Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
łąka, autorka trzyma bukiet polnych kwiatów, opowiada bajki

Bajki

Posted on 22 czerwca 202522 czerwca 2025 by Ola

Kawałeczki tej bajki powstawały dzięki Kasi Jurczyk i to jej niestrudzone siły pchają ten bajkowy świat dalej i dalej. Kasia podaje słowo, ja piszę fragment bajki. Kiedyś okaże się, czy będzie to tasiemiec serialowy czy jednak fajna bajka!

RÓŻA

Na skraju łąki swój dom mieli Państwo Dmuchawcowie. Bardzo przytulny dom, choć zakurzony, a pod łodygami wciąż zgrzytał piasek, bo nikt nie przejmował się wycieraniem odnóżek z ziemi.
Pogodny dom, wszelkie zmartwienia miały tendencje do ulatywania z wiatrem.
Państwo Dmuchawcowie lubili wychodzić na spacery. Zawsze przystanęli, żeby pogawędzić z sąsiadami Koniczynkami, pani Malwowa zaś często wołała już z daleka na kawę i drożdżówkę.
– Przydałby się deszcz – wzdychali przy kawie.
– Ech, kiedyś to były łąki… I pogoda to była porządna… A teraz!
Wystawiając listki na powiewy przyjemnego wiatru obserwowali swoje latające po łące dzieciaki.

Jeden tylko dom omijali z daleka. Dom Róży.
Pani Róża mieszkała sama.
Nigdy nikogo nie zaprosiła na kawę. Ani na drożdżówkę.
Nie przystanęła przy żadnym płotku, żeby pogawędzić i ponarzekać.
I najgorsze: nie przepraszała za swoje kolce; nigdy ich nawet nie ukrywała!

O zgrozo.

Pani Dmuchawcowa patrząc na dom Róży czuła się nieswojo. Sąsiadka Malwowa krzyczała z oburzeniem:
– Ale wstyd! Taka mieszkanka w naszej normalnej wsi! Wstyd!
Dmuchawcowa nie przyłączała się do oskarżeń. Którego dnia odważyła się nawet cichutko powiedzieć:
– A ja myślę, że to nie jest żaden wstyd… A ja chciałabym ją poznać.
Malwowa tylko przewróciła oczami i pokręciła głową.
– Ech, te Dmuchawce. Zawsze was zniesie w jakieś kłopoty!

KROKUS

Pani Krokusowa z bezbrzeżną miłością patrzyła na swoje małe Krokusiątko. Ono spało, zaciskając swoje drobniutkie listki nad główką.
– Co ciebie czeka… –  krokusowa mama wiedziała, że powinna przerwać taką myśl, że nic poza lękiem nie znajdzie, ale myśl była silniejsza od niej.  – Jak ja cię mam ochronić, jak?

Wyblakły fioletowe płatki Krokusowej, wyblakła zieleń jej listków. Łodyga wydawała się podłamana, z trudem wznosiła się do słońca.

Tylko uśmiech zachował jeszcze dawną zieleń.  Nie potrafiła jej odmówić ani sobie ani  Krokuskowi. Odrobinka, z której być może mały będzie musiał czerpać całą swoją siłę.

– Pani Krokusowo! Chodź pani do nas, Malwowa na drożdżówkę zaprasza!  – to Dmuchawcowa, jak zwykle rozwichrzona, okrąglutka i radosna. – Chodź, przy dzieciakach nie da się cięgiem w domu siedzieć. Do innych trza wyjść.
– Przyjdę! – Krokusowa zamachała płatkami. – Przyjdę! Na pewno! Tylko się mały obudzi i przyjdę!

PSZCZOŁA

Pani Pszczółka ostatni raz zerknęła na przygotowane dla dzieciaków miejsca, czysto i schludnie, stwierdziła, odetchnęła spokojnie i otworzyła drzwi Szkółki na Łące.
– Maaamooo! Ja nieeee chcę!!! – rozległo się zawodzenie małej Stokrotki. Pszczółka już chciała do niej podejść, kiedy jej uwagę zwrócił butek na głowie Bratka.
– Bratku, ubierz normalnie swoje kapcie, płatki ci się pogniotą i…
– Pani Pszczoło, ja stanowczo poproszę o rachunki z ostatniej wycieczki! – usłyszała lewym czułkiem, w w prawe ktoś jej zawzięcie szeptał, „ze jest taka mięciutka i najlepsa do psytulania”.
Zanim zdążyła się zdecydować, gdzie zareagować, zakręciło jej się w nosie. To małe Dmuchawce wciąż podskakiwały i rozsiewały nasionka.
– A słyszała Pani, że Malwinek znowu chory? Ja bym go tak ciepło nie ubierała – kręciła głową Dmuchawcowa.
– Pani Pszczoło kochana, mojemu to proszę pamiętać, żeby czapeczkę założyć – przypomniała mama Bratka, z niepokojem patrząc na Dmuchawcową. – Niektórzy to bardzo beztrosko podchodzą do wychowywania dzieci, naprawdę, pani kochana. Proszę pamiętać.
– Czary mary, ustawiamy się w pary – Pani kochana doszła w końcu do głosu, tu pogłaskała, tu dopięła bucik, tam podała rozliczenia, po drodze jednocześnie uśmiechała się do nieśmiałych kwiatków i groziła czułkiem łobuziakom.
Jak to robiła – tego nie wiedział nikt.

ZAUFANIE

Pani Pszczółka pomachała dzieciakom na pożegnanie i kwiatki wybiegły kolorową chmarą z Leśnej Szkółki.
Ostatnia wychodziła mała Pokrzywa. Kiedy inne dzieciaki podskakiwały, robiły wyścigi, gadały przekrzykujac się nawzajem, ona była gdzieś obok całego harmidru. Ociągała się, oglądała za siebie.

Pani Pszczola miała wrażenie, że to dziecko nie chce za szybko wrócić do domu, i to wrażenie z dnia na dzień się pogłębiało.

Ale dlaczego – pozostawało tajemnicą. Dobrze ubrana, najedzona, grzeczna Pokrzywka wydawała się idealną uczennicą, jak tu wytłumaczyć to uczucie, że coś jest jednak nie w porządku?

Nauczycielka ciężko westchnęła i zaraz podniosła czułki raźniej w górę. Potrzebuje jeszcze trochę czasu i zdobędzie zaufanie małej Pokrzywki. Pozwoli jej otworzyć się w swoim czasie.
A na razie przejdzie się do Malwowej.

Malwowa wie wszystko o wszystkich, może i o rodzinie Pokrzyw co nieco słyszała.

– A na pewno najem się drożdżówki – mruknęła jeszcze do siebie. – Malwowa to jak ławeczka pod sklepem. Posiedzi się chwilę, a potem człowiek wie nawet to, czego absolutnie do szczęścia nie potrzebuje…

Pokrzywka tymczasem najdłuższą drogą wracała do domu, sama i z coraz bardziej zwiniętymi listkami. Wydawała się samotna jak kropka postawiona na zielonej ale pustej kartce.

POKRZYWA

… i kiedy Pani Pszczółka zajmowała się już spokojnie swoimi sprawami, mała Pokrzywa stanęła w końcu przed drzwiami domu. Ostatnie kroki robiła tak wolno, jakby bawiła się w ślimaka. Zresztą lubiła ślimaki, widok ich rozdeptanych skorupek był jej nieodmiennie przykry.
– Dziecko, jesteś w końcu! – zza domu wyłoniła się mama Pokrzywy, z pustą miską po rozwieszonym praniu. – No co tak patrzysz, wejdź, obiad czeka.
Mała zakaszlała i cicho zapytała:
– A tata jest? Nie widzę jego butów.

Świat na chwilę spochmurniał, zacienił się.

– Nie ma. – Mama popchnęła lekko Pokrzywę do środka. – Nie stój tak, umyj ręce i chodź jeść. Naleśniki dziś są! – zawołała już z kuchni.

Świat na chwilę rozpromienił się, zajaśniał.

– Jak ja kocham naleśniczki! Już idę! Jestem ślimak turbo!
Mama Pokrzywy prawie upuściła talerze. Nigdy nie wiedziała, kiedy jej córka wybuchnie radością a kiedy skuli się w płaczu. „Ech, dzieci”, pomyślała i podśpiewując pod nosem zawijała twarożek w złote, chrupiące naleśniki.

MELEPETA

Pokrzywa wracała ze Szkółki na Łące szczęśliwa jak rzadko kiedy, gdyby mogła ją tak zobaczyć pani Pszczoła! Te podskoki, uśmiechy, aż się za nią Malwowa obejrzała i mimowolnie westchnęła, z sentymentem za słynną dziecinną beztroską.
Gdyby ktoś przyjrzał się bliżej, zauważyłby kartkę ściskaną w ręce dziewczynki. Pokrzywa co jakiś czas przystawała, otwierała kartkę i czytała jeszcze i jeszcze raz. Nie było tam wiele: data, godzina, miejsce.
Zwykle zaproszenie.
Nic takiego, ot, że jest serdecznie zaproszona na urodzinki swojej koleżanki, do Dmuchawców.
Kolejne piruety na drodze dedykowane były tej miłej, okrągłej jak kulka pani Dmuchawcowej, a jeszcze jeden skok zrobił się sam na myśl o całym popołudniu w tym słonecznym, głośnym domu! Jaka to była jasna myśl! Cieplutka jak nagrzana słońcem i pachnąca igiełkami sosen.
– Pokrzywa, aleś ty dziś szybko w domu! – usłyszała, skręcając już w scieżkę prowadzącą pod drzwi.
– No chodź, chodź, chociaż raz jesteś na czas, tata się ucieszy, ty mogłabyś pomyśleć czasem że my się martwimy jak nie wracasz prosto do domu! A co ty tam masz, pokaż.
Pokrzywa z błagalnym spojrzeniem, ale bez słów, podała zaproszenie na urodzinki. Mama szybko przebiegła je wzrokiem.
– No dobrze – powiedziała. – Jak chcesz iść, to spytaj taty czy możesz. No, idź. Idź spytać! Nie stój tak. Słyszysz?!
Pokrzywa wciąż stala przed drzwiami, wciąż bez slowa.
– Ja ciebie dziecko nie rozumiem. Jakaś jesteś melepeta – westchnęła mama i odeszła w stronę ogródka.
Pokrzywa nie spytała co to znaczy. Sama zrozumiała, że to ktoś, kto nie pójdzie na urodziny, mimo iż była „serdecznie zaproszona”. Z domu, w którym był tata, wychodziły zimne cienie, teraz one gorzko otaczały dziewczynkę i pogardliwie coś mówiły. „Urodziny – słyszała – I po co? Co z tego będziesz miała? Chodź tu, zostaniesz w domu, z mamą. I z tatą”. Idź, mówiły cienie. Idź do taty. Melepeta, to ktoś, kto nie będzie w pełni sobą. Popękany jak rzecz, która wypadła z rąk

PRZESILENIE

Mamie zabrakło marchewki do obiadu, więc mała Pokrzywa stoi właśnie w kolejce w ulubionym warzywniaku. Zawinęła sobie siatkę wokół dłoni, żeby nie zgubić portfelika i rozgląda się.
Lubiła te zakupy, lubiła kolory malutkiego targowiska, zapachy, nawet panią Lewkonię, co stała za ladą, też lubiła.
Pani Lewkonia nie bała się nikogo, mogła  pyskować okolicznym draniom i nikogo nie przepraszała, pani Lewkonia żyła więc jak prawdziwa królowa, myślała sobie Pokrzywka. Może ma to związek ze starą wagą, ktorej królowa warzywniaka wciąż używała, nie patrząc na nowoczesne elektroniczne wynalazki. Szalki wagi były nieomylne i uparcie dążyły do równowagi.
Ani mniej ani więcej.
Królowa odmierza każdemu wedle… czego? Pragnień? Marzeń? Sprawiedliwości? Własnego widzi mi się?
…
Dorosła Pokrzywa siedzi z albumem w rękach. Wyobraża sobie, że kładzie fotografie z dzieciństwa na wadze pani Lewkonii. Kiedy waga zdjęcia jest cięższa niż pokrzywowe siły, zdjęcie wyrzuca za siebie. Czasem podarte na strzępki.

To jej przesilenie. Ona po jednej stronie, wszechświat po drugiej. Muszą cos z siebie wyrzucić, żeby wróciła równowaga.

ciąg dalszy nastąpi…

Nawigacja wpisu

← Co czytać – moim zdaniem
dziś jest tylko wyrazem →

2 thoughts on “Bajki”

  1. Kasia Jurczyk pisze:
    22 czerwca 2025 o 20:30

    Jestem wielką fanką i mam nadzieję, że zobaczę te bajki na półce w księgarni

    Odpowiedz
    1. Ola pisze:
      2 lipca 2025 o 08:24

      Dzięki, Kasiu! plus milion do motywacji:)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. Niektórzy mówią, że literatura nie potrafi ocalić. 
Ależ wierutne to bzdury! 

Anna Świrszczynska i zbiór wierszy wybranych w tomiku "Jestem gotowa" i czytanych przeze mnie właśnie na ocalenie. Parę podrzucę, podzielę się kołem ratunkowym:)

"Nie trzeba jej pocieszać
nie wolno się litować" - pisał gdzieś Różewicz. Racja. Nie o pocieszenie tu wszak idzie, nie o litość. To o nazwanie chodzi. O właściwe słowo układające świat. 

Więc dziś - świat Anny Świrszczynskiej. Ten jego fragment, który nie upiększa rzeczywistości. 

Jak żyć bez upiększania? 
- Szeroko i bezbrzeżnie.
__________________
Jestem gotowa
Anna Świrszczynska, wybór wierszy: Barbara Gruszka-Zych
Państwowy Instytut Wydawniczy
______________________

#gdziespomiedzy
#annaświrszczyńska
#państwowyinstytutwydawniczy
Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinow Jestem czytelniczym snobem więc lans na Gospodinowa musi być, a jak. 
Fizyka smutku - błyskotliwa, przyznaję, bardzo. Intrygujący tytuł, nieoczywisty bohater - co potrafi wchodzić we wspomnienia i emocje innych ludzi, ba, innych istot ("Pamiętam, że umarłem jako nagi ślimak, krzew dzikiej róży, czerwcowa chmura"...), reinterpretacja mitu o Minotaurze, kapsuła czasu, co jeszcze... 
Dużo takich błyskotliwych pomysłów. Celnych zdań, spostrzeżeń. Książka - błyskotka. 
Można się pobawić. 
Tylko czuję, że jutro o niej zapomnę, ot, właśnie.

Może jakby moja fizyka smutku - czy raczej geografia, historia smutku - obejmowała te same tereny co u Gospodinowa - to wzięłabym tę powieść bardziej do siebie. Ale we mnie nie ma nostalgii za minionymi czasami. 

"Schron przeciwczasowy" był lepszy! Można się pokłócić, i tak nie zmienię zdania;)
_________________________
Fizyka smutku
Georgi Gospodinow
Przekład: Magdalena Pytlak
Wyd. Literackie
__________________________
#gdziespomiedzy #fizykasmutku #georgigospodinow #wydawnictwoliterackie
Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż inneg Z cyklu: zły to świat, okrutny świat, czemuż innego nie ma świata! 
A jak nie ma, to zostaje się wypisać. Więc piszę: 

Zanikanie w byciu - to nie moje kroki nie mój uśmiech 
Wydaję sobie resztę z wszelkiej pewności i zostaje:
Coś co napiszę parę razy zapalę 
To już 

***

Mierzę się z księżycem na obojętność spojrzeń i przegrywam, więc 
jednak jeszcze jestem 

#gdziespomiedzy

#bazgrzęwięcjestem
A może właśnie tak: "Pięknie byłoby objąć noc j A może właśnie tak: 

"Pięknie byłoby objąć noc 
jak odnalezionego syna
i dowiedzieć się 
o co Cézanne pytał jabłek 

I zrozumieć któregoś deszczowego dnia
że prosta to punkt wydłużony dlatego 
by dosięgnąć serca własnego"

Jan Skácel 

Może właśnie tak... A my wszyscy biegamy zygzakiem. 

Wiersze Skacela znam dzięki @toznaczy_poezja - dziękuję za podzielenie się! Takie one miękkie, nienachalne - i oczywiście smutne - wiadomo. 

#gdziespomiedzy
#janskacel
Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Ep Wpadłam do biblioteki po coś zupełnie innego, a Epepe leżało sobie na ladzie. Jak już tak leżało to wzięłam, raczej z myślą: no ciekawe, o co właściwie tyle hałasu...
I przeczytałam prawie jednym tchem. 

Budai, bohater powieści, to racjonalny człowiek z analitycznym umysłem, wydawałoby się, że zrozumie spokojnie każdą sytuację, zawsze znajdzie wyjście. Ale tak się nie dzieje. Kiedy trafia do tajemniczego miasta, w którym z nikim nie może się porozumieć, wpada tylko w coraz większą bezradność. 
Czy to bezradność wobec totalitaryzmu? Czy można odczuć niepokój bohatera także w dzisiejszych czasach? Książka wszak z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy to może dystopia? Pewnie tak, tak i tak.
Ale dla mnie to jedna z bardziej uniwersalnych opowieści o ludzkiej samotności. O poszukiwaniu drogi do drugiego człowieka. 

Czyli egzystencjalne smęty? Też tak! Najlepsze:) Mam wrażenie, że gdybym postawiła Epepe obok Zbyt głośnej samotności, to te dwie książki zaczęłyby ze sobą gadać. A przynajmniej na siebie zerkać z ukosa. Ej, ty też tak?? No, nawet nie mów, ja też... ;)

Ależ to było wyśmienite. Warte polecania wciąż i wciąż! @zokladki - dzięki, robisz kawał dobrej roboty, serio! 
_______________________
Epepe
Ferenc Karinthy
Tłum. Krystyna Pisarska
@wydawnictwoliterackie 
_________________________
#gdziespomiedzy #epepe #ferenckarinthy #wydawnictwoliterackie #innekonstelacje
Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to prz Grudniowo - ciemno i zimno. Można (trzeba?) to przejść, przegadać, przepalić, przemilczeć, ileż możliwości! Ho ho ho.

Co to w czytaniu ostatnio? Update, choć poplątany: 

Różewicz, Huelle i Juliusz Żuławski - opowiadania. Kiedyś to się pisało, wiadomo!

Święto nieważkości. Morawy - Michał Tabaczyński w serii Sulina, tak jak lubię, miejsce jest pretekstem do opowieści o ludziach. Znacie kogoś takiego jak Jan Skácel? "Proszę mi wybaczyć 
że 
tak zacinam się 
czytając 
te urywki 
z księgi życia dla ociemniałych 
Mam pokaleczony palec i bolą mnie litery". Jan Skácel zapisany do bliższego poznania! 

Kentuki Samanty Schweblin, coś w stylu Black Mirror, dla fanów. Czyli dla mnie tak :)

Jeśli zimową porą podróżny, Italo Calvino - uwielbiam takie staroświeckie czytanie o czytaniu! Czy też pisanie o pisaniu.

Hrabal w nowym wydaniu, z wyd. Stara Szkoła. W nowym tłumaczeniu Mirosława Śmigielskiego Hrabal to wciąż pisarz, do którego chcę wracać.

I niezmiennie zajmuje mnie pytanie - jaki jest sens istnienia tych beznadziejnie brzydkich kul zimowych??? Hm. I czy to pytanie ma drugie dno? 
Tra, la, la, nie ma co wpadać w smutne tony, niepotrzebne istnienia, wszak świąteczny czas! 

Coś polecacie na przetrwanie grudniowo-zimowe?...

____________________
#gdziespomiedzy
Zapis listopadowy: lubię moje małe akty autodestr Zapis listopadowy:

lubię moje małe akty autodestrukcji
palenie i czytanie
omijanie życia bokiem
tanie buty z promocji

***

Lista mogłaby być dłuższa, ale straciłaby rytm, nie warto, poza tym lepiej zrobiła to Jane Hirschfeld. Ach, ten bluesowy smutek. 

@jasno.i.cicho - słodycz jabłek i fig niech będzie cała dla ciebie - w podziękowaniu za podzielenie się wierszami Jane! Kiedy to już było, z rok temu, a ja wciąż do nich wracam.

Jeszcze takie fragment, z wiersza Przeciwko pewności: 

"Żyć wśród tego wspaniałego znikania, jak musi żyć kot,
cień wewnątrz cienia, pełne odprężenie".

No mówię że listopad!
_____________________
#gdziespomiedzy #janehirshfield #trójnożnyblues

#listopadsropad
Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie po Rozważnie ale i niepoważnie. Kto tak czasem nie potrzebuje, ja nie wiem, nie znam takich albo też szybciutko taką zbyt poważną znajomość kończę:) Bez humoru ani rusz dalej. Te wszystkie balony powagi i dostojeństwa tak bardzo potrzebują przekłucia, że tylko biegać ze szpilkami...
Umberto Eco na marginesie swojego poważnego brulionu dorysowuje wąsy filozofom i układa ich doktryny w rymujące się wierszyki. 
Ja nie wiem, co na to Kant czy wielebny Anzelm z Aosty, ale mi się tak podobało! 
Druga część to szturchanie literatury.  Tak często wydaje się nam - bo na pewno nie tylko ja tak mam - że literatura piękna czy inny Tomasz Mann to nie dla zwykłych śmiertelników, że trzeba przejść jakiś stopień wtajemniczenia, że wstyd nie znać ale też wstyd nie polubić, jak tu żyć, no nie da się! Tymczasem w tych wszystkich czarodziejskich górach można odkryć tyle ironii, uszczypliwego poczucia humoru - nie trzeba nam klękać na kolana a po prostu uśmiechnąć się i czytać, czytać. U Eco po nosie dostaje też Proust czy Joyce. 

Przypomina mi się, że wszystkie gazety zawsze zaczynałam czytać od felietonów, szukałam rysunków satyrycznych, dopiero uzbrojona chwilą uśmiechu mogłam iść w powagę. 

Taką chwilę daje też książeczka Umberto Eco, ode mnie - polecajka! 

@oficyna_noir_sur_blanc - #wspolpracabarterowa 
_____________________________
Rozważania niepoważne 
Umberto Eco
Tłum. Monika Woźniak i Iga Kochańska
Tomasz Stawiszyński - krótkie przypomnienie filozoficznych pojęć czy nazwisk
Wyd. Noir sur Blanc
____________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram #rozważanianiepoważne #umbertoeco #oficynanoirsurblanc
Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszka Mapa niepokoju - gdzieś otwarte okno. Niezamieszkanie.
Niedokończenie 
Nie-pokój
_________________________
No i został taki obrazek niedokończony. 

#gdziespomiedzy 
#kolażanalogowy

#mewarządziijuż
Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę Jestem tylko zwykłą czytelniczką - czuję potrzebę usprawiedliwienia, z góry przepraszam - i jako taka - bo żadna ze mnie znawczyni - nie wiem czemu akurat Panny z Wilka tak stanęły na piedestale, no nie wiem! 
Niech mnie ktoś przekona, że to opowiadanie przetrwało próbę czasu, chętnie posłucham, i odpowiem, że chyba raczej jednak nie przetrwało :)

Ale opowiadanie o cyrkowcu, co zaczyna poznawać inne życie, kończy się to tragicznie,  albo o opętaniu miłością, oj biednieńkij on i ona, ta od aniołów... Brzezina też mi zostanie w pamięci, z całym tym swoistym pięknem, na granicy liryki i zwykłego życia. Opowiadanie o rodzinie z młyna znad Lutyni, o wojennych ranach w duszy i w drugim człowieku - tak, bierzcie, czytajcie! Tak się pisze opowiadania, takich chcę czytać więcej!

Jakie właściwie polskie opowiadania polecacie? 
Mają też być tak dobrze napisane, jak u Iwaszkiewicza, taki warunek:)
___________________________
Brzezina i inne opowiadania 
Jarosław Iwaszkiewicz 
Wyd. Czytelnik
___________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #brzezinaiinneopowiadania #jarosławiwaszkiewicz #wydawnictwoczytelnik
Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, troch Gdzieś tam pomiędzy bibliotecznymi regałami, trochę obok Leśmiana,  ale tak bardziej w mrok, gdzie pod nogami pałętają się koty, jeże, w bibliotece wszystko wszak może się zdarzyć, jesienny zachód słońca też, nicości, byt z niebytem się mylą, a ja obok stoję i przypatruję się przelatującym gawronom, pomiędzy istnieniem a jego odwrotnością, wyciągam z regału Rymkiewicza, na los się zdaję, oj, to nie jest najlepszy pomysł... 
@w.dziurawych.trampkach - wybrałam te jesienne ogrody, proszę bardzo:)
_________________________
Jarosław Marek Rymkiewicz
Zachód słońca w Milanówku
Wyd. Sic!
________________________
#gdziespomiedzy #bookstagrampl #jarosławmarekrymkiewicz #zachódsłońcawmilanówku
Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życi Małgorzata Halber to jedna z moich ulubionych życio-pisarek. Czytałam Książkę o miłości, czytałam Hałas, teraz Najgorszego człowieka i uważam że nikt poza Halber nie umiałby pisać jak Halber. I już. Ja tą szczerość i odzieranie warstw biorę i zachłannie czytam.
O czym jest #najgorszyczłowieknaświecie pisał swego czasu cały bookstagram, pod tym hasztagiem jest mnóstwo opisów, ja już tylko dodam swój stary wierszyk o kocie, bo pasuje do okładki:

Mam takiego kotka
Mały dość jest, nieporadny, 
nawet chwilami zabawny 
Balkon na czwartym piętrze 
wydaje mu się idealny 
do skakania przy barierkach

Chyba nie wie co to lęk

Przychodzi 
i bez pytania czy może 
każe się głaskać 

On naprawdę nie wie 
Co to lęk

PS. Tak, to jest książka o lęku. 
Czytaliście? Lubicie ten styl pisania?
______________________________
Małgorzata Halber 
@mroczny_msciciel 
Najgorszy człowiek na świecie 
Wyd. Znak Literanova 
@znak_literanova 
______________________________
#gdziespomiedzy #bookstagram  #małgorzatahalber #znakliteranova
Mój Instagram

życie i problemy

Dzieci i trudne tematy… Jak rozmawiać o śmierci?

29 maja 2022
życie i ...

Życie i… lodówka.

4 czerwca 2022
życie i książki

Przedwiośnie – część 2

26 lutego 2022
życie i ...

Czerwiec.

19 czerwca 2022
życie i ...

Pewnej nocy w Betlejem

27 grudnia 2023
życie i ...

Rozmowy. Maja

20 marca 2022
życie i ...

Bajki

22 czerwca 2025
życie i ...

Świąteczne opowiadanie

23 grudnia 2021
życie i problemy

Parę słów od zapyziałej idealistki.

4 marca 2022
życie i problemy

O depresji fachowym okiem. Rozmowa

12 kwietnia 2023

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme