Zastanawiają mnie granice słów.
Mapy i granice spokoju – a raczej niepokoju. Czy spokój potrzebuje o sobie opowiadać?
Granice są zawsze w nas, splątane, zawiłe i zmieniające tereny.
Lubię układać słowa w bajki. Wtedy zawsze mogę się roześmiać i zakończyć: żyli długo i szczęśliwie. Mogę opowiadać o szczęśliwych radosnych postaciach, o wróżkach… Dawno, dawno temu żyła sobie dziewczynka, która chciała zamieszkać w książkach, w baśniach i wierszach, i dobra wróżka spełniła jej życzenie; dziewczynka zamieszkała wśród bieli kartek i czarnych drukarskich znaków. Niestety okazało się, że wciąż jest otoczona znakami zapytania, pauzami i pustymi przestrzeniami, między którymi musiała na nowo wytyczać wszystkie granice.
Pogubiła się jeszcze raz, choć już była strasznie niepoukładana, biedna bajkowa dziewczynka…
Wymyślę jeszcze dla niej szczęśliwe zakończenie.
Na razie lubi siedzieć w otwartym oknie, słucha wtedy wrzasków mew i nie może rzucić palenia, mój ty Boże, cóż za niedydaktyczna bajka!
***
co krok
między – w poprzek
w tył i – naprzód
gdzieś – co krok
ciszkiem, chyłkiem
wrócę, zanim zaboli
a gdzieniegdzie, koniuszkami palców, tworzyć słowa i jasny świat,
ostrożnie układając przy tym skrzydła

