Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
opowieści rodzinne - wiosna i rozkwitające kwiaty drzewa owocowego

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 2

Posted on 18 lutego 202318 lutego 2023 by Ola

Ptaki rozświergotały się zupełnie, w pełni wiosennie. Śpiewały o czwartej nad ranem, a w kamieniczce przy rynku w Miłczycach, młoda nauczycielka Paulinka głaskała swoją malutką, budzącą się córeczkę, delikatnie po główce. Chciała jeszcze chwilę snu ukraść, zanim będzie pora wstawać do pracy. Śpiewały ptaki zawzięcie na spokojnym i pustym o tej porze miłczyckim rynku, grały koncert ku czci słońca wschodzącego nad fontanną i całym miasteczkiem. Ćwierkały w okna szkoły, gdzie senny stróż ułożył głowę na gazecie, tak tylko na na ociupinkę, na kawalątek chwili. Wiele głośnego świergotliwego rejwachu narobiły na polnej drodze, prowadzącej od miasteczka w stronę starego gospodarstwa, położonego tuż pod lasem. Obsiadły piętrowy dom, co to wyraźnie domagał się remontu, ale też jednocześnie budził… zaufanie. Budził skojarzenia ze starym, dobrym przyjacielem, któremu może nie powidło się w życiu, jeżeli chodzi o bogactwo, ale potrafił wciąż się śmiać i cieszyć. Dom otaczały nieskoszone trawy, stare drzewa, i aura, która przyciągała jak magnes. Może przez śpiew zadowolonych ptaków wokół? Może było to lśnienie mokrych od rosy traw, przywodzące na myśl rozrzucone niedbale diamentowe skarby? Może też był to widok śpiącego na schodkach Benka, słusznej wielkości kocura, który zaraz zerwie się, by poćwiczyć jeszcze stare mięśnie w pogoni za ptaszyskami? Ptaszki i ptaszyska jednak nic sobie nie robiły z benkowego gonienia. Grały swój poranny koncert, jakby jutra miało nie być, jakby żadnych sił nie potrzebowały zachować na przyszłość, bo to co najważniejsze, dzieje się przecież tu i teraz, o czwartej nad ranem przy starym domu, do którego drzwi pomalowano na zielono.  

Dzień zapowiadał się naprawdę wspaniale, jeśli wierzyć wróblom i ich licznym krewniakom. 

Inne zdanie miała na ten temat Hania Halska. Hania też nie spała, przekręcała się jeszcze w swoim łóżku z boku na bok, zamykała na siłę oczy, ale zasnąć już nie mogła. Jedyne, co widziała przez sen i na jawie, to matura we wszelkich jej odmianach. Matura w wersji ustnej – jak ona coś powie sensownego? To możliwe w takim stresie, żeby sensownie myśleć? Matura w wersji pisanej – co, jeśli źle coś zinterpretuje? Albo pytanie, zadany temat, będą podchwytliwe, a ona tego nie uchwyci? Nie zrozumie? Jeśli nie wystarczy jej czasu? Nie miała szans na wydłużenie czasu, nie dysponowała ani dysleksją, ani dysortografią, czego w tej chwili bardzo żałowała. Ale tylko dopóty, dopóki nie przypomniała sobie nieszczęśliwej miny swojej dobrej koleżanki z ławki, Ani. Ania długo nie była pewna, czy dostanie przysługujące jej dostosowania i była naprawdę w rozsypce przez tę niepewność. 

“A czy ktoś z nas, maturzystów, jest w tym roku w maju szczęśliwy? – myślała ponuro Hanka. – Lektur tyle, że nic nie przeczytałam porządnie, problemów milion, można źle coś zrozumieć i koniec, matura nie zaliczona… I co potem? A jeszcze matma! Nie! Ja chcę spać i obudzić się w czerwcu! Albo i jeszcze później, jak już będę zupełnie dorosła i będę wiedziała, jak ma wyglądać moje życie! Bo jak… jak ono właściwie ma wyglądać… ja wciąż nie wiem.” 

Hani zbierało się na łzy. Nienawidziła szkoły z całego serca, i myśl o tym, że niedługo ostatni raz przekroczy jej próg, była jej jedynym pocieszeniem. Żałowała prawie każdej chwili spędzonej w tym ponurym przybytku wiedzy, żałowała swojej naiwności – taka była pewna, że znajdzie tu zrozumienie świata! Że znajdzie pasję, że będzie pracować nad własnym rozwojem, nad swoimi horyzontami! Miała głód wiedzy, ogromny, ale idący swoim indywidualnym torem i szkolne koleiny do apetytu Hani kompletnie nie pasowały. Przekonywała się o tym boleśnie wiele razy.  

Gdyby nie zawiązane przyjaźnie, uciekłaby z Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Skłodowskiej-Curie już dawno. Ale poznała ich i wiedziała, że nie zostawiłaby Ani, Maksa i Liwii.  

Hania sięgnęła po telefon i zaczęła pisać. Może ktoś z nich też już nie śpi. Swoją drogą, kto mógłby spać, kiedy te ptaszyska tak wariują za oknami!  

“U mnie ptaki tak drą ryje, że już nie śpię. A wy?” – napisała na ich wspólnej grupie, noszącej nazwę Degeneraci Bez Przyszłości. 

Rzeczywiście, zaraz odpisała Ania. 

“Kto słyszy ptaki, ten słyszy ptaki. Szczęściara. U mnie już pełen ruch przy ulicy, gdzie ci ludzie o tej porze jeżdżą? Siedliby na dupie i się cieszyli, że są już po maturze!” 

“Matura to bzdura, pamiętaj!” – Hania dodała kilka wykrzywionych buziek i poczuła się trochę lepiej. Poprawiła poduszkę, oparła się wygodniej i pisała dalej. 

 ***

 

Tymczasem przebudziła się w swoim gabinecie Zosia. Uniosła potarganą głowę niespokojnie, jakby nasłuchując, jakby starała się wyczuć matczynym nosem, które to jej dziecko jest nieszczęśliwe, ale po chwili wrażenie, że jest potrzebna, minęło, jakby tylko było jednak częścią złego snu. Mimo to Zosia nie zamknęła już oczu, tylko usiadła, przesunęła się trochę z kołdrą zarzuconą na plecy, oparła wygodnie o parapet i odsunęła zasłonki. Zdążyła na ostatni fragment swojego ulubionego porannego widowiska i chciała z niego zaczerpnąć nieco sił na nowy dzień.  Jak zwykle o poranku obiecywała sobie, że ten dzień będzie lepszy, mniej nerwowy, że znajdzie chwilę na oddechy. Na uśmiechy. Przez okno widziała, jak Benek czai się na wróbelka szukającego w trawie tłustych dżdżownic, ogon kocura miarowo poruszał się w prawo i w lewo, w prawo i w lewo, szczęka drgała mu bezwiednie, w głowie pewnie obliczał konieczną długość skoku, przygotował łapki, pokręcił jeszcze dla dodania prędkości ogonem i… I w tym samym momencie, kiedy po tak ciężkiej pracy sprężył się w końcu do skoku, bezczelny wróbelek ćwierkając poderwał się i spokojnie przeleciał na drugą stronę podwórka.  

Zosia w duchu pogratulowała wróbelkowi lekkości. Benek zaś postanowił udawać, że nic takiego nie zaszło, usiadł na swoim kocim zadku i zaczął wylizywać sobie futerko. 

“Tak, tak – uśmiechała się Zosia do siebie. – Znamy te numery, Benek. Też tak umiemy udawać, że niby nam nie zależy. A zależy jak cholera. Która to godzina? Wpół do piątej? Dobra, idę już po kawę, nie ma co na chwilę zasypiać.” Odrzuciła kołdrę na rozkładany fotel i podreptała do kuchni. 

 

O wpół do piątej rano na drugi bok przewrócił się w sypialni domu Robert, zachrapał, bezwiednie położył rękę na poduszce obok. Pustej poduszce. Na krótką chwilę pomiędzy jawą a snem zasmuciło go, że nie może przytulić Zosi, zasnąć jeszcze na chwilę z nosem wtulonym w jej potargane czarne włosy.  “Pewnie znów siedziała do nocy przed komputerem – pomyślał. – Skąd ona ma brać siły? Ludzie… przecież… Aaa” – ziewnął i nie dokończył myśli, co “ludzie przecież” i jeszcze na chwilę zasnął.  

 

Spali też w swoich pokojach Jędrek, Julka i Sławcio, każdy z nich śniący jeszcze czarodziejskie dziecięce sny. Ich ręce przytrzymywały policzek, włosy opadały na czoło i oczy, kołdry porozrzucane przykrywały wszystko wokół, tylko nie ich skulone nogi. Za chwilę będą mierzyć się z prozą codziennego życia, ale na razie nabierali sił w krainie marzeń. Zbyt szybko przyjdzie im z niej wyrosnąć… Dorosłość zawsze przychodzi zbyt szybko.   

Zawsze nie w porę. 

“Dorosłość zawsze przychodzi nie w porę. Nigdy nie jest się na nią gotowym” – myślała tego dnia babcia Asia, ustawiając kwiaty na grobach swojej mamy i przyszywanej ciotki Róży. “Na mnie też przyszła niespodziewanie – westchnęła – chociaż miałam już dziecko i męża… Ale dopóki miałam ciebie, mamo – Asia pochyliła się nad grobem i zgarnęła parę liści i gałązek – dopóki miałam ciebie, byłam wciąż dzieckiem. I wciąż za tobą tęsknię… No, nic tu już po mnie, czasu mi już mało zostało na świecie, wy tam dla mnie miejsce szykujcie obok siebie, na tych niebieskich polanach, a ja jeszcze do Bezika lecę. Drożdżówki mi dziś trzeba! No, mama, Róża, do zobaczenia!”.  

Asia przeżegnała się jeszcze, nie potrafiła inaczej odejść od grobów i powoli ruszyła w stronę wyjścia z cmentarza. Do zobaczenia…  Tak, chciała wrócić do czasów, kiedy mama żyła. Gdyby mogła cofnąć czas, nie puściłaby jej wtedy z domu… 

***  

– Mamo? Mamo! – Asia w kuchni usłyszała, jak z pokoju na górze woła ją córka, Zosieńka. Był majowy poranek, zapowiadał się piękny dzień, otwarte okno wpuszczało rześkie powietrze, przepełnione zapachem łąk i kwitnących traw.  

– Mamoooo! 

Asia Szreder zacisnęła dłonie na blacie stołu. Bała się tej chwili. Będzie musiała pójść i wytłumaczyć córeczce, że… Że nie ma już jej ukochanej Babci ani Cioci Róży. Ona pewnie będzie pytać, kiedy wrócą, przecież jeszcze parę dni temu się z nimi żegnały… 

Asia jak we śnie podniosła się z krzesła, jej ciało działało niezależnie od uczuć, bo gdyby miała się im poddać, rozdarłaby siebie na części.  

– Mamo?! Mamusiu? Jesteś? – Zosia zdążyła już wyjść z łóżeczka i stała w koszulce na szczycie schodów. – Chodź do mnie, dobzie?  

– Dobrze. Już. Idę. 

Mama Zosi poczuła, że wyczerpała limit słów na dzisiaj. Jej głos trzeszczał i skrzypiał, jakby za chwilę miała w nim pęknąć jakaś struna. Nie mogła przekazać wiadomości o wypadku. Jeszcze nie. Zrobi to jutro. Niech się dziecko nacieszy pięknym dniem.  

Jak one mogły tak po prostu zginąć w majowy dzień?! Jak?!! Tak się nie robi! 

Tak się nie robi… Asia jak robot podeszła do córki, chwyciła ja za rączkę.  

Tak się nie robi… Mamo, jak ja bez ciebie sobie poradzę… Też chcę, żebyś mnie wzięła za rączkę! Mamo!!! Nie jestem jeszcze gotowa, żeby żyć bez ciebie… Różyczko, mamo… Dlaczego??!! 

Nie, nie będzie teraz o tym myśleć. Posłucha, jak budzi się dzień, posłucha, co śniło się Zosieńce, uczesze jej niesforne czarne włosy, zrobi kanapki, wydoi krowę, rzuci ziarna kurom, nakarmi psa. Umyje zęby. Pójdzie do pracy. Tylko nie może o TYM myśleć. Nie może oddychać za mocno, nie może mrugać za często. Może jak dzień się skończy, pójdzie spać, to jutro okaże się, że to był tylko sen? Niech ten dzień się skończy! 

*** 

Poranek…

Ta część doby, która nie należy już do nocy, ale nie jest też jeszcze w pełni dniem. Zawieszony pomiędzy ciemnością a blaskiem, pomiędzy strachami i lękami a nadzieją. Czy jest już gdzieś zapisane, jak dzień ma się dalej potoczyć? Czy wszystkie kule, ruchy skrzydeł motyla, drobne kamyki są już ustawione na tarczy nadchodzącego dnia? Wszystkie pionki rozstawione na szachownicy? Czy jednak dopiero nasze decyzje sprawiają, że dzień się toczy tak a nie inaczej? Lawiny decyzji. I lawiny ich konsekwencji. Może o poranku bogowie przyglądają się jeszcze ludziom i dają wszystkim szanse na nowy początek? A co my z tą szansą zrobimy… Tego o poranku nie wie jeszcze nikt. 

Nawigacja wpisu

← 28 dni
Opowieści rodzinne. Wiosna – część 3 →

2 thoughts on “Opowieści rodzinne. Wiosna – część 2”

  1. hanna pisze:
    18 lutego 2023 o 17:39

    Olu moja kochana to co napisałaś jest cudowne wciągjące, wzruszające, czuję się tak jakbym znała tą rodzine (bo troche znam prawda?). trzymam kciuki za wszystkich maturzystów to będzie finisz ale jakże stresujący. można sobie pomyśleć *ale przecież tyle młodych ludzi co roku to przeżywa i dają rade więc czemu nie ja *tak ja sobie myślałam jak pierwszy raz rodziłam ciebie Olu *tyle kobiet rodzi dzieci i dają rade ja też sobie poradze* może to nie trafny przykład, ale pokłady wiary w to że się uda są w człowieku ogromne. a nawet jak coś nie wyjdzie to nie koniec świata – tak chiałabym dodać wiary we własne siły wszystkim maturzystom. Olu w moich oczach pojawiły się łzy jak czytałam o tęsknocie Asi za swoją Mamą jak ja to dobrze znam. Oleńko kocham twoją twórczość jesteś THE BEST

    Odpowiedz

    Odpowiedz
    1. Ola pisze:
      18 lutego 2023 o 17:57

      Te opowieści takie właśnie mają być – o zwykłych sprawach, znanych nam, o naszych uczuciach. O tym, czego się boimy, za czym tęsknimy, albo o tym, co nas bawi i śmieszy. Ot, życie 🙂 Dzięki, Hanuś 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • pomilcz smutek
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Przymierzanie tożsamości - Przebieralnia na kawałk Przymierzanie tożsamości -
Przebieralnia na kawałku tektury w starej hali, 
w środku nocy, 
w pokojach z pootwieranymi drzwiami, 
wśród zbyt głośnej samotności
Przy regale, gdzie niewidzialne miasta, niewidzialne biblioteki, tam najpiękniej, chodźmy w to nie-bycie, 
brnijmy w zaprzeczenia
Określanie, poprawianie, wymazywanie 

- a świat - podobno jest

________________
#kolażoweopowieści dla @herbarium_cieni 
- a temat: mój kawałek świata. Taki jakiś mało pewny siebie ten porwany kawałek, ale cóż, ja tam się na świecie nie znam, idę poczytać (wypożyczyłam dziś pierwszą część Silva Rerum Kristiny Sabaliauskaite) 

#gdziespomiedzy
Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "mi Tomik z 2004 roku. Przekrój czasu w wierszach: "minęły dwa tysiące lat, a ta scena wciąż mnie porusza".

Albo tak: "na cmentarzu żydowskim 
są najstarsze drzewa

Kruk
kantor oniemiały 
nie śpiewa

Nad drzew wierzchołkami 
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami

Wychodźcie im na spotkanie 
zamknięci w pałacach pomników 

Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba

Ci którzy miejsca swego nie mają 
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają

Bo jeszcze 
nie koniec ich końca
nie koniec"

I te dziewczynki, Miriam i Reginka (tak, imiona są ważne) - niech się też dziś pojawią - bo może i bez pożegnania się odchodzi, ale nam pamiętać - trzeba.

 #juliahartwig
Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Mój Instagram

życie i problemy

Rodzice, dzieci i… emocje.

7 sierpnia 2022
życie i książki

Przedwiośnie – część 2

26 lutego 2022
życie i ...

Płatności odroczone

12 lipca 2024
życie i książki

Lek na całe zło świata? Phi, wiadomo. Książki.

25 września 2021
życie i ...

Czarno-biały styczeń

28 stycznia 2024
życie i książki

Mój brat Feliks

12 maja 2024
życie i książki

Książka dobra na wszystko!

19 listopada 2023
życie i ...

Listy znad morza

6 lipca 2024
życie i problemy

„Nastolatkozmagania”

29 października 2021
życie i ...

Opowieści rodzinne. Wiosna – część 2

18 lutego 2023

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme