Skip to content
napis gdzieś pomiędzy - blog o życiu i...
Menu
  • O mnie
  • Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy
  • Czytamy dzieciom
  • Opowieści rodzinne
Menu
rozmowy - moja mama i ja przy kuchennym stole

Rozmowy. Hania

Posted on 15 października 202215 października 2022 by Ola

Dziś wywiad z moją Mamą. Jesteśmy w takim wieku, że możemy sobie swoje życie nawzajem obgadać. Przy kawie, ciasteczku, w ciepłej, pachnącej świeczką kuchni.

Co chcemy z życia swoich mam zapamiętać? Co sobie wziąć do serca? Czy jesteśmy gotowi spojrzeć na mamę jak na kobietę, ze swoimi radościami, smutkami, trudnymi wyborami? Czy to pomoże zrozumieć nam siebie same – jako matkę i kobietę? Kto z was odnajdzie się w wspomnieniach kobiety urodzonej w roku 1960? Jakie to zupełnie inne czasy! Moja Mama to moja najwierniejsza fanka, co wciąż mnie dopinguje i wierzy, że coś z tej mojej bazgraniny wyjdzie fajnego.

Zapraszam!

– To już się nagrywa?

– No, nagrywa się! Zaczynamy! Jak się dzisiaj czujesz, mamuś?

– Ja się czuję bardzo dobrze. Po pierwsze jest niedziela, po drugie cieszę się, że przyjechałaś do mnie, na kawkę. No i na wywiad. Jest okej.

– Nie denerwujesz się?                                                                                 

– No trochę, nie wiem, czy umiem tak pięknie, jak ty czy Kasia, ubrać w słowa to, co czuję.

– Okej, to ja sobie myślę, że zaczniemy wspominki, żebyśmy mogły potem porównać twoje dzieciństwo i dzieciństwo twoich wnuków. Jakie jest twoje najlepsze wspomnienie z dzieciństwa? Co ci najbardziej zostało w pamięci?

– Najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa… Jest ich wiele. Pamiętam jak Tata zabierał mnie i moją kuzynkę na półwysep Helski do rodziny, albo znajomych. Mówił, że zabiera ze sobą „orkiestrę”, bo śpiewałyśmy całą drogę piosenki, brykałyśmy na tylnym siedzeniu (Mama śmieje się do tych wspomnień). Oj działo się, działo. Kąpałyśmy się w zatoce, były tam piękne meduzy, brałam je do ręki i nie parzyły.

Bardzo dobrze wspominam zajęcia rytmiczne w szkole, tańce, zabawy, ćwiczenia. Chodziłam też na balet do Domu Kultury, gdzie dyrektorem był Pan Bazyli Przybylski, wspaniały człowiek – ciepło go wspominam.

W pamięci zostały mi czasy, jak latem mieszkaliśmy na fermie pod lasem a przed domem były łany zbóż, chabry… biegałyśmy tam z kuzynką. Bawiłam się z koleżankami – Janką, Asią, Marzeną, Ulą – mieszkały opodal. Tam zajadałam się chlebem z cukrem i wodą. Skakałyśmy ze skarpy wprost na miękki żółty piasek i miałyśmy domek w zagajniku, taki prowizoryczny, ale był. Pomagałam też Tatusiowi w pracy na fermie. Były to piękne czasy.

moja mama i jej mama - babcia Pelasia
moja mama i jej tata
Moja Mama i jej rodzice. Słoneczne, beztroskie lata dzieciństwa.

– Z twoim dzieciństwem są też związane pobyty w szpitalu, prawda?

– Tak…

– To takie mniej radosne wspomnienia, prawda?

– Tak, to prawda. Byłam dużo w szpitalu jako dziecko, miałam parę operacji i to zostawiło ślad w moim życiu. Zostałam pielęgniarką, bo chciałam między innymi zobaczyć, jak to wygląda od środka, ze strony lekarzy, pielęgniarek, nie tylko z pozycji dziecka chorego. No i to z kolei zaważyło na całym moim życiu. Pracowałam z dziećmi chorymi onkologicznie. Dzięki temu, czy może przez to, inaczej patrzałam na życie. Zrozumiałam, co najbardziej liczy. Widziałam miłość i wsparcie rodziców, którzy opiekowali się swoimi dziećmi. Widziałam odwagę i rodziców i samych dzieci… Pracowałam również w hospicjum, opiekowałam się ludźmi w ich ostatnich chwilach życia. Wyciszałam się, modliłam i starałam się dać z siebie to, co najlepsze. Poznałam tam cudownych ludzi, z którymi pracowałam i zostaną w moim sercu na zawsze.

Dzięki mojej pracy doceniałam to, co mam, każdą rzecz, każdą chwilę. I to że dzieci zdrowe…

– Ale swoich pobytów w szpitalu nie wspominasz dobrze.

– Moich pobytów w szpitalu w tych najmłodszych latach, nie wspominam dobrze, to prawda. Miałam wtedy 2, 3 latka. Najbardziej pamiętam ogromną lampę w sali operacyjnej, maskę na twarzy i usypianie eterem, brrr. Bardzo tęskniłam za rodzicami – nie mogli mnie odwiedzać przez cały pobyt na oddziale. Tatusiowi raz udało się ze mną spotkać, pamiętam, że siedziałam na ławeczce w szpitalnym korytarzu i przez szklane drzwi zobaczyłam Tatę – po prostu pofrunęłam do niego, tak się cieszyłam i potem nie mogłam się oderwać od Taty. Strasznie płakałam. To była trauma i dla mnie i dla niego. Później przyjeżdżał czasem i stał pod szpitalem patrząc w moje okna, ale ja tego nie wiedziałam. Mamie też raz udało się ze mną zobaczyć.

Ale powroty do domu były cudowne.

moja mama, jeszcze malutka, ze swoimi rodzicami
Moja mama i jej rodzice. Bo powroty do domu były najlepsze...

– Chciałam, żebyś nam opowiedziała, jak zmieniało się macierzyństwo. Nawet na przykładzie szpitala widać różnicę – kiedyś tata, mama nie mogli wejść do chorego dziecka, czy ojciec nie miał wstępu na porodówkę. A teraz opiekun może być z dzieckiem cały czas. To jedna ze zmian. A co jeszcze się zmieniło?

Tak, dzisiaj odwiedziny w szpitalu nie są zakazane (wyłączając pandemie). Wprowadzono porody rodzinne, wydłużono urlop macierzyński do roku – kiedyś były 4 miesiące. Za moich czasów dzieci po porodzie dostawało się tylko do karmienia i zaraz zabierano.

Jak ty się, Olu, urodziłaś, był rok 1980, trudne czasy. Na wyprawkę dla niemowląt było parę ubranek i 40 pieluszek tetrowych. Ale trzeba było sobie radzić. Jak chciałam dla ciebie kupić coś ładnego do ubrania, to jeździłam na halę do Gdyni i kupowałam ciuszki przywiezione z Niemiec czy Czechosłowacji. To były czasy, cieszyłam się z każdej drobnej rzeczy, którą udało się zdobyć.

Sklepy były puste i kartki na żywność. Albo na buty. Pamiętam, jak stałyśmy przy kiosku spożywczym i chciałaś czekoladę a ja nie mogłam ci jej kupić bo nie miałam już kartek. To było smutne, ale jakąś „pocieszkę” zawsze ci znalazłam.

moja mama jest już moją mamą, a ja małym berbeciem, trzyma mnie na rękach, bądź w wózeczku
Moja mama jest już moją mamą a ja małym berbeciem, tym w koroneczkach.

A jeżeli chodzi o najmłodsze wnuki, to jedno urodziło się w okresie pandemii, też nie było wesoło. Kobiety teraz przyzwyczajone są, że mąż jest przy porodzie, że to są porody rodzinne.  W okresie pandemii, jak urodziła się Zosia, to jej mama, a moja córka Kasia, nie mogła mieć przy sobie męża i też się tam napłakała i było jej ciężko.

A macierzyństwo w dzisiejszych czasach ma swoje lepsze i gorsze strony, ale miłość i troski o dzieci są zawsze niezmienne. Czy to w latach osiemdziesiątych czy teraz…

– A mówią, że kiedyś rodzice tak nie dbali o swoje dzieci, że one luzem biegały z kluczem na szyi, że się kiedyś nie diagnozowało różnych chorób, nie przejmowało tyle…

– No, to prawda z tymi chorobami. Mnie też zdiagnozowano za późno, z moimi biodrami, i operacje mogły być szybciej. Wtedy rentgen nie był robiony. Teraz jest obowiązkowy. Badania profilaktyczne się zmieniły, już w szpitalu są badania przesiewowe, przedtem takich rzeczy nie było.

Rodzice się przejmowali, tylko czasy były spokojniejsze.

– Myślisz, że kiedyś tak za pieniądzem się nie goniło?

– Myślę, że kiedyś też się goniło, ale było spokojniej. Nie było też takich zagrożeń. Nie było kredytów do spłacania przez 30 lat. Dzieci dużo integrowały się ze sobą, bawiły się z dziećmi z okolicznych domów…  Ruch był mniejszy, na ulicy było bezpieczniej. Na pewno były mniejsze zagrożenia, niż w tej chwili. I były spokojniejsze czasy. Oczywiście nie mówię o rodzinach prześladowanych, bo to komuna była, różne sytuacje…

A ja już w pierwszej klasie szłam sama do szkoły. Nie było takiego dozoru. Dzieci bawiły się dużo więcej na dworze. Dla nas karą było, że musieliśmy w domu siedzieć! Bawiliśmy się w różne gry sportowe, gdzie teraz większość czasu dzieci siedzą przy grach komputerowych lub przy telefonach. To nie jest dobre.

– Co przekazałabyś współczesnym rodzicom za radę?

– To trudno mi powiedzieć. Może taka rada: kochajcie się rodzice, to wasze dzieci będą szczęśliwe.

– A jeżeli rodzice będą właśnie szczęśliwi osobno? To lepiej dla dziecka?

– W niektórych sytuacjach może lepiej, różnie bywa. Najważniejsze, żeby było poczucie bezpieczeństwa, jak są mama i tata razem z dziećmi. Na siłę to też nie jest dobrze, bo to dla dziecka nic nie wynika z tego dobrego.

– Ale pierwsze trudności radzisz przezwyciężać?

– Próbować. Sentencje mówią, że najważniejsza jest rodzina, najpierw ta, w której się urodziłeś, potem ta, którą założyłeś, ale to trudno nazwać radą dla wszystkich… Ale jedną radę uniwersalną mam: żeby nie zostawiać dziecka na noc nie pogodzonego z rodzicami. Nawet jak coś zbroi, żeby zawsze dać mu buziaka, pogodzić się na noc. Tak samo dorośli.

– Zgadzam się z tym jak najbardziej! Czy przychodzi taki moment, kiedy mama przestaje się martwić o swoje dzieci?

– Czy mama przestaje się martwić?! Mama nigdy nie przestaje się martwić. Czy dzieci są malutkie, czy dorosłe. Nigdy. Obojętnie w jakim wieku są te dzieci. Zawsze to serce mocniej zabije, jak widzisz że dziecko jest nieszczęśliwe, czy coś z nim się dzieje złego. Martwisz się, żeby miało dobrą rodzinę, dobrego męża. Ja mam to szczęście, że nie muszę się martwić o swoich zięciów. Jestem z nich dumna.

rozmowy - moja mama i ja

– O czym lubisz najbardziej myśleć? Wybierać, co na obiad?

– Nie! Lubię myśleć o pozytywnych wspomnieniach. Przypominam sobie moje wyjazdy. Bardzo miło wspominam pielgrzymki, do Włoch. Bardzo to były energetyzujące wyjazdy, naładowały mnie na długo. Tym się bardzo cieszę, oglądam zdjęcia. Często myślę też o wnukach, jak szybko rosną, cieszę się, że lubią tu przyjeżdżać. Na nocowanki też. To mnie cieszy. Lubię myśleć o pozytywnych rzeczach.

– A o czym nie lubisz myśleć? Wiem, że masz takie noce, kiedy nie możesz spać. O czym wtedy myślisz?

– Czasem przychodzi taki natłok myśli, szczególnie po złych wiadomościach. Nie raz muszę wziąć tabletkę, żeby w końcu zasnąć. Czasami też po prostu bolą mnie stawy. Starość!

– Stawy, kolano… Chcesz porozmawiać o swoim kolanie? Co ma być zrobione za rok?

– Nie, nasza służba zdrowia to tragedia po prostu. Mam kolano chore od roku, a muszę czekać jeszcze kolejny rok na zabieg… Ale dam radę, kto jak nie ja! (uśmiech)

– A jaki jest najprzyjemniejszy punkt twojego dnia?

– Najprzyjemniejszy? Lubię taki moment wieczorem, jak wszystko jest posprzątane, włączam sobie ulubione Ranczo, czasami rozwiązuję krzyżówki. Jak jest już spokój.

– To ja ciebie też pamiętam z krzyżówkami i encyklopediami naokoło!

– Tak, teraz to telefon wystarczy, żeby znaleźć hasła.

 – A ja jeszcze pamiętam, że nam często polecałaś książki do czytania, pokazywałaś, co może być fajne, co jeszcze Babcia Pelasia czytała… „Dag, córka Kasi”, „Krystyna córka Lavransa”… Do dziś mam w głowie książki, które mi się z tobą kojarzą.

A gdybyś była królową świata, to co byś zarządziła?

– To trochę na wesoło zarządzę! Gdybym była królową świata, to kazałabym zlikwidować wszelką broń na świecie, jądrową, inną, po prostu każdą i otworzyłabym wszystkie, wszyściutkie granice, żeby ludzie mogli pracować i mieszkać, gdzie chcą. Ujednoliciłabym walutę. Ciekawe, co by z tego wynikło! (śmiech)

– Tylko jakaś policja dobra musiałaby być…

– No, pewnie tak. A mi się przypomina wieża Babel! To w sumie nie był zły pomysł. Ale nie udało się.

– Czytałam ostatnio, że ojczyzna to nie musi być kraj, w którym mieszkasz, ale kraj, którego potrzebujesz i który potrzebuje ciebie.

– To trochę o tym mówię. Chociaż te korzenie też są ważne – we mnie są mocno. To tu jest moje miejsce, moja ojczyzna. Bo tu jest moja rodzina. Ale to jest prawda: gdzie masz swoją rodzinę, tam jest twój dom. Możesz go stworzyć w każdym miejscu.

– A czego się dziś obawiasz?

– W tej chwili są takie czasy, że boję się. Boję się o przyszłość naszą, przyszłość ojczyzny. Wojna, czas niepokoju. Jaką przyszłość mają moje wnuki? Myślę o tym, jak nie mogę spać. Jak będą żyły? Co ich czeka? To ciężki temat. To ważne, żeby dzieci dorastały w pokoju, w bezpieczeństwie. Wojna to zło najgorsze.

– Jakie pamiętasz wspomnienia wojenne ze strony Babci i Dziadka?

– Jak wybuchła wojna, moja Mama miała 9 lat, a jej brat 2 latka. Jak wkroczyli Niemcy, to wyrzucili ich rodzinę z domu i musieli uciekać. Pojechali do Rogoźna, do swojej rodziny, dzięki której przeżyli całą wojnę. Mama mając około 12 lat musiała pracować u bambra tak zwanego, czyli niemieckiego gospodarza. Dziadka wywieziono do Niemiec na roboty. Jak wrócili po wojnie, to dom na szczęście stał i do dziś w nim mieszkamy.

Tatę zaś mojego wysiedlili do Rosji w okolice Sybiru. Tata, kiedy wracał, miał 18 lat. Mam do dziś dokument, że mógł z Rosji do Polski wracać za darmo każdym środkiem transportu.

– Opowiadał o tym, jak tam było?

– Tak, opowiadał bardzo dużo. Że miał odmrożenia. Że był wychudzony, że głodował. Raz uniknął śmierci dzięki swojej chudości, bo kąpał się w rzece i szła gromada Niemców. Tata wyszedł z wody i stał taki biedny, chudy, a oni tak na niego popatrzyli, zaczęli się śmiać, że do niczego się im – Niemcom – nie przyda. I poszli. Uniknął śmierci.

– Myślisz, że czas wojny wpłynął na Twoich Rodziców, na to jak wychowywali dzieci?

– Myślę, że bardzo wpłynął na to, jak chcieli później żyć.

Wpłynęły też na nich czasy komunizmu. Dom, który mój Dziadek budował, urzędnicy wzięli pod kwaterunek i trzy rodziny dali na jedno mieszkanie, resztę dali dla lokatorów i Poczty Polskiej. I tak było do lat siedemdziesiątych.

 – Ale ty jako dziecko masz dobre wspomnienia z domu, prawda?

– No, jako dzieci mieliśmy dobrze. Byliśmy rodziną wielopokoleniową. Zawsze dużo ludzi, wesoło, gwarno i to było dla nas fajne. Dorośli mieli swoje problemy, z których nie zdawałam sobie sprawy.

– A jakie jest twoje wspomnienie z Mamą, takie najmilsze?

– Z Mamą? Większość jest najmilsza.

Dużo ze mną chodziła. Zabierała mnie do lasu na grzyby, do koleżanek, do krawcowej. Każdy miał wtedy bardzo oryginalne ubrania, nie było sieciówek. Mama mnie dużo zabierała do Poznania, do Rogoźna, do swoich kuzynek. To były bardzo fajne podróże. Bardzo lubiłam tam jeździć. Poznawałam swoją rodzinę. Raz nawet Mama zabrała mnie samolotem z Poznania do Warszawy i z Warszawy do Gdańska.  Pierwszy raz leciałam wtedy samolotem.

– Jaka fantazja! Jak też wspominam, jak babcia zabierała mnie do Poznania. Mam miłe wspomnienia.

ja i babcia w Poznaniu, rok 1984
Moje wizyty w Poznaniu, u rodziny, najpierw rok 1984, potem 1990. Bardzo miłe wspomnienia...
ja i babcia w Poznaniu, rok 1990

– A czy jest jakaś dobra rada, której nie posłuchałaś, a powinnaś? Czy coś byś zmieniła?

– No właśnie nie! Nie miałam takich rad. Przynajmniej nie pamiętam. Ale niczego bym nie zmieniła. Bo wtedy nie miałabym Was. A Wy jesteście najważniejsze.

A w tej chwili jestem bardzo szczęśliwa, mam sześcioro wnucząt, lata pracy za sobą. I chciałabym, żebyśmy mieli dobre, spokojne życie. Żeby wnuki mogły się rozwijać w pokoju i w miłości.

– I w lepszej szkole.

– I w lepszej służbie zdrowia.

– Ja uważam, że się fajnie dogadujesz z wnukami. Dobrze się u ciebie czują. Jak myślisz, dlaczego?

– Bo je kocham! Bawię się z nimi, chodzę na spacery, wożę w wózku. I staram się z nimi rozmawiać.

– No właśnie! Nie uważasz, że jesteś babcią, która wszystko wie najlepiej. Słuchasz czasami młodych, jak oni widzą świat.

– No myślę, że tak. Staram się rozumieć. Czasem coś myślę inaczej, mam swoje stare opinie, coś mi się w głowie nie mieści. Ale staram się.

– Gdyby twój wnuk przyszedł do ciebie i przedstawił swojego narzeczonego, albo wnuczka narzeczoną, co byś zrobiła?

– Ja jestem tolerancyjna. Kocham te dzieci bez względu na to, kogo one przyprowadzą. I nie jestem ani antysemitką, ani rasistką. Wolałabym, żeby tak się nie zdarzyło, bo to komplikuje życie młodym, ale ja się nigdy nie wyprę swoich dzieci i swoich wnuków. Na pewno nie. Mogą na mnie liczyć.

– Jak w tym powiedzeniu: „Co bym zrobiła? Herbatę!” Zgadzasz się?

– Herbatę, dobre. Może być. Kiedyś było inaczej, nie mówiło się o seksualności, jakoś tego nie było, ale w końcu co jest w miłości ważne? Serce ogromne i gorące.

– A jakie masz wspomnienia z wychowywaniem trójki swoich dzieci?

– No wydaje mi się, że jakoś to ogarniałam, jak miałam was trójkę. Ty chodziłaś do zerówki – ubierałam Anię, dwuletnią, w kombinezon i odprowadzałam ciebie do szkoły, potem w domu obiad i z powrotem kombinezon i po ciebie. Dawałam radę.

ja jako mała dziewczynka w rodzinnym domu, jem obiad, albo podwieczorek. Mama robiła pyszne rzeczy w kuchni
trójka dzieci mojej mamy - ja i moje młodsze siostry, na schodkach ogrodowych

– A pamiętasz, jak ja raz nie wróciłam do domu? Chciałam iść do koleżanki, a potem zabłądziłam… I miałam wielkie szczęście, że pomógł mi jakiś pan, który zaprowadził mnie kawałek do domu. I pamiętam, że…

– że krzyczałam? No, było tak… Ale to było straszne, jak ja ciebie szukałam. A ja w ogóle dużo krzyczałam. Kiedyś nie było tyle książek o psychologii, człowiek tak nie wiedział tyle, co dziś… Przyznaję się i przepraszam was.

– Moje siostry nie krzyczą na swoje dzieci, nie powtarzają tego schematu.

– Oj tak, one mają cierpliwość, ja je bardzo podziwiam.

– To tylko ja szybko traciłam cierpliwość, na Maję krzyczałam, ale przepraszałam ją zawsze, tłumaczyłam, rozmawiałam…

– Nikt nie jest wolny od błędów. Przy wnukach jest łatwiej. Jest się spokojniejszym.

– A ja też z dzieciństwa dużo pamiętam dobrych chwil, kołysanki, krzyżówki, spacery do lasu, pamiętam kaszę manną na podwieczorek i ryż z jabłkami i cynamonem.

– A że do cioci Joli jeździłyśmy dużo? Ciocia miała pomysły – rozpalony kominek, renifery pluszowe na Święta, dzwoniące, pamiętasz? Wypady na sanki. Ciociu Jolu – dziękujemy, jak czytasz!

– Tak, też lubiłam ją odwiedzać! Pamiętam też, że mogliśmy w domu bawić się w sklep, brać wszystko z kuchni, pozwalałaś. Z Karoliną bawiłyśmy się w sąsiadki. I chodziłyśmy do Cioci Basi na dół bawić się, zjeść kolację… Dobre te wspomnienia.

Ale pamiętam też, że często byłaś zmęczona. I jak poszłaś do pracy, to się cieszyłam, bo mam wrażenie, że wtedy odżyłaś. Pieniędzy też było wtedy więcej. Bo tak to pamiętam pożyczanie, do pierwszego, od Dziadka… Piotrek też to zna, wie, że musi być po pierwszym, żeby mama mogła coś kupić!

– Myśmy mieli też więcej kontaktu z rodziną, mam wrażenie. Odwiedzało się. Trzeba mieć ten kontakt. Żeby byli: ciocia, wujek, babcia, dziadek, kuzyni. Myśmy tak mieli. Wszyscy przychodzili, myśmy też chodzili na imieniny, urodziny, na Wszystkich Świętych kolacja u Cioci Magdzi…

Masz jeszcze pytania? Bo ja jeszcze dodam, że proszę o wyrozumiałość, moja pamięć mogła coś przeoczyć lub wyolbrzymić. Ale to też mój pierwszy wywiad. Dziękuję bardzo.

– To ja dziękuję. A na koniec: ulubiony dowcip?

– Krótki: – Obraziłaś się? – Nie. – Bardzo? – Tak!

– Dobry! To jemy już ciasto? Bo ja zaraz nie wytrzymam! I dziękuję Ci bardzo za tę rozmowę.

rozmowa zakończona - można jeść ciasto
Ciasto było! Serniczek, pyyycha.
rozmowa przy kuchennym stole - mama i ja
rozmowy - ja i moja mama
i garść wspomnień
moja Mama Hania

Nawigacja wpisu

← Moje miasteczko Bełz
O pisaniu. →

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kontakt
Ola, siedzi w oknie, zdjęcie czarno - białe, melancholijne, bo tematem jest czas
To ja, Ola, zapraszam do mojego zwykle uśmiechniętego świata. Choć chwile zwątpienia, goryczy i szarości też tu są, co zrobić... Też tak masz? To się zrozumiemy!
Poczytasz u mnie o codzienności, o polecanych książkach, czasem o wychowaniu. Ot, życie najzwyczajniejsze. Choć przeplatane bajkami!

Ostatnie wpisy:

  • ostrożnie układając skrzydła
  • W czym posadzimy dzikie łąki?
  • Zaczarowany Las Mądrości
  • Książkowe historie
  • Trochę o ogrodach

Archiwa blogowe:

  • marzec 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • luty 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • życie i …
  • życie i książki
  • życie i problemy

anegdotki dobry humor dziecko jesień kryminały książki malarstwo matka-feministka małżeństwo musierowicz muzyka notatki nowy_dzień opowiadanie przepis reportaże rodzina rozmowa rozmowy samo życie spokój współczucie wychowanie wyjaśnienie zdjęcia zdrowie święta żółte liście

gdzies.tam.pomiedzy

Przeważnie czytam.
Czasem piszę o życiu: bajki i inne bzdurki.

Co tam w czytaniu? A podzielę się: Ostatnie rozd Co tam w czytaniu? A podzielę się: 

Ostatnie rozdanie - powieść o jednym ciołku i drugim matołku, on się boi i tajemniczo, melancholijnie milczy, ona pisze długie listy już do końca życia, choć nie dostaje odpowiedzi. Dodać do notatek z życia: chujowe to. Ale przeczytać naprawdę warto, tak serio.

Już nie chcę być człowiekiem, Pieter van Os, - podtytuł: opowieść o przetrwaniu Zagłady. Przypomina ten reportaż Czesałam ciepłe króliki, też jest o losach kobiety, która umiała rozdzielić siebie od zła i ocalić wiarę w dobro. Tytuł jakby bardziej od autora spisującego jej historię. 

Niewidzialne biblioteki - czytam dla tej niepojętej przyjemności zanurzania się w inne światy. Wyobraźnia, ślady innych lektur,  pisanie by nazwać zjawiska, ale też ogrom miejsca dla czytelnika. Metaforyczne. Taka dobra ucieczka w słowa. 

Anioł Esmeralda, Don DeLillo - zapomniałam dodać do przeczytanych parę miesięcy temu i teraz zostało wspomnienie, że czytałam coś bezwzględnego. Opowiadania o tym, co w ludziach trudne, złe, przegrane.
___________
Co jeszcze? Nic, tylko życie:) 

#gdziespomiedzy
Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni. Z n Książkowa próba domknięcia ostatnich tygodni.

Z największym żalem odkładam Położne Jakubowskiej. Rozczarowanie... Ech, te drugie części. No nie wychodzą. 

Rękopis znaleziony w Saragossie - hm, powiem tak: czy po 228 stronie - tyle przeczytałam - wydarzy się coś innego niż wkroczenie kolejnej hożej i najpiękniejszej dziewoi koniecznie lecącej na bohatera?? Na początku fajny wajb powieści Dumasa, i podobno coś w tym Potockim jest więcej, no może jeszcze spróbuję. Warto? Jak myślicie? 

Za to Śmierteńka, by Lucie Faulerová - bardzo. Opowieść o wychodzeniu z mroku, pełna jednocześnie metafor jak i najbardziej przyziemnych momentów. O śmierci i jednocześnie w tym samym zdaniu - o życiu. 
Absurdalna, ale nie cyniczna. 

Zaistnienia, Piotr Strzeżysz - rower, wiatr we włosach, stachurowo, ładne takie;) 

Amerykańska sielanka, Philip Roth - o, to czytaliście? Taki obraz rodziny z pęknięciem na całej linii. 

Breadcrumbs, Kasia Babis - ciekawe! Komiks o dorastaniu ale już nie w Polsce czasów transformacji, tylko kolejne pokolenie. Inna perspektywa.

A lasy wiecznie śpiewają, Trygve Gulbranssen - książka, do której wracam, ma w sobie spokój i ciszę. I ten ponury skandynawski egzystencjalizm, no właśnie tak:) 

Dziękuję za uwagę, poleceń nie zbieram, po porządkach na regale uzbierałam trzy półki nieprzeczytanych książek, także WYSTARCZY :)

(a z biblioteki też czeka Ostatnie rozdanie Myśliwskiego albo też Paul Auster) 

Tylko ten Potocki - czytać czy nie czytać???
____________________
#gdziespomiedzy
Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytała Dostałam "Te" w prezencie gwiazdkowym. Przeczytałam od razu, tak, ale opisać już tak szybko nie umiałam. Ta książka potrzebowała czasu żeby podejść do niej na spokojnie. Jest z tych co dźgają po uczuciach i nie mieszczą się w żadnych strefach komfortu. 
To strumień świadomości prosto z trzewii, bez owijania w piękne opisy, bez strefy buforowej. Opis chwil z życia kilku kobiet, które łączy doświadczenie tranzycji, choć ich drogi życiowe są naprawdę różne. I podejście do bycia sobą - też bardzo różne. 
"Brutalnie szczera" - pisze Maciej Marcisz - właśnie tak. 
Czytając Te miałam chęć powiedzieć autorce: więcej! Ja chcę całej powieści o życiu bohaterek! To przecież tylko zarys, skrypt, to zredukowane na maksa życie, o którym mogłabym czytać więcej. 
Literatura z pogranicza, choc wpycha nas w sam środek przeżyć Krystyny, Anny, Rity, Eweliny, Magdy, Sabiny i ich otoczenia. Jedna z nich pracuje w dyskoncie, druga jest emerytowaną nauczycielką, a opis przeżyć Rity przekracza moje możliwości - no to się nazywa wyzwolenie! Całkowicie po swojemu! Na własnych zasadach. 
Kinga Kosińska tak właśnie pisze - na własnych zasadach. Ja ją za to podziwiam, choć wiem też że trudno się tak przebić w świecie, który lubi wszystko uładzone, pod algorytm. 
Tu nic nie jest pod algorytm i to jest piękne. 
_____________________
Te
Kinga Kosińska 
@czeladzianka_zaglebiaczka
Wyd. Seqoja
_____________________
#gdziespomiedzy #te #kingakosińska #literaturatrans #wydawnictwoseqoja
"Literatura nie ocala. Chyba, że" Miłość nie ocal "Literatura nie ocala. Chyba, że"

Miłość nie ocala
Bliskość, jasność, dobroć - nie ocala.

No chyba, chyba, że -

#kolażoweopowieści które wymyśla Karolina @herbarium_cieni i na początek #początki

Od słowa do słowa, w opowieść i baśń. 
______________
#gdziespomiedzy
Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszyst Historie rodzinne: "przecież ci mówiłam, że wszystko pokręciłeś", ale mimo machnięcia ręką przez mamę, autor poszukuje tych historii, wątków, sięga do zdjęć i wspomnień. Pojawia się Oskar Kolberg, Izaak Babel, rzeki Liwiec i Bug, przejeżdża pociąg - do Treblinki. Ktoś po wojnie wraca, inni już nie.
Historia fabryki w Żyrardowie, ballada o Grodzisku, nazwiska, których już nie pamiętam, ale na chwilę czytania ludzie z książki byli mi towarzyszami. 
Mariusz Szczygieł pisze, iż to czuła opowieść o miejscach i historii autora, Artur Domosławski dodaje: ballada to niejasna, nieokreślona, poplątana, podróż to archeologiczna i literacka, ja już więc nic nie dodaję, Balladę o kapciach dodaję do ulubionych.
____________________
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
Wyd. Czarne
____________________
#gdziespomiedzy #balladaokapciach #aleksanderkaczorowski #wydawnictwoczarne
Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokaza Atwood to specjalistka od dystopii, potrafi pokazać świat na wskroś smutny i zły. Hipnotyzuje wręcz swoimi opisami ogólnoludzkiej beznadziejnej kondycji i ja to lubię, po to ją wszak czytam.
Ale Serce umiera ostatnie jest nieco inne - to tak zaskakująca mieszanka dystopii i farsy, że czyta się jak dobrą komedię. 
Poczucia humoru autorce też nigdy nie brakowało. I po to też ją czytam:) 

"Dziwaczna pościelowa farsa", "psychodeliczny kryminał", piszą o Sercu... i tak, właśnie takie to jest czytanie. 

Zaczyna się wszystko tak: Charmaine i Stan  wskutek wielkiego kryzysu mieszkają w samochodzie, na pograniczu nędzy. Kiedy pojawia się ogłoszenie obiecujące poprawę losu w zamian za bycie więźniem w eksperymentalnym projekcie, zgłaszają się, podpisują wszystko, skaczą ze szczęścia. Charmaine kupuje firanki i kubki, Stan przycina żywopłot... No dobrze, muszą jeszcze wykonać parę zadań, ale cóż to znaczy w obliczu powszechnego szczęścia ludzkości? 

Pojawia się też Elvis Presley. Ba, żeby to jeden... A hasło do ratowania świata znacie? Podpowiedź: na paluszkach przez tulipany! 
__________________
Serce umiera ostatnie 
Margaret Atwood 
Tłum. Małgorzata Maruszkin
Wyd. Wielka Litera
___________________
#gdziespomiedzy
#serceumieraostatnie
#margaretatwood #wydawnictwowielkalitera
"To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powi "To był kolejny gorący dzień w dżungli, kiedy powietrze przeszył donośny ryk" - pierwsze zdanie w książkach dla dzieci też jest ważne, i to nie jest moja sugestia tylko doświadczenie i życiowa prawda. A to zdanie wciągnie dzieci w historię o małym tygrysku, czuję to! Ma w sobie obietnicę przygody, budzi ciekawość - i wyznacza ramy. 
To bajka dla dzieci już od 3 lat, jest zwięzła, ale też  idealnie operuje językiem - nie wpada w banalne uproszczenia ani nie utrudnia odbioru. 
A kim jest Pimpo, bohater? Donośny ryk z pierwszego zdania to radość lwiej rodziny z jego narodzin. Tylko... Pimpo nie jest taki jak inne tygrysy. Zamiast polować na antylopy czy papugi, to się z nimi zaprzyjaźnia. I woli zajadać się jagodami, no kto to widział, żeby tygrys i jagody... Co ludzie powiedzą?! Znaczy, przepraszam, co inne zwierzaki pomyślą? 
Analogia jest tu tak ładnie podana, że prowadzi prosto  do rozmowy z dzieckiem, do rozmowy o tym, jak to jest być trochę innym, o tym co czuje Pimpo, jak reaguje na swojego wegetygryska jego rodzina. 
Spojler - wciąż go kochają:)

Takie opowieści lubię najbardziej. Jestem zwyczajnie dumna, iż mogę być patronką tego tygryska, co chce być sobą, nawet jeśli to nie jest łatwe. Czuję się wręcz jego dobrą ciocią:) 

Ilustracje by Jagoda Matuła-Krawczyk - można się poczuć jak w kolorowej dżungli. Aniela Szafran, autorka, postawiła na własne poszukiwania by wydać bajkę i czuć, że zadbała o każdy detal, książeczka jest dopieszczona aż miło. Włącznie z tym, że kartki z twardszego materiału, mniej podatne na porwanie czy pogniecenie. A do bajki dodane są naklejki i kolorowanka, taki mały a miły detal. 

Pimpo, wegetygrys zaprasza do swojego kolorowego świata. Tu króluje szacunek, empatia i akceptacja, a to klucz do dobrego świata, jak pisze Aniela Szafran w posłowiu. I dodaje: "A mamy tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny nasz świat. Warto, by był jak najlepszy".
________________
Aniela Szafran
Pimpo wegetygrys
@do.jasnej.anielki 
Projekt i skład książki: @kachna.krasnianka 
Ilustracje: @jagoda_matula 
___________________
#gdziespomiedzy #pimpowegetygrys #anielaszafran #literaturadladzieci #całapolskaczytadzieciom
Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a n Czytelnicze drogi. Bo wyszłam tylko na chwilę, a nie wróciłam do dziś, tak mnie kolejne zakręty pociągają - a myślę tu o odkrywaniu Stańczakowej. 
Chciałabym, żeby nie była tylko tą od Białoszewskiego, a przecież sama właśnie tak ją kojarzyłam. 
W jej biografii pojawia się tyle wątków, iż doprawdy przyjaźń z poetą jest jednym z wielu takowych, choć istotnym - dzięki Mironowi Jadwiga sprobowala wyjść z pisaniem gdzieś dalej. Ale też miała co opisywać - historia ocalenia z getta, historia rodziny, zmian tożsamości, przedziwnego małżeństwa, historia choroby oczu i zanikania wzroku.To też opowieść o upartym dążeniu do samodzielności. Wplatają się wątki mistyczne, medytacje, przeczucia...
Dużo w jej pisaniu szczerości, bez tabu. Czytam Ślepaka i czytam biografię autorstwa Justyny Sobolewskiej - wnuczki Jadwigi, sięgnę z powrotem po Dziennik we dwoje, i sięgam też dzięki temu trochę w siebie, w swoje tajne dzienniki, nigdy nie spisane. Poza tym chyba lubię czytać o życiu na poły złamanym, no cóż!

@pierwsze.zdanie - a zaczęło się wszystko od twojej Książki o nie-czytaniu - i dobrze, dziękuję!
___________________
Ślepak
Jadwiga Stańczakowa
Wyd. Znak
_____________________
#gdziespomiedzy #jadwigastańczakowa #ślepak #jadwigaopowieśćostańczakowej #dziennikwedwoje
Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisia Kiedy moje dziecko było malutkie, na lodówce wisiała karteczka, takie info dla całej rodziny, i było tam 5 czy 6 powodów, dla których niemowlę może płakać. 
Kiedy dziadek pisze podobną instrukcję obsługi dla swojego kota, to przybiera ona formę... nieco dłuższą niż karteczka na lodówkę. Dokładnie jest to 15 i pół stron dużego zeszytu. 
I kto tu kogo ma, ja się pytam... Dziadek kota czy jednak kot dziadka???
Kiedy dziadek z babcią wyjeżdżają do sanatorium, do opieki nad tym kocim Z Piekła Rodem Stworem zostaje wezwana mama Krzysia i Uli. Przybywa z mocnym postanowieniem zakończenia takich dziwactw jak jedzenie rybki z jednej tylko sieci sklepowej, i to o trzeciej w nocy, czy noszenie Jaśnie Kotka w wiklinowym koszyku. Tylko czy ten puszysty rasowy koterrorysta tak łatwo ustąpi? Kogo obstawiacie? 

Regina Golińska-Barancewicz tym razem stworzyła zabawną, uroczą historyjkę, do śmiechu i czystego relaksu - wszak taki należy się dzieciom też. A mój własny kot jest wielce zadowolony i rozmruczany, iż jest to mój patronat! 

Zapraszam was do przeczytania, tak szeptem mówiąc to zapraszam nie tylko dzieci ale i dorosłych. Pośmiać się chwilę przy wybornej anegdotycznej historyjce to zawsze dobry pomysł! 

Wszak śmiech to uzasadniona potrzeba pierwszej kategorii. Jak kuleczka z folii aluminiowej do zabawy. Żadna tam fanaberia. 

@wydawnictwoliteratura - dziękuję wam za to, że wydajecie literaturę dziecięcą nie tylko dla wzruszeń ale także i dla czystej radości z czytania zwariowanych przygód ;) 
_____________________
Dziadek naszego kota
Regina Golińska-Barancewicz 
@reginahanna73
Ilustracje: Hubert Grajczak
@pieski_z_kreski
Wyd. Literatura 
_____________________
#gdziespomiedzy #dziadeknaszegokota
#wydawnictwoliteratura #reginagolińskabarancewicz #hubertgrajczak
Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało luste Do przesyłki z tą książką wydawnictwo dodało lusterko. I to oddaje charakter książki - jej bohaterka może być naszym lustrem...
Kwestia organizacji to powieść obyczajowa o zupełnie zwyczajnym życiu niejednej z nas. Dzieci, mąż - ale i dotkliwa samotność -  zapełniony notatnik, przeliczany co do grosza budżet, wieczny uśmiech i kto jak nie ja, no przecież. 
Plany na szczęście rozbijają się o realia, o szklane sufity. Nie przewidują też chorób i szpitali. A Jola Brzozowska nie odpuszcza, bo co stałoby się z jej rodziną? Kto by się nimi zajął? 
Tylko tak się nie da bez końca. Zwłaszcza, że Jola, mimo twardego stąpania po ziemi, jest też trochę naiwną romantyczką. Też jak niejedna z nas. 
Nie polecam często obyczajówek, ale w pisaniu Kasi Jurczyk jest coś, co mnie przyciąga, tak było też przy jej powieści Gniazdowanie. Przyciąga mnie wiarygodność postaci, ich psychologiczne ujęcie, takie prawdziwe - nie rodem z poradników. I przejawia się to nie w strumieniach świadomości i pokręconym życiu wewnętrznym, ale w tym jak wygląda zmęczenie i żonglowanie 24 godzinami, żeby zmieścić w nich chociażby taki rarytas jak swój własny sen. Jak marzenia.

Powieść jest dobrym punktem wyjścia do wszelkich feminstycznych dyskusji, ale nie przez łopatologiczne wstawki, tylko przez nasuwające się w trakcie czytania pytanie - czemu jest dla społeczeństwa taką oczywistością, że kobieta poradzi sobie ze wszystkim i nie powinna liczyć na realne wsparcie? 
Wydawczyni Olga Smolec-Kmoch pisze w słowie Od wydawcy: 
"Ta książka nie próbuje nikogo naprawiać ani pouczać. Nie obiecuje szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego daje coś znacznie ważniejszego - przestrzeń na uważność wobec siebie, na zadanie trudnych pytań, na przyjrzenie się temu, co było normalizowane zbyt długo tylko dlatego, że 'tak już jest'."

@kasia_gniazdowanie - dziękuję za to, że mogłam poznać zarysy tej historii już przy jej powstawaniu. Już wtedy mi się podobała i nie zmieniłam zdania! 
_______________________
Kwestia organizacji
Kasia Jurczyk 
Wyd. Na Szczęście 
_______________________

#gdziespomiedzy #kwestiaorganizacji #kasiajurczyk #wydawnictwonaszczęście
Topografia pamięci - trafny tytuł. Ta książka pop Topografia pamięci - trafny tytuł. 
Ta książka poprowadziła mnie po śladach wspomnień Martina Pollacka, ale także po śladach własnych... Poczułam się jak za młodych lat, kiedy w sobotę siadałam w kuchni za stołem i czytałam weekendowy dodatek Gazety Wyborczej, ten z esejami, dyskusjami, fragmentami książek (Lektury nadobowiązkowe Szymborskiej, ktoś pamięta? Kto się przyzna, że też taki stary?). Miałam nawet przez chwilę manię zbierania ciekawszych artykułów, ale na nic to, bo ostatecznie myszy wszystko przeżarły. 
Podobne odczucia towarzyszyły mi przy tej książce - ktoś mądry chce się podzielić z czytelnikiem swoimi przemyśleniami o historii, chce budzić sumienie, chce ostrzec - tylko ja już nie mam tej wiary, że to coś da. Że świat słucha. 
Cóż, myszy się za to cieszą z kolejnej porcji makulatury... 
Ale zostawiam wpis o Topografii pamięci - mimo wszystko - czytajmy! Nie zapominajmy. 

"Co to takiego, co każe tym ludziom sznurować usta? Strach? Przed czym? Przed mordercami i ich następcami? Dlaczego miano by się ich bać jeszcze dzisiaj? A może to strach przed upiorami przeszłości? A przecież wiemy, że nie da się tego zażegnać milczeniem. Wprost przeciwnie".
_____________________
Topografia pamięci 
Martin Pollack
Wyd. Czarne
Tłum. Karolina Niedenthal
_______________________
#gdziespomiedzy
#topografiapamięci #martinpollack #seriasulina #wydawnictwoczarne
Opowiadania o niczym szczególnym. Takie z pobocza. Opowiadania o niczym szczególnym. Takie z pobocza.
Gubione, zbierane...
Dmuchawcowe, to może też z łąki.
I bardzo ładne.

Czasami chcemy, żeby czytana książka nami wstrząsnęła, uderzyła w to zamarznięte morze, ale czasami też - tego właśnie nie chcemy. Tylko mądrego spokoju, i dobrej opowieści. Wtedy Nieuzasadnione poczucie jest jak taka właśnie  opowieść.
____________________
Nieuzasadnione poczucie szczęścia 
Tomasz Tyczyński
@wydawnictwo.nisza 
_______________________
#gdziespomiedzy #nieuzasadnionepoczucieszczęścia #tomasztyczyński #wydawnictwonisza
Mój Instagram

życie i książki

 Co przynosi Gwiazdor pod choinkę? Książki!  

11 grudnia 2022
życie i książki

Lek na całe zło świata? Phi, wiadomo. Książki.

25 września 2021
życie i książki życie i problemy

Historie rodzinne

22 stycznia 2022
życie i ...

Żółte liście – część 3

5 listopada 2021
życie i problemy

Czas.

2 sierpnia 2022
życie i problemy

List do naszych dzieci

13 maja 2022
życie i książki

Powrót do Whistle Stop

20 listopada 2021
życie i ...

W czym posadzimy dzikie łąki?

18 stycznia 2026
życie i ...

O marzeniach i życzeniach

30 grudnia 2022
życie i ...

Gdzieś pomiędzy – czyli gdzie?

23 września 2021

© 2026 gdzieś pomiędzy | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme