Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
to był maj - kartka z kalendarza, ozdobiona na pomarańczowo, z pomarańczowym obrazkiem w tle i z kredkami

To był maj…

Posted on 21 maja 202321 maja 2023 by Ola

Jedne problemy w pracy, drugie w domu. 

Trzecie w kuchni, czwarte w dziecięcych pokojach. 

A po drodze piąte i dziesiąte: zakupy, pranie, zmywanie, pokłóconych godzenie, nosów wycieranie, ran opatrywanie, dmuchanie, głaskanie, czytanie, zapisywanie, sprawdzanie, dzwonienie, umawianie, doradzanie, martwienie się i…  

Ta litania nie ma końca.  

I zawsze będzie refren: “Matko bosko, zapomniałam jeszcze o tym, tamtym, sramtym i owamtym!” 

Zmęczenie – to nasze drugie imię. 

Gdzie powiedzieć stop? Jest taki moment?  

Ano niestety jest. Jest taki moment, za którym zmęczenie przeważa. Opadamy z sił jak jedna z szalek na starej wadze, takiej jaką kiedyś w warzywniakach używało się, żeby sprzedać pomidory z ogródka i ziemniaki z pola. Po drodze z pracy, każdy kupował, w kolejce swoje odstał, trzeba, choć nogi spuchnięte i portfel prawie pusty, bo wtedy też to samo gonienie było, obiady do zrobienia, ogórki na mizerię do utarcia, dzieciaki do ogarnięcia… A jeszcze wcześniej – jeszcze trudniej.  

Może kiedyś wagi były mocniejsze, może my dziś delikatniejsi – nie wiem, nie jestem socjologiem. Ale jestem mamą i pracuję. I co nieco o zmęczeniu wiem. I się wypowiem, a co! Posłuchajcie mojej mini-opowieści o zmęczeniu! 

Nie tak dawno temu i nie tak daleko gdzieś, zaledwie tu i przed chwilą żyła sobie Mama. Mama budziła się przed wszystkimi, żeby wypić kawę w ciszy, wtedy miała trochę więcej energii na cały dzień. Chciała być dla wszystkich uśmiechnięta i radosna, chciała zarażać optymizmem, chciała być jak te optymistyczne kobiety ze zdjęć w telefonie. Kiedy do porannej kawy przeglądała fejsbuki i instagramy, zalewały ją zdjęcia uśmiechnięte, piękne pomimo zmarszczek, piękne nawet przy porannej kawie, piękne takim jakimś spokojem i światłem płynącym z jasnych fotografii. Kiedy próbowała sobie takie zrobić, nieodmiennie kasowała, bo to oczy zmęczone i spuchnięte, to pryszcz wyskoczył, to kawa się rozlała, to dzieciaki już się obudziły i w kadr wpadły, ot, życie. Ale żal pozostał, malutki. Przecież inni potrafią – myślała z leciutkim żalem Mama i uśmiechała się do tych swoich biegających już rano poza kadrem telefonu dzieciaków.  

I płynął Mamie dzień, pełen zwykłych rzeczy. Różnie w tej codzienności bywało. To rozwoziła dzieci po przedszkolach, szkołach, teściowych, szła do pracy, to pracowała w domu, a to dzieci nie miał kto zabrać choćby na godzinkę, mierzyła temperaturę, słuchała kaszlu, dzwoniła do lekarza, wzdychała na kolejne zwolnienie, próbowała dokończyć ważny dla siebie projekt, robiła listę na zakupy, takie i spożywcze i łazienkowe, i dla wszystkich świętych, bo potem samo się nic nie kupi, słuchała jednym uchem o problemach córeczki, drugim uchem o marzeniach synka, myślała, jak im doradzić, jak ustrzec przed błędami, jak nie być też mamą nadopiekuńczą, z wyrzutami sumienia podjadała czekoladki ze swojej sekretnej szafki, piła kolejną kawę, przypominała sobie o urodzinach, rocznicach, zebraniach, terminach, mój mózg więcej nie pomieści, myślała z trwogą, bała się, a tu dzień wciąż trwa, trzask drzwi, ktoś się obraził, ktoś płacze, a inni to na pewno mają lepiej wychowane dzieci, myślała sobie Mama resztką sił, a mogła już tego akurat nie myśleć, bo tylko sobie dołożyła kamyk na wagową szalę…  

Mama zastanawiała się wieczorem, gdzie ten świat daleki, w którym dzieją się dobre sny, gdzie ludzie w rozwianych sukienkach na plaży, wśród pól, łąk, gdzie dzieciaki w jasnych czystych ubrankach, gdzie wygląda się pięknie a podpis pod zdjęciem głosi: ach, dziś tak na szybko, bez makijażu, a oczy błyszczą, czoło się nie świeci, włosy nie wariują. Gdzie ten świat, w którym powinna też być taka szczęśliwa, ach, dziś tak na wesoło pomimo łez, gdzie jej wyjazdy, szaleństwa! Jej szaleństwem było dziś bieganie za dwojgiem dzieci na raz, zanim jedno wbiegło na beton, drugie w pokrzywy. Jej szaleństwem było dziś słuchanie, jak jedno dziecko brzydko przeklęło w towarzystwie, po czym dla wzmocnienia efektu, żeby nikt się nie dopatrzył pomyłki, z pięknym “errrrrrr” powtórzyło owo zacne słowo, a drugie dziecko… też coś robiło, ale Mama ze zmęczenia i poczucia wstydu już nie chciała myśleć, co. Zakopała się mocno w pościeli, chciała zniknąć, nigdy nie będzie dosyć dobra. Może spróbuje jutro… 

Jutro przychodziło przez dług czas takie zielone, pełne nadziei, uśmiechało się do Mamy. Ale Mama coraz mniej miała czasu, żeby ten uśmiech o poranku zobaczyć. Wydawało jej się, że dzień przykrywa się szarym nalotem, przez który coraz bardziej nie może się przebić. Szarość oplatała ją jak pajęcza sieć i każda próba uśmiechnięcia się wymagała najpierw wyjścia z kokonu. Szary kokon wydał jej się przez chwilę nawet przyjemny. Tłumił krzyki i hałasy. Nie pozwalał na wysiloną rozmowę. Mogła zamknąć oczy i udawać, że jej tu nie ma. 

Ale musiała być. Z trudem wstawała, puszczała ściskany z lękiem kubek kawy i szykowała kanapki do śniadaniówki. Szła do samochodu, siadała za kierownicą albo naciągała czapkę mocno na uszy, otulała się szalikami, żeby dodać sobie otuchy i szła w ten nowy dzień, brnęła w szarość, bo musiała, musiała do pracy, musiała po zakupy, musiała z dziećmi do lekarza, a każde zadanie było jak wygrana bitwa z Szarością. Słyszała coś kiedyś o depresji, ale zmęczenie to przecież nie depresja, ona tylko musi trochę odpocząć, jutro już na pewno będzie lepiej! Może pojutrze, a na wiosnę już na pewno!  

No i jest. Przyszedł. Maj. Wiosna. Zieloność, jasność, słoneczność. Mama delikatnie wychyla się z kokonu, ściąga szare szaliki. Wyciąga do słońca jedną rękę, wychodzi na próg domu jedną nogą… Drugą jeszcze chowa, bo może lepiej chwycić swoje szare zmęczenie i wrócić…  

Ale w tej bajce Zieloność wygrywa. Mama wychodzi, chwyta aparat, pstryka zielone, jasne zdjęcia, śmieje się z dziećmi. Kiedy zamyka oczy, słońce tańczy jej pod powiekami.  

Ale w tej bajce, choć Zieloność wygrywa, Szarość kroczy za nią. Uśmiecha się złośliwie i czeka… Cierpliwie, jak pająk w pajęczej sieci.  

Na razie jest maj.  

Szalka na wadze wychyla się w stronę radości. Waży rabarbar, zapach kwiatów jabłoni, pierwsze truskawki. Mama dokłada na wagę jeszcze ogóreczek małosolny, szczypiorek chrzęszczący przy krojeniu, dokłada trochę bzu. I szczyptę chmur, niosących ciepły deszcz. Na razie wystarczy!  

maj, kwiat jabłoni
maj - niebo pochmurne i łąka
maj - kwiatki na łące, białe, w zielonej trawie, z tyłu zamglone
maj - kwiaty białe, pnące się ku słońcu
maj - niebo pochmurne, zielone gałązki i las
chłopiec idzie ulicą, nad nim pochmurne niebo, obok zielony żywopłot
ulica między domami, na środku stoi dziewczyna, robi zdjęcie
niebo nad łąką
Popatrz w górę. Nabierz oddech. Wdech i wydech... Nic się nie zmieni, ale ty będziesz ciut spokojniejsza!

Ps. Zdjęcie z góry strony wydrukowałam ze strony Rudej Kropki. Możesz tu zajrzeć: kalendarz rudo-kropkowy i też sprawić sobie odrobinę piękna!

A rysunek śpiącej dziewczyny to już dzieło mojej córki. 

Nawigacja wpisu

← Plontynki – czyli myśli różne
Czytam z sentymentem #2 →

1 thought on “To był maj…”

  1. Hanna Dominik pisze:
    30 maja 2023 o 20:38

    Oj ta Mama wrażliwa kochana życzę jej dobrej kawki o poranku ☕te kobiety że zdjęć to kamuflaż wiem to nawet po sobie bo robiąc zdjęcie zakładam duuże słoneczne okulary (zmarszczki wokół oczu ) to prawda że zieloność traw kwitnące kwiaty drzewa wpływają niesamowicie ożywczo na nasze samopoczucie no i słońce trzeba się nim nacieszyć ile się da twoje zdjęcia są piękne Olu to chyba też mamy w genach po babci Pelasi ❤️wszystkie fotografujemy kochamy to zakończę komentarz mój słowami piosenki bardzo radosnej „Zawsze niech będzie słońce zawsze niech będzie niebo zawsze niech będzie Mama zawsze niech będę Ja” kocham cie moja córko dobrej nocy ❤️❤️❤️

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i książki

Opowieści rodzinne. Jędrek. Zima – część 1

28 stycznia 2022
życie i książki

Mój brat Feliks

12 maja 2024
życie i problemy

dziś jest tylko wyrazem

31 sierpnia 2025
życie i problemy

Myśli… spierniczone? O piernikach i nie tylko. Część 1

8 grudnia 2021
życie i problemy

Rozmyślania o depresji dzieci i młodzieży

23 marca 2023
życie i problemy

Jak pomagać dziecku w nauce? Porady nauczycielki

4 lutego 2023
życie i książki

Opowieści rodzinne. Lato – część 1

27 lipca 2023
życie i ...

Równowaga

24 września 2021
życie i problemy

Dzieci i trudne tematy… Jak rozmawiać o śmierci?

29 maja 2022
życie i książki

Książkowe niezapominajki

1 maja 2024

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme