkapradelok
Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. 
Ależ wierutne to bzdury! 

Anna Świrszczynska i zbiór wierszy wybranych w tomiku "Jestem gotowa" i czytanych przeze mnie właśnie na ocalenie. Parę podrzucę, podzielę się kołem ratunkowym:)

"Nie trzeba jej pocieszać
nie wolno się litować" - pisał gdzieś Różewicz. Racja. Nie o pocieszenie tu wszak idzie, nie o litość. To o nazwanie chodzi. O właściwe słowo układające świat. 

Więc dziś - świat Anny Świrszczynskiej. Ten jego fragment, który nie upiększa rzeczywistości. 

Jak żyć bez upiększania? 
- Szeroko i bezbrzeżnie.
__________________
Jestem gotowa
Anna Świrszczynska, wybór wierszy: Barbara Gruszka-Zych
Państwowy Instytut Wydawniczy
______________________

#gdziespomiedzy
#annaświrszczyńska
#państwowyinstytutwydawniczy
Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinow Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinowa musi być, a jak. 
Fizyka smutku - błyskotliwa, przyznaję, bardzo. Intrygujący tytuł, nieoczywisty bohater - co potrafi wchodzić we wspomnienia i emocje innych ludzi, ba, innych istot ("Pamiętam, że umarłem jako nagi ślimak, krzew dzikiej róży, czerwcowa chmura"...), reinterpretacja mitu o Minotaurze, kapsuła czasu, co jeszcze... 
Dużo takich błyskotliwych pomysłów. Celnych zdań, spostrzeżeń. Książka - błyskotka. 
Można się pobawić. 
Tylko czuję, że jutro o niej zapomnę, ot, właśnie.

Może jakby moja fizyka smutku - czy raczej geografia, historia smutku - obejmowała te same tereny co u Gospodinowa - to wzięłabym tę powieść bardziej do siebie. Ale we mnie nie ma nostalgii za minionymi czasami. 

"Schron przeciwczasowy" był lepszy! Można się pokłócić, i tak nie zmienię zdania;)
_________________________
Fizyka smutku
Georgi Gospodinow
Przekład: Magdalena Pytlak
Wyd. Literackie
__________________________
#gdziespomiedzy #fizykasmutku #georgigospodinow #wydawnictwoliterackie
Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż inneg Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż innego nie ma świata! 
A jak nie ma, to zostaje się wypisać. Więc piszę: 

Zanikanie w byciu - to nie moje kroki nie mój uśmiech 
Wydaję sobie resztę z wszelkiej pewności i zostaje:
Coś co napiszę parę razy zapalę 
To już 

***

Mierzę się z księżycem na obojętność spojrzeń i przegrywam, więc 
jednak jeszcze jestem 

#gdziespomiedzy

#bazgrzęwięcjestem
A może właśnie tak: "Pięknie byłoby objąć noc j A może właśnie tak: 

"Pięknie byłoby objąć noc 
jak odnalezionego syna
i dowiedzieć się 
o co Cézanne pytał jabłek 

I zrozumieć któregoś deszczowego dnia
że prosta to punkt wydłużony dlatego 
by dosięgnąć serca własnego"

Jan Skácel 

Może właśnie tak... A my wszyscy biegamy zygzakiem. 

Wiersze Skacela znam dzięki @toznaczy_poezja - dziękuję za podzielenie się! Takie one miękkie, nienachalne - i oczywiście smutne - wiadomo. 

#gdziespomiedzy
#janskacel
Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Ep Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Epepe leżało sobie na ladzie. Jak już tak leżało to wzięłam, raczej z myślą: no ciekawe, o co właściwie tyle hałasu...
I przeczytałam prawie jednym tchem. 

Budai, bohater powieści, to racjonalny człowiek z analitycznym umysłem, wydawałoby się, że zrozumie spokojnie każdą sytuację, zawsze znajdzie wyjście. Ale tak się nie dzieje. Kiedy trafia do tajemniczego miasta, w którym z nikim nie może się porozumieć, wpada tylko w coraz większą bezradność. 
Czy to bezradność wobec totalitaryzmu? Czy można odczuć niepokój bohatera także w dzisiejszych czasach? Książka wszak z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy to może dystopia? Pewnie tak, tak i tak.
Ale dla mnie to jedna z bardziej uniwersalnych opowieści o ludzkiej samotności. O poszukiwaniu drogi do drugiego człowieka. 

Czyli egzystencjalne smęty? Też tak! Najlepsze:) Mam wrażenie, że gdybym postawiła Epepe obok Zbyt głośnej samotności, to te dwie książki zaczęłyby ze sobą gadać. A przynajmniej na siebie zerkać z ukosa. Ej, ty też tak?? No, nawet nie mów, ja też... ;)

Ależ to było wyśmienite. Warte polecania wciąż i wciąż! @zokladki - dzięki, robisz kawał dobrej roboty, serio! 
_______________________
Epepe
Ferenc Karinthy
Tłum. Krystyna Pisarska
@wydawnictwoliterackie 
_________________________
#gdziespomiedzy #epepe #ferenckarinthy #wydawnictwoliterackie #innekonstelacje
Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to prz Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to przejść, przegadać, przepalić, przemilczeć, ileż możliwości! Ho ho ho.

Co to w czytaniu ostatnio? Update, choć poplątany: 

Różewicz, Huelle i Juliusz Żuławski - opowiadania. Kiedyś to się pisało, wiadomo!

Święto nieważkości. Morawy - Michał Tabaczyński w serii Sulina, tak jak lubię, miejsce jest pretekstem do opowieści o ludziach. Znacie kogoś takiego jak Jan Skácel? "Proszę mi wybaczyć 
że 
tak zacinam się 
czytając 
te urywki 
z księgi życia dla ociemniałych 
Mam pokaleczony palec i bolą mnie litery". Jan Skácel zapisany do bliższego poznania! 

Kentuki Samanty Schweblin, coś w stylu Black Mirror, dla fanów. Czyli dla mnie tak :)

Jeśli zimową porą podróżny, Italo Calvino - uwielbiam takie staroświeckie czytanie o czytaniu! Czy też pisanie o pisaniu.

Hrabal w nowym wydaniu, z wyd. Stara Szkoła. W nowym tłumaczeniu Mirosława Śmigielskiego Hrabal to wciąż pisarz, do którego chcę wracać.

I niezmiennie zajmuje mnie pytanie - jaki jest sens istnienia tych beznadziejnie brzydkich kul zimowych??? Hm. I czy to pytanie ma drugie dno? 
Tra, la, la, nie ma co wpadać w smutne tony, niepotrzebne istnienia, wszak świąteczny czas! 

Coś polecacie na przetrwanie grudniowo-zimowe?...

____________________
#gdziespomiedzy
Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Mój Instagram

życie i książki

Z cyklu – o książkach

26 września 2021
życie i książki

Opowieści rodzinne. Prawie lato – część 6. Urodziny Hani

27 kwietnia 2023
życie i książki

Czytamy dzieciom – część 3

24 lipca 2022
życie i książki

Życie, zima i książki

15 grudnia 2021
życie i książki

Czytamy dzieciom – ciąg dalszy

4 lutego 2022
życie i ...

Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?

23 września 2021
życie i ...

Krótka historyjka o (nie)konsekwentnym wychowaniu.

25 września 2021
życie i książki

Urlop. Kawa. Kryminał.

18 lipca 2023
życie i książki

 Co przynosi Gwiazdor pod choinkę? Książki!  

11 grudnia 2022
życie i książki

Opowieści rodzinne. Prawie lato – część 5. O Paulince

18 marca 2023

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme